Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

Blog > Komentarze do wpisu
Tak to się robi. Słoweńcy na medal

Niespełna dwumilionowy naród, posiadający nieliczną gromadkę 886 zarejestrowanych hokeistów, święci dzisiejszej soboty na oczach całego świata swój największy triumf w całej historii tej lodowej dyscypliny sportu. Zespół mający w składzie zaledwie jednego gracza z NHL, nie tylko pokonał, ale dał na olimpijskiej tafli prawdziwą lekcję hokeja, naszpikowanym gwiazdami Słowakom - byłym mistrzom (2002) i wicemistrzom świata (2012), którzy na poprzednich igrzyskach w Vancouver zajęli czwarte miejsce. Choć słoweński hokej zapewne nie wyjedzie z Soczi przyozdobiony którymkolwiek z kruszców, to jednak za to wszystko, czego udało mu się dokonać na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, naprawdę należy mu się medal.

Jugosławia nigdy nie była hokejową potęgą. Nawet nazwać ją średniakiem byłoby raczej czymś na kształt komplementu. Dokładnie 30 lat temu na igrzyskach w Sarajewie reprezentacja Polski rozgromiła gospodarzy turnieju aż 8:1. 3 kwietnia 1991 roku na Mistrzostwach Świata gr. B w Ljubljanie biało-czerwoni znów ogrywają Jugosławię 6:3 i powracają wówczas do grona hokejowej elity. Rok później jugosłowiański zespół spadnie aż do trzeciej ligi światowego hokeja. Od tego właśnie poziomu, podczas turnieju na własnym lodowisku w Ljubljanie wiosną 1993 roku, rozpoczną swą żmudną, wytrwałą i godną podziwu wspinaczkę na salony hokeiści reprezentacji Słowenii. Jeszcze w 1994 roku na MŚ gr. C przegrywają aż 0:9 ze Słowakami, których dziś w Soczi rozłożyli na łopatki. W kwietniu 1998 roku Słoweńcy po raz pierwszy krzyżują kije na turnieju mistrzowskim grupy B. Jeszcze w kwietniu 2000 roku podczas mistrzostw rozgrywanych na taflach w Katowicach i Krakowie, Słowenia przegrywa z reprezentacją Polski 1:3 i tylko korzystniejszym bilansem bramek udaje się bałkańskim hokeistom utrzymać na drugim poziomie światowego hokeja. Jednak już dwa lata później, gdy biało-czerwoni zaliczają swą ostatnią, jak dotąd, przygodę wśród najlepszych, Słoweńcy właśnie debiutują w elitarnym gronie. Pierwszego gola, w przegranym 1:8 meczu z Rosją strzeli Marcel Rodman, który do dziś jest pewnym punktem zespołu. Dzięki swym dwóm zwycięstwom na tamtym turnieju, Słoweńcy, m.in. kosztem Polaków, których pokonują 4:2, utrzymają się na najwyższym szczeblu mistrzowskich rozgrywek. Możliwość częstej konfrontacji z najlepszymi stopniowo przynosi owoce. W 2006 roku Słowenia potrafi już bardzo dzielnie postawić się nawet takim potęgom, jak Finlandia (3:5) czy Czechy (4:5), a podczas ubiegłorocznego czempionatu, dopiero po dogrywce ulega w Sztokholmie Kanadyjczykom (3:4). I pomyśleć, że jeszcze w 2010 roku na mistrzostwach gr. B w Ljubljanie, Słoweńcy strasznie męczyli się z biało-czerwonymi, wygrywając zaledwie 3:2.

Dziś natomiast, debiutujący na igrzyskach olimpijskich zespół Słowenii, przeżywa właśnie swoje najpiękniejsze chwile. Trafił przecież do prawdziwej 'grupy śmierci' (Rosja, USA, Słowacja) i skazywany był przez tzw. znawców nawet na dwucyfrowe porażki. Zadziwił jednak już na dzień dobry, stawiając bardzo trudne warunki Rosjanom, a potem sprawiając, że znakomici słowaccy hokeiści byli momentami na tafli w Soczi bezradni i zagubieni niczym dzieci we mgle. Słowenia więc triumfuje. To nie przypadek. To efekt mądrego, ciekawego i dalekowzrocznego pomysłu na hokej, przez długie lata wdrażanego cierpliwie i z wiarą, że inwestycja prędzej czy później się opłaci. Progres jaki poczynił słoweński hokej na przestrzeni ostatnich dwóch dekad jest wręcz niebywały. Można być niewielkim narodem, ze stosunkowo nieliczną grupą hokeistów. Można nie mieć silnej krajowej ligi, ogrywając się na co dzień w austriackiej EBEL. Można zbierać kadrowiczów po klubach (i to nie zawsze pierwszoligowych) rozsianych po niemal całym Starym Kontynencie. Można. Trzeba mieć jednak równocześnie dobry, klarowny, świadomy pomysł na hokej. Anze Kopitar i spółka zrywają dziś owoce, które od lat powoli, lecz nieustannie wzrastały pod lodem słoweńskich tafli. Jeśli więc w naszej, rodzimej walce o powrót do hokejowego świata żywych, pragniemy się na kimś wzorować, warto spoglądać w słoweńskim kierunku. Naprawdę warto.

sobota, 15 lutego 2014, badzi

Polecane wpisy

  • Ostatni taki bal

    Kilka dni temu ucieszyliśmy się wszyscy radością szczerą, choć zatroskaną nieco o to, co dalej , z wywalczonego w niezłym stylu, awansu polskich hokeistów na za

  • Awans i co dalej?

    To było ponad 21 lat temu. 25 marca 1993 roku, podczas mistrzowskiego turnieju grupy B na lodowisku w Eindhoven, stało się coś naprawdę istotnego i brzemiennego

  • Kolejne wielkie derby Poznania za nami

    Całkiem niedawno, bo 4 lutego minęło dokładnie 80 lat od momentu, gdy Poznań cieszył się swym największym i niepowtarzalnym, jak dotąd, triumfem w hokeju na lod

Komentarze
Gość: nibeusz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/15 16:56:32
meczu nie widziałem, ale wynik i mnie zaskoczył. :-) to niesamowite, że tak maleńki kraj potrafi odnieść takie sukcesy. nie wiem, ile pieniędzy inwestują w hokej i czy ma to decydujące znaczenie, ale chyba jakimś punktem odniesienia jest to, że - jak zauważyłeś - reprezentanci tego kraju są rozsiani po całej Europie. dzięki temu mają możliwość konfrontacji z różnymi stylami, często zapewne też lepszymi. innymi słowy, nie duszą się we własnym podwórku. ;-) dobrze by było, żeby taka 'moda' stała się udziałem naszych hokeistów, a może nawet i drużyn.
-
Gość: a-be-ce, *.6-1.cable.virginm.net
2014/02/15 17:03:06
Wystarczy ze nastapi rewolucja w PZHL, lecz pewnie przez nastepne 20 lat beda siedziec i niszczyc Polski hokej. Gdyby chociaz PLH polaczyc z Czeska czy Slowacka liga to by nie bylo takie trudne, wtedy moze by cos wrescie ruszylo
-
Gość: Kocur72, *.20-1.cable.virginm.net
2014/02/15 22:16:10
Ale to nie tylko hokej. Generalnie wszystkie kraje powstałe po rozpadzie Jugosławii są lepsze od Polski w sportach drużynowych. To jest chyba kwestia odpowiedniego podejścia do uprawiania sportu, uporu,ambicji itp. No i oczywiście jakiegoś centralnego planu.
U nas w Polsce po transformacji 1989 roku wiele obiektów sportowych tak naprawdę przestało istnieć. I co z tego, że mamy wspaniałe hale widowiskowe, wspaniałe stadiony , jeżeli nie ma gdzie uprawiać sportu masowego, nie ma hal do rozgrywek lig młodzieżowych czy amatorskich.
-
Gość: guavajuice, *.217.33.3.reyu.net.pl
2014/02/17 12:23:20
wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd dla PZHL, może ktoś ze środowiska się wypowie i napisze gdzie jest problem
-
Gość: FUJ, *.109-247-123.customer.lyse.net
2014/02/18 05:02:42
Bzdura, jedna wielka bzdura. Autor zapomniał dodać, że Słoweńcy w ubiegłym roku spadli z elity, a Słowacy mają najgorszą drużynę od lat. Wszystko można ułożyć pod tezę. Skoro SŁOWENIA TAKA WSPANIAŁA, to na naszą korzyść działa fakt, że w ostatnich czterech spotkania z nimi - co prawda przegrywaliśmy, ale TYLKO JEDNĄ BRAMKĄ. Brawo dla PZHL! Brakuje nam tak niewiele do hokejowego wzoru!
MOJA TEZA JEST TAK SAMO BZDURNA JAK AUTORA O ROSNĄCEJ POTĘDZE.

-
Gość: numer10, *.icpnet.pl
2014/02/19 03:37:48
@ FUJ
Generalnie nie mam nic przeciwko "bzdurnym" - by zacytować przedmówcę - komentarzom, każdemu bowiem wolno wstukiwać w klawiaturę, co mu tam ślina na palce przyniesie. Warto jednak, żeby nawet w najbzdurniejszym komentarzu była choć krzta, jeśli już nie logiki, to przynajmniej prawdy. Zdaję sobie sprawę, że trudna sztuka czytania ze zrozumieniem znajduje się w dzisiejszych, niełatwych czasach w dość głębokim odwrocie. Jakieś minimum owej umiejętności chyba jednak nas wszystkich obowiązuje. W którym to dokładnie miejscu napisałem, że Słowenia jest "wspaniała" i że jest "rosnącą potęgą"? Pisałem dość wyraźną chyba czcionką, że Słoweńcy poczynili w ostatnich dwóch dekadach ogromny progres (przedostanie się z grupy C do olimpijskiego ćwierćfinału należy chyba za taki uznać, czyż nie?) i że w ostatnim czasie coraz dzielniej radzą sobie w bezpośrednich konfrontacjach z tymi potęgami właśnie. A owych potęg w hokeju, o czym wie każdy, kto ma o tej dyscyplinie choć blade pojęcie, jest zaledwie kilka. Sytuacja taka trwa niezmiennie od kilkudziesięciu lat i raczej nieprędko się zmieni (o czym pisałem tu choćby w tekście 'Anatomia upadku').
Co do Słowenii. To, że przed rokiem, występując bez swych najlepszych graczy z NHL - A.Kopitara i Mursaka (a przecież oczywistym jest, że pierwszy z nich decyduje o obliczu słoweńskiej drużyny w stopniu co najmniej równie ogromnym, jak niegdyś Czerkawski o wartości kadry biało-czerwonych) spadła z elity, to jedna sprawa, a to jak prezentuje się na turnieju olimpijskim to druga sprawa. Przede wszystkim więc proponuję obejrzeć po prostu, jak oni grają na tych igrzyskach, bo po treści komentarza wnioskuję, że obraz z lodowych tafli z Soczi niekoniecznie dociera na norweskie wioski. A Słoweńcy grają naprawdę znakomicie. Słabe drużyny nie dochodzą do ćwierćfinału na igrzyskach, które są najmocniej obsadzonym międzypaństwowym turniejem hokeja. Oczywiście nie wróżę im medalu, o czym też zresztą dość wyraźnie napisałem, ale jestem przekonany, że w ćwierćfinałowym meczu z aktualnymi mistrzami świata, Szwedami, będą walczyli dzielnie i powiem szczerze, że zdziwię się, jeśli ulegną Skandynawom w wyraźnie wyższych rozmiarach niż uczynili to np. Czesi podczas grupowego pojedynku.
"Słowacja ma najgorszą drużynę od lat" - rzecze Autor komentarza. Słowacy nie grają dobrze na tych igrzyskach, widzi to chyba każdy. Ale czy to ma w czymkolwiek ujmować Słoweńcom, którzy zaliczyli przeciwko Słowakom po prostu rewelacyjny występ? Zresztą jeśli mówimy, że Słowacja taka kiepściutka w Soczi, to cóż powiedzieć o Czechach, które ledwo z nią wygrały lub o Rosji, która szczęśliwie, dopiero w karnych uporała się z tą beznadziejną Słowacją, którą to z kolei wspomniana Słowenia przetrzepała znacznie łatwiej i w lepszym stylu niż oba wspomniane zespoły?
Biało-czerwoni, z tak grającą Słowenią, nie mieliby raczej większych szans. A że jeszcze w 2010 roku na MŚ gr.B. przegrywali z nią zaledwie jedną bramką - o tym przecież też tu pisałem. Zresztą tak zupełnie na marginesie, powtórzę to, o czym na tym blogu kilkukrotnie już mówiłem - uważam, że i nasz reprezentacyjny hokej poczynił w ostatnich kilkunastu miesiącach, pod okiem Zacharkina, zauważalny postęp. Sposób gry polskiego zespołu, demonstrowany całkiem długimi chwilami choćby w ostatnim, zwycięskim pojedynku z Białorusią naprawdę napawa umiarkowanym optymizmem. Wbrew pozorom bowiem, od zespołów balansujących na styku elity i jej zaplecza nie dzieli nas wcale jakaś nieprzekraczalna przepaść i przy mądrym pomyśle na hokej, choćby takim, jaki wdrażają od lat Słoweńcy stać nas na to, by ją zasypać szybciej niż mogłoby się wydawać.
Króciutko, reasumując, Słoweńcy poczynili niebywały progres i o tym jest ten tekst. Potęgą nie są i jeszcze dość długo nie będą. Ale wzorować się na nich jak najbardziej nam wypada. Wypada również uważnie czytać teksty, które ma się zamiar skomentować i jeszcze uważniej oglądać hokejowe zmagania na taflach w Soczi, jeśli nie chce się potem zabłysnąć klepaniem bzdur. Co oczywiście nie jest zabronione, ale i nie przynosi chluby. Z pozdrowieniem
-
2014/02/21 23:28:36
Ja tam byłbym ostrożny z tym ogromnym progresem. To, co zadziwia, to że mogą mieć niezły zespół mając coś około 200 seniorów. Ale, ale, ale... jasne, że słabe zespoły do ćwierćfinału IO nie dochodzą, ale też jeden ćwierćfinał to za mało do twierdzenia, że poziom wzrósł. Świetnie wyszedł im jeden mecz, oraz pokonali reprezentującą bardzo podobny poziom Austrię. Niech to powtórzą kilka razy, to będziemy mieli pewność. Bo równie dobrze możemy mieć casus Białorusi z Salt Lake City, albo Niemców z przed paru lat, gdy awansowali do pierwszej czwórki MŚ. Bo jak się, poza tym turniejem olimpijskim, przyjrzeć wynikom Słowenii, to w ostatnich 13 latach raz zajęli miejsce 13, a poza tym zawsze 15-18. Raz spadek, raz awans i nie widać tu progresu.

I jeszcze sprawa meczu z Polską w 2010. Rzecz w tym, że Słowenia na mistrzostwach świata I Dywizji i na Igrzyskach to dwie różne ekipy. Nie chodzi tylko o Kopitara, ale całą masę zawodników z Bundesligi, z ligi francuskiej, z bardzo silnej drugiej ligi szwedzkiej, paru graczy z ligi czeskiej... Oni też nie mogą grać w turniejach I Dywizji, bo grają wtedy ligę. Graliśmy tam po prostu ze Słowenią B. W najsilniejszym zestawieniu graliśmy ze sobą w 2002, gdy ostatnio byliśmy w grupie A. Już wtedy zlali nas bez trudu.
-
Gość: FUJ, *.109-247-123.customer.lyse.net
2014/02/21 23:48:17
Ouch. Widzę, że autor bardzo wrażliwy. Odpowiedź niemal dłuższa, niż sam wpis. Moja riposta będzie bardziej zwięzła.

1. Transmisje z Soczi docierają na norweską prowincję (w większości bez komentarza Dariusza "Kejta-Tełsa-Dauszena" Szpakowskiego. PS. Jeśli ten Pan jest głównym komentatorem Telewizji Polskiej, nic dziwnego, że internetowi komentatorzy nie dostrzegają pewnych oczywistości).
2. Zdziwienie u autora musiało być wielkie po meczu Słoweńców ze Szwedami.
3. Fakt, że brak Kopitara aż tak obniża poziom gry Słoweńców świadczy tylko o słabości słoweńskiego hokeja. Sytuacja analogiczna do polskich biegów narciarskich - nikt o zdrowych zmysłach nie stawia naszych biegów za wzór. (Kopitar swoje umiejętności zawdzięcza ojcu, a nie słoweńskiemu systemowi).
4. Hokejowych potęg jest tylko kilka - tu się zgadzamy. Dlatego jest jedno (czasem dwa) miejsca dla klasycznych fuksów.
5. Drużyny, z którymi Słoweńcy walczyli jak równy z równym - i które wymieniłeś jako przeciwwagę do mojej opinii o ich słabości - na igrzyskach totalnie się skompromitowały (Słowacja, Rosja) lub zaliczyły sromotną porażkę (Czechy).
6. Jeśli do listy drużyn, które były na kursie krzyżowym ze Słoweńcami dodamy imprezowiczów z Austrii, zrozumiemy, że Słoweńcy w Soczi byli największymi szczęściarzami.
7. "przy mądrym pomyśle na hokej, choćby takim, jaki wdrażają od lat Słoweńcy". Co za komunał, mdli mnie od takiej mowy trawy. Nasz hokej babrze się w gównie od lat i mimo to nasi juniorzy są na tej samej półce (tanich zamienników) co "mądrze prowadzeni" Słoweńcy.

Reasumując: Bzdurą jest stawianie słoweńskiego hokeja za wzór. Radzę napisać tekst o tym jak się to robi w Szwajcarii.
-
Gość: numer10, *.icpnet.pl
2014/02/23 00:49:56
@ rockier

Przede wszystkim dzięki za merytoryczną i kulturalną polemikę, co jak widać, nie zawsze bywa tu normą.
"Ja tam byłbym ostrożny z tym ogromnym progresem" - cóż, ja natomiast, to czego dokonali na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Słoweńcy, czyli przedostanie się ze światowej trzeciej ligi do olimpijskiego ćwierćfinału uważam za gigantyczny progres. Gdyby ktoś nam obiecał, że biało-czerwoni z miejsca, w którym obecnie się znajdują, wylądują za 20 lat na igrzyskach i dobrną na nich, po grze na miarę tej słoweńskiej z Soczi, aż do ćwierćfinału, podejrzewam, że wszyscy nazwalibyśmy to wielkim postępem i bralibyśmy w ciemno.
W przypadku Słowenii nie chodzi o to, czy wyszedł im jeden mecz. Moim zdaniem wyszły im wszystkie mecze na tym turnieju, choć nie zawsze wynik na to wskazywał. Powtórzę raz jeszcze, wdarcie się do grona największych potęg absolutnie im na razie nie grozi, ale ustabilizowanie swej pozycji w pierwszej ósemce światowej stawki już jak najbardziej.
Przypadek Białorusi to temat na zupełnie inną historię. Nie zapominajmy, że Białoruś, podobnie jak Łotwa, Kazachstan itp., była jednak w jakimś stopniu beneficjentem radzieckiej szkoły hokeja, czerpiąc z pewnych struktur, systemu szkolenia itp. A z jakiego pułapu startowała 20 lat temu Słowenia? Była beneficjentem jugosłowiańskiej szkoły hokeja?;)
Porównanie do Niemców też chyba nie jest najszczęśliwsze. Po pierwsze dlatego, że mają oni długą, liczoną w całych dekadach tradycję przetarć w elitarnym gronie, po drugie natomiast - nie zapominajmy, że turniej mistrzostw świata, nijak ma się swą rangą do turnieju olimpijskiego, gdzie grają jednak niemal wszyscy najlepsi hokeiści. Niemcy wówczas, na własnym lodzie, pokonali w ćwierćfinale Szwajcarów i to zapewniło im wejście do czwórki. Nie odbyło się to więc na skutek zwycięstwa nad rywalem należącym do wąskiego grona hokejowych potęg.
Natomiast o fakcie, że Słowenia z mistrzostw i Słowenia z igrzysk to dwa zupełnie inne zespoły, absolutnie nie trzeba mnie przekonywać, gdyż dokładnie o tym właśnie fakcie usiłowałem przekonać tu jednego z opornych na wiedzę komentatorów. Powtórzę raz jeszcze, ze Słowenią w wydaniu olimpijskim, biało-czerwoni nie mieliby zbyt wiele do powiedzenia.
Podsumowując, życzę nam wszystkim takiego braku progresu jaki jest obecnie udziałem Słowenii ;)
-
Gość: numer10, *.icpnet.pl
2014/02/23 00:55:44
@ FUJ

Ouch :) Odpowiedź chyba rzeczywiście była zbyt długa, chciałem bowiem potraktować polemikę z Tobą poważnie, co jak widzę, było chyba błędem, którego po lekturze Twej wypranej z jakichkolwiek argumentów riposty, postaram się nie powtórzyć.
Jeśli "z wikipedią na podorędziu" (spodobało mi się;) piszesz, że bzdurą jest stawianie Polakom za wzór słoweńskiej drogi do hokejowego postępu, wstawiając w ich miejsce Szwajcarów ("co za komunał, mdli mnie od takiej mowy trawy" - aż chciałoby się zacytować;), to mogę tylko przyklasnąć i równocześnie zaoponować - dlaczego tylko Szwajcarów, idźmy na całość i wzorujmy się od razu na Kanadzie. Bo wypada przecież uczyć się od najlepszych. A trochę poważniej. Od Szwajcarów to my możemy zacząć czerpać wzorce, gdy dorobimy się choćby namiastki tej bazy zasobów strukturalno-ludzkich, jakimi dysponują oni, by móc wreszcie stworzyć w Polsce własną w miarę silną ligę i system szkolenia. Na razie jednak na to się nie zanosi, więc optymalnym rozwiązaniem jest chyba niestety to, co robią właśnie Słoweńcy czy Węgrzy, czyli przyklejenie się, choćby na jakiś czas, jak najliczniejszej grupy naszych graczy do EBEL, a najlepiej do KHL czy ligi słowackiej, by zacząć wreszcie regularnie ogrywać się pośród lepszych od siebie. Gdyby też poważnie traktować te brednie, że Słoweńcy byli w Soczi "największymi szczęściarzami", bo walczyli wyłącznie z zespołami, które się "skompromitowały" (najwidoczniej wszystkie zespoły, które nie zdobywają medalu na igrzyskach - 'kompromitują się' lub 'zaliczają sromotną porażkę'), to cóż powiedzieć, gdyby być konsekwentnym, o występie Szwajcarów, nie potrafiących przebić się do ćwierćfinału nawet przez Łotwę. A przecież to właśnie tych Szwajcarów stawiasz nam za wzór.
Reasumując i parafrazując: Bzdurą jest stawianie szwajcarskiego hokeja za wzór. Radzę napisać tekst jak to się robi w Kanadzie ;)
-
2014/02/23 12:04:27
@ Numer 10:

Jugosłowiański hokej to po prostu Słowenia :-) Na pewno byliśmy lepsi, zresztą, o ile wiem, to z Jugosławią mamy rekordowe zwycięstwo 22 do 3. Na 21 spotkań 19 wygranych, remis i porażka i to w podejrzanych okolicznościach: Jobczyk kiedyś opowiadał, że przegraliśmy z Holandią w Lake Placid, bo byli na nas superzawzięci, a superzawzięci byli dlatego, że uważali, iż my kilka lat wcześniej sprzedaliśmy mecz z Jugosławią, przy okazji spuszczając Holandię do grupy C. A generalnie Jugosławia (czyli w 99% Słowenia) to był zespół z przełomu grupy B i C, co równało się około 15-18 pozycji na świecie. Z tym że w latach osiemdziesiątych grali słabiej niż wcześniej. Np. w latach 70-tych wyniki z Austrią na MŚ: 3:1, 6:1, 10:3, 6:4, a w latach 80-tych same porażki, w latach 70-tych ze Szwajcarią wyniki mniej więcej równe (wygrali w Insbrucku), w latach 80-tych jeden remis i same porażki. Z Francją było i dwucyfrowe zwycięstwo na igrzyskach w Grenoble, a w latach 80-tych najczęściej porażki. Nie pjechali do Lake Placid i Calgary, a wcześniej grali na Igrzyskach regularnie.

Wyprzedzili kilka zespołów (oprócz nas także Rumunię, Japonię), zlikwidowano NRD. Doszły Słowacja, Łotwa, Białoruś, dogonili ich Włosi, oni dogonili (a tutaj wrąbali 4:0) Austrię. I wychodzi mniej więcej ta sama pozycja co kiedyś, za Jugosławii. Nas wyprzedzili, ale to może o sobie powiedzieć jakieś 10 zespołów + 5 nowopowstałych :-). Dość długo grali w Grupie C nie dlatego, że na to zasługiwali, tylko że rozpadły się CSRS i ZSRR, więc się kolejka zrobiła.

"ale ustabilizowanie swej pozycji w pierwszej ósemce światowej stawki już jak najbardziej"

No, to byłaby wielka sprawa, ale na razie udało im się raz. Jak dotąd na MŚ nigdy wyżej niż 13. Musieliby się zrównać z kimś z TOP-7, albo ze Szwajcarią. I w 4 wypadkach na 5 bić Niemców, Norwegów, Łotyszy - teraz w 4 wypadkach na 5 przegrywają.

Ja bym to określił inaczej - życzyłbym sobie, żeby Polska nie upadła tak nisko, żeby nas minęli Słoweńcy. Bo Szwajcarów, czy kraje powstałe na gruzach ZSRR, można przeżyć, ale oni, albo Dania, czy Austria, o Węgrach nie mówiąc?

P.S. Co do Niemców, to Słoweńcy teraz też nie znaleźli się w ćwierćfinale wskutek ogrania którejś z hokejowych potęg, tylko Austrii, z którą już na Igrzyskach jako Jugosławia wygrywali :-)
P.S.2. Na ostatnich Mistrzostwach U-20 przegraliśmy ze Słowenią po karnych, chociaż mieliśmy dużą przewagę w strzałach, i była to jedyna drużyna straciła z nami punkty.
-
Gość: numer10, *.icpnet.pl
2014/02/24 12:41:00
@ rockier

Żeby nie ciągnąć tej naszej ciekawej konwersacji do następnych igrzysk ;) to tylko jedna uwaga: stwierdzenie, że jugosłowiański hokej to po prostu w 99% Słowenia nie do końca pokrywa się z rzeczywistością. Owszem, ów hokej opierał się przeważającej mierze na słoweńskich zasobach, ale na pewno nie w całości :) Ktoś już to kiedyś wnikliwie i umiejętnie policzył: w całych dziejach jugosłowiańskiej kadry zawodnicy słoweńscy stanowili dokładnie 67%. Czyli do 99% jeszcze troszkę brakuje ;) Choć Słoweńcy zdecydowanie nadawali jej ton, to przewinęła się tam jednak cała rzesza graczy chorwackich, serbskich czy bośniackich. To prawda, że najsilniejszymi hokejowymi ośrodkami w dawnej Jugosławii były te słoweńskie (z Lublaną i Jesenicami na czele), ale liczyły się przecież również te serbskie (głównie Partizan, ale też Crvena Zvezda, Vojvodina) i przede wszystkim, szczególnie na przełomie lat 80. i 90. - chorwacki Zagrzeb (przecież Medvescak, który rządził niepodzielnie w ostatnim okresie trwania dawnej Jugosławii, miał nawet swoje 5 minut w Pucharze Europy, gdzie ulokował się w pierwszej szóstce, pokonując kluby włoskie, francuskie czy austriackie). A pamiętać wypada, że na najwyższym szczeblu rozgrywek grały też zespoły z Bośni, a nawet Macedonii. Gdyby znowu chcieć to koniecznie policzyć matematycznie, to w ostatnim sezonie wspólnej jugosłowiańskiej ligi, zespoły ze Słowenii stanowiły jej 40%. Czyli do 99% wciąż jeszcze kawałek ;)

"życzyłbym sobie, żeby Polska nie upadła tak nisko, żeby nas minęli Słoweńcy. Bo Szwajcarów, czy kraje powstałe na gruzach ZSRR, można przeżyć, ale oni, albo Dania, czy Austria, o Węgrach nie mówiąc?"

Trudno się pod tym nie podpisać ;) Poszedłbym nawet jeszcze dalej - Dania, Austria i Węgry - to boli, jednak powoli się już chyba przyzwyczajamy, że i oni są przed nami. Ale Korea Płd...? :) A warto też z uwagą przyglądać się Chorwatom, którzy moim zdaniem ogromnie skorzystają na ogrywaniu się kilku ich graczy na lodowiskach KHL i będą, jako reprezentacja, czynili systematyczne i coraz bardziej zauważalne postępy.

Pozdrawiam serdecznie :)