Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Trzej bracia, trzy pióra, trzy wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry oraz Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem; jego rejestr Polaków grających za granicą oraz obcokrajowców grających w Polsce jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10

Locations of Site Visitors

Blog > Komentarze do wpisu
Spowiedź frajera

Choć ta myśl chodzi mi po głowie już od początku afery korupcyjnej, to dziś ponownie uderzyła z wielką siłą. A to za sprawą tego pana,

znanego obecnie raczej jako Grzegorz G. - rezydent pomieszczeń wrocławskiej prokuratury, a nie jako Grzegorz Gilewski - Jedyny Polski Zawodowy Sędzia. Otóż myśl, która kłębi mi się pod sklepieniem czaszki jest następująca: jeżeli nasz najlepszy arbiter sprzedawał mecze - oczywiście jeśli zarzuty dla G. okażą się prawdziwe - czy oznacza to, że faktycznie na przełomie XX i XXI wieku w polskiej lidze kupczył każdy? Czy każdy jeden mecz był sprzedany? Czy każdy karny był reżyserowany? Każde zwycięstwo "podpierane"?

W latach 90-tych jako nastolatek zasiadałem w poniedziałek przed telewizorem i z wypiekami na twarzy oglądałem - siermiężny z perspektywy czasu - magazyn ligowy "Gol".

Chłonąłem każdy mecz, podziwiałem nawet toporne zagrania piłkarzy z Tarnobrzegu czy Mielca, odnotowywałem w zeszycie który gol mi się podobał, który nie.

Dziś mając tę wiedzę, którą mam na temat korupcji w polskiej piłce, mogę stwierdzić, że byłem zwykłym frajerem. Że zachwycałem się przedstawieniem, którego zakończenie zna większość zainteresowanych osób. Że efektowne kopnięcia, to zręczne sztuczki a wywiady pomeczowe o trudnych warunkach jakie postawił rywal to festiwal obłudy. W tym momencie także pod znakiem zapytania stają najbardziej dramatyczne spotkania z tamtego okresu.

Odsłuchawane dziś opinie o dyskusyjnym rzucie karnym są jak splunięcie w twarz. "Niejasne podejrzenia" co do formy niektórych zawodników stają sie jakby bardziej jasne,

a superprzypadkowe zachowania niektórych fachowców mniej przypadkowe.

Więc jeszcze raz - czy całe lata 90-te to pic? Kiedy słyszę o kolejnych zatrzymaniach sędziów, trenerów i zawodników, w których patrzyłem kiedyś jak w obrazek (Andrzej Woźniak, po co ci to było chłopie?...), to czuję się jakby ktoś bezcześcił kawałek mojego dzieciństwa. Oby winni zczeźli.

P.

wtorek, 09 grudnia 2008, badzi

Komentarze
Gość: qwrty, 088156040012.ols.vectranet.pl
2008/12/09 20:20:07
Chyba większymi frajerami byli wszyscy ci co grali w totka piłkarskiego
-
Gość: suchy282, aahe130.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/12/09 21:20:04
Poprostu jak słucha sie wypowiedzi tych ludzi to ręcę opadają. Jedna wielka Szopka
-
2008/12/09 21:41:37
Hmmm..., a czy można było się spodziewac uczciwości od ludzi, którzy żyli z ustawionych meczy? Raczej nie. Gilewski jest kolejnym przypadkiem potwierdzającym regułę, że nie było "białych owiec", a są same czarne. Żenujące i smutne.

pasjonatkasportu.blox.pl/html
-
2009/02/18 19:33:45
smutne to jest strasznie...
tez GOL ogladalem... fantastyczny program jak na tamte czasy... chetnie bym obejrzal teraz jakis... nie wiecie czy mozna gdzies w internecie sciagnac/obejrzec jakis magazyn pilkarski GOL z lat 90tych?