Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 28 lipca 2017
Sensacje XXI wieku: 10 polskich goli w pucharach w ostatniej minucie

Rafał Murawski - Lech Poznań - Austria WiedeńGol w ostatniej minucie, gol w doliczonym czasie - sól futbolu. W przypadku Arki Gdynia i Rafała Siemaszki musi smakować szczególnie, przecież - podobnie jak w finale Pucharu Polski z Lechem Poznań, który miałem wątpliwą przyjemność oglądać na Stadionie Narodowym - w meczu z Duńczykami mieli nie mieć szans.

Przez lata skojarzenie było jedno: to polskie drużyny tracą gola 90. minucie albo w doliczonym czasie gry, same strzelają może raz na dekadę. Faktem jest, że gol Roberta Lewandowskiego na 2:2 w wyjazdowym meczu ze Szkocją w eliminacjach Euro 2016 był bodaj pierwszym tego rodzaju (że w doliczonym, i że zmienił on wynik) w historii (!) występów Polaków o punkty, a naszym to albo jakiś Szwed, albo Odonkor do spółki z Neuvillem, albo inny Vastić wcisnął.

Ale w meczach klubowych tak źle nie było, czego dowodem niech będzie tych 10 goli z XXI wieku. Każdy z tych goli w 90. minucie (lub w doliczonym czasie gry) dał polskiemu klubowi wygraną lub awans, ewentualnie remis. Jest nawet jeden gol... zagranicznego klubu - jeden z moich ulubionych, zresztą, m.in. za sprawą komentarza Przemysława Pełki. Po prostu: przeżyjmy to jeszcze raz.

Rafał Siemaszko - Arka Gdynia - FC Midtjylland - gol na 3:2 i na wagę zwycięstwa w 90.+2 - 27.07.2017

Michał Kucharczyk - Legia Warszawa - Dundalk - gol na 1:1 i utrzymanie awansu w 90.+4 - 23.08.2016

Łukasz Surma - Esbjerg - Ruch Chorzów - gol na 2:2 i na wagę awansu w 90.+5 (I mecz 0:0) - 7.08.2014

Miroslav Radović - Legia Warszawa - St. Patrick's - gol na 1:1 i na wagę remisu w I meczu - 16.07.2014

Baye Djibi Fall - Fulham - Odense - gol na 2:2 i na wagę awansu Wisły Kraków z grupy w 90.+3 - 14.12.2011

(wersja dłuższa, z akcją Orlando Sa po drugiej stronie boiska w 90.+3)


Baye Djibi Fall - Fulham - Odense 2:2 + Wisła... przez numer10

(wersja krótka)

(radość Wisły Kraków po meczu z Twente Enschede)

Janusz Gol - Spartak Moskwa - Legia Warszawa - gol na 2:3 i na wagę awansu w 90.+2 - 25.08.2011

Artjoms Rudnevs - Juventus - Lech Poznań - gol na 3:3 i na wagę remisu w 90.+2 - 16.09.2010

Sławomir Peszko - Lech Poznań - Club Brugge - gol na 1:0 i na wagę zwycięstwa w I meczu w 90.+3 - 20.08.2009

Rafał Murawski - Lech Poznań - Austria Wiedeń - gol na 4:2 i na wagę awansu w 120.+1 - 2.10.2008

Nikola Mijailović - Iraklis Saloniki - Wisła Kraków - gol na 0:1 i na wagę dogrywki w 90.+3 - 28.09.2006

B.

Zobacz też: Sprawdź, jaki był mecz, gdy się urodziłeś (lub w dowolnej innej dacie)

wtorek, 25 lipca 2017
Sprawdź, jaki był mecz, gdy się urodziłeś. Lech Poznań - Plastika Nitra, czyli Intertoto w Śremie

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 - Adrian Szczepański

Piłka nożna doskonale ułatwia zapamiętywanie dat wydarzeń zarówno osobistych, jak i całkiem globalnych - pisał o tym Wojciech Kuczok, pisaliśmy też sami na naszym blogu. Gdyby kiedyś dotknęła mnie wybiórcza amnezja i musiałbym sprawdzić, którego dnia i o której godzinie urodził się mój syn, szukałbym meczu Zagłębie Lubin - Piast Gliwice, kończącego rundę jesienną. Kiedy było wesele kuzyna? Wtedy, gdy był mecz Polska - Słowenia. Kiedy była ustna matura z polskiego? Wtedy, gdy był finał FC Barcelona - Arsenal. Kiedy w domu pierwszy raz został odpalony magnetowid? W dniu meczu Turcja - Chorwacja na Euro 1996. Kiedy doszło do zamachu w Paryżu? W dniu meczu Polska - Islandia. Jasne i proste.

Najważniejszym z wydarzeń, którego człowiek nie jest w stanie pamiętać - i to nie dlatego, że był nietrzeźwy - jest moment jego narodzin. Tak się akurat składa, że parę dni temu - 23 lipca - miałem przyjemność odwiedzić Śrem (polecam Cafe Ole i Pumpenplatz!), moje urodziny przypadają 24 lipca, a 25 lipca - właśnie 1987 roku, w pierwszej dobie mojego życia - doszło na śremskim stadionie (wtedy nazywanym XV-lecia PRL) do spotkania z udziałem Lecha Poznań.

To był mecz tyleż nieważny, co niepowtarzalny. Po pierwsze - nieistniejący już Puchar Intertoto, nazywany słusznie Pucharem Lata, bo emocje w nim były właśnie letnie. Po drugie - Kolejorz podejmował Plastikę Nitra, drużynę reprezentującą nieistniejącą już Czechosłowację. Po trzecie - no właśnie, mecz odbył się w Śremie. Lech w - mimo wszystko - oficjalnych meczach, robił sobie tournee po Wielkopolsce, bo wcześniej przegrane 0:1 spotkanie z Lyngby rozegrał w Szamotułach. Próba w Śremie była dużo bardziej udana, nie tylko ze względu na wynik - wygraną 3:0 - ale też otoczkę i atmosferę na trybunach. 

„Pomysł z organizacją meczu w Śremie był dobry. Z jednej strony zaprezentowano się nowej widowni, z drugiej okazano zaufanie miejscowym działaczom Klubu Kibica Lecha, którzy wywiązali się z zadania bez zarzutu” - pisał Wojciech Michalski w Expressie Poznańskim.

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 Śrem - Jarosław Araszkiewicz

„Mecz w Śremie odbył się w ramach 65-lecia obchodów kolejowego klubu” - to już Jan Rędzioch w książce „Lech Poznań w europejskich pucharach”. I dalej: „Obserwatorzy byli świadkami przebudzenia poznańskich piłkarzy. Lechici łatwo wygrali 3:0, odbierając tym samym Słowakom szansę na wygranie grupy. Akcje poznańskich piłkarzy były szybkie i pomysłowe. Gdyby grali tak od początku grupowej rywalizacji, ich końcowe zwycięstwo byłoby pewne. Na nic zdała się dzielna postawa bramkarza gości, Petera Palucha, który trzy lata później na mundialu we Włoszech pełnił trzeciego bramkarza. Wodzirejem był syn dawnego piłkarza Polonii Bydgoszcz, ŁKS i Odry Opole i reprezentacji Polski, Henryka Szczepańskiego - Adrian.”

Jan Rędzioch podał, że sześciotysięczny stadionik w Śremie wypełnił się 5 tys. widzów. Redaktor Michalski w notce „Posprzątają” nie zostawił suchej nitki na kibicach z Poznania, którzy stanowili mniejszość na tle tubylców. Niestety - wyróżniającą się: „Przybyła też do Śremu skromna grupka kibiców z Poznania. Szaliki, flagi, inne akcesoria mające świadczyć, że i oni są kibicami Lecha. Zostawili po sobie na stadionie w Śremie okropny bałagan. Rzucali w górę podarte papiery, powodując, że uroczy obiekt wyglądał po prostu po meczu zaśmiecony. No nic, ci prawdziwi kibice ze Śremu, posprzątają”.

Jan Rędzioch piłkarzem meczu wybrał Adriana Szczepańskiego, a Wojciech Michalski wyróżnił przede wszystkim Zbigniewa Pleśnierowicza („wygrał pojedynek, kilka razy bronił z dużym wyczuciem, a trzeba przyznać, że goście strzałowo byli nieźle usposobieni”), a także Piotra Skrobowskiego („grał pierwsze skrzypce”), „pożytecznego” Henryka Miłoszewicza i „aktywnego” Adriana Szczepańskiego.

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 Śrem - Krzysztof Pawlak i Zbigniew Pleśnierowicz

Lech Poznań - Plastika Nitra 3:0 (1:0)

Gole:

1:0 Henryk Miłoszewicz (32. lub 33. minuta, „po profesorsku, lekkim, spokojnym i precyzyjnym strzałem zakończona akcja Kruszczyńskiego i Pachelskiego)

2:0 Adrian Szczepański (74. lub 76. minuta, po solowej akcji),

3:0 Jerzy Kruszczyński (87. minuta, dobitka po akcji Araszkiewicza i strzale Pachelskiego w poprzeczkę).

Lech Poznań: Zbigniew Pleśnierowicz - Krzysztof Pawlak, Leszek Partyński, Piotr Skrobowski, Marek Rzepka (37. Marek Czerniawski), Dariusz Kofnyt, Henryk Miłoszewicz, Bogusław Pachelski, Jarosław Araszkiewicz, Adrian Szczepański, Jerzy Kruszczyński. Trener: Bronisław Waligóra

Plastika Nitra: Paluch - Chatrnúch, Lednicky, Mikuš, Czuczor (61. Molnar), Mihok, Harbulak, Borko, Jež, Gajdoš, Dekyš

***

24.07.1987

24 lipca 1987 r. to był piątek, udało mi się dotrzeć tylko do tego, że swoje mecze rozegrała wtedy liga austriacka. O dwóch polskich wątkach muszę wspomnieć:

- Grazer AK wygrał 3:2 z Austrią Klagenfurt, a jego trenerem był wtedy późniejszy szkoleniowiec Lecha, Adi Pinter;

Adolf Adi Pinter trener Lech Poznań

- w derbach Linzu Voest zremisował 1:1 z LASK, którego barw bronił opiewany na tym blogu w tekście o Zawiszy, Adam Kensy.

Marek Ostrowski Mariusz-Kuras i Adam-Kensy

Dużo więcej działo się we wspomnianą sobotę 25 lipca - swój mecz z Hammarby w Pucharze Intertoto wygrała 3:0 Pogoń Szczecin, a w lidze francuskiej gole strzelali m.in. Eric Cantona dla Auxerre, Jean-Pierre Papin dla Olympique Marsylia, a Roger Milla, Safet Susić i Laureant Blanc w batach Montpellier - PSG 4:1

Jak sprawdzić, jakie mecze odbywały się danego dnia (np. w dniu, kiedy się rodziliśmy)?

Można skorzystać z kilku stron (choć żadna z nich nie jest idealna), zmieniając odpowiednio datę na końcu adresu:

- Transfermarkt ma największy porządek w datach, w dodatku można korzystać z kalendarza po prawej stronie,

- Worldfootball.net, o ile ma jakiś mecz w swojej bazie, najczęściej podaje pełne składy i strzelców (tu jest też osobny formularz do wpisania interesującej nas daty),

- Soccerway to dobre źródło, ale dopiero dla dat od połowy lat 90.

Wyszukiwanie dla meczów polskiej ligi we wszystkich trzech przypadkach działa jednak w ograniczonym zakresie. Wiem, że są w Polsce osoby (nie jedna i nie dwie), które dysponują bazą naszych ligowych meczów tak uporządkowaną, że wyszukanie spotkań z danego dnia nie jest żadnym problemem. Może kiedyś się nimi podzielą?

Daty urodzin wybranych piłkarzy i mecze rozegrane tego dnia 

Robert Lewandowski

- ur. 21.08.1988 - w lidze holenderskiej Feyenoord - PSV Eindhoven 2:2 (grał Włodzimierz Smolarek), w Pucharze Włoch AC Milan - Licata 2:0 (Donadoni i Virdis z golami), w 2. Bundeslidze Osnabruck - Freiburg 0:4 (dwa gole zdobył Marek Majka, ex-Górnik Zabrze, wychowanek Piasta Gliwice)

Cristiano Ronaldo

- ur. 5.02.1985 - w Pucharze Niemiec Hertha Berlin - Bayer Leverkusen 0:4 (Rudolf Wojtowicz w składzie), w meczach towarzyskich Irlandia - Włochy 1:2 (gole: Rossi, Altobelli) i Bułgaria - Szwajcaria 1:0.

 

Leo Messi

- ur. 24.06.1987 - baraż o 1. Bundesligę FC St. Pauli - FC Homburg 2:1 (gol Wójcickiego i gra Buncola dla przegranych)

Ze Roberto

- ur. 6.07.1974 - urodzony w dniu, w którym Brazylia przegrała z Polską mecz o trzecie miejsce na mundialu w RFN - pisał nawet tym w przedmowie do polskiego wydania książki "Wymarzone podanie od życia. Z Bogiem na lewym skrzydle"

Ze Roberto - książka Wymarzone podanie od życia. Z Bogiem na lewym skrzydle

Hernanes

- ur. 29.05.1985 - 30 lat po tym, jak urodził się w dniu finału Pucharu Mistrzów Juventus - Liverpool 1:0 (i tragedii na Heysel), został piłkarzem Juve

Kevin Trapp

- ur. 8.07.1990 - niemiecki bramkarz urodził się w dniu triumfu RFN na włoskim Mondiale - finał RFN - Argentyna 1:0

Joel Campbell

- ur. 26.06.1992 - finał Euro 1992 Dania - RFN 2:0

Anderson Cueto

- ur. 24.05.1989 - finał Pucharu Mistrzów Steaua - AC Milan 0:4 (po dwa gole Gullit i van Basten)

Gervinho

- ur. 27.05.1987 - finał Pucharu Mistrzów FC Porto - Bayern 2:1 z Józefem Młynarczykiem w bramce

Gokhan Inler

- ur. 27.06.1984 - finał Euro 1984 Francja - Hiszpania 2:0

 

B.

 

Orły bez orzełka (cz. 7). Piłkarze urodzeni w latach 80-tych i później

Z większością niedoszłych reprezentantów, którzy urodzili się w latach osiemdziesiątych i później, jest taka zasada. Coś faktycznie musiało być z nimi nie tak, bo za czasów Beenhakkera i Fornalika w kadrze (choć głównie w meczach towarzyskich) grali niemal wszyscy ci, którzy wykonali w lidze dwa proste kopnięcia. Taki czas, dopiero za Nawałki sytuacja się zmieniła, choć i obecny selekcjoner zaczął od ostrego czesania zasobów.

Zacznijmy jednak od czasów nieco odleglejszych, czyli pierwszej dekady XXI wieku. Wtedy jeszcze bardzo trudno było przebić się do zespołu biało-czerwonych prowadzonego przez Jerzego Engela, a później Pawła Janasa. Nie udało się to zawodnikom, którzy byli solidnymi ligowcami, ale nie na tyle, żeby zagrać z orzełkiem na piersi.

Krzysztof Gajtkowski

Ur. 1980 - świetne lata 2001-2003, wielkie odkrycie w GKS Katowice, potem - z lekkim opóźnieniem - solidna gra w Lechu; jego ligowy bilans to 200-48

Zbigniew Zakrzewski

Ur. 1981 - popularny Zaki zawsze był w cieniu zdolniejszych kolegów, choć chłop orał jak dzik i stosunkowo dużo strzelał; 128-34

Aleksander Kwiek 

Ur. 1983 - wielki zadziora, wieloletni reprezentant młodzieżówek, jako młokos już grał w mistrzowskiej Wiśle; potem tu i ówdzie; 271-22

Adam Banaś 

Ur. 1982 - podpora defensywy Piasta i Zagłębia, kapitan i ostoja spadkowego Górnika; bramkostrzelny obrońca; 121-10

*

W gronie ligowców mamy także ogromne talenty, z których jednak po jednym-dwóch sezonach schodziło powietrze. To choćby Damian Nawrocik (świetne lata 2003-2005 w Lechu; 95-14), Dawid Jarka (mając 21 lat strzelił 11 goli dla Górnika w sezonie 2007/2008), Marcin Klatt (mocne wejście do Legii, potem już rozdrabnianie; 31-4), Kamil Oziemczuk (błyskawiczna kariera - świetna gra dla Górnika Łęczna, szybki transfer do Auxerre i... koniec poważnego grania; 17-3) czy Mariusz Zganiacz (nawet Wojciech Kowalczyk był pod wrażeniem jego talentu i pod wrażeniem tego, jaki z niego treningowy obibok; długo w Legii, potem niezły czas w Koronie; 177-12).

*

Sebastian Szałachowski

Osobne słowo należy się Sebastianowi Szałachowskiemu (ur. 1984). To kluczowy zawodnik Górnika Łęczna w sezonie 2004/2005 i jeden z najlepszych zawodników mistrzowskiej Legii Warszawa 2006. Przy Łazienkowskiej spędził sześć lat, ale permanentnie dokuczały mu kontuzje. Błysnął jeszcze w ŁKS, potem wrócił na Lubelszczyznę. Jego bilans w ekstraklasie to 170-31, strzelił też pięć goli w europejskich pucharach (trafiał do bramki Gomel x 2, FC Zurich i Olimpii Rustawi x 2). Leo Beenhakker powołał go nawet - w trybie awaryjnym - na pamiętny wyjazdowy mecz z Belgią (1:0) w el. MŚ 2006, ale Szałachowski przesiedział go na ławce.

Paweł Strąk

Na ławce w meczu kadry siedział także Paweł Strąk. Zbigniew Boniek zdążył go jeszcze powołać na spotkanie z Danią (0:2) w 2002 roku. Strąk ma na koncie wicemistrzostwo Europy U-16 1999 i występy w świetnej drużynie Wisły prowadzonej przez Henryka Kasperczaka. Był dwudziestolatkiem, gdy wywalczył mistrzostwo Polski, a potem mierzył się z Parmą, Schalke i Lazio. Potem w Bełchatowie, Zagłębiu, Górniku i Zawiszy. Pod koniec kariery znany głównie z tego, że mocno się zaokrąglił. Wszyscy liczyli na więcej.

*

Tradycyjnie mamy cały zastęp zawodników, którzy ze zdolnego juniora nie stali się (przesadnie) zdolnymi seniorami.

Głupota i chuligańskie zapędy zgubiły Kamila Kuzerę. Później odrodził się w Koronie Kielce, ale było już za późno na kadrę.

Piekielnie zdolnemu Sebastianowi Olszarowi w kluczowym momencie kariery los zgotował tragedię rodzinną, a później często dręczył kontuzjami. Niedawno został radnym w Świnoujściu. Wielu kibiców czekało także na eksplozję formy polskiego Overmarsa - Radosława Wróblewskiego. Nigdy jednak ona nie nastąpiła, a zdolny skrzydłowy do końca swojej kariery pozostał tylko zdolnym skrzydłowym. A na starość... No, sami zobaczcie.

Z marazmu nie wyrwie się też już chyba Maciej Korzym (ur. 1988). Zawodnik, który w swych szczenięcych latach określany był mianem złotego dziecka polskiego futbolu długo nie mógł się odnaleźć w dorosłym futbolu. Jego przebłyski w Legii naprawdę dawały nadzieję, że wyrośnie z niego super grajek. Zobaczcie tego i tego gola. Miał lepsze i gorsze momenty, w Kielcach okrzepł, w Podbeskidziu i Górniku mu nie szło, ale może jeszcze w rodzinnym Nowym Sączu jeszcze coś szarpnie.

Podobnie nie liczyłbym już też na Michała Janotę (ur. 1990). Genialny junior, jako osiemnastolatek grał już w Feyenoordzie, potem świetnie sobie radził w Eerste Division jako zawodnik Excelsioru i Go Ahead Eagles.

Im jednak dalej, tym gorzej. W Polsce Janota jeszcze dobrze grał w Koronie, później już średnio w Pogoni, słabo w Górniku Zabrze i ostatnio zupełnie nijak w I-ligowym Podbeskidziu. W chwili obecnej bez kontraktu.

Bardzo szkoda też zawodników, którzy byli członkami naszej kadry U-20 na MŚ 2007 w Kanadzie - Bartosz Białkowski, Jarosław Fojut, Krzysztof Król, Łukasz Janoszka i Tomasz Cywka. Każdy z nich miał potencjał, żeby grać w kadrze, ale z czasem albo się pogubili (Król), albo opóźniły ich złe decyzje transferowe (Cywka), albo wymęczyły ich kontuzje (Białkowski), albo spowszednieli (Janoszka), albo nie wiadomo (Fojut). Mnie osobiście szkoda najbardziej dwóch pierwszych.

*

Kilku piłkarzy grających za granicą zgłaszało bardziej albo mniej nieśmiały akces do kadry.

Mocną pozycję w ekstraklasie Rosji miał Krzysztof Łągiewka (Szynnik Jarosławl, Krylja Sowietow Samara), ale nie przełożyło się to na jego występ w kadrze (choć był on powołany na słynny mecz Polska - Portugalia [2:1]). Wywiad z nim - tutaj.

Tomasz Wisio spędził dekadę na boiskach austriackiej Bundesligi (SV Pasching, Linzer, Sankt Polen), do także rok w Niemczech (Arminia, RB Lipsk) i cztery w Grecji (AO Xanthi, Ergotelis). Był też wyróżniającym się piłkarzem reprezentacji młodzieżowych, a w 1999 roku z kadrą U-16 zdobył wicemistrzostwo Europy. Nigdy jednak nie zagrał w polskiej ekstraklasie. Wywiady i teksty - tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Zagraniczną ciekawostką jest Tomasz Gruszczyński. W lidze Luksemburga nazbierał grubo ponad sto goli, wywalczył siedem tytułów mistrzowskich i pięć pucharów, trafiał też w europejskich pucharach (dwa razy w niezwykłym meczu w Mostarze; raz przeciwko Rapidowi). Odgrażał się często, że należy mu się powołanie do kadry, ale nikt nie traktował zbyt poważnie tych deklaracji. Teksty o nim tutaj i tutaj.

Do tego grona można także zaliczyć Kamila Bilińskiego. Gdyby dalej występował w Rumunii (43 mecze i 15 goli dla Dinama Bukareszt), to może wreszcie doczekałby się szansy w kadrze. Zawodnik jednak wrócił do Polski i czar prysł.

*

Obecnie w ekstraklasie również występuje grono zawodników, którzy są (lub niedawno byli) jej jasnymi punktami, ale w kadrze chyba już im nie będzie dane wystąpić. Myślę tutaj o następujących piłkarzach: Maciej Makuszewski, Arkadiusz Malarz, Piotr Grzelczak, Grzegorz Kuświk, Arkadiusza Woźniaka i Mateusz Możdżeń. Gwiazdami jednego sezonu okazali się chyba Mateusz Piątkowski, Patryk Tuszyński (powołany), Łukasz Zwoliński i Piotr Tomasik.

*

Jest jeszcze nadzieja dla Jakuba Świerczoka (ur. 1992), Michała i Mateusza Maków (ur. 1991) oraz Bartosza Śpiączki (ur. 1991), ale i w ich przypadkach upływ czasu staje się coraz bardziej bezlitosny.

*

Na zakończenie wreszcie grono jeszcze bardzo młodych piłkarzy, w przypadku których wielką porażką byłoby to, gdyby nie udało im się wystąpić w reprezentacji w ciągu najbliższych trzech-czterech lat. Myślę tutaj o takich zawodnikach jak Dawid Kownacki (powołany już do reprezentacji Polski na eliminacyjny mecz z Gruzją oraz towarzyski z Grecją w 2015 roku), Jan Bednarek, Tomasz Kędziora (powołany), Bartłomiej Drągowski, Przemysław Frankowski, Jarosław Niezgoda, Michał Kopczyński, Krystian Bielik, Krzysztof Piątek czy Patryk Lipski.

*

I tyle, i koniec. Na tym zamykamy przegląd niedoszłych reprezentantów, orłów bez orzełka. Czy kogoś pominęliśmy?

P.

czwartek, 20 lipca 2017
Brazylijscy Nisei. Yoshimura, Yonashiro, Ruy Ramos, Wagner Lopes, Alex, Marcus Tulio Tanaka

20 lipca urodziny świętuje Alex (ur. 1977) - brazylijski reprezentant Japonii. Nie jest to być może najwybitniejsza postać światowej piłki, ale z pewnością stanowi element pewnego szerszego fenomenu - "Brasilian Nisei", Canarinhos przywdziewających japońskie barwy.

Brazylijacja Japonii

W świetnej książce "Japanese Rules: Why the Japanese Needed Football and how They Got it" Sebastian Moffet opisuję niezwykle interesujący mechanizm globalizacji. Japończycy w momencie radykalnego otwarcia na świat w latach siedemdziesiątych zapragnęli mieć wszystko najlepsze. Osiągnięcie tego (hmmm - dość złożonego celu) miało być możliwe dzięki wzorowaniu się na mistrzach w danych dziedzinach. W przypadku futbolu sprawa była jasna - mistrzami byli Brazylijczycy.

Przybysze z Kraju Kawy przybywali zatem tłumnie do Japonii, aby samemu grać w piłkę i aby grania w piłkę Japończyków uczyć. Poza tym także wielu japońskich chłopców (np. słynny Kazuyoshi Miura) udawało się do Brazylii po piłkarskie szlify.

O ile jednak zdecydowana większość przybyszów po prostu występowała w J-League, o tyle niektórzy zapałali silniejszym uczuciem do Kraju Kwitnącej Wiśni. Efekt? Nowe obywatelstwo i występy pod nową - azjatycką - flagą.

Yoshimura i Yonashiro, czyli prehistoria

Wbrew temu, co często można przeczytać tu i ówdzie, pierwszym naturalizowanym Brazylijczykiem w reprezentacji Japonii był Daishiro Yoshimura (ur. 1947 - zm. 2003). Urodził się w 1947 roku w Sao Paolo jako Nelson Yoshimura, a jeden z jego rodziców był Japończykiem (są sprzeczne informację temat tego który). Dwie dekady później przybył do Japonii (w latach 1967-1980 grał w klubie Yanmar Diesel), a w 1970 roku otrzymał jej obywatelstwo (zmieniając zarazem imię na Daishiro). W reprezentacji grał w latach 1970-1976, zaliczając 46 meczów i 7 goli. Prawdziwy ojciec-założyciel.

Drugi był z kolei George Yonashiro (ur. 1950). Również z przeszłością w Sao Paolo, a w Japonii od 1972 roku (w klubie Yomiuri grał aż do 1986 roku). Na początku 1985 roku (czyli w sumie już na starość) otrzymał nowy paszport i zaraz zagrał w dwóch towarzyskich meczach. Na tym skończyła się jego przygoda.

Bóstwo Ruy Ramos

Prawdziwym idolem masowej wyobraźni stał się jednak dopiero Ruy Ramos (ur. 1957). Do Japonii trafił jako dwudziestolatek i był jednym z nielicznych w ogóle obcokrajowców w tamtejszej lidze. W Verdy Kawasaki szybko został gwiazdą, a z czasem - legendą. W klubie tym występował 20 lat! Liczba trofeów, które w tym czasie uzyskał jest porażająca: siedem tytułów mistrzowskich, sześć krajowych pucharów, dwa tytuły króla strzelców, dwukrotnie był wybierany Piłkarzem Roku.

Od 1990 roku Ramos występował także w reprezentacji Japonii. W jej barwach wywalczył mistrzostwo Azji 1992 i stoczył nieudaną batalię o MŚ 1994. Łącznie zebrał 32 mecze i jednego gola.

Karierę zakończył w wieku 41 lat. Potem wziął się za trenowanie. Prowadził m.in. reprezentację Japonii w beach soccerze. Naprawdę go tam kochają.

Mundialowicz Wagner Lopes

Tak jak Ramos nie doświadczył gry na mundialu, tak sztuka ta udała się piłkarzowi o wiele mniejszego formatu. Wagner Lopes (ur. 1969) najpierw próbował szczęścia w Sao Paolo, ale szybko zrozumiał, że ciężko będzie mu się przebić w tym wielkim klubie. Wzorem wielu starszych kolegów wybrał więc emigrację do Japonii.

Przybył tam w 1987 roku i pozostał aż do zakończenia kariery piętnaście lat później. Grał w m.in. Yokohama F. Marinos, Kashiwa Reysol, Honda F.C., Bellmare Hiratsuka, Nagoya Grampus, F.C. Tokyo i Avispa Fukuoka.

W reprezentacji Japonii zadebiutował w 1997 roku. Idealny moment:) Dzięki temu został powołany na MŚ 1998 (zagrał we wszystkich trzech meczach: z Argentyną, Chorwacją i Jamajką), a także Copa Amarica 1999 (komplet meczów, 2 gole w spotkaniach z Peru i Boliwią). Jego "narodowa" kariera jednak nie trwała zbyt długo, bo po nieudanej Copie pożegnał się z występami dla drużyny Nippon.

Po zawieszeniu butów na kołku wrócił do Brazylii, by tam realizować się jako trener (prowadził nawet kilka silnych zespołów). Tęsknota za drugą ojczyzną dała jednak w końcu o sobie znać i Wagner Lopes znów przybił do brzegu Japonii. Od kilku miesięcy prowadzi bowiem zespół Albirex Niigata.

Alex na dwóch mundialach

Dzisiejszy jubilat Alex (ur. 1977) to historia bardzo podobna do tej Wagnera Lopesa. W Japonii melduje się jako dwudziestolatek i w Shimizu S-Pulse od ręki zostaje gwiazdą całej ligi (Piłkarz Roku 1999). Mimo że jest lewym obrońcą!

Już po czterech latach otrzymuje obywatelstwo japońskie i w 2002 roku debiutuje w reprezentacji. Przypadek? W Japonii nie ma przypadków :) Alex ma wzmocnić kadrę przed MŚ 2002 rozgrywanymi przecież w Kraju Kwitnącej Wiśni. Mundial okazuje się jednak sporą wtopą, więc może lepiej dla niego, że zbyt wiele na nim nie pograł (tylko dwa mecze). Dzięki temu został w reprezentacji i grał w niej jeszcze przez cztery lata, po drodze zaliczając występy w Pucharze Konfederacji (2003 i 2005), Pucharze Azji (2004) i wreszcie mistrzostwa świata 2006 (wszystkie trzy mecze). W 2006 roku pożegnał się z kadrą. Uzbierał w niej aż 82 mecze i siedem goli.

Klubowo przez niemal całą karierę także był związany z japońską J-League (wyjątek: 2007 rok spędził w RB Salzburg). Warto też wspomnieć, że jego żona jest Japonką.

Marcus Tulio Tanaka

Ostatni - przynajmniej na razie - w tym zestawieniu jest Marcus Tulio Tanaka. To jednak przypadek szczególny. Na świat przyszedł w Brazylii (ur. 1981), ale jego rodzicami byli Japończyk oraz Brazylijka. W wieku 16 lat, czyli w 1997 roku, wyjechał do kraju ojca.

Dla Kraju Wiśni był jednak obcokrajowcem i dopiero w 2003 roku otrzymał tamtejsze obywatelstwo. Wtedy też zaczęła się jego prawdziwa kariera. W 2004 roku został zawodnikiem Urawa Red Diamonds, z którym wywalczył wkrótce dwa wicemistrzostwa i krajowy puchar. W 2006 roku okrzyknięto go Piłkarzem Roku. W 2007 roku dorzucił mistrzostwo.

W reprezentacyjnej koszulce Tanaka najpierw wystąpił na IO 2004 w Atenach. W seniorskiej kadrze zadebiutował w sierpniu 2006 roku (mimo świetnej gry nie został powołany na mundial w Niemczech). Zagrał na MŚ 2010 (wszystkie cztery mecze), a później także na Pucharze Azji 2011. Jego bilans w kadrze to 43-8. Dwa lata temu zakończył karierę.

*

W tej chwili nie ma na horyzoncie kolejnego Brazylijczyka pukającego do drzwi japońskiej kadry. Jeśli jednak mówimy już o multi-kulti, to warto zwrócić uwagę na jedno nazwisko. Musashi Suzuki to urodzony w 1994 roku na Jamajce syn Jamajczyka i Japonki. W drużynie Nippon grał już na MŚ U-17 2011 i na IO 2016. Niewykluczone, że wkrótce pojawi się w dorosłej reprezentacji.

O japońsko-brazylijskiej polityce futbolowej można poczytać jeszcze tutaj i tutaj.

P.

środa, 19 lipca 2017
Kto pamięta Leo z GKS Katowice?

gc_1403_78

Kartka z kalendarza z datą 19 lipca wydobywa z otchłani niepamięci zawodnika, którego i tak większość kibiców najpewniej nie pamięta. Urodziny święci dziś bowiem Brazylijczyk Leo (ur. 19.07.1980). Nie mówi Wam to nic? W ogóle się nie dziwię :)

Leo w GKS Katowice - co on tu robił?

Na początku 2003 roku Leo był zawodnikiem GKS Katowice. Do naszego kraju trafił jako 21-letni gracz i przygody przy ul. Bukowej nie wspomina ze szczególnym rozrzewnieniem. Choć na wstępie otrzymał na  koszulce magiczny numer 10 (później zamieniony na 18), to nie grał zbyt wiele.Miał on zastąpić sprzedanego właśnie Krzysztofa Gajtkowskiego i stać się partnerem dla ściągniętego Moussy Yahayi. Trzeba też pamiętać, że to była dość silna drużyna, która w sezonie 2002/2003 wywalczyło prawo gry w Pucharze UEFA.

No i w takiej ekipie Leo nie mógł się odnaleźć. Wiosną 2003 wystąpił tylko w siedmiu meczach (tylko w połowie były to ogony) i strzelił jedną bramkę. Ale za to jaką! Ten jeden gol wbity Lechowi sprawił, że zapamiętałem sobie gagatka po dziś dzień :)

W nowym sezonie (a dokładniej - w sierpniu) zdążył jeszcze zaliczyć dwa spotkania ligowe i dołożyć nogę w dwumeczu do kompromitacji pucharowej z macedońską Cementarnicą, po czym spakował walizki i wyjechał. W tym momencie zaczęło się jego intensywne podróżowanie.

Najpierw wrócił do ojczyzny (Brasilia), potem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (Al-Shabab), potem znowu w ojczyźnie (Corinthians Alagoano).

Już Leonardo - gwiazda SCR Altach

Przed sezonem 2006/2007 wylądował w Austrii, w beniaminku tamtejszej Bundesligi - SC Rheindorf Altach.

217I nagle... BUM! Okazało się, że Leo (w Austrii funkcjonował już jako Leonardo da Silva) to snajper jakich mało. Strzelił 14 goli i został czołowym goleadorem ligi. Zresztą zobaczcie sami co ten chłopak robił.

To był jego najlepszy czas w karierze. Leo wraz ze swoim partnerem z ataku Freylonem Ledezmą tworzyli naprawdę świetny duet. Kibice Altach wciąż ich wspominają, a na forach i stronach śledzą losy były idoli.

Podróże małe i duże

Jednak tak jak szybko forma przyszła, tak szybko odparowała. Kolejny sezon w SC RA Brazylijczyk zakończył z 16 meczami bez gola. Później trafił do Norwegii (Hamarkameratene, bez goli), następnie do austriackiej drugiej ligi (SV Grodig). Nigdzie się nie przebił.

W 2010 roku Leo rozpoczął swoje międzykontynentalne tournee. Wiosna 2010 - Hongkong (South China AA; bilans 10-5 i puchar ligi); jesień 2010 - Mjanme [dawniej Birma] (Yangon United FC - filmik z pobytu tutaj). Wiosną 2011 zawitał do Egiptu (Smouha SC); wiosną 2012 bawił w Brazylii (EC Avenida). W 2013 roku odnalazł się w Tajlandii (Chiangrai United - filmik), a rok później - znowu w Honkkongu (Wong Tai Sin, bilans 15-6 - filmik). W sezonie 2016/2017 był zaś zawodnikiem FC Balzers, zespołu z Liechtensteinu grającego w czwartej lidze szwajcarskiej (urobek Lego to 14 meczów i 4 gole).

Dzisiaj właśnie Leo skończył 37 lat i to chyba moment, w którym on sam zadaje sobie pytanie nie o to, gdzie zagra, ale o to, czy w ogóle jeszcze zagra.

P.

 
1 , 2