Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

wtorek, 07 marca 2017
Przybywają ze wszystkich stron świata

globe1

Nieco ponad pięć lat temu popełniłem wyliczankę dotyczącą listy państw, z których nie gościliśmy jeszcze piłkarskich reprezentantów w ekstraklasie. Cały tekst znajdziecie tutaj. Po intensywnych ruchach transferowych, drenujących już niemal każdy zakamarek Europy, a także wiele kryjówek porozrzucanych po innych częściach świata, wypada listę tę zaktualizować. Zatem:

Andora, Belgia, Cypr, Grecja, Irlandia, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Szkocja, Szwajcaria, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar, Kosowo

Pierwszym Belgiem, który dotarł do naszej ligi był Arnaud Djoum, który z czasem jednak okazał się - hihi - Kameruńczykiem (z tą reprezentacją triumfował na PNA 2017). Wakat się jednak nie pojawił, bo "jego miejsce" zajął Odjidja-Ofoe. Cypr uosabiał Dossa Junior. Grecję rozsiany po różnych klubach tercet: Anestis Argyriou (Zawisza Bydgoszcz), Mavroudis Bougaidis (Lechia Gdańsk) i Giannis Papadopoulos (Cracovia). Irlandia to - największa świeżynka - Cillian Sheridan, Szkocja - Barry Douglas (a od niedawna także Ziggy Gordon), zaś flagę Szwajcarii w tym pochodzie trzymali Darko Jevtic i Aleksandar Prijovic. Nowi członkowie UEFA pojawili się połowicznie - Kosowo swojego reprezentanta miała już dawno (Munishi - czytajcie tutaj), ale także zupełnie niedawno (Hasani w Łęcznej). Z Gibraltaru na razie brak ochotników. Na Starym Kontynencie mamy zatem 10 białych plam.

Nic się nie zmieniło w sprawie CONMEBOL -

Argentyna, Brazylia, Chile, Urugwaj, Kolumbia, Paragwaj, Peru, Wenezuela, Ekwador, Boliwia

wciąż nie dotarł nikt z Ekwadoru (tę sprawę zmieniłby niedoszły transfer Felipe Caiedo) ani Boliwii.

Warto się jednak zmierzyć - po raz pierwszy! - w całości z CONCACAF.

Kanada, Meksyk, USA, Belize, Gwatemala, Honduras, Kostaryka, Nikaragua, Panama, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Curaçao, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Gwadelupa, Haiti, Jamajka, Kajmany, Kuba, Martynika, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

Kanada to Trafford, Vitoria i Borjan (a wcześniej ławkowy Bellote, na zapleczu zaś Sing i kilku Polako-Kanadyjczyków). Meksyk wciąż problematyczny - pisałem o tym w tekście sprzed 5 lat. Gwatemala - Swisher. Honduras - Costly, Chavez i Quioto. USA - Apple, Evans, Hlavaty, White (osobną kwestią są Amerykanie w niższych ligach - np. Lech Poznań). Kostaryka - Junior Diaz. Panama - Luiz Henriquez. Curacao - van Kessel. Gwadelupa - Fleurival, Phibel. Haiti - Guerrier, Lafrance, Sarki. Martynika - Buval i Langil. Co ciekawe, Trynidad i Tobago miał swoich - utytułowanych! - reprezentantów, ale tylko na zapleczu ekstraklasy (Daniel, Williams).

Afryka to już nieco bardziej skomplikowana sprawa. Do CAF należy 56 federacji. Ja doliczyłem się przedstawicieli 24 z nich. To niecała połowa:

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

Najmizerniej wygląda jednak sprawa z Azją. Tutaj z 47 federacji gościliśmy w ekstraklasie piłkarzy z takich tylko państw jak:

Australia, Chiny, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Grajków można wymienić ciurkiem: Burns, Haliti, Thwaite, Rozic; Dong Fangzhou; Japonia do oczytania tutaj; Nikitin i Bernhardt; Kim Min-kyun (choć Koreańczyków przewinęło się więcej, to tylko on zaliczył występ w lidze); Alexis Norambuena (na zapleczu długo występował Omar Jarun).

Z rewiru Oceanii (16 federacji) zajrzał zaś do nas tylko delegat Nowej Zelandii (Aaran Lines).

Podsumowując zatem, Europa nie ma nam już zbyt wiele do zaoferowania. Ameryka Południowa - wyłącznie ludzi z państw na wysokościach. Z Afryki - nie dobiliśmy jeszcze do półmetka, zaś pozostałe federacje ledwie piłkarsko napoczęliśmy.

P.

czwartek, 02 marca 2017
Generał to mniej świrnięty Świr

Podobno był zdolniejszy, (prawie) na pewno rozsądniejszy. Podobno bardziej utalentowany, na pewno na boisku godniejszy. Pomimo to zdecydowanie bardziej pamiętamy obecnie jego młodszego brata - Piotra. To jednak MAREK ŚWIERCZEWSKI dzisiaj świętuje swoje pięćdziesiąte urodziny.

wir

Miał ksywkę "Generał" i coś było na rzeczy. Jego grę cechowała elegancja i rozwaga. Rzadko zbierał żółte kartki, czerwone - prawie nigdy. Świetnie wyprowadzał piłkę i celnie podawał. Większość kibiców może nie pamiętać, że swoją karierę zaczynał jako utalentowany napastnik. Później zresztą, już grając na obronie, również często trafiał do bramki przeciwnika. Świetnie grał głową, pewnie wykonywał rzuty karne.

W Polsce związany był przede wszystkim z dwoma klubami - Wisłą Kraków i GKS Katowice (a na samym początku - krótko z Hutnikiem Kraków). W tym pierwszym załapał się na kapitalny skład, z którym... spadł z ligi. W tym drugim był wieloletnim kapitanem i już żywą legendą. Kto wie czy jednak jeszcze bardziej ceniony nie był w Austrii, gdzie święcił triumfy w Sturmie Graz (dwa razy krajowy puchar),

indeks

notował dobre występy w Austrii Wiedeń i Admirze Wacker (w pewnym momencie była ich tutaj piątka - obok Świra także Iwan, Ledwoń, Szamo i Olszar), a potem przez wiele lat występował w klubach z niższych lig. Nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, zawsze był liderem drużyny, w której występował.

Nie powiodło mu się natomiast w reprezentacji Polski. Choć ma na koncie sześć spotkań w kadrze prowadzonej przez Henryka Apostela, a część z nich w ramach el. EURO 1996 (z Francją, Rumunią, Izraelem i Azerbejdżanem), to nigdy nie był w niej podstawowym graczem. To dość interesujące, bo defensywa nie była wówczas mocną stroną biało-czerwonych, choć w jej środku występowali zwykle Łapiński, Zieliński i Wałdoch.

Przy tej okazji bardzo polecam ten wywiad, a w ramach wspominek również ten tekst o byłych graczach GKS z czasów Świra. Ciekawostką zaś jest to, że córka Świerczewskiego - Sandra - to austriacka gwiazda pływania.

P.

środa, 22 lutego 2017
Socjologia sportu - red. Honorata Jakubowska i Przemysław Nosal

Niezręcznie jest w pisać o książkach, które się współtworzy. Tym razem jednak nie ima się mnie nieśmiałość. Z jednej bowiem strony, to dzieło zbiorowe, powołane do życia przez trzynastu świetnych autorów, a każdy z nich wycisnął ze swojego tematu miód, maliny, smakołyki i wisienki na torcie. Z drugiej zaś, nie boję się tego napisać :), to jedna z najlepszych socjologicznych książek o sporcie napisanych po polsku.

Proszę Państwa, oto "Socjologia sportu" pod redakcją Honoraty Jakubowskiej i Przemysława Nosala, czyli moją.

socj

Wymyśliliśmy sobie tę książkę jako reader - spójny i przemyślany zbiór tekstów, które mają możliwe wyczerpująco opisać daną dziedzinę. Jest to zatem coś na kształt rozbudowanego słownika, gdzie różne wymiary współczesnego sportu analizowane są przez pryzmat najważniejszych zjawisk życia społecznego.

Oddajemy więc czytelnikom zbiór 20 haseł dotyczących takich sportowych fenomenów jak doping, emocje, globalizacja, kibice, klasy społeczne, media, mniejszości seksualne, naród, niepełnosprawność, organizacje sportowe, płeć, polityka, postkolonializm, praca, rasa, religia, sztuki wizualne, technologia, wielkie imprezy sportowe czy zwierzęta. Sorry, ale w tej książce jest naprawdę wszystko, co o socjologicznych/ społecznych aspektach sportu warto wiedzieć.

"Socjologia sportu" powstała bowiem z myślą o osobach interesujących się sportem. Po prostu. Porusza szereg tematów, z którymi każdy fan sportu spotyka się, a nie zawsze postrzega je jako pewien społeczny konstrukt. Doping? Jasne, ale co za nim stoi? Zmiany reprezentacji narodowych? OK, ale w imię czego? Religia na stadionach? Dlaczego tak i dlaczego nie? Wątki można mnożyć.

To publikacja, która nie jest zatem limitowana do środowiska socjologicznego. Nie adresujemy jej wyłącznie do naukowców albo studentów. Choć oczywiście operuje kluczowymi dla tej nauki kategoriami to nie jest hermetyczna, nikt nie połamie sobie na niej czytelniczych zębów. Każdemu natomiast ułatwi - a przynajmniej chcielibyśmy, aby tak było - zrozumienie najważniejszych zjawisk, które sprawiają, że współczesny sport wygląda tak, jak wygląda.

Wielką wartością książki są także liczne przykłady opisywanych zjawisk. Niektóre to prawdziwe perełki z wykopalisk, ilustrujące określone fenomeny. Posłużę się przykładem ze swojego poletka. Pisząc o niehumanitarnym traktowaniu zwierząt w sporcie trafiłem na przykład na relacje mówiące, że na Igrzyskach Paryż 1900 jedną z konkurencji było strzelanie z ostrej amunicji do ptaków albo o gołębiach płonących podczas otwarcia IO 1988 w Seulu. To oczywiście tylko wybrane obrazki z jednego tekstu, a znaleźć je można w każdym z artykułów.

"Socjologię sportu" można traktować jako socjologiczne kompendium, encyklopedię albo słownik świata sportu. Jako komentarz i uzupełnienie tego, co oglądamy na boisku. Jako pewien społeczny fundament, na którym odlane zostały później szczegółowe elementy piłki nożnej, lekkiej atletyki, wioślarstwa, boksu czy koszykówki.

Zatem - jeśli chcielibyście spojrzeć na sport inaczej niż zwykle i dowiedzieć się o nim czegoś, o czym nie przeczytacie w gazetach, to polecam "Socjologię sportu".

P.

czwartek, 02 lutego 2017
Turniej w Spodku. Złote lata i upadek

Przyznam, że to moje bardzo miłe wspomnienie z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Przerwa noworoczna, świąteczna atmosfera w domu, rodzinne lenistwo i... turnieje halowe w Niemczech :) Tak, miało to swój ogromny urok, oglądać tamte klimatyczne rozgrywki, gdzie największe gwiazdy Bundesligi czarowały na parkietach otoczonych bandami. Dodatkowo, w zawodach tych występowali często także piłkarze Widzewa Łódź (dzięki niemieckim koneksjom Andrzeja Grajewskiego), dzięki czemu kolejne imprezy z cyklu śledziło się z wypiekami na twarzy.

Popularność zawodów transmitowanych przez zagraniczne stacje telewizyjne sprawiła, że nad Wisłą także pojawił się pomysł organizacji spektakularnego turnieju halowego. Jak postanowiono tak zrobiono - turniej w katowickim Spodku miał się stać polskim Fussball Hallenmeisterschaft.

19970118_EB_Sport_Cup__Spodek

Pierwsza edycja Spodka odbyła się w styczniu 1995 roku. Oficjalnym sponsorem imprezy został browar EB, od razu też instalując się w nazwie, która w związku z tym brzmieć miała EB Cup. Do udziału zaproszono pięć ekip: Górnika Zabrze, ŁKS, Ruch Chorzów, GKS Katowice, Legia Warszawa. Formuła zakładała jedną grupę, w której gra każdy z każdym. Po zaciętych bojach zwyciężył Górnik Zabrze, który w decydującym spotkaniu zremisował z lokującym się zaraz za nim w tabeli GKS.

Wyniki spotkań wraz ze strzelcami goli znajdziecie tutaj i tutaj. Warto też wspomnieć, że za najlepszego zawodnika uznano Dariusza Kosełą.

Na trybunach siedem tysięcy kibiców (!!!), większość dopingująca GKS, ale także pozostałe drużyn. Mimo to było względnie spokojnie, pomijając jeden incydent.

Pomysł się sprawdził, kibice oczekiwali właśnie takiego wydarzenia. Trzeba było iść za ciosem.

*

Sukces pierwszej edycji sprawił, że EB Cup 1996 był jeszcze bardziej spektakularny. Do boju przystąpiło osiem drużyn podzielonych na dwie grupy: Stal Mielec, Widzew Łódź, Jeziorak Iława i GKS Katowice oraz Ruch Chorzów, ŁKS Łódź, Raków Częstochowa i Górnik Zabrze. Sensacyjnym zwycięzcą turnieju został Raków Częstochowa. Najpierw wygrał swoją grupę, potem po pięknym boju odprawił w półfinale GKS Katowice (3:2), by w finale, po jeszcze bardziej spektakularnych zawodach, pokonać Ruch Chorzów (6:5). Dla częstochowian to jeden z największych sukcesów w historii, którym chwalą się oni na swojej stronie. Co ciekawe, pierwotne zgłoszenie Rakowa do turnieju zostało odrzucone i dopiero po rezygnacji jednej z ekip zaproszono go do udziału.

Najlepszym piłkarzem turnieju został Marek Citko, bramkarzem Ryszard Kołodziejczyk, a strzelcem Damian Galeja. Relacja z turnieju tutaj.

Kibicowsko - pamiętajmy, że "kolorowe lata dziewięćdziesiąte" - turniej także wypadł dość spokojnie. Patrząc z dzisiejszej perspektywy to dość niezwykłe, bo do wielkiej, ale ograniczonej wewnętrznie i zamkniętej przestrzeni wpuszczono 9000 kibiców zantagonizowanych zwykle klubów. Polecam tę relację.

*

Spodek 1997. Pierwsze błyskawice przed przyszłoroczną burzą. Na tym turnieju wystąpiły drużyny GKS-u Katowice, Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze, Widzewa Łódź, Rakowa Częstochowa, Odry Wodzisław oraz Lecha Poznań. Wraz z drużynami stawili się także ich fani: 2000 z GKS, 2000 z Ruchu, 1300 z Górnika. Było sporo drobnych zadym i zdecydowanych interwencji policji. Poczytacie o tym tutaj i tutaj. Swoją drogą, zobaczcie w poniższych filmikach jak "obklejona" jest hala kibicami. Oni wręcz wiszą na piłkarzach (a i na sobie nawzajem), uprasowani jak sardynki w puszce.

Piłkarsko turniej stał na bardzo wysokim poziomie. Sporo było ciekawych meczów w grupach, a w półfinałach kibice mogli obejrzeć wyjątkowo emocjonujące starcia. W finale Lech Poznań okazał się lepszy od GKS Katowice (6:3).

Najlepszym piłkarzem i strzelcem turnieju został Jan Furtok, a bramkarzem Marek Matuszek. Wyniki spotkań znajdziecie tutaj.

*

Spodek 1998. Terror, pożoga i śmierć imprezy. Jeden z punktów kulminacyjnych stadionowego chuligaństwa lat dziewięćdziesiątych. Totalna wojna między pseudokibicami podczas katowickiej imprezy stała się ikoniczną wręcz ilustracją kondycji polskich trybun u schyłku wieku. Oto fragment relacji z tamtych wydarzeń (zaczerpnięty stąd):

Na turnieju pojawiły się następujące ekipy: Ruch Chorzów – ok. 2000 osób; GKS Katowice – 1500 osób; Górnik Zabrze – 800 osób; Wisła Kraków - 200 osób (9 Jagiellonia, 3 Śląsk, 2 Lechia); GKS Tychy + ŁKS – 150 osób; Lech Poznań - 80 osób ( niewpuszczeni na halę przez brak wcześniejszego zamówienia biletów); Raków Częstochowa – 70 osób; Odra Wodzisław – 40 osób. Ponadto na sektorach Wisły obecne było Zagłębie Sosnowiec (15) a z Ruchem zasiadło 9 fanów Widzewa. Rozmieszczenie fanów na trybunach wyglądało następująco: Odra – Raków - Ruch - GKS - Górnik – Wisła a na dolnej kondygnacji tysko-łódzka koalicja. Lech podobno miał być między Rakowem a Ruchem.

Pierwsze zamieszki zaczęły się już przed wejściem do hali, a pierwsza bijatyka na trybunach miała miejsce przed rozpoczęciem pierwszego meczu. Na turnieju zgromadziło się blisko 7 tysięcy kibiców, na 7 zorganizowanych grup kibiców, 6 prowadziła między sobą regularną bitwę. W Spodku czuwało 300 ochroniarzy z chorzowskiej firmy Fosa. Stracili jednak kontrolę już podczas pierwszej bitwy kibiców GKS i Górnika. Tłum obrzucał się krzesełkami. Przeciwników zrzucano z wysokości kilku metrów na niższe sektory.

W trosce o własne zdrowie, z turnieju wycofała się drużyna Lecha Poznań, a inne drużyny były o krok od podjęcia identycznej decyzji. Organizatorzy próbowali wszelkimi sposobami załagodzić sytuację. Nie dały skutku wypowiedzi kapitanów drużyn, sędziów i oficjeli. Dopiero przemówienia "wysłanników" wszystkich obecnych w Spodku grup kibiców, przywróciły spokój na trybunach.

Ochroniarze znosili pokrwawionych ludzi do centrum prasowego. Sanitariusze opatrzyli ponad stu rannych, 47 zabrało pogotowie, pięciu hospitalizowano. Zniszczono tysiąc krzeseł i 14 szyb. Do Spodka wkroczyło 88 policjantów, którzy jednak nie wdawali się w bójki z kibicami. Mówiono, że nie chcieli prowokować kibiców, pamiętając o wydarzeniach słupskich. Raniono dwóch funkcjonariuszy. Zatrzymano jednego chuligana, który na ulicy zaatakował policjanta koszem na śmieci.

W sieci można znaleźć więcej kibolskich relacji ze spodkowych zamieszek, ja odsyłam przede wszystkim tutaj. Poza tym sporo jest również nagrań wideo - np. tutaj, tutaj i tutaj. Tutaj z kolei relacja prasowa.

Na tym tle zupełnie nieistotny jest sportowy wymiar wydarzenia. O ile mecze grupy A udało się jeszcze rozegrać "normalnie", o tyle grupa B już nie miała takiego komfortu. Jak już wspomniano Lech Poznań w ogóle wycofał się z turnieju, a w półfinale zagrały Wisła Kraków z Odrą Wodzisław (2:2 k. 5:6) i Ruch Chorzów z GKS-em Katowice (1:1 k. 1:2). W finale Odra wygrała z GKS po rzutach karnych (4:4 k. 3:4).

Wybrane wyniki turnieju znajdziecie tutaj.

*

Wszyscy wiedzieli, że wydarzenia z 1998 roku oznaczają w zasadzie śmierć turnieju. Zbyt mocno ludziom utkwił w głowach obraz osób lecących z trybun, wyrywanych krzesełek, okładania się pałkami, bitwy z policją. Nie było szans, żeby wrócić do punktu zero i zacząć imprezę od nowa. Ale...

... Mało kto o tym pamięta (ja też o tym nie pamiętałem), lecz rok później, w styczniu 1999 roku odbyła się kolejna edycja "Spodka". O wiele mniejsza, o wiele mniej spektakularna, o wiele mniej medialna, bez Ruchu Chorzów. Wystąpiły drużyny następujące drużyny: Ruch Radzionków, Widzew Łódź, Górnik Zabrze, GKS Katowice, Odra Wodzisław, GKS Bełchatów oraz czeskie Slezsky Opawa i FK Teplice. W finale wygrały Cidry pokonując GKS Katowice 3:2. Wybrane wyniki tutaj.

Z czasem okazało się jednak, że to epitafium dla katowickiego turnieju, lub - jak kto woli - respiracja trupa. Choć jeszcze kilkukrotnie przymierzano się do organizacji "piłkarskiego Spodka", to nigdy nie doszedł już on do skutku.

*

Krótka, ale intensywna historia turnieju w Spodku to dla mnie fascynujący przykład potransformacyjnych paradoksów lat dziewięćdziesiątych. Zachodnia idea (biznesowa, bo oparta na chęci generowania zysków z futbolu również zimą, ale i festiwalowa, wręcz biesiadna, dająca rozrywkę całym rodzinom) spotkała się z ówczesną bolesną rzeczywistością polskich trybun - pozbawioną jakichkolwiek polityki bezpieczeństwa i opartą na fanatyzmie, antagonizmach oraz publicznej przemocy. To chyba musiało tak się skończyć (?).

P.

wtorek, 31 stycznia 2017
Co czytać o futbolu w Afryce?

Korzystając z przerwy w Pucharze Narodów Afryki warto sięgnąć po dwie - niemłode już - książki adresowane do każdego fana futbolu z Czarnego Lądu.

Pierwsza to "Feet of the Chameleon. The story of African Football" Iana Hawkeya.

51lPIvnTPdL._SX303_BO1,204,203,200_

We wnikliwy, ale i przystępny sposób autor opisuje w niej mechanizmy pojawiania się piłki nożnej w Afryce, jej rozwoju i stopniowej dominacji na płaszczyźnie innych sportów. Przywołując historię znanych, ale i nieco mniej popularnych postaci Hawkey zwraca uwagę na kluczowe fenomeny afrykańskiego futbolu - postkolonialną spuściznę, rytualizm, plemienność, dążenia emancypacyjne i uwikłanie polityczne. Skupia się także na afrykańskich występach w MŚ oraz na poszczególnych edycjach PNA (te fragmenty w moim odczuciu mają zdecydowanie najmniej polotu). To opowieść o wielu krajach i wielu imprezach, ale także o Afryce jako całości.

Tutaj można przeczytać recenzję książki z "The Independent". Ja polecam, warto.

Druga zaś to "Africa United" Steve'a Bloomfielda.

i-africa-united-how-football-explains-africa-steve-bloomfield

O popularności tej książki niech świadczy fakt, że doczekała się kilku już wznowień. Być może jej siłą pozostaje prosty i czytelny klucz. W dziesięciu rozdziałach opisanych jest trzynaście krajów i ich futbolowych przypadków: Egipt, Sudan i Czad, Somalia, Kenia, Rwanda i DR Konga, Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej, Sierra Leona i Liberia, Zimbabwe oraz RPA.

To zdecydowanie książka reporterska, trochę w sumie też podróżnicza. Autor odwiedza opisywane państwa, w każdym rozmawia z lokalsami o futbolu, przywołuje wydarzenia, które go spotkały. Taka konwencja nadaje tekstowi płynności i codziennego szelestu, ale zarazem pozbawia go nieco szerszej optyki oraz głębszego spojrzenia. To fajna (naprawdę interesująca!) podróżnicza gawęda, wzbogacona o historyczny kontekst i liczne anegdoty z przeszłości. Dobrze się to czyta i sporo można się dowiedzieć, bez pretensji jednak do socjologicznych, kulturoznawczych czy politologicznych wniosków. I tutaj też recenzja z "I" do wglądu.

To jeszcze przy okazji, jak już się zrobiło tak nostalgicznie, to na zakończenie polecamy przeglądy najpiękniejszych bramek z poprzednich Pucharów Narodów Afryki.

PNA 2015 - tutaj i tutaj (best moments)

PNA 2013 - tutaj

PNA 2012 - tutaj

PNA 2010 - tutaj

PNA 2008 - tutaj

PNA 2006 - tutaj

PNA 2000 - tutaj

Niektóre trafienia to prawdziwe perełki. Enjoy!

P.