Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 30 sierpnia 2018
Poznań 2000 - USA 2018. Ian Russell, Jimmy Conrad, Wojtek Krakowiak

Fajna to historia i większość kibiców, a przynajmniej kibiców Lecha Poznań, ją zna. Jesienią 2000 roku do grającego na zapleczu ekstraklasy Kolejorza przybywa trójka Amerykanów z zespołu San Jose Earthquake: Wojtek Krakowiak (pochodzący z Kielc i znający się z ówczesnym trenerem Adamem Topolskim), Jimmy Conrad i Ian Russell. Zadebiutowali we wrześniu, pożegnali się z kibicami w listopadzie. Mecze z ich udziałem do znalezienia tutaj. Wiedza o ich po-poznańskich dokonaniach jest jednak bardzo zróżnicowana. Dodatkowo, z wymienionej trójki ten ostatni jegomość - Ian Russell - ma dzisiaj urodziny (ur. 30.08.1975).

Jimmy Conrad - Jimmy Super Star

O Jimmy'm Conradzie napisano sporo. Z San Jose Earthquake wywalczył mistrzostwo USA 2001, szybko został czołowym defensorem w MLS, przebił się do reprezentacji USA i wystąpił z nią na Gold Cup 2005, mundialu 2006 (mecze z Włochami i Ghaną) oraz Copa America 2007. Teraz jest celebrytą, prowadzi własny, niezwykle popularny kanał futbolowy na youtubie. Kariera w USA - tutaj. Do poczytania - tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Po angielsku choćby tutaj, a do posłuchania - tutaj i tutaj. No i filmik z golami.

A jak chcecie sprawdzić czy Jimmy jest sympatyczny, to polecam ten krótki filmik.

Wojtek Krakowiak - uniwersyteckie ławki

Choć o Wojtku Krakowiaku w Polsce wiadomo niewiele, to w Stanach jest on cenionym fachowcem od szkolenia młodzieży akademickiej (tu dla kontrastu - angielska wikipedia nawet nie odnotowuje jego pobytu w Poznaniu (!)). Po powrocie pograł dwa sezony w MLS (w San Jose Earthquake i Tampa Bay Mutiny), a potem kopał już wyłącznie w niższych, i coraz niższych ligach. Po zakończeniu kariery trenował kobiece drużyny uniwersyteckie - Ruttgers-Newark i Montana State Billings. Polecam ten fajny materiał o nim.

W 2016 roku zrezygnował z pracy w Montanie i został dyrektorem technicznym w United Hurricane’s w Howard (Wisconsin). Obecnie w kobiecej Green Bay Phoenix. Biogram do doczytania tutaj i tutaj.

Ian Russell - niestrzelający napastnik, dobry trener

Ian Russell to z kolei piłkarsko ciekawy przypadek. Był on bowiem napastnikiem, który nie strzelał zbyt wielu goli, choć często asystował. Po zakończeniu wielkopolskiego epizodziku Russell wrócił do San Jose Earthquake. Grał tam przez pięć lat (2001-2005), wywalczył mistrzostwo MLS 2001 i 2003, ale choć był popularnym zawodnikiem (w 2001 roku został wybrany do MLS All-Stars Game), to w przeciwieństwie do Conrada nie wypłynął na reprezentacyjne wody. Być może blokowała go właśnie skuteczność. Na osłodę jednak - dwa jego trafienia.

W 2007 roku rozegrał jeszcze kilka meczów dla LA Galaxy i zawiesił buty na kołku. Po zakończeniu kariery wziął się za trenowanie. Pełnił rolę asystenta, a przez moment również epizodycznego trenera, w San Jose Earthquake. W listopadzie 2016 roku objął zespół mający zadebiutować w USL (II liga) - Reno 1868 FC. Russell świetnie poradził sobie z trudnym zadaniem. Jego podopieczni zakończyli sezon na 3. pozycji w Western Conference. Sezon 2018 zakończył na 6. miejscu. Pozostaje trzymać kciuki, szczególnie w jego urodziny, za dalsze sukcesy.

P.

środa, 29 sierpnia 2018
W ekstraklasie państwa się kończą

coutryflagsbyjoimau

W marcu 2017 roku zaktualizowaliśmy listę nacji z całego świata, które nie miały swoich przedstawicieli w naszej ekstraklasie. Minęło 1,5 roku, trochę się pozmieniało w personaliach, warto zestawienie odświeżyć.

Andora, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar

W międzyczasie wykreśliliśmy Islandię (Bodvarsson z Jagiellonii) i Luksemburg (Chris Phillips z Legii), a była nawet szansa, że wyleci Irlandia Północna, choć ostatecznie do tego nie doszło. Sami zobaczcie, zostało już niewiele europejskich państw.

Ekwador, Boliwia

Witamy w ekstraklasowych szeregach pierwszego w historii Ekwadorczyka - Joela Valencię z Piasta Gliwice. Wciąż za to czekamy na Boliwijczyka.

Meksyk, Belize, Nikaragua, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Jamajka, Kajmany, Kuba, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

W CONCACAF mały zastój, ale mamy jednego rodzynka - Enrique Esqueda z Arki Gdynia wyprowadza z zestawienia Meksyk (w którego reprezentacji zresztą występował).

A od teraz wymieniamy z kolei państwa z pozostałych trzech kontynentów, które miały swoich przedstawicieli (w tę stronę łatwiej liczyć).

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

W Afryce w porównaniu do poprzedniego zestawienia nic się nie zmieniło w tym temacie.

Australia, Chiny, Indonezja, Iran, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Stosunkowo dużo wydarzyło się w kontekście Azji. W Śląsku błyszczy już bowiem Farshad Ahmadzadeh z Iranu, a głośnym transferem Lechii był Egy Maulana Vikri (choć jeszcze nie zdążył zadebiutować).

Nowa Zelandia

W federacji OFC bez zmian i tak pewnie jeszcze przez chwilę pozostanie.

Wniosek z tej geograficznej układanki jest taki, że osiągnęliśmy chyba jakiś punkt nasycenia i kolejne luki na mapie będą pokrywane już w wolniejszym tempie.

P.

wtorek, 28 sierpnia 2018
Zakochani w Iberii

iberia

W zagranicznych transferach do ekstraklasy można dostrzec pewne trendy. Swego czasu popularni byli piłkarze z Bałkanów, potem z Brazylii, niedawno oglądaliśmy mocne zaciągi z Czech i Słowacji. Teraz natomiast przeżywamy modę na futbolistów z Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanów i Portugalczyków.

O uczuciu do tych nacji zawodników niech świadczy fakt, że z ich usług w ekstraklasie nie korzystają tylko trzy drużyny: Arka, Jagiellonia i Zagłębie Lubin. Pozostałe ekipy czerpią z iberyjskich zasobów bardziej lub mniej obficie.

Cracovia: Javi Hernandez, Gerard Oliva (Hiszpania) [a przed kilkunastoma dniami dość zaskakująco z klubem pożegnał się ściągnięty latem Elady]

Górnik Zabrze: Dani Suarez, Jesus Jimenez, Igor Angulo (Hiszpania)

Korona Kielce: Ivan Marquez (Hiszpania)

Lech Poznań: Pedro Tiba, Joao Amaral (Portugalia), Dioni (Hiszpania)

Lechia Gdańsk: Joao Nunes, Flavio Paixao (Portugalia)

Legia Warszawa: Inaki Astiz, Carlitos (Hiszpania), Cafu (Portugalia)

Miedź Legnica: Fran Cruz, Jonathan de Amo, Marquitos, Omar Santana, Borja Fernandez, Juan Camara (Hiszpania)

Piast Gliwice: Gerard Badia, Jorge Felix (Hiszpania)

Pogoń Szczecin: Iker Guarrotxena (Hiszpania), Tomas Podstawski (Portugalia)

Śląsk Wrocław: Augusto (Portugalia)

Wisła Kraków: Jesus Imaz (Hiszpania)

Wisła Płock: Carlitos (Portugalia)

Zagłębie Sosnowiec: Nuno Malheiro (Portugalia)

A gdzieś w przypisie warto pamiętać o ściąganych na pniu zawodnikach różnych nacji, ale grających właśnie w niższych ligach hiszpańskich (najświeższy bodaj przykład to Słoweniec Matej Pucko z Korony) oraz o piłkarzach, którzy w zasadzie są Hiszpanami/ Portugalczykami, ale z różnych względów posługują się częściej inną narodową afiliacją (np. Hiszpan-Gwinejczyk Jose Kante z Legii albo Brazylijczyk-Portugalczyk Guilherme z Jagielloni).

Obecnie zatem najbardziej iberyjską (a w zasadzie najbardziej hiszpańską) drużyną w ekstraklasie jest zdecydowanie Miedź Legnica, która ma w swojej kadrze aż sześciu przybyszów z zachodniego krańca kontynentu. Do zeszłorocznego rekordu Białej Gwiazdy jeszcze jej jednak brakuje zasobów personalnych.

Warto przypomnieć, że Wisła Kraków w sezonie 2017/2018 była najbardziej iberyjską ekipą w historii naszego futbolu! W jej kadrze na początku rozgrywek figurowało aż siedmiu Hiszpanów i jeden Portugalczyk! Byli to Julian Cuesta, Ivan Gonzalez, Fran Velez, Paul Llonch, Victor Perez, Jesus Imaz i Carlitos oraz Ze Manuel. Dodatkowo, Hiszpanem był również trener zespołu - najpierw Kiko Ramirez, a później Joan Carillo – oraz dyrektor sportowy (Manuel Junco). Co ciekawe, po iberyjskim eksperymencie przy Reymonta już prawie nie ma śladu. W składzie Białej Gwiazdy ostał się tylko Jesus Imaz. Pozostałe towarzystwo wróciło do ojczyzn albo rozpierzchło się po świecie.

Tak więc mamy teraz modę na Hiszpanów i Portugalczyków. Jaki kierunek będzie kolejny? Włochy? Grecja? Niemcy?

P.

czwartek, 23 sierpnia 2018
Jesteś legendą! Bogdan Straton

Wielu kibiców Widzewa dzisiaj się zaduma, część zatopi się we wspomnieniach. Jest ku temu powód. Urodziny bowiem świętuje legenda ich klubu - Bogdan Straton (ur. 1983). Tak, TEN Bogdan Straton.

Choć zagranicznymi cudakami nasza ekstraklasa stała (i stoi) to jednak w tym całym zaciągu Straton jest figurą szczególną. Do Łodzi trafił w styczniu 2011 (razem z Finem Riku Riskim). Ówczesny trener Widzewa, Czesław Michniewicz, zapytany o Rumuna odparł, że nie widział go nigdy w akcji, ale oglądał DVD z jego występami. Tak naprawdę Stratona wtulił mu na siłę właściciel klubu, okraszając manewr pięknym bon motem: "Gdyby zawsze trener zawsze miał decydujący wpływ na to, kto do nas przyjdzie, do drużyny nigdy nie trafiliby Panka i Sernas".

W kwestii samego DVD mam pewne podejrzenia, że chodzi o to nagranie. Jeśli macie silne nerwy i mocną kawę pod ręką - to odpalajcie.

Swoją drogą Straton, a raczej jego menedżer, musi być pasjonatem montażu, bo o Rumunie powstało więcej filmików niż o Włodzimierzu Lubańskim - do wglądu np. tutaj, tutaj i tutaj.

Sylwester Cacek jednak emanował spokojem odnośnie tego transferu:

Wierzymy w szybką aklimatyzację Bogdana w zespole. Ten zawodnik na pewno podniesie rywalizację na pozycji środkowego obrońcy, na której już w tej chwili mogą występować Jarek Bieniuk, Sebastian Madera, Ugo Ukah oraz Wojtek Szymanek.

Z namaszczeniem właściciela Stratona klepnięto i to w sposób dość zaskakujący. Niemłodego, bo 27-letniego, faceta, który w poprzednim klubie, drugoligowym FC Botosani, był tylko rezerwowym, zakontraktowano od razu na 2,5 roku! A plotki mówią, że Rumunowi płacono 20 tys. miesięcznie. Ale cóż, kto bogatemu zabroni.

Oczywiście Straton okazał się kompletnym niewypałem. Nie zagrał w żadnym meczu, nigdy nie usiadł nawet na ławce rezerwowych, występował tylko w czwartoligowych rezerwach. Po pół roku go pogoniono (za porozumieniem stron, hehe). Nie zmienia to faktu, że pobyt w Łodzi musiał być dla Rumuna przygodą życia, na dodatek bardzo lukratywną.

Na koniec jednak warto obalić pewien mit. Choć Straton okazał się tragicznie słaby, to w kwestii samego CV nie był kompletnym przybłędą. Zarówno przed przyjściem do Widzewa (Politehnica Iasi - 2007/2008, wiosna 2008/2009, 2009/2010), jak i po jego opuszczeniu (CSMS Iasi - 2012/2013) występował w rumuńskiej ekstraklasie (Liga 1) - niewiele, ale występował. Do wglądu tutaj i tutaj. Jesień 2012 to chyba najpiękniejszy czas w jego karierze (poza etapem łódzkim), bo nie tylko grał, ale i strzelał gole (trzy!). Nie wierzycie? Proszę bardzo.

Ostatnio widziano go jesienią 2014 w drugoligowym Farulu Constanca.

Ktoś zatem ciągle dawał się na niego nabierać i, zaprawdę, nie jest winą Rumuna, że znajdywali się chętni na jego niepewne usługi. W zasadzie to on powinien się śmiać ze swoich kolejnych pracodawców, a nie oni z niego.

O dzisiaj powinien się śmiać podwójnie, bo przecież ma urodziny.

P.

piątek, 17 sierpnia 2018
Treneiros mają się dobrze cz. 2. Reszta świata

3679-Inflatable-GlobePora na drugą część naszych trenerskich stranieri!

Dragomir Okuka (Legia 2001-2003, mistrzostwo 2002) widziany był niedawno na stadionie Legii, ale - to już wiemy - drużyny nie poprowadzi. Po zakończeniu przygody z Wojskowymi, serbską młodzieżówką U-21 (1/2 MME 2006) i Wisłą, wiodło mu się raz lepiej, raz gorzej. Prowadził bułgarski Lokomotiw Sofia (5. miejsce, w kolejnym sezonie zwolniony, zostawił zespół na 3. miejscu), grecką Kavalę (niezłe wyniki, ale i tak zwolnienie po 4,5 miesiąca, w listopadzie 2010), chińskie Jiangsu Shuntian (w drugim sezonie wicemistrzostwo 2012 i najlepszego trenera w Chinach i w Serbii), Changchun Yatai (słabe wyniki i zwolnienie po 7 miesiącach) oraz Tianjin Teda (słabe wyniki i zwolnienie w sierpniu 2016). Spekulowano nawet, że Drago może zostać selekcjonerem reprezentacji Chin, ale zamiast tego od dwóch lat nie prowadzi żadnej drużyny.

Inny były coach Legii ma nieco mniej barwne życie. Henning Berg zaliczył jednak rozczarowujący sezon 2016/2017 z węgierskim Videotonem - nie udało mu się obronić mistrzostwa i kibice musieli się zadowolić drugim miejscem. Od lipca kieruje już rodzimym Stabaek (3 mecze - 1 remis i 2 porażki).

Pod Wawelem natomiast wciąż wzdychają do Dana Petrescu. Gdy Rumun urzędował w Krakowie, to część zawodników przechodziła załamanie nerwowe związane z szokiem treningowym, a kibice oraz władze kręcili nosem na mało efektowny styl drużyny (1:0, 2:1 itd.). We wrześniu 2009, po niecałym roku, Petrescu podziękowano za pracę (średnia punktów DP - 2,09 na mecz) i do dziś chyba sobie plują w brodę.

Po tygodniu od zwolnienia z Białej Gwiazdy Rumun dostał pracę w skromnej Unirei Urzinei. Co działo się dalej większość z nas pamięta. Dwa i pół roku później zdobył z nim pierwsze w historii mistrzostwo kraju, a następnie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów (wygrywał tam m.in. z Rangersami (4:1) i Sevillą (1:0), a w niej klub zajął trzecie miejsce, premiowane grą w Lidze Europy. Piękna historia.

Jednak w grudniu 2009 dość zaskakująco rozwiązał kontrakt i przeniósł się do Kubania Krasnodar. Z zespołem awansował do rosyjskiej ekstraklasy i świetnie sobie w niej radził. I znowu - niespodziewanie rozwiązał kontrakt w sierpniu 2012, tłumacząc się potrzebą nowych wyzwań. Za grube pieniądze został szkoleniowcem Dynama Moskwa. W pierwszym sezonie (2012/2013) do końca bił się o europejskie puchary (7. miejsce), a w kolejnym ostatecznie wywalczył awans do nich, ale wcześniej... pożegnano się z nim po porażce 0:4 z Anży.

Co dalej? Kontrakt z katarskim Al Arabi - największa wtopa Petrescu. Potem tylko jeden mecz w Tirgu Mures (ale o Superpuchar!) - dzień po sukcesie w Superpucharze rozwiązał kontrakt, bo dostał lukratywną ofertę z Chin. W  Jiangsu Suning spędził lata 2015-2016 (9 m. i Puchar Chin, potem wicemistrzostwo). Potem kiepskie cztery miesiące w Kubaniu Krasnodar (średnia - 1 punkt na mecz), wypad do Al-Nasr z Dubaju. Wreszcie sezon 2017/2018 spędzony w Cluj i okraszony mistrzostwem Rumunii! Efekt? W czerwcu 2018 podpisał kontrakt z chińskim Guizhou Hengfeng. Myślę też, że prędzej czy później Petrescu będzie selekcjonerem rumuńskiej reprezentacji. Szalone życie!

Ciekawie toczyło się też życie innego asa spod Wawelu. Po tym jak Robert Maaskant w niezbyt miłych okolicznościach rozszedł się z Wisłą, to potem prowadził FC Groningen (2012/2013), Dinamo Mińsk (drugie półrocze 2013; 4 miejsce i zwolnienie), był asystentem trenera w Columbus Crew w MLS, potem pierwszym szkoleniowcem NAC Breda (baraże i spadek) i Go Ahead Eagles (tylko osiem meczów, ale aż siedem przegranych, w tym 0:8 z Feyenoord), a ostatnio dyrektorem sportowym Almere City.

Mamy również silną frakcję trenerów z Hiszpanii. Pacheta (Korona, 2013/2014) po sezonie spędzonym w Kielcach odszedł (zaskakująco!) do hiszpańskiego spadkowicza z Segunda Division Herculesa Alicante. Po pół roku został jednak zwolniony, szybko jednak objął posadę trenera w tajlandzkim Ratchaburi FC. Tam spędził dwa lata (dwa razy szóste miejsce), a od lutego b.r. prowadzi hiszpańskie Elche CF, z którym awansował do Segunda Division. Natomiast niezapomniany Angel Perez Garcia (Piast, 2014-2015) w poprzednim sezonie bez sukcesów prowadził boliwijski Nacional Potosi. No i Jose Maria Bakero - największy szarlatan w XXI-wiecznej historii naszej ekstraklasy :) Po Lechu udało mu się naciągnąć jeszcze włodarzy peruwiańskiego Juan Aurich (trener w latach 2012-2013, średnia punktów na mecz - 1,00) i wenezuelskiego Deportivo La Guaira (dyrektor sportowy). Od roku JMB pracuje w FC Barcelonie - odpowiada tam za szkolenie zawodników, którzy występują w drugiej drużynie, a także dwóch zespołach młodzieżowych.

Byli Hiszpanie, to teraz Portugalczycy. Quim Machado (Lechia, 2014) po polskiej przygodzie bawił w zaskakująco dobrych klubach - Tondela (II liga), Vitoria Setubal (15 m.), Belenenses (14 m.), Al-Batin z Arabii Saudyjskiej oraz Academikę Coimbrę (II liga) w końcówce sezonu 2017/2018. Jorge Paixao (Zawisza, 2014) prowadził zaś portugalskie Olhanense, Farense i Mafra oraz aktualnie chińskie Shenzhen FC Reserves.

A skoro już wspomniana została Lechia, to ciekawie układa się trenerski życiorys Ricardo Moniza. Holender wykonał dobrą robotę w Gdański i... ulotnił się, zasłaniając się kwestiami rodzinnymi. Chwilę później odnalazł się w 2. Bundeslidze, ale jego pobyt w TSV 1860 Monachium to kompromitacja. Sezon 2015/206 spędził w angielskim League Two i Notts County (17 m.), kolejny w drugoligowym FC Eindhoven (11 m.), a potem na krótko duńskie Randers (dwa miesiące). I wreszcie słowacki AS Trenczyn. A tam jak na razie szał. Słowacy w LE wyeliminowali Buducnost Podgoricę, Górnika Zabrze i Feyenoord Rotterdam (4:0 i 1:1).

W kolejnej rundzie czeka na niego cypryjski AEK Larnaka. Będzie faza grupowa?

Drażen Besek (Zagłębie Lubin 2003-2005) po zwiedzeniu zespołów słoweńskich (Drava Ptuj), chorwackich (Varteks, NK Zagrzeb, NK Osijek) i chińskich (trzy ekipy, był też asystentem Blazevica w kadrze U-23), postanowił zakotwiczyć na Malcie, gdzie w 2016 roku prowadził Birkirkarę.

Najnowsze historie Nenada Bjelicy (Dinamo Zagrzeb), Stanisława Czerczesowa (reprezentacja Rosji), Romeo Jozaka (dyrektor reprezentacji Kuwejtu) i Besnika Hasiego (po Legii objął Olympiakos Pireus, awansował z nim do LM, potem ekipa się posypała; Hasi dostał niedawno pracę w Al-Raed z Arabii Saudyjskiej) są natomiast dobrze znane, więc nie ma co ich przytaczać.

Wniosek z tego przeglądu? Dobrzy sobie poradzą, słabych menedżer i tak gdzieś tam upchnie :)

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 168