Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

poniedziałek, 06 sierpnia 2012
Niezwykłe Sakartwelo cz. 4. Drużyna Marzeń

Gruzini, podobnie jak Węgrzy, Polacy i wiele innych narodów świetnych swoją przeszłością, chętnie wspominają jak to drzewiej w ich futbolowym królestwie bywało. A bywało wyśmienicie, czego dowodem są opisywane już tutaj sukcesy Dinamo Tbilisi czy zastępy zawodników grających pierwsze skrzypce w niezwykle silnej reprezentacji ZSRR. W 1998 roku największa gazeta sportowa "Sarbieli" zorganizowała plebiscyt na gruzińską Drużyną Marzeń. Głosami czytelników wybrano następującą ekipę:

Sergo Kotrikadze (bramkarz), Rewaz Dzodzuaszwili, Aleksandre Cziwadze, Murtaz Churcilawa, Giwi Czocheli (obrońcy), Witalij Daraselia, Awtandil Gogoberidze, Dawit Kipiani (pomocnicy), Slawa Metreweli, Boris Paiczadze, Micheil Meschi (napastnicy). Trener:  Nodar Achalkaci.

Kim są i czym wsławili się ci zawodnicy?

Bramki strzeże Sergo Kotrikadze (ur. 1936, zm. 2011).

Legenda bramki Dinama Tbilisi. Strzegł jej przez niemal półtora dekady. Człowiek-guma z wyraźnym brzuszkiem. Wybrany najlepszym gruzińskim bramkarzem XX wieku. Członek reprezentacji ZSRR na MŚ 1962. W latach 1960-1963 rokrocznie zajmował trzecią pozycję w plebiscycie na Piłkarza Roku ZSRR. Zmarł w zeszłym roku na atak serca w Sztokholmie, gdzie akurat przebywał z reprezentacją U-15. Więcej o nim tutaj.

Zasieki defensywne zaczynają się od Rewaza Dzodzuaszwilego (ur. 1945).

Niewysoki obrońca to kolejny produkt Dinama. W barwach reprezentacji ZSRR wystąpił w 49 meczach, w tym także na mundialu 1970 w Meksyku oraz na EURO 1972, gdzie ZSRR zdobyło wicemistrzostwo Starego Kontynentu. Potem Dzodzuaszwili również wziął się za trenerkę, przez rok prowadząc nawet kadrę Gruzji (2000-2001).

Kolejny jest Aleksandre Cziwadze (ur. 1955) - celebrant najważniejszego momentu w gruzińskim futbolu. To on bowiem, jako kapitan Dinama, odbierał wywalczony przez zespół w 1981 roku Puchar Zdobywców Pucharów.

Cziwadze przez całą karierę związany był z Dinamem. Obwołano go Piłkarzem Roku w ZSRR w 1980 roku, a rok później został najwyżej w historii sklasyfikowanym Gruzinem w konkursie "France Football" - zajął 8. miejsce. Jako kapitan występował także w reprezentacji ZSRR na MŚ 1982 w Hiszpanii (strzelił nawet gola w meczu ze Szkocją), a popisy na kolejnym mundialu nieszczęśliwie pokrzyżowała mu kontuzja. W roli kapitana zagrał też przeciw... Polsce, w 1983 roku (1:1 w Chorzowie).

Po zawieszeniu butów na kołku trenował różne kluby, dwukrotnie także prowadził kadrę Gruzji (1993-1997 i 2001-2003), a przez rok był także prezesem tamtejszej federacji (2005).

Murtaz Churciława (ur. 1943)

doczekał się nawet specyficznego hołdu złożonego przez polskie kino. W filmie "Vinci" z Borysem Szycem i Robertem Więckiewiczem dwójka bohaterów zgaduje się na hasło i odzew. Hasło to właśnie "Churciława" a odzew - "Beckenbauer". Churciława faktycznie miał z Cesarzem sporo cech wspólnych. Był niezwykle charyzmatyczny, tak jak on poruszał się niezwykle godnie, przez wiele lat był podporą reprezentacji ZSRR i wystąpił także na dwóch mundialach - w 1966 i 1970 roku. Wywalczył także wicemistrzostwo Europy w 1972 roku. To właśnie jego UEFA, która organizowała plebiscyt z okazji 50-lecia swojego istnienia, wybrała w 2004 roku najlepszym piłkarzem w historii Gruzji.

Kwartet defensorów zamyka najskromniejszy tutaj, ale wcale niemniej interesujący Giwi Czocheli (ur. 1937, zm. 1994).

W reprezentacji ZSRR zadebiutował on bowiem w... półfinale EURO 1960 w meczu z Czechosłowacją. Kolejnym jego meczem już był zwycięski finał z Jugosławią. Później Czocheli w czerwonej kadrze zagrał także na MŚ 1962 w Chile. W sumie uzbierał 19 meczów w barwach ZSRR, ale z powodu kontuzji musiał on przedwcześnie zakończyć karierę już w wieku 28 lat.

Pora na linię środkową. To właśnie Witalij Daraselia (ur. 1957, zm. 1982)

strzelił zwycięską bramkę w finałowym meczu PZP z Carl Zeiss Jena. Przedtem strzelał on także dla reprezentacji ZSRR, z którą zagrał także na MŚ 1982 (podobnie jak Cziwadze wystąpił także przeciwko Polsce). Los jednak chciał, że już rok po największym klubowym sukcesie i cztery miesiące po reprezentacyjnym (występ na mundialu w Hiszpanii) w tragicznych okolicznościach zakończył on swoje życie. Prowadzony przez niego samochód wpadł rozbił się w gruzińskich górach. Wrak pojazdu oraz martwego Daraselię odnaleziono dopiero po kilku dniach. Jego syn nosi takie same imię i nazwisko jak ojciec i grał w piłkę w pierwszoligowych drużynach Gruzji, Rosji, Ukrainy i Kazachstanu oraz w reprezentacji swojego kraju.

Awtandil Gogoberidze (ur. 1922, zm. 1980) to kolejny wąsal.

W Dinamie Tbilisi rozegrał 341 meczów, a karierę swoją zakończył dopiero w wieku 40 lat. W 1951 roku został królem strzelców ligi ZSRR. Występował także w kadrze tego tworu, z którą wystąpił na IO Helsinki 1952. Po wypadku samochodowym (znowu!) w 1967 roku stracił głos i został przykuty do łóżka. Zmarł w 1980 roku. Więcej o nim tutaj.

O Dawidzie Kipianim (ur. 1951, zm. 2001) była już tutaj mowa w poprzednich wpisach.

Nie licząc rocznej przerwy na grę w Lokomotiwie Tbilisi, to przez całą karierę był on związany z Dinamem. Charakterystyczne zakola i wąs, najlepszy piłkarz ZSSR 1977 roku. W czerwonej reprezentacji rozegrał 19 meczów i strzelił 7 goli. Brylantowy technik, prawdziwy artysta. Jego największym dramatem sportowym była kontuzja, której nabawił się już podczas pobytu na MŚ 1982. W efekcie nie zagrał tam ani chwili, a naklejki z jego podobizną stały się fikuśną pamiątką. Po zakończeniu kariery był trenerem (dwukrotnie prowadził Dinamo). Zginął w wypadku samochodowym w 2001 roku. To chyba jakieś fatum. Jego imieniem nazwano Puchar Gruzji.

W ataku mistrzowskiej ekipy same asy nad asami. Slawa Metreweli (ur. 1936, zm. 1998) przyszedł na świat w Soczi, grał także w Torpedo Moskwa, ale najlepiej wiodło mu się w Dinamie Tbilisi. W reprezentacji ZSRR występował przez 12 lat (od 1958 do 1970 roku), zaliczając w międzyczasie mistrzostwo Europy 1960 (wespół z Czochelim i Meschim). Ba, w finałowym meczu z Jugosławią strzelił nawet pierwszego gola dla ZSRR!

Poza tym dorzucił też dwa udziały w mundialach - 1962 i 1966. Zmarł w 1998 roku.

Borisa Paiczadze (ur. 1915, zm. 1990) to najstarszy w tej jedenastce zawodnik. Przyszedł bowiem na świat dekadę, dwie, a nawet trzy wcześniej niż inni członkowie Drużyny Marzeń. Nie umniejsza to jednak ani jego umiejętności, ani zasług. Fani powinni kojarzyć choćby z tego, że jego imię nosi stadion Dinama Tbilisi. W latach 1936-1951 rozegrał on w barwach tej drużyny 190 meczów, w których strzelił 105 goli. Król strzelców ligi ZSRR w 1937 roku. Symbol Dinama.

Ostatni członek tej załogi to Micheil Meschi (ur. 1937, zm. 1991).

Przez 15 lat strzelał bramki dla Dinama Tbilisi. Mikry zawodnik (169 cm) znany był ze świetnej techniki i licznych asyst. Gracz zwykł powtarzać, że techniki piłkarz musi się nauczyć sam, więc zawsze został po treningach i ćwiczył różne triki. Jego zwody były podobno legendarne. Próbka tutaj:

W barwach ZSRR zagrał w 35 meczach i strzelił 4 gole. Zaliczył mistrzostwo Europy 1960 i udział w MŚ 1962. Jego imię nosi dziś stadion Lokomotivi Tbilisi. Długi i ciekawy wywiad z nim w języku rosyjskim można znaleźć tutaj.

Opiekunem ekipy został oczywiście Nodar Achalkaci - opiekun Dinama Tbilisi, gdy to odnosiło swoje sukcesy w europejskich pucharach, a od 1990 roku prezes federacji piłkarskiej w swojej ojczyźnie.

Gdyby Gruzja dziś miała takich zawodników, to może nie tłukłaby się pewnie po przedostatnich miejscach w grupach eliminacyjnych do kolejnych mistrzostw Europy i świata. Z drugiej strony - czy tacy indywidualiści byliby w stanie dogadać się ze sobą?

P.

Niezwykłe Sakartwelo cz. 3. Ten mecz

Niezwykłe Sakartwelo cz. 2. Kluby małe i duże

Niezwykłe Sakartwelo cz. 1. Sport w Gruzji

Perła Kaukazu cz. I

Perła Kaukazu cz. II

Nieobliczalna Perła Kaukazu

Gruzińskie skarby z przeszłości

FC Zestafoni - nowa siła w gruzińskim futbolu

Którzy odeszli: Nodar Kumaritaszwili

Chodziarz z Kalisza pójdzie dla Gruzji

piątek, 03 sierpnia 2012
Niezwykłe Sakartwelo cz. 3. Ten mecz

Kadra Gruzji wciąż jeszcze czeka na swoje wielkie dni. Udało jej się wygrać kilka ważnych meczów (np. z Bułgarią w el. EURO 1996, z Rosją w el. EURO 2004 czy z Chorwacją w el. EURO 2012), ale nigdy nie prowadziły one do większych sukcesów w postaci awansu do dużej imprezy. Gruzini zawsze mieli dobrych zawodników, ale nigdy nie mieli dobrej reprezentacji. Tym samym pozostaje cieszyć się im z największego osiągnięcia ich klubowej piłki. A zapewniło go oczywiście DINAMO TBILISI.

Stołeczny zespół to najbardziej utytułowana i najlepiej rozpoznawalna w świecie gruzińska drużyna. Choć w ostatnio nieco dołuje, to nic nie odbierze jej osiągnięć sprzed lat. W czasach ZSRR dwukrotnie triumfowała w lidze skupiającej wszystkie radzieckie republiki - w 1964 i 1978 roku. Z niej także werbowali się najznakomitsi gruzińscy piłkarze, o których jeszcze będzie chwila, żeby napisać. Dinamo nieźle poczynało sobie także w europejskich pucharach. Gdy tylko drużynie z Tbilisi udawało się do nich zakwalifikować, to zawsze pokazywała się tam z dobrej strony.

W Pucharze UEFA 1973/1974 Gruzini dobili się do 1/8 finału. W sezonie 1977/1978 osiągnęli ten sam szczebel po drodze eliminując słynny Inter Mediolan (1:0 i 0:0)!

 

Rok później odprawili SSC Napoli (2:0 i 1:1), a w kolejnej edycji wygrali w Pucharze Mistrzów z Liverpoolem (1:2 i 3:0).

 

Wszystkie te mecze wskazywały na wielki potencjał drzemiący w drużynie. Brakowało jednak spełnienia, spektakularnego sukcesu. Ten przyszedł w sezonie 1980/1981. Wtedy to Dinamo Tbilisi wygrało Puchar Zdobywców Pucharów!

Trenerem drużyny był od 1976 roku Nodar Akhalkatsi. Udało mu się skompletować drużynę pełną zawodników wybitnych jak na gruzińskie warunki. David Kipiani, Ramaz Szengelia, Witali Daraselia, Tengiz Sulakwelidze i Aleksandr Chiwadze byli etatowymi reprezentantami ZSRR i grajkami jakich mało. Nawet dziś patrząc na umiejętności Kipianiego można z uznaniem drapać się po brodzie.

 

Dinamo zwycięski sezon rozpoczęło od pokonania greckiej Kastorii (0:0 i 2:0), a potem irlandzkiego Waterford (1:0 i 4:0). Potem przyszła pora na bardziej wymagających przeciwników. W 1/4 finału rywalem był West Ham, ale i ta ekipa nie okazała się straszna. W Tbilisi górą byli gospodarze (4:1) i, mimo że ulegli w Londynie (0:1), to oni zakwalifikowali się do kolejnej rundy. W półfinale czekał już Feyenoord Rotterdam. Był to niezwykle wyrównany dwumecz. U siebie Dinamo Tbilisi wygrało 3:0, by w rewanżu ulec 0:2. Pozostał więc już tylko najważniejszy mecz, a w nim inny sensacyjny finalista - Carl Zeiss Jena z NRD. Czy po odprawieniu Anglików i Holendrów można było się obawiać ekipy ze wschodnich Niemiec? - tak chyba pomyśleli sobie Gruzini i zwyciężyli! Choć w 63. minucie Dinamo straciło bramkę, to wyrównało już cztery minuty później, a z kolei cztery minuty przez końcowym gwizdkiem zdobyło gola na 2:1. I to jakiego gola!

Dodatkowy dowcip polega na tym, że puchar ten... widziałem na własne oczy. Będąc w Muzeum Narodowym w Tbilisi natrafiłem tam także na wystawę poświęconą Niemcom w Gruzji (stanowią tam oni istotną mniejszość), a jednym z jej eksponatów było właśnie świecące cudo. To chyba taki prztyczek:)

Co się działo później w Dinamie? W kolejnej edycji PZP zespół również osiągnął piękny wynik. Udało mu się bowiem dotrzeć do półfinału. W pokonanym polu zostawione zostały drużyny Grazer AK, SC Bastia i... Legii Warszawa (1:0 i 1:0). Dopiero w półfinale Gruzinów odstrzelił belgijski Standard Liege.

Potem już Europa nie była tak przyjazna dla piłkarzy ze stolicy. Rozbijali się oni bowiem zwykle już na pierwszej lub drugiej pucharowej przeszkodzie. Chlubne wyjątki to Puchar UEFA 197/1988 (1/8 finału) i 1996/1997 (1/32 finału, pokonane Molde FK i Torpedo Moskwa). Po reformach europejskich rozgrywek największym osiągnięciem Dinamo jest awans do fazy grupowej LE. Gruzini dostali się tam w sezonie 2004/2005 po wyeliminowaniu... Wisły Kraków (pamiętny dwumecz 3:4 i 2:1). W grupie już jednak nie było miło, bo Gruzini przegrali wszystkie spotkania: z Sochaux (0:2), Newcastle (0:2), Sportingiem Lizbona (0:4) i Panioniosem (2:5).

Trzymam kciuki za to, żeby Dinamo się szybko odrodziło i prędko zaoferowało futbolowej Europie nowego Davida Kipianiego.

P.

Czytaj także:

Niezwykłe Sakartwelo cz. 2. Kluby małe i duże

Niezwykłe Sakartwelo cz. 1. Sport w Gruzji

Perła Kaukazu cz. I

Perła Kaukazu cz. II

Nieobliczalna Perła Kaukazu

Gruzińskie skarby z przeszłości

FC Zestafoni - nowa siła w gruzińskim futbolu

Którzy odeszli: Nodar Kumaritaszwili

Chodziarz z Kalisza pójdzie dla Gruzji

czwartek, 02 sierpnia 2012
Niezwykłe Sakartwelo cz. 2. Kluby małe i duże

O aktualnej kondycji reprezentacyjnej gruzińskiej piłki najlepiej pewnie byłoby milczeć, ale tak się akurat składa, że pisałem o niej już tutaj. Skupię się więc na wydarzeniach w tamtejszym futbolu klubowym, które miały akurat miejsce w czasie, gdy bawiłem w Gruzji.

Gdy wjeżdża się do Gori, miasta z którego pochodzi Józef Stalin, marszrutka kluczy po wielu wąskich ulicach, by wreszcie dotrzeć na dworzec autobusowy. Z jednej strony otacza go wielkie targowisko, a z drugiej pokaźnych rozmiarów stadion. To obiekt klubu DILA GORI.

"Dila" to "poranek" i chyba właśnie nastały czasy, w których nad Dilą Gori zaświeciło słońce. Zespół w minionym sezonie wywalczył Puchar Gruzji pokonując w finale mistrza kraju Zestafoni aż 4:1. Dzięki temu zespół z Gori może błyszczeć w Lidze Europy, mimo że zajął w tabeli dopiero piąte miejsce (mistrz gra w el. LM, druga i trzecia ekipa w LE). Prawda, że ma ładnie położony stadion?

A Dila w Europie prezentuje się świetnie. W pierwszej rundzie nieoczekiwanie dwukrotnie pokonała silne duńskie Aarhus GF.

Na wyjeździe sensacyjnie wygrała 2:1.

 

W ojczyźnie zaś ustrzeliła nawet jedno oczko więcej i skończyło się na 3:1.

 

W nagrodę Gruzini zmierzą się w kolejnej rundzie, czyli dziś i za tydzień, z cypryjskim Anorthosisem Famagusta. Gwiazdą zespołu z Gori jest reprezentant kraju Aleksander Guruli, były zawodnik Karpat Lwów, syn znanego nam świetnie Gii Gurulego. W ataku natomiast bryluje młody Mate Vatsadze - duży talent.

Gorzej w europejskich pucharach niestety powiodło mistrzom Gruzji 2012 z FC ZESTAFONI. Przegrali oni wyraźnie już w pierwszej rundzie i, co gorsza, z nielubianym sąsiadem zza miedzy - azerskim Neftczi Baku. Szczególnie bolesny był pierwszy mecz, kompromitująco przerżnięty 0:3. Oglądałem go na żywo w gruzińskiej telewizji. W rewanżu padł remis 2:2.

Co z pozostałymi drużynami reprezentującymi zakaukazki naród w europejskich pucharach? Wicemistrz METALURGI RUSTAWI w pierwszej rundzie pewnie odprawił albańskie Teuta Durres (3:0 i 6:1), by w kolejnej ulec znanym z EURO 2012 Czechom z Viktorii Pilzno (1:3 i 0:2).

 

Natomiast trzecie w tabeli TORPEDO KUTAISI szybko zakończyło swoją pucharową przygodę odpadając już w pierwszej rundzie z kazachskim FK Aktobe (1:1 i 0:1).

Co ważne i zarazem ciekawe, Metalurgi i Dila swoje domowe mecze rozgrywały na Stadionie Narodowym im. Borisa Pachaidze w Tbilisi, ponieważ ich obiekty nie spełniały wymogów UEFA. Swoje ligowe mecze rozgrywa na nim najbardziej znany gruziński klub Dinamo Tbilisi, a także reprezentacja narodowa. W moim odczuciu stołeczny obiekt szału nie robi.

Pomimo moich estetycznych wątpliwości UEFA zadecydowało, że właśnie na tym stadionie odbędzie się Superpuchar Europy 2015.

Żeby jednak nie było, że rozbijamy się tylko po gruzińskich salonach, to jeszcze wizyta na stadionie FC BORŻOMI. Ta miejscowość to jeden z najbardziej znanych gruzińskich górskich kurortów. Otaczają ją góry, w centrum jest piękny park mineralny, a w bezpośrednim sąsiedztwie ogromny park naturalny. No i oczywiście najsłynniejsza w Gruzji woda mineralna. W czasach ZSRR rozbijała się tam partyjna wierchuszka, potem kurort lekko się zakurzył. Teraz zaczyna się na nowo rozkręcać, czego wskaźnikiem były choćby starania o organizację zimowych IO 2014. Tak czy owak, jest tam też drużyna piłkarska. Nie zapisała się niczym szczególnym w historii. W latach 2004-2009 występowała w najwyższej gruzińskiej Umaglesi Liga. Spadła z niej jednak z hukiem i od tego czasu gra na jej zapleczu. A stadion ma taki:

Głównym atutem tego obiektu było to, że zaraz obok niego mieściła się niezła restauracja.

Gruzini kochają piłkę, ale równocześnie mają dystans do swoich klubowych zespołów. Człowiek w informacji turystycznej w Borżomi na pytanie o miejscowy zespół nie mógł przestać się dziwić dlaczego o to pytam. Nasz gruziński kolega, gdy usłyszał, że planuję wybrać się na obiekt Dinamo Tbilisi, to spytał czy chcę pobiegać po tamtej bieżni, bo innego sensu nie widzi. Liczą się tylko to, co eksportowe - koszulki Kachy Kaładze w Milanie, ewentualnie trykoty reprezentacji narodowej. Poza tym FC Barcelona, Manchester United, Arsenal, Real... W całej stolicy nie sposób dojrzeć czegokolwiek związanego z najsłynniejszym klubem w całym kraju, czyli Dinamem Tbilisi. W tej kwestii Gruzini muszą jeszcze trochę popracować. Mimo że wielbią oni swoją ojczyznę ponad wszystko, to takich drobnych lokalizmów wciąż się nieco wstydzą. A przecież to jest najciekawsze i najwartościowsze.

P.

Czytaj także:

Niezwykłe Sakartwelo cz. 1. Sport w Gruzji

Perła Kaukazu cz. I

Perła Kaukazu cz. II

Nieobliczalna Perła Kaukazu

Gruzińskie skarby z przeszłości

FC Zestafoni - nowa siła w gruzińskim futbolu

Którzy odeszli: Nodar Kumaritaszwili

Chodziarz z Kalisza pójdzie dla Gruzji

środa, 01 sierpnia 2012
Niezwykłe Sakartwelo cz. 1. Sport w Gruzji

Do niektórych miejsc uczucie bywa trudne i rodzi się bardzo powoli. Niektóre miasta i regiony odpychają, zwodzą, wystawiają nasze dobre chęci na próbę czasu. Inne z kolei uwodzą od pierwszej chwili, otumaniają i uderzają do głowy niczym alkohol. Jak dobre wino. Jak GRUZJA.

 

Każdy kto śledzi tego bloga, ten wie, że Perła Kaukazu od początku jest jego cichą muzą. O ile jednak przedtem była ona przedmiotem uczucia platonicznego, tak teraz dostąpiłem przyjemności obcowania z nią w sposób bezpośredni. Niezwykłość Gruzji wiąże się z zawieszeniem tego kraju między Zachodem a Wschodem, między Europą a Azją, między Kaukazem Północnym a Kaukazem Południowym (wystarczy przeskoczyć kilka górek i już się jest w Dagestanie czy Osetii Północnej), między Przeszłością a Przyszłością. Tam wszystko jest hybrydą, niedookreśleniem, przedziwną mieszanką, która wymyka się klasyfikacji, a którą łatwiej przyswajać za pomocą emocji niż rozumu. Mityczne Sakartwelo to miejsce niezwykłe, inne niż wszystkie inne.

Choć głównym sportem narodowym Gruzinów jest z pewnością picie wina i biesiadowanie, to oczywiście świetnie sobie radzą również w wymagających nieco większego wysiłku aktywnościach. Najlepiej idzie im na wszelkiego rodzaju matach. Mali, krępi, owłosieni, z wydatnymi brwiami i do tego cholernie silni - tacy właśnie są Gruzini. Dlatego też należą do absolutnej elity zapaśniczej. W tej dyscyplinie zdobyli oni 9 ze wszystkich swoich 19 medali olimpijskich - 1x brąz na IO 1996, 3x brąz na IO 2000, 1x srebro na IO 2004, 2x złoto oraz 2x brąz na IO 2008). Kolejne sześć krążków to zasługa judo - 1x brąz IO 1996, 1x brąz IO 2000, 1x złoto i 1x srebro na IO 2004, 1x złoto na IO 2008 i świeżutkie 1x złoto na IO 2012. Herosem ostatnich dni jest właśnie judoka Lasza Szawdatuaszwili.

 

Pozostałe krążki to zasługa ciężarów (1x brąz na IO 2000, 1x złoto na IO 2004, oba krążki zdobył Giorgi Asanidze), boksu (1x brąz na IO 2000) i strzelectwa (1x brąz na IO 2008).

Inną dyscypliną, w której Gruzini radzą sobie bardzo dobrze jest rugby. Reprezentacja tego kraju to europejska czołówka w tym sporcie (poza wyspiarzami silniejsi od nich są tylko Francuzi i Włosi), a najlepsi zawodnicy kadry brylują w telewizyjnych spotach i na okładkach kolorowych czasopism. W latach 2008-2012 czterokrotnie wygrywała European Nations Cup (takie europejskie mistrzostwa drugiej dywizji), brała też udział w MŚ 2007 i 2011. Potężna gromadka, której największą gwiazdą jest Merab Kwirikaszwili.

Co poza tym? Gruzini nieźle sobie radzą w koszykówce. Na EuroBaskecie 2011 wyszli ze swojej grupy i odpadli dopiero w drugiej fazie. Mają też oni swojego reprezentanta w NBA. Jest nim popularny i porywczy zarazem Zaza Paczulia z Atlanta Hawks.

Należy też pamiętać, że Gruzja to prawdziwa wylęgarnia szachowych arcymistrzów ze słynną Noną Gaprindaszwili na czele. Poza tym - to oczywiste, ale warto to podkreślić - Gruzini przez całe lata zasilali wszelkiej maści reprezentacje sportowe ZSRR.

Czegoś brakuje? Oczywiście piłki nożnej. Ale o tym w kolejnym wpisie.

P.

Czytaj także:

Perła Kaukazu cz. I

Perła Kaukazu cz. II

Nieobliczalna Perła Kaukazu

Gruzińskie skarby z przeszłości

Którzy odeszli: Nodar Kumaritaszwili

Chodziarz z Kalisza pójdzie dla Gruzji

poniedziałek, 30 lipca 2012
Chodziarz z Kalisza reprezentuje Gruzję na igrzyskach. Historia Macieja Rosiewicza

Maciej Rosiewicz, chodziarz z Kalisza, który na igrzyskach olimpijskich Londyn 2012 reprezentuje Gruzję

- Udział w igrzyskach to dla mnie coś bezcennego. Każda sekunda w wiosce olimpijskiej, wśród sportowców z całego świata, wynagradza mi ponad 10 lat ciężkich treningów i ostatni stresujący rok - opowiada Maciej Rosiewicz z Kalisza. W chodzie na 50 km w Londynie (11 sierpnia) będzie reprezentował biało-czerwone barwy, ale nie będą to, jak wcześniej, barwy Polski, lecz Gruzji, która umożliwiła mu start na igrzyskach olimpijskich.

Trenuje go Krzysztof Kisiel, ten sam, z którym Robert Korzeniowski zdobył nieraz olimpijskie złoto. - W sporcie zawdzięczam mu wszystko. Przygarnął mnie, choć moja wartość sportowa była nikła, a on ćwiczył najlepszego chodziarza świata - mówi o szkoleniowcu 34-letni Maciej Rosiewicz.

Próbował biegania i triathlonu, do chodu ostatecznie zwolnił dopiero na trzecim roku studiów w Poznaniu. Pomogli mu w tym... celnicy. - To było 11 lat temu, gdy trzeba było mieć pozwolenie na pracę na Wyspach. Jechałem autobusem do kolegów, którzy zarabiali przy zbieraniu owoców. Prosili, bym przywiózł im trochę jedzenia z kraju. Zostałem wyrwany do kontroli, a że pół plecaka było załadowane zupkami w proszku, cofnęli mnie z granicy. To była chyba najszczęśliwsza deportacja na świecie! - opowiada chodziarz. Wrócił do Polski i zanotował dwa świetne starty, a od trenera usłyszał: - Chłopie, masz do tego zdrowie!

Kaliski chodziarz ma też zdrowie do pracy z młodzieżą. Najpierw uczył angielskiego, teraz wuefu w Zespole Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Kaliszu.

Z kolejnych mistrzostw Polski w chodzie na 50 km przywoził medale (cztery srebrne, trzy brązowe), wygrywał w Austrii i na Łotwie, ale do optymalnego wyniku zawsze ciut brakowało. W 2008 r. zabrakło dokładnie 53 sekund. - Czułem już zapach igrzysk w Pekinie. Byłem sfrustrowany, ciężko jest godzić sport wyczynowy z pracą - wspomina.

- Pomyśl, jaki czas mógłbyś osiągnąć, gdybyś przygotowywał się tak jak my! - mówił mu dwa lata temu kadrowicz Rafał Fedaczyński.

Maciej Rosiewicz pobił wtedy swój życiowy rekord na 50 km (3:55 - to był 20. wynik w Europie i 32. na świecie) i doszedł do wniosku, że chce postawić na chód. - Ale miałem już wtedy dwójkę dzieci, więc nie mogłem zostawić szkoły. Od jednego pana w związku lekkoatletycznym usłyszałem, że jestem za stary. Próbowałem też w samorządzie i u sponsorów, ale potrzebnego wsparcia nie znalazłem - mówi.

W marcu ub. roku zwrócił się więc o pomoc do kraju, w którym Polacy traktowani są z wyjątkową życzliwością. - Na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego prezydent Micheil Saakaszwili przyleciał z USA aż pięcioma samolotami, pomimo pyłu wulkanicznego z Islandii. Napisałem list do jego kancelarii i przedstawiłem motywację startu dla Gruzji. Już po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź, co muszę wypełnić, by starać się o obywatelstwo - opowiada lekkoatleta.

1 września, dwa miesiące po złożeniu dokumentów i referencji, Maciej Rosiewicz dostał drugi paszport. Choć w marcu wypełnił minimum olimpijskie B dla krajów, które chcą wystawić tylko jednego reprezentanta w konkurencji (a takim jest Gruzja), w drodze na igrzyska mógł się potknąć o procedury. Międzynarodowa federacja lekkoatletyczna pozwoliła mu reprezentować Gruzję, ale... dopiero od września. W końcu, po odwołaniach, wydała zgodę, ale jako gruzińskiego zawodnika musiał go jeszcze zaakceptować Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Zrobił to dopiero w czerwcu!

Maciej Rosiewicz, chodziarz z Kalisza, który na igrzyskach olimpijskich Londyn 2012 reprezentuje Gruzję

- Każdy może mnie oceniać, ale niech najpierw postawi się w mojej sytuacji. Przez ponad 10 lat łączyłem treningi z pracą w szkole, latem z pracą w sadzie. Nie wyjeżdżałem na obozy do ciepłych krajów. Polska zawsze będzie moją ojczyzną. Kocham jej historię, kulturę i tradycję. Ale oddzielam to od instytucji, przez które byłem pozostawiony samemu sobie. Byłem wręcz wyśmiewany, mówiono mi ''kończ waść''. Przygarnęła mnie Gruzja. Tam nie usłyszałem, że jestem za mało perspektywiczny - tłumaczy swoją decyzję Maciej Rosiewicz. - Myślę, że nie należę do najgorszych polskich patriotów. Ale pewien etap mam już za sobą i teraz moim marzeniem jest godne reprezentowanie Gruzji, mam do spłacenia dług wdzięczności. Nie przejmuję się, co kto o mnie pomyśli, czy dla jednych będę zdrajcą, a dla innych inspiratorem. Gdybym był taki cwany, nie czekałbym tak długo z ubieganiem się o drugie obywatelstwo, nie ryzykowałbym braku zgody na start na igrzyskach i tego stresu, który przeżyłem. Długo wierzyłem, że będę mógł przygotowywać się w lepszych warunkach i osiągać lepsze wyniki. Śmieję się, gdy słyszę, że chodzi mi o pieniądze. Chodzi o igrzyska! Bogdan Wenta i Władysław Kozakiewicz, z różnych względów, w pewnym momencie zaczęli reprezentować Niemcy. Ten pierwszy niedawno usłyszał na meczu w Płocku, że nigdy nie będzie Polakiem.

Szumu wokół siebie się nie spodziewał. - Były u mnie dwie telewizje i radio, a jeszcze niedawno moje treningi nad Prosną obserwowały tylko... kaczki - śmieje się.

Trzej chodziarze na 50 km, którzy będą reprezentowali Polskę w Londynie, mają lepsze czasy od niego. W Gruzji Maciej Rosiewicz konkurencji nie ma. I choć cztery dni po oficjalnym otwarciu igrzysk skończy 35 lat, start w Londynie może nie być jego ostatnim na największej sportowej imprezie świata.

- Wystartujesz dla nas za cztery lata na igrzyskach w Rio de Janeiro? - to pierwsze zdanie, jakie usłyszał od szefa gruzińskiego komitetu olimpijskiego. Gruzini wiążą więc z nim nadzieje nie tylko na udany wynik w Londynie. Możliwe, że po igrzyskach Maciej Rosiewicz przejdzie na zawodowstwo. Takie jest przynajmniej jego marzenie.

A te ostatnio mu się spełniają. Gdy pierwszy raz przyleciał do stolicy Gruzji, na widok siedziby prezydenta zażartował, że niedługo będzie z nim kosztował wino. Prawie trafił: w towarzystwie Micheila Saakaszwilego raczył się szampanem razem z całą kadrą olimpijską. - Prezydent powiedział mi, że przyjemnie jest gościć Polaka w reprezentacji Gruzji - relacjonuje chodziarz.

Michaił Saakaszwili

Gdy na początku lipca leciał do Tbilisi na zaprzysiężenie olimpijskie, jego żona Monika rodziła trzecie dziecko. Nazajutrz szef federacji lekkiej atletyki mógł wygłosić trzy toasty: za Polskę, za przyjaźń polsko-gruzińską i za nowo narodzoną córkę chodziarza. Starsza z jego córeczek ma na imię Nina. - Tak jak patronka Gruzji. Ale to akurat przypadek! - mówi Maciej Rosiewicz.

B.

Pod tym tekstem wrzuconym na Poznań.Sport.pl można zagłosować w sondzie: Co sądzisz o decyzji Macieja Rosiewicza, który na igrzyskach reprezentuje Gruzję?