Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

niedziela, 06 sierpnia 2017
Arka Gdynia z nowym rozdziałem. Żółto-Niebiescy Macieja Witczaka czekają na III tom

siemaszko

Arki Gdynia dwumecz z FC Midtjylland będzie wspominany jako jeden z najbardziej dramatycznych w historii występów polskich klubów w europejskich pucharach, nie mam wątpliwości. Wygrana w Gdyni w ostatniej minucie, przegrana i strata awansu w Danii po golu w doliczonym czasie gry, to jest nieprawdopodobnie zawałowa opowieść. Przy okazji tych spotkań, podobnie jak przed finałem Pucharu Polski z Lechem Poznań, zajrzałem do monografii Macieja Witczaka o Arce Gdynia.

 Żółto-Niebiescy - Maciej Witczak - książki o historii Arki Gdynia

To są dwa dobre tomy - tak dobre, że po sukcesach Żółto-Niebieskich w 2017 roku, czas na trzecią część. To opracowanie na tyle ciekawe, a jednocześnie uporządkowane i zwyczajnie ładne, że najwyższy czas napisać tu o nim parę słów. Niech żałują ci, którzy nie kupili go w porę - w księgarniach i sklepie Arki już dawno „Żółto-Niebieskich” nie widzę. Pozostaje czyhanie na aukcjach internetowych.

Dla porządku. Pierwszy tom obejmuje czas od powstania klubu do 2001 roku, na 480 czarno-białych stronach i prawie 30 kolorowej części ze zdjęciami. Drugi, z podtytułem „Klub marzeń miasta z morza”, to już ponad 550 stron na kredowym papierze, ze szczegółowym opisem dekady 2001-2010 i uzupełnioną częścią z biogramami i statystykami z całej historii Arki. Trwająca teraz dekada, nie licząc ubiegłego sezonu, do łatwych nie należała, ale w końcu do 345 meczów w ekstraklasie opisanych przez Macieja Witczaka, klub dołożył 55 i oto mecz 3. kolejki sezonu 2017/2018, z Wisłą Płock, był spotkaniem nr 400 na najwyższym szczeblu.

W „Żółto-Niebieskich” są opowieści i notki dla mnie szczególnie ciekawe. Wspomnę tu o pięciu, choć jest ich dużo więcej.

Arka Gdynia - geneza barw klubowych

Dla kibiców z Gdyni to jasna sprawa, ale dla mnie nie - geneza żółto-niebieskich barw Arki, związana jest z zawodami dla szwedzkich marynarzy i pastorem Ekstromem z kościoła szwedzkiego. Przypomina mi to historię z barwami Boca Juniors, które wzięły się od szwedzkiego statku akurat wpływającego do portu. Wcześniej, do 1972 r., gdyńskie kluby, które potem stworzyły klub będący dziś Arką, grały na niebiesko-biało.

Jak Kazimierz Deyna ze Starogardu przeszedł do ŁKS i Legii zamiast Arki

Polecam opowieść trenera Grzegorza Polakowa, jak mało brakowało, by w Arce Gdynia grał młody Kazimiarz Deyna. MZKS dawał piłkarzowi 40 tys. zł, ten chciał 70 tys. zł, na co klub ostatecznie przystał. Kwity zostały podpisane. „- Niestety wciąż nie pojawiał się on na treningach, a kiedy ponownie udałem się do Starogardu, okazało się, że Kazik wyjechał do Łodzi do swojego brata, który był tam milicjantem. Od rodziców otrzymaliśmy adres, pod którym zastaliśmy Deynę. Po dłuższym wahaniu, jak pamiętam, zgodził się wreszcie na rozmowę w barze mlecznym przy ulicy Lutomirskiej, gdzie tak przynajmniej mi się zdawało, zgodził się na powrót do Gdyni. Jednak wkrótce zadebiutował w I lidze, w barwach ŁKS-u, a potem znalazł się w Legii” - opisywał Grzegorz Polakow.

Arka Gdynia w Egipcie

 Arka Gdynia w Egipcie

Przed sezonem 1972/1973 klub z Gdyni pojechał na tournee do Egiptu, gdzie zremisował z klubami z Aleksandrii (Union 0:0, Olimpic 1:1), a przede wszystkim pokonał słynny Zamalek Kair 1:0. „Należy dodać, że występom arkowców towarzyszyło ogromne zainteresowanie ze strony mediów i kibiców. Wszystkie spotkania były transmitowane przez telewizję, mecze w Aleksandrii rozgrywano przy sztucznym świetle, a stadiony wypełniły się po brzegi” - pisze Maciej Witczak, zamieszczając skan egipskiej gazety.

Puchar Polski dla Arki

Szczegółowo, wręcz reporterski sposób, opisany jest 1979 rok, gdy Arka wygrała Puchar Polski. Wówczas w ćwierćfinale Arka wyeliminowała Lecha Poznań. Ten mało pamiętany mecz był jednym z najbardziej dramatycznych w całej historii Pucharu Polski. Po 90 minutach było 1:1, po dogrywce - 2:2, a tuż przed konkursem rzutów karnych gdyńscy trenerzy zrobili zmianę w bramce - Włodzimierza Żemojtela zastąpił Andrzej Czyżniewski. Sam finał z Wisłą Kraków - wtedy rywalem wielkim, będącym o krok od półfinału Pucharu Mistrzów - też opisany jest z reporterskim zacięciem. Gdyby komuś było mało lektury - cały mecz można obejrzeć na YouTube, polecam też dobry reportaż Radia Gdańsk.

Pierwsi obcokrajowcy w Arce Gdynia

W końcu to, co miłośnicy lat 90. lubią najbardziej - notki o zagranicznych piłkarzach, którzy przyjechali do Polski po zmianie ustroju. Z nich dowiedziałem się, że...

Aleksander Waniuszkin (ur. 1962 w Mińsku, wtedy ZSRR) był środkowym obrońcą o dobrych warunkach fizycznych i z dobrym strzałem głową, od marca 1992 do czerwca 1993 r. zagrał w sumie w II i III lidze aż 48 meczów (ostatni przeciw Warcie Poznań). Pierwszy obcokrajowiec w historii Arki „latem 1993 wyjechał na urlop na rodzinną Białoruś i pomimo ważnego kontraktu nie dał znaku życia”.

Rolandas Bubliauskas (ur. 1966) - Litwim po grze dla Atlantasu Kłajpeda i Żalgirisu Wilno, zadebiutował w Arce w tym samym meczu co Waniuszkin, więc noszą miano pierwszych zagranicznych piłkarzy w historii klubu z Gdyni, ale Bubliauskas to pierwszy obcokrajowiec-strzelec gola dla Arki. W 20 meczach uzbierał ich w sumie sześć, wszystkie w trzeciej lidze.

Leonid Leonidow (ur. 1962) to napastnik, który w 1993 r. przeszedł do Arki po wcześniejszej grze w Concordii Knurów i Chemiku Polce - w pierwszym z tych klubów był bohaterem afery związanej z brakiem uprawnień do gry, w drugim był najskuteczniejszym piłkarzem. Ale w Arce w 18 meczach Rosjanin zdobył tylko jednego gola.

Andrij Baraniwski (ur. 1973 w Karagandzie, wtedy ZSRR) to napastnik, który „według niepotwierdzonych informacji znajdował się w szerokiej kadrze Dynama Kijów”, a do Arki przeszedł z Saturna Irpeń. Wiosną 1995 roku w 14 meczach drugiej ligi zdobył dwa gole (w tym z Bałtykiem Gdynia).

Samir Mohammed Abane (ur. 1974) to algierski napastnik, który był pierwszym przedstawicielem Afryki w Arce. W 1997 roku zagrał w 25 meczach w III lidze i trzech w Pucharze Polski - strzelił w sumie sześć goli. „Algierczyk nie otrzymał wielu szans od szkoleniowców. Obdarzony nienaganną techniką, błysnął fantastycznym golem w meczu derbowym z Bałtykiem. Fragment przykładowej notki o piłkarzu Arki z Żółto-Niebieskich wygląda jak na zdjęciu.

 Samir Abane

 Żółto-Niebieskich na tyle okładki poleca Andrzej Gowarzewski i tak naprawdę, monografia w tej formie spokojnie mogłaby wyjść cyklu Kolekcja Klubów Encyklopedii Piłkarskiej Fuji. A to chyba wystarczająca rekomendacja.

B.

czwartek, 03 sierpnia 2017
Włodzimierz Wlodi Smolarek w FC Utrecht. Stary człowiek i może - z Realem, z połamanymi żebrami, z woleja, z rzutu rożnego

 Włodzimierz Wlodi Smolarek - FC Utrecht

Euzebiusz Smolarek za wcześnie skończył kopać piłkę - najlepiej świadczy o tym fakt, że gdy zagrał swój ostatni ligowy mecz (Jagiellonia Białystok - Ruch Chorzów), był młodszy (miał 32 lata i 144 dni) niż jego ojciec, Włodzimierz Smolarek, gdy rozgrywał pierwsze oficjalne spotkanie w barwach FC Utrecht (32 lata i 188 dni). A Smolarek senior grał w Utrechcie jeszcze ponad sześć lat! Wlodi, jak mówili i pisali o nim Holendrzy, w Utrechcie starzał się pięknie, o czym często się zapomina, podkreślając w jego zagranicznym CV przede wszystkim Eintracht Frankfurt i Feyenoord. Z tych trzech klubów, właśnie w tym najmniejszym czuł się najlepiej i chyba też grał najwspanialej. Jego gole trochę mogły umykać uwadze kibica w pierwszej połowie lat 90., choćby dlatego, że Włodzimierz Smolarek - za wyjątkiem meczu z Holandią - nie był już brany pod uwagę przy powołaniach do reprezentacji, prasa więc pisała o nim mniej niż np. o Romanie Koseckim. Sam już wtedy piłką się interesowałem, ale gole Smolarka w Holandii jakoś mi umykały. Może też dlatego, że skończył z grą w piłkę tuż przed tym, gdy znałem wszystkie składy na pamięć dzięki Sensible Soccer.

Smolarek w rytmie Volare na Feyenoordzie

Pobytu w Feyenoordzie na pewno nie musiał się wstydzić: jego bilans to 46 meczów i 13 goli w Eredivisie i jeden mecz w Pucharze UEFA (z VfB Stuttgart). Bramki zdobył i w meczu z Ajaxem, i z PSV Eindhoven, do tego dołożył hat-trick w derbach ze Spartą. A debiutował w towarzyskim turnieju, spotkaniem z Realem Madryt, wywalczył karnego na remis, po którym zapanowała w Rotterdamie jakaś niebywała - jak na piknikowe znaczenie imprezy - euforia. Nawet trenujący Real Leo Beenhakker zamiast powtarzać z uśmiechem pod nosem „international level”, „little by little - krop po kroku” albo „surprise, surprise, Pazdan”, ewidentnie zaklął szpetnie.

Włodzimierz Smolarek wyprowadzał się z Rotterdamu na przełomie 1989 i 1990 roku, męczyły go nieustanne zmiany na stołkach dyrektorskich i trenerskich, do tego uważał, że gra coraz mniej nie dlatego, że jest słabszy od rywali-obcokrajowców (limit pozwalał wtedy na dwóch w składzie), a że nie pasuje do układu towarzysko-menedżerskiego (twierdził, że grał znajomek dyrektora Stanislav Griga). Odszedł w trakcie sezonu, który dla Feyenoordu zakończył się najgorszym miejscem w lidze holenderskiej w historii - jedenastym! Zamienił Rotterdam na Utrecht, który na początku tego właśnie sezonu, sprał Feyenoord 3:0.


Włodzimierz Smolarek - Feyenoord Rotterdam vs... przez numer10

Kibice Feyenoordu nie tylko nie mieli mu za złe odejścia, ba - nawet, gdy grał z Utrechtem na De Kuip (a pierwsza okazja była od razu, debiut Smolarka w Utrechcie - 20 stycznia 1990 - przytrafił się właśnie w Rotterdamie), śpiewali „Smolarek-oooo” na melodię „Volareeee”. Jak opisywał, we Frankfurcie czuł się jak gastarbeiter, a w Holandii czuł się traktowany jak Holender. Dla nich Wlodi to był swój chłop, który z każdym chętnie poszedłby na ryby - tak przynajmniej wynika z epickiego materiału holenderskiej telewizji.

Włodzimierz Smolarek i FC Utrecht - układ idealny

Właśnie do bramki Feyenoordu, w grudniu 1990 roku, Włodzimierz Smolarek strzelił jednego ze swoich efektowniejszych goli w Holandii. Strzał z woleja i bramkarz był bez szans, tak jak cały zespół z Rotterdamu był tego dnia w starciu z Utrechtem bezradny jak biedronka przewrócona na plecy. A Smolarek w meczu, z poprzednim pracodawcą, był najlepszy na boisku - strzelił jednego gola, ale mógł, a nawet powinien dwa-trzy.

Miał więc na rozkładzie Feyenoord, miał też pozostałych mocarzy z wielkiej trójki niderlandzkich klubów. W krótkim czasie po meczu Holandia - Polska 2:2 (w październiku 1992), w którym zmarnował piłkę meczową na 2:3, trafił i do bramki Hansa van Breukelena z PSV Eindhoven, i do bramki broniącego w tamtym meczu reprezentacji Stanleya Menzo z Ajaksu Amsterdam. O tym drugim w książce Jacka Perzyńskiego „Smolar. Piłkarz z charakterem” możemy przeczytać: „Był to chyba mój jedyny zdobyty gol w karierze, po którym zbytnio się nie cieszyłem. Koledzy z drużyny i kibice nie wiedzieli dlaczego. Jeszcze bardziej zdziwili się, gdy podleciał do mnie uśmiechnięty Stanley Menzo, złapał mnie wpół i powiedział: ‘Widzisz, Smoli, takie jest życie - dzisiaj ty byłeś górą, wcześniej ja’. Dreszcz emocji ze mnie schodził, do końca meczu jak bumerang wracała do mnie ta myśl o niewykorzystanej sytuacji z meczu z Holandią. Wolałbym strzelić w reprezentacji Polski, a nie strzelić w klubie. Stało się inaczej, a ja będę ten mecz pamiętał do końca życia”.

Mecz z Holandią był bowiem ostatnim Włodzimierza Smolarka w reprezentacji Polski.

W spotkaniach Ajax - Utrecht strzelił jeszcze potem dwa razy, pokonał też swojego kolegę Henryka Bolestę, który po krótkim pobycie w Feyenoordzie znalazł miejsce w bramce Rody Kerkrade. W końcu zdobył nawet gola bezpośrednio z rzutu rożnego, prosto do bramki RKC Walwijk.

Wszystkie te wspomnienia bledną jednak przy golu w Pucharze UEFA, strzelonym na 1:0 w spotkaniu z Realem Madryt. By do tego meczu doszło, Utrecht musiał wyeliminować Sturm Graz, w czym Włodzimierz Smolarek pomógł dwoma golami.

Wlodi Smolarek i gol z Realem Madryt


Włodzimierz Wlodi Smolarek - gole dla FC Utrecht przez numer10

Gol z Realem to niesamowita historia, bo Wlodi Smolarek w tym meczu w ogóle nie powinien grać. Nikt z połamanymi żebrami nie powinien grać w piłkę. Jeszcze raz fragment „Smolara” Jacka Perzyńskiego.

- Po meczu ligowym miałem połamane żebra i nic nie wskazywało na to, że zagram (...). W dniu meczu, a graliśmy pierwsze spotkanie u siebie, o piątej rano byłem jeszcze w szpitalu. Żebra były niezrośnięte i cały czas byłem poowijany bandażami. Byłem w ten sposób usztywniony. Zdecydowałem, że w meczu zagram na własną odpowiedzialność, chociaż mało kto wiedział, jak poważna była moja kontuzja. O tym, że jestem jeszcze połamany i poowijany bandażami, nie wiedział w klubie prawie nikt. Kibice byli zadowoleni, ale zastanawiali się tylko, dlaczego nie wyskakuję do górnych piłek. Nie zdawali sobie sprawy z tego, co miałem pod koszulką. (...) Czułem się na tyle silny, że wiedziałem, że dam sobie radę. Wyszedłem na boisko, przeleciałem się trochę po nim i pomyślałem sobie, że jest nieźle. W osiemnastej minucie daję prowadzenie Utrechtowi 1:0. Po strzelonym golu nie skakałem z radości i starałem się bardzo oschle przyjmować gratulacje kolegów, bo to mogło być przyczyną odnowienia się kontuzji. Założyłem sobie, że muszę dograć do końca pierwszej połowy. Tak też było.

Po rozmowie z trenerem Abbem Tafficiem uznał, że już wystarczy tego grania - ostatni oficjalny mecz zagrał 30 marca 1996 z FC Groningen, potem miał jeszcze pożegnanie podczas towarzyskiego spotkania z Sheffield Wednesday. Ze światem, Włodzimierz Smolarek, jeden z najlepszych piłkarzy w historii Polski, pożegnał się 7 marca 2012 r.

piątek, 28 lipca 2017
Sensacje XXI wieku: 10 polskich goli w pucharach w ostatniej minucie

Rafał Murawski - Lech Poznań - Austria WiedeńGol w ostatniej minucie, gol w doliczonym czasie - sól futbolu. W przypadku Arki Gdynia i Rafała Siemaszki musi smakować szczególnie, przecież - podobnie jak w finale Pucharu Polski z Lechem Poznań, który miałem wątpliwą przyjemność oglądać na Stadionie Narodowym - w meczu z Duńczykami mieli nie mieć szans.

Przez lata skojarzenie było jedno: to polskie drużyny tracą gola 90. minucie albo w doliczonym czasie gry, same strzelają może raz na dekadę. Faktem jest, że gol Roberta Lewandowskiego na 2:2 w wyjazdowym meczu ze Szkocją w eliminacjach Euro 2016 był bodaj pierwszym tego rodzaju (że w doliczonym, i że zmienił on wynik) w historii (!) występów Polaków o punkty, a naszym to albo jakiś Szwed, albo Odonkor do spółki z Neuvillem, albo inny Vastić wcisnął.

Ale w meczach klubowych tak źle nie było, czego dowodem niech będzie tych 10 goli z XXI wieku. Każdy z tych goli w 90. minucie (lub w doliczonym czasie gry) dał polskiemu klubowi wygraną lub awans, ewentualnie remis. Jest nawet jeden gol... zagranicznego klubu - jeden z moich ulubionych, zresztą, m.in. za sprawą komentarza Przemysława Pełki. Po prostu: przeżyjmy to jeszcze raz.

Rafał Siemaszko - Arka Gdynia - FC Midtjylland - gol na 3:2 i na wagę zwycięstwa w 90.+2 - 27.07.2017

Michał Kucharczyk - Legia Warszawa - Dundalk - gol na 1:1 i utrzymanie awansu w 90.+4 - 23.08.2016

Łukasz Surma - Esbjerg - Ruch Chorzów - gol na 2:2 i na wagę awansu w 90.+5 (I mecz 0:0) - 7.08.2014

Miroslav Radović - Legia Warszawa - St. Patrick's - gol na 1:1 i na wagę remisu w I meczu - 16.07.2014

Baye Djibi Fall - Fulham - Odense - gol na 2:2 i na wagę awansu Wisły Kraków z grupy w 90.+3 - 14.12.2011

(wersja dłuższa, z akcją Orlando Sa po drugiej stronie boiska w 90.+3)


Baye Djibi Fall - Fulham - Odense 2:2 + Wisła... przez numer10

(wersja krótka)

(radość Wisły Kraków po meczu z Twente Enschede)

Janusz Gol - Spartak Moskwa - Legia Warszawa - gol na 2:3 i na wagę awansu w 90.+2 - 25.08.2011

Artjoms Rudnevs - Juventus - Lech Poznań - gol na 3:3 i na wagę remisu w 90.+2 - 16.09.2010

Sławomir Peszko - Lech Poznań - Club Brugge - gol na 1:0 i na wagę zwycięstwa w I meczu w 90.+3 - 20.08.2009

Rafał Murawski - Lech Poznań - Austria Wiedeń - gol na 4:2 i na wagę awansu w 120.+1 - 2.10.2008

Nikola Mijailović - Iraklis Saloniki - Wisła Kraków - gol na 0:1 i na wagę dogrywki w 90.+3 - 28.09.2006

B.

Zobacz też: Sprawdź, jaki był mecz, gdy się urodziłeś (lub w dowolnej innej dacie)

wtorek, 25 lipca 2017
Sprawdź, jaki był mecz, gdy się urodziłeś. Lech Poznań - Plastika Nitra, czyli Intertoto w Śremie

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 - Adrian Szczepański

Piłka nożna doskonale ułatwia zapamiętywanie dat wydarzeń zarówno osobistych, jak i całkiem globalnych - pisał o tym Wojciech Kuczok, pisaliśmy też sami na naszym blogu. Gdyby kiedyś dotknęła mnie wybiórcza amnezja i musiałbym sprawdzić, którego dnia i o której godzinie urodził się mój syn, szukałbym meczu Zagłębie Lubin - Piast Gliwice, kończącego rundę jesienną. Kiedy było wesele kuzyna? Wtedy, gdy był mecz Polska - Słowenia. Kiedy była ustna matura z polskiego? Wtedy, gdy był finał FC Barcelona - Arsenal. Kiedy w domu pierwszy raz został odpalony magnetowid? W dniu meczu Turcja - Chorwacja na Euro 1996. Kiedy doszło do zamachu w Paryżu? W dniu meczu Polska - Islandia. Jasne i proste.

Najważniejszym z wydarzeń, którego człowiek nie jest w stanie pamiętać - i to nie dlatego, że był nietrzeźwy - jest moment jego narodzin. Tak się akurat składa, że parę dni temu - 23 lipca - miałem przyjemność odwiedzić Śrem (polecam Cafe Ole i Pumpenplatz!), moje urodziny przypadają 24 lipca, a 25 lipca - właśnie 1987 roku, w pierwszej dobie mojego życia - doszło na śremskim stadionie (wtedy nazywanym XV-lecia PRL) do spotkania z udziałem Lecha Poznań.

To był mecz tyleż nieważny, co niepowtarzalny. Po pierwsze - nieistniejący już Puchar Intertoto, nazywany słusznie Pucharem Lata, bo emocje w nim były właśnie letnie. Po drugie - Kolejorz podejmował Plastikę Nitra, drużynę reprezentującą nieistniejącą już Czechosłowację. Po trzecie - no właśnie, mecz odbył się w Śremie. Lech w - mimo wszystko - oficjalnych meczach, robił sobie tournee po Wielkopolsce, bo wcześniej przegrane 0:1 spotkanie z Lyngby rozegrał w Szamotułach. Próba w Śremie była dużo bardziej udana, nie tylko ze względu na wynik - wygraną 3:0 - ale też otoczkę i atmosferę na trybunach. 

„Pomysł z organizacją meczu w Śremie był dobry. Z jednej strony zaprezentowano się nowej widowni, z drugiej okazano zaufanie miejscowym działaczom Klubu Kibica Lecha, którzy wywiązali się z zadania bez zarzutu” - pisał Wojciech Michalski w Expressie Poznańskim.

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 Śrem - Jarosław Araszkiewicz

„Mecz w Śremie odbył się w ramach 65-lecia obchodów kolejowego klubu” - to już Jan Rędzioch w książce „Lech Poznań w europejskich pucharach”. I dalej: „Obserwatorzy byli świadkami przebudzenia poznańskich piłkarzy. Lechici łatwo wygrali 3:0, odbierając tym samym Słowakom szansę na wygranie grupy. Akcje poznańskich piłkarzy były szybkie i pomysłowe. Gdyby grali tak od początku grupowej rywalizacji, ich końcowe zwycięstwo byłoby pewne. Na nic zdała się dzielna postawa bramkarza gości, Petera Palucha, który trzy lata później na mundialu we Włoszech pełnił trzeciego bramkarza. Wodzirejem był syn dawnego piłkarza Polonii Bydgoszcz, ŁKS i Odry Opole i reprezentacji Polski, Henryka Szczepańskiego - Adrian.”

Jan Rędzioch podał, że sześciotysięczny stadionik w Śremie wypełnił się 5 tys. widzów. Redaktor Michalski w notce „Posprzątają” nie zostawił suchej nitki na kibicach z Poznania, którzy stanowili mniejszość na tle tubylców. Niestety - wyróżniającą się: „Przybyła też do Śremu skromna grupka kibiców z Poznania. Szaliki, flagi, inne akcesoria mające świadczyć, że i oni są kibicami Lecha. Zostawili po sobie na stadionie w Śremie okropny bałagan. Rzucali w górę podarte papiery, powodując, że uroczy obiekt wyglądał po prostu po meczu zaśmiecony. No nic, ci prawdziwi kibice ze Śremu, posprzątają”.

Jan Rędzioch piłkarzem meczu wybrał Adriana Szczepańskiego, a Wojciech Michalski wyróżnił przede wszystkim Zbigniewa Pleśnierowicza („wygrał pojedynek, kilka razy bronił z dużym wyczuciem, a trzeba przyznać, że goście strzałowo byli nieźle usposobieni”), a także Piotra Skrobowskiego („grał pierwsze skrzypce”), „pożytecznego” Henryka Miłoszewicza i „aktywnego” Adriana Szczepańskiego.

Lech Poznań - Plastika Nitra - Puchar Intertoto 1987 Śrem - Krzysztof Pawlak i Zbigniew Pleśnierowicz

Lech Poznań - Plastika Nitra 3:0 (1:0)

Gole:

1:0 Henryk Miłoszewicz (32. lub 33. minuta, „po profesorsku, lekkim, spokojnym i precyzyjnym strzałem zakończona akcja Kruszczyńskiego i Pachelskiego)

2:0 Adrian Szczepański (74. lub 76. minuta, po solowej akcji),

3:0 Jerzy Kruszczyński (87. minuta, dobitka po akcji Araszkiewicza i strzale Pachelskiego w poprzeczkę).

Lech Poznań: Zbigniew Pleśnierowicz - Krzysztof Pawlak, Leszek Partyński, Piotr Skrobowski, Marek Rzepka (37. Marek Czerniawski), Dariusz Kofnyt, Henryk Miłoszewicz, Bogusław Pachelski, Jarosław Araszkiewicz, Adrian Szczepański, Jerzy Kruszczyński. Trener: Bronisław Waligóra

Plastika Nitra: Paluch - Chatrnúch, Lednicky, Mikuš, Czuczor (61. Molnar), Mihok, Harbulak, Borko, Jež, Gajdoš, Dekyš

***

24.07.1987

24 lipca 1987 r. to był piątek, udało mi się dotrzeć tylko do tego, że swoje mecze rozegrała wtedy liga austriacka. O dwóch polskich wątkach muszę wspomnieć:

- Grazer AK wygrał 3:2 z Austrią Klagenfurt, a jego trenerem był wtedy późniejszy szkoleniowiec Lecha, Adi Pinter;

Adolf Adi Pinter trener Lech Poznań

- w derbach Linzu Voest zremisował 1:1 z LASK, którego barw bronił opiewany na tym blogu w tekście o Zawiszy, Adam Kensy.

Marek Ostrowski Mariusz-Kuras i Adam-Kensy

Dużo więcej działo się we wspomnianą sobotę 25 lipca - swój mecz z Hammarby w Pucharze Intertoto wygrała 3:0 Pogoń Szczecin, a w lidze francuskiej gole strzelali m.in. Eric Cantona dla Auxerre, Jean-Pierre Papin dla Olympique Marsylia, a Roger Milla, Safet Susić i Laureant Blanc w batach Montpellier - PSG 4:1

Jak sprawdzić, jakie mecze odbywały się danego dnia (np. w dniu, kiedy się rodziliśmy)?

Można skorzystać z kilku stron (choć żadna z nich nie jest idealna), zmieniając odpowiednio datę na końcu adresu:

- Transfermarkt ma największy porządek w datach, w dodatku można korzystać z kalendarza po prawej stronie,

- Worldfootball.net, o ile ma jakiś mecz w swojej bazie, najczęściej podaje pełne składy i strzelców (tu jest też osobny formularz do wpisania interesującej nas daty),

- Soccerway to dobre źródło, ale dopiero dla dat od połowy lat 90.

Wyszukiwanie dla meczów polskiej ligi we wszystkich trzech przypadkach działa jednak w ograniczonym zakresie. Wiem, że są w Polsce osoby (nie jedna i nie dwie), które dysponują bazą naszych ligowych meczów tak uporządkowaną, że wyszukanie spotkań z danego dnia nie jest żadnym problemem. Może kiedyś się nimi podzielą?

Daty urodzin wybranych piłkarzy i mecze rozegrane tego dnia 

Robert Lewandowski

- ur. 21.08.1988 - w lidze holenderskiej Feyenoord - PSV Eindhoven 2:2 (grał Włodzimierz Smolarek), w Pucharze Włoch AC Milan - Licata 2:0 (Donadoni i Virdis z golami), w 2. Bundeslidze Osnabruck - Freiburg 0:4 (dwa gole zdobył Marek Majka, ex-Górnik Zabrze, wychowanek Piasta Gliwice)

Cristiano Ronaldo

- ur. 5.02.1985 - w Pucharze Niemiec Hertha Berlin - Bayer Leverkusen 0:4 (Rudolf Wojtowicz w składzie), w meczach towarzyskich Irlandia - Włochy 1:2 (gole: Rossi, Altobelli) i Bułgaria - Szwajcaria 1:0.

 

Leo Messi

- ur. 24.06.1987 - baraż o 1. Bundesligę FC St. Pauli - FC Homburg 2:1 (gol Wójcickiego i gra Buncola dla przegranych)

Ze Roberto

- ur. 6.07.1974 - urodzony w dniu, w którym Brazylia przegrała z Polską mecz o trzecie miejsce na mundialu w RFN - pisał nawet tym w przedmowie do polskiego wydania książki "Wymarzone podanie od życia. Z Bogiem na lewym skrzydle"

Ze Roberto - książka Wymarzone podanie od życia. Z Bogiem na lewym skrzydle

Hernanes

- ur. 29.05.1985 - 30 lat po tym, jak urodził się w dniu finału Pucharu Mistrzów Juventus - Liverpool 1:0 (i tragedii na Heysel), został piłkarzem Juve

Kevin Trapp

- ur. 8.07.1990 - niemiecki bramkarz urodził się w dniu triumfu RFN na włoskim Mondiale - finał RFN - Argentyna 1:0

Joel Campbell

- ur. 26.06.1992 - finał Euro 1992 Dania - RFN 2:0

Anderson Cueto

- ur. 24.05.1989 - finał Pucharu Mistrzów Steaua - AC Milan 0:4 (po dwa gole Gullit i van Basten)

Gervinho

- ur. 27.05.1987 - finał Pucharu Mistrzów FC Porto - Bayern 2:1 z Józefem Młynarczykiem w bramce

Gokhan Inler

- ur. 27.06.1984 - finał Euro 1984 Francja - Hiszpania 2:0

 

B.

 

Orły bez orzełka (cz. 7). Piłkarze urodzeni w latach 80-tych i później

Z większością niedoszłych reprezentantów, którzy urodzili się w latach osiemdziesiątych i później, jest taka zasada. Coś faktycznie musiało być z nimi nie tak, bo za czasów Beenhakkera i Fornalika w kadrze (choć głównie w meczach towarzyskich) grali niemal wszyscy ci, którzy wykonali w lidze dwa proste kopnięcia. Taki czas, dopiero za Nawałki sytuacja się zmieniła, choć i obecny selekcjoner zaczął od ostrego czesania zasobów.

Zacznijmy jednak od czasów nieco odleglejszych, czyli pierwszej dekady XXI wieku. Wtedy jeszcze bardzo trudno było przebić się do zespołu biało-czerwonych prowadzonego przez Jerzego Engela, a później Pawła Janasa. Nie udało się to zawodnikom, którzy byli solidnymi ligowcami, ale nie na tyle, żeby zagrać z orzełkiem na piersi.

Krzysztof Gajtkowski

Ur. 1980 - świetne lata 2001-2003, wielkie odkrycie w GKS Katowice, potem - z lekkim opóźnieniem - solidna gra w Lechu; jego ligowy bilans to 200-48

Zbigniew Zakrzewski

Ur. 1981 - popularny Zaki zawsze był w cieniu zdolniejszych kolegów, choć chłop orał jak dzik i stosunkowo dużo strzelał; 128-34

Aleksander Kwiek 

Ur. 1983 - wielki zadziora, wieloletni reprezentant młodzieżówek, jako młokos już grał w mistrzowskiej Wiśle; potem tu i ówdzie; 271-22

Adam Banaś 

Ur. 1982 - podpora defensywy Piasta i Zagłębia, kapitan i ostoja spadkowego Górnika; bramkostrzelny obrońca; 121-10

*

W gronie ligowców mamy także ogromne talenty, z których jednak po jednym-dwóch sezonach schodziło powietrze. To choćby Damian Nawrocik (świetne lata 2003-2005 w Lechu; 95-14), Dawid Jarka (mając 21 lat strzelił 11 goli dla Górnika w sezonie 2007/2008), Marcin Klatt (mocne wejście do Legii, potem już rozdrabnianie; 31-4), Kamil Oziemczuk (błyskawiczna kariera - świetna gra dla Górnika Łęczna, szybki transfer do Auxerre i... koniec poważnego grania; 17-3) czy Mariusz Zganiacz (nawet Wojciech Kowalczyk był pod wrażeniem jego talentu i pod wrażeniem tego, jaki z niego treningowy obibok; długo w Legii, potem niezły czas w Koronie; 177-12).

*

Sebastian Szałachowski

Osobne słowo należy się Sebastianowi Szałachowskiemu (ur. 1984). To kluczowy zawodnik Górnika Łęczna w sezonie 2004/2005 i jeden z najlepszych zawodników mistrzowskiej Legii Warszawa 2006. Przy Łazienkowskiej spędził sześć lat, ale permanentnie dokuczały mu kontuzje. Błysnął jeszcze w ŁKS, potem wrócił na Lubelszczyznę. Jego bilans w ekstraklasie to 170-31, strzelił też pięć goli w europejskich pucharach (trafiał do bramki Gomel x 2, FC Zurich i Olimpii Rustawi x 2). Leo Beenhakker powołał go nawet - w trybie awaryjnym - na pamiętny wyjazdowy mecz z Belgią (1:0) w el. MŚ 2006, ale Szałachowski przesiedział go na ławce.

Paweł Strąk

Na ławce w meczu kadry siedział także Paweł Strąk. Zbigniew Boniek zdążył go jeszcze powołać na spotkanie z Danią (0:2) w 2002 roku. Strąk ma na koncie wicemistrzostwo Europy U-16 1999 i występy w świetnej drużynie Wisły prowadzonej przez Henryka Kasperczaka. Był dwudziestolatkiem, gdy wywalczył mistrzostwo Polski, a potem mierzył się z Parmą, Schalke i Lazio. Potem w Bełchatowie, Zagłębiu, Górniku i Zawiszy. Pod koniec kariery znany głównie z tego, że mocno się zaokrąglił. Wszyscy liczyli na więcej.

*

Tradycyjnie mamy cały zastęp zawodników, którzy ze zdolnego juniora nie stali się (przesadnie) zdolnymi seniorami.

Głupota i chuligańskie zapędy zgubiły Kamila Kuzerę. Później odrodził się w Koronie Kielce, ale było już za późno na kadrę.

Piekielnie zdolnemu Sebastianowi Olszarowi w kluczowym momencie kariery los zgotował tragedię rodzinną, a później często dręczył kontuzjami. Niedawno został radnym w Świnoujściu. Wielu kibiców czekało także na eksplozję formy polskiego Overmarsa - Radosława Wróblewskiego. Nigdy jednak ona nie nastąpiła, a zdolny skrzydłowy do końca swojej kariery pozostał tylko zdolnym skrzydłowym. A na starość... No, sami zobaczcie.

Z marazmu nie wyrwie się też już chyba Maciej Korzym (ur. 1988). Zawodnik, który w swych szczenięcych latach określany był mianem złotego dziecka polskiego futbolu długo nie mógł się odnaleźć w dorosłym futbolu. Jego przebłyski w Legii naprawdę dawały nadzieję, że wyrośnie z niego super grajek. Zobaczcie tego i tego gola. Miał lepsze i gorsze momenty, w Kielcach okrzepł, w Podbeskidziu i Górniku mu nie szło, ale może jeszcze w rodzinnym Nowym Sączu jeszcze coś szarpnie.

Podobnie nie liczyłbym już też na Michała Janotę (ur. 1990). Genialny junior, jako osiemnastolatek grał już w Feyenoordzie, potem świetnie sobie radził w Eerste Division jako zawodnik Excelsioru i Go Ahead Eagles.

Im jednak dalej, tym gorzej. W Polsce Janota jeszcze dobrze grał w Koronie, później już średnio w Pogoni, słabo w Górniku Zabrze i ostatnio zupełnie nijak w I-ligowym Podbeskidziu. W chwili obecnej bez kontraktu.

Bardzo szkoda też zawodników, którzy byli członkami naszej kadry U-20 na MŚ 2007 w Kanadzie - Bartosz Białkowski, Jarosław Fojut, Krzysztof Król, Łukasz Janoszka i Tomasz Cywka. Każdy z nich miał potencjał, żeby grać w kadrze, ale z czasem albo się pogubili (Król), albo opóźniły ich złe decyzje transferowe (Cywka), albo wymęczyły ich kontuzje (Białkowski), albo spowszednieli (Janoszka), albo nie wiadomo (Fojut). Mnie osobiście szkoda najbardziej dwóch pierwszych.

*

Kilku piłkarzy grających za granicą zgłaszało bardziej albo mniej nieśmiały akces do kadry.

Mocną pozycję w ekstraklasie Rosji miał Krzysztof Łągiewka (Szynnik Jarosławl, Krylja Sowietow Samara), ale nie przełożyło się to na jego występ w kadrze (choć był on powołany na słynny mecz Polska - Portugalia [2:1]). Wywiad z nim - tutaj.

Tomasz Wisio spędził dekadę na boiskach austriackiej Bundesligi (SV Pasching, Linzer, Sankt Polen), do także rok w Niemczech (Arminia, RB Lipsk) i cztery w Grecji (AO Xanthi, Ergotelis). Był też wyróżniającym się piłkarzem reprezentacji młodzieżowych, a w 1999 roku z kadrą U-16 zdobył wicemistrzostwo Europy. Nigdy jednak nie zagrał w polskiej ekstraklasie. Wywiady i teksty - tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Zagraniczną ciekawostką jest Tomasz Gruszczyński. W lidze Luksemburga nazbierał grubo ponad sto goli, wywalczył siedem tytułów mistrzowskich i pięć pucharów, trafiał też w europejskich pucharach (dwa razy w niezwykłym meczu w Mostarze; raz przeciwko Rapidowi). Odgrażał się często, że należy mu się powołanie do kadry, ale nikt nie traktował zbyt poważnie tych deklaracji. Teksty o nim tutaj i tutaj.

Do tego grona można także zaliczyć Kamila Bilińskiego. Gdyby dalej występował w Rumunii (43 mecze i 15 goli dla Dinama Bukareszt), to może wreszcie doczekałby się szansy w kadrze. Zawodnik jednak wrócił do Polski i czar prysł.

*

Obecnie w ekstraklasie również występuje grono zawodników, którzy są (lub niedawno byli) jej jasnymi punktami, ale w kadrze chyba już im nie będzie dane wystąpić. Myślę tutaj o następujących piłkarzach: Maciej Makuszewski, Arkadiusz Malarz, Piotr Grzelczak, Grzegorz Kuświk, Arkadiusza Woźniaka i Mateusz Możdżeń. Gwiazdami jednego sezonu okazali się chyba Mateusz Piątkowski, Patryk Tuszyński (powołany), Łukasz Zwoliński i Piotr Tomasik.

*

Jest jeszcze nadzieja dla Jakuba Świerczoka (ur. 1992), Michała i Mateusza Maków (ur. 1991) oraz Bartosza Śpiączki (ur. 1991), ale i w ich przypadkach upływ czasu staje się coraz bardziej bezlitosny.

*

Na zakończenie wreszcie grono jeszcze bardzo młodych piłkarzy, w przypadku których wielką porażką byłoby to, gdyby nie udało im się wystąpić w reprezentacji w ciągu najbliższych trzech-czterech lat. Myślę tutaj o takich zawodnikach jak Dawid Kownacki (powołany już do reprezentacji Polski na eliminacyjny mecz z Gruzją oraz towarzyski z Grecją w 2015 roku), Jan Bednarek, Tomasz Kędziora (powołany), Bartłomiej Drągowski, Przemysław Frankowski, Jarosław Niezgoda, Michał Kopczyński, Krystian Bielik, Krzysztof Piątek czy Patryk Lipski.

*

I tyle, i koniec. Na tym zamykamy przegląd niedoszłych reprezentantów, orłów bez orzełka. Czy kogoś pominęliśmy?

P.