Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

wtorek, 31 marca 2015
Stary nieznany król

Trzydziestoletni Mateusz Piątkowski dzięki odzyskaniu strzeleckiej formy wrócił na prowadzenie ligowej klasyfikacji strzelców (ex aequo z Flavio Paixao). Jego przypadek, zawodnika, który dopiero w bardzo dojrzałym wieku zaistniał wśród najlepszych snajperów ekstraklasy, nie jest jednak wyjątkowy. Takie historie działy się już przedtem zarówno w Polsce, jak i w innych europejskich ligach.

W futbolu, podobnie jak i w przyrodzie, jedne osobniki rozkwitają szybciej, inne potrzebują więcej czasu, aby w pełni zaprezentować swój potencjał. Niektóre od początku wzrastają z rozmachem, inne z kolei wystrzeliwują nagle i w sposób dla nikogo niespodziewany.

Polska

W ostatnim dwudziestoleciu w naszej rodzimej lidze znaleźć można aż trzy podobne do Piątkowskiego przypadki. Pierwszym z nich jest Zenon Burzawa – niewysoki wąsaty snajper o niezłym instynkcie. Miał on już na karku 32 lata, gdy z Sokołem Pniewy awansował w 1993 roku do ekstraklasy. Rok później został już jej królem strzelców zdobywając aż 21 goli! Sławę zdyskontował wyjeżdżając do Francji, ale tam, być może z racji wieku, nie zrobił kariery i szybko wrócił do Polski. Pograł jeszcze kilka lat w niższych ligach i zakończył swoją przygodę z piłką. Tutaj można przeczytać najświeższy chyba z nim wywiad, a tutaj i tutaj nieco starsze teksty. Sam zawodnik wkrótce jeszcze zagości na naszym blogu.

Niezwykły jest przypadek Adama Kompały z Górnika Zabrze.

z4393536Q

On w ekstraklasie zadebiutował w wieku 25 lat. W debiutanckim sezonie niczym szczególnym się nie wyróżnił (27 meczów i 1 gol). Wielkim więc szokiem dla wszystkich kibiców była więc jego postawa w kolejnej edycji ligi. Otóż w rozgrywkach 1999/2000 pomocnik Górnika zdobył 19 goli i został królem strzelców! Potem na najwyższym szczeblu grał już tylko trzy lata i nigdy nie uzbierał więcej niż siedem trafień w sezonie.

Wreszcie najbardziej medialna historia – Grzegorz Piechna, czyli… Kiełbasa!

Piechna piłkę kopał od dziecka, ale przez wiele lat robił to zupełnie amatorsko, w przerwach między rozwożeniem wędlin i przerzucaniem węgla. Talent jednak miał, o czym świadczą kolejne tytuły króla strzelców – w okręgówce (Woy Bukowiec Opoczyński), dwa w IV lidze (Ceramika Paradyż), w III lidze (HEKO Czermno) oraz w II lidze (Korona Kielce). Z Koroną awansował do ekstraklasy i zadebiutował w niej mają 29 lat. Nie tracił jednak czasu i już w swoim pierwszy sezonie, dzięki 21 golom, wywalczył tytuł króla strzelców! Dodatkowo, wystąpił także w reprezentacji Polski (debiut i gol w meczu z Estonią). Na tym jednak sukcesy się skończyły. Piechna trafił do Torpedo Moskwa, stamtąd do Widzewa, wreszcie do Polonii Warszawa, a w każdym kolejnym klubie prezentował się coraz gorzej. Wreszcie zarzucił profesjonalny futbol i w piłkę grał wyłącznie rekreacyjnie w niższych ligach.

Niemcy

Poważne tradycje w dość nieoczekiwanych eksplozjach snajperów w podeszłym wieku ma niemiecka Bundesliga.

W 2000 roku jej najlepszym goleadorem został posiadający polskie korzenie napastnik TSV Monachium - Martin Max. Miał już wówczas 32 lata i dorobek solidny, ale nikogo nie rzucający na kolana. Dlatego jego triumf w klasyfikacji wywołał spore poruszenie wśród kibiców. Co ciekawe, Max swój wyczyn powtórzył w 2002 roku, już jako wesoły 34-latek.

Te dwa tytuły przedzieliła korona dla Bośniaka Sergeja Barbareza (wywalczył ją wspólnie z Duńczykiem Ebbe Sandem). W chwili triumfu miał on już trzydziestkę na karku i opinię dobrego zawodnika, który jednak odstawał o kilka długości śmietance ówczesnych snajperskich gwiazd Bundesligi (m.in. Elber, Kirsten).

Wielką sensacją była korona najlepszego strzelca sezonu 2002/2003 (wspólnie z Elberem) dla zupełnie niewyróżniającego się przedtem Hiszpana duńskiego pochodzenia Thomasa Christiansena z Vfl Bochum. Dość powiedzieć, że gracz ten ówczesny trzydziestolatek w swoich poprzednich ośmiu sezonach na najwyższym szczeblu uzbierał łącznie… 13 goli.

Słowak Marek Mintal trafił do grającego w 2. Bundeslidze zespołu 1. FC Nurnberg w wieku 26 lat. Najpierw pomóc drużynie awansować do 1. Bundesligi, a w kolejnym sezonie strzelił aż 24 gole i został najlepszym strzelcem ligi edycji 2004/2005.

Wreszcie poczet tych nieoczekiwanych triumfatorów wieńczy Grek Theofanis Gekas. W wieku 27 lat, w swoim debiutanckim sezonie po przeprowadzce do Bundesligi z greckiego Panathinaikosu, od razu nastrzelał 20 goli dla Vfl Bochum i został królem snajperów sezonu 2006/2007.

Włochy

Najsłynniejszym przypadkiem włoskim jest Dario Hubner. Znany z nałogowego palenia papierosów piłkarz o pseudonimie „Bizon” do włoskiej Serie A trafił dopiero po swoich 30. urodzinach. Choć Hubner spisywał się bez zarzutu, to jego zespół spadł z ekstraklasy i wrócił do niej dopiero po dwóch latach. Bizon znów pokazał niezłe umiejętności strzeleckie, co poskutkowało transferem do Piacenzy Calcio. Tam, mając już 35 lat (!), zdobył 24 gole i został – ex aequo z Davidem Trezeguetem – królem strzelców Serie A sezonu 2001/2002.

Kilka lat wcześniej podobna historia stała się udziałem Igora Prottiego. Piłkarz ten przez wiele lat tułał się po niższych ligach włoskich, by dopiero w wieku 28 lat trafić z AS Bari do Serie A. Rok później, z 24 golami na koncie, był już jednak królem strzelców ligi włoskiej.

Anglia, Hiszpania i Portugalia

Angielska Premier League znana zawsze była ze świetnych napastników – rosłych, potężnie zbudowanych, dobrze grających głową. Dlatego zwycięstwo w klasyfikacji strzelców sezonu 1999/2000 debiutującego w najwyższej klasie niewysokiego 27-latka z Sunderlandu – Kevina Phillipsa – było naprawdę dużą sensacją.

Wielkim zaskoczeniem w Hiszpanii był także tytuł najlepszego napastnika sezonu 2007/2008 dla dość przeciętnego przedtem piłkarza Mallorki – Daniela Guizy. Ówczesny 28-latek w swoich pięciu poprzednich sezonach w Primiera Division uzbierał łącznie 21 goli. W edycji, w której triumfował wśród goleadorów nabił za to aż 27 trafień.

Wreszcie niespodziewanym triumfatorem klasyfikacji strzelców portugalskiej Primeira Liga był Senegalczyk Fary Faye. Ten występujący w ratującej się zwykle przed spadkiem drużynie Beira-Mar zawodnik sięgnął po koronę króla strzelców – wespół z Simao Sabrosą – w sezonie 2002/2003, gdy stuknęło mu właśnie 29 lat.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego "Heeeej Lech!"

P.

środa, 25 marca 2015
Ekstraklasa, centrala na Europę Środkowo-Wschodnią

static1.squarespace.com_-640x360 1369469448_20130525111048

Rekordowa liczba powołań dla zagranicznych piłkarzy z polskiej ekstraklasy przyszła przed zbliżającą się kolejką eliminacji do EURO 2016. Ich analiza prowadzi mnie do jednego wniosku. Gdyby - np. wzorem Pucharu Afryki - poza terminami UEFA odbywał się jakiś Turniej Europy Środkowo-Wschodniej, w którym z jakichś powodów nie grałaby Polska, to nasza ekstraklasa solidnie by wówczas opustoszała. Niczym liga francuska podczas PNA!). Zobaczcie ostatnie powołania:

LITWA: Emiljus Zubas (GKS Bełchatów), Vytautas Cerniauskas (Korona Kielce), Fedor Cernych (Górnik Łęczna), Donatas Kazlauskas (Lechia Gdańsk)

ŁOTWA: Pavels Steinbors (Górnik Zabrze), Eduards Visniakovs (Ruch Chorzów), Aleksandrs Fertovs (Korona Kielce), Deniss Rakels (Cracovia), Igors Tarasovs (Jagiellonia Białystok)

SŁOWACJA: Ondrej Duda (Legia Warszawa) i Erik Jendrisek (Cracovia)

ESTONIA: Konstantin Vassiljev (Piast Gliwice)

BIAŁORUŚ: Iwan Majewskij (Zawisza Bydgoszcz)

WĘGRY: Gergo Loverncsics i Tamas Kadar (Lech Poznań), Richard Guzmics (Wisła Kraków)

GRUZJA: Nika Dzalamidze, Giorgi Popchadze (Jagiellonia Białystok)

BOŚNIA I HERCEGOWINA: Semir Stilic (Wisła Kraków)

Do tego zastępu doliczyć jeszcze trzeba dwóch młodzieżowców:

SŁOWACJA U-23: Rober Mazan (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

BIAŁORUŚ U-21: Paweł Sawickij (Jagiellonia Białystok)

W sumie wychodzi, że na bliskie południe i wschód udaje się aż 21 zawodników z polskich klubów. Jaki z tego płynie wniosek? Chyba jednak nie o rosnącym poziomie naszej ekstraklasy. Bardziej zasadna wydaje się teza, że nasza liga jest dla dalszych i bliższych sąsiadów o wiele atrakcyjniejsza finansowo i trochę atrakcyjniejsza sportowo niż ich własne ligi. Tylko tyle i aż tyle.

Kiedy się bowiem przyjrzymy powyższej liście, to okazuje się, że raptem grupka "reprezentantów" podnosi poziom rozgrywek (ja doliczyłem się 4-5 takich graczy). Trudno, żeby działo się inaczej, skoro najbardziej masowo zasilają nas reprezentanci naprawdę kiepskich przeciętnych futbolowo nacji (Litwa i Łotwa!).

To żeby dopełnić obrazu powołań - kto jeszcze otrzymał zaproszenie na mecze swojej reprezentacji? Mamy poznańskie towarzystwo ze Skandynawii:

FINLANDIA: Kasper Hamalainen i Paulus Arajuuri (Lech Poznań)

NORWEGIA U-23: Muhamend Keita (Lech Poznań) - co zabawne, sam Keita ma... 25 lat!

Jest Dossa Junior:

CYPR: Dossa Junior (Legia Warszawa)

Mamy napadziora z Gdańska:

AUSTRIA U-21: Kevin Friesenbichler (Lechia Gdańsk)

Mamy wreszcie przedstawicieli w strefie CONCACAF:

PANAMA: Luis Henriquez (Lech Poznań)

HAITI: Wilde-Donald Guerrier i Emmanuel Sarki (Wisła Kraków; Sarki zerwał więzadła i ma sezon z głowy) oraz Kevin Lafrance (Miedź Legnica)

haiti-national-football-team

Powołanie otrzymał, ale ostatecznie na mecz z Afganistanem nie pojedzie Edgar Bernhardt.

KIRGISTAN: Edgar Bernhardt (Widzew Łódź)

Na zakończenie tej wyliczanki warto jeszcze wspomnieć o Orlando Sa (Legia Warszawa). Otrzymał on powołanie do szerokiej kadry Portugalii na najbliższe mecze, ale do tej wąskiej - już nie. Pozostaje mu tylko ciężko trenować, by jeszcze kiedyś zagrać w jednym zespole z Cristiano Ronaldo.

P.

środa, 18 marca 2015
Oleśnica dream

Awans do półfinału Pucharu Polski Błękitnych Stargard Szczeciński to największe osiągnięcie zespołu z II ligi (trzeciego poziomu rozgrywek) w PP od czasu Pogoni Oleśnica. Pogoni Oleśnica... Siadam więc na chwilę i z rozrzewnieniem wspominam niezwykłą drogę oleśniczan w sezonie 1995/1996. Jakaż to była romantyczna historia!

Oleśnica to 36-tysięczne miasteczko z województwa dolnośląskiego. Tamtejsza Pogoń została założona w 1945 roku, ale całe dekady jej funkcjonowania to rubieże profesjonalnego futbolu. Małe sukcesy przyszły dopiero w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. W sezonie 1993/1994 Pogoń awansowała na zaplecze ekstraklasy (ówczesna II liga). Po roku jednak z hukiem z niej spadła (ostatnie, 18. miejsce; 14 punktów i aż 10 punktów straty do przedostatniej Arki Gdynia). Wydawało się więc, że piękny sen się skończył, gdy przyszedł sezon 1995/1996 i rozgrywki Pucharu Polski.

Oleśniczanie okazali się w nich prawdziwymi pogromcami faworytów. Pogoń po kolei eliminowała kolejne drużyny grające jedną lub dwie klasy rozgrywkowe wyżej od siebie. Najpierw - Śląsk Wrocław (1-0 po dogrywce; II runda), później Ślężę Wrocław (1-0; III runda), a następnie Olimpię Poznań (2-1; IV runda). Już wtedy o zespole zrobiło się głośno, bo w pokonanym polu zostawił przecież dwie ekipy z ekstraklasy. Prawdziwe eksplozje miały jednak dopiero przyjść.

W V rundzie PP Pogoń wyeliminowała trenowany przez Zbigniewa Franiaka Lech Poznań (1-0). W ćwierćfinale natomiast odstrzelony został Górnik Zabrze (1-0 po dogrywce). I to jak pięknie został odstrzelony! Dla autora trafienia, Krzysztofa Michalewskiego, to pewnie jedno z najprzyjemniejszych wspomnień w życiu. Zobaczcie te tłumy na trybunach! Tutaj relacja z wikigórnik.

Piękny sen oleśniczan skończył się dopiero w półfinale. Tam odpór trzecioligowcowi dał dopiero chorzowski Ruch (0-3), który później okazał się triumfatorem całych rozgrywek.

Wspominam to wszystko z uśmiechem na twarzy, bo to chyba ostatni w polskiej piłce taki duży sukces drużyny kompletnie anonimowej. Media wówczas nie działały przecież tak jak dzisiaj. Gazety miały problem, żeby w ogóle podać meczowy skład Pogoni. Jako kibic Lecha pamiętam, że nawet trudno było ustalić, kto strzelił bramkę dla oleśniczan w meczu z Kolejorzem. Dopiero od spotkania z Górnikiem piłkarze trzecioligowca stali się nieco bardziej popularni, a Krzysztofowi Michalewskiemu, zdobywcy gola w ćwierćfinale, "Piłka Nożna" poświęciła całe ćwierć strony. Dzisiaj natomiast można wyklikać, ba, często nawet obejrzeć, dowolny mecz z dowolnej ligi. Fajnie? Fajnie. Ale mgiełki magii już nie ma :)

P.

środa, 04 marca 2015
Po opuszczeniu Bułgarskiej rzadko jest lepiej

Osobno słowo w nawiązaniu do wczorajszego tekstu należy się byłym zawodnikom Lecha Poznań. Spośród całego grona eks-lechitów bohaterem najbardziej zaskakującego transferu stał się Sergiej Kriwiec. Wydawało się, że po występach w Chinach i powrocie na Białoruś były pomocnik Kolejorza już raczej prochu nie wymyśli. Tymczasem chwilę przed zamknięciem letniego okienka podpisał on sensacyjny kontrakt z francuskim FC Metz. Na dodatek blondwłosy pomocnik świetnie się odnalazł w ósmej drużynie Ligue 1. Jest w niej podstawowym zawodnikiem (20 meczów) i ma na koncie jednego gola (w meczu z Bastią).

Pracodawcę również zmienił Aleksandar Tonew.

Aleksandar-Tonev-541765

Bułgar, choć nie prezentował się źle w angielskiej Aston Villi, to jednak nie zrobił odpowiedniego wrażenia na klubowych włodarzach. Ci zdecydowali się więc wypożyczyć go do Celticu Glasgow. Tam jednak, przynajmniej na razie, Tonew pełni rolę rezerwowego, którego trener wpuszcza na boisko zwykle na ostatnie pół godziny meczu (ma na koncie sześć meczów w niepełnym wymiarze czasowym). Dodatkowo stał się (anty)bohaterem afery rasistowskiej, która sprawiła, że został zawieszony na siedem spotkań.

Artjoms Rudnevs na sezon 2014/2015 wrócił już do HSV Hamburg z półrocznego wypożyczenia do Hannover 96. Minęło więc właśnie pół roku Łotysza w nowym-starym klubie i niestety nie był to dobry czas. Rudnevs jakoś nie może się odnaleźć w portowym mieście, mimo że jeszcze niedawno tak dobrze sobie w nim radził. Rozegrał szesnaście meczów i raz wpisał się na listę strzelców - w meczu z Werderem Brema (2:0).

Pół roku w nowym klubie ma za sobą także Daylon Claasen.

103122

Były reprezentant RPA w Poznaniu wiecznie był skwaszony, że mu nie wychodzi, mimo że "umie". Transfer TSV miał dać nową szansę zaprezentowania się przed kibicami. Jego początki w klubie były ciężkie (kontuzje i ławka u Moniza), ale u trenera Markusa von Ahlena jest podstawowym zawodnikiem, ale - podobnie jak w Kolejorzu - nic produktywnego z tego nie wynika. Bilans reprezentanta RPA to 12 meczów - 0 goli.

Tradycyjnie już niemal klub zmienił także Ibou Sawaneh. Po półrocznym pobycie w Katarze i przeciętnej półrocznej grze w belgijskim Oud-Heverlee Leuven Gambijczyk przeniósł się do występującego także w belgijskiej ekstraklasie Waasland-Beveren. Na razie nie wiedzie mu się w nim jednak najlepiej. W 24 meczach strzelił raptem dwa gole, a jego zespół balansuje nad strefą spadkową.

Osobliwie meandruje kariera Harisa Handzica. Bośniak rok temu przeniósł się do grającego na zapleczu szwajcarskiej ekstraklasy FC Vaduz. Tam przez całą rundę jesienną ani razu nie trafił do siatki i szybko go stamtąd pogoniono. Wrócił więc do ojczyzny, do drużyny Borac Banja Luka. I nagle zaczął trafiać seriami! W 10 meczach uzbierał 8 goli. Taką skutecznością zapracował na transfer do rosyjskiej ekstraklasy - do zespołu FK Ufa. W tej drużynie pozostaje podstawowym zawodnikiem, a w 16 grach trzykrotnie umieścił piłkę w siatce.

Do ciekawego transferu byłego lechity doszło także w Ameryce Południowej. Zapomniany już nieco Argentyńczyk Fernando Bonjour po opuszczeniu Poznania bardzo intensywnie zmieniał kluby. Co ważne jednak, w ostatnich latach każda kolejna drużyna była lepsza od poprzedniej. W 2012 roku występował on w amerykańskiej MLS wraz z kanadyjskim Vancouver Whitecaps. Później grał dla urugwajskiego Liverpool FC. Od początku tego roku przywdziewał z kolei koszulkę ekwadorskiego Deportivo Quito. W lipcu przeniósł się wreszcie do zwycięzcy Copa Liberetadores z 2004 roku – słynnego kolumbijskiego Once Caldas. Argentyńczyk jest tam pewnym punktem drużyny.

Tekst jest zmienioną wersją artykułu, który

ukazał się w Programie Meczowym "Heeeej Lech!"

P.

wtorek, 03 marca 2015
Wiosenne nowe adresy

Pozamykały się już w zasadzie wszystkie możliwe okienka transferowe i wielu znajomków występujących kiedyś w polskiej ekstraklasie znaleźć można teraz w bardzo nieoczekiwanych miejscach.

Edgar Cani, Albańczyk rekomendowany przez Zbigniewa Bońka, po opuszczeniu Polonii Warszawa wrócił do Włoch. Tam grał w Catanii, Carpi i Bari. Od wiosny jednak - w ramach wypożyczenia - przywdziewa już koszulkę (ba, z numerem 10) angielskiego Leeds United. Zagrał już w nim trzy mecze i zdążył się wypowiedzieć!

Na powrót do Hiszpanii zdecydował się Kalu Uche. Po 1,5 rocznym pobycie w Katarze postanowił on zasilić Levante UD.

250x250_03134000uche

Nigeryjczyk czuje się chyba na Półwyspie Iberyjskim jak w domu, bo w pięciu rozegranych spotkaniach strzelił dwa gole. Przy okazji - nasze teksty o Uche tutaj i tutaj.

Celem dwóch ciekawych transferów okazała się Rumunia. Fred Benson, eks-gracz Lechii, po półrocznych (nielicznych) występach w Sheriffie Tyraspol trafił do Rapidu Bukareszt.

Benson-Rapid1

Bośniak Gordan Bunoza, świetnie znany kibicom Białej Gwiazdy, tranzytem przez włoską Pescarę Calcio, odnalazł się w Dinamie Bukareszt.

Albańczyk Bekim Balaj, kiedyś w Jagiellonii, znany w ostatnim czasie z racji pięknej bramki strzelonej reprezentacji Portugalii, przeniósł się z czeskiej Slavii Praga do chorwackiej HNK Rijeka. Tam bilans ma na razie piękny - 3 mecze i 2 gole. Trafienie z Hajdukiem całkiem godne.

Po opuszczeniu Legii miejsca jakoś nie może znaleźć sobie Jan Mucha. Nie powiodło mu się w Evertonie, nie poszło też w rosyjskich Krylja Sowietow Samara. Teraz spróbuje szczęścia w Arsienale Tuła. W Amkarze Perm, do Janusza Gola i Thomasa Phibela dołączył Ormianin Robert Arzumanjan (kiedyś Jagiellonia Białystok).

Darvydas Sernas po półrocznej (kiepskiej) grze w I-ligowych Wigrach Suwałki przeniósł się do szkockiej ekstraklasy - do Ross County. Ciekawy kierunek, choć także wyspiarski, obrał z kolei Estończyk Sander Puri (Korona Kielce). Jego skusiło.. irlandzkie Sligo Rovers. Inny Estończyk, Henrik Ojamaa, niedoszły transfer Lecha i niedoszły zbawca Legii, zamienił z kolei Szkocję (Motherwell) na Norwegię (Sarpsborg 08 FF)

Kluby zamieniano też w Niemczech. Koen van der Biezen (eks-Cracovia) przeniósł się z Karlsruher SC (2. Bundesliga) do Arminii Bielefeld (3. Bundesliga). Brazylijczyk Rodnei dokonał natomiast transferu wewnątrzkorporacyjnego. Zamienił bowiem Red Bulla z Salzburga na Red Bulla z Lipska.

I jeszcze dwie ciekawostki z innych kontynentów. Marcelo Sarvas, były zawodnik Polonii Warszawa, a potem zawodnik m.in. Los Angeles Galaxy, od początku 2015 roku jest piłkarzem Colorado Rapids. Prawdziwa "polska" kolonia powstała natomiast w australijskim Perth Glory. Występują tam bowiem Michael Thwaite (Wisła), Dragan Paljic (Wisła) oraz Denis Kramar (Widzew).

Na koniec zaś mój absolutny faworyt. Bedi Buval, doprowadzający swego czasu do płaczu kibiców Lechii Gdańsk, po licznych peregrynacjach (Dania, Turcja, Portugalia) postanowił obrać za cel... Albanię. Jego wybór to zespół Flamuntari Vlore. Informacja okraszona zdjęciem tutaj. Tylko powinszować.

Za pół roku znowu potrząsamy kalejdoskopem i zobaczymy kto gdzie wyląduje.

P.