Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

Blog > Komentarze do wpisu
Espana 1982, Mexico 1986. Mundiale z dzieciństwa - Sławek

Nasze pierwsze mundiale. Dzięki nim staliśmy się fanami piłki nożnej. To one ukształtowały nasze futbolowe sympatie do drużyn i piłkarzy na całą resztę kibicowskiego życia. Mundiale, z których do dziś pamiętamy wyniki wszystkich meczów, choć odbyły się wiele lat temu, a mamy czasami problem z przypomnieniem sobie tego, co się działo na ostatnich mistrzostwach. Również nazwiska zawodników z tamtych lat siedzą w naszych głowach do dziś. Pamiętamy, gdzie byliśmy w trakcie tamtych meczów, co robiliśmy. Najwspanialsze mundiale z dzieciństwa.



España 1982

Mój pierwszy mundial. Miałem wtedy niecałe 6 lat. Choć nie miałem wpływu na to, co się ogląda w naszej rodzinie na czarno-białym telewizorze, a rodzice nie za bardzo interesowali się futbolem, to udało mi się zobaczyć wszystkie mecze reprezentacji Polski i fragmenty lub skróty kilku innych spotkań.

Pierwszy mecz w moim życiu to Polska - Włochy 0:0. Zapamiętałem z niego łysawego faceta o nazwisku łatwym do zapamiętania dla dziecka - Lato. Odtąd w każdym meczu wypatrywałem znajomej, słabo owłosionej głowy. Tak zostałem wielkim fanem Grzegorza Laty. Na MŚ '82 lubiłem go nawet bardziej niż Bońka, który był wtedy u szczytu swojej kariery.

Ze spotkania Polska - Kamerun 0:0 wryły mi się w pamięć przede wszystkim dalekie wykopy bramkarskie. Piłka przelatywała przez całe boisko od jednego bramkarza do drugiego - pomiędzy Józefem Młynarczykiem, a Thomasem N’Kono - a ja nie rozumiałem, po co oni to robią. Od tego czasu polubilem jednak obu z nich, a Kamerun został moją ulubioną afrykańską drużyną.

W końcu nadszedł ostatni grupowy mecz Polaków, z Peru. Pierwsza połowa - to samo, co w poprzednich dwóch meczach, nadal bez goli. Po przerwie sytuacja diametralnie się zmieniła. Wreszcie zobaczyłem pierwsze gole w moim kibicowskim życiu! To była wielka dziecięca radość z gradu bramek strzelanych przez polskich zawodników, a ostatecznie z wysokiego zwycięstwa. Poznałem wówczas kolejnych - po Lacie i Młynarczyku - polskich piłkarzy: Bońka, Smolarka, Buncola, Ciołka. To było pierwsze zwycięstwo Polski, które widziałem jako kibic, a jednocześnie najwyższa wygrana naszej drużyny na MŚ, jaką oglądałem. Peruwiańczykom, którzy wyróżniali się ładnymi strojami (białe z ukośnym czerwonym pasem) pozostała na osłodę jedna bramka strzelona w ostatnich minutach meczu. Polska - Peru 5:1.

Pamiętam, że po zakończeniu fazy grupowej, pierwszy raz w życiu zobaczyłem... tabelę. Tata narysował ją na kartce. Wytłumaczył mi zasady, że 2 punkty są za zwycięstwo, 1 za remis i 0 za porażkę. W tabeli Polska była pierwsza z czterema punktami. Po wspaniałym meczu z Peru było to dla mnie oczywiste, zdziwiłbym się gdyby było inaczej. Od tamtego czasu uwielbiałem tabele - patrzyłem na nie, analizowałem je, napawałem się nimi. Zostało mi to zresztą do dziś...

Druga runda, Polska - Belgia 3:0. Ten mecz odbywał się późnym wieczorem (21:15), a jako że nazajutrz rano wyjeżdżaliśmy na wakacje na wieś do babci i dziadka, musiałem iść spać. Jak to jednak zwykle bywa, emocje przed wyjazdem sprawiły, że nie mogłem zasnąć. Gdy wkroczyłem do dużego pokoju, by poinformować rodziców o mojej bezsenności, okazało się, że Boniek zdążył już strzelić Belgom trzy gole. Rodziców wprawiło to w tak dobry humor, że pozwolili mi przysiąść się na chwilę i oglądać dalszy przebieg wydarzeń na boisku. Niestety, gdy już wydawało mi się, że padła czwarta bramka zdobyta przez Bońka, okazało się, że był spalony (pierwszy raz zetknąłem się wówczas z tym zjawiskiem). Byłem więc trochę zmartwiony, że ominęło mnie wszystko, co najważniejsze. Na pocieszenie pozostała mi retransmisja następnego dnia.

Mecz ze Związkiem Radzieckim oglądaliśmy już na wakacjach u dziadków. Późna pora, rodzina zgromadzona przy telewizorze. Atmosfera napięta - wiadomo: Polacy grają z Ruskimi. Smolarek dzielnie walczy w narożniku boiska. Mecz nie porywa, młodszy brat zasnął przed końcem, mi udało się dotrwać, choć było ciężko. Po końcowym gwizdku wielka satysfakcja. Polska - ZSRR 0:0 - jesteśmy w półfinale!

Półfinał, Polska - Włochy 0:2. Drugi mecz z Włochami. Pierwsza porażka Polski. W telewizji mówią, że to dlatego, że nie mógł grać Boniek, bo w poprzednim spotkaniu dostał głupią żółtą kartkę. Za to, że przy rzucie wolnym mur nie chciał się oddalić na przepisową odległość, a on stał pierwszy z brzegu. Obydwie bramki strzela nam Paolo Rossi, król strzelców tego mundialu. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się wtedy, że po drugim strzelonym golu Rossi usiadł okrakiem na bezradnym Młynarczyku. Drań.

Mecz o trzecie miejsce, Polska - Francja 3:2. Padło dużo bramek, a ja po każdej z nich biegłem do stajni, żeby zdawać szczegółowe relacje babci, która właśnie doiła krowy. Udawała, że interesują ją moje depesze.

Co utkwiło mi w głowie z innych meczów?

Kamerun - Peru 0:0, pierwszy mecz grupowy obu drużyn. Oglądałem go i uznałem za mecz słabeuszy naszej grupy ze względu na dziwne zachowanie piłkarzy - przed wykonaniem rzutu wolnego przez jedną z drużyn, przeciwnicy podbiegali i zabierali piłkę. Dzikusy. Długą chwilę sędzia musiał ich przekonywać, żeby ją jednak oddali i pozwolili na wznowienie gry.

Francja - Kuwejt 4:1, faza grupowa. Pamiętam gola Platiniego z rzutu wolnego. Po ujrzeniu flagi Kuwejtu, natychmiast sprawdziłem w encyklopedii, czy rzeczywiście tak wygląda.

Węgry - Salwador 10:1, faza grupowa, oglądałem tylko skrót. Nazajutrz w przedszkolu dużo się o tym mówiło. Mecz ten na zawsze pozostał synonimem wielkiego pogromu.

Argentyna - Brazylia 1:3, mecz II rundy. Nie pamiętam, czy widziałem choć urywek, ale na pewno wtedy pierwszy raz usłyszałem o Maradonie, który dostał czerwoną kartkę za kopnięcie bez piłki brazylijskiego piłkarza. Przedszkolni fachowcy byli tym oburzeni. A ja zapamiętałem nazwisko Maradona, bo łatwo wpadało w ucho.

Drugi półfinał RFN - Francja 3:3, dogrywka, karne i wygrana Niemców po ciężkich bojach. Żałowałem Francji, bo wiadomo: Niemcy to zawsze Niemcy. Mecz zakończył się o bardzo późnej porze (zaczynał się o 21:15), ale pamiętam, że oglądałem konkurs rzutów karnych (po raz pierwszy) i był wieczór (chyba, że była to powtórka wieczorem następnego dnia).

Finał Włochy - RFN 3:1 był rozgrywany w dniu moich szóstych urodzin. Obejrzałem go w retransmisji po powrocie od dziadków do domu. Nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Uznałem za naturalne, że Włochy wygrały z Niemcami, skoro wygrały wcześniej z Polską. A Niemcy wszak są źli, bo zabili Olgierda z "Czterech pancernych", zatem nie zasługują na zwycięstwo. Ponadto zastanawiałem się, dlaczego Niemcy są drugie, a Polska trzecia, skoro ze sobą nie grali. Według mnie Polska była lepsza! Mówiło się zresztą wtedy, że Polska ma srebrny medal! To podobno dlatego, żeby wszyscy półfinaliści mogli się cieszyć jakimś krążkiem - Włosi złotym, Niemcy pozłacanym (sic!), Polacy srebrnym, a Francuzi brązowym.

Z mistrzowskiej drużyny Włoch zapamiętałem Rossiego, Tardelliego, Altobelliego i Dino Zoffa, który jako kapitan odbierał trofeum. W telewizji pokazywano szaloną radość Włochów ze zdobycia mistrzostwa, dużo większą niż potem w 2006 roku.

Mundial w Hiszpanii z 1982 roku był pierwszym piłkarskim wydarzeniem, którego byłem świadkiem jako kibic. Dodatkowo, był turniejem, na którym polska reprezentacja odniosła swój ostatni sukces na mistrzostwach świata. Cieszę się, że udało mi się na to załapać.



Mexico 1986

Miałem wtedy niecałe 10 lat i kończyłem trzecią klasę podstawówki. Byłem już bardzo świadomym kibicem. Wcześniej oglądałem Mistrzostwa Europy w 1984 roku we Francji, a także wszystkie mecze eliminacji MŚ 1986 - doskonale pamiętam boje Polski z Belgią, Grecją i Albanią oraz moje zdziwienie, że ostatecznie udało nam się wygrać grupę pomimo, że byliśmy wyraźnie gorsi od Belgii (porażka 0:2 na wyjeździe).

Na Dzień Dziecka 1986 otrzymałem świetny prezent - piękne Vademecum Mexico'86 w formacie zeszytowym A5 (być może wspólnie z młodszym o 2 lata bratem, ale zawsze uważałem je za swoją własność). Traktowałem je jak książeczkę do nabożeństwa. Na okładce zielona murawa boiska i wspaniały złoty Puchar Świata (moim zdaniem najładniejsze trofeum z wszystkich rozgrywek), w środku kolorowe składy 24 drużyn - prawie wszystkie znałem na pamięć, do dziś pamiętam wiele nazwisk, które chyba nawet wielkim znawcom futbolu niewiele mówią - np. Lettieri, Lenarduzzi (Kanada), Cho Kwang Re, Li Te Ho, Park Chang Sun (Korea Pd), Bouyahiaoui (Maroko). Zapoznałem się z wynikami eliminacji na wszystkich kontynentach. W wielkich szczegółach przeanalizowałem historię wcześniejszych 12 mundiali, na pamięć znałem wszystkich gospodarzy i najlepsze czwórki z poszczególnych MŚ (dzięki temu i dzisiaj umiałbym je wymienić). W książce były też szczegółowe sylwetki polskich piłkarzy wraz z wywiadem zawierającym wiele pytań typu: hobby, samochód, ulubiony program tv, aktor, zespół muzyczny, a także kogo typujesz w najlepszej czwórce MŚ. Co ciekawe, wielu z nich widziało w niej Polskę. Było też pytanie o najbardziej podziwianego piłkarza krajowego lub zagranicznego w przeszłości lub obecnie i Kazimierz Przybyś podał swojego kolegę z drużyny - Romana Wójcickiego.

Vademecum przeczytałem od deski do deski setki razy. Uwielbiałem je. Do dziś skrywam je jak największy skarb, mimo że już w trakcie meksykańskich mistrzostw nosiło wyraźne znamiona zniszczenia na skutek wyrywania go sobie z bratem (okładka była nieco pognieciona i odpadała od reszty, ale wszystko zostało profesjonalnie sklejone taśmą klejącą), a w zeszłym roku zostało dodatkowo sprofanowane przez mojego synka. Ale jest, trwa i trwać będzie. Amen.

Po Vademecum nie wolno było jednak pisać, nawet mi (świętość!), zatem wszystkie wyniki odnotowywałem na szablonach opublikowanych na łamach jakiejś gazety.

Mecze zaczynały się o godz. 20 i północy polskiego czasu (odpowiednio 12 i 16 w Meksyku), więc oglądaliśmy tylko te wcześniejsze spotkania, a drugie jedynie w porannych retransmisjach, jeśli nie kolidowało to ze szkołą. Niestety w grupie Polska grała tylko o północy. Jedyny gol Smolarka w wygranym 1:0 meczu z Portugalią widziałem zatem dopiero w powtórce. Podobnie pozostałe dwa mecze: pierwszy z Maroko (0:0) i trzeci z Anglią (0:3).

Po wygranym meczu z Portugalią moje rozumowanie było następujące: skoro Portugalia wygrała z Anglią 1:0, a Polska wygrała z Portugalią 1:0, to niechybnie Polska wygra z Anglią 2:0 (To się dodaje! - jak mówi Max Kolonko). Ten scenariusz wydawał się tak logiczny, że postanowiłem uwiecznić go na kartce bloku rysunkowego i przedstawić na szkolne zajęcia z plastyki. Narysowałem fragment tego meczu z biegającymi po zielonej murawie piłkarzami Polski i Anglii, z widniejącym na tablicy wynikiem 2:0. Niestety reguła przechodniości nie zadziałała i Polska przegrała 0:3. Ten cholerny Lineker! Pamiętam, jak mi wówczas było żal Młynarczyka, którego bardzo polubiłem podczas poprzednich MŚ w 1982 roku. Wszyscy narzekali na Stefana Majewskiego, że nie umiał upilnować Gary'ego.

Mecz drugiej rundy z Brazylią (0:4) był jedynym polskim spotkaniem rozgrywanym wcześniej (o godz. 20). Wbrew pozorom wcale nie był to zły mecz naszej reprezentacji. Już na samym początku Tarasiewicz strzelił w słupek, a Karaś w poprzeczkę. W drugiej połowie Boniek wykonał takie nożyce, że gdyby to weszło, to mielibyśmy najładniejszą bramkę mundialu! Jednak wynik końcowy był fatalny. W pierwszej połowie wątpliwy karny i Socrates strzelił nie do obrony pod poprzeczkę bez żadnego rozbiegu. Potem w drugiej - gol Josimara z bardzo ostrego kąta (przy błędzie Młynarczyka) chyba podłamał Polaków. Przy trzeciej bramce Brazylijczycy tak zakręcili Wójcickim i Młynarczykiem, że biedaki zupełnie nie wiedziały co się dzieje. Na 4:0 strzelił Careca z karnego, ale Młynarczyk był bardzo bliski obrony - wybił piłkę na słupek, ale potem jednak wturlała się do bramki. Tamtego dnia wszystko było przeciwko nam. Na ostatnie 7 minut Antoni Piechniczek wpuścił na boisko Władysława Żmudę, żeby mógł wyrównać rekord 21 gier na mundialu.

To był koniec naszej meksykańskiej przygody. Pamiętam minorowe nastroje w telewizyjnym studiu, dymisję trenera Piechniczka i słynną klątwę Bońka (a może Piechniczka?), że przez następne 20 lat nie awansujemy na mundial. Udało się po 16 latach, więc dużo nie brakowało...

Bardzo mi było smutno po meczu z Brazylią. To było pierwsze niepowodzenie polskiego piłkarstwa, którego doświadczyłem w swoim życiu. Potem przerodziło się to w pasmo wiecznych klęsk, trwające - z bardzo krótkimi przerwami - po dziś...

W 1/8 finału coś się dla mnie skończyło, zatem coś nowego musiało się zacząć. I owszem, w ćwierćfinale narodziła się moja przygoda z Argentyną. To był oczywiście jej mecz z Anglią, wygrany 2:1 po dwóch golach Maradony. Jednym strzelonym ręką pod nieuwagę tunezyjskiego sędziego i drugim strzelonym po samotnym rajdzie przez ponad połowę boiska, uważanym przez wielu za najładniejszą bramkę w historii piłki nożnej. Gary Lineker tym razem Anglii nie wystarczył (choć pod koniec meczu strzelił gola, dzięki któremu został królem strzelców).

Potem był półfinałowy mecz z Belgią, podczas którego Diego dzielił i rządził na boisku, strzelając dwie bramki i przesądzając awans swojej drużyny do finału.

Finał meksykańskich MŚ obejrzałem na wczasach w Charzykowych, w świetlicy, na kolorowym telewizorze (którego my wówczas w domu nie mieliśmy), w obecności licznie zgromadzonych wczasowiczów o różnym poziomie wiedzy piłkarskiej - o czym świadczyła choćby taka wymiana zdań:
- Ile jest?
- 2:2.
- Dla kogo?
W finale Maradona mnie nie olśnił, jednak podanie przez pół boiska do Burruchagi wykonane w ostatnich minutach meczu potwierdziło jego klasę. Wcześniej była krótka chwila niepewności, gdy Niemcy wyciągnęli z 0:2 na 2:2 (wyrównał po rzucie rożnym Rudi Voeller). Po zakończeniu MŚ oglądałem jeszcze powtórki z meczów Argentyny w grupie (z Włochami, Bułgarią i Koreą Południową), których wcześniej chyba nie widziałem (nie pamiętam tego) i jeszcze utwierdziłem się w przekonaniu o talencie Maradony i klasie całej drużyny Argentyny.

Od tamtego mundialu byłem (i jestem do dziś!) wielkim fanem Argentyny i Diego Maradony (obecnie podziwiam Messiego, ale oczywiście nie jest to już taki młodzieńczy podziw). Uważam, że Leo nie osiągnął dotąd poziomu Diego - choć nadal ma na to szanse.

Przez następne lata trwały nieustające kłótnie z bratem, który nie do końca uznawał wspaniałość mojej Argentyny. Eskalacja konfliktu nastąpiła na MŚ we Włoszech w 1990, gdzie Albicelestes faktycznie grali już znacznie gorzej i mało finezyjnie. Zostali jednak przez Maradonę wraz z Caniggią i bramkarzem Goicoacheą dowiezieni - przez rzuty karne - do samego finału. W nim po pechowym meczu i niezasłużonym rzucie karnym przegrali z Niemcami.

Widziałem wiele meczów meksykańskiego mundialu oprócz spotkań Polaków. Jako najciekawsze wspominam:

- Włochy - Bułgaria 1:1 - mecz otwarcia rozgrywany bardzo wcześnie jak na MŚ, bo 31 maja (jedyne spotkanie oglądane przeze mnie jeszcze bez Vademecum w ręce); raczej dość mdłe widowisko,

- ZSRR - Węgry 6:0 - siła ekipy ZSRR i żal bratanków-Węgrów,

- Francja - ZSRR 1:1 - remis dwóch mocnych drużyn, które wydawały mi się faworytami turnieju,

- Francja - Węgry 3:0 - dobry mecz Francji i jedyny gol Jeana Tigany w reprezentacji,

- Meksyk - Belgia 2:1 - poznałem i polubiłem Hugo Sancheza, doceniłem gospodarzy turnieju, którzy okazali się lepsi od świetnych Belgów pamiętanych przeze mnie z eliminacji do MŚ,

- Urugwaj - RFN 1:1 - pamiętam bardzo szybko strzeloną bramkę przez Urugwajczyków i mozolne odrabianie Niemców zakończone sukcesem pod koniec spotkania,

- Dania - RFN 2:0 - radość z pokonania Niemców, za którymi nie przepadałem, choć było jasne, że cwaniaki odpuściły sobie ten mecz,

- po meczach grupowych żal mi też było Kanady, która nie strzeliła nawet gola (a mieliśmy tam znajomych)

- Meksyk - Bułgaria 2:0 - piękny gol Negrete przewrotką,

- Anglia - Paragwaj 3:0 - kolejny popis Linekera (2 gole),

- Francja - Włochy 2:0 - gładka wygrana mistrzów Europy z poprzednimi mistrzami świata,

- ćwierćfinał Francja - Brazylia 1:1 - bardzo ciekawy i emocjonujący mecz; zwycięstwo Francuzów w karnych; w trakcie meczu karnego nie strzelił Zico (obronił Bats), a w serii rzutów karnych słynny Socrates bez rozbiegu strzelił pod poprzeczkę, ale Bats obronił, natomiast Platini posłał piłkę nad poprzeczką (w meczu strzelił gola), potem nastąpił rozstrzygający celny karny Fernandeza,

- półfinał Niemcy - Francja 2:0 - zdziwienie, bo Francja grała dotąd wyśmienicie, a ja typowałem finał Argentyna - Francja. Pierwszy gol padł na początku spotkania po słabej interwencji bramkarza, drugi po lobie Voellera pod koniec meczu.

- mecz o 3 miejsce Francja - Belgia 4:2 po dogr. - obejrzany na wczasach w Charzykowych. Bardzo ładne spotkanie, choć sfrustrowany Platini w nim nie zagrał (nie podobało mi się takie podejście). Belgia mimo wszystko potwierdziła klasę zaprezentowaną w eliminacjach.

Do dziś pamiętam praktycznie wszystkie wyniki tamtych Mistrzostw Świata. Oczywiście również dlatego, że po zakończeniu mundialu jeszcze wielokrotnie analizowałem poszczególne mecze. Przeczytałem (wzdłuż i wszerz!) kilka książek na ten temat.

Pożyczyłem m.in. od kuzyna drugą książeczkę tego samego wydawnictwa, które wydało Vademecum (nazywało się Presspol) - już z wszystkimi wynikami, opisami meczów i pięknymi zdjęciami. Mogłem więc jeszcze raz przeżyć piękne chwile związane z triumfem Argentyny, po wielokroć czytać opisy dokonań Diego Maradony i napawać się faktem, jakiego zdolnego mam idola. Książki tej zresztą nigdy nie oddałem (kuzyn ku mej uciesze machnął na nią ręką) i do dziś leży na półce obok Vademecum, również posklejana taśmą na skutek wielokrotnego czytania.

Dla mnie to był najwspanialszy mundial. Zapewne dlatego, że to były moje pierwsze Mistrzostwa Świata, którymi tak bardzo się interesowałem. Co prawda oglądem również wszystkie kolejne sześć mundiali, ale z żadnego z nich nie pamiętam tylu wyników ani nazwisk piłkarzy, co z Meksyku '86. Uważam też, że żaden z następnych mistrzów świata nie osiągnął poziomu Argentyny z 1986 roku, ani żaden piłkarz nie zbliżył się do klasy Diego Maradony z tamtego okresu. Stąd mój wielki sentyment do Mexico 1986.

S.

poniedziałek, 09 czerwca 2014, badzi

Polecane wpisy

  • Baraże (westchnienie), lepiej nie

    Rozpoczynająca się właśnie batalia o utrzymanie w ekstraklasie (w "grupie spadkowej") przypomniała mi o kolorowych latach 2001-2006, kiedy to o jednym albo dwóc

  • Turniej w Spodku. Złote lata i upadek

    Przyznam, że to moje bardzo miłe wspomnienie z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Przerwa noworoczna, świąteczna atmosfera w domu, rodzinne lenistwo i... t

  • Super-modern-puchar

    Choć Superpuchar Europy jest imprezą nieszkodliwą, z gruntu sympatyczną, a czasami wręcz interesującą (jak choćby wczoraj ), to mnie osobiście w ostatnich latac

Komentarze
2014/06/09 11:55:06
Zazdroszczę wspomnień, ja dopiero kojarzę świadomie Italia "90, pewnie ze względu na rok urodzenia (1981). Pozdr.
-
Gość: campari78, *.19-3.cable.virginm.net
2014/06/09 14:14:47
- Meksyk - Bułgaria 2:0 - piękny gol Negrete przewrotką

Mogę się mylić, ale jak dla mnie gol strzelony przewrotką to pamiętny gol Rivaldo z meczu z Valencią. Ten Negrete nazwałbym "strzelony nożycami". Pamiętam, że taka nomenklatura obowiązywała w moim dzieciństwie w ktorym pierwszy świadomy Mundial to ten z 86. Pozdrawiam.
-
2014/06/09 20:19:46
Pisanie o finale 90, że to pechowa porażka Argentyny po niezasłużonym karnym, to jakiś żart. Niemcy dominowali i już wczesmniej należał się im karny, sędzia w pewein sposób "zrehabilitował się" potem.
Meksyk to jeden z najlepszych turniejów, które widziałem, nasza porazka strasznie pechowa. Najpierw poprzeczka, potem wymyślony karny, rykoszet Josimara... Przegrać 0-4 po wyrównanym meczu...
-
Gość: niko, *.bb.dnainternet.fi
2014/06/09 20:48:50
takie same mam wspomnienia, od Espania 82, mecz z Peru zabawa na podwórku, gra w kolarze, na piasku, było to w blokowisku, miałem 9 lat, i zewsząd nagle głośne-goool, jeeeest, pózniej drugi raz,po czym szybko juz poleciałem ogladać mecz z rodzicami, to była magia tak kibicować z rodzicami i sąsiadami.
-
2014/06/10 17:42:39
To były czasy. A później Zibi Boniek rzucił klątwę. ;(
-
Gość: , *.play-internet.pl
2014/10/30 20:55:59
Posiadam gazety i książki z tamtego czasu Mexyk 82 86 .Może ktoś chętny?
-
Gość: , *.play-internet.pl
2014/10/30 20:59:49
Posiadam gazety i książki z tamtego czasu Mexyk 82 86 ,kolorowe zdjęcia,wszystkie wyniki meczy Dostałam po tacie może ktoś chętny
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2015/08/29 21:38:21
dokładnie.Ja w Meksyku miałem 8 lat i także jest to najlepszy mundial w historii dla mnie, chociaż oglądałem tez mundial W Hiszpanii. Diego był, jest i prawdopodobnie będzie niedościgniony. To co wyprawiał było niesamowite, z innej planety.Lubię Messiego i na dzień dzisiejszy jest najlepszy na świecie ale Diego to Diego-nieprzewidywalność+bajeczna technika, niesamowita lekkość i radość grania.Oglądając go miałem zawsze dreszcze-nie da się tego opisać-Geniusz,Bóg piłki nożnej-po prostu Diego
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2015/08/29 21:43:38
Pomyłka 12 lat miałem
-
Gość: bajer41, *.centertel.pl
2015/10/21 16:26:20
Jakbym sam to pisał... To były wspaniałe mistrzostwa. Największa kontrowersja w meczu Brazylia-Francja i nieuznany gol!
-
Gość: witek072, *.profnet.com.pl
2015/11/07 20:31:57
Podczas Espana 82' miałem 10 lat.Gdy trwał mundial w Meksyku w 1986 roku miałem 14 lat.Pamiętam wszystkie mecze bardzo dobrze!Mam wiele książek z tych finałów mistrzostw świata.
-
Gość: bartek, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2016/02/16 17:57:08
dziękuję :)
jestem o rok starszy. jakby ktoś opisał moje własne wspomnienia :)
-
Gość: Dzelna, *.sejnet.pl
2016/07/01 10:09:26
Ma Pan moje wspomnienia! :) Vademecum Mundialu'86 kupiłam za kieszonkowe ale po powrocie do domu dostałam przykaz, żeby je zwrócić w kiosku. I żal i wstyd...
-
Gość: jacek72, *.internetdsl.tpnet.pl
2017/04/11 11:24:17
Wspomnienia podobne do moich. Odczucia dziecka , Mundial widziany tak wlasnie ...Twój Meksyk 86 to moja Hiszpania 82 . Jak ma sie 10 lat wszystko jest inne - barwne, cudowne . Ja miałem to szczęscie ,ze nasi cos grali i zdobyli w Hiszpanii . W 1986 jeszcze było romantycznie ale to juz byla 7 klasa . Noce nieprzespane , spóznienia w szkole , młodośc i kawalerka. Zeszyt ze skladami , wycinki z gazet ech... Ale Hiszpania dała wiecej wspomnień . No to jeszcze dodam ,ze z 1978 zapamietalem mecz Otwarcia i breloczek z Mudzią otrzymny na dzien dziecka i jeszcze intro Enyo Moricone . Co ciekawe mam nawet w pamięci epizod z 1974 a mianowicie pamietam jak mój tato po kazdym golu Polaków podrzucał mnie z radości do góry , dlatego lubiłem z nim byc ( bo nie oglądać z emocjami) w czasie meczu . Ojciec smieje sie jak mi mówi ze pytałem kiedy nasi strzelą i kiedy mnie podrzuci do góry .No i jeszcze opowiadał,ze chciałem przesuwać wskazówki zegara który pojawiał sie na ekranie w czasie meczu . hEHE -polatało sie pod sufit często !!!