Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 28 października 2016
Argentyna - Polska 1:2 w 1981: szukaj bramkarza i bij mistrza świata

500px-Flag_of_Argentina.svg

Największy problem ze zwycięskim meczem Polski w Argentynie z 1981 roku  jest taki, że większość wspomnień ogranicza się do rozpaczliwego poszukiwania bramkarza, łamane przez rozpaczliwego poszukiwania Józefa Młynarczyka.

Było tak, że Janowi Tomaszewskiemu - tu zacytuję powtarzanego przez niego latami suchara - odwaga pomyliła się z odważnikiem i z kadrą Antoniego Piechniczka było mu nie po drodze.

Powołania, a razem z nimi wizy do Argentyny dostali: Józef Młynarczyk, Jacek Kazimierski i Piotr Mowlik. Kazimierski doznał kontuzji, Mowlikowi zmarł ojciec, a Młynarczyk... przepadł. 

Jak opisuje Andrzej Iwan w swojej autobiografii Spalony, do Łodzi na poszukiwania została wysłana specjalna grupa. Chodziła po wszystkich możliwych znajomych i... nic! Sprawa była poważna, chodziło w końcu o mecz z mistrzami świata, w którym wypadałoby wstawić kogoś do bramki. Wiceprezesem PZPN był wtedy płk Henryk Calek, który - jak pisze Stefan Szczepłek w albumie "Moja historia futbolu" - był wtedy wysoko postawiony w MO, więc postawił na nogi milicję w całym kraju. Młynarczyk znalazł się na Mazurach, był na rybach. Nie tyle się chował, co - jak opisywał Andrzej Iwan - o kontuzji po meczu Widzewa nikomu nie powiedział, spakował tobołek i wyjechał zapijać ból spowodowany otwartym złamaniem palca. Zapijał na tyle, że na zgrupowanie dotarł - cytat z Iwana - zalany w trupa, przywieziony zresztą został do Warszawy radiowozem. Trudno było w to wszystko uwierzyć. Andrzej Iwan: No to pięknie! Lecimy na mecz z mistrzami świata z jednym tylko bramkarzem - pijanym i ze złamanym palcem. Palec zabandażowano i usztywniono, ale - do cholery! - ciągle był złamany! Ten facet kwalifikował się do szpitala, a tymczasem siedział obok mnie w samolocie i albo wył z bólu, albo bełkotał.

W samolocie nie było łatwiej Młynarczykowi łatwiej, kiedy tylko alkohol puszczał, ból się nasilał, więc - tu znów cytat z Iwana - trzeba było go podczas lotu podlewać. Dopiero w Buenos Aires stopniowo zmniejszano aplikowanie alkoholu, a zwiększano - środków przeciwbólowych. Jednocześnie - jak opisuje Stefan Szczepłek - Józef Młynarczyk był cały czas przez Antoniego Piechniczka i szefa banku informacji Jerzego Engela utrzymywany w przekonaniu, że przeciw Argentynie nie zagra, bo awaryjnie sprowadzany jest Jan Tomaszewski.

 Ale kadra przyleciała do Argentyny, a Tomaszewski na nią nie czekał. Nie pojawił się też na treningu. Kiedy trzeba było już wyjść na mecz, a Młynarczyk nie był w stanie włożyć rękawicy na spuchniętą rękę, uspokajano go, że Tomaszewski już dojeżdża do stadionu, tylko taksówka stanęła w korku. A kiedy mecz się rozpoczął, Młynarczykowi było już wszystko jedno. Bronił jedną ręką, nogami i przepuścił tylko jeden strzał - Daniela Passarelli. 

Przeciw Polsce zagrało w sumie siedmiu mistrzów świata z mundialu 1978, z Mario Kempesem i Ubaldo Filollem na czele. Debiutantem był za to - na co zwrócił uwagę Paweł Czado - Edgardo Bauza, mianowany selekcjonerem Argentyny po przegranym finale Copa America 2016 i wielkim zamieszaniu w federacji. Bauza u Menottiego już nie zagrał, choć - jak przekonuje Bartek Rabij - nie był to skutek błędów w meczu z Polską, a dużej konkurencji o miejsce w obronie.

Cesar Luis Menotti po meczu chwalił Polaków za umiejętność gry z kontrataku, ale gole biało-czerwoni strzelali po stałych fragmentach gry. Najpierw był rzut rożny, po którym piękną akcję przeprowadził Andrzej Iwan, a wykończył ją Andrzej Buncol. Wynik na 2:1 dla Polski ustalił strzałem z rzutu wolnego Zbigniew Boniek, który dokładnie w 35. rocznicę tego meczu został wybrany na drugą kadencję prezesem PZPN.

Estadio Monumental, Buenos Aires, 28 października 1981 (godz. 17.00)
Argentyna - Polska 1:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Daniel Pasarella (42. minuta), 1:1 Andrzej Buncol (55.), 1:2 Zbigniew Boniek (70.)
Argentyna: Ubaldo Matildo Fillol - Jose Mario Olguin, Daniel Alberto Pasarella, Edgardo Bauza, Alberto Tarantini, Juan Alberto Barbas, Americo Ruben Gallego, Mario Alberto Kempes, Luis Amuchastegui, Ramon Angel Diaz, Ricardo Alberto Gareca (60. José Daniel Valencia)
Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba (kapitan), Władysław Żmuda, Paweł Janas, Jan Jałocha, Stefan Majewski, Zbigniew Boniek, Waldemar Matysik, Andrzej Buncol, Andrzej Iwan (80. Andrzej Pałasz), Włodzimierz Smolarek
Trener: Antoni Piechniczek
Sędzia: Juan Daniel Cardellino (Urugwaj)
Widzów: 40 tys.

PS

Z argentyńskiego punktu widzenia ten mecz został zapamiętany jako spotkanie bez Diego Maradony. To ciekawa sprawa, jak pisze El Pais.

Porażka reprezentacji Argentyny w meczu przeciwko Polsce, w pierwszej grze z serii trzech bez Diego Maradony, niepokoi fanów i wzbudza kontrowersje w kraju. Maradona ogłosił niedawno, że jest psychicznie wyczerpany, że czuje iż nie ma ochoty na kopanie piłki. Poprosił Cesara Luisa Menottiego, by ten nie wystawiał go w trzech meczach towarzyskich. I przeciw Polsce Maradona faktycznie nie zagrał, ale Menotti odmówił preferencyjnego traktowania go w kadrze. Brak Maradony - jak widać po meczu z Polską - skazuje Argentynę na niepowodzenie.
Podczas meczu z Polską w Buenos Aires widzowie na trybunach skandowali nazwisko Maradony. Menotti musi się teraz zastanowić, jak rozwiązać sprawę Diego.

wtorek, 25 października 2016
Luzowanie między słupkami

Jeszcze nie tak dawno zdarzali się bramkarze, którzy bronili nieprzerwanie klubowych bramek przez kilka albo nawet kilkanaście lat. Obecnie rotacja na tym stanowisku nie różni się jakoś szczególnie od tej na innych pozycjach.

Wydaje się, że czasy, w których jeden zawodnik występował przez kilka sezonów we wszystkich meczach swojego zespołu już bezpowrotnie minęły. Z różnych względów niewiele dzisiaj mamy drużyn ogrywających się na dłuższą metę tylko jednym golkiperem. Niech zilustruje to poniższe zestawienie występów w obecnym i poprzednim sezonie.   

KLUB

2016/2017

2015/2016

Arka Gdynia

Jałocha - 13

Jałocha – 34 (I liga)

Cracovia

Sandomierski - 13

Sandomierski – 28

Pilarz - 9

Górnik Łęczna

Prusak - 13

Prusak – 20

Rodic – 12

Bartkus - 7

Jagiellonia Białystok

Kelemen – 12

Węglarz - 1

Drągowski – 34

Baran - 3

Korona Kielce

Gostomski – 8

Peskovic - 5

Małkowski – 19

Trela - 19

Lech Poznań

Putnocky – 8

Buric - 5

Burić – 35

Gostomski – 2

Kotorowski - 1

Lechia Gdańsk

Milenković-Savić – 11

Podleśny - 2

Marić – 24

Milenković-Savić – 11

Budziłek - 2

Legia Warszawa

Malarz – 13

Malarz – 19

Kuciak - 18

Piast Gliwice

Szmatuła – 12

Rusov - 1

Szmatuła – 37

Pogoń Szczecin

Kudła – 9

Henger – 2

Słowik – 2

Kudła – 21

Słowik - 17

Ruch Chorzów

Lech – 9

Skaba – 3

Hrdlicka - 1

Putnocky – 34

Skaba - 4

Śląsk Wrocław

Pawełek – 11

Kamenar - 2

Pawełek – 24

Abramowicz – 10

Wrąbel - 4

Termalika Bruk-Bet Nieciecza

Pilarz – 11

Trela - 3

Nowak – 24

Pilarz – 8

Witan - 5

Wisła Kraków

Miśkiewicz – 9

Załuska - 4

Cierzniak – 21

Miśkiewicz - 16

Wisła Płock

Kiełpin - 13

Kiełpin – 32

Kryczka – 2

(I liga)

Zagłębie Lubin

Polacek - 13

Polacek – 23

Forenc - 15

* - Stan na 25.10.2016 – po 13. kolejce sezonu 2016/2017
** - Mecze wszystkich bramkarzy w sezonie 2015/2016 powinny sumować się do 37. Jeśli jest ich więcej, to znaczy, że w sezonie zdarzały się spotkania, w których wystąpiło dwóch golkiperów.
*** - W I lidze rozgrywane były w poprzednim sezonie 34 mecze.

Powyższa tabela pokazuje, że w poprzednich rozgrywkach tylko jeden bramkarz wystąpił we wszystkich meczach od pierwszej do ostatniej minuty (Szmatuła). W obecnym natomiast sezonie, mimo że za nami dopiero 13 kolejek, mamy takich golkiperów raptem sześciu (Jałocha, Sandomierski, Prusak, Malarz, Kiełpin, Polacek). Większość drużyn stosuje bowiem rotację w bramce podczas meczów ekstraklasy (nie wspominając już o Pucharze Polski czy europejskich pucharach). Ba, Pogoń Szczecin i Ruch Chorzów już teraz skorzystały z usług trójki golkiperów.

Dodatkowo warto dostrzec, że w porównaniu do poprzedniego sezonu wiele ekip zmieniło swojego „pierwszego” bramkarza. Posadę taką utrzymało raptem dziewięciu zawodników – Jałocha, Sandomierski, Prusak, Malarz, Szmatuła, Kudła, Pawełek (choć jego pozycja obecnie wydaje się nieco zagrożona), Kiełpin i Polacek.

Wzmożony ruch w kwestii obsady newralgicznego stanowiska między słupkami wiązać należy przede wszystkim z dużą ilością meczów w sezonie. Rozegranie 37 spotkań dla wielu zawodników jest zbyt dużym obciążeniem. Dość powiedzieć, że w poprzednich rozgrywkach cztery ekipy puściły w bój aż trójkę golkiperów. Ba, w przypadku Górnika Łęczna każdy z nich występował dość dużo, bo nawet trzeci bramkarz rozegrał siedem spotkań.

 P.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego

Lecha Poznań

piątek, 21 października 2016
Co słychać u....

Jesteśmy już grubo za połową rundy jesiennej nowego sezonu, a to dobry czas, aby sprawdzić co słychać u naszych starych, dłuższą już chwilę niewidzianych w ekstraklasie, znajomków. Wielu z nich w ostatnich miesiącach zmieniło pracodawcę.

Najpierw dwie małe zaległości dotyczące świetnych defensorów. Rodrigo Moledo (aka Rodrigao; kiedyś Odra Wodzisław), o którym kilka razy już pisaliśmy na blogu, wiosną 2016 roku trafił do Panathinaikosu Ateny.

Natomiast Marcelo (kiedyś Wisła Kraków) w tym samym czasie za grube pieniądze przeniósł się z Hannoveru do Besiktasu.

Bramkostrzelny Albańczyk Bekim Balaj (Jagiellonia) po 1,5 roku (dobrej) gry dla chorwackiego HNK Rijeka powędrował do Rosji. Trafił do Tereka Grozny i sam też już trafia.

Jego zastępcą w Rijece został... Haris Handzić (Lech). Bośniak po dwóch sezonach spędzonych w zespole rosyjskim FK Ufa zawitał właśnie do HNK.

Tradycyjnie dobre pierwsze wrażenie wywarł w nowym klubie Orlando Sa (Legia). W pięciu meczach dla Standardu Liege strzelił trzy gole - dwa w ostatnim spotkaniu z KV Kortrijk (3:3) (gole do obejrzenia tutaj i tutaj). Natomiast Lukas Droppa (Śląsk) nie tylko zamienił rumuński Pandurii Targu Jiu na rosyjski Tom Tomsk, ale nawet trafił do reprezentacji Czech!

Warto śledzić karierę Aleksandyra Tonewa (Lech Poznań). Nie dość, że jest on jednym z niewielu jasnych punktów reprezentacji Bułgarii, to wciąż utrzymuje się w najlepszych ligach świata. Właśnie zamienił zeszłorocznego (Frosinone Calcio) na tegorocznego beniaminka Serie A (FC Crotone).

CneMhVZWIAQUFbt

Przy okazji - inny Bułgar, Iljan Micanski (Amica Wronki, Lech Poznań, Odra Wodzisław, Korona Kielce, Zagłębie Lubin) wrócił do ojczyzny po wojażach w Korei i zarabia na chleb w Lewski Sofia.

Waleczny Thomas Phibel (Widzew Łódź) po występach w Amkarze Perm i Mordowijii Sarańsk zdecydował się na koszulkę zespołu Crvena Zvezda. Partizana Belgrad na izraelski Bnei Yehuda Tel Awiw zamienił z kolei Marko Jovanovic (Wisły Kraków). Hiszpan Andreu (Polonia Warszawa, Lechia Gdańsk) zaś odnalazł się w Arisie Saloniki.

W Niemczech wzrok przykuwa kadra występującego w 1. Bundeslidze SV Darmstadt. Tam bowiem znajdziemy zapomnianych już nieco w Polsce Antonio Colaka (Lechia Gdańsk) i bramkarza Igor Berezowskiego (Legia Warszawa), a na wypożyczenie do Wurzburger Kickers trafił już w trakcie trwającego sezonu Junior Diaz (Wisła). Natomiast były król strzelców ekstraklasy Artjoms Rudnevs (Lech) zamienił HSV na 1. FC Koeln. W nowym zespole, przynajmniej na razie, nie idzie mu szczególnie dobrze.

W ataku holenderskiego RKC Waalwijk występują wspólnie Fred Benson (Lechia) i Johan Voskamp (Śląsk). W Go Ahead Eagles dojrzymy natomiast Henrika Ojaamę (Legia).

Dobrze wiedzie się w Turcji dwóm eks-gwiazdom naszej ligi. Transfer z Mersin Idmanyurdu do Kayserisporu zanotował Prejuce Nakoulma (dorobek w poprzednim sezonie: 27/6). Prawdziwym asem jest zaś Abdou Razack Traore. Trafił on właśnie z Konyasporu do zespołu Karabükspor i to za jego właśnie przyczyną zespół ten jest ligową sensacją (5. miejsce w tabeli). W obecnym sezonie w eks-lechista strzelił sześć goli w siedmiu meczach.

Od byłych zawodników naszej ekstraklasy zakotłowało się wręcz na Cyprze. Gdzie nie spojrzysz, tam swojak. AEL Limassol: Mikel Arruabarrena (Legia), Dossa Junior (Legia), Kevin Lafrance (Widzew, Miedź, Chrobry), Emmanuel Sarki (Wisła). AEK Larnaka: Vladimir Boljevic (Cracovia) i Ivan Trickovski (Legia). Inaki Astiz (Legia) gra w APOEL-u Nikozja. Airam Cabrera (Korona) trafił właśnie do Anorthossisu. W Apollonie szczęścia próbują Dudu Paraiba (Widzew, Śląsk) i Tiago Gomes (Zagłębie Lubin), a w NEA Salamis - Bułgar Dymityr Makrijew (Górnik Zabrze; w poprzednim sezonie wywalczył koronę króla strzelców na Cyprze).

Nieźle w Austrii Wiedeń poczyna sobie Kevin Friesenbichler (Lechia). Natomiast Łotysz Kaspars Dubra swego czasu okazał się za słaby na I-ligową Polonię Bytom, ale już drugi sezon występuje w mistrzowskim BATE Borysów (jego dorobek w 2016 roku: 16 meczów i 5 goli).

W Brazylii do słynnego Botafogo trafił Gervasio Nunez (Wisła Kraków). Od niedawna zaś niemniej słynne Cruzeiro reprezentują Alejandro Cabral (Legia Warszawa) i Bruno Nazario (Lechia Gdańsk).

Ciekawą legię cudzoziemską mamy także w amerykańskiej MLS. Marcelo Sarvas (Polonia Warszawa) ma już tam ugruntowaną przez lata pozycję. Występował tam w słynnym Los Angeles Galaxy, Colorado Rapids i od początku 2016 roku w DC United. Pewnym zaskoczeniem są jednak występy w najsilniejszej lidze USA Mekeil Williamsa (Pogoń Szczecin) w Colorado Rapids czy Vytautas Andruskeviciusa (Lechia) w Portland Timbers.

Na zakończenie dział "osobliwości".

Nacho Novo (Legia Warszawa) występuje w zespole Glentoran FC z Irlandii Północnej. Donald Djousse (przede wszystkim Pogoń Szczecin) w katarskim Al Sad. Jego nowym klubowym kolegą jest tam... legenda Barcelony - Xavi. Trzeba oddać Kameruńczykowi, że ma dobrego menedżera :) Aż do Malezji - tranzytem przez Serbię i Grecję - zawędrował natomiast Ukochukwu Ukah (Widzew, Jagiellonia). Występuje tam w zespole Selangor FA.

Najbardziej niezwykła jest jednak odyseja Joela Tshibamby (Arka, Lech)! W sezonie 2015/2016 pojawił się on w kadrach aż trzech klubów. Były to kolejno: ormiański Ulisses Erewań, grecka AE Larissa oraz bułgarski Botew Płowdiw. W całym sezonie rozegrał jednak łącznie tylko pięć spotkań! Teraz szczęścia będzie szukać w słoweńskim FC Koper.

P.

wtorek, 18 października 2016
Legia i jądro nicości

gwny

Wieczorna potyczka Realu z Legią dostarcza wielu kibicom emocji dość rzadko spotykanych. Znamy bowiem dobrze różne typy napięcia towarzyszące spotkaniom polskich drużyn. Nerwy - żeby wygrać, żeby zremisować, żeby awansować, żeby dobrze się zaprezentować... Te wszystkie stany wywołujące obgryzanie paznokci przerabialiśmy wiele razy.

Rzadko jednak fanom towarzyszy lęk przed astralną katastrofą. Kataklizmem absolutnym, unieważniającym wszystkie znane dotychczas definicje sportowej klęski. Przed sytuacją, która ośmieszy nie tylko występującą drużynę, ale i cały rodzimy futbol. Spotkaniem, które stanie się meczem-symbolem, synonimem nieporadności i nieadekwatności, bolesnym klapsem wymierzonym w biało-czerwone ambicje i aspiracje.

Choć spektakularne baty nieraz zdarzały się ekipom znad Wisły, to jednak rzadko miał okazję patrzeć na nie cały świat. Fazy wstępne i przedwstępne, mecze Pucharu UEFA, zawody ginące w morzu innych spotkań rozgrywanych tego samego dnia i o tej samej godzinie. Tym razem jest inaczej. Tym razem nie tylko potyczka odbywa się w świetle jupiterów teleportujących obraz zawodów na cały świat. Dodatkowo przeciwnikiem jest ekipa, której zastęp kibiców szacuje się powyżej stu milionów.

Nie zazdroszczę Legii. Jej sytuacja przypomina kogoś, kto od dawna marzył o ślubie. Gdy jednak do niego doszło, to na własną ceremonię przyszedł w dziurawych spodniach, na weselu upił się jego wujek i wymiotował na środku parkietu, a on sam dostał kilka razy w pysk od kuzyna żony. Późniejsze pożycie z małżonkę to same frustracje i rozczarowania, czego nie zmienia godny posag niewiasty.

Czy dzisiejsza noc konsumowania związku dostarczy wreszcie jakichś miłych uniesień czy znów okaże się bolesnym doświadczeniem zniechęcającym do jakichkolwiek zbliżeń?

P.

wtorek, 04 października 2016
Mniej Kawy w lidze

18029840-Brasilien-Flagge-auf-Kaffee-Samen-Lizenzfreie-Bilder

Choć ostatnie lata zdają się sugerować, że piłkarski świat ma swoje centrum logistyczne w Brazylii (MŚ 2014, Rio 2016), to w polskiej lidze już dawno zastęp zawodników z Kraju Kawy nie był tak skromny.

Dość powiedzieć, że obecnie w kadrach ekstraklasowych zespołów znaleźć można raptem dziewięciu (sic!) Brazylijczyków. Dla porównania – wiosną 2007 roku było ich niemal trzydziestu! Z ich usług w obecnym sezonie nie korzystają w ogóle Korona, Lech, Pogoń, Ruch, Śląsk, Wisła Kraków, Wisła Płock i Zagłębie Lubin.

Czasy, gdy Canarinhos byli gwiazdami na naszych boiskach minęły (przynajmniej na razie). Dzisiaj stanowią oni uzupełnienia zespołów, ale rzadko są ich gwiazdami. Kluby zrezygnowały z hurtowego ściągania Canarinhos tylko dlatego, że tam „dobrze gra się w piłkę”. Zorientowano się, że o wiele częściej gracze zza oceanu mają problemy z adaptacją w nowym środowisku, a także z utrzymywaniem dyscypliny (na boisku i poza nim). Poza tym istotnym czynnikiem mniejszej liczby graczy nie tylko z Brazylii, ale też innych kontynentów jest też coraz bardziej rygorystyczny limit graczy spoza Unii Europejskiej (a właściwie UE plus Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii). W obecnym sezonie każdy klub może wystawić do gry tylko dwóch takich graczy.

Kogo zatem możemy spotkać na ligowych boiskach?

Najlepszym bowiem reprezentantem Brazylijczyków, a zarazem jednym z najlepszych piłkarzy ekstraklasy (pod warunkiem, że akurat nie leczy kontuzji), jest Guilherme (ur. 1991) z Legii Warszawa. To świetnie wyszkolony technicznie i wyjątkowo kreatywny zawodnik. Mimo że już na początku swojego pobytu przy Łazienkowskiej złapał kontuzję, to z czasem udowodnił, że może bardzo wiele dać drużynie. Śmiało można go określić ważnym architektem mistrzostwa Polski 2016 dla Legii. Świetna rozmowa z nim tutaj.

Co ciekawe, Guilherme (ur. 1990) figuruje także w kadrze Termaliki. To grajek z ciekawą przeszłością w lidze rumuńskiej (pewne miejsce w Steaua Bukareszt, mistrzostwo 2015 z tym zespołem), ale u nas kompletnie nic jeszcze nie pokazał.

Kolejną mocną postacią jest Hebert (ur. 1991), filar defensywy Piasta. Choć to Brazylijczyk czystej krwi, w seniorskiej piłce zaistniał dopiero w Portugalii. Najpierw występował w II lidze, a później doczekał się transferu do Sportingu Braga. Tam jednak nie mógł przebić się do składu i wiosną 2014 roku trafił do Piasta Gliwice. Tam wywalczył sobie pewne miejsce w składzie i stał się bardzo solidnym ligowym obrońcą. W poprzednich rozgrywkach był jednym z najlepszych obcokrajowców. W obecnym sezonie rozegrał wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym, a w ostatnich dwóch (ze Śląskiem i Arką) strzelał superważne gole w końcówkach spotkań. Co ciekawe zna on się z Guilherme z Bragi, bo terminowali oni tam w tym samym czasie.

Piłkarzem z ciekawą przeszłością jest Gerson (ur. 1992) z Lechii Gdańsk. Występował on w rezerwach PSV Eindhoven i Atletico Madryt, a także w klubach austriackich, węgierskich i rumuńskich. Z pewnością ma on spory potencjał, ale jakoś na razie nie może zaskoczyć. Może zbyt duża rotacja personalna w Lechii mu nie służy. Ciekawy wywiad z nim tutaj.

Na tle innych klubów prawdziwym „brazylijskim potentatem” jest Arka Gdynia. Ma ona w swojej kadrze aż dwóch Canarinhos. Są to Marcus Vinicius (ur. 1984) i Alan (ur. 1993). Ten pierwszy jest już prawdziwym wyjadaczem polskiej piłki. W naszym kraju bawi bowiem od 2008 roku. Grał w takich klubach jak Piast Choszczno, Czarni Żagań, Zdrój Ciechocinek, Orkan Rumia, GKS Bełchatów (20 meczów w ekstraklasie) i od pięciu lat reprezentuje Arkę. Wyrobił tam sobie silną pozycję – jest etatowym wykonawcą rzutów karnych i jednym z kapitanów drużyny. Do takiej rangi w zespole pretenduje Alan. On w Polsce przebywa jednak tylko trzy lata. Najpierw był graczem rezerw Legii Warszawa, a później przeniósł się właśnie do Arki. W zeszłym sezonie miał pewne miejsce w składzie, ale w obecnym jeszcze nie pojawił się na boisku.

Od 2010 roku z kolei na polskich boiskach występuje Deleu (ur. 1984) – zawodnik Cracovii, a wcześniej Lechii Gdańsk. To solidny zawodnik wykonujący ciężką pracę w defensywie Pasów. Na dodatek zawsze się uśmiecha! Kibice mogą go pamiętać ze spotkania Lechia – Lech (1:4) rozgrywanego jesienią 2013 roku. Wtedy to po pięknym uderzeniu Brazylijczyka piłka odbiła się od poprzeczki, spadła na ziemię za linią bramkową, po czym… wyleciała w pole. Sędzia jednak słusznie uznał gola. Akcja do wglądu tutaj. Interesująca rozmowa z Deleu - tutaj.

Bramkę Lechowi strzelił także Leandro (ur. 1983) z Górnika Łęczna. Brazylijczyk przedtem występował w Koronie Kielce, a zanim przyjechał do Polski, to przez kilka lat występował na Ukrainie. Leandro sprawia wrażenie nieco sztywnego, ale górę biorą jego ofensywne atuty – ciąg na bramkę i przebojowość. Kibice pamiętają mu tę bramkę. Sylwetka Brazylijczyka - tutaj.

Wreszcie jednym z najświeższych nabytków jest Guti Tomelin (ur. 1991). To obrońca, który wiosną tego roku trafił do Jagiellonii ze spadkowicza z brazylijskiej ekstraklasy – Joinville EC. Rozegrał w niej 12 spotkań, ale zaprezentował się w nich dość przeciętnie. W tym sezonie wciąż jest jednak podstawowym zawodnikiem Jagi. Więcej do poczytania o nim tutaj i tutaj.

To zestawienie pokazuje, że w klubowych kadrach ekstraklasy dominują tacy Brazylijczycy, którzy w Polsce bawią już od kilku lat i można powiedzieć, że jakoś się zaaklimatyzowali nad Wisłą. Skorzystać na tej sytuacji powinni przede wszystkim kibice. Lepiej oglądać przybyszów z Kraju Kawy w mniejszej ilości, ale lepszej jakości i bardziej związanych ze swoimi klubami.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego

Lecha Poznań "Heeej Lech!"

P.