Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Trzej bracia, trzy pióra, trzy wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry oraz Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem; jego rejestr Polaków grających za granicą oraz obcokrajowców grających w Polsce jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10

Od maleńkości kibice Lecha Poznań
piątek, 27 stycznia 2012
Delikatny i bestia

W dzisiejszym meczu Tunezji z Nigrem (2:1) można było podziwiać w jak różnych stylach mogą grać ofensywni zawodnicy.

O strzelcu pierwszej bramki dla Tunezji pisałem już tutaj. Młodziutki Youssef Msakni (ur. 1990) to nadzieja reprezentacji prowadzonej kiedyś przez Henryka Kasperczaka. Był jeszcze niepełnoletni, gdy opuścił Stade Tunisien, by zasilić szeregi lokalnego rywala i zarazem jednego z największych klubów w Afryce - Esperance Tunis. Młokos zrazu stał jedną z gwiazd drużyny, a ET szybko odzyskało należne jej miejsce w krajowym futbolu, które straciła na rzecz takich ekip jak CS Sfaxien, ES Sahel, czy Club Africain. Esperance z Msaknim w składzie zostało mistrzem Tunezji w 2009, 2010 i 2011 roku! Do tego w zeszłym roku triumfowało w Afrykańskiej Lidze Mistrzów. Określany mianem Małego Mozarta Msakni dorzucił do tego swoje trzy grosze.



Józek jest świetny technicznie i drybluje w taki sposób, jakby nie czuł na sobie żadnego z pięciu obrońców. Panuję nad piłką w taki sposób, w jaki Mozart panował nad nutami w swoim kajecie. Jednocześnie ma również minusy prawdziwego artysty. Ma przeciętne warunki fizyczne (179cm/73 kg) i ciężko mu wytrzymać pełne 90 minut boisku. Na PNA 2012 już  dwa razy dał pokaz swoich bajecznych umiejętności. Sam nie wiem czy piękniejszą bramkę strzelił w meczu z Marokiem czy z Nigrem.

Co innego napadzior Nigru - Ouwo Moussa Maazou (ur. 1988). To dopiero bestia! Grający dość przewrotnie z "2" na plecach zawodnik wygrywał każdy pojedynek biegowy, każdą górną piłkę i każdą przepychankę w okolicach pola karnego Tunezyjczyków. Z łatwością odsadzał swoich rywali na kilku metrach i później mógł już robić z piłką co mu się podobało. Inna sprawa, że zwykle nią chybiał:) Nie zmienia to jednak faktu, że jego gra robiła wrażenie. Ta pewność, ta szybkość, ten taran. Jak później się okazało Maazou ma ciekawą przeszłość.

Jego pierwszą przystanią na Starym Kontynencie był belgijski Sporting Lokeren. Tam pojawił się jako dwudziestolatek, a już rok później (sezon 2008/2009) został najlepszym strzelcem drużyny i jednym z najlepszych snajperów Jupiler League (zdobył 14 goli, w czasie, gdy król strzelców Kolumbijczyk Jaime Ruiz uzbierał 17 oczek). Ten osiągi otworzyły mu drzwi do CSKA Moskwa. Maazou jednak tam się nie zaadoptował i głównie przesiadywał na ławce obserwując Vagnera Love. W efekcie zaczął kursować po kolejnych wypożyczeniach. Niecały rok spędził w Monaco, pół roku w Bordeaux. Jego pobyt w tych klubach okazał się na tyle efektowny, że za jego popisy w 2011 roku przyznano mu nagrodę Ballon de Plomb - wyróżnienie dla najgorszego zawodnika ligi (odpowiednik Złotych Bidonów we Włoszech i Złotych Żetonów w Polsce:)). Reprezentant Nigru wziął sobie chyba wyróżnienie do serca, bo postanowił wrócić do Belgii, do zespołu Zulte Waregem. Jeżeli będzie tam sobie radził z obrońcami równie łatwo, jak radził sobie dziś z Tunezyjczykami, to może jeszcze futbolowa Europa o nim usłyszy.



P.

Muzeum Lecha: wirtualne dobre, stacjonarne lepsze

Wirtualne Muzeum - Lech Poznań

Wirtualne muzeum to najlepsza, czy wręcz jedyna sprawa, którą w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy Kolejorz może się pochwalić. W sieci można już obejrzeć setki unikalnych materiałów (choćby z wyprawy Lecha na Islandię 30 lat temu, ale i wiele starszych), a to dopiero początek rozwoju ekspozycji.

Do rosnącej liczby pamiątek będę miał jednak stosunek ambiwalentny tak długo, aż klub nie uruchomi muzeum stacjonarnego. Sukces strony internetowej może bowiem stać się kolejną wymówką dla władz Lecha, by otwarcie przestronnego miejsca pamięci na stadionie odsunąć na Święty Nigdy.

Lista eksponatów, które trafi do muzeum, ''gdy tylko ono powstanie'', jest zaiste imponująca. Jest w niej m.in. ławka z charakterystyczną bramką zamiast oparcia wyprodukowana z okazji 750-lecia lokacji Poznania, koszulka z wizerunkiem zmarłego wiceprezydenta miasta i napisem ''Maciej Frankiewicz. Gigant 2009'' oraz medal na 90-lecie, którym klub właśnie uhonorował swoich kibiców.

O tym, że ławka znajdzie się w ''muzeum, które zamierzamy urządzić pod planowaną nową trybuną stadionu'' mówił w 2003 roku członek zarządu Michał Lipczyński. - Zaczniemy zapewne od witryny w korytarzu, a potem zrobimy porządne muzeum - zapewniał z kolei w 2006 r. nowy prezes Andrzej Kadziński. Pięć lat jego kadencji to było zbyt mało, by ''porządne'' miejsce pamięci powstało.

Andrzej Kadziński

Lech został operatorem stadionu, więc teraz już naprawdę nic nie powinno przeszkodzić w powstaniu muzeum na Bułgarskiej. Słowa wiceprezesa Arkadiusza Kasprzaka podczas otwarcia wirtualnego projektu wprawiają mnie jednak w stany lękowe. - Być może ta nowość jest trochę wymuszona problemami lokalowymi. Stadion jest duży, ale najpierw trzeba ugruntować jego pozycję prawną, a dopiero potem będzie można pomyśleć o pomieszczeniu pod muzeum - mówił. A w LechTV dodawał: - Zamiast przychodzić do pomieszczeń i oglądać eksponaty, które są częścią historii klubu, można kliknąć myszką!

To wyjście faktycznie wygodne. Zwłaszcza dla tych osób, które jesienią zostały przez Lecha zniechęcone na tyle, że zamiast na stadionie, oglądały mecze przed ekranem.

B.

PS Wiceprezes był też wyraźnie zadowolony z tej odpowiedzi (jak sądzę, na pytanie o możliwość wzbogacania muzeum materiałami kibiców): - Robimy zdjęcia, oczywiście eksponat później odsyłamy, bo do komputera eksponatów się nie da umieścić.

PS 2 W sali pamięci w Brugii był ołtarzyk poświęcony tragicznie zmarłemu Francois Sterchele, pamiątkowy wazon (?) z meczu z Wisłą Kraków czy zdjęcia drużyny z Antonim Szymanowskim, Tomaszem Dziubińskim i - uwaga - Stanisławem Terleckim.

Fantastyczne muzeum MU na Old Trafford mam obfotografowane tak bardzo, że aż prosi się o notkę, którą niechybnie niedługo sporządzę. W Bradze swoich skarbów też nie chowali.

PS 3 Neuchatel Xamax ogłosił bankructwo, więc wszyscy piłkarze - w tym Kalu Uche - nie są już związani kontraktem, a do czeczeńskiego prezesa zapukał już prokurator.

czwartek, 26 stycznia 2012
Brzuch w bramce Afryki

Oglądając mecze tegorocznego Pucharu Narodów Afryki w pewnym momencie zacząłem dostrzegać pewien anatomiczny szczegół, który rzadko już można uraczyć na europejskich stadionach. Tym czymś były DUŻE BRZUCHY. Dokładniej - duże brzuchy bramkarzy.

Pierwszy zwrócił na siebie uwagę cudaczny golkiper Zambii Kennedy Mweene. Pomijając już, że jego interwencje chwilami nosiły znamiona sabotażu (ta chyba jest najlepszym tego przykładem), to uderzał również jego niski jak na golkipera wzrost (172 cm) oraz nad wyraz pokaźny rozmiar spodni. Jak później sprawdziłem Mweene waży aż 84 kg! Kawał chłopa!

 

W tym samym spotkaniu (Zambia - Senegal) bramki na drugim końcu boiska strzegł inny olbrzym. Bouna Coundoul, golkiper amerykańskiego RB Nowy Jork, przy wzroście 188 cm waży 89 kg. Z pojedynku brzuchów górą jednak wyszedł większy baniak Zambijczyka, bo to on wpuścił jedną bramkę mniej i zwyciężył spotkanie.

Kolejnym niedorzeźbiony łapacz zaprezentował się już kolejnego dnia. Broniący angolańskiej bramki Carlos po meczu pokazał kibicom swoje okrągłe wdzięki.

Ostatnia zlokalizowana przeze mnie bramkarska pyza zaczopowała afrykańską bramkę w reprezentacji Tunezji. Aymen Mathlouthi mierzy tyle, co waży, a mierzy 183 cm. Ale buźkę ma naprawdę okrągłą.

Wyobrażam sobie dwa uzasadnienia tego stanu bramkarskiej okrągłości. Pierwsze, mniej zaszczytne, po prostu potwierdza, że kuchnia afrykańska jest jedną z najlepszych na świecie. Drugie, bardziej honorowe, sugerowałby, że golkiperzy z Czarnego Lądu zapatrzyli się w legendarnego łapacza Sheffield United i Chelsea - Williama "Fatty" Foulke'a.

P.

środa, 25 stycznia 2012
Neuchatel Xamax, największy błąd Kalu Uche

Kalu Uche, Nigeria

Wrześniową notkę Byle się wyrwać z polskiej ekstraklasy... (z historiami Filipa Luksika, Harisa Handzicia czy Dejana Kojasevicia) kończyliśmy słowami o byłym wiślaku:

Kalu Uche nikomu nie trzeba przedstawiać. Zawodnik ten przez prawie sześć lat występował w hiszpańskiej Almerii, z czego cztery ostatnie na poziomie Primera Division. Nigeryjczyk radził tam sobie świetnie, strzelał odpowiednio 3, 8, 9 i 7 goli w poszczególnych sezonach. Etatowo działał również w reprezentacji Super Orłów. Zdobył z nią brąz Pucharu Narodów Afryki 2010 oraz pojawił się na MŚ 2010, gdzie zresztą dwukrotnie ukąsił rywali (Grecję i Koreę). Dlatego wydawało się, że po spadku Almerii Uche przeniesie się do jakiegoś naprawdę dobrego klubu. Tymczasem Kalu trafił do... szwajcarskiego Neuchatelu Xamax. Jest to o tyle dziwne, że klub ten w poprzednim sezonie cudem uratował się przed spadkiem z ekstraklasy. Cóż więc skusiło Afrykanina do tego ekstrawaganckiego ruchu? Jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Neuchatel ma nowego czeczeńskiego właściciela Bułata Czagajewa, który sypie kasą jak z rękawa. Jednocześnie jest prawdziwym wariatem i pozostaje się zastanawiać czy Uche przypadkiem już nie żałuje transferu.

To, że Kalu Uche żałuje swojej przeprowadzki, nie podlega już żadnej dyskusji. Nim jednak przejdę do żali wylewanych przez Nigeryjczyka, krótkie resume jego dokonań w Neuchatel Xamax, gdzie błyskawicznie został gwiazdą. W ekstraklasie - 14 meczów i sześć goli:

11/09/2011 Neuchatel Xamax FC - Grasshoppers Zürich 2:0 goal

22/10/2011 FC Luzern - Neuchâtel Xamax FC 1:2 goal

30/10/2011 Servette Genève - Neuchâtel Xamax FC 2:1 goal (wideo)

6/11/2011 Neuchâtel Xamax FC - FC Zürich 3:1 goalgoal (foto)

3/12/2011 FC Lausanne-Sport - Neuchâtel Xamax FC 1:3 goal (foto)

Do tego dwa gole w Pucharze Szwajcarii (wideo).

Najwięcej o formie Kalu Uche, ale i o sytuacji w klubie pokazuje ten skrót spotkania z Grasshoppers. Jest piękny strzał Nigeryjczyka, całkiem niezły jego gol i transparenty...

''Bułat, szanuj piłkarzy, kibiców i historię tego klubu. W innym razie... odejdź!''.

Bułat Czagajew, który jeszcze pół roku temu roztaczał mocarstwowe plany, jak na ekscentrycznego milionera przystało, wywalał bez opamiętania kolejnych trenerów, wyzywał piłkarzy i nie liczył się z legendarnym prezesem klubu. A z czasem - co w tej sprawie kluczowe - przestał płacić.

10 listopada. W związku z podejrzeniami o fałszerstwa i pranie brudnych pieniędzy, w domu Czagajewa zjawiła się szwajcarska policja. 

W tym samym miesiącu, Neuchatel został ukarany grzywną w wysokości 20 tysięcy franków szwajcarskich za nieprawidłowości przy zakupie klubu przez Czeczena. 

14 grudnia. Xamax został ukarany odjęciem czterech punktów za naruszenie przepisów licencyjnych: zaległości z wypłatami dla zawodników (od września, inne źródła mówią o listopadzie) i nieodprowadzanie składek na ubezpieczenie zdrowotne.

3 stycznia. Odjęcie następnych czterech punktów w tym sezonie ligi szwajcarskiej. Powód? Złamanie warunków licencyjnych przez niedostarczenie wszystkich wymaganych dokumentów.

18 stycznia. Władze ligi szwajcarskiej cofnęły licencję Neuchâtel Xamax za - nadal - brak wszystkich dokumentów wymaganych w procesie licencyjnym. Dzięki temu spadku może uniknąć FC Sion, ukarany za zatargi z UEFA odjęciem... 36 punktów!

Wczoraj, 24 stycznia. Bułat Czagajew rozwiązał kontrakty z wszystkimi piłkarzami i trenerami szwajcarskiego klubu. 

Tego samego dnia przychodzi jednak dementi. Prawnik klubu zaprzeczył, że właściciel Bułat Czagajew dał wolną rękę piłkarzom i trenerom w poszukiwaniu nowych zespołów. Wcześniej taką informację podał inny pracownik szwajcarskiego klubu Raoul Savoy. Według Toffela, piłkarze i trenerzy dostali od klubu kilka dni wolnego, aż do ostatecznej decyzji władz ligi szwajcarskiej w sprawie licencji.

Komunikatem prawnika zrozpaczony musi być Kalu Uche, który w czwartkowym Blick.ch nie zdradził, że jego sprowadzeniem interesuje się Young Boys Berno i Espanyol Barcelona. Powiedział za to m.in.:

- Jest źle, bardzo źle. Panuje tu totalny bałagan. Wszystko jest nie tak. Ciężko pracujemy, ale trudno nam się skoncentrować. Wszyscy czekamy na pieniądze: od piłkarzy do sprzątaczek. Niektórym powoli przestaje wystarczać na jedzenie... Najtrudniej mają młodzi piłkarze. Ciągle słyszymy tylko: ''jutro, jutro przyjdą wypłaty''. Ale to jutro trwa już 80 dni!

Xamax to największe rozczarowanie w mojej karierze. Obiecywano mi budowę drużyny, która powalczy o mistrzostwo i zawojuje Europę! Oszukali mnie i okłamali!

Szczerze mówiąc, mam w tej chwili dość piłki. Chcę stąd uciec, najszybciej jak to możliwe! Szwajcaria jest piękna, ale nie chcę już słyszeć słowa ''Xamax''.

Nigdy bym nie pomyślał, że miesiąca nie zobaczymy wynagrodzenia, zespół będzie miał odjęte punkty, a ważni piłkarze będą wywalani z klubu z dnia na dzień. To obłęd.

 

B.

Więcej o agonii Neuchatel Xamax w tekście Piotra Borkowskiego

Noel Brightone Chama Sikhosana Nkululcko - pierwszy czarnoskóry obcokrajowiec w polskiej lidze

Pierwsza bramka nowej Białej Gwiazdy

wtorek, 24 stycznia 2012
Wciskanie maszynki Lewandowskim. Czas na Coca-Colę

Robert Lewandowski, ambasador Gillette w Magazynie Futbol

Nie minęło dużo czasu od momentu, gdy Przegląd Sportowy po przegranym 0:2 meczu Polski z Włochami dał na swojej pierwszej stronie reklamę z cieszącym się Jakubem Błaszczykowskim. Przy tej okazji w notce Jak prasa sportowa się sprzedaje, czyli kup pan okładkę, wylałem z siebie zalegające pokłady złości na wydawców. Że z okładek machają do nas reklamowanymi butami i grami piłkarze (a w skrajnych przypadkach - Tomasz Kot jako reprezentant Netii). Styczniowy numer Magazynu Futbol każe mi zrewidować stwierdzenie, że Rubikon śmieszności i absurdu w tej dziedzinie został przekroczony.

Okładka czasopisma z Robertem Lewandowskim w koszulce Gillette Fusion ProGlide, maszynką w prawej dłoni i piłką w lewej oraz tytuł ''Ostry człowiek roku'' to dopiero przygrywka. Choć moją czujność powinien wzmóc fakt, że pod względem - hm - budowy (otwierania się?) to dziwna okładka. Gdy otworzymy ją (podkreślam - okładkę, nie czasopismo) ujrzymy - nie inaczej - rozkładówkę reklamową Gillette. Ale danie dnia jest dopiero na stronach 20-21.

Próżno szukam napisu ''reklama'' czy też ''artykuł sponsorowany'', więc zabieram się do lektury. Przecież to nie do pomyślenia, by można było zrobić rozmowę z Człowiekiem Roku Magazynu tylko i wyłącznie o goleniu się. Niemożliwe? A jednak. Cytuję tylko pytania, bo odpowiedzi piłkarza (rozsądne na ile to możliwe) nie są dla mnie w tej sprawie tak istotne.

 

Zostałeś twarzą Gillette, czyli hasło ''Golimy frajerów'' jak najbardziej obowiązuje?

Masz nową maszynkę, to teraz wszystko musi iść gładko.

Czy maszynka jest tak samo skuteczna jak Ty?

Czy pianka Gillette zapewnia golenie tak gładkie, niczym awaryjne lądowanie w wykonaniu kapitana Wrony?

Wcześniej twarzami Gillette byli między innymi francuski piłkarz - Thierry Henry, amerykański golfista - Tiger Woods i szwajcarski tenisista - Roger Federer. To zaszczyt dołączyć do tak zacnego grona.

Co myślałeś wtedy, gdy oglądałeś reklamy Gillette?

Kogo cenisz bardziej: Federera, Woodsa czy Henry'ego?

Jak często się golisz?

Pewnie narzeczona Ania ma pretensje, kiedy drapiesz. Nie chce się wtedy przytulać?

Jakiej maszynki używasz do golenia?

Wolisz golić się używając pianki, czy może żelu?

Miałeś wąsy lub brodę?

Niektórzy piłkarze są przesądni i nie golą się w dniu meczu. Ty także?

Czy masz inne boiskowe przesądy?

Czy uważasz, że depilacja jest męska?

Zostajesz twarzą coraz innych wielkich firm, koncernów [to nawet nie po polsku]. Jak radzisz sobie z popularnością?

 

Ufff. Ok, może się nie znam, ale czy czytelnik - oprócz informacji, że Lewandowski jest twarzą Gillette - nie zapamięta przede wszystkim, że piłkarz był bohaterem tak niemożliwie absurdalnej rozmowy? Że tekstem numeru w Magazynie Futbol jest tekst reklamowy, a Gillette nie zna granic we wciskaniu czytelnikom swoich maszynek? Ja tak właśnie zapamiętam.

Gdyby jednak taka Coca-Cola, której Robert Lewandowski też jest ambasadorem, zechciała powtórzyć w MF manewr Gillette'a, załączam gotową listę pytań. Gratis!

Robert Lewandowski, Coca-Cola

Zostałeś twarzą Coca-Coli, a przed nami Euro 2012, czyli hasło ''Coraz bliżej święta'' jak najbardziej obowiązuje?

Masz nowy napój, to teraz zostaje zaspokoić pragnienie strzelania goli.

Czy napój jest tak samo skuteczny jak Ty?

Czy zakrętka do Twojej butelki jest zawsze tak samo mocno dokręcona, jak dokręcona jest śruba na treningach Franciszka Smudy?

Wcześniej twarzami Coca-Coli były nieznane z imienia i nazwiska dziewczyny, ciężarówki, misie polarne i Święty Mikołaj. To zaszczyt dołączyć do tak zacnego grona.

Co myślałeś wtedy, gdy już w październiku słyszałeś ''Coraz bliżej święta''?

Kogo cenisz bardziej: Świętego Mikołaja, ciężarówki, czy misie polarne?

Jak często żłopiesz Colę?

Pewnie narzeczona Ania ma pretensje, kiedy po wypiciu Coli, głośno Ci się odbija. Nie chce się wtedy przytulać?

Jak wielkich szklanek używasz do picia?

A może wolisz walić Colę z gwinta?

Miałeś wąsy lub brodę?

Niektórzy piłkarze są przesądni i nie używają Coli jako popity w dniu meczu. Ty także?

Czy masz inne boiskowe przesądy?

Czy uważasz, że picie Coca-Coli Light albo Coca-Coli Zero jest męskie?

Zostajesz twarzą coraz innych wielkich firm, koncernów. Jak radzisz sobie z absurdalnymi rozmowami?



B.

PS Dziś urodziny ma jeden z legendarnych bramkarzy ekstraklasy - niesamowity Gu!

Pan Trener Jacek Znakomity Szacunek Grembocki wiedział, że Robuś pójdzie za pięć milionów

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72