Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 17 listopada 2017
Hong World

hong_kong

Taka ciekawostka z dalekiego świata. Oto skład Hong Kongu z niedawnego meczu z Libanem (0:1). W nawiasie miejsce urodzenia zawodnika. Fotka drużyny - tutaj.

Hung Fai Yapp (Hong Kong) - Andy Russell (Anglia), Fernando Recio (Hiszpania), Helio (Brazylia), Dani Cancela (Hiszpania), Deshuai Xu (Chiny), Wai Wong (Hong Kong), Jordi Tarres (Hiszpania), Chun Lok Tan (Hong Kong), Huang Yang (Chiny), Jaimes McKee (Anglia). Zmiany: Sandro (Brazylia), Ka Wai Lam (Hong Kong), James Ha (Anglia)

Wszyscy drżeli (w sumie wciąż drżą), co to Katar wymyśli na MŚ 2022. Tymczasem Katar, proszę bardzo - w ostatnim towarzyskim meczu z Islandią (1:1) w jego wyjściowym składzie znalazł się jeden zawodnik urodzony poza Katarem (choć trzech kolejnych weszło z ławki).

Wniosek (mało odkrywczy) jest taki, że im mniej świateł reflektorów, tym reprezentacyjne transfery intensywniejsze :)

 P.

poniedziałek, 13 listopada 2017
Polska - Meksyk: miał być Campos, był strajk. Odwołane mecze reprezentacji

 Jorge Campos Meksyk Mexico Bramkarz Goalkeeper shirts costumes

Mecze reprezentacji Polski były odwoływane przez wojnę, śmierć królowej lub obawy władz - kraju lub związku. Ale tylko raz zdarzyło się, by rywal do ostatniej chwili nie raczył poinformować, że na spotkanie nie przyleci. Reprezentacja Polski Andrzeja Strejlaua 12 sierpnia 1992 roku miała w Bełchatowie podjąć Meksykanów. Wszystko było gotowe, jak na wesele. Tylko piękna panna młoda się rozmyśliła.

Po tym, jak w 1976 roku Chorzów gościł przyszłych argentyńskich mistrzów świata, przylot do Polski każdej reprezentacji z innego kontynentu - a już zwłaszcza takiej, która umiała kopać piłkę - to była duża sprawa. Rzućmy okiem na rywali spoza Europy, których gościliśmy do końca XX wieku:

Polska - Libia 5:0 (19.08.1979, Słupsk),

Polska - Irak 3:0 (22.06.1980, Warszawa),

Polska - Algieria 5:1 (19.11.1980, Kraków),

Polska - Korea Północna 2:2 (7.10.1986, Bydgoszcz),

Polska - USA 2:3 (10.10.1990, Warszawa).

Nic dziwnego, że latem 1992 roku, przyjazd reprezentacji Meksyku, niemal etatowego uczestnika mundialu (choć akurat Italia 90 była wyjątkiem), musiał cieszyć nie tylko selekcjonera Andrzeja Strejlaua, ale i polskich kibiców. Meksyk to była marka, na dodatek w jego bramce stał już Jorge Campos, nie tylko bramkarz, którego stroje przeszły do historii, ale i piłkarz ze smykałką do strzelania goli. Do tego reprezentację Meksyku prowadził słynny Cesar Luis Menotti, mistrz świata z Argentyną (i dorosłą, i do lat 20 z Maradoną). Mecz z Polską miał otwierać trzytygodniowe meksykańskie tournee po Europie. Miał - to słowo-klucz.
meksykwdomu

Meksykanów w Polsce nie zobaczyliśmy, bo piłkarze pokłócili się z federacją o pieniądze za występy w europejskich grach. Nie to w tej całej historii jest jednak najbardziej żałosne. Skandalem jest, że Meksyk nie raczył Polaków o swojej awanturze - a raczej jej skutkach - poinformować. Sprzedaż biletów na mecz trwała jeszcze chyba dzień przed jego terminem, w środę 12 sierpnia. Choć mało wskazywało, że impreza wypali, chyba wszyscy się łudzili. Parę dni przed meczem, którego nie było, „Przegląd Sportowy” zapowiadał: „Cóż to będzie za święto w tym mieście!”.

Ale już dzień lub dwa przed meczem, w dość dramatycznie zatytułowanej notce "GDZIE SĄ MEKSYKANIE?", RoKo (czyli Roman Kołtoń) w PS odnotowuje, że PZPN poprosił o pomoc FIFA, a także MSZ (w rządzie Hanny Suchockiej kierował nim wtedy Krzysztof Skubiszewski), bo nie zdołał się skontaktować z federacją meksykańską. „Meksykanie nie raczyli oficjalnie poinformować strony polskiej o swych kłopotach, znanych w Warszawie z doniesień agencyjnych (strajk piłkarzy). Andrzej Strejlau ściągnął do kraju piłkarzy grających w klubach zagranicznych, a organizatorzy w Bełchatowie przygotowali się do meczu”. Którzy piłkarze przez meksykański strajk stracili możliwość rozegrania jednego meczu więcej w reprezentacji Polski?

Kadra Polski na mecz z Meksykiem

Adam Matysek (Śląsk Wrocław), Józef Wandzik (Panathinaikos Ateny), Marek Rzepka (Lech Poznań), Roman Szewczyk (GKS Katowice), (Piotr Czachowski (Legia Warszawa), Andrzej Lesiak (Tirol Innsbruck), Kazimierz Węgrzyn (Hutnik Kraków), Ryszard Czerwiec (Widzew Łódź), Adam Fedoruk (Stal Mielec), Robert Warzycha (Everton), Roman Kosecki (Legia Warszawa), Jacek Ziober (Montpellier), Jerzy Podbrożny (Lech Poznań), Tomasz Cebula (ŁKS), Krzysztof Warzywa (Panathinaikos Ateny).

W stosunku do poprzedniego meczu reprezentacji Polski z Gwatemalą, z kadry wypadli: Jarosław Bako, Juliusz Kruszankin, Mirosław Rzepa, Marek Jóźwiak, Jarosław Gierejkiewicz, Jarosław Góra, Ryszard Kraus i Maciej Śliwowski. To w ogóle był czas eksperymentalnych meczów i sparingów, bo sam mecz w Bełchatowie przez PS był zapowiadany jako „rewanż za ostatni pobyt w Kolumbii i Meksyku” (drużyna zagrała tam nieoficjalne mecze, z Kolumbią było 0:0 i porażka w karnych).

 kolumbia_polska_0_0_1992_male

Meksyk z Rosją, Bułgarią, Rumunią i Udinese

To prawda, że termin meczu był niefortunny - trzy dni po finale olimpijskim w Barcelonie z Hiszpanią, a dwa tygodnie przed kolejnym spotkaniem towarzyskim (z Finlandią w Pietarsaari) i miesiąc przed jeszcze następną towarzyską grą (z Izraelem). Ale to i tak Meksykanów nie usprawiedliwia.

Gdy do meczu z Polską nie doszło, federacja meksykańska miała straszyć, że nałoży sankcję na tych graczy z 21-osobowej kadry, którzy mieli zbojkotować całe tournee po Europie. „Część graczy odmówiła wyjazdu do Europy. Meksykańska federacja czyni starania, aby jednak wyekspediować narodową drużynę na pozostałe trzy mecze” - pisała Trybuna Śląska. Jednocześnie, PZPN (konkretnie - sekretarz Marek Pietruszka) zapowiadał wyciągnięcie konsekwencji finansowych wobec federacji meksykańskiej. Jeśli mam obstawiać, nie skończyło się ani na karze dla meksykańskich piłkarzy, ani dla meksykańskiej federacji.

Meksykanie do Europy ostatecznie przylecieli. Mało tego, rozegrali historyczny mecz - oto bowiem po prawie 80 latach znów spotkanie rozegrała reprezentacja Rosji. I wygrała z Meksykiem 2:0. 16 sierpnia w Moskwie Meksykanie zagrali w składzie:

Jorge Campos, Juan Hernández, Ignacio Ambriz, Claudio Suárez, Guillermo Muñoz, José Manuel De la Torre, Miguel España, Alberto García (67. Alberto Coyote), Gonzalo Farfán (46. Missael Espinoza), Carlos Hermosillo, Francisco Uribe.

Cały mecz też można obejrzeć.

Z Bułgarią Meksykanie zremisowali 1:1 (19 sierpnia w Sofii), na Friuli wygrali z Udinese 3:2 (22 sierpnia), z Rumunią było 0:2 (26 sierpnia w Bukareszcie), w końcu z Tenerifie zremisowali 2:2 (30 sierpnia).

Polska A, B, C czy D? Meksyk kontra Ruch Chorzów

Nie można rozpatrywać tego w kategoriach zemsty, ale rok później, 29 września 1993 roku w Stanach Zjednoczonych, drużyna w koszulkach z orłem na piersi zagrała z reprezentacją Meksyku. Szyldem była „Polska B”, ale drużyną - tak naprawdę - był Ruch Chorzów. Meksykanom nic nie przeszkadzało, by traktować to spotkanie jako oficjalny mecz reprezentacji, choć nie miało to z tym nic wspólnego. Było 0:0, Polska, to jest Ruch, wygrał w karnych.
Ruch Chorzów jako Polska B - kontra Meksyk w USA

Odwołane mecze reprezentacji Polski wg "Biało-Czerwonych" Andrzeja Gowarzewskiego

Album „Biało-Czerwoni” (1921-2018) Andrzeja Gowarzewskiego, wydany przez GiA razem z PZPN, oprócz meczów reprezentacji, które się odbyły, wymienia też te, do których ostatecznie nie doszło. To ciekawa lektura:

Czechosłowacja - Polska - 15.04.1934, Praga - rewanż w el. MŚ 1934 oddany przez Polskę walkowerem (pierwszy mecz w Warszawie przegrany 1:2);

Belgia - Polska - 1.09.1935, Bruksela - dwa dni przed meczem zmarła królowa Belgów, Astryda (Astrid);

Polska - Bułgaria - 3.09.1939, Warszawa,

Jugosławia - Polska - 6.09.1939, Belgrad,

Finlandia - Polska - Helsinki,

Litwa - Polska - Kowno - wszystkie odwołane z powodu wojny;

Polska - USA - Londyn, 30.07.1948 - polska kadra wycofana z igrzysk przez PZPN po naciskach władzy, walkower;

Polska - Węgry - 1953, eliminacyjne mecze MŚ odwołane w obawie przed kompromitacją!;

Polska - ZSRR - 15.04.1981, Łódź - formalnie odwołany z powodu gry Dinama Tbilisi w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów, „Sowiecki Sport” pisał o „napiętej sytuacji społeczno-politycznej, wywołanej nieobliczalnymi działaniami Solidarności”, a faktyczną przyczyną był tzw. kryzys bydgoski, władza bała się rozruchów;

Ekwador - Polska - 2.12.1992, Quito - po meczach z Argentyną w Buenos Aires i z Urugwajem w Montevideo, Polacy chcieli grać z Ekwadorem w środę 2 grudnia, gospodarze upierali się przy niedzieli 6 grudnia, porozumienia nie było.

Do tego dochodzą mecze już ogłoszone, albo prawie ogłoszone - w listopadzie 2015 roku Polska miała grać z Walią, ale skończyło się na Islandii, bo Walijczycy zamiast z Polską woleli zagrać z Portugalią (można powiedzieć, że za karę dostali też ją potem zamiast nas w półfinale Euro 2016).

Pod koniec lat 90., w Polsce miały zagrać dwie fajne kapele spoza kontynentu. Paragwaj z Chilavertem miał spotkać się z reprezentacją oraz z... Amiką Wronki. Z kolei Jamajka, po ciekawym występie na mundialu we Francji, za grę chciała od Polski 200 tys. dolarów. PZPN nie zdecydował się zapłacić. Dwie dekady później - przynajmniej według słów prezesa Zbigniewa Bońka - „to z nami wszyscy chcą grać”.

B.

piątek, 10 listopada 2017
Polska - Urugwaj w cieniu Maradony. Mistrzostwa świata do lat 20 - Japonia 1979

Polska - mistrzostwa świata mundial 1979 Japonia - Krzysztof BARAN (Gwardia Warszawa), Kazimierz BUDA (Stal Mielec), Andrzej BUNCOL (Ruch Chorzów), Marek CHOJNACKI (ŁKS Łódź), Krzysztof FRANKOWSKI (Stal Mielec), Andrzej GRUSZKA (Szombierki Bytom), Jan JANIEC (Zagłębie Wałbrzych), Krzysztof JAROSZ (Śląsk Wrocław), Krzysztof KAJRYS (Ruch Chorzów), Jacek KAZIMIERSKI (Legia Warszawa), Paweł KRÓL (Odra Opole), Jarosław NOWICKI (Zawisza Bydgoszcz), Andrzej PAŁASZ (Górnik Zabrze), Mirosław PĘKALA (Śląsk Wrocław), Bogusław SKIBA (Stal Mielec), Piotr SKROBOWSKI (Wisła Kraków), Janusz STAWARZ (Stal Mielec), Tadeusz WIŚNIEWSKI (Zawisza Bydgoszcz), Trener – Henryk APOSTEL

- Niektóre drużyny do meczu o trzecie miejsce podchodzą na luzie, grają rezerwowym składem. A nam zależało, bo za podium były super-nagrody rzeczowe, np. świetne zegarki Seiko. Ale karne z Urugwajem przegraliśmy. Szkoda - opowiada Marek Chojnacki, lewy pomocnik reprezentacji Polski do lat 20, która w 1979 roku zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach świata w Japonii. Wideo z meczu o brąz zawiera tylko gola Rubena Paza na 1:0 i ostatniego karnego dla Urugwaju. Nie ma więc ani gola Andrzeja Pałasza - trzeciego strzelca turnieju za Argentyńczykami Ramonem Diazem i Diego Maradoną - ani pełnej serii rzutów karnych. Tylko ostatni, zwycięski dla Urugwajczyków strzał z 11 metrów.

Polska - Urugwaj 1:1 i rzut karny Krzysztofa Barana

Jedenastki zaczynali Urugwajczycy, prowadzenie objęli po golu bramkarza i kapitana, Fernando Alveza. Wśród Polaków, tak jak podczas zwycięskiego konkursu z Hiszpanią w ćwierćfinale, pierwszy był Marek Chojnacki, trafił. - Zawsze strzelałem tak samo, w lewy róg bramkarza - wspomina. Trenerzy Henryk Apostel i Mieczysław Broniszewski (na stronie FIFA jako coach wpisany jest Marian Bednarczyk, ale on był tylko kierownikiem wyjazdu, nieobecnym w szatni) nie zdecydowali się jednak na tę samą piątkę (Marek Chojnacki, Andrzej Buncol, Krzysztof Jarosz, Andrzej Pałasz i Piotr Skrobowski), co z Hiszpanią. Po Chojnackim i Pałaszu, do piłki podszedł Krzysztof Baran. I nie pokonał Alveza. Mirosław Pękala przedłużył jeszcze nadzieje Polaków, ale Jacek Kazimierski, choć w całym turnieju bronił bardzo dobrze, nie zatrzymał żadnego strzału. Urugwajczycy stanęli na trzecim stopniu podium, obok Argentyńczyków, którzy w finale pokonali 3:1 ZSRR.

Uruguay Urugwaj 1979 Youth World Cup Japan Fernando Alvez- Czuliśmy wielkie rozgoryczenie, że do kraju wracamy z niczym, bez medali i bez nagród. Albo inaczej: wróciliśmy z tym sprzętem, który sami w Japonii sobie kupiliśmy. Radiomagnetofon Hitachi, który przywiozłem, na tle tych polskich, to była zupełnie inna technologia. Mówimy o 1979 roku, Japonia była jakieś 50 lat w rozwoju przed Polską. Gdy jechaliśmy shinkansenem do Kobe, ponad 500 km pokonaliśmy w jakieś 2,5 godziny. Pociąg był punktualnie co do sekundy! To był inny, wielki świat - przekonuje Marek Chojnacki.

Polska - ZSRR 0:1 - nieudany rewanż za Euro w Polsce

- Zanim jeszcze wróciliśmy do Polski, polecieliśmy na Filipiny, rozegrać mecze pokazowe. Chcieli tam zrobić mini-mundial i zapraszali najlepszą czwórkę turnieju, ale polecieliśmy tylko my i ZSRR. Z Rosjanami mieliśmy na pieńku, bo przegraliśmy i półfinał w Japonii, i rok wcześniej na mistrzostwach Europy w Polsce, które były kwalifikacją do Japonii. Ale na tych Filipinach, to już było czysto rekreacyjne granie, dwa mecze. Kluby w kraju burzyły się, że nasz powrót się opóźnił, ale PZPN jakoś je uspokoił - dodaje.

Diego Maradona - bohater Youth World Cup 1979

Mistrzostwa świata do lat 20 w Japonii w 1979 roku miały jednego bohatera. Rok po dorosłym mundialu, na którym go zabrakło, Diego Maradona został najlepszym piłkarzem Youth World Cup 1979. Marek Chojnacki: - Argentyna była z nami w grupie, mieszkaliśmy w tym samym hotelu Prince w Tokio. Samą swoją obecnością wywoływał wielkie zamieszanie. A na boisku był nie do zatrzymania. W meczu z nami miał go pilnować Piotrek Skrobowski, ale zwyczajnie nie był stanie. Strzelił nam pierwszego gola, skończyło się 4:1. A drugą gwiazdą Argentyny i całego turnieju był Menotti, który oprócz pierwszej reprezentacji, był też selekcjonerem młodzieżówki (Może, gdyby z Polakami był Andrzej Iwan, półfinalista z ME, a wtedy już reprezentant seniorów, on byłby gwiazdą numer 3?). Gol Maradony z Polską był zjawiskowy. 

Diego Maradona w autobiografii El Diego: „Jeszcze w listopadzie 1978 roku wygraliśmy z Cosmosem Nowy Jork 2:0, a ja wymieniłem się koszulkami z Franzem Beckenbauerem. W Japonii wyszliśmy z grupy na piechotę albo lepiej mówiąc, tańcząc z piłką - ależ myśmy tańczyli! Byłem kapitanem i bardzo mi się to podobało. To była zdecydowanie najlepsza drużyna, w jakiej udało mi się grać w czasie mojej kariery; nigdy nie bawiłem się tak bardzo na boisku! Wtedy określałem ją jako największą radość w moim życiu i prawdę powiedziawszy, jeśli pominąć moje córki, trudno mi znaleźć coś podobnego... Jak pięknie graliśmy! I wszyscy nam kibicowali, nie? Wystarczy zapytać jakiegokolwiek Argentyńczyka o to, co pamięta z tej drużyny: - To było szaleństwo. Wstawaliśmy o czwartej rano, żeby oglądać mecze - odpowie na pewno. Tak było, przez dwa tygodnie budziliśmy kraj o czwartej nad ranem”.

Buncol, Pałasz i Kazimierski - od mundialu 1979 do mundialu 1982  

Dokument FIFA po japońskich mistrzostwach, analizując grę Polaków, nazywa ich mecz z Urugwajem, najlepszym na turnieju od pierwszego spotkania z Jugosławią (Polacy wygrali 2:0, co przy obecności w grupie Argentyny i słabiutkiej Indonezji, de facto dawało im awans). Siłę ofensywną zespół Apostela opierał na trójce Pałasz-Baran-Buncol. Mocnym punktem w bramce był Jacek Kazimierski, a gra obronna Piotra Skrobowskiego i Krzysztofa Frankowskiego została określona jako „silna, ale fair” - biało-czerwoni wygrali zresztą klasyfikację fair-play całego turnieju.

Polska Urugwaj FIFA World Cup 1979 

Do Japonii, w styczniu 1981 roku, zespół w prawie identycznym składzie jak młodzieżówka Apostela (wzmocniony m.in. Mirosławem Okońskim), poleciał na towarzyskie mecze z miejscowymi. W kraju długo było utrzymywane, że te cztery spotkania (wygrane kolejno 2:0, 4:2, 4:1 i 3:0) rozegrała właśnie tylko młodzieżówka, a nie reprezentacja A. Fakty są jednak takie, że - zgodnie z podpisanymi z Japończykami dokumentami - komplet tych czterech meczów trzeba liczyć za oficjalne gry pierwszej drużyny narodowej. Dzięki temu miano reprezentanta Polski zyskali m.in. wspominani Marek Chojnacki i Krzysztof Frankowski. Z kadry na japoński mundial, na seniorskie mistrzostwa świata, pojechali Andrzej Buncol, Andrzej Pałasz i Jacek Kazimierski (1982 i 1986) oraz Piotr Skrobowski (1982). Krzysztofowi Baranowi pozostało strzelenie dwóch goli Urugwajowi w meczu towarzyskim w Montevideo w 1986 roku. Satysfakcję mógł mieć tym większą, że w bramce stał Fernando Alvez.

B.

 

czwartek, 02 listopada 2017
Graham Taylor - trener-rzepa najsłabszej Anglii. Mocna rola Polski w filmie "Do I Not Like That"

 Gra

- Robią wszystko to, co mówiliśmy im, by tego nie robili. Wszystko, czego nie mieli robić!

Graham Taylor jako rzepa - Turnip Taylor

Każdy selekcjoner uruchamia proste skojarzenia. Gdy w Polsce myślisz o Januszu Wójciku - myślisz o bajkopisarstwie i kiełbasach w górę. Jacek Gmoch to - już z późniejszych lat - analizy ze strzałkami. Jerzy Engel - wąs i szczęśliwy płaszcz. Waldemar Fornalik - brak uśmiechu. Antoni Piechniczek - medal z 1982 i kominek w Wiśle. W Anglii, nie ma mocniejszego skojarzenia niż Graham Taylor = rzepa. W przegranym 1:2 meczu o półfinał mistrzostw Europy ze Szwecją, po godzinie gry zdjął z boiska Gary’ego Linekera, a od następnego dnia przez The Sun i sporą część angielskich kibiców był porównywany właśnie do tego, popularnego w Szwecji warzywa (potem był też hiszpańską cebulą, może tych warzyw było jeszcze więcej; ciekawe, czy angielskie dyskonty wypuściły w swojej wersji świeżaków Rzepę Grahama...). Nagłówek: Szwecja 2 - Rzepy 1.

 taylor_rzepy

W meczach o punkty wygrywał tylko ze słabiutką wtedy Turcją, z San Marino (choć Gualtieri strzelił rekordowego gola po 8 sekundach) i z Polską (tylko u siebie, w Poznaniu i Chorzowie było 1:1). Pokonać nie umiał ani Irlandii (dwa remisy), ani Danii i Francji (po 0:0 na Euro 1992), ani Holandii i Norwegii (remisy u siebie, porażki na wyjeździe w eliminacjach World Cup 1994). Nie było drugiego selekcjonera reprezentacji Anglii, który miałby z nią tak słabe wyniki, ale i nie było drugiego, który byłby tak wyszydzany. A nawet - którym tak okrutnie by pogardzano. - Znowu zostałem opluty na stadionie przez kogoś z trybun, nie wiem, który to już raz. Federacja powinna coś z tym zrobić - irytował się na chamstwo angielskich kibiców już w 1995, po odejściu z kadry.

Polska - Anglia 1993. Graham Taylor a.k.a. Do I Not Like That

Presję, którą podczas kadencji selekcjonera Anglii musiał czuć zmarły w tym roku Graham Taylor, świetnie pokazuje dokument z eliminacji do mistrzostw świata 1994. „Do I Not Like That” (znany też jako „An Impossible Job”). Tytułowe, pokraczne zawołanie „Do I Not Like That”, Graham Taylor rzuca z ławki tuż przed tym, gdy jego Anglii gola w Chorzowie strzelił Dariusz Adamczuk. To - obok rzepy - jego drugi znak rozpoznawczy. Tutaj fragment, link do całego filmu na końcu wpisu.

Cudnych obrazków ze Stadionu Śląskiego - i w ogóle z pobytu Anglików na Śląsku - jest w tym filmie więcej. Taylor narzeka na organizację treningu - nieprzyciętą trawę i puszczonych samopas kibiców, wałęsających się tuż obok trenujących graczy, a na końcu rzucających się po autograf. Widzimy przejazd autokaru przez Katowice, szatnie w Chorzowie (te szafki!) i konferencję prasową z Andrzejem Strejlauem. Słyszymy, jak w przerwie meczu spiker ogłasza, że „młodszy brat czeka przy dyspozytorce”. To historyczny dokument też z perspektywy polskiego kibica, a już zwłaszcza dla Stadionu Śląskiego, który przecież po tamtym spotkaniu miał prawie czteroletnią przerwę w goszczeniu reprezentacji Polski.

Polska - Anglia 1:1 - Chorzów, 1993. Stadion Śląski, szatnia Anglików. Poland - EnglandPolska - Anglia 1:1 - Chorzów, 1993. Stadion Śląski, Graham Taylor, Andrzej Strejlau, Poland - England

Graham Taylor - poszukiwany żywy lub martwy

Zwycięstwa z Polską były tak naprawdę jedynymi sukcesikami kadencji Grahama Taylora. Do Euro 1992 wszedł też dlatego, że Polacy odebrali punkty Irlandii, z tego awansu cieszył się zresztą po remisie w Poznaniu (co ciekawe, murawę stadionu przy Bułgarskiej, Taylor bardzo chwalił). Mimo prowadzenia, nie był w stanie pokonać na Wembley ani Norwegii (z 1:0 na 1:1), ani Holandii (z 2:0 na 2:2). Jasne, mógłby powiedzieć, że rywale Anglików na boisku wyczyniali cuda wręcz niewyobrażalne - od strzału życia Kjetila Rekdala po majstersztyk Dennisa Bergkampa. Ale Anglicy grali zwyczajnie źle, kibice gwizdali na nich nawet w wygranym ostatecznie wysoko meczu z San Marino. A jednak długo byli w grze o mundial w Stanach, długo wydawało się, że znów się prześlizgną, jak w poprzednich eliminacjach. Wtedy jednak przyszła porażka w Oslo.

Jak po porażce ze Szwecją, angielska prasa była histeryczna. „To koniec świata” - obwieszczał na pierwszej stronie The Daily Star, jak po remisie i odpadnięciu z Polską w 1973. „Werdykt na Taylor’a - wynoś się” - to już The Mirror, który apelował też: „Przyjdź numerze piąty” (Taylor był bowiem czwartym trenerem reprezentacji od 1966 roku, kiedy Anglicy sięgnęli po tytuł mistrza świata). „Szanse Anglii zawisły na włosku po nocy w Oslo. W tym meczu jałowa technika graczy przerażała nie mniej niż taktyczne pomyłki Taylor’a” - napisał The Times. The Guardian stwierdził, że „Norwegowie znowu przekraczają Atlantyk zostawiając Anglię na jej małej, wąskiej ziemi”. Po meczu 3,5 tysiąca ludzi wzięło udział w telewizyjnym plebiscycie odpowiadając na pytanie, „czy Taylor powinien odejść?”. 95 proc. powiedziało „tak”. Po Oslo piłkarze wzięli trenera w obronę, ale to było tylko słowa. - On nie zrobił nic złego - mówił Ian Wright. - To nasza wina. To my się skompromitowaliśmy. Nie mogę czytać gazet, oglądać telewizji i słuchać radia. To, co się stało, boli mnie jeszcze bardziej - dodawał David Platt. Akurat tę dwójkę, ze wszystkich angielskich piłkarzy, „winiłbym najmniej”.

Graham Taylor Turnip Dead Or Alive England Daily Mirror

Atmosferę miał polepszyć letni turniej towarzyski w USA. Ale Anglicy przegrali ze Stanami i jazda bez trzymanki była kontynuowana. „Zrezygnuj, zrezygnuj” - nawoływał Daily Mirror i zamieszczał zdjęcie Taylor’a, podobne do listów gończych z Dzikiego Zachodu, z podpisem: „Poszukiwany żywy lub martwy. Graham Taylor - wyjęty spod prawa w angielskim futbolu”. „Angielski futbol umarł ze wstydu” - to tytuł z Daily Expressu. "Yanks (USA) 2 Planks (deski) 0" - nagłówek z "The Sun".

Wszystko skończyło się po rewanżu z Holandią. - Co tu u diabła się dzieje?! Jeśli ktokolwiek mi powie, że sędziowanie w światowej piłce nożnej jest obiektywne i rzetelne, to znaczy, że żyjemy w różnych światach - wołał Graham Taylor na konferencji po meczu w Rotterdamie. Poszło o sytuację, w której David Platt był faulowany przez Ronalda Koemana. Nie było ani rzutu karnego, ani czerwonej kartki. A na dodatek - Koeman strzelił pierwszego gola dla Holandii. Taylor wiedział, że to jego koniec. Powiedział to nawet sędziemu technicznemu.

- Widzisz, na koniec dnia, będę zwolniony. Powiedz swojemu koledze-sędziemu, że swoimi decyzjami doprowadził do zwolnienia mnie.

Graham Taylor, Elton John i wielki Watford

Ale to nie przez jednego słabego sędziego przestał być trenerem reprezentacji Anglii. Graham Taylor był kiepskim, beznadziejnym wręcz selekcjonerem. Jak pisał Krzysztof Mrówka w Wyborczej: "Powołał 79 piłkarzy i nigdy nie miał drużyny". Jego chyba jedyną zasługą było publiczne stwierdzenie, że Paul Gascoigne ma problem z alkoholem i trzeba coś z tym zrobić. Natomiast nie jest tak, że zawsze o problemach mówił i chciał się z nimi mierzyć. Jak wynika z relacji opublikowanych już po jego śmierci, gdy pracował w Aston Vilii, miał sygnały, że w klubie dochodzi do molestowania młodzieży. Miał powiedzieć, że lepiej sprawę wyciszyć.

Graham Taylor trenerem ligowym był natomiast wybitnym. W 1972 roku, w Lincoln, zaczął pracę trenerską w wieku zaledwie 28 lat! Był najmłodszym menedżerem w historii ligowego futbolu angielskiego! Od 1977 r., przez dekadę, pracował w Watford Eltona Johna i doprowadził klub z IV ligi do wicemistrzostwa Anglii! Tam nikt nie nazwie go rzepą.

Graham Taylor zmarł 12 stycznia 2017 roku.

B.

Którzy odeszli: Andrzej Biedrzycki

Nic nie poradzę - kiedy myślę o Stomilu Olsztyn z okresu mojej największej fascynacji polską ekstraklasą (czyli drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych), to zawsze pojawia się on. Andrzej Biedrzycki, zmarły nagle 21.04.2017.

z21713120IERPogrzebAndrzejaBiedrzyckiego

Jest on jednym z najtrwalszych symboli olsztyńskiego klubu. Z ośmiu sezonów, które Stomil spędził w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej, Biedrzycki rozegrał w jego barwach siedem. Choć jest wychowankiem Tęczy Biskupiec, to już w wieku 15 lat trafił do Olsztyna i... został. Ze swoją ukochaną drużyną AB grał najpierw w III (do 1988), a później w II lidze. W sezonie 1993/1994 wywalczył historyczny awans do ekstraklasy. Zespół prowadzony przez Bogusława Kaczmarka i Józefa Łobockiego wyprzedzając w tabeli m.in. Petrochemię Płock, Motor Lublin, Jagiellonia Białystok czy GKS Bełchatów. Za ten triumf zawodnicy otrzymali w ramach nagrody Fiaty 126p, które po ostatnim meczu w sezonie miały wjechać na murawę stadionu przy al. Piłsudskiego. Sam Biedrzycki wspominał to tak: "Kiedy wchodziliśmy do I ligi, to było biednie, ale godnie. Jako premie za awans dostawaliśmy „malucha” na dwóch. Większość chłopaków sprzedawała samochody i dzieliła się pieniędzmi po połowie" (źródło). Ciekawa to była załoga, w składzie znajdowali się m.in. Jarosław Talik, Bogusław Oblewski, Tomasz Sokołowski, Sylwester Czereszewski, Bartosz Jurkowski, czy Dariusz Jackiewicz.

Później w latach 1994-2001 olsztynianie nieprzerwanie występowali wśród najlepszych (tutaj zdjęcie zespołu, który rozpoczął pierwszy sezon na szczycie 1994/1995). Losem Stomilu była jednak zwykle walka o utrzymanie, a największymi sukcesami zajęcie 6. miejsca w I lidze w sezonie 1995/96 oraz dotarcie do 1/4 finału Pucharu Polski w 1998/99 i 2000/01. Z ekstraklasą klub pożegnał się w sezonie 2001/2002 (już bez Biedrzyckiego w składzie, który na sezon przeniósł się do Jagiellonii, ale po spadku Stomilu do II ligi wrócił jeszcze na rok, by go wspomóc).

W tym czasie Biedrzycki wykopał sobie wyjątkowe miejsce w klubowej Hall of Fame. Został bowiem zawodnikiem, który rozegrał najwięcej spotkań w ekstraklasie w barwach Stomilu - 196 (kolejny Artur Januszewski ma ich na koncie 129), spędził także najwięcej minut na ekstraklasowych boiskach (AB - 1625; Januszewski - 11297). I to wszystko, mimo że debiutował na najwyższym szczeblu w wieku 28 lat!

Jak przystało na rasowego defensora z lat 90-tych dość rzadko za to trafiał do bramki przeciwnika. W ekstraklasie udało mu się to tylko dwukrotnie (w przegranych meczach z Górnikiem Zabrze [2:3] i Odrą Wodzisław [1:3]). Łącznie, od sezonu 1987/88 do 2002/2003, zagrał w olsztyńskim klubie w 397 ligowych meczach, w których zdobył 27 bramek (tylko w ekstraklasie zatem trafiał rzadko).

Zaraz po zakończeniu kariery wziął się za pracę trenerską. Prowadził przez 8 miesięcy zespół Stomilu, potem też takie ekipy jak Warmia i Mazury Olsztyn (awans do III ligi), Mrągowia Mrągowo, Dobromiejski Klub Sportowy, znowu Mrągowia Mrągowo, OKS Olsztyn (tutaj jako dyrektor sportowy), Start Działdowo, czy GKS Wikielec. Od lipca 2016 był asystentem trenera i kierownikiem Stomilu Olsztyn (a do 2014 również dyrektorem sportowym).

15 kwietnia 2017 zasłabł podczas treningu i trafił do szpitala, gdzie 21 kwietnia zmarł.

Po jego śmierci Stomil zastrzegł numer 2, z którym grał w tym klubie. Do jego grobu została zaś złożona najważniejsza flaga Stomilowców - pierwsza flaga "Stomil Olsztyn - Duma Warmii", która wisiała na stadionie w latach 90', kiedy Stomil grał w ekstraklasie (obecnie fani wywieszają replikę).

Polecam również lekturę tych i tych wspomnień.

Nazwisko Biedrzycki jednak nie zniknie jeszcze przez jakiś czas z futbolowych kronik. W piłkę grają bowiem dwaj synowie Andrzeja: Igor (ur. 1993; obecnie w Huraganie Morąg; przedtem m.in. Znicz Pruszków i Stomil) oraz Wiktor (ur. 1997; obecnie w Stomilu).

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 161