Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 29 grudnia 2011
Odkrycia 2011. Piękne meteory

Trudno wysnuwać konkretne wnioski o stanie naszych młodzieżowych talentów na podstawie minionych dwunastu miesięcy. W ich trakcie żaden nowy zawodnik nie rozdarł kosmosu - nie okazał się perłą, człowiekiem, który zbawi nasz futbol. Większość z nich wciąż chowa się za plecami starszych kolegów i co najwyżej stara się im pomóc. Z drugiej jednak strony kilku piłkarzy dało próbki niebanalnych umiejętności - piękne gole, efektowne parady, niebanalne akcje. Potencjał więc jakiś tam jest. Nie liczę jednak, żeby którykolwiek z nich przebojem mógł sobie załatwić bilet na EURO 2012. Ale na MŚ 2014 już może tak.

10. Sylwester Patejuk (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - rocznik 1982

 

Wiem. Wiem, że z trzydziestoletniego Patejuka polska piłka już za wiele nie skorzysta, ale niegodziwością byłoby niedocenienie pięknej historii pochodzącego z Warszawy elektryka. Chłopak znikąd, który jeszcze pięć lat temu bawił się w piłkę w Perle Złotokłos dziś strzela bramkę z nożyc Legii na Łazienkowskiej. Z jednej strony jego story, to współczesna wersja bajki o kopciuszku, ale z drugiej pokazuje ono jak niewiele potrzeba, aby zaistnieć w naszej ekstraklasie.

9. Jakub Bartkowski (Widzew Łódź) - rocznik 1991

 

Być może ta nominacja jest nieco na wyrost, ale przyznaję, że Bartkowski zauroczył mnie w tegorocznych derbach Łodzi. Jeden z najmłodszych zawodników na boisku był zarazem na nim najlepszy. Twardy i nieustępliwy, wie jak się ustawić. Duży talent.

8. Marcin Kamiński (Lech Poznań) - rocznik 1992

 

Być może przyłączyłbym się do chóru klakierów widzących w Kamińskim nowego Żmudę, gdyby nie fakt, że... zbyt często mam możliwość oglądania jego występów. Defensor Kolejorza niewątpliwie jest utalentowany i dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi, ale przez długi czas poruszał się w obronnych zasiekach poznańskiego klubu niczym dziecko we mgle - popełniał proste błędy, mylił się nieatakowany, nie potrafił rozegrać piłki. Dopiero końcówka rundy jesiennej okazała się w jego wykonaniu godna, a mecz z Zagłębiem - bardzo godny. Liczę więc na więcej wiosną.

7. Łukasz Skorupski (Górnik Zabrze) - rocznik 1991

 

Czasami Skorupski broni już jak rutyniarz i ratuje kolegów w nieziemskich sytuacjach, ale wciąż zdarzają mu się jeszcze akcje zupełnie dywersyjne (np. bramka stracona z Zagłębiem Lubin). Nawałka zdecydowanie postawił na młodego golkipera, a ten stara mu się odwdzięczać dobrą grą. To jeden z kilku zawodników, którzy w zeszłym sezonie występowali w Ruchu Radzionków, a dziś możemy już ich oglądać w ekstraklasie (Kamil Szymura, Miłosz Przybecki).

6. Arkadiusz Piech (Ruch Chorzów) - rocznik 1985

 

Piech nie jest żadnym młokosem, ćwierćwiecze już dawno za nim, ale dopiero w 2011 roku pokazał jakie drzemią w nim możliwości. W duecie z notowanym w zeszłym rankingu Maciejem Jankowski tworzy jedną z najlepiej rozumiejących się formacji ofensywnych ligi. Zawodnik Ruchu jest zwinny i ma dar sytuacyjnego uderzenia, które aż dziesięciokrotnie w tym roku znalazło drogę do siatki. Najwięcej chwały przysporzył mu oczywiście hat-trick na Łazienkowski.

5. Michał Żyro (Legia Warszawa) - rocznik 1992

 

Początkowo to on miał być młodzieżowym objawieniem Legii. Skorża często na niego stawiał, kosztem zagranicznych pseudogwiazdek. Żyro prezentował się dobrze, popisywał ciekawymi zagraniami, strzelił wreszcie debiutancką bramkę z Widzewem. Cały czas jednak jego grze towarzyszył mały niedosyt, że można jeszcze lepiej, jeszcze skuteczniej. Bo umiejętności ma spore, więc głupio byłoby ich nie wykorzystywać. Chyba nie chcemy iść drogą Klatta, Korzyma i Janczyka, prawda?

4. Arkadiusz Woźniak (Zagłębie Lubin) - rocznik 1990

 

Woźniak ma w sobie tyle elegancki i piłkarskiej gracji, że oglądanie jego popisów to duża przyjemność. Chłopak potrafi uderzać obiema nogami, a nierzadko również głową, poza tym ma też niebanalną technikę. Jakby tego było mało miedziowy snajper regularnie trafiał również w młodzieżowej reprezentacji, a co drugi jego ligowy gol można pokazywać na stadionach całej Europy. Aż żal go na te dołujące Zagłębie.

3. Jakub Świerczok (Polonia Bytom) - rocznik 1992

 

Nastolatek z Tych rozpieprzył I-ligowy bank z bramkami. Zanotował dwa hat-tricki i jeden dublet, w sumie zbierając 12 trafień w rundzie jesiennej. A to wszystko w przedostatniej drużynie zaplecza ekstraklasy! Bramki Świerczoka były dla bytomian na wagę złota, a bez niego poloniści już mogliby budować skład na II ligę. Sam zawodnik jednak niemal na pewno odejdzie już zimą, najpewniej do Kaiserslautern. Iście amerykańska kariera.



2. Wojciech Pawłowski (Lechia Gdańsk) - rocznik 1993

Trzeba mieć prawdziwe cohones, żeby jako 18-latek wejść do bramki przeżywającej kryzys Lechii i przez trzy pierwsze mecze nie zanotować żadnych strat. Pawłowskiemu ta trudna sztuka się udała, bo cechuje go podobno atrybut mistrzów - bezkompromisowość i nieobliczalność. Z ostatecznymi ocenami warto się jednak wstrzymać do wiosny, bo nieraz już w Gdańsku bramkarze wypalali się już po kilku meczach.

1. Rafał Wolski (Legia Warszawa) - rocznik 1992

 

Co tu kryć, Wolski skradł show swojemu koledze Żyro. Wobec zwycięzcy tego notowania szkoleniowiec Legii był dużo bardziej nieufny i rzadziej posyłał go w bój. Kiedy jednak decydował się na takie posunięcie, to młody snajper z nawiązką spłacał zaufanie. Wolski strzelał ważne bramki w Pucharze Polski, trafiał w lidze, czarował w europejskich pucharach. Należy oczywiście mieć na uwadze, że legionista jeszcze nie pokazał nic, co kazałoby widzieć w nim mesjasza, ale większość jego zagrywek znamionuje wielki talent. Bramka z Lechią, gol w młodzieżowym meczu z Niemcami, ruleta z PSV. Nie znam zbyt wielu młodych polskich zawodników, którzy potrafią robić podobne rzeczy.



Dla kogo zabrakło miejsca w tym zestawieniu? Świetny początek rundy jesiennej miały gołowąsy Górnika Zabrze - obok Skorupskiego również Paweł Olkowski i Arkadiusz Milik. W Polonii Warszawa kilkukrotnie pokazali się młodzieżowi reprezentanci - Paweł Wszołek i Łukasz Teodorczyk. Niewidoczną, ale bardzo ważną robotę w Zagłębiu Lubin odwala Damian Dąbrowski. Świetną wiosnę w Widzewie zaliczył niemłody już Sebastian Madera, a niezłą jesień z kolei bardzo młody Piotr Mroziński. Wiele osób cmoka nad wracającym z Anglii Filipem Modelskim, ale ja jakoś nie mam do niego szczęścia - ilekroć widziałem mecz z jego udziałem, to grał słabo. Wczesną wiosną w Lechii Gdańsk nieźle sobie radził golkiper Sebastian Małkowski, ale - o ironio! - chyba zaszkodziło mu niespodziewane powołanie do reprezentacji na mecz z Litwą. Jesienią natomiast stabilną formę w Gdańsku utrzymywał Rafał Janicki, a przebłysk wygaszony kontuzją zanotował Mateusz Machaj. Michał Czekaj z Wisły pokazał chyba jeszcze trochę za mało, żeby robić z niego nowego Głowackiego, więc raczej doceniłbym bardzo solidnego w Kielcach Piotra Malarczyka. Warto też pamiętać o występujących coraz częściej w Rodzie Kerkrade młodym bramkarzu Mateuszu Prusie.

A jak wypadły w kończącym się roku poprzedni rankingowicze? Największy krok do przodu wykonali Michał Kucharczyk (7. miejsce), Maciej Jankowski (6.), Mateusz Możdżeń (4.) i Przemysław Tytoń (3.). Swój poziom trzymają Waldemar Sobota (9.) i Tomasz Kupisz (2.). Karierę Kamila Drygasa (10.) zahamowała kontuzja, ale nic już nie broni Daniela Gołębiewskiego (5.) i Adama Matuszczyka (1.) przed znaczną obniżką formy. Zupełnie natomiast pogubił się Grzegorz Kuświk (8.).

Zobacz:

Odkrycia 2010

Odkrycia 2009

Odkrycia 2008

P.

wtorek, 20 grudnia 2011
Młode złoto i tragedie

Janowski, Bledzewski, Rajtar, Szymkowiak, Magiera, Kukiełka, Radomski, Drajer, Szulik, Andruszczak, Kosztowniak, Wyczałkowski, Kowalczyk, Bielak, Terlecki, Thiede i trener Zamilski. Ta właśnie ekipa wywalczyła w 1993 roku mistrzostwo Europy U-16, w finale pokonując Włochów z Buffonem w bramce. Różnie potoczyły się losy tych chłopaków, ale raczej gorzej niż lepiej. Większe międzynarodowe kariery porobili w zasadzie tylko Szymkowiak i Radomski, jakoś też zaistniał w Europie Kukiełka. Epizody w seniorskiej reprezentacji Polski mają także Bledzewski (mityczna minuta z Irlandią Północną w 2002 roku) oraz Maciej Terlecki (podczas egzotycznego wypadu do Tajlandii za Wójcika). Magiera, Drajer, Szulik i Andruszczak byli z kolei solidnymi ligowcami. Pozostali w naszej piłce praktycznie nie zaistnieli, choć każdy z nich w ekstraklasie wystąpił choćby przez chwilę (np. Tomasz Kosztowniak dokładnie przez... pięć minut).

W grupie zawodników, którym nie udało podbić się nie tylko świata, ale nawet kraju nad Wisłą, są m.in. Sylwester Janowski, Wojciech Rajtar i Piotr Bielak. Ten pierwszy to golkiper, potężny, zmiennik Bledzewskiego, występujący jako długowłosy młodzian w barwach Siarki Tarnobrzeg. Tego drugiego wspomina się jako talent czystej wody, większy niż Szymkowiak i Kukiełka. O tym trzecim natomiast mówi się, że to serce tej kadry U-16, walczak, fighter, wielki charakter. Trójkę tę łączy jednak nie tylko złoty medal. Każdy z nich przeżył również osobistą tragedię.

Sylwester Janowski:

"Wieczorem wyskoczyłem na zakupy do centrum Tarnobrzega. Była godzina 21.30. Wracałem samochodem do domu. Zdarzył się dramat. Zabiłem człowieka. Karetka, policja, szok... Szpital i ludzie, którzy pobierali ode mnie krew. Nie łatwo mi o tym mówić. Byłem trzeźwy i tylko dlatego nie trafiłem do więzienia". Wyrok: dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. 

Wojciech Rajtar:

Jechałem do znajomego, mieszkającego pod Krakowem. Tą drogą jechali również dwaj nastolatkowie. Poniosła ich brawura. Kierowca stracił panowanie nad autem. Uderzył w jadący obok samochód, który wypadł z drogi i koziołkował. W tym aucie byłem ja. Straciłem przytomność. Otworzyłem oczy trzy dni później na oddziale intensywnej terapii. Ludzie wokół coś do mnie mówili, ale nic nie rozumiałem.

Piotr Bielak:

Wstałem z samego rana, bo było do załatwienia kilka spraw poza Lublinem. Nie jechałem szybko. Wszędzie mgła. Nagle przed samochód wyskoczył mężczyzna, nie zdążyłem wyhamować. To były ułamki sekund, ale dzisiaj, gdy sobie to przypominam, trwa to wieczność. Mężczyzna zginął. Wciąż zadaje sobie pytanie: jak on się znalazł przede mną? Byłem trzeźwy". - Wyrok: dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. 

"Sylwek od tamtej pory nie prowadził samochodu. Nie ma prawa jazdy. Nie ma i nie chce mieć, przynajmniej na razie. Piotrek wciąż ma ten wstrząsający obrazek przed oczami. Wojtka w szpitalu czekała trepanacja czaszki. Lekarze zaczęli przygotowywać rodzinę na najgorsze. "Nikt nie dawał gwarancji. Lekarze nie mówili, tak jak w filmach, że będzie dobrze. Dla nich byłem już jedną nogą po tamtej stronie. Pojawiło się zapalenie opon mózgowych. Słowem wszystko, co najgorsze" -wspomina. Ale Wojtek ten najważniejszy mecz, o swoje życie, wygrał. Spędził kilkanaście tygodni w szpitalu. Miesiąc po jego powrocie do domu, Rajtarowie przeżyli kolejny dramat. W podobnym wypadku jak Wojtek zginął jego młodszy brat, Dariusz. "Spędzałem godziny na cmentarzu przy grobie Darka i zadawałem sobie pytanie: dlaczego on, a nie ja?" - opowiada Wojtek".

Aby zapoznać się z tragicznymi losami tych trzech zawodników odsyłam do fenomenalnego tekstu Łukasza Olkowicza z "Dziennika" z 2007 roku, który znaleźć można tutaj (gdyby go wkrótce zarchiwizowano, to jest on wklejony również tutaj).

P.

poniedziałek, 19 grudnia 2011
Tam nas nie było

UEFA ma 53 państwa-członków. Może się to wydać niezwykłe, ale polscy piłkarze występowali aż w 43 z tych krajów. Nadwiślańscy kopacze pozazdrościli swoim kolegom z Bałkanów, a może nawet z Kraju Kawy, i postanowili spróbować chlebów z tak wielu futbolowych pieców, z jak wielu się da. W efekcie ich stopy nie ugniatały muraw tylko w dziesięciu europejskich (czytaj: uefowskich) ligach. Ta złota dziesiątka to:

Andora, Armenia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Czarnogóra, Gruzja, Kazachstan, Macedonia, Mołdawia i San Marino.

W każdym innych rozgrywkach nasz zawodnik spróbował już szczęścia. Z jednej strony fascynujące jest to, że Polacy szukali lepszego jutra nawet w takich miejscach jak Malta, Wyspy Owcze, Liechtenstein, czy Albania. Z drugiej natomiast zaskakuje mnie - a w zasadzie zaskakiwałby, gdybym tego nie śledził - to, że jeszcze nigdy nie spróbowali oni np. w mocnej przecież lidze chorwackiej (w czasie, gdy obskoczyli już przecież Serbię czy Słowenię).

Innymi słowy, nasza piłka to świetny produkt eksportowy. Osobą kwestią pozostaje na jakie półki ten produkt trafia.

P.

poniedziałek, 12 grudnia 2011
Flisak z przeszłością. Jarosław Maćkiewicz

Ze swoją sympatią do Elany Toruń odkrywałem się już tutaj kilkukrotnie. Z przywiązania do Lecha Poznań nawet nie muszę się odkrywać, bo jest ona oczywista. Co łączy te dwa kluby? Osoba Jarosława Maćkiewicz.

Wydawało się, że przenosiny Piotra Reissa do Herthy Berlin późną jesienią 1998 roku zupełnie rozbiją świetnie radzący sobie w lidze zespół Kolejorza. Reissik wespół z Maciejem Żurawskim sprawiali wrażenie wprost stworzonych dla siebie partnerów – ten pierwszy pakował piłkę do siatki, ten drugi dryblował i podawał. Dość powiedzieć, że efektem działalności tego duetu było 17 z 33 goli zdobytych przez zespół w ciągu rundy jesiennej (Reiss – 12 goli, Żurawski – 5). Pozbawienie Żurawia towarzystwa Reissa stanowiło więc zabieg dywersyjny porównywalny z zabraniem doktorowi Watsonowi Sherlocka Holmesa.

W konsekwencji kibice rwali sobie włosy z głów, a działacze kombinowali kogo ściągnąć na jego miejsce. I ściągnięto jego – Jarosława Maćkiewicza.

Od razu trzeba powiedzieć, że Maćkiewicz przychodząc do Lecha nie był postacią zupełnie anonimową. Już wtedy uznawano go za symbol grającej w ówczesnej II lidze Elany Toruń. Spędził on w tym klubie niemal dekadę. W tym czasie zawodnik wraz z zespołem awansował na zaplecze ekstraklasy. Indywidualnie natomiast notował w kolejnych sezonach strzeleckie splendory, w tym również dwukrotnie koronę króla strzelców tej klasy rozgrywkowej.

Należy także pamiętać, że Elana miała wówczas ciekawy skład, który gwarantował rokroczną walkę o awans do ekstraklasy. W obronie występował Marcin Thiede (mistrz Europy U-16 z 1993 roku) oraz Przemysław Boldt (późniejszy mistrz Polski z Polonią Warszawa), w pomocy brylowali Jacek Kot (były gracz Zawiszy Bydgoszcz) oraz Waldemar Czarnecki (później w Grodzisku Wielkopolski) a partnerem Maćkiewicza w ataku był niespełniony potem w Dyskobolii Maciej Hanczewski. Torunianom nigdy nie udało się jednak sięgnąć futbolowego szczytu i tak lokowali się zwykle tuż za grupą drużyn, które wywalczyły promocję. Ta sytuacja zmobilizowała 28-letniego już Maćkiewicza, do poszukania nowego otoczenia. Wówczas zgłosili się poznaniacy. Zdolny napastnik przyjął propozycję transferu jak uśmiech od losu. Działacze Elany również nie wybrzydzali, wszak otrzymali za swoją gwiazdę – według różnych źródeł – od 650 tys. do 1 mln zlotych. Z transakcji zadowolona była więc każda strona – Maćkiewicz, Elana i Lech. 

Nowy zawodnik niebiesko-białych sam siebie określał mianem sępa pola karnego i rasowego egzekutora. Tego typu deklaracje składało jednak wielu zawodników, a życie z czasem pokazywało, że bliżej im jednak było do zespołu rezerw niż do pierwszej drużyny. Tym bardziej, że ta drużyna po rundzie jesiennej sezonu 1998/1999 była wiceliderem rozgrywek. Trener Topolski przyglądał się więc nowemu nabytkowi z nieufnością – przede wszystkim zastanawiał się czy taki niemłody już przecież gracz wkomponuje się do tak sprawnie funkcjonujący zespół. Kiedy jednak Maćkiewicz w zimowych sparingach zdobył osiem goli w Poznaniu wszyscy byli już przekonani, że pojawił się godny następca Reissa. Ligowy debiut rodowitego torunianina dodatkowo to podkreślił. Nowy nabytek wpakował gola Amice Wronki, a drugi padł po karnym podyktowanym za faul na nim. W swojej debiutanckiej rundzie w ekstraklasie w sumie zdobył on aż 9 goli w 15 meczach. Kibice pamiętają przede wszystkim jego kapitalne trafienie w wyjazdowym meczu z GKS Bełchatów (Lech wygrał 3:1) – Żurawski zgrał mu piłkę głową a następca Reissa pięknie kropnął z woleja z 16 metrów! Bramka - stadiony świata. Również dzięki dobrej grze Maćkiewicza Lech zakończył rozgrywki na 4. miejscu w tabeli i awansował do Pucharu UEFA. Tym samym ziścił się sen napastnika, aby wystąpić w europejskich pucharach.

Kolejny sezon (1999/2000) przyniósł jednak poznaniakom same rozczarowania. Najpierw szybko odpadli oni z międzynarodowej rywalizacji (po dwumeczu z IFK Goteborg), a potem coraz gorzej radzili sobie w lidze. Pochodzący z Torunia atakujący niestety dostosował się do poziomu reszty kolegów z zespołu – w całych rozgrywkach zdobył raptem 7 goli. Tak naprawdę błysnął tylko raz, popisując się hat-trickiem w meczu z Ruchem Radzionków (3:1). Koniec końców Lech spadł z ekstraklasy, a Maćkiewicz postanowił przenieść się do Płocka.

Z czasem okazało się jednak, że nie była to najszczęśliwsza decyzja. Pomimo dobrego startu zawodnika (tradycyjna już bramka w debiucie - 1:0 z Dyskobolią) sezon 2000/2001 okazał się totalną klapą – Orlen spadł z hukiem z ekstraklasy a sam gracz zaliczył tylko dwa gole. Tym samym, drugi rok z rzędu zaznał on goryczy degradacji. Krzywa kariery napastnika od tego momentu zaczęła opadać.

W II lidze (sezon 2001/2002) Maćkiewicz coraz częściej ustępował miejsca młodszym kolegom, ale swój wkład w awans płockiej drużyny do najwyższej klasie rozgrywkowej jeszcze miał. Natomiast już w samej ekstraklasie (2002/2003) grał - w klubie przemianowanym w międzyczasie na Wisłę Płock - już wyłącznie ogony (720 minut w 21 meczach, co daje średnio nieco ponad 30 minut na mecz, w których to ustrzelił trzy ligowe gole). Rej w ataku mazowieckiego klubu wodzili bowiem wówczas Grażvydas Mikulenas oraz przede wszystkim Ireneusz Jeleń. Po zakończeniu rozgrywek Maćkiewicz definitywnie pożegnał się z ekstraklasą. W sumie wystąpił w niej w 84 meczach i zdobył 21 goli. Został okrzyknięty gwiazdą jednej rundy, a także zagrał w europejskich pucharach - to i tak niezłe osiągnięcie jak na zawodnika debiutującego w najwyższej klasie rozgrywkowej chwilę przed trzydziestką.

Po tych wszystkich wojażach piłkarz postanowił wrócić wreszcie do rodzinnego Torunia. Jednocześnie zdecydował się zasilić tamtejszy III-ligowy Toruński Klub Piłkarski (spadkobierca Elany Toruń). W nim występował przez pięć sezonów (2003-2008), aż w wieku 38 lat postanowił zakończyć profesjonalną karierę. Decyzja ta zbiegła się z wyborami najlepszego zawodnika w 40-letniej historii TKP. Nietrudno się domyśleć, że właśnie Maćkiewicz zgarnął główną nagrodę.

Zawieszenie wyczynowego uprawiania futbolu nie oznaczało jednak dla eks-lechity bynajmniej rezygnacji z gry w piłkę w ogóle. Już kilka dni po zawieszeniu profesjonalnych butów na kołku Maćkiewicz... zameldował się w amatorskiej drużynie Flisak Złotoria (IV liga kujawsko-pomorska). W jej barwach wciąż robi to, co umie najlepiej – obstrzeliwuję bramkę przeciwnika.



Co ciekawe, w piłkę gra również syn naszego bohatera - Bartosz Maćkiewicz (ur. 1995). Podąża on śladem ojca i jak na razie występuje w II-ligowej Elanie Toruń. Również jego śladem w swoim ligowym debiucie zaliczył także bramkę. W juniorze nadzieja na większą karierę?

Artykuł pochodzi z programu meczowego Lecha Poznań "Heej Lech"

numeru 171 (2010) z meczu z Polonią Bytom

P.