Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 17 sierpnia 2016
Drugi, całe życie drugi

Uczestnicy igrzysk olimpijskich podkreślają często, że nie ma gorszego miejsca niż czwarte. Czwarte, czyli zaraz za podium, pierwszy przegrany. Z tezą tą jednak nie zgodzą się pewnie piłkarscy bramkarze. Oni najbardziej nie lubią być drudzy. Drugi bramkarz to pierwszy nie grający. Adaś Miauczyński zresztą też nie lubił być drugi.

Przypomniało mi się to, gdy przyjrzałem się karierze Ilie Cebanu. Pamiętacie go jeszcze?

Ilie_Cebanu_(3_September_2014)

Mołdawianin w latach 2007-2009 był, a jakże rezerwowym, golkiperem Wisły Kraków. Później trafił do Rosji, gdzie do dziś zarabia na chleb. No właśnie, zarabia na chleb, bo przecież raczej nie gra. Oto jego dossier ze strony 90minut.

2007/08 (j)

  Wisła Kraków

0

0

2007/08 (w)

  Wisła Kraków

1

0

2008/09

  Wisła Kraków

0

0

2009/10 (j)

  Wisła Kraków

5

0

2010

  Rubin Kazań

0

0

2011 (w)

  Wołgar Astrachań

0

0

2011/12 (w)

  Tom Tomsk

0

0

2012/13

  Tom Tomsk

0

0

2013/14

  Tom Tomsk

10

0

2014/15

  Mordowija Sarańsk

0

0

2015/16

  Mordowija Sarańsk

9

0

2016/17 (j)

  Mordowija Sarańsk

   

Niezwykłe prawda? Cebanu (ur. 1986) od jesieni 2007 roku, czyli w ciągu dziewięciu lat, rozegrał 25 ligowych meczów: 6 w polskiej ekstraklasie, 19 w rosyjskiej i 7 na jej zapleczu. Do tego doliczyć pewnie należy mecze w rezerwach oraz krajowych pucharach. Trudno to jednak traktować jako profesjonalne granie.

Wychodzi zatem 2,77 meczu na sezon. I tak prawie przez dekadę. Oto bilans w wykonaniu - uwaga! - zdrowego zawodnika. Tym samym mamy więc odpowiedź na pytanie o fach (dla wielu) idealny - rezerwowy bramkarz.

PS 1 To wszystko nie przeszkadza Cebanu być regularnie powoływanym do reprezentacji Mołdawii. W latach 2013-2016 rozegrał w niej 21 meczów. Niemal tyle co w całej swojej klubowej karierze :)

PS 2 Przy tej okazji zacząłem się zastanawiać nad polskimi-zawsze-drugimi-golkiperami. Swego czasu w Realu taką funkcję pełnił Jerzy Dudek, ale umówmy się, że on już swoje wygrał. W latach dziewięćdziesiątych takimi etatowymi wysiadywaczami byli np. Czesław Michniewicz (Amica Wronki), Dariusz Brzostowski (Dyskobolia), Wojciech Tomasiewicz (Pogoń Szczecin), Jędrzej Kędziora (Zagłębie Lubin), Adam Piekutowski (Wisła/ Widzew) czy Marcin Ludwikowski (Widzew Łódź). Przychodzą Wam do głowy inne nazwiska?

P.

środa, 10 sierpnia 2016
Super-modern-puchar

Choć Superpuchar Europy jest imprezą nieszkodliwą, z gruntu sympatyczną, a czasami wręcz interesującą (jak choćby wczoraj), to mnie osobiście w ostatnich latach kompletnie on nie interesuje.

Nie chodzi nawet o to, że te mecze o posrebrzaną pietruszkę są nudne, bo nie są (kto pamięta SP sprzed roku?). Po prostu średnio mnie bawi oglądanie po raz kolejny "europejskich" meczów dwóch drużyn hiszpańskich (trzy ostatnie Superpuchary lata 2014-2016) albo spektakle Hiszpania vs. reszta świata (na 17 meczów o SpE z lat 1997-2013 aż 11 razy brała w nich udział drużyna z Hiszpanii). Mecze o Superpuchar Europy są dla mnie jedną z kwintesencji modern football - ładnie opakowanym przejawem kiszenia się we własnym sosie możnych piłkarskiego świata.

Westchnąłem więc sobie nostalgicznie i zadumałem się nad czasami, gdy Superpuchar był wydarzeniem, które przyciągało mnie przed telewizor. Paradoksalnie działo się to w czasach, gdy SpE miał bardzo oldskoolową formułę, tzn. rozgrywano mecz i rewanż. a na dodatek wydarzenie odbywało się na przełomie... stycznia i lutego (formułę zmieniono dopiero w 1998 roku)! Z listy wielu takich oglądanych przeze mnie spotkań najsilniej wyryło mi się w pamięci starcie Juventus Turyn - PSG rozgrywane na początku 1997 roku (choć formalnie to SpE 1996). Z jednej strony to początki mojej fascynacji piłką klubową, a z drugiej - dość niezwykły dwumecz. Bianconeri łącznie roznieśli bowiem swoich rywali aż 9:1! Najpierw wygrali 6:1 w Paryżu,

a potem 3:1 we Włoszech.

Warto odnotować, że w pierwszym meczu swój geniusz pokazał Zinedine Zidane zaliczając w zasadzie aż cztery asysty przy trafieniach kolegów. Po tym spotkaniu jakiś fan zmontował mu taki oto śliczny filmik dokumentujący niemal każdy jego kontakt z piłką.

Te fryzury Włochów, ten klimacik... Czasy były wtedy faktycznie kolorowe.

P.

poniedziałek, 08 sierpnia 2016
Czarnogóra, skreślam z listy

Jakiś czas temu stworzyłem mapę białych plam w Europie, czyli krajowych rozgrywek ligowych, w których jeszcze nie grał nigdy żaden Polak. Tutaj znajdziecie pierwszy zestawienie, a tutaj jego aktualizację z marca 2013 roku. Przez ostatnie 3,5 roku nic się nie zmieniało... aż do przedwczoraj. Wtedy to z niniejszego zestawienia wypadła Czarnogóra. Należy ten fakt odnotować skreśleniem z listy, co niniejszym czynię: Czarnogóra.

Powodem tej aktualizacji jest debiut Marcina Garucha w zespole FK Grbalj. Garuch (ur. 1988) to zawodnik związany przez niemal całą swoją karierę z Miedzią Legnica.

MARCIN_GARUCH

Tam często bywał kapitanem drużyny i ulubieńcem trybun, a poza tym piłkarzem bardzo charakterystycznym, bo dysponującym dość niezwykłymi jak na profesjonalny futbol warunkami fizycznymi: 154 cm i 55 kg. Tutaj, tutaj i tutaj znajdziecie bardzo ciekawe materiały na jego temat.

FK Grbalj to siódma drużyna poprzedniego sezonu czarnogórskiej ekstraklasy. Typowy ligowy średniak, choć Garuch zapowiada, że plany są poważniejsze.

W takim razie aktualna lista krajów, w których jeszcze nie grali Polacy wygląda następująco: Andora, Armenia, Bośnia i Hercegowina, Macedonia i San Marino oraz...

... No właśnie - aktualizacja stanu członków UEFA kazałaby dodać również tutaj Gibraltar i Kosowo. Okazuje się jednak, że w obu ligach występowali już obywatele Polski! Jak to? Jak to? Jak to?! Historie są faktycznie interesujące.

Adrian Wojcik to Polak urodzony (ur. 1994) i wychowany w Hiszpanii. Terminował przede wszystkim w juniorach Betisu Sewilla, a później w tamtejszych rezerwach.

Adrian-Wojcik1

Ma na swoim koncie również powołania do młodzieżowych reprezentacji Polski. Po wkroczeniu w wiek seniorski próbował szczęścia w różnych miejscach (m.in. w rezerwach i trzeciej drużynie Sevilla FC oraz w rezerwach West Ham, a mówiło się nawet o jego transferze do Legii), a jesienią 2014 rozegrał jeden mecz dla Lincoln Red Imps FC. Ten mecz dał mu osobisty mikrowkład w mistrzostwo Gibraltaru wywalczone później przez LRI FC, a nam odfajkował zachodni skrawek Europy jako zdobyty przez Polaków grunt. Wojcik pojawiał się niedawno w składzie rezerw Wisły Kraków (choć tutaj są rozbieżne informacje), a obecnie występuje w niższych ligach hiszpańskich i prowadzi konto na Twitterze.

Jeszcze bardziej niezwykły jest wątek kosowski. Choć Kosowo zostało członkiem UEFA w maju 2016 roku, to tamtejsza niezależna liga funkcjonuje od 1990 roku. Swego czasu zabłąkał się niej... Michael Sanni.

Kto to taki? Sanni, czy też Michael Olakitan Sanni, pochodzi z Nigerii. Urodził się w 1987 roku w Lagos. Szybko jednak wyemigrował z ojczyzny, by szukać w świecie futbolowego szczęścia. Grał w Indiach, na Malediwach, w Nepalu, a w 2007 roku trafił do Kosowa, do zespołu Trepca Mitrovice. Ale w tej chwili to jeszcze nic nie znaczy. Stamtąd, wiosną 2008 roku, przeniósł się jednak do Polski. Najpierw występował w rezerwach Stali Rzeszów, a potem reprezentował takie kluby jak Jarota Jarocin, Wigry Suwałki, Rominta Gołdap, KP Piaseczno, Unia Solec Kujawski, Bytovia Bytów oraz Orzeł Kolno. W grudniu 2012 roku otrzymał polskie obywatelstwo. Już z polskim paszportem występował w Kurdystanie (2013) oraz wiosną 2014 roku w Kosowie, znowu w zespole Trepca Mitrovice. Więc i tam mieliśmy już człowieka z orzełkiem w dokumentach!

Przygoda na Bałkanach trwała jednak tylko kilka miesięcy i jesienią 2014 Sanni był z powrotem w Polsce. Od tego czasu można go było dojrzeć w ŁKS-ie Łomża i - ostatnio - w Puszczy Hajnówka.

No to jeszcze na sam koniec mała uwaga. Przy okazji poprzedniej aktualizacji pisałem o Hajduczuku, że jest on pierwszym piłkarzem w naszym kraju występującym w Kazachstanie, z zastrzeżeniem jednak, że jest to zaplecze ekstraklasy. W ciągu ostatnich trzech lat doczekaliśmy się jednak zawodników występujących również na najwyższym ligowym poziomie. Byli to Łukasz Gikiewicz (Toboł Kostanaj) i Przemysław Trytko (FK Atyrau).

P.

piątek, 05 sierpnia 2016
A Grygorchuka pamiętacie? Pewnie nie

W azerskim miasteczku Gabala powinni już wylewać fundament pod pomnik Romana Grygorchuka. Trener wraz ze swoim zespołem Gabala FK po raz kolejny zadziwili świat eliminując z Ligi Europy francuskie Lille! A to tylko jeden z - licznych ostatnio - pięknych wyczynów tego dzielnego zespołu.

6011-3

Mało kto jednak pamięta, że ukraiński szkoleniowiec przez pewien czas mogliśmy go oglądać... w polskiej lidze!

Zanim Grygorchuk rozsiadł się na trenerskiej to sam grał w piłkę. Występował w lidze ZSRR, potem Ukrainy (w 1993 roku był nawet królem strzelców zaplecza tamtejszej ekstraklasy), a później próbował swoich sił w Austrii, Polsce, znowu Ukrainie, Rosji i na koniec na Łotwie (jego pełna kariera tutaj).

W naszej ekstraklasie zameldował się na początku 1995 roku jako zawodnik Petrochemii Płock. Walczący o utrzymanie płocki zespół na gwałt szukał napastnika i zdecydował się na transfer Grygorchuka, w Polsce określanego częściej mianem Grigorczuka. Nasz bohater wraz z Rafałem Siadaczką tworzyli wiosną 1995 podstawowy duet atakujących. Jego bilans prezentuje się jednak dość skromnie: w 19 meczach strzelił raptem 3 gole, w meczach z Pogonią Szczecin (1:0),

Zagłębiem Lubin (2:2)

i GKS Katowice (3:0).

Po spadku Petrochemii temat jego dalszych gier dla płocczan w ogóle się jednak nie pojawił, więc Grygorchuk ruszył dalej w świat. Występował w Krywbasie Krzywy Róg, Saturnie Ramienskoje i wreszcie trafił do łotewskiego Dinaburga Daugavpils. Tam przeszedł stopniową transformację. Najpierw był zawodnikiem, potem zawodnikiem i asystentem trenera, potem zawodnikiem i trenerem, by wreszcie stać się tylko trenerem. Pod jego wodzą Dinanburg prezentował się na tyle dobrze, że Grygorchuk wyrobił sobie solidną markę u naszych wschodnich sąsiadów. W 2005 roku został szkoleniowcem FK Ventspils i wtedy już sypnęło trofeami - mistrzostwo Łotwy 2006, 2007 i 2008 oraz Puchar Łotwy 2005 i 2007. W październiku 2009 objął stanowisko trenera ukraińskiego Metalurga Zaporoże. Rok później zaś podpisał kontrakt z Czernomorcem Odessa.

W tym klubie wykonał już naprawdę dobrą robotę. Prowadził go od listopada 2010 do grudnia 2014. W tym czasie awansował z drużyną do ekstraklasy (2011), i zajął w niej kolejno 9. (2012), 6. (2013) i 5. miejsce (2014). Jego podopieczni dodatkowo świetnie radzili sobie w Lidze Europy 2013/2014. Najpierw awansowali do fazy grupowej (pokonane po drodze zespoły: Dacia Chişinău, Crvena Zvezda Belgrad i KF Skënderbeu), a później z niej wyszli (rywale: PSV Eindhoven, Dinamo Zagrzeb i Ludogorec Razgrad), by odpaść po wyrównanym dwumeczu z Olympique Lyon (0:0, 0:1). Może właśnie przez te rozbudzone apetyty pożegnano go po porażce w pierwszym pucharowym dwumeczu kolejnego sezonu - z RNK Split (0:0 i 0:2).

Grygorchuk jednak nie szukał długo pracy. Już w styczniu 2015 został szkoleniowcem azerskiego Gabala FK. Wszystko, co się dzieje od tego czasu to piękna bajka. Prowadzona przez niego ekipa dwukrotnie zajęła trzecie miejsce w ligowej tabeli (2015 i 2016), dzięki czemu zapewniła sobie udział w Lidze Europy. A w niej...

Liga Europy 2015/2016. Eliminacje do fazy grupowej, kolejni (silni!) rywale padają. Dinamo Tbilisi (1:2 i 2:0), FK Cukaricki (0:1 i 2:0), Apollon Limassol (1:1 i 1:0) oraz Panathinaikos Ateny (0:0 i 2:2). Szaleństwo! Mecze grupowe już bez sensacji, ale i bez wstydu: PAOK Saloniki (0:0 i 0:0), FK Krasnodar (1:2 i 0:3) i Borussia Dortmund (1:3 i 0:4). O Gabali (i jej trenerze) usłyszała cała Europa.

Tegoroczne eliminacje LE wydają się piękną powtórką sprzed roku. Azerowie odprawili na razie FC Samtredia (5:1 i 1:2), MTK Budapeszt (2:1 i 2:0) oraz właśnie francuskie Lille (1:1 i 1:0).

Dzisiaj dowiemy się kto będzie kolejnym rywalem Gabali (swoją drogą warto przypomnieć, że rezerwowym bramkarzem tego klubu od 2013 roku jest Polak - Dawid Pietrzkiewicz; wywiady z nim m.in. tutaj i tutaj). Niewykluczone, że Azerów i ich trenera znów zobaczymy w fazie grupowej LE.

I pomyśleć, że jeszcze 20 lat temu Grygorchuk był zupełnie przeciętnym zawodnikiem spadkowicza z polskiej ekstraklasy. W życiu wszystko jest możliwe :)

P.

czwartek, 04 sierpnia 2016
Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji - cz. 11. Ukraina, Słowacja, Cypr, Mołdawia, Wyspy Owcze, Finlandia

Niemal dokładnie pół dekady temu (ale ten czas leci!) popełniłem na tym blogu cykl, z którego jestem naprawdę dumny - ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. W dziesięciu odcinkach opisałem ciemnoskórych zawodników będących pierwszymi w historii graczami seniorskich kadr poszczególnych krajów Starego Kontynentu.

Minęło jednak pięć lat, a życie nie znosi próżni. Funkcjonujemy w czasach globalizacji i intensywnych migracji, a jednym z jej skutków są... kolejne państwa, których zespoły zasilili piłkarze o ciemnych kolorze skóry. Pora zatem uaktualnić zestawienie.

Zgodnie z moimi przewidywaniami do kadry Ukrainy dołączył naturalizowany Brazylijczyk Edmar (ur. 1980).

z14583104Q,Edmar-w-meczu-przeciwko-Anglii

Zawodnik w 2002 roku trafił do Tawriji Symferopol, potem grał w Metaliście Charków (2007-2015) i Dnipro Dniepropietrowsk (2015-2016). W 2008 roku ożenił się z Ukrainką Tetjaną Hałowśką, a w marcu 2011 otrzymał ukraińskie obywatelstwo. Po ślubie przyjął nazwisko małżonki i zaczął figurować w rejestrach jako Edmar Halovskyi de Lacerda. W reprezentacji zadebiutował w sierpniu 2011 w towarzyskim spotkaniu ze Szwecją (0:1). Łącznie rozegrał 15 meczów i zdobył jednego gola (w meczu el. MŚ 2014 z San Marino [9:0]). Chyba spodziewano się po nim trochę więcej. Ostatnio było o nim głośno, gdy otrzymał powołanie do... ukraińskiej armii.

***

Dokładnie tego samego dnia co Edmar dla Ukrainy, swoje reprezentacyjne występy dla Słowacji rozpoczął Karim Guede (ur. 1985).

karim-guede-slovensko-36054

Jego historia jest dość... hmmm... skomplikowana i typowa zarazem. Guede to syn Francuza i Togijki. Urodził się w Niemczech, a swoje pierwsze futbolowe kroki stawiał w Hamburgu. Gdy zobaczył, że nie ma wielkich szans na zawojowanie Hamburger SV (wyłącznie występy w rezerwach), to w 2006 roku zdecydował się na transfer do Artmedii Petrżalka. Tam Guede wyrósł na czołowego zawodnika ligi i po trzech latach przeniósł się do Slovana Bratysława (2009-2011). W lipcu 2011 roku, po pięciu latach pobytu na Słowacji, Guede otrzymał tamtejsze obywatelstwo i od razu został powołany przez Vladimira Weissa do kadry. Jego debiut, tak jak wspominałem, odbył się 10.08.2011 w wygranym wyjazdowym meczu z Austrią (2:1)

Łącznie Guede ma na koncie 14 gier dla Słowacji, w tym także w el. EURO 2012 i MŚ 2014. Ostatni raz niebieską koszulkę przywdział we wrześniu 2014, ale wcale nie jest powiedziane, że jeszcze nie wróci do zespołu naszych południowych sąsiadów.

Ciekawostką jest to, że Guede w 2006 roku był członkiem szerokiej kadry... reprezentacji Togo na MŚ 2006. Zawodnik złapał jednak kontuzję ręki i na mundial nie pojechał, ale zdjęcia się zachowały - np. to i to :)

I jeszcze jedna ciekawostka na koniec. Swego czasu w młodzieżowej kadrze Słowacji grywał naturalizowany Brazylijczyk Dionatan Teixeira. Do seniorów jednak się nie przebił.

***

Kolejny jegomość jest nam wszystkim świetnie znany. To bowiem były zawodnik Legii Warszawa - Dossa Junior (ur. 1986).

article-2574066-1C0FADDA00000578-82_634x436

Jego sytuacja narodowościowa to interesujący zawijas. Zwinny jak kocur defensor przyszedł na świat w Maputo, stolicy Mozambiku. Szybko jednak przeniósł się do Portugalii, gdzie terminował jako junior. W 2006 roku trafił na Cypr. Tam w klubach Digenis Akritas, AEP Pafos i AEL Limassol spędził łącznie siedem lat (2006-2013). Już jednak sześcioletni staż na Wyspie Afrodyty sprawił, że Dossa otrzymał tamtejsze obywatelstwo. Krótko potem, a jakże, rozegrał swój pierwszy mecz w reprezentacji Cypru. Zadebiutował w niej 15 sierpnia 2012 roku w przegranym 0:1 towarzyskim meczu z Bułgarią.

W lipcu 2013 roku Dossa Junior został wytransferowany do Legii, ale przygody z kadrą nie porzucił. Z małymi przerwami gra w niej do dzisiaj (ostatnio w marcu 2016). W tej chwili jego licznik zatrzymał się na stanie 20 meczów - 1 gol (w spotkaniu z Izraelem w el. EURO 2016).

***

Rok 2013 dodał dwóch kolejnych zawodników do prezentowanego zestawienia. Znów, co ciekawe, pojawili się oni w rejestrze prawie tego samego dnia.

18 lipca 2013 roku w reprezentacji Mołdawii zadebiutował Henrique Luvannor (ur. 1990).

23161

W 2011 roku ten Brazylijczyk został zawodnikiem Sheriffa Tyraspol i z miejsca zyskał miano gwiazdy. Rok później Luvannor poślubił mołdawską dziewczynę, a w 2013 roku (!!!) otrzymał tamtejsze obywatelstwo. Wejście do narodowej kadry miał imponujące. W swoim trzecim (ze Szwecją - piękna bramka!) i czwartym występie (z Andorą) trafiał bowiem do siatki. Mołdawianie już ostrzyli sobie zęby, że naturalizowany Brazylijczyk będzie ich tajną bronią w el. EURO 2016, gdy nagle... przyszło pismo z FIFA. Związek stwierdzał w nim, że HL nie może zagrać w kwalifikacjach, ponieważ nie minęło jeszcze pięć lat jego pobytu w Mołdawii, wymagane, by obcokrajowiec zaczął reprezentować nowy kraj w turniejowych eliminacjach. W efekcie jest bardzo prawdopodobne, że HL już nigdy nie zagra w kadrze "naturalizowanej ojczyzny". Od 2014 roku występuje bowiem w zespole Al Shabab ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i brakujących lat pobytu raczej nie dobije.

***

Sonni Nattestad (ur. 1994) to z kolei reprezentant Wysp Owczych.

csm_Screen_Shot_2015-09-10_at_4.08.40_PM_e711f64567

Jego historia jest pięknym przykładem przenikania się kultur i narodowości. Ten zdolny (określany mianem wielkiej nadziei farerskiej piłki) zawodnik urodził się w Torshavn, ale jego ojciec jest Duńczykiem, a matka Haitanką. On sam jednak zawsze czuł się najbardziej związany z Wyspami Owczymi. Ma na koncie występy w tamtejszych reprezentacjach U-19 i U-21. W dorosłej kadrze zadebiutował 19.11.2013 w towarzyskiej potyczce z Maltą (2:3). Aktualnie ma na koncie 13 gier dla seniorskiej reprezentacji (z tego aż 10 w el. EURO 2016). Klubowo Sonni przez trzy lata występował w lidze duńskiej, a obecnie gra na Islandii.

***

Ostatni w tej wyliczance jest reprezentant Finlandii - Nikolai Alho (ur. 1993)

cc059b8a56f34ad9908b22d32e07c4cb

Alho urodził się w Helsinkach, jego matka jest Finką, a ojciec Anglikiem. Przez całą swoją dotychczasową karierę związany jest z tamtejszym HJK (z krótką przerwą na wypożyczenie do FC Lahti). Występował on także we wszystkich możliwych młodzieżowych kadrach Finlandii - od U-15 do U-21. Swój jedyny na razie występ w dorosłej reprezentacji zaliczył 24.01.2014 podczas bezbramkowego towarzyskiego meczu z Omanem.

Ciekawostka - młody zawodnik jest także bardzo zdolnym muzykiem! Ma koncie kontrakty z największymi fińskimi wytwórniami, a jego kanał na YouTubie śledzą tysiące osób.

Tutaj, tutaj, tutaj i tutaj znajdziecie bardzo ciekawe materiały o nim (po fińsku).

***

Podsumowując zatem - wedle mojej wiedzy wciąż ciemnoskórych zawodników w szeregach swoich seniorskich reprezentacji nie miały: Albania, Andora, Białoruś (choć występuje w niej naturalizowany Brazylijczyk Renan Bressan), Czarnogóra, Estonia, Gibraltar, Gruzja, Islandia, Kazachstan, Liechtenstein, Litwa, Łotwa, Rumunia, San Marino, Słowenia, Serbia oraz - siłą rzeczy - Kosowo.

Jeśli ktoś z Was ma jakieś informacje, że jest inaczej, to będę bardzo wdzięczny za sygnał.

Za kolejne pięć lat z pewnością będzie trzeba znowu uaktualnić zestawienie :)

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 146