Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

sobota, 29 stycznia 2011
FC Zestafoni - nowa siła w gruzińskim futbolu

Fani gruzińskiego futbolu są wśród nas, a że Lechowi podczas zgrupowania w Hiszpanii przyszło zagrać z FC Zestafoni, nie pozostaje nic innego, jak zaprezentować tę drużynę. Drużynę, która zmierza po pierwsze w historii klubu mistrzostwo Gruzji.

FC Zestafoni powstał w 2004 roku, po upadku w tym samym mieście klubu Metalurg. Zespół powoli pnie się w hierarchii gruzińskich klubów.

FC Zestafoni, wyniki w rozgrywkach krajowych:

2004/2005 - 5. miejsce, finał pucharu

2005/2006 - 4. miejsce, finał pucharu

2006/2007 - 4. miejsce, finał pucharu

2007/2008 - 3. miejsce, wygranie pucharu

2008/2009 - 4. miejsce, ćwierćfinał pucharu

2009/2010 - 3. miejsce, ćwierćfinał pucharu

2010/2011 - 1. miejsce po rundzie jesiennej (drugie Olimpi Rustavi ma tyle samo punktów), półfinał pucharu

Zestafoni całkiem przyzwoicie, choć nieco pechowo, poczynało sobie ostatnio w europejskich pucharach. W 2008 roku Gruzini przywożąc cenny remis 1:1 z Gyor, wypuścili z rąk awans do następnej rundy przegrywając z Węgrami na własnym boisku 1:2 (choć prowadzili już 1:0). Po roku sytuacja powtórzyła się w dwumeczu ze szwedzkim Helsingborgiem. Pomimo porażki u siebie 1:2 Zestafoni miało już Szwedów na widelcu prowadząc na ich terenie 2:0, lecz Skandynawowie w trzeciej minucie doliczonego czasu gry zdołali strzelić kontaktową bramkę, a w dogrywce dołożyli kolejną, co dało im remis na wagę awansu.

Sytuacja powtórzyła się i w bieżącym sezonie. Po rozgromieniu piłkarzy z San Marino oraz łatwym wyeliminowaniu słowackiej Dukli Bańska Bystrzyca, Zestafoni zmierzyło się z Karpatami Lwów. Wyjazdowe 0:1 wydawało się być wynikiem do odrobienia, jednak gruzińska nawałnica na ukraińską bramkę w rewanżu nie przyniosła efektów, a w 90 minucie meczu piłkarze ze Lwowa wyprowadzili zabójczą kontrę czym ostatecznie pogrążyli Gruzinów.

FC Zestafoni, wyniki w europejskich pucharach:

2007/2008 (Puchar Intertoto) - Toboł Kostanaj (Kaz) 0:3, 2:0

2008/2009 (Puchar UEFA) - Gyori ETO FC (Hun) 1:1, 1:2

2009/2010 (Liga Europejska) - Lisburn Distiller FC (Nir) 5:1, 6:0 ; Helsingborgs IF (Swe) 1:2, 2:2

2010/2011 (Liga Europejska) - SC Faetano (Sma) 5:0, 0:0 ; Dukla Bańska Bystrzyca (Svk) 3:0, 0:1 ; Karpaty Lwów (Ukr) 0:1, 0:1.

Zestafoni jest zespołem bardzo ciekawym, grającym efektowną dla oka, kombinacyjną piłkę. Gruzini bazują głównie na znakomitym wyszkoleniu technicznym.

Czołową postacią w drużynie jest grający z numerem 9 - bramkostrzelny napastnik Nikoloz Gelaszwili. Ten 26-letni snajper ma na koncie osiem występów w reprezentacji Gruzji i jest przez selekcjonera Temura Kecbaję powoływany na wszystkie najważniejsze mecze eliminacji Euro 2012. Gelaszwili dysponuje znakomitym uderzeniem z dystansu oraz fantastycznym wyszkoleniem technicznym. To, że zawodnik o tak wysokich umiejętnościach wciąż tkwi jeszcze w przeciętnej lidze gruzińskiej niewątpliwie dziwi. Myślę, że w naszej Ekstraklasie Gelaszwili byłby z pewnością postacią wybijającą się. Portal transfermarkt wycenia go na 400 tys. euro, czyli nie jest to jakaś zaporowa cena, nawet jak na możliwości polskich klubów. A bramka uzyskana przez niego we wspomnianym spotkaniu z Helsingborgiem sporo mówi o możliwościach tego piłkarza.

Innym graczem, występującym w meczach o stawkę kadry prowadzonej przez Kecbaję jest młodziutki 21-letni pomocnik Murtaz Dauszwili. Uznanie w oczach gruzińskiego selekcjonera znajduje jeszcze doświadczony kapitan Zestafoni, 32-letni Tornike Aptsiauri. Zawodnika tego możemy pamiętać z pojedynków w Pucharze UEFA Legii Warszawa z FC Tbilisi (6:0,1:0) sprzed ponad 6 lat.

Piłkarzem o uznanym nazwisku jest z pewnością 28-letni Kachaber Aładaszwili. Ten były gracz m.in. Dinama Tbilisi, Dynama Kijów, Dnipro Dniepropietrowsk, Metalista Charków, Andzy Machaczkała ma na swoim koncie 7 występów w reprezentacji Gruzji i również powinien być kojarzony przez polskich kibiców. Dał bowiem się zapamiętać w dwumeczu rozgrywanym we wrześniu 2004 roku pomiędzy krakowską Wisłą a Dinamem Tbilisi. W pierwszym spotkaniu, rozgrywanym przy Reymonta, to właśnie on pokonał Radosława Majdana strzelając gola na 2:0.

We wspomnianych pojedynkach przeciwko Wiśle grało jeszcze dwóch innych obecnych piłkarzy Zestafoni, dwukrotny reprezentant kraju - bramkarz 29-letni Zurab Mamaładze (w Krakowie wszedł po przerwie zastępując kontuzjowanego pierwszego golkipera, jednak jego fatalna postawa pozwoliła wiślakom strzelić aż 4 gole w 45 minut; w spotkaniu w Tbilisi dał się Polakom pokonać już tylko jeden raz) oraz 25-letni pomocnik Szota Grigalaszwili (3A), strzelec efektownej bramki w sparingu Zestafoni z warszawską Polonią (czerwiec 2009 r.).

Epizod w meczach przeciwko polskim drużynom w europejskich pucharach zaliczyli ponadto: były piłkarz Skonto Ryga, siedmiokrotny reprezentant Gruzji, 26-letni obrońca Zaal Eliawa (oba mecze pomiędzy Legią i FC Tbilisi w 2004 roku) oraz 26-letni napastnik, terminujący niegdyś w młodzieżowej drużynie FC Kaiserslautern - George Pipia (który zagrał wówczas tylko w rewanżowym meczu na stadionie Legii). Ponadto ważnymi graczami Zestafoni są były obrońca niemieckiego Carl Zeiss, zastępujacy nieraz Aptsiaurego w roli kapitana drużyny, 28-letni George Oniani (2A), 22-letni pomocnik Aleksander Benaszwili (1A) oraz napastnicy: Jaba Dwali (26 lat, niezwykle skuteczny egzekutor, typowy 'sęp pola karnego', najskuteczniejszy strzelec drużyny w europejskich pucharach - osiem bramek w dwóch ostatnich sezonach) i trzykrotny reprezentant Gruzji, 23-letni człowiek o bardzo widowiskowo dla nas brzmiącym nazwisku - Rati Czinamdzgwriszwili.

Obecnie podstawowym bramkarzem Zestafoni jest 21-letni Roin Kwaszkwadze, pewne miejsce w środku pola ma występujący z numerem '10' na koszulce, 22-letni Irakli Dzaria, ważnym ogniwem jest także Szota Babunaszwili (1A), a jedyny obcokrajowiec w zespole, 23-letni Ormianin Karen Makarian najczęściej rozpoczyna mecz na ławce rezerwowych przegrywając rywalizację o grę w linii obronnej z George Kideszeli.

Trenerem dzisiejszego rywala Lecha jest George Geguczadze, który prowadząc swego czasu Dinamo Tbilisi, wyrzucił za burtę europejskich pucharów krakowską Wisłę.

Wszystko wskazuje więc na to, iż Zestafoni powinno być ciekawym i dość wymagającym sparingpartnerem Kolejorza, a przy okazji pokazać to, z czego słynie gruzińska piłka, czyli atrakcyjną, ofensywną, kombinacyjną, opartą na świetnym wyszkoleniu technicznym grę.

Tagi: gruzja
16:40, badzi
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Już możemy się zacząć bać. Odkrycia 2010

Zanim przejdę do właściwego rankingu pozwolę sobię na trzy komentarze.

Pierwszy - ogólny. To był mierny rok dla polskiej piłki, którego listkiem figowym były występy Lecha w LE. Niestety równie miernie ma się także kondycja młodych polskich futbolistów i jeśli w nich upatrujemy szansy na lepsze jutro, to lepiej od razy przymocować sobie kamień do szyi.

Drugi - ad personam, a w zasadzie ad tytuam. Nie lubię spiskowych teorii dziejów, w związku z czym nie chcę dociekać co kierowało redakcją "Piłki Nożnej", aby w tak miernym roku do tytułu Odkrycia Roku nominować czterech zawodników (ostatnimi czasy nominowano dwóch) a laurem uhonorować aż dwóch (!). Dwóch! W czasie, gdy każdy niekulawy grajek już jest super, "Piłka Nożna" generuje wrażenie nadmiaru bogactwa. Wszyscy byli tak kapitalni, że nie sposób było wybrać jednego i trzeba było wybrać dwóch! Wolę wierzyć, że w redakcji doszło do zbiorowej halucynacji a nie, że przyczyną była chęć usilnego promowania Macieja Jankowskiego - zawodnika, którego menedżer jest właścicielem wzmiankowanego czasopisma. Jeszcze inną sprawą są nominację. Czy dziennikarze PN nie przyuważyli może gdzieś w telewizji takiego zawodnika jak Matuszczyk? A Kupisz? A może oni w ogóle nie interesują się polską piłką? "Piłce Nożnej" jestem wierny od dziecka, ale to czasopismo staje się coraz bardziej żenujące. A ten plebiscyt to już prawdziwe beknięcie na stypie.

Trzeci - metodologiczny. Konsekwentnie trzymam się dwóch zasad. Primo: wiek nie gra roli. Jeżeli ktoś wypłynął na szerokie wody w wieku chrystusowym, to również może się pojawić w tym quasi rankingu. To odkrycia roku, a nie nadzieje. Nie mam ambicji prognozować, że wyróżnieni przeze mnie zawodnicy staną się gwiazdami 2011. Nie, po prostu odnotowuję eksplozję (eksplozeńkę? wybuch? wybuszek?) ich formy w minionym roku. Secudno: w tym zestawieniu można się pojawić tylko raz. Jeżeli ktoś błysnął już w poprzednich latach, to trudno dziś nazywać go odkryciem (dlatego nie dojrzy nikt tutaj Grzegorza Sandomierskiego, obecnego na liście już w obiegłym roku).

10. Kamil Drygas (Lech Poznań) - rocznik 1991

Drygas w minionym roku więcej meczów zagrał w europejskich pucharach niż w polskiej lidze (odpowiednio - 5 i 4). Dał się jednak poznać z bardzo dobrej strony. Nie trząsł nogami, gdy okazało się, że jedynie on jest na siłach biegać w pomocy w meczu ze Spartą albo MC. Do tego ma dość rzadką wśród młodzieży cechę - nie boi się uderzać z dystansu. Szkoda, że pod koniec roku złapał ciężką kontuzję. Idę o zakład, że będą z niego ludzie.

9. Waldemar Sobota (Śląsk Wrocław) - rocznik 1987

Człowiek, który uratował I ligę dla Kluczborka, a potem miał świetny początek w Śląsku Wrocław. Z biegiem rundy było jednak trochę gorzej (podobnie zresztą jak i z resztą drużyny), ale pod koniec roku Sobota znów się obudził. Jeden z przykładów, że warto szukać wzmocnień w niższych ligach.

8. Grzegorz Kuświk (GKS Bełchatów) - rocznik 1987

Podoba mi się ten zawodnik. Ma w sobie elegancję i zmysł snajpera. Kuświk trochę przypomina mi Grzegorza Rasiaka, a trochę swojego starszego kolegę Dawida Nowaka. Dobrze zrobiłoby mu chyba wypożyczenie do drużyny, gdzie to on będzie pewniakiem w ataku.

7. Michał Kucharczyk (Legia Warszawa) - rocznik 1991

Za Kucharczykiem przemawia przede wszystkim wiek. W czasie, gdy jego koledzy są piłkarskimi niemowlakami młody warszawiak pokazał w kilku meczach, że wie o co chodzi.

6. Maciej Jankowski (Ruch Chorzów) - rocznik 1990

Głęboki szacunek i podziw, że chłopak, który w zeszłym sezonie grał na boiskach III ligi (KS Piaseczno) tak szybko zaaklimatyzował się w ekstraklasie. Jankowski w 13 meczach strzelił 3 gole, co może generalnie nie rzuca na kolana, ale robi wrażenie, jeśli weźmiemy pod uwagę przeskok. Jednocześnie jednak należy pamiętać, że zawodnik Ruchu to dopiero materiał na piłkarza, który nic wielkiego jeszcze nie pokazał. Warto mu się przyglądać, ale nie ma cienia powodu, żeby piać nad nim w niebogłosy (patrz: uwaga nr 2).

5. Daniel Gołębiewski (Polonia Warszawa) - rocznik 1987

Twardy, nieustępliwy, dobrze radzący sobie w polu karnym. Wobec mierności Polonii z zeszłego sezonu Gołębiewski świecił niczym stroboskop. Gdy jesienią przy Konwiktorskiej zebrały się gwiazdeczki, to wydawało się, że już po Gołębiu. Młody zawodnik jednak się zaparł i pokazał, że stać go na rywalizację z najlepszymi.

4. Mateusz Możdżeń (Lech Poznań) - rocznik 1991

Obserwuję go od początku jego występów w lidze i ten chłopak ma w sobie spory potencjał. Kłopot w tym, że jeszcze go nie ujawnia. Paradoksalnie piękny gol z MC trochę zaciemnił sytuację Możdżenia, bowiem młodemu pomocnikowi Lecha jesienią nie wiodło się najlepiej. Na zachętę jednak umieszczam go w pierwszej piątce. Wszak nie każdy ładuje w widły bramki Anglików.

3. Przemysław Tytoń (Roda Kerkrade) - rocznik 1987

Nie potrafię się do niego przekonać, ale świadczą za nim statystyki. W czasie, gdy w zagranicznych klubach Polacy ugniatają ławki Tytoń jest pewnym punktem holenderskiej Rody Kerkrade. Na dodatek Smuda się w tym golkiperze zakochał i pewnie także dlatego wymagam od niego więcej niż od reszty - wszak Smuda nie zakochuje się w hardych bramkarzach. Szansę na pewno warto mu dawać, ale nie kosztem Boruca, Fabiańskiego czy (chyba nawet) Kuszczaka.

2. Tomasz Kupisz (Jagiellonia Białystok) - rocznik 1990

O Kupiszu warto mówić choćby dlatego, żeby pokazać młodym zawodnikom, że na Zachód warto jechać na przeszkolenie, ale potem warto wrócić, żeby nabyte umiejętności pokazać, wypromować się i potem znów wyjechać na Zachód, by grać w piłkę w jakimś sensownym klubie. Gdyby Kupisz nie wrócił z Wigan, to pewnie tułałby się po Anglii jak Paweł Abbot, Przemysław Kazimierczak czy Artur Krysiak. A tak jest gwiazdą lidera ekstraklasy i przyszłym reprezentantem Polski.

1. Adam Matuszczyk (1. FC Koeln) - rocznik 1989

Daleki jestem od tego, żeby piać nad Matuszczykiem w niebogłosy i widzieć w nim nowego Xaviego, ale nie sposób nie zauważyć, że zawodnik FC Koeln odstaje formatem o  galaktykę od całego biało-czerwonego narybku. W czasie, gdy jego koledzy martwią się o miejsce na ławce w najbliższym meczu polskiej ekstraklasy, Matuszczyk regularnie gra w 1. Bundeslidze (jasne - w najsłabszej jej drużynie, ale w drużynie tej gra też Podolski a wiosną dołączy i Peszko) i występuje w reprezentacji Polski. Jedyny pewniak w zestawieniu na EURO 2012, jedyny zawodnik w tym towarzystwie, który już teraz gra na europejskim poziomie.

Blisko listy znalazł się również Kamil Poźniak (rocznik 1989) z GKS Bełchatów, który zaimponował mi szczególnie w jesiennym meczu z Legią. W kilku swoich krótkich występach błysnął zawodnik Górnika Zabrze - Michał Jonczyk (rocznik 1992) oraz równolatkowie z Arki - Marcin Budziński i Wojciech Wilczyński (obaj rocznik 1990). W Lechii Gdańsk silną pozycję wywalczył sobie Marcin Pietrowski (rocznik 1988) a bardzo ciekawą nową twarzą Jagiellonii Białystok jest Maciej Makuszewski (rocznik 1989).

Jeżeli chodzi o zawodników z poprzedniego rankingu, to bardzo ładnie rozwinął się Sandomierski (10. miejsce). Postępy czynią Sobiech, (1.) Sadlok (2.) i Szczęsny (8.). Nie najgorzej wygląda też sytuacja Cezarego Wilka (7.). Kontuzja wyhamowała Cetnarskiego (3.), a Brzyski (6.) młodszy już nie będzie. Największe doły zalicza Smektała (9.), a Glik (4.) i Tosik (5.) po transferach cofnęli się w rozwoju (zestawienie za rok 2008 tutaj, a za 2009 - tutaj).

Oby rok 2011 był lepszy. Teraz albo nigdy.

P.

sobota, 01 stycznia 2011
Chwile chwały polskiego futbolu w XXI wieku

:)

No i stało się. Mamy już za sobą pierwszą dekadę XXI wieku. Ta karta naszej futbolowej historii została już zapisana i nieodwołalnie zamknięta.

Nie jest zamysłem tej notki podejmowanie jakiegoś głębokiego studium nad właśnie już minionym dziesięcioleciem w naszej piłce. Myślę jednak, że dekada, którą pożegnaliśmy wraz z biciem zegara w sylwestrową noc, nie była okresem nieudanym. Przyniosła ona ze sobą aż trzykrotny udział naszej narodowej reprezentacji w turniejach mistrzowskich (Mundial 2002 i 2006 oraz Euro 2008), co jest sytuacją bez precedensu. Nawet bowiem w latach 70-tych (dwukrotny udział w MŚ) i 80-tych (2xMundial) nie udało się naszej reprezentacji awansować do Mistrzostw Europy (choć oczywiście wówczas o awans ten było znacznie trudniej niż obecnie). W latach 90-tych nawet nie powąchaliśmy żadnego turnieju mistrzowskiego. Statystycznie rzecz ujmując nie jest więc źle, gdyż w minionej właśnie pierwszej dekadzie, na pięć możliwych turniejów (3xMŚ i 2xME) zaliczyliśmy udział w trzech z nich. I choć, na niwie klubowej, bramy Champions League wciąż pozostają dla naszych ligowych prymusów zaporą nie do sforsowania, to jakąś tam namiastkę pucharowych wielkich emocji zafundował nam dwukrotnie poznański Lech, wychodząc ze swej grupy eliminacyjnej w Lidze Europy (2008 i 2010).

A wszystko zaczęło się dawno temu. W nowy, XXI wiek weszliśmy z przytupem, gromiąc na Cyprze, pod wodzą Jerzego Engela, w towarzyskim meczu Szwajcarię 4:0, zaś pierwszą dla biało-czerwonych bramkę w obecnym stuleciu zdobył niezawodny wówczas Emmanuel Olisadebe dnia 28 lutego 2001 roku ok godz 19.21.

Zamknęliśmy ten okres, naszej reprezentacyjnej historii 10 grudnia 2010 roku, remisem w tureckiej Antalii z Bośnią i Hercegowiną 2:2 oraz dwoma trafieniami Pawła Brożka. I choć w minionej dekadzie nie brakowało potknięć, bolesnych porażek, czy wręcz jawnych kompromitacji w wykonaniu naszych piłkarzy, to jednak dziś, na krótki czas, znów chcemy powrócić do tych najpiękniejszych, najwspanialszych chwil naszego futbolu ostatniego dziesięciolecia. A było ich przecież wcale niemało. Przeżyjmy więc to wszystko raz jeszcze, bo naprawdę warto.

 

DZIESIĘĆ NAJLEPSZYCH MECZÓW REPREZENTACJI POLSKI PIERWSZEJ DEKADY XXI WIEKU

1. 11 pażdziernika 2006 r., Chorzów, eME   POLSKA-PORTUGALIA 2:1

2. 14 czerwca 2002 r., Tedzon (Korea Płd.), MŚ   POLSKA-USA 3:1

3. 1 września 2001 r., Chorzów, eMŚ   POLSKA-NORWEGIA 3:0

4. 24 marca 2001 r., Oslo, eMŚ   NORWEGIA-POLSKA 2:3

5. 11 października 2008 r., Chorzów, eMŚ   POLSKA-CZECHY 2:1

6. 12 listopada 2003 r., Warszawa, tow.   POLSKA-WŁOCHY 3:1

7. 17 listopada 2007., Chorzów, eME   POLSKA-BELGIA 2:0

8. 3 września 2005 r., Chorzów, eMŚ   POLSKA-AUSTRIA 3:2

9. 15 listopada 2006 r., Bruksela, eME   BELGIA-POLSKA 0:1

10. 2 czerwca 2001 r., Cardiff, eMŚ   WALIA-POLSKA 1:2

13 października 2004 r., Cardiff, eMŚ  WALIA-POLSKA 2:3


11 października 2003 r., Budapeszt, eME  WĘGRY-POLSKA 1:2

9 października 2004 r., Wiedeń, eMŚ   AUSTRIA-POLSKA 1:3

8 września 2007 r., Lizbona, eME   PORTUGALIA-POLSKA 2:2

1 kwietnia 2009 r., Kielce, eMŚ   POLSKA-SAN MARINO 10:0

 

DZIESIĘĆ NAJLEPSZYCH MECZÓW POLSKICH DRUŻYN KLUBOWYCH PIERWSZEJ DEKADY XXI WIEKU

 

1. 12 grudnia 2002 r.  SCHALKE-WISŁA 1:4

2. 4 listopada 2010 r.   LECH-MANCHESTER CITY 3:1

3. 14 listopada 2002 r.   WISŁA-PARMA 4:1 p.d.

4. 20 lutego 2003 r.   LAZIO-WISŁA 3:3

5. 16 września 2010 r.   JUVENTUS-LECH 3:3

6. 1 grudnia 2010 r.   LECH-JUVENTUS 1:1

7. 27 sierpnia 2008 r.   WISŁA-BARCELONA 1:0

8. 2 października 2008 r.   LECH-AUSTRIA 4:2 p.d.

9. 14 sierpnia 2008 r.   LECH-GRASHOPPERS 6:0

10. 30 paćdziernika 2001 r.  WISŁA-INTER 1:0

6 listopada 2003 r.  MANCHESTER CITY-DYSKOBOLIA 1:1

17 grudnia 2008 r.  FEYENOORD-LECH 0:1

 

DZIESIĘCIU NAJLEPSZYCH POLSKICH PIŁKARZY PIERWSZEJ DEKADY XXI WIEKU

 

1. JACEK KRZYNÓWEK

k

Wybitna postać w naszym futbolu. Najlepszymi polskimi piłkarzami dwu poprzednich dekad byli Zbigniew Boniek (1981-1990) i Andrzej Juskowiak (1991-2000). Jacek Krzynówek dołącza więc do wspaniałego towarzystwa, ale czyni to jak najbardziej zasłużenie. Przez lata był motorem napędowym naszej reprezentacji. Często jedynym. Najlepszy polski piłkarz zarówno w 2003, jak i w 2004 roku. W osiągnięciu tego miana za rok 2002 przeszkodziła mu kontuzja, która wykluczyła go z gry w reprezentacji na wiele miesięcy (choć w pierwszej połowie  wspomnianego roku był zdecydowanie naszym najlepszym futbolistą). Jako jedyny rozegrał wszystkie 9 spotkań, jakie w minionej dekadzie zaliczyli Polacy na turniejach rangi mistrzowskiej. W meczach o punkty rozegrał blisko 50 spotkań uzyskując w nich aż 8 bramek, co czyni go, wraz z Maciejem Żurawskim, najskuteczniejszym po Smolarku, naszym piłkarzem w meczach o stawkę. A pamiętajmy, że w odróżnieniu od obu wymienionych zawodników Krzynówek nie jest napastnikiem. Jego bramki w meczach z Austrią (3:1), Walią (3:2), Irlandią Północną (3:0) czy Azerbejdżanem (3:1) były bezcenne na trudnej drodze walki o awans do wielkich turniejów. A jego fantastyczna, lizbońska bramka strzelona w końcówce meczu Portugalczykom przejdzie już na zawsze do historii naszej piłki. Krzynówek błyszczał również w Bundeslidze oraz na europejskiej klubowej arenie. Wspaniałe gole, którymi częstował takie kluby jak Real, Roma czy Liverpool mówią same za siebie.

2. EUZEBIUSZ SMOLAREK

s

Nasz niezawodny snajper. Imponujący dorobek strzelecki tego piłkarza w meczach o punkty. Na 26 rozegranych spotkań aż 16 trafień! Pod tym względem bije na głowę wszystkich pozostałych polskich futbolistów minionej dekady. To głównie bramkom Ebiego zawdzięczamy udział na Mistrzostwach Europy w 2008 roku. Dwa arcyważne gole wbite Belgom w Chorzowie, dwa fantastyczne trafienia przeciwko Portugalczykom na tym samym stadionie, aż cztery bramki zdobyte w dwumeczu z Kazachami, wyrównujące trafienie w Azerbejdżanie, które dało Polakom sygnał do podjęcia walki o zwycięstwo. Smolarek był dla naszej reprezentacji w minionym dziesięcioleciu graczem bezcennym, ponieważ strzelał dla biało-czerwonych w najważniejszych i najtrudniejszych zarazem momentach. W meczach o stawkę zaliczył aż dwa hattricki (4 gole przeciwko San Marino i 3 z Kazachstanem) co jest wyczynem, który zapewne nieprędko zostanie powtórzony przez któregoś z naszych piłkarzy. Ebi przeplatał to wszystko występami w mocnych zachodnich ligach, choć przyznać trzeba, że chyba tylko w Bundeslidze pokazał na co naprawdę go stać. Jako jedyny, obok Krzynówka, w ubiegłym dziesięcioleciu, dwukrotnie zasłużył na miano Piłkarza Roku (2006 i 2007).

3. ARTUR BORUC

b

Bohater naszej drużyny podczas Mistrzostw Świata w Niemczech oraz Mistrzostw Europy w Austrii. W obu pojedynkach z Niemcami, w meczu z Austrią czy Chorwacją bronił wprost fenomenalnie. Zdecydowanie najlepszy polski piłkarz obu wspomnianych turniejów. Do pewnego momentu znakomita postawa również w Celticu Glasgow, gdzie zaliczył niemało świetych występów w Champions League. To wszystko zakwaszał jednak od kilku lat fatalnymi, żenującymi wprost występami, zarówno na niwie klubowej, jak i reprezentacyjnej. Jego kuriozalne błędy skutecznie pozbawiły nas szansy udziału w południowo-afrykańskim Mundialu. Chciałbym jednak zapamiętać Boruca głównie z tych wspaniałych występów na wielkich piłkarskich imprezach, dzięki którym dostarczył wówczas nam wszystkim tylu pięknych, sportowych emocji.

4. MACIEJ ŻURAWSKI

z

Przez długi czas wydawało się, że Maciej Żurawski, śladem Jana Furtoka czy Krzysztofa Warzychy, będąc co prawda, znakomitym piłkarzem, nigdy nie zabłyśnie na dobre w reprezentacji. Jednak Żurawski się odblokował. W 33 meczach o stawkę uzyskał dla Polski 8 bramek. Skuteczniejsi od niego w minionej dekadzie okazali się tylko Smolarek i Krzynówek. Trafienia wychowanka poznańskiej Warty w meczach z Anglią i Austrią w Chorzowie, Walią w Cardiff, czy Irlandią Północną w Belfaście miały swoją wagę. Nie wolno też zapominać, że to właśnie jego bramka, zdobyta z rzutu karnego przeciwko Walii w Warszawie zapewniła nam awans do niemieckiego turnieju. Żurawski rozegrał łącznie 6 meczów na obu Mundialach (2002 i 2006) oraz jedno spotkanie na Euro 2008. Na wielkich turniejach bramki niestety zdobyć mu się nie udało, choć miał ku temu niepowtarzalną wręcz okazję (niewykorzystany karny) w meczu przeciwko Amerykanom na azjatyckich mistrzostwach. Nie zawodził za to w barwach krakowskiej Wisły. Na europejskiej, klubowej arenie miał wspaniały sezon 2002/2003, kiedy to strzelał bramki m.in. Parmie, Schalke czy Lazio. Chyba zbyt późno wyjechał do silnego, zachodniego klubu. Piłkarz roku 2002.

5. JAKUB BŁASZCZYKOWSKI

b

Jego czas dopiero się zaczyna. Ogromne serce do gry. Aż miło się patrzy na poczynania Błaszczykowskiego na boisku. Zawodnik z charakterem. Swymi błyskotliwymi, dynamicznymi rajdami podrywa zespół do walki. Jeśli nie przegra z kontuzjami będzie kapitanem naszej reprezentacji na Euro 2012 i być może czołowym graczem tego turnieju. W eliminacjach do afrykańskich Mistrzostw Świata pod wodzą Leo Beenhakkera najlepszy polski piłkarz w niemal każdym kolejnym spotkaniu. Fantastyczny mecz z Czechami. Świetna postawa w Bundeslidze. Najlepszy polski piłkarz w  2008 roku.

6. EMMANUEL OLISADEBE

o

Oli przemknął przez biało-czerwoną drużynę niczym meteoryt, ale w tym krótkim czasie zrobił znacznie więcej, niż inni nasi zasłużeni piłkarze przez całe lata. To on strzelił pierwszą bramkę dla Polski w XXI wieku. To on swoimi bezcennymi trafieniami w eliminacyjnych bataliach przeciwko Norwegii (łącznie 3 gole), Armenii i Walii zapewnił nam powrót w 2002 roku na Mundial po 16 latach przerwy. To również on strzelił dla nas pierwszą od czasu Włodzimierza Smolarka bramkę na turnieju Mistrzostw Świata. Olisadebe łącznie, w trakcie minionej dekady, w 12 meczach o stawkę uzskał aż 7 trafień. Miał też swoje wielkie chwile w rozgrywkach Champions League. Piłkarz Roku 2001.

7. TOMASZ FRANKOWSKI

f

Dzięki Olemu zagraliśmy na azjatyckim Mundialu. Dzięki Frankowi, choć już bez Franka (w skutek obłąkańczej decyzji selekcjonera Pawła Janasa) pojechaliśmy 4 lata później na Mistrzostwa Świata do Niemiec. Frankowski strzelał jak na zawołanie. W 8 meczach o punkty trafił aż 7 razy. Trzykrotnie pokonywał bramkarza Azerbejdźanu, ale to jego gole w wyjazdowych meczach przeciwko Austrii i Walii miały największą wartość. Tomasz Frankowski dopisał się również (m.in obok Domarskiego, Citki i Brzęczka) do bardzo króciutkiej listy polskich piłkarzy, którym udało się strzelić bramkę Anglikom na ich terenie. O skuteczności tego zawodnika na murawach naszej ekstraklasy nawet nie ma co pisać, bo przecież każde dziecko wie, że Franek to istny łowca bramek. Najlepszy polski piłkarz 2005 roku.

8. JERZY DUDEK

d

Udział w koreańskim Mundialu. W połowie dekady stracił jednak miejsce w reprezentacyjnej bramce na rzecz Boruca. 3 sezony jako pierwszy golkiper Liverpoolu, w najsilniejszej lidze na świecie. Z tymże zespołem wiele udanych spotkań na międzynarodowej arenie. No i to, co najważniejsze - zwycięstwo w Champions League i niezapomniany finał tych rozgrywek w 2005 roku. Nie zamierzam ukrywać, że to głównie dzięki temu Jerzy Dudek w ogóle znalazł się w tym zestawieniu. Potem bowiem było już tylko gorzej. Dość powiedzieć, że przez ostatnie 5 sezonów Dudek rozegrał w barwach Liverpoolu i Realu ledwie 9 ligowych spotkań. Również w narodowej reprezentacji nasz bramkarz, w minionej dekadzie, nadmiernie nie zachwycał. Wiele poważnych błędów oraz puszczonych bramek, które nigdy puszczonymi zostać nie powinny. Zapamiętajmy jednak tylko tego Dudka z tureckiego finału Ligi Mistrzów.

9. KAMIL KOSOWSKI

kk

Szkoda, że nawet w części nie wykorzystano dla dobra naszej piłki ogromnego potencjału tego gracza (niepowołanie go na Mundial w Korei było jednym z najpoważniejszych błędów Jerzego Engela). Szkoda, że on sam, nie zawsze celnymi wyborami transferowymi, nie pomagał własnej karierze (np. swym wyjazdem do drugoligowego Cadiz skutecznie zmarnował szansę wyjazdu na Euro 2008). Ostatecznie na wielkiej imprezie zagrał tylko przez kilkanaście minut spotkania z Ekwadorem. Znakomity futbolista. W meczach o punkty w 20 występach uzyskał 3 gole, ale wypracował ich znacznie więcej. Był królem asyst (oba mecze z Anglią w el.MŚ 2006, wiedeński pojedynek z Austrią, to tylko najważniejsze przykłady), niezmordowanie przedzierał się z piłką po obu stronach boiska wypracowujac doskonałe sytuacje strzeleckie swoim kolegom z zespołu. Fantastyczna postawa na europejskiej arenie w barwach krakowskiej Wisły w meczach z Barceloną, Parmą, Schalke czy Lazio. Próbował swych sił w zespołach ligi niemieckiej, włoskiej, angielskiej, hiszpańskiej. Jednak upragnione bramy Champions League sforsował dopiero z... cypryjskim Apoelem Nikozja. W samej Lidze Mistrzów pokazał się z bardzo dobrej strony, m.in. znakomitym występem przeciwko Chelsea.

10. MARIUSZ LEWANDOWSKI i MICHAŁ ŻEWŁAKOWlmz

Obaj ogromnie zasłużeni dla naszej kadry. Żewłakow uczestniczył we wszystkich trzech turniejach rangi mistrzowskiej rozgrywając w nich aż 8 spotkań, czym w ubiegłej dekadzie ustąpił tylko Krzynówkowi. W meczach o punkty rozegrał dla biało-czerwonych aż 43 spotkania strzelając dwa gole (oba z rzutów karnych). Mariusz Lewandowski uczestniczył w MŚ w Niemczech (2 mecze) oraz na Euro 2008 (3 mecze). Rozegrał łącznie 35 spotkań o stawkę zdobywając w nich 4 gole (w tym ważne trafienia z Portugalią i Irlandią Północną). Wywalczył również w barwach Szachtara Donieck Puchar UEFA, a Polaków, którym udało się zdobyć to trofeum można przecież policzyć na palcach jednej ręki.

 

Ale to wszystko jest już rozdziałem zamkniętym. Nową dekadę czas zacząć! Do boju, Polsko!:)