Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 31 lipca 2009
List do Ekstraklasy

Kochana Ekstraklaso!

Cieszę się bardzo, że wkrótce znowu się spotkamy. Czas bez Ciebie dłuży mi się okropnie i wszystko wydaje się bez sensu. Pamiętam jak jeszcze niedawno byliśmy razem, złościłem się i śmiałem nie wiedząc co przyniesie następna kolejka. Teraz rozdziera mnie pustka, ale  wkrótce się zobaczymy i zawiruje powietrze od nagłych uniesień.

Wiem, że przeżywasz teraz trudny czas, że kłopoty piętrzą się i zdają nie mieć końca. Nie przejmuj się, razem poradzimy sobie ze wszystkim! Wiedz, że tylko parszywi ludzie urągają Ci, rechoczą podczas dyskusji o Twoim poziomie, szydzą z trenerów i PZPN-u. Niektórzy twierdzą, że lepsza od Ciebie jest nawet nie tyle Estonia, ale i zacofane obszary Grenlandii. Jak dla mnie to są dziwne stwierdzenia, tym bardziej, że przecież Saganowski, który się wywodzi - hello! - z Ekstraklasy to strzela bramki w Lidze Mistrzów a z Grenlandii to jakoś nie widać chętnych do takiego strzelania.

Narzekają, że masz problemy z własną tożsamością, że sama nie wiesz, kto może grać u Ciebie a kto nie. To ja też im mówię, żeby uważnie czytali wszystkie informacje, bo przecież codziennie wychodzi kilka komunikatów - a to z PZPN-u, a to z Trybunału Arbitrażowego, a to z PKOl-u, a to wreszcie z Sądu Powszechnego i wystarczy, że się je kontroluje i jest jasne, kto spada a kto nie ma licencji. Jedynie szkoda, że tych barażów w tym roku nie ma, bo one zawsze były emocjonujące jak choćby wtedy gdy Stomil grał z Polkowicami.

Inni się skarżą, że coraz mniej u Ciebie piłkarzy bez wyroków za korupcję. Tutaj  również nie można się dać wpuścić w maliny. Wystarczyło czytać dziennik ustaw i wiedzieć od kiedy jest przedawnienie a od kiedy kratki. Jak ktoś ciapa, to przecież nie Twoja wina.

Znajomi z zagranicy śmieją się też, że jeden z lepszych Twoich zawodników kupiony jest przez klub z II ligi angielskiej, a w Polsce radość, bo to przecież awans jakich mało. Nawet dziennikarze atakują i piszą, że niektóre Twoje mecze nie są warte funta kłaków i lepiej zrobić pranie niż oglądać derby Śląska. Ba, mówią nawet, że nie ma gdzie obejrzeć te mecze, bo połowa stadionów w rozsypce a druga połowa gdzieś 70 km od siedziby klubu. Mówią, że część klubów ledwo wiąże koniec z końcem. Jeśli tak uważają, to... są głupi.

Moi koledzy nieustannie się ze mnie nabijają, że ja jestem taki passe, że oglądam jakieś Twoje durne spotkania, a tu kanał obok Gran Derbi  czy derby Manchesteru. Ale co mnie to obchodzi jakieś MU czy inne Reale!? Do kogo ja pójdę jak nie do Ciebie? Ty jesteś jedyna, niepowtarzalna, moja! Cieszę się, że kilka Twoich drużyn trochę się wzmocniło i może da radę coś powalczyć w europejskich pucharach - sama wiesz, punkty do rankingu są na wagę złota. Cieszę się, że pojawiło się kilku obcokrajowców, którzy może coś pokażą. Cieszę się  też strasznie na walkę o tytuł mistrza do końca rozgrywek, na zacięte potyczki na szczycie oraz na eksplozję talentów. Oj, będzie się działo i będzie pięknie!

Na zawsze Twój,

P.

PS Love Love Ekstraklasa, Tokio Hotel i Na Wspólnej.

niedziela, 26 lipca 2009
Co gryzie Andraža Kirma?

''Czort mnie podkusił z tą Wisłą, cholera jasna…

A mówili - chodź do nas do Cracowija, w końcu nie trafimy na żadne Reale i Barcelony, to na pewno do Champions Liga awansujemy. Że najtrudniej to na Greków wpadniemy, a z nimi to hoho - raz nawet dogrywkę mieli. A tu ani Champions Ligi ani Europa Ligi, bo nas Estonija puknęła. Frajer mam napisane na czole. Było sprawdzić na Wiki, że Champions Liga to w Polsce jest, ale w telewizorze. Bo grali to ostatnio w 1996 roku. To już nawet Maribor ode mnie ze Slowenija grał trzy lata później. Ech.

Dobrze, że chopaki z team są w porządku. Kilku co prawda ciągle jeszcze myśli, że Slowenija to Slovaško, ale jest ok. Na wkupne kupiłem do szatni globus, to może w końcu załapią. Ja za to ciągle mylę tych, no, Brožków. Tu w Poljska to w ogóle pełno tych bliźniaków, pełno...

A w sobotę to jeszcze Superpuchar w Lubinija przerżnęliśmy. Śmiechu z tą imprezą było tyle, że najpierw miała być w Szczecinie, ale tam na stadionie teraz nie ma szatni, a mogła być też w Bydgoszczy, ale tam nic o tym nie wiedzieli.

Nasz stadion w Cracowija, nie powiem, ładny będzie. Jak zbudują. Na razie gramy ''u siebie'' zamiast u siebie. Bo ten Sosnowiecija to od Cracowija 75 km! To prawie połowa Slowenija z południa na północ! Aha, w Cracowija miało być EURO, ale nie będzie. Chopaki mówią, że oszukali, banda decydentów. No ja tam nie wiem, może być, być może.

Aha, ten mecz z Estonija w Cracowija to też był, a jakby go nie było. W TV znaczy. Dzwonię ja dzień wcześniej do Domžale - 'matkija, odpalaj jeden z tych pięciu dekoderów co przywiozłem z Poljska, bo będę kopał dla Cracowija' - a potem się dowiaduję, że pokazali, ale tylko I połowa. No dobra, graliśmy cienko, ale by nie pokazać w TV...

Po tym dzwonie z Estonija, to się podobno boss ładnie wkurzył. Że wszystkich na zbity pysk by najchętniej. Ja bym zaczął od naszego golkiperija. Nic do niego nie mam, fajny chopak. Tylko bronić nie umie.

Najbardziej się dostało naszemu menažerija, że żadnego golkiperija w porę nie sprowadził. A ten menažerija, ten to mnie dopiero lubi. Chopaki mi mówili, że ja to jego najlepsza transferija. Nie żebym się tym martwił, ale jaka tam ze mnie gwiazda. Milenko Acimović to ja nie jestem.

Już nie mogę się doczekać startu Ekstraklasija. Bo liga w Poljska, to jest show co to ciągle go on. Sezon się skończył, a kluby to spadają, to awansują. Do pucharów też można jeszcze trafić, starczy jakaś fuzija.

Tylko te kluby się dziwnie nazywają. Dali mi terminarzija i mówią: 'Andraž, nad łóžko se dasz'. A tam, że moja Cracowija gra z Klubija B w 4. kolejkija, z Klubija C w 12. i z Klubija A w 15. Dwie godziny nad atlasija ja tych city szukał. Dopiero potem chopaki powiedzieli, że to taka metaphore.

A po tej klapie z Estonija, to, że jako team to my sorry and apologise. I że głowy w dół i miesiąc zakaz clubbing. Ale od jednego kolegija i tak dostałem sms: 'Andraž, nic się nie martwija. My często tak słabo już gralija, a potem i tak zawsze mieli majstrija.''

sobota, 18 lipca 2009
Zielona koszulka Reissa

Klamka zapadła, Piotr Reiss podpisał kontrakt z I-ligową Wartą. Sportowa postać numer 1 Poznania zostaje w swoim rodzinnym mieście, ale zmienia miejsce zatrudnienia. Napisałbym, że cała sprawa ma drugie dno, ale... tych den jest zdecydowanie więcej. Szkoda, że niektóre sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, wielu błędów można było uniknąć. Ale po kolei.

Nie wiem, czy w całej aferze korupcyjnej w polskiej piłce najciekawsze nie jest to, kto będzie kolejnym zatrzymanym, ale to, kto dobrowolnie zgłosił się do prokuratury. Na początku czerwca kapcie mi spadły, gdy przeczytałem niewinnie wyglądającą, schowaną gdzieś w środku numeru, notkę w Przeglądzie Sportowym. Dziennikarz opisywał, że pod dworcem we Wrocławiu zagadnął go jakiś facet, pytając o drogę do prokuratury. Przyjezdnym okazał się oczywiście piłkarz (ba! grajek czołowych polskich drużyn), który ze strachu czy ze skruchy, ale postanowił powiedzieć co wie. Ot, czort chciał, że trafił na dziennikarza sportowego. Ów personaliów sportowca nie ujawnił, ale pewne dane (pochodzący z Małopolski, obrońca, trzydziestokilkuletni, z grubo ponad setką gier w ekstraklasie) sprawiają, że po głębszym riserczu można się zorientować, o kogo chodzi (koniec dygresji).

To co najbardziej frapowało mnie w momencie, gdy z Reissa uczyniono R. (na życzenie zawodnika można używać całego nazwiska), to dlaczego sam nie zgłosił się do smutnych panów z Wrocławia. Zbigniewa W. zatrzymano na początku grudnia. Usłyszał trzy zarzuty. Prokuratura dała więc Reissowi całe dwa miesiące ''do namysłu'', czy aby na pewno nic o korupcji w Lechu nie słyszał. Bo jeśli jakieś torebki foliowe z biletami NBP chodziły, to szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, by wieloletni kapitan nic o tym nie wiedział. Reiss do prokuratury się nie zgłosił. Jeśli jest prawdą, że z chorobą polskiej piłki ma wspólnego tylko tyle, że partycypował w przyjęciu od Świtu premii za wygraną z Polkowicami, to i tak zrobił błąd, że tego nie wyśpiewał. Jeśli.

Lech zawiesił Reissa, a po wygaśnięciu nie przedłużył z nim kontraktu. Klub pokazał, że trzyma się zasad. Jeśli zżymam się na grę Adamskiego w Ruchu czy innych wywijasów, to - niestety - muszę przyklasnąć również wersji, że Reiss murawy profesjonalnego klubu nie powinien powąchać. Nawet jeśli serce boli, nawet jeśli Reiss to w Poznaniu legenda, a w pierwszym meczu Lecha, jaki widziałem na stadionie, strzelił dwa gole. Dura lex, sed lex: zarzuty = zawieszenie. A władze ''Kolejorza'' twierdzą, że zaraz po oczyszczeniu, widzą Reksia z powrotem w klubie. Tylko kiedy to będzie i czy szefostwo klubu będzie wówczas jeszcze we Wronkach..

Inną sprawą jest to, jacy ludzie w Lechu teraz tych zasad pilnują. Chłopcy-amikowcy, którzy Puchary Polski to wygrywali, ale chyba niestety na - hmm - licytacjach. Jak powiedział mój serdeczny przyjaciel, w ''Kolejorzu'' z moralnego punktu widzienia nie miał kto Reissowi pokazać drzwi. Z prawnego tak, bo nikt z władz Lecha zarzutów nie ma. Temu brakowi zarzutów na imię jest Przedawnienie: jak wiadomo kluby i piłkarze w Polsce dzielą się na tych, którzy czytali w porę dziennik ustaw i wiedzieli, kiedy trzeba przestać mataczyć przy meczach i na tych, którzy tego nie robili.

Ale najbardziej kibiców Lecha rozsierdził chyba styl pożegnania klubu z ich Kapitanem. Czy raczej absolutny brak stylu / pożegnania. Wielu marzyło się wejście Reissa na ostatnie minuty meczu z Cracovią, innym (mnie) wystarczyłoby pojawienie się go np. przed meczem na środku boiska. Nie mówię o kwiatach, portretach i innych odlewach z brązu, ale zwykłym daniu kibicom możliwości zobaczenia piłkarza na ich i jego stadionie, tak dla nich ważnego piłkarza. Na stronie internetowej nie znalazłem ćwierć zdania o tym, że klub nie przedłużył kontraktu, choć wpisów jest tam codziennie sporo, nawet o tym, że piłkarze bawili się w pasażerów i kanarów na zgrupowaniu... Był człowiek i nie ma człowieka. Nie wiem na ile prawdziwe są ploty o tym, że Reiss nie dostał medalu za trzecie miejsce w ekstraklasie, ale jeśli to prawda, to licho.

W tym momencie pojawia się Warta, cała na biało zielono! Jak dla mnie od początku rzekome rozmowy z innymi klubami (Gorzów Wlkp., nie no...) były obliczone na wzbudzenie zainteresowania mediów, ot by można pospekulować. Stopień wyżej zaszły sprawy z ŁKS-em, tam to naprawdę chłopaki chyba co dzień Reissa wypatrywali - a bo Kłos go zna, a bo Hajto go zna (nieoficjalnie Reiss na to krótko: - Ja mam wielu kolegów!). W każdym razie, podobno jeszcze dziś (wczoraj) liczono w Łodzi na przyjazd napastnika. To się nie doczekano, Adam Czerkas niepotrzebnie ze strachu wyjechał do Paralimni ;)

A Warcie Reiss spadł wręcz z nieba. I na odwrót. Dla obu stron to rozwiązanie świetne: piłkarz zostaje w swoim mieście, a klub zyskuje nie tylko grajka, ale też potencjał marketingowy. Z tym marketingiem wiąże się też drugi potencjalny prztyczek Warty dla Lecha. Działkę marketingową w zielonym klubie przejmie Piotr Matecki, któremu w styczniu podziękowano przy Bułgarskiej, a który reprezentuje interesy Reissa. ''Fakt'' by napisał: Banici z Lecha w Warcie!

Nie twierdzę oczywiście, że nagle w Poznaniu wybuchnie wartomania, albo, że ''Zieloni'' odbiorą Lechowi kibiców, ale na pewno ciut uwagi mediów i fanów, Warta uszczknie. Do tej pory, na sportowej mapie Poznania był Lech i długo, długo, długo, długo (...) długo nic. Może jedno ''długo'' z tego ciągu zmierzającego ku nieskończoności teraz zniknie.

Nie dziwię się Warcie, wobec niej wymagania - pod każdym względem - są dużo mniejsze, więc narzekania takich moralistów jak ja (tak - nie dziwię się i rozumiem Wartę, ale uważam, że postępuje niesłusznie) będą cichsze. Nie dziwię się Reissowi, w próbie ratowania wizerunku (z PR-owego punktu widzenia jest to wszystko strasznie ciekawe, polecam wywiad z wyborczowego ''Kolejorza'', zrobiony jakoś tydzień po zatrzymaniu) jego kolejne kroki są dobrze zaplanowane, widać tu rękę fachmanów w tej dziedzinie (strona internetowa to istna perełka, można zobaczyć nawet od groma reissowych goli). ''Ogródek'' przy Drodze Dębińskiej na pewno wypełni się większą liczbą ludzi i choć (dzięki Bogu!) w Poznaniu nie ma ''kosy'' między fanami Warty i Lecha, to jakaś mała bariera jednak jest. W końcu ''Kolejorz'' jest hołubiony przez miasto i - od pewnego momentu - sponsorów, a Warta niekoniecznie. Ot, ubogi zielony krewny po prostu, do którego młodszy, ale bohatszy ''kuzyn'' odnosił się wręcz z lekceważeniem. Lekceważeniem, czy wręcz złośliwością - jak wtedy, gdy ''Kolejorz'' wystawił przeciw Warcie walczącej o awans, częściowo pierwszy skład w miejsce nominalnych rezerw. Pewnie ta bariera (że dla kibiców Lech pójść na Wartę, to nie będzie już obciach) pójdzie precz dzięki Reissowi.

To wszystko nie zmienia faktu, że Reiss w koszulce Lecha (napisałem to właśnie z przyzwyczajenia, jak pragnę zdrowia), że Reiss w koszulce Warty będzie wyglądał po prostu... dziwnie. Może nie tak dziwnie jak na fankarcie Greuther Furth :)

ale jednak dziwnie. W każdym razie, na konferencję Reiss przyszedł w koszuli niebieskiej.

PS A nowe, ciemnozieloniutkie koszulki Warty naprawdę ładniutkie.

wtorek, 14 lipca 2009
Pocztówka z wakacji: LKS Piast Chociwel

W weekend miałem przyjemność gościć w Chociwlu, niecałe 30 km od Stargardu Szczecińskiego. Wycieczka była nader udana, dobry obyczaj nakazuje więc poza podziękowaniem (co już uczyniłem), rozsławić ciut strony, w których mnie tak pięknie przyjęto.

Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym w ramach zwiedzania miasteczka, nie kazał się zawlec na obiekt miejscowego klubu piłkarskiego. W końcu, po obejrzeniu the best of Chociwel (kościół gotycki, jezioro, kompleks handlowy Fala I i Fala II...) moim oczom ukazał się ''Stadion Miejski'', na którym swoje mecze rozgrywa Ludowy Klub Sportowy Piast Chociwel. W boisku Piasta najfajniejsze jest położenie wśród drzew. Trybuny - podobno - mieszczą tysiąc osób (700 krzesełek).

Więcej zdjęć boiska można zobaczyć w galerii na stronie klubowej i na youtube (zapowiedź spotkania ze Stalą Szczecin).

Historia Piasta nie zawiera nazbyt wielu niesamowitych momentów. Ot, spokojny klubik, dzielnie zmagający się z biedą jak wiele innych w Polsce (cyt. za oficjalną stroną za Gazetą Chociwelską):

Jako początek życia sportowego i kultury fizycznej w Chociwlu uznaje się 1948 r., ponieważ wówczas powstał u nas Ludowy Klub Sportowy "Piast", nad którym patronat przejęła Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska". (...) Boisko zostało zbudowane w czynie społecznym przez mieszkańców naszego miasta, dzięki pomocy finansowej Rady Wojewódzkiej Wychowania Fizycznego. Udział w rozgrywkach nasza drużyna rozpoczęła od najniższej klasy "C", jednak już po pierwszym roku swoich osiągnięć uzyskała awans do klasy "B" ligi okręgowej. (...)

W 1952 r. poza dotychczasową sekcją piłki nożnej, utworzono również sekcję bokserską, lekkoatletyczną, piłki siatkowej oraz tenisa stołowego (...) W 1953 r. dzięki pomocy ze stron władz powiatu i województwa zbudowano stadion, który miał boisko, widownię oraz urządzenia lekkoatletyczne.

W 1956 r. po reorganizacji POM rozpoczęły się problemy finansowe w klubie, (...) pozostała tylko jedna sekcja piłki nożnej. Można było spotkać się z sytuacją, gdy sami zawodnicy lub członkowie zarządu z własnych środków płacili wynagrodzenia sędziom za ich udział w rozgrywkach. Stan taki poprawił się w 1960 r., niestety nie trwało to zbyt długo - do 1962 r. Wówczas nastał szczególnie trudny okres, w którym wyposażenie w sprzęt było bardzo ubogie. Klub miał jedynie 13 par butów dla piłkarzy, w których juniorzy i seniorzy grali na zmianę. Dochody z imprez były skromne. (...)

W 1972 r. sportowcy uzyskali boisko treningowe, którego budową zajął się Powiatowy Ośrodek Sportu, turystyki i Wypoczynku. W kolejnych latach zostało ono ogrodzone, postawiono nowy pawilon - szatnię, zwiększono liczbę ławek na widowni, zbudowano płytę taneczną. Działania te pozwoliły na prowadzenie na naszym stadionie wielu imprez sportowych, turniejów, dożynek i innych festynów czego doświadczamy do dziś. (...)

W 2002 r. doszło do zawarcia umowy o połączeniu klubów PIAST Chociwel i PŁOMIEŃ Lisowo, czego efektem było rozpoczęcie rozgrywek ligowych przez powstały PIAST II Lisowo w klasie"A". (...)

Moje największe ''ale'' do klubu z Chociwla, to identyczny herb, jak herb miasta. Czyli de facto brak herbu, logo klubowego. Chyba, że byłem tak zajęty robotą, że nie zauważyłem.

Miniony sezon ułożył się dziwnie dla Piasta. Po pierwszej rundzie zajmował on 10. miejsce w grupie szczecińskiej nowej IV ligi. Jednak słabiutka runda rewanżowa sprawiła, że zespół skończył rozgrywki jako przedostatni w tabeli - zaledwie jeden punkt nad Orłem Wałcz, który spadł klasę niżej. W Chociwlu dwa razy w minionym sezonie piłka wpadała do siatki aż sześć razy. Przegrany 1:5 mecz z Choszcznem na pewno nie jest jednak powodem do dumy, ale za taki może uchodzić remis 3:3 ze zwycięzcą rozgrywek - Energetykiem Gryfino. Te wahania formy mogą być skutkiem bardzo młodej kadry Piasta - prawie wszyscy chłopacy mają mniej niż 25 lat.

A jak bywało drzewiej, dajmy na to, w ostatnich piętnastu sezonach? Źródła internetowe są nader skromne (poza 90minut, oczywiście), więc musiałem sięgnąć po wielkiej mocy Encyklopedie Piłkarskie FUJI:

1993/94 - awans do IV ligi grupy Szczecin / Koszalin makroregionu Wielkopolski (obok Pomorzanina Nowogard)
1994/95 - 4. miejsce w IV lidze grupy Szczecin / Koszalin (takich grup było wówczas 25) ; 40 pkt w 34 meczach, bardzo dobry wynik beniaminka, trzeci w tabeli Światowid Łobez miał tyle samo punktów ; na czele tabeli Stal Stocznia Szczecin (awans do III ligi) przed Hutnikiem Szczecin
1995/96 - 12. miejsce w IV lidze grupy Szczecin (w sumie 27 grup) ; tuż nad strefą spadkową, 35 pkt w 30 meczach, dwa więcej niż 13-ta Odra Chojna, która spadła do V ligi
1996/97 - ostatnie, 16. miejsce i spadek do V ligi razem z aż ośmioma innymi zespołami, bardzo wyrównana stawka - Piast w 30 meczach 31 pkt, ''bezpieczny'' WODR Barzkowice tylko 38 pkt
1997/98 - brak danych / brak awansu do IV ligi
1998/99 - 5. miejsce w V lidze grupie Szczecin, 49 pkt w 30 meczach
1999/2000 - 16. miejsce (ostatnie) w V lidze Szczecin ; 23 pkt w 30 meczach ; brak spadku - reorganizacja rozgrywek ; awans do IV ligi: Ina Goleniów
2000/01 - 5. miejsce w klasie okręgowej Szczecin II (V liga) - 40 pkt w 26 meczach, awans Zorzy Dobrzany
2001/02 - 4. miejsce w klasie okręgowej Szczecin I (V liga) - 49 pkt w 28 meczach, awans Meridy 1879 Trzebiatów
2002/03 - 8. [FUJI] / 7. [90min] miejsce w klasie okręgowej Szczecin I (V liga) - 46 pkt w 30 meczach; najwyższe zwycięstwo: 7:0 z Bizonem Cerkwica (dom); najwyższa porażka: 2:5 z Koroną Stuchowo (wyjazd) | V runda PP 1:6 z Zorzą Dobrzany
2003/04 - 3. miejsce w klasie okręgowej Szczecin II [FUJI]/I [90min]? (V liga) - 49 pkt w 30 meczach ; najwyższe zwycięstwo: 6:0 z Jeziorakiem Załom (Szczecin) (dom) ; najwyższa porażka: 0:3 z Mewą Resko, Orłem Rega-Merida II Mrzeżyno (wyjazdy) | I runda PP
2004/05 - 4. miejsce w klasie okręgowej Szczecin I (V liga) - 51 pkt w 30 meczach; najwyższe zwycięstwo: 4:0 z Wichrem Brojce (dom); najwyższa porażka: 1:6 ze Świtem Skolwin (Szczecin) (wyjazd) | III runda PP
2005/06 - 1. miejsce w klasie okręgowej Szczecin I (V liga) - 71 pkt w 30 meczach ; najwyższe zwycięstwo: 7:0 z Rybakiem Trzebież (dom); najwyższa (jedyna) porażka: 1:2 ze Świtem Skolwin (Szczecin) (dom) | V runda PP - 3:5 z Iną Goleniów
2006/07 - 9. miejsce w V lidze Szczecin - 38 pkt w 30 meczach ; najwyższe zwycięstwo: 8:1 z Zorzą Dobrzany (wyjazd) ; najwyższa porażka: 0:5 z Piastem Choszczno (wyjazd) | II runda PP
2007/08 - 3. miejsce w V lidze Szczecin za Hutnikiem Szczecin i Vinetą Wolin - 58 pkt w 30 meczach co dało możliwość gry w kolejnym sezonie w ''nowej'' IV lidze ; najwyższe zwycięstwo: 5:1 z Pomorzaninem Nowogard (dom) ; najwyższa porażka: 1:4 z Kluczevią Stargard Szczeciński | ćwierćfinał (VI runda) Pucharu Polski na szczeblu regionalnym - porażka z Błękitnymi 0:3
2008/09 - 15. miejsce w ''nowej'' IV lidze ; najwyższe zwycięstwo: 4:0 z Orłem Wałcz (dom) ; najwyższa porażka: 0:5 z Piastem Choszczno (wyjazd)

Wśród najbardziej znanych piłkarzy występujących kiedyś w Chociwlu, 90minut.pl wymienia Roberta Gajdę, Przemysława Rembisza (jeden mecz w III lidze dla Polic) i Marka Ufnala (bramkarz, 4 sezony w Błękitnych). O Gajdzie, wychowanku Piasta i obecnym grającym trenerze Błękitnych, można śmiało powiedzieć, że dla klubu ze Stargardu Szczecińskiego to bardzo ważna postać.

Gajda grał dla Błękitnych w II lidze (przed wycofaniem zespołu z rozgrywek) i w szesnastu meczach trafił trzy razy do bramki świetnych rywali: Radomska, Zagłębia i Cracovii. Napastnik biegał z ''dychą'' na plecach m.in. w meczu z chorzowskim Ruchem:

Dziś asystentem Gajdy w Błękitnych (również grającym) jest Łukasz Woźniak, który dzięki niecałej godzinie gry w meczu z Ruchem, może chwalić się tytułem mistrza Polski zdobytym z Polonią Warszawa.

Znakomicie rokują dwaj chłopacy związani z tymi stronami.

Adrian Krysian (rocznik 1990) ze Stargardu Szczecińskiego jest pomocnikiem

i właśnie zdobył mistrzostwo Polski juniorów starszych. Ma dojechać do seniorów Zagłębia na obóz przygotowawczy.

Z samego Chociwla pochodzi za to Wojciech Lisowski (rocznik 1992). Obrońcę, którego jeden z tubylców określił jako ''taki Rafael Marquez'', powołuje do polskiej kadry juniorów Dariusz Wójtowicz. Lisowski gra w ''Młodych Wilkach'' Legii i właśnie zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów młodszych

Zobaczymy, co z nich wyrośnie. A do Chociwla mam nadzieję jeszcze kiedyś zawitać. Może akurat przypadkiem Piast będzie grał...

Jako początek życia sportowego i kultury fizycznej w Chociwlu uznaje się 1948r., ponieważ wówczas powstał u nas Ludowy Klub Sportowy "Piast", nad którym patronat przejęła Gminna Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska". Animatorami tego wydarzenia byli: Włodzimierz Bebkiewicz, Michał Dziabko, Roman Krawczyk i Kazimierz Mąka i to właśnie oni weszli w skład utworzonego wówczas zarządu. Boisko zostało zbudowane w czynie społecznym przez mieszkańców naszego miasta, dzięki pomocy finansowej Rady Wojewódzkiej Wychowania Fizycznego. Udział w rozgrywkach nasza drużyna rozpoczęła od najniższej klasy "C", jednak już po pierwszym roku swoich osiągnięć uzyskała awans do klasy "B" ligi okręgowej.

W 1952r. poza dotychczasową sekcją piłki nożnej, utworzono również sekcję bokserską, lekkoatletycz
piątek, 10 lipca 2009
Kochać gwiazdy

Ciekawym zrządzeniem losu, zbiegły się w czasie dwa wyjątkowo interesujące pod względem sportowo-kulturowym wydarzenia. Z jednej strony był to pogrzeb Michaela Jacksona.

Pożegnanie Króla Popu dalece odstawało od wszystkich innych możliwych pogrzebów. Miliony płaczących Amerykanów, losowanie wejściówek na pogrzeb, złota trumna (ciśnie mi się na usta złośliwy komentarz) występy artystyczne, relacje  na żywo stacji z całego świata.  Oprawy uroczystości oraz towarzyszących jej występów mogliby pozazdrościć najznamienitsi - znani przecież z zamiłowania pogrzebów - Sarmaci.

To był pogrzeb jednej z ostatnich prawdziwych gwiazd współczesnej kultury - trzymając się pewnych rozróżnień dokonywanych przez kulturoznawców - gwiazdy prawdziwej. Jej cecha charakterytyczna to dystans dzielący ją od fanów. Gwiazda jest daleka, niedostępna, świecąca gdzieś na firnamencie, można ją oglądać/ słuchać i podziwiać, ale nie można się do niej zbliżyć i jej dotknąć. Takimi gwiazdami byli Elvis Presley i Marylin Monroe. Obecnie takimi gwiazdami pozostała garstka ikon popkultury - Madonna, Bono, może jeszcze kilka postaci. Oglądając strzępy relacji z pogrzebu Jacksona utwierdziłem się w przekonaniu, że dla części osób (mam nieodparte wrażenie, że dotyczy to przede wszystkim USA) kult gwiazd zastępuję kult religijny (jak pisze o tym na swoim blogu kolega Piotr Siuda). Wraz z odejściem Michaela upadło więc pewne wyznanie. Na szczęście z miejsca pojawiło się inne.

Krótko po uroczystościach pogrzebowych zobaczyłem jak wyglądało przywitanie i prezentacja nowego króla Madrytu.

Show, który został przygotowany z okazji przybycia CR9 do Madrytu pokazał, że mamy do czynienia z kimś więcej niż tylko bajecznie kopiącym piłkę zawodnikiem - tutaj mówimy o prawidziwej gwieździe. Nie takiej  (jeszcze?) jak Elvis czy Jackson, ale tylko o nieco mniejszym formacie. Niech wskaźnikiem skali jego kulturowego fenomenu będzie garść faktów:

- Kosztował Królewskich 93 mln euro - nigdy wcześniej żaden piłkarz tyle nie kosztował (zdetronizowany Zidane wyceniony był na 73 mln euro). Kwota ta jest na tyle astronomiczna, że tu i ówdzie dały się słyszeć wypowiedzi o moralności i niemoralności tego transferu. W tym całym zgiełku najbardziej interesujący wydał mi się głos nowego-starego prezydenta Realu - Florentino Pereza. Komentując on kwotę wyłożoną za Cristiano powiedział mniej więcej coś takiego: "Szanowni państwo, proszę wreszcie zrozumieć, że działamy w biznesie rozrywkowym! Czy kogoś dziwi , że Tom Cruise otrzymuje 80 mln dolarów za jeden film?". To stwierdzenie wprowadza CR9 właśnie na poziom show-biznesu, i to takiego z najwyższej półki. Prawdziwa gwiazda nie kopie sobie ot tak piłki. Prawdziwą gwiazdą może być tylko artysta.

- Ponad 80 tysięcy ludzi przybyło na Santiago Bernabeu zobaczyć jak Cristiano wychodzi z tunelu, idzie na scenę, macha rękami, mówi kilka słów, macha rękami i wraca do tunelu. Choć stwierdzenie, że kibice tylko "oglądali" CR9 przekłamuje nieco rzeczywistość. Część z nich chciała bowiem go dotknąć, pogłaskać, powąchać, przytulić, nie wiem co jeszcze. Słowem, chciała się do niego zbliżyć. Ale nie dla psa kiełbasa.

Ten obrazek pokazuje jak bardzo odległą postacią dla fanów jest portugalski piłkarz. Kibice mogą go oklaskiwać, oglądać z daleka i wieszać nad łóżkiem jego plakaty, ale on zawsze będzie dla nich o jedną galaktykę za daleko. Jak bardzo stoi to w kontrze do dzisiejszej kultury celebrytów, którzy robią wszystko byle tylko się przypodobać fanom - permanentnie się z nimi komunikują (Facebook! Twitter!), spotykają się z nimi w sytuacjach partnerskich a nawet pozwalają kierować swoim życiem (np. planować swoje trasy koncertowe i grane na nich utwory, radzić się w kwestii zerwania z narzeczonym itp.). Równocześnie galaktyczny futbolista pozostaje daleko od kategorii idoli - kulturowych ikon w stylu Boba Marleya: zaangażowanych w pewne społecznie istotne sprawy, posiadających wyrazisty światopogląd i idący za nim styl życia. CR9 przy tym całym towarzystwie stanowi gwiazdę rasową, prawdziwą, boską w tym co robi, ale też nie spoglądającą zbyt uważnie pod nogi (czytaj: na fanów).

- Koszulki z numerem 9 i nazwiskiem Cristiano wyprzedały się na pniu. Jak skrzętnie policzono, w ciągu minuty przedano 15 sztuk (każda po 85 euro [sic!]). Chcesz być jak gwiazda, którą uwielbiasz? Nie ma prostszego rozwiązania niż kupić sobie koszulkę w której on chodzi.

Jakiś czas temu pisałem, że sportowi celebryci wymykają się klasycznym kategoriom popkulturowym (jeśli ktoś jest zainteresowany, to odsyłam tutaj). Analizując przypadek Beckhama wskazywałem, że balansują oni gdzieś pomiędzy show-biznesem a sportem. Obecna sytuacja CR9 w moim odczuciu coraz silniej przechyla się w stronę gwiazdorstwa. Czy Portugalczyk zostanie więc nowym Elvisem?

P.

 
1 , 2