Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 18 stycznia 2019
16 z 24, czyli wiemy już (trochę) co w Azji

Zakończyła się faza grupowa Asian Cup 2019 i jesteśmy już po niej trochę mądrzejsi. Trochę, bo nie weszliśmy nagle w posiadanie jakiejś sensacyjnej wiedzy, nie zmienił się futbolowy porządek tej części świata. Faworyci grają dalej, a maluczcy poodpadali.

W kategoriach niespodzianki traktować chyba należy jedynie odpadnięcie reprezentacji Syrii, która od kilku lat wydawała się rosnąć w siłę. Ciekawy teksty o niej znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

Z ekip żegnających się z turniejem najbardziej żal mi Indii. Pięknie zaprezentowali się w pierwszym spotkaniu z Tajlandią (4:1), pechowo przegrali z ZEA, choć to oni atakowali (0:2) i na koniec w tragicznych okolicznościach przegrali w Bahrajnem po golu z rzutu karnego w doliczonym czasie gry... Tak - ja też. Też od razu pomyślałem, że jedenastka była ustawiona, ale tym razem karny był ewidentny. Żal Hindusów, żal ich zaangażowania, żal ich kapitana Sunila Cchetri, żal ich kibiców (byli naprawdę widoczni), żal ich trenera Stephena Constantine'a (już zrezygnował z posady). Może kiedyś Indie będą jeszcze wielkie?

Łezkę uronić można również za Libanem. Choć przegrał on dwa spotkania (0:2 z Arabią i Katarem), to wciąż miał szansę na awans do 1/8 finału. Dramat opisał na blogowym profilu na facebooku Gwidon Naskrent: "Niesamowity dramat Libanu. Musieli wygrać z Koreą co najmniej 4:1, żeby zrównać się bramkami z Wietnamem i gdyby nie dostali żółtych kartek awansowaliby za fair play. W 98. minucie strzelają gola na 4:1, co z tego skoro minutę później druga żółta kartka i spadają za Wietnamczyków... gdyby nie ona, byłoby losowanie". Żółta kartka zadecydowała - o losie! Obejrzycie sobie skrót spotkania, padają piękne bramki.

Przy okazji - Korea Północna. Matko z córką! Przegrali (przerżnęli!) wszystkie mecze, żegnają się z ZEA z bilansem 1:14 (sic!). Czy ktoś kiedyś miał gorszy bilans? Czy jest jakiś statystyk na sali? :) Boję się myśleć co czeka na kadrę w ojczyźnie.

Inne odpadające drużyny zdecydowanie zasłużyły na to, nikt specjalnie nie będzie po nich płakał. Palestyna uzbierała dwa punkty, ale nie strzeliła żadnej bramki (sic!). Filipiny, Jemen i Turkmenistan były tylko tłem dla silniejszych rywali.

Reszta drużyn, czyli aż 16 z 24, cieszy się i gra dalej. Zaskoczeniem jest chyba świetna postawa Jordanii i fakt, że wygrała ona silną grupę B. Korea Południowa, Katar i Japonia zgarnęły komplet punktów. Wrażenie robi szczególnie dorobek Katarczyków - 10 goli strzelonych, 0 straconych! Nikt nie strzelił więcej, a gola nie straciła również Jordania, Korea Południowa i Iran! Szacunek! Siedem z dziesięciu trafień Katarczyków (a powinno być jedno więcej, bo sędzia z nieznanych powodów nie uznał jednej jego bramki w meczu z Arabią) jest dziełem opisywanego w poprzednim tekście Al Moeza Aliego. Okazuje się, że to snajper pełną gębą, ze świetnym instynktem.

A rzeczona Arabia Saudyjska natomiast nieoczekiwanie nieźle sobie nabruździła. Przegrywając z Katarem wpadła w objęcia Japonii. I nie wiadomo czy przetrwa ten taniec :)

Klasę też potwierdził inny napastnik. Do siatki trafił znowu Uzbek Eldor Shomurodov. Podoba mi się ten zawodnik. To taki lisek pola karnego, potrafi wykonać szybki drybling i oddać zaskakujący strzał nie-wiadomo-którą-częścią-stopy.

Dzień konia miał Vitalij Lux z Kirgistanu. Gracz SSV Ulm, choć jest napastnikiem, to stosunkowo rzadko trafia do bramki (w 48 meczach w trakcie trzech ostatnich sezonów strzelił raptem pięć goli). Tym razem jednak, co strzelił, to zaraz lądowało w siatce. Jego hat-trick dał Kirgizom awans do 1/8 finału.

I na koniec słowo o frekwencji. Oczywiście tłoczno jest na meczach gospodarzy (kolejno 33, 43 i 13 tys.), natomiast w pozostałych spotkaniach publika liczy od 2 do 10 tysięcy. Generalnie nie najgorzej jest w tym temacie, choć na meczach widać, że wielkie stadiony raczej zioną pustkami. Choć bywają i zaskoczenia. W obie strony. Mecz Jordania - Palestyna śledziło 20 tys. widzów. Natomiast rywalizację Kataru z Koreą Północną aż... 452 kibiców.

Oto zestaw par 1/8 finału.

20/01/2019     
Jordan - Vietnam          
Thailand - China         
Iran - Oman   
21/01/2019     
Japan - Saudi Arabia          
Australia - Uzbekistan          
UA Emirates - Kyrgyzstan      
22/01/2019     
South Korea - Bahrain          
Qatar - Iraq

Jakie typy na ćwiećfinały?

A, prawie zapomniałem! Oto najpiękniejsze gole trzeciej kolejki. Są perełki!

P.

wtorek, 15 stycznia 2019
Wielcy górą, ale wszyscy mogą grać dalej

1876682draw.jpg

W przeciwieństwie do pierwszej serii druga kolejka spotkań Pucharu Azji była niemal w 100% przewidywalna. Faworyci po prostu wzięli swoje łupy i spokojnie mogą już myśleć o fazie pucharowej.

Swoje mecze wygrali wszyscy giganci azjatyckiej piłki: ZEA (2:0 z Indiami), Australia (3:0 z Palestyną), Chiny (3:0 z Filipinami), Korea Południowa (1:0 z Kirgistanem), Iran (2:0 z Wietnamem), Irak (3:0 z Jemenem), Arabia Saudyjska (2:0 z Libanem), Katar (6:0 z Koreą Północną), Japonia (1:0 z Omanem), Uzbekistan (4:0 z Turkmenistanem). Trudno też oprzeć się wrażeniu, że dwaj mocarze, czyli Korea Południowa i Japonia na razie oszczędzają siły (a może się meczą?). Choć w przypadku Korei Płd. bawi fakt, że w konfrontacji z Kirgistanem zaliczyła aż trzy strzały w słupki i poprzeczki.

W kategoriach małej niespodzianki traktować natomiast należy natomiast zwycięstwa Tajlandii nad Bahrajnem (1:0) i Jordanii nad Syrią (2:0).

I właśnie Jordania dość sensacyjnie została pierwszym zwycięzcą grupy, pewnym zarazem awansu do fazy pucharowej. Swoją drogą formuła turniej na 24 drużyny jest właśnie podczas Pucharu Azji dość mocno ośmieszona. Oto bowiem po dwóch seriach spotkań mamy aż w czterech grupach sytuację (C, D, E, F), że dwie drużyny mają komplet punktów, a dwie ekipy mają okrągłe zero, na dodatek ze sporym debetem bramkowym. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mogą one awansować do fazy pucharowej z trzeciej pozycji, co - moim skromnym zdaniem - sprawi, że w 1/8 finału dalej będzie wiele bardzo słabych drużyn.

Nawet jednak taki zaskakujący awans może nie zaleczyć niektórych ran. Korea Północna dwa razy dostała takim sierpem, że trudno jej będzie się pozbierać nawet w obliczu, bardzo możliwego skądinąd, awansu. Najpierw 0:4 z Arabią Saudyjską, a teraz aż 0:6 z Katarem - boleć musi strasznie, ale Koreańczycy jeszcze nie zwolnili szkoleniowca.

W tym drugim spotkaniu aż cztery gole strzelił Al Moez Ali dzięki czemu został samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców. Co ciekawe, Ali przedtem próbował szczęścia w europejskich drugich ligach: belgijskiej, austriackiej i hiszpańskiej. Nigdzie mu się nie udało. Taki to snajper.

Baczne oko podczas meczu Katar - Korea Północna (nawet w ramach powyższego skrótu) dostrzegło jednak jeszcze innego, obok Alego, bohatera spotkania. Akram Afif, wyszkolony w Hiszpanii, zaliczył bowiem aż cztery asysty.

Nos nie mylił mnie, gdy w poprzednim wpisie wspominałem o Uzbeku Eldorze Shomurodovie. Tym razem napastnik FK Rostow zagrał już od początku i popisał się dwoma golami, zdobytymi w chytry sposób. Rasowy snajper. Dwa gole dorzucił też jego kolega z ligi rosyjskiej - Sardar Azmoun, gwiazda irańskiej piłki z Rubina Kazań.

Świetnym liderem reprezentacji Iraku jest Mohanad Ali. Na profilu facebookowym z kolei pisałem o tajskim Messim - Chanatipie Songkrasinie. Bardzo ciekawy zawodnik, szybki, świetny technicznie. Obserwować! A propos Tajlandii - doczytałem w międzyczasie o interesujących relacjach rodzinnych Mika Chunuonsee, urodzonego w Walii dziecka Tajlandczyka i Walijki - do poczytania tutaj.

I jeszcze słówko o bramkarzach. Ze świetnej strony pokazali się Khalid Eisa (ZEA) oraz Siwarak Tedsungnoen (Tajlandia). Choć czas na to, żeby wykazali się ci faktycznie najlepsi golkiperzy przyjdzie pewnie w fazie pucharowej.

Skuteczne interwencje bramkarzy to jednak nie aż taka częsta sytuacja. W efekcie pada dużo bramek, niektóre bardzo urodziwe. Na koniec zatem wisienka na torcie - najpiękniejsze trafienia 2. kolejki.

Czuwaj!

P.

 

czwartek, 10 stycznia 2019
Fatum i furia w Pucharze Azji

200px2019_afc_asian_cup_logo

Otwierająca kolejka Pucharu Azji okazała się żywą reklamą tych rozgrywek. Czego tam nie było!? Grad bramek, piękne gole, cudowne akcje, autodestrukcyjne zagrania w defensywie i fatalne wpadki bramkarzy. Do tego sensacyjne rozstrzygnięcia, ale i pogromy w wykonaniu faworytów. No, po prostu wszystko.

Dwa pierwsze dni turnieju były naprawdę szokujące. Najpierw gospodarze w ostatniej chwili wyszarpali remis w meczu z Bahrajnem (1:1), po bardzo kontrowersyjnym rzucie karnym. Potem Indie, jednak zaskakująco, rozbiły w pył Tajlandię (4:1), a ceną za tę porażkę było błyskawiczne zwolnienie selekcjonera Tajów Milana Rajevaca. Następnie, jeszcze bardziej sensacyjnie, odmłodzona Australia przegrała z Jordanią (0:1). Na zamknięcie tego dwudniowego szokowania Syria tylko zremisowała z Jordanią (0:0). Uczta dla złaknionych wrażeń kibiców, rwanie włosów z głów przez osoby obstawiające :)

Później jednak sytuacja się unormowała i triumfowali faworyci: Chiny (2:1 z Kirgistanem), Korea Południowa (1:0 z Filipinami), Iran (5:0 z Jemenem), Irak (3:2 z Wietnamem), Arabia Saudyjska (4:0 z Koreą Północną), Katar (2:0 z Libanem), Japonia (3:2 z Turkmenistanem) oraz Uzbekistan (2:1 z Omanem).

Najlepsze wrażenie pozostawił po sobie Iran, ale też on miał zdecydowanie najsłabszego przeciwnika. Kapitalnie z Koreańczykami z Północy rozprawiła się Arabia Saudyjska (szybkość, polot, technika) i mam tylko nadzieję, że trener z Ludowej Republiki znowu nie trafi do obozu pracy. Sporo padło pięknych goli (polecam skróty), ale zaskoczyły mnie aż trzy bramki z rzutów wolnych: Bassam Al Rawi (Katar), Ali Adan (Irak), Ahmedow (Uzbekistan)

Pamiętajmy jednak, że zawsze najważniejsi są ludzi. Kapitalny mecz zaliczył Irańczyk Mehdi Taremi (Al Gharafa).

Pięknie współpracował japoński duet Yuya Osako (Werder Brema)

i Ritsu Doan (FC Groningen). Porywający spektakl dał cały blok ofensywny Arabii Saudyjskiej z Hattanem Babhirem na czele. Dobrym jokerem okazał się Eldor Shomurodov (Uzbekistan, FK Rostow). Łza w oku na pewno zakręciła się też dwóm trafiającym do siatki i triumfującym weteranom: Odil Ahmedow (ur. 1987, Uzbekistan, Piłkarz Roku 2009, 2011, 2014, 2015, 2016) i Sunilowi Cchetriemu (ur. 1984, Indie, Piłkarz Roku 2007, 2011, 2013, 2014 - do czytania tutaj, tutaj i tutaj).

Na zakończenie jeszcze kilka przykładów dość niezwykłych reprezentantów, dowodzących, że Ziemia się kurczy, narodowości się zmieniają, a do kadry swojego kraju czasem łatwiej trafić z drugiego końca świata.

Reprezentacja zgnębionego wojną Libanu w dużej mierze składa się z piłkarzy urodzonych poza krajem: Mehdi Khalil (Sierra Leone), bracia Alexander i Felix Michel (urodzeni w Szwecji), Walid Ismail, Hilal El Helwe i Joan Oumari (Niemcy), Bassel Jradi (Dania).

Jeszcze większym patchworkiem jest reprezentacja Filipin, kraju znanego z ogromnej diaspory. W niej nie znajdziemy żadnego (żadnego!) gracza urodzonego w tym kraju. Oto skład z potyczki z Koreą Południową: Michael Falkesgaard (ur. w Danii), Alvaro Silva (Hiszpania), Daisuke Sato (Japonia), Stephan Palla (Austria), John-Patrick Strauß (Niemcy), Luke Woodland (ZEA-Anglia), Manuel Ott (Niemcy), Kevin Ingreso (Niemcy), Stephan Schröck (Niemcy), Patrick Reichelt (Niemcy), Javier Patino (Hiszpania), Iain Ramsay (Australia), Adam Reed (Anglia), Phil Younghusband (Anglia).

2018asiancup_philippines

Moje niewprawne oko podpowiada mi, że więzi części zawodników z Filipinami mogą być bardzo (bardzo) luźne, ale może się mylę :)

Uchodźcą jest napastnik reprezentacji Australii Awil Mabil. Jego rodzina uchodziła z Sudanu Południowego, a piłkarz urodził się w obozie dla uchodźców w kenijskiej Kakumie. Potem cała familia wyemigrowała do Australii. Mabil postrzegany jest jako wielki talent. Obecnie występuje w  duńskim Midtjylland. Do poczytania tutaj i tutaj.

Zakręcony życiorys ma reprezentant Tajlandii Tristan Do. Jego ojciec jest Tajem, matka Francuzką, dziadkowie Wietnamczykiem (Do mógł grać dla Wietnamu), część rodziny pochodzi z Singapuru. Do urodził się w Paryżu, ale już jako młody chłopak wrócił do kraju swego ojca.

W młodzieżowej kadrze Danii występował natomiast urodzony tam, a obecnie grający dla Iraku Frans Dhia Putros. Rezerwowym bramkarzem reprezentacji Japonii jest zaś Daniel Schmidt - urodzony w USA syn japońsko-amerykańskiej pary.

Ciekawe są również historie reprezentantów globalnych podróżników: Chilijczyków Pablo Tamburriniego i Jonathana Cantillana w reprezentacji Palestyny, Ghanijczyka Daniela Tagoe w reprezentacji Kirgistanu czy Portugalczyka Pedro Miguela Carvalho Deus Correia „Ro-Ro” w barwach Kataru.

Teraz pozostaje już tylko czekać na drugą kolejkę. A w oczekiwaniu - najpiękniejsze gole z tej pierwszej.

P.

piątek, 04 stycznia 2019
Walki w Azji (o medal)

Już jutro rozpocznie się Puchar Azji 2019, czyli walka o piłkarski prymat na tym kontynencie.

Te zawody cieszą się w Polsce o wiele mniejszą popularnością niż Copa America czy Puchar Narodów Afryki. Ba, nawet Gold Cup zwykle spotyka się z większym zainteresowaniem. Wielka szkoda, bo piłkarsko AFC Asian Cup to rozgrywki z edycji na edycję coraz lepsze, na dodatek występujący na nich piłkarze rzadziej są wymęczeni trudami sezonu na Starym Kontynencie (vide PNA). Jak jednak wiecie, na tym blogu Puchar Azji jest ceniony. O PNA 2015 pisaliśmy przed turniejem (tutaj także odesłanie do relacji z PNA 2011), w trakcie i po nim. W ogóle polecamy zakładkę azja bliska i daleka.

Po raz pierwszy zagrają na nim 24 zespoły podzielone na sześć grup.

Group A
Pos Team
A1  United Arab Emirates
A2  Thailand
A3  India
A4  Bahrain
Group B
Pos Team
B1  Australia
B2  Syria
B3  Palestine
B4  Jordan
Group C
Pos Team
C1  South Korea
C2  China PR
C3  Kyrgyzstan
C4  Philippines

 

Group D
Pos Team
D1  Iran
D2  Iraq
D3  Vietnam
D4  Yemen
Group E
Pos Team
E1  Saudi Arabia
E2  Qatar
E3  Lebanon
E4  North Korea
Group F
Pos Team
F1  Japan
F2  Uzbekistan
F3  Oman
F4  Turkmenistan

 

Jeszcze w 2000 roku było ich 12, potem 16, a teraz już 24. Zgodnie z gigantomańskim trendem piłkarskich mega eventów wkrótce pewnie będzie ich 32 (choć jeszcze nie w 2023 roku).

Gospodarzem turnieju są Zjednoczone Emiraty Arabskie (w meczu otwarcia zagrają z Bahrajnem) i to właśnie ta ekipa ostrzy sobie zęby na złoty medal. Cztery lata temu musiała zadowolić się brązem. Prowadzona przez Alberto Zaccheroniego drużyna zaprezentuje swoje trzy największe asy: kapitana Ismaila Matara, króla strzelców poprzedniej imprezy Aliego Mabkhouta oraz wicekróla Ahmeda Khalila.

Tytułu będą bronić Australijczycy trenowani przez Grahama Arnolda. Do boju będzie ich wiódł m.in. Massimo Luongo, najlepszy piłkarz PA 2015. Poza tym wiele znanych twarzy - Matthew Ryan, Robbie Kruse, Matthew Leckie, Mark Milligan, choć już bez Mile'a Jedinaka. W walce o medale na pewno liczyć się będzie Korea Południowa (z największymi gwiazdami na pokładzie, szkoleniowcem Paulo Bento), Iran (dowodzona przez Carlosa Queiroza) i Japonia (bez swoich największych ofensywnych asów). Zagadką jest postawa Chin (jak zawsze) i Arabii Saudyjskiej (trenerem wciąż Juan Antonio Pizzi).

W tegorocznej edycji debiutują aż trzy drużyny - Kirgistan (w składzie Egdar Bernhardt z GKS Tychy, jedyny przedstawiciel polskiej ligi),

kyrgyzstan_vs_siriia_segodnia_sostoitsia_tovarishcheskii_match_po_futbolu.730x0

Filipiny i Jemen. Tę ostatnią reprezentacji prowadzi z kolei świetnie znany nad Wisłą Słowak Jan Kocian (wcześniej m.in. Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin i Podbeskidzie Bielsko-Biała, w Jemenie od 25.10.2018). A żeby domknąć wątek znajomków, to czujne oko wychwyci w składzie Palestyny Alexisa Norambuenę (kiedyś Jagiellonia i GKS Bełchatów).

Z innych mniej oczywistych ekip wymienić warto m.in. Palestynę, Liban, Turkmenistan, Indie czy Wietnam.

W ogóle na ławkach trenerskich więcej znanych twarzy. Chiny - Marcello Lippi. Filipiny - Sven-Göran Eriksson. Uzbekistan - Héctor Cúper. Irak - Srečko Katanec. Oman - Pim Verbeek. Tajlandia - Milovan Rajevac. Jordania - Vital Borkelmans. Nieźle prawda?

Sześć drużyn wysłało do ZEA kadry składające się wyłącznie z piłkarzy grających w krajowych ligach (ZEA, Indie, Chiny, Wietnam, Arabia, Katar), a jedna drużyna ma jednego stranieri (Tajlandia), jedna trzech (Bahrajn) i dwie czterech (Jordania, Turkmenistan). Co ciekawe, poza klubami azjatyckimi i europejskimi, swoich zawodników dały również kluby z Chile i Egiptu (po dwóch) oraz Argentyny, Maroko, Tunezji i USA (po jednym).

Zapowiada się naprawdę interesująco, pozostaje więc śledzić to, co wydarzy się w ZEA między 5 stycznia a 1 lutego.

Oficjalna strona AFC Asian Cup 2019 - tutaj.

Dobra strona na wiki - tutaj.

Oficjalny kanał na YT - tutaj.

Przegląd poprzednich edycji PA - tutaj.

UWAGA, najpiękniejsze gole kilku poprzednich edycji: PA 1992  - tutaj, PA 1996 - tutaj, PA 2000 - tutaj, PA 2004 - tutaj, PA 2007 - tutaj, PA 2011 - tutaj, PA 2015 - faza grupowa + faza pucharowa.

P.

czwartek, 03 stycznia 2019
Darci Monteiro w ciągłej (pozaziemskiej) podróży

Nie było okazji napisać o nim przy okazji jego śmierci, nie zdążyłem w okolicach Wszystkich Świętych, ale uda się przypomnieć go w pierwszą rocznicę nagłego zgonu. Darci Monteiro (ur. 1968), były piłkarz Widzewa Łódź, zmarł na atak serca dokładnie rok temu - 3 stycznia 2018.

darci4

Śmierć piłkarza pociągnęła za sobą (małą) falę tekstów wspominkowych (np. tutaj, tutaj i tutaj, tutaj jeszcze tekst sprzed jego śmierci, a tutaj relacja z pożegnania z Belenenses). Podkreślano w nich, że w czasach bardzo wielu nieudanych transferów Widzewa on akurat bronił się jakością. W przeszłości występował jako napastnik, na polskich boiskach dał się poznać jako ofensywnie usposobiony obrońca albo pomocnik.

W Łodzi spędził sezon 2002/2003 i trzeba przyznać, że chyba musiało mu się podobać, bo rzadko tak długo występował w jednym klubie. Karierę zakończył w wieku 38 lat i do tego momentu zaliczył 17 zespołów z 10 krajów (Brazylia, Portugalia, USA, Arabia Saudyjska, Turcja, Polska, Malezja, Grecja, Liban, Wenezuela). W większości spędzał po kilka miesięcy. Być może zatrudniano go również dlatego, że z wyglądu przypominał nieco Ronaldo.

Całe to krótkie wspomnienie zmierza jednak w innym kierunku - w kierunku anegdotki. Otóż jak pewnie większość czytelników bloga kojarzy, prowadzona przez Janusza Wójcika (o nim do poczytania tutaj, tutaj i tutaj) montowana naprędce reprezentacja Polski, rozegrała w czerwcu 1999 roku kuriozalny, jak później okazało się - nieoficjalny, mecz ze zbieraniną podpisaną jako reprezentacja Brazylii (pisaliśmy o nim np. tutaj). Zbieranina ta wygrała 2:0. Jaki to ma jednak związek z tragicznie zmarłym piłkarzem? Otóż kiedy Darci miał reklamować swoje usługi łódzkiemu klubowi chwalić się miał tym, że jest reprezentantem Brazylii. Prawdziwym Canarinho! Ba, on w tej reprezentacji nawet strzelał gole! Ba, on strzelał je Polsce! Jako dowód przedstawiał kasetę z owego kuriozalnego spotkania.

I teraz - UWAGA! - po wielu latach niemożności obejrzenia owego spotkania jest ono wreszcie dostępne w sieci. Znajdziecie je na YT, dokładnie tutaj [gol naszego bohatera od 1:14]. Jest co wspominać!

Może i sam Darci uśmiecha się widząc tamto spotkanie.

P.