Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

wtorek, 26 czerwca 2012
Precedens Montolivo. Nie strzelili karnego, uratowali ich kumple

Włochy - Anglia 0:0, Euro 2012, rzuty karne, pierwszy z lewej Ricardo Montolivo
Włochy - Anglia 0:0, Euro 2012, rzuty karne, pierwszy z lewej Ricardo Montolivo

Jeśli komuś się wydaje, że historia mistrzostw Europy zna już wszystkie numery, to błądzi jak Mario Balotelli podczas zakładania koszulki. Oto podczas boju Anglików z Włochami w rzutach karnych doszło do precedensu i nie chodzi tu oczywiście o odpadnięcie synów Albionu. Pierwszy raz w dziejach Euro zdarzyło się, by awansował zespół, który jako pierwszy zmarnował karnego w serii jedenastek.

Nie sądzę, by był drugi człowiek na ziemi, który czułby taką radochę z awansu Włochów jak Riccardo Montolivo. Już gdy podchodził do piłki miałem wrażenie, że jest spięty jak agrafka. I nie trafił.

Na jego szczęście zawiedli też Ashley Young i Cole. Jak to Anglicy.

Na liście gości, którym w konkursie jedenastek na Euro przypadł zonk, jest wiele ciekawych nazwisk. Tych piłkarzy, których zły strzał nie pociągnął drużyny na dno pogrubiam. Nie ma jednak wśród nich nikogo, kto - jak Riccardo Montolivo - zepsułby strzał nim zrobił to przeciwnik.

2008

ćwierćfinał Włochy - Hiszpania 0:0, k. 2-4
Daniele De rossi - Daniel Guiza - Antonio Di Natale

ćwierćfinał Chorwacja - Turcja 1:1, k. 1-3
Luka Modrić, Ivan Rakitić, Mladen Petrić

2004

ćwierćfinał Anglia - Portugalia 2:2, k. 5-6
David Beckham - Manuel Rui Costa - Darius Vassell

ćwierćfinał Szwecja - Holandia 0:0, 4-5
Zlatan Ibrahimović - Philip Cocu - Olof Mellberg

2000

półfinał Holandia - Włochy 0:0, k. 1-3
Frank de Boer, Jaap Stam - Paolo Maldini - Paul Bosvelt

1996

ćwierćfinał Hiszpania - Anglia 0:0, k. 2-4
Fernando Hierro, Miguel Angel Nadal

ćwierćfinał Holandia - Francja 0:0, k. 4-5
Clarence Seedorf

półfinał Francja - Czechy 0:0, k. 5-6
Reynald Pedros

półfinał Anglia - Niemcy 1:1, k. 5-6
Gareth Southgate

1992

półfinał Holandia - Dania 2:2, k. 4-5
Marco van Basten

1984

półfinał Dania - Hiszpania 1:1, k. 4-5
Preben Elkjaer Larsen

1980

mecz o III miejsce Włochy - Czechosłowacja 1:1, k. 8-9
Fulvio Collovati

1976

finał Niemcy - Czechosłowacja
Uli Hoeness

 

Na mistrzostwach świata rund jest więcej, konkursów rzutów karnych też było więcej, więc i przypadki takie jak Riccardo Montolivo się zdarzyły. Ale też nie za wiele razy. Konkretnie trzy: Niemiec Uli Stielike w 1982 roku, Szwed Hakan Mild w 1994 i Argentyńczyk Hernan Crespo w 1998.

1982

RFN - Francja 3:3, k. 5:4
Uli Stielike - Didier Six, Maxime Bossis



1986

Brazylia - Francja 1:1, k. 3-4
Socrates - Michel Platini - Julio Cesar

Meksyk - RFN 0:0, k. 1-4
Fernando Quirarte, Raul Servin

Belgia - Hiszpania 1:1, k. 5-4
Eloy

1990

Irlandia - Rumunia 0:0, k. 5-4
Daniel Timofte

Jugosławia - Argentyna 0:0, k. 2-3
Dragan Stojković - Diego Maradona - Dragoljub Brnović - Pedro Troglio - Faruk Hadzibegić

Włochy - Argentyna 1:1, k. 3-4
Roberto Donadoni, Aldo Serena

RFN - Anglia 1:1, k. 4-3
Stuart Pearce, Chris Waddle

1994

Meksyk - Bułgaria 1:1, k. 1-3
Garcia Aspe - Krasimir Bałakow - Marcelino Bernal, Jorge Rodriguez

Szwecja - Rumunia 2:2, k. 5-4
Hakan Mild - Dan Petrescu, Miodrag Belodedici



Brazylia - Włochy 0:0, k. 3-2
Franco Baresi - Marcio Santos - Daniele Massaro, Roberto Baggio

1998

Argentyna - Anglia 2:2, k. 4-3
Hernan Crespo - Paul Ince, David Batty



Włochy - Francja 0:0, k. 3-4
Demetrio Albertini - Bixente Lizarazu - Luigi Di Biagio

Brazylia - Holandia 1:1, k. 4-2
Philip Cocu, Ronald de Boer

2002

Hiszpania - Irlandia 1:1, k. 3-2
Matt Holland - Juan Valeron - David Connolly - Juanfran - Kevin Kilbane

Hiszpania - Korea 0:0, k. 3-5
Joaquin

2006

Szwajcaria - Ukraina 0:0, k. 0-3
Marco Streller - Andrij Szewczenko - Tranquillo Barnetta, Ricardo Cabanas

Niemcy - Argentyna 1:1, k. 4-2
Roberto Ayala, Esteban Cambiasso

Anglia - Portugalia 0:0, k. 1-3
Frank Lampard - Hugo Viana - Steven Gerrard - Petit - Jamie Carragher

Włochy - Francja 1:1, k. 5-3
David Trezeguet

2010

Japonia - Paragwaj 0:0, k. 5-3
Yuichi Komano

Urugwaj - Ghana 1:1, k. 4-2
John Mensah - Maxi Pereira - Dominic Adiyiah

B.

Euro 2012 na blogu

Nadzieje kontra rzeczywistość i poczucie winy jak u Amelii. Ból istnienia po Polska - Czechy

Dobre połowy to są w Dalmorze. Liczy się całość.

Na własne oczy: 3x 1:1, Indonezyjczyk i mafia biletowa. Tuzin myśli po 12 meczach Euro 2012

Bitwa warszawska 2012 

Nie być jak Jacek Krzynówek. Polska Grecji gola strzeli

Przez niego Rooney przestał być rekordzistą Euro. Johan Vonlanthen

niedziela, 24 czerwca 2012
Antonio Cassano czyli Piotruś Pan zaczyna dojrzewać?

Antonio Cassano, mecz Włochy - Chorwacja 1:1, Euro 2012, Poznań, obok sędzia Howard Webb
Piotruś Pan - Peter Pan

O jego sprowadzenie do Realu Madryt prosił ponoć sam król Hiszpanii Juan Carlos. W królewskim klubie, tak jak i we wszystkich włoskich, w których grał, prędzej czy później wszyscy mieli go dość. Mało kto jednak śmiał negować to, że Antonio Cassano to napastnik znakomity.

Jeśli w dalszej części turnieju będzie strzelał gole tak jak w Poznaniu, a Włosi nie będą pozwalali rywalom na nic tak jak Irlandczykom, wielki talent może w końcu osiągnąć w piłce coś wielkiego. W końcu, bo Antonio Cassano przyszedł na świat w dniu zdobycia przez Italię mistrzostwa świata w 1982 roku.

Wcześniej w odniesieniu sukcesu permanentnie przeszkadzał mu jego charakter. W biednej dzielnicy Bari wychowywał się bez ojca, godzinami kopał piłkę na parkingu i zadawał się z podejrzanymi typami. Sam przyznał, że gdyby nie futbol, pewnie byłby kryminalistą.

W zespole juniorów miejscowego klubu gole zdobywał hurtowo. Gdy raz uznał, że bramkarz jego drużyny zbyt się nudzi, zaczął obstrzeliwać bramkę swojej drużyny. W zespole seniorów zadebiutował jako 16-latek i już w drugim spotkaniu wydarł dla Bari zwycięstwo w pojedynku ze słynnym Interem Mediolan.



Ciekawe jest, że pierwszego gola dla Bari strzelił wtedy Hugo Ennyinnaya, później gracz Odry Opole (tu mój stary tekst na Zczuba o nim). A jeden z tych, co tu blogują, oglądał wtedy na Rai Uno program ''90º minuto'' ze skrótem tego spotkania i rości sobie prawo do bycia odkrywcą talentu Cassano - pewnie nie on jeden.

Z ogonka klubów chętnych do zatrudnienia młodego geniusza najwięcej zapłaciła AS Roma. Prawie 29 mln dolarów za transfer było nowym rekordem wśród piłkarzy nastoletnich. Minimalnie przebił go potem Javier Saviola przechodzący do Barcelony.

Wieczne Miasto miało ze swoim ''Piotrusiem Panem'' wieczne kłopoty. Obrażony piłkarz potrafił opuścić drużynę w trakcie treningu lub w ogóle się na nim nie pojawić. Trener Fabio Capello wiele razy upominał i karał Cassano, wyrazem jego bezradności było wymyślenie neologizmu ''cassanate'' (niezdyscyplinowanie połączone z talentem). Piłkarz w swojej biografii otwarcie przyznał, że na boisku rzadko zużywa więcej niż połowę swoich sił. W Madrycie, do którego trafił z Rzymu, musiał się starać jeszcze mniej, bo przez dwa sezony zdobył dla Realu tylko dwa gole.

Odrodził się w Sampdorii Genua. Gra zespołu i życie miasta toczyło się wokół niego. Jakoś znoszono jego fochy, takie jak rzucanie w sędziego koszulką po czerwonej kartce.



Czar ostatecznie prysł, gdy Antonio Cassano, przy całym zespole, wulgarnie zwymyślał 74-letniego prezesa, który ośmielił się go poprosić o przyjście na kolację z kibicami. Stracił pracodawcę, ale tylko na chwilę, bo przygarnął go AC Milan. W Mediolanie wszystko szło dobrze, aż nagle w listopadzie minionego roku podczas powrotu z meczu zaczął widzieć jak przez mgłę, miał problemy z mówieniem i poruszaniem się. Okazało się, że wrodzona wada serca spowodowała wylew. Włosi martwili się, że po operacji nie zdąży wrócić do formy, czy w ogóle do gry, przed Euro 2012.

Na boisku pojawił się znów w kwietniu. Cesare Prandelii powołał go do kadry i dał prestiżowy numer 10. ''Piotruś Pan'' odwdzięczył mu się golem w trzecim meczu w Poznaniu, który przełamał przeciętną, acz heroiczną irlandzką obronę. Zadał tym samym cios Giovanniemu Trapattoniemu. Selekcjoner Irlandczyków, a dawniej też Włochów, powiedział kiedyś o Antonio Cassano, że to ''geniusz, który może doprowadzić do szaleństwa w pięć minut''.

Dla kadry Trapattoniego zdobył zresztą dwie bramki na Euro 2004 w spotkaniu z Bułgarią, toczonym równolegle do szwedzko-duńskiej układanki na 2:2. Jeśli dziś strzeli gola na wagę wyeliminowania Anglików przykryje to wszystkie jego poprzednie gole i ekscesy.

B.

Notka to poszerzony fragment tekstu Piotruś Pan i Super Mario. Oni strzelali gole na Euro 2012 w Poznaniu z Poznań.Sport.pl

Euro 2012 na blogu

Nadzieje kontra rzeczywistość i poczucie winy jak u Amelii. Ból istnienia po Polska - Czechy

Dobre połowy to są w Dalmorze. Liczy się całość.

Na własne oczy: 3x 1:1, Indonezyjczyk i mafia biletowa. Tuzin myśli po 12 meczach Euro 2012

Bitwa warszawska 2012 

Nie być jak Jacek Krzynówek. Polska Grecji gola strzeli

Przez niego Rooney przestał być rekordzistą Euro. Johan Vonlanthen

czwartek, 21 czerwca 2012
Irlandzka duma bez uprzedzenia

Nie było na EURO 2012 drużyny, która grałaby gorszą piłkę niż Irlandia. Przybysze z Zielonej Wyspy zaprezentowali futbol archaiczny, polegający głównie na grze w powietrzu i twardej obronie. Zero polotu, zero punktów. Mimo to obecność Irlandczyków na turnieju może okazać się najważniejszym wydarzeniem mistrzostw. Ba, być może nawet przełomem cywilizacyjnym. Wszystko za sprawą ich kibiców.

Tak jak wymalowani na zielono fani przypominali swoim wyglądem Marsjan, tak też ich zachowanie z polskiego punktu widzenia mogło być odebrane jak z innej planety. Irlandczycy zaprezentowali bowiem janusowe oblicze uwielbienia swojej ojczyzny. W kraju, w którym z wysokości mównicy sejmowej politycy codziennie umierają za ojczyznę, a na łamach gazet trwa nieustający konkurs na najlepszego Polaka, nasi goście pokazali co to znaczy cieszyć się z bycia Irlandczykiem.

Ta irlandzkość objawia się bowiem przykładem, a nie gębą pełną frazesów. To pewna postawa poparta konkretnym zachowaniem, a nie wielka erystyka. Niby banalne, a jednak zmiana jakościowa jakby nie z tego świata.

Przywiązanie Irlandczyków do swojej kultury to dialogiczny patriotyzm. Irlandczyk mówi: „Mój kraj i moja kultura są świetne, naprawdę kapitalne. Najlepsze na świecie! Pozwól, że cię do tego przekonam. Napiję się z tobą piwa, nauczę piosenki, opowiem o tym, kim jest Robbie Keane, o zielonych polach i monumentalnych klifach. Ale... Twój kraj i Twoja kultura też są super! Też najlepsze na świecie. Z przyjemnością podłapię kilka słówek, jakieś piosenki, czy przepis na pierogi. Chętne się nauczę, bo Twoje jest naprawdę świetne. Nie wiem czy aż takie świetne jak moje, ale świetne”.

Jaki jest skutek tej postawy? Irlandczyk nie ma problemów z chodzeniem po ulicach w barwach narodowych, z godłem czy flagą swojego kraju na koszulce. Jest on fanem swojego kraju i wszystkiego tego, co się z nim wiąże. Toż to nacjonalizm! - ktoś krzyknie. Oczywiście, ale w tym wypadku miłość do swojej ojczyzny polega na jej godnym reprezentowaniu. Na tym, aby swoim zachowaniem udowadniać na każdym kroku, że gdzieś tam na mapie Europy istnieje taka zielona wysepka jak Irlandia i mieszkają na niej bardzo fajni ludzie. To duma z bycia Irlandczykiem, ale bez uprzedzenia do tych, którzy nimi nie są. Nie jest to więc z pewnością miłość zaborczego kochanka, który licytuje się kto jest lepszym obywatelem i pierze w ryja wszystkich tych, których za takich nie uważa.

Taki patriotyzm pociąga mnie wiele bardziej niż biało-czerwony łysol obtłukujący pięściami Rosjan czy inne nacje. Z takim patriotyzmem chce się spotykać i chce się z nim poznawać. Może warto spróbować takiego podejścia? Sukces takiego społecznego eksperymentu byłby według mnie o wiele cenniejszy niż lśniące stadiony.

Verba docet, exempla trahunt – słowa uczą, przykłady pociągają.

P.

poniedziałek, 18 czerwca 2012
Hiszpanio, zachowaj honor! Ilu mistrzów jest na Euro 2012?

Hiszpania - Włochy 0:0 na Euro 2012, Gdańsk, widok z trybun podczas hymnów

Może być tak, że ktoś chciałby wiedzieć, ilu na Euro 2012 jest mistrzów świata i Europy.

W Grecji ostało się ich trzech.

Bramkarz Kostas Chalkias - osiem lat temu rezerwowy za sprawą boga siwizny Nikopolidisa - i z Polską, i z Czechami trochę rywalom pomógł w zdobyciu gola. W najważniejszym boju, z Rosją, bramki już jednak strzegł bez kuchy nie strzegł, zastąpił go Sifakis.

Kostas Katsouranis w konkurencji indywidualnej mógłby walczyć o mistrzostwo Europy w przeszkadzaniu rywalom w środkowej części boiska. Takiej jednak nie ma więc w drużynówce był częścią złotej drużyny na Euro 2004.

Jego kompanem i z Benfiki Lizbona, i z Panathinaikosu jest Giorgios Karagounis. Byłem w szoku, że 35-latek przy rzucie karnym z Polską był spięty jak przed maturą.

Tamten egzamin oblał, ale na poprawce przeciw Rosjanom wziął sprawy na swoje bary i zdobył bramkę na wagę awansu. Powtórzyła się sytuacja z 2004 roku: jeden gol strzelony Rosji w trzecim meczu zdecydował o przejściu Greków do ćwierćfinału.

Włoskich mistrzów - lecz nie Europy, a świata z 2006 roku - jest też trzech.

Andrea Pirlo w obu meczach zagrał świetnie, przeciw Hiszpanii asystował, a Chorwatom już sam wbił cudownego gola. Wielka, wielka klasa. Daniele De Rossi, człowiek z bandażem, twardo trzyma obronę, ale po razie w obu meczach została ona wyprowadzona w pole. Piłkę z siatki musiał więc wyciągać Gianluigi Buffon, choć jego w tym wina była żadna.

Włochy - Chorwacja / Italy - Croatia 1:1, Euro 2012, Poznań, Andrea Pirlo, Daniele De Rossi, Gianluigi Buffon (Ita), Luka Modrić, Nikola Jelavić (Cro)

Włochów będę dziś oglądał w spotkaniu z Irlandczykami, których kibice zachwycają na tym Euro bardziej niż jakikolwiek piłkarz. To nie jest tak, że Italii będę kibicował - koszulkę założę na siebie zieloną - ale włoski awans będzie dla mnie oznaczał jedno: że w Gdańsku nie dojdzie do haniebnego ułożenia się na 2:2.

Hiszpanie i Chorwaci mogą przed meczem sprzedawać teksty, że zagrają normalnie, że co to, to nie i w ogóle o jakim dwa - dwa pan mówi. Osiem lat temu część Duńczyków i Szwedów opowiadała to samo (bo niektórzy bez żenady mówiła o wielkiej przyjaźni do braci Skandynawów), a potem na boisku zakpiła sobie z Włochów, a przede wszystkim z kibiców.

O samych Włochów mi zresztą nie chodzi, sam Gigi Buffon powiedział przy okazji kolejnej afery korupcyjnej, że ''jeśli dwie drużyny umówiły się, żeby grać na remis, to ich sprawa, bo czasem lepiej dwóch rannych niż jeden zabity''.

Po prostu chcę, by tych 20 mistrzów świata i/lub Europy udowodniło, że na tytuł mistrza nadal zasługuje. Jeśli będzie 2:2, Hiszpanów i Chorwatów będę musiał postawić na półce obok Szwedów i Duńczyków. A tych od 2004 roku nie cierpię.

Iker Casillas - mistrz Europy, mistrz świata
Victor Valdes - mistrz świata*
Pepe Reina - mistrz Europy, mistrz świata*
Raul Albiol - mistrz Europy, mistrz świata*
Alvaro Arbeloa - mistrz Europy, mistrz świata
Gerard Pique - mistrz świata
Sergio Ramos - mistrz Europy, mistrz świata
Xabi Alonso - mistrz Europy, mistrz świata
Sergio Busquets - mistrz świata
Andres Iniesta - mistrz Europy, mistrz świata
Santi Cazorla - mistrz Europy
Cesc Fabregas - mistrz Europy, mistrz świata
Javi Martinez - mistrz świata
Juan Manuel Mata - mistrz świata
Jesus Navas - mistrz świata
David Silva - mistrz Europy, mistrz świata
Xavi - mistrz Europy, mistrz świata
Fernando Llorente - mistrz świata
Fernando Torres - mistrz Europy, mistrz świata
Pedro - mistrz świata 

Pogrubiłem nazwiska graczy, którzy już na turnieju w Polsce zagrali. Gwiazdką zaznaczeni mistrzowie, którzy na turnieju w 2008/2010 r. byli, lecz nie zagrali ani minuty.

B.

Euro 2012 na blogu

Nadzieje kontra rzeczywistość i poczucie winy jak u Amelii. Ból istnienia po Polska - Czechy

Dobre połowy to są w Dalmorze. Liczy się całość.

Na własne oczy: 3x 1:1, Indonezyjczyk i mafia biletowa. Tuzin myśli po 12 meczach Euro 2012

Bitwa warszawska 2012 

Nie być jak Jacek Krzynówek. Polska Grecji gola strzeli

Przez niego Rooney przestał być rekordzistą Euro. Johan Vonlanthen

niedziela, 17 czerwca 2012
Nadzieje kontra rzeczywistość i poczucie winy jak u Amelii. Ból istnienia po Polska - Czechy

Polska - Czechy 0:1, Wrocław, Euro 2012, widok z trybun po zakończonym meczu

Czesi cieszą się pod swoim sektorem, Polacy kulą się na środku boiska, a kibice nie wiedzą jak żyć / HTC One X

Na trybunach chłodnym okiem oglądać się tego nie dało, w końcu pierwszy raz w tym wieku Polacy nie tylko grali w trzecim meczu turnieju o wyjście z grupy, ale i mieli je na wyciągnięcie ręki. Wiara kibica - zwłaszcza polskiego - z zasady jest irracjonalna. Tym razem tak miało nie być. Tym razem piłkarze w koszulkach z białym orłem na piersi rzekomo mieli argumenty w swoich lepiej wyszkolonych od Czechów nogach.

Powtórki meczu Polska - Czechy jeszcze nie widziałem, więc do analizowania gry poszczególnych zawodników nie mam kompetencji. Ani ochoty. Mogę więc tylko napisać, co czułem jako kibic siedzący za wrocławską bramką, do której jedyny raz w sobotę wturlała się piłka.

Przez te wszystkie lata wszyscy jako kibice polskiego futbolu cierpki smak porażek poznaliśmy doskonale. Teraz, gdy po dwóch słodko-gorzkich remisach wreszcie mieliśmy zanurzyć usta w słodkim miodzie ćwierćfinału, bezczelny czeski sąsiad nam ten kielich sprytnie podharcerzył. A ja, skoro wiarę w wygraną tym razem uznawałem za w pełni  racjonalną, heroicznych piłkarzy wziąłem w swych myślach w obronę. I zacząłem się topić w wyrzutach sumienia.

Pierwszym i dość oczywistym winowajcą uczyniłem swoją czerwoną koszulkę reprezentacji, zakupioną przed Euro 2008, którą zakładałem na siebie na każdy z sześciu polskich występów na mistrzostwach Europy. Przed tym wrocławskim - na wszelki wypadek - miałem ją rzucić w kąt, skoro przecież przynosi pecha i naszym piłkarzom nie pozwala wygrać. Nie zrobiłem tego. Mea culpa.

Samemu pod pręgierzem człekowi jednak jakoś smutno, więc zaprosiłem pod niego i mojego serdecznego kompana, dla którego był to pierwszy mecz tego Euro. Zwykł on przywozić z nielicznych wyjazdów wyniki najgorsze z najgorszych, przy nim nawet Lech Poznań padł w Stalowej Woli, a kadra Jerzego Engela skakała niżej od mikrusów z Japonii. ''Wyrok możliwie najsurowszy'' - jak powiedzieliby politycy po zamieszkach polsko-rosyjskich - zdaje się jedynym uzasadnionym.

Porażka nie może też przejść bezkarnie Wrocławiowi, który przecież ostatnim razem ciążył reprezentacji na tyle, że nie umiała ona wygrać nawet ze Słowenią. Tak, ten stadion na pewno trzeba już wrzucić do szufladki ''pechowy''. Taki, za jaki przez lata dla kadry uchodził ten poznański.

Dopiero gdy już stuknąłem młotkiem na zakończenie tej irracjonalnej rozprawy, uświadomiłem sobie, że jestem jak mała Amelia, która za sprawą sąsiada uważała, że ona i jej Kodak są odpowiedzialne za wszelkie tragedie tego świata: od wypadku samochodowego na osiedlu, przez wykolejenie się pociągów, na katastrofie Boeinga skończywszy.

Kibic mścić się nie ma na kim, choć winny jest konkretny zestaw ludzi. Od piłkarzy na boisku, którzy zagrali poniżej swoich możliwości, przez sztab trenerski z selekcjonerem na czele, ich zawsze z siebie zadowolonych szefów w PZPN, do klubów, które w większości nie robią nic, by piłkarzy wychowywać. By piłkarzy produkować.

Ból kibicowskiego istnienia odczuwam większy niż na trzech poprzednich turniejach w XXI wieku, bo i oczekiwania miałem większe. Euro u siebie, przeciętna grupa. To się nie powtórzy.

Polski fan futbolu znów został pozostawiony sam sobie. Jak chłopak na imprezie, który ukochaną dziewczynę już widzi w swoich ramionach, a rzeczywistość jak zwykle te nadzieje depcze wielkimi buciorami. Ja tak się właśnie czuję.

B.

PS Każdemu, kto - czy to normalnie, czy ironicznie - podśpiewuje Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało, zamiast przegryzienia tchawicy (czego każdorazowo jestem bliski) polecam wpis kolegi Marka Wawrzynowskiego. Zgadzam się z nim w jednych fragmentach bardziej, a w innych mniej, ale tytuł trafia w sedno: Nie mówcie, że nic się nie stało. To jest klęska

Euro 2012 na blogu

Dobre połowy to są w Dalmorze. Liczy się całość.

Na własne oczy: 3x 1:1, Indonezyjczyk i mafia biletowa. Tuzin myśli po 12 meczach Euro 2012

Bitwa warszawska 2012