Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 05 października 2017
Armenia vs. Boca Juniors 1:1. Grasz z Maradoną, czyli istniejesz [+TOP 10 najlepszych-najgorszych meczów]

Boca Juniors Buenos Aires - Armenia 1996 ; Diego Maradona Argentina

- Po co nam Maradona, skoro mamy Petrosjana? - pytali ormiańscy kibice po nieoficjalnym, ale może najważniejszym meczu raczkującej reprezentacji Armenii. Dla kraju, który pięć lat wcześniej uzyskał niepodległość, a 1,5 roku wcześniej pierwszy raz zagrał o punkty, spotkanie w Buenos Aires było okazją do pokazania się światu. Gdy w połowie lat 90., po kolejnym powrocie i u schyłku kariery Diego Maradony, grałeś w meczu z jego udziałem, urywki ze spotkania pokazywały telewizje z całego globu (pamiętam, jak przez mgłę, że robiła to nawet europocentryczna TVP). Gra przeciw Maradonie oznaczała, że istniejesz. A o tym, że istnieje taki kraj jak Armenia, wielu przecież nie wiedziało.

Mecz Boca Juniors - Armenia odbył się 1 lutego 1996 roku, Diego Armando Maradona od 3,5 miesiąca znów czarował z piłką po dyskwalifikacji i epizodzie w roli trenera Racingu. W autobiografii El Diego przyznawał jednak szczerze:

Jeśli chcecie żebym określił siebie z tamtego okresu, to byłem utalentowanym staruszkiem. Posyłałem mierzone piłki, trochę kiwałem, ale trudno mi było wykończyć akcję w polu karnym.

Diego Maradona po piętnastomiesięcznej pauzie do gry wrócił 15 października 1995 r., od razu strzelając dla Boca Juniors zwycięskiego gola Argentinos Juniors. Diego i sprowadzony na jego życzenie Claudio Caniggia mieli roznieść w pył ligę argentyńską, ale tak się nie stało. Do końca roku Maradona zdobył jeszcze dwie bramki (m.in. w przegranym 4:6 meczu z Racingiem), ale Boca koniec Apertury miała fatalny - nie wygrała pięciu ostatnich spotkań. Silvio Marzolini na początku 1996 roku został więc zastąpiony przez Carlosa Bilardo. I właśnie na towarzyski mecz z Armenią przypadł początek pracy Carlosa Bilardo.

Gdy piłkarze reprezentacji Armenii i Boca wychodzili na boisko, komentator opowiadał, że Argentyńczycy „mają mieć swoją tożsamość, nową tożsamość, którą chce im nadać Carlos Salvador Bilardo, a Armeńczycy - przede wszystkim wspominali, jak ogromnie szanują Diego Maradonę”.

Sam Diego, jak na największą gwiazdę wieczoru przystało, już z murawy - a przed pierwszym gwizdkiem - udzielił wywiadu. Że boli go noga, ale da z siebie wszystko, że o Armenii opowiadał trochę Carlos Bilardo i że czeka ich dobry test.

W to, że Bilardo robił gwiazdom Boca odprawę na temat rywala uwierzyć akurat trudno, więc uporządkujmy parę spraw. Reprezentacja Armenii swój pierwszy oficjalny mecz rozegrała w październiku 1992, gdy zremisowała 0:0 z Mołdawią. Oto skład z tego historycznego meczu:

 Armenia - Mołdawia Moldova 1992 - first international match armenian national football teamfot. sportnews.am

Armenia: Harutjun Abrahamjan - Armen Szachgeldjan, Wardan Kaczatrjan, Erwand Sukjasjan, Sarkis Karapetjan, Sarkis Howsepjan, Artaszes Adamjan (62. Ara Nigojan), A. Tonojan (67. Artur Petrosjan), Arsen Awetisjan (69. Artur Abazjan), Samwel Kostandjan (81. John Tahmazjan), Mher Howhannisjan.

 Pierwsze lata federacji piłkarskiej Armenii były trudne, o czym można przeczytać nawet na jej oficjalnej stronie. Chaos objawiał się choćby tym, że w prawie każdym meczu zespół grał w innych strojach. W 1993 kadra nie zagrała zresztą ani razu. Za to w 1994 roku były:

- historyczny mecz wyjazdowy ze Stanami Zjednoczonymi,

- historyczne (towarzyskie) zwycięstwo nad Maltą 1:0,

- historyczny mecz o punkty przegrany 0:2 z Belgią,

- historyczne gole (a potem też wygrana) w meczach o punkty z Macedonią.

W końcu - już we wrześniu 1996 roku, a więc siedem miesięcy po spotkaniu w Buenos Aires - pierwszy wspaniały wynik - bezbramkowy eliminacyjny remis z ćwierćfinalistą Euro, Portugalią.

Oczywiście, trudno powiedzieć, czy Maradona i Boca Juniors przeciw Armenii dali z siebie wszystko, gola zdobył Claudio Caniggia, Diego rękawów sobie raczej nie urywał. Na pewno Armeńczycy, by osiągnąć remis 1:1 po golu Artura Petrosjana, zostawili na boisku zdrowie. Spotkać na boisku piłkarskiego boga i nie dać mu się pokonać - dla dumnego narodu to wielka sprawa.

PS Okazuje się, że Polska łapie się i do dziesiątki najlepszych, i do top 10 najgorszych meczów (wyników) w historii reprezentacji Armenii:

10 najlepszych meczów (wyników, uwzględniając klasę rywala) reprezentacji Armenii:

11.06.2013 Dania - Armenia 0:4 el. MŚ
6.09.2013 Czechy - Armenia 1:2 el. MŚ
6.06.2007 Armenia - Polska 1:0 el. ME
8.10.2010 Armenia - Słowacja 3:1 el. ME
6.09.2011 Słowacja - Armenia 0:4 el. ME
31.08.1996 Armenia - Portugalia 0:0 el. MŚ
22.08.2007 Armenia - Portugalia 1:1 el. ME
15.10.2013 Włochy - Armenia 2:2 el. MŚ
17.11.2004 Armenia - Rumunia 1:1 el. MŚ
11.11.2016 Armenia - Czarnogóra 3:2 el. MŚ

Malta - Armenia 0:1 World Cup 2014 qualifiers - eliminacje mistrzostw świata 2014 - stadion Ta'Qali

10 najgorszych meczów (wyników, uwzględniając klasę rywala) reprezentacji Armenii:

5.10.2017 Armenia - Polska 1:6 el. MŚ
4.09.2017 Armenia - Dania 1:4 el. MŚ
10.06.2017 Czarnogóra - Armenia 1:4 el. MŚ
8.10.2016 Armenia - Rumunia 0:5 el. MŚ
11.10.2015 Armenia - Albania 0:3 el. ME
7.06.2013 Armenia - Malta 0:1 el. MŚ
21.11.2007 Armenia - Kazachstan 0:1 el. ME
4.06.2005 Armenia - Macedonia 1:2 el. MŚ
8.09.2004 Armenia - Finlandia 0:2 el. MŚ
18.08.2004 Macedonia - Armenia 3:0 el. MŚ

B.

czwartek, 14 września 2017
Riekisz - kupiony i zapomniany

Urodziny dziś obchodzi Dmitrij Riekisz (ur. 14.09.1988). Nie kojarzycie? Nie dziwię się. W jego historii najciekawsze jest właśnie to dlaczego polscy, a w szczególności stołeczni, kibice go nie kojarzą. A będąc bardziej precyzyjnym - dlaczego nie mieli w ogóle okazji go skojarzyć.

Riekisz był gwiazdeczką kolejnych juniorskich zespołów Białorusi. W 2010 roku stał się jednym z głównych architektów awansu (bardzo silnej) reprezentacji młodzieżowej na EURO U-21 2011 rozgrywanego w Danii (kapitanem tej drużyny był Michaił Siwakow z Wisły Kraków, a obrońcą Oleg Wierietiło z Podbeskidzia Bielsko-Biała). Jednocześnie od 18. roku życia występował w pierwszym składzie Dinama Mińsk, dwukrotnie sięgając z tym klubem po wicemistrzostwo kraju. Jeśli ktoś ma mocne nerwy i dużo czasu to może sobie obejrzeć jego klipy - ten i ten.

rekish

Czysty talent, szybko zwrócił na siebie uwagę zagranicznych klubów. Jednym z nich była Polonia Warszawa. Tak, ta Polonia Warszawa zarządzana przez Józefa Wojciechowskiego... Sezon 2010/2011 to prawdziwa orgia na Konwiktorskiej. Do połowy września trenerem Czarnych Koszul był Bakero, potem zastąpił go Paweł Janas. 6 stycznia 2011 szkoleniowcem Polonii został śp. Theo Bos. Jednym z pierwszym ruchów transferowych za jego czasów było wypożyczenie Riekisza z Dinama. - W jego przypadku testy nie były konieczne, w końcu to reprezentant Białorusi. Poza tym to na razie półroczne wypożyczenie, zobaczymy, jak się sprawdzi. W czerwcu zapadnie decyzja, czy warto podpisać z nim kontrakt definitywny - mówił szef skautingu Polonii Marek Citko.

250px-Dmitrij_Riekisz_2011

21 lutego Białorusin stawia się na Konwiktorskiej. 7 marca rozgrywa swój pierwszy mecz, na początek w Młodej Ekstraklasie. 14 marca Theo Bos zostaje zwolniony, a jego miejsce przychodzi Piotr Stokowiec. Po tygodniu Stokowca zmienia Jacek Zieliński. Temat Białorusina znika.

Nowi trenerzy... nawet nie wiedzą, że mają takiego zawodnika jak Riekisz w kadrze! W klubowej szatni panuje bowiem ścisk, po korytarzach snują się bizantyjsko opłacani rodzimi piłkarze. Dima gra więc dalej w Młodej Ekstraklasie, wypatrując szansy na debiut w pierwszej drużynie (jego łączny dorobek w ME to 9-1). Ten jednak nie przychodzi. W młodzieżowych rozgrywkach miał ponoć prezentować się na tyle kiepsko, że Zieliński nie myślał nawet o włączaniu go do meczowej osiemnastki (stało się tak tylko raz - z braku laku, w której na ostatni mecz przy Konwiktorskiej z Bełchatowem).

W międzyczasie Riekisz wciąż jednak powoływany jest do białoruskiej młodzieżówki. Ba, w jednym z meczów strzela nawet gola Hiszpanii (1:1). Potem trafia do kadry startującej na EURO U-21.

Zanim jednak turniej się rozpocznie, to 2 czerwca 2011 Polonia wydaje komunikat, że nie jest zainteresowana dalszym wypożyczeniem ani definitywnym transferem Riekisza.

Z tą informacją w głowie, choć formalnie wciąż jako gracz Czarnych Koszul, Białorusin rusza na młodzieżowe EURO. Na samym turnieju pełnił rolę pierwszego rezerwowego (grał w czterech z pięciu spotkań), ale jego zespół sensacyjnie wywalczy brązowy medal!

jznqe4_w631h356

Na Białorusi euforia i nikt nie może zrozumieć, że taki gość jak ich Dimka nie przebił się w siódmej drużynie polskiej ekstraklasy. Świat staje otworem wystarczy tylko skorzystać.

Życie jednak pokazało, że Riekisz tego świata nie zawojował. Przeciętnie radził sobie w Torpedo Żodzino i Niemanie Grodno, kiepsko wypadł w czeskim Fotbal Trinec. Jego najlepszy dotychczas seniorski sezon to 2015 rok spędzony w litewskim Spirysie Wilno (11 goli).

Potem już gorzej wiodło mu się w Traku FK, a od jesieni 2016 znów występuje w Torpedo Żodzino.

bbbIMG_9164

Nigdy nie wystąpił w seniorskiej reprezentacji, a jego szczytowym osiągnięciem są występy w el. LE. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że Riekisz jest w swojej ojczyźnie wielkim celebrytą. W zasadzie nie ma miesiąca, żeby największy białoruski serwis sportowy nie zameldował co nowego u niego.

Choć więc w Polonii zapomniano, że mają w ogóle takiego piłkarza w kadrze, to jego dalsze losy pokazują, że w sumie... dobrze zrobili.

P.

środa, 06 września 2017
Janusz Wójcik jako polski selekcjoner z trzema oskarżeniami. Najmocniejszymi, jakie się da

Janusz Wójcik - trener-selekcjoner reprezentacji Polski na treningu przed meczem z Hiszpanią w 1999

Gdy Janusz Wójcik debiutował jako selekcjoner reprezentacji Polski, 6 września 1997 roku, wygranym po efektownym golu Krzysztofa Ratajczyka meczem z Węgrami w Warszawie, wydawało się, że nadchodzi nowa, złota era dla naszej piłki. Tak jak bogate były premie dla piłkarzy i sztabu, a głośna otoczka wokół kadry, tak w Europie miało być słychać o bogatym dorobku punktowym biało-czerwonych. Z perspektywy 20 lat kadencję trenerską Janusza Wójcika można ocenić jako najczarniejszą w historii Polski. I nie chodzi tu o sam wynik sportowy, o brak awansu do Euro 2000 i nadzieje rozbudzone wygranymi towarzyskimi oraz o punkty z Bułgarią. Pal licho, eliminacje przegrywaliśmy i w dużo gorszym stylu. Na byłym selekcjonerze ciążą jednak trzy potężne oskarżenia, sformułowane już po latach, przez osoby z różnych środowisk. Nic mi nie wiadomo, by cytowane słowa były potem w jakikolwiek sposób prostowane, by Janusz Wójcik wytaczał w ich sprawie procesy o zniesławienie. O tych zarzutach zapomina się, jakby oddzielając pracę z kadrą od jego wyczynów klubowych i wspominając kadencję Wójcika w roli selekcjonera najczęściej w tonie wręcz komediowym, cytując prostackie odprawy z „kiełbasami w górę”. Tymczasem mówimy tu, naprawdę, o zarzutach najcięższych z możliwych dla każdego trenera, a już dla selekcjonera reprezentacji narodowej - zwłaszcza.

1. Janusz Wójcik miał być pijany dzień przed meczem reprezentacji Polski

Januszowi Wójcikowi zdarzało się zachowywać nieodpowiedzialnie po alkoholu - powszechnie wiadomo to od stycznia 2006 r., gdy po Balu Mistrzów Sportu pod wpływem prowadził samochód w Warszawie. O tym, że miał promile w czasie wykonywania pracy selekcjonera, pisał Rafał Stec (w swojej książce „Piłka sss... kopana”, cytowanej też potem na blogu i stronach Wyborczej).

Prowadząc reprezentację, na 24 godziny przed meczem z Anglią, Wójcik zaordynował piłkarzom tak intensywny „rozruch”, że gdyby nie interwencja ówczesnego wiceprezesa PZPN Zbigniewa Bońka, nazajutrz ledwie powłóczyliby nogami. Tamtego dnia też był pijany. Boniek chciał go zwolnić, lecz działacze przekonali go, że skandal zaszkodziłby wszystkim.

W zawoalowany sposób mógł to potwierdzić obrońca Jacek Zieliński, w materiale Wyborczej przed swoją 60. grą w reprezentacji, stwierdzając, że Wójcikowi „udzielił się chyba entuzjazm” i „chodził nabuzowany”.

Anglicy byli rzeczywiście słabi, grali źle. Ale my jeszcze gorzej. Pamiętam, że dzień przed meczem dostaliśmy nieźle w d... Na przedmeczowym rozruchu trenerowi Wójcikowi udzielił się chyba entuzjazm. Pamiętam te wślizgi, starty do piłki, podekscytowanego selekcjonera, który chodził nabuzowany po murawie Wembley i krzyczał, żebyśmy zap... Rano mieliśmy lekkie zakwasy, ale i tak mogliśmy w Londynie pograć lepiej. Nie wiem, czy trener Wójcik wystraszył się Anglików, ale sądząc po liczbie obrońców, podszedł do meczu z nimi z dużym respektem (śmiech).

2. Janusz Wójcik miał negocjować grę piłkarza w meczu reprezentacji Polski z prezesem jego klubu

Fragment książki „Szamo”, Grzegorza Szamotulskiego i Krzysztofa Stanowskiego, też odnosi się do sytuacji sprzed meczu z Anglią:

Kolejna anegdota krążąca w środowisku. Zbliża się mecz Anglia - Polska. Dzień przed spotkaniem Artur Wichniarek w pokoju już rozmyśla o tym, jak będzie strzelał kolejne gole (...)

- A na pewno zagrasz? - pada całkiem logiczne pytanie.

- Jasne! Widziałeś mnie w sparingu? Widziałeś w gierce? Najlepszy! Numer jedenaście na placach i wychodzę zburzyć to całe Wembley!

Dzień meczu. Piłkarze schodzą do autokaru. Wichniarek idzie na końcu, w kurtce i bez torby.

- Grasz.

- Nie.

- Jesteś na ławce?

- Nie.

Kilka metrów dalej stoi selekcjoner Janusz Wójcik i prezes Widzewa (klub Wichniarka), Andrzej Pawelec. Słychać głośną kłótnię. Kilka wyrwanych z kontekstu zdań.

- Ale Janusz, nie rób jaj! Dam ci w poniedziałek! - błagalnym głosem mówi Pawelec.

- Dasz w poniedziałek, to zagra w poniedziałek - wzrusza ramionami „Wójt”.

Artur Wichniarek w rozmowie z Jakubem Białkiem na Weszło sprawę wspomina tak:

- To nie był mecz na Wembley, tylko w Warszawie. Nie wiem, ja nie byłem przy tej rozmowie. Faktem jest, że miałem grać i tydzień treningów na zgrupowaniu na to wskazywał. Realia tamtych lat były jak widać trochę inne i nie tylko Fryzjer zarabiał na ustawianiu pewnych rzeczy. Jeżeli tak było i miało to się odbyć na zasadzie zapłacenia za to, że zagram, to dobrze, że nie zagrałem. Zawsze byłem daleki od takich rzeczy, zawsze chciałem pokazać na boisku, że jestem przydatny. Jeśli nie byłem przydatny, to lepiej dla wszystkich, że nie zagrałem. Nie mogę tej historii ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Fakt faktem, że nie zagrałem w tym meczu, choć byłem w bardzo wysokiej formie. Generalnie, nigdy nie szukałem układów i grania za wszelką cenę. 

Janusz Wójcik podczas meczu Anglia - Polska 3:1 na Wembley - 1999 rok

3. Reprezentacja Polski Janusza Wójcika mogła grać w nieuczciwym meczu

W październiku 2008 roku, po zatrzymaniu ws. afery korupcyjnej w polskiej piłce, Weszło w tekście „Janusz Wójcik zatrzymany. Dość buty i chamstwa!” pisało:

Były selekcjoner kadry, co nie jest tajemnicą, nie miał żadnych hamulców. W środowisku piłkarskim do dziś opowiada się na przykład o meczu Polska - Hiszpania (1:2), kiedy to sędzia z Rosji nie uznawał prawidłowych bramek dla naszych rywali - miał za to dostać drogi zegarek, ale dostał podróbkę i następnego dnia odpadły wskazówki. Wspomina się też między innymi o spotkaniu Bułgaria - Polska 0:3...

Wróćmy do meczu z Hiszpanami, którzy w Warszawie przeżyli gorzki przedsmak tego, co trzy lata później spotkało ich na mundialu w Korei. Dwa normalnie zdobyte gole w nieprawidłowy sposób nieuznane przez sędziów. - Oczywiście, że sędzia się pomylił. To były dwa błędy arbitra - żałował autor obu skradzionych goli, Raul. Jakiś fan Hiszpana wyciął odpowiednie wideo i wrzucił na YouTube, więc są do zobaczenia (same gole można obejrzeć na skrócie TVP).

Z kolei, jako próbę umówienia się na wynik, można rozumieć opis w książce Jerzego Dudka, meczu Szwecja - Polska, decydującego o awansie do barażu o Euro 2000.

W ostatnim meczu ze Szwecją też potrzebny był nam remis, by zagrać w barażach. Ale to nieszczęsne spotkanie zakończyło się naszą porażką 0:2. Niestety dało znać o sobie chore myślenie, nawyki zakorzenione od lat. A może oni nam pomogą ten remis wywalczyć? (...) Okazało się, że Szwedzi zagrali bardzo spokojnie do momentu, kiedy nie zaczęliśmy ich brutalnie kopać. Nie dali się sprowokować do takiej kopaniny, co się dla nas źle skończyło. Zaczęli grać na serio i wygrali 2:0. (...) Nie chcę go [Janusza Wójcika] oceniać jako trenera. Mogę tylko ocenić, że menedżerem był doskonałym.

Wszystkich wspomnianych meczów pod wodzą Janusza Wójcika pewnie by nie było, gdyby został on zwolniony przez PZPN Mariana Dziurowicza jeszcze przed startem eliminacji Euro 2000. Meczem o być albo nie być selekcjonera okazało się spotkanie Polska - Rosja, rozegrane 27 maja 1998. Polacy w cudowny sposób wygrali z dużo wyżej notowanym rywalem, czym rozpoczęli cudowną serię zwycięstw (a potem meczów bez porażki), która trwała aż do wspominanego już Wembley. Wspólnym mianownikiem większości tych rywali jest to, że pochodzili z Europy Wschodniej (ew. centralnej) lub że byli do zwyczajni słabeusze:

Polska - Rosja 3:1 - 27.05.1998 (gole w skrócie TVP, więcej akcji w rosyjskiej TV)

Ukraina - Polska 1:2 - 15.07.1998 (niestety, nie było żadnej transmisji tego meczu; sędzia - Węgier Attila Juhos)

Polska - Izrael 2:0 - 18.08.1998 (sędzia - Czech Vaclav Krondl)

Bułgaria - Polska 0:3 - 6.09.1998 

Polska - Luksemburg 3:0 - 10.10.1998 (sędzia - Albańczyk Bujar Pregla)

Słowacja - Polska 1:3 - 10.11.1998 

Malta - Polska 0:1 - 3.02.1999

Polska - Finlandia 1:1 - 10.02.1999

Polska - Armenia 1:0 - 3.03.1999

 

B.

Lux-Pol, Ostrowski - Czekanowicz

Jedno z największych osiągnięć w historii reprezentacji Luksemburga, a więc niedawny remis tej drużyny z Francją (0:0) z ławki rezerwowych obserwowało dwóch piłkarzy o swojsko brzmiących nazwiskach - Jan Ostrowski i Youn Czekanowicz. Obaj są jeszcze młodzieniaszkami, urodzonymi w Luksemburgu odpowiednio w 1999 i 2000 roku. Chłopaki, przedstawcie się!

Jan Ostrowski, z ziemi polskiej do luksemburskiej

ost

Ojciec Jana Ostrowskiego jest Polakiem, który wyemigrował z kraju w latach dziewięćdziesiątych. Z czasem osiadł w najmniejszym z państw Beneluksu. Jan Ostrowski to defensywny pomocnik, który szlify piłkarskie pobiera jednak w Niemczech. Dwa lata terminował w młodzieżowych drużynach Mainz, obecnie zaś znajduje się w młodej kadrze Eintrachtu Frankfurt. Pomimo raptem 17 lat na karku udało już mu się zadebiutować w dorosłej kadrze Luksemburga (w czerwcu 2017 podczas towarzyskiego meczu z Albanią [2:1]). Była to o tyle świadoma decyzja, że przedtem brał udział w konsultacji reprezentacji Polski U-17. Jak sam jednak twierdzi - nie odnalazł się wśród biało-czerwonych. Problemem miała być przede wszystkim bariera komunikacyjna. Ciekawy wywiad z nim (po francusku) - tutaj i tutaj.

Youn Czekanowicz, syn Mike'a (też trochę z Polski)

youn-czekanowicz

Youn (Janie!) Czekanowicz przyszedł na świat w luksemburskim Wiltz. Jest synem Mike'a Czekanowicza - w przeszłości piłkarza luksemburskiej ekstraklasy. Youn, oprócz polskiego nazwiska ma także polskie obywatelstwo, odziedziczone po dziadkach i ojcu (ojciec urodził się już w Luksemburgu). Youn jest bramkarzem. Fachu uczył się w młodzieżowych drużynach Alemanii Aachen i Bayeru Leverkusen oraz drużyn belgijskich - Club Brugge i KAA Gent. Dość niespodziewanie został właśnie drugim bramkarze seniorskiej drużyny z Gandawy. A stąd już bliska droga do występów w lidze belgijskiej i dorosłej kadrze Luksemburga. Wywiad z nim tutaj.

P.

wtorek, 05 września 2017
Stępione rogi Wikingów

vikingfuneral799141

Norwegowie zostali wczoraj srogo wybatożeni przez Niemców (0:6). Oczywiści nie mają już żadnych szans na MŚ 2018. Te eliminacje są dla nich jednak wyjątkowo bolesne, bo w tabeli wyprzedzają jedynie San Marino (choć w bezpośrednim meczu dali im strzelić sobie gola), a po drodze opukiwał ich Azerbejdżan, o Irlandii Północnej nawet nie wspominając.

Tym samym, jeszcze podczas rosyjskiego mundialu swoje osiemnaste urodziny będą obchodzili obywatele Norwegii, za których życia ich narodowa reprezentacja nie grała w żadnej wielkiej piłkarskiej imprezie!

Wielka Norwegia - Flo i załoga

A przecież było tak pięknie... W drugiej połowie lat 90-tych Norwegowie byli w światowej czołówce. Na MŚ 1994 ograli Meksyk (1:0) i tylko gorszy bilans bramkowy sprawił, że nie awansowali do 1/8 finału. Choć na EURO 1996 się nie dostali (o włosek wyprzedzili ich Czesi i Holendrzy), to później coraz bardziej szokowali świat. Najpierw w cuglach zdobyli kwalifikację na MŚ 1998 (m.in. 5:0 ze Szwajcarią). W maju 1997 roku w towarzyskim meczu w Oslo pokonali Brazylijczyków (4:2) - ówczesnych mistrzów świata! Zobaczcie jak oni grali!

W 1998 roku w ramach przygotowań do francuskiego mundialu odnotowali takie oto szalone wyniki: 3:3 z Francją, 2:2 z Belgią, 2:0 z Danią, 5:2 z Meksykiem i 6:0 z Arabią Saudyjską. Pożoga i zniszczenie godne prawdziwych wikingów! Trudno się dziwić, że niektórzy przebąkiwali nawet o medalu dla Norwegów.

W pierwszym meczu mistrzostw - remis z Maroko (2:2). Potem - remis ze Szkocją (1:1). To było jednak rozczarowanie. Awans do 1/8 stawał się coraz bardziej problematyczny. Tym bardziej, że w ostatnim meczu grupowym rywalem byli Brazylijczycy. Ale... znowu wygrali Skandynawowie (2:1)!

Po tym triumfie zapanowała euforia. W 1/8 los skojarzył Norwegów z Włochami. I to właśnie Squadra Azzura okazała się lepszą drużyną, po nudnym meczu i goli Vieriego.

Cóż to jednak była za ekipa... Justein i Tore Andre Flo, defensywa Berg - Johnsen - Bjornebye, Rekdal, Mini Jakobsen, Mykland, Solbakken, młody Solskjaer. Na ławce Egil Olsen. Jestem w stanie wymienić ich zbudzony w środku nocy.

EURO 2000 i początek końca

Norweski flow jednak trwał. Ekipa prowadzona już przez Nilsa Johana Semba z palcem w nosie awansowała na EURO 2000. Tam w pierwszym meczu sensacyjnie pokonała Hiszpanię (1:0). Potem jednak już było tylko gorzej - porażka z Jugosławią (0:1) i remis ze Słowenią (0:0) sprawił, że Wikingowie nie wyszli z grupy.

I koniec. Wrota sezamu się zamknęły. Nigdy więcej już nie pojawili się już na wielkim turnieju.

Co takiego się wydarzyło? Tego nie wie nikt. Norwegowie przegrali kolejne eliminacje do: MŚ 2002, EURO 2004, MŚ 2006, EURO 2008, MŚ 2010, EURO 2012, MŚ 2014, EURO 2016 i MŚ 2018. Samym wymienianiem już można się zmęczyć.

Norweska kronika klęsk

Z tej pierwszej imprezy Norwegów wytrącili oczywiście Polacy. W barażu o awans na EURO 2004 srogi rewanż na nich wzięli sobie Hiszpanie (2:1 i 3:0). W el. MŚ 2006 lepsi w barażach okazali się z kolei Czesi (0:1 i 0:1). W el. EURO 2008 - górą byli Grecy i Turcy. W el. MŚ 2010 Norwegia stała się jedyną drużyną z drugiego miejsca, która nie załapała się na baraż (zdobyła tylko 10 pkt.). Kwalifikacje EURO 2012 - trzecie miejsce, za Danią i Portugalią. W el. MŚ 2014 - już tylko czwarte miejsce, za Szwajcarią, Islandią i Słowenią. Wreszcie EURO 2016, gdzie wydawało się, że awansują wszyscy chętni. Wszyscy, ale nie Norwegia. Wikingowie polegli bowiem w barażu z Węgrami (0:1 i 1:2). Prawdziwy zapis smutku. Może bez spektakularnych katastrof, ale i bez miłych niespodzianek.

Trudno powiedzieć gdzie tkwi przyczyna kryzysu. Może Norwegowie zbyt długo płynęli na swojej złotej generacji, a później na jej oparach? A gdy przyszło otrzeźwienie to już było za późno, bo trudno się wyrwać z trzeciego koszyka? A może w wyjściu na prostą przeszkadza Norwegom ich... kultura pracy. Pomimo braku awansu na imprezy kolejni selekcjonerzy i tak pozostawali na swojej posadzie przez 3, 4 albo 5 lat.

Faktem jednak jest, że dzisiejsza reprezentacja Norwegii to drużyna absolutnie przeciętna. Rolę jej gwiazd pełnią trzydziestoletni już zawodnicy, którzy tęsknie wzdychają za czasami, gdy Brazylijczyków po boisku rozstawiali Flo i spółka.

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 160