Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

sobota, 09 listopada 2013
Poznańskie syreny

Dzisiejszego wieczoru, 9 listopada o godzinie 19:41, w sercu niejednego z poznańskich kibiców zawyły zapewne syreny piłkarskich wspomnień. Dokładnie ćwierć wieku temu po stolicy Wielkopolski rozszedł się skąpany w przeraźliwej ciszy złowrogi dźwięk, który zaistniał na skutek spotkania pierwszego stopnia, jakie zafundował kopniętej przez siebie futbolówce z poprzeczką bramki Zubizarrety, ówczesny obrońca Kolejorza - Damian Łukasik. W tej jednej chwili zgasły nadzieje na coś naprawdę wielkiego, wspaniałego i wymarzonego, na coś, co było zarazem bliżej niż na wyciągnięcie ręki. Do dziś po Poznaniu snują się opowieści o tym, że gdy Bogusław Pachelski podbiegał do ustawionej na jedenastce piłki, słynny trener Barcy - Johann Cruyff odwrócił się i zrezygnowany, pogodzony z porażką zaczął zmierzać w kierunku szatni. Tym jednym, jedynym strzałem nasz znakomity poznański snajper, bohater obu pojedynków przeciwko Barcelonie, mógł zrobić znacznie więcej niż tylko wyrzucić wielki klub z europejskiej rywalizacji, wprowadzając Kolejorza do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Dziś z perspektywy ćwierćwiecza, być może jeszcze wyraźniej niż wówczas widać, jak ogromną i realną była szansa, by podopieczni Henryka Apostela, jako pierwsi i zarazem ostatni jak dotąd, wywalczyli dla polskiego futbolu europejski puchar.

Przyznam się szczerze i bez bicia, iż nie oparłem się pokusie i dziś znów, po latach, obejrzałem z płytki cały ten niesamowity pojedynek, jaki tamtego mroźnego listopadowego wieczoru stoczyły przy Bułgarskiej te dwa wspaniałe zespoły. To rzeczywiście niezwykłe, że nawet teraz, po upływie tak ogromnej ilości wody w Warcie, znając przecież wynik tamtej rywalizacji od dawien dawna, gdy widzę, jak mój piłkarski idol lat chłopięcych, popularny Bodek Pachelski, biorąc ogromny rozbieg, sadzi swe drobne kroczki, by za chwilę trafić futbolówką w ręce Zubizarrety, serce wciąż bije mi niczym młot.

Niby spotkały się wówczas dwa piłkarskie światy, które miała dzielić przepaść. W szeregach Barcy rzeczywiście liczni uczestnicy mundiali i mistrzostw Europy, kilka naprawdę wielkich nazwisk (Zubizarreta, Lineker, Bakero), na czele z tym największym, osiadłym na szkoleniowej ławce (Cruyff). Dość powiedzieć, że nie było ani jednego spośród graczy biegający przy Bułgarskiej w trykocie Dumy Katalonii, który nie zagrał w swej karierze dla reprezentacji swego kraju. Po przeciwnej stronie nazwiska, które średnio zorientowanemu futbolowemu kibicowi na Starym Kontynencie albo nie mówiły kompletnie nic, albo bardzo niewiele. Choć Łukasik był raczej podstawowym graczem ówczesnej reprezentacji Polski, a w pobliżu kadry prowadzonej przez Łazarka kręcili się wówczas również Araszkiewicz, Jakołcewicz i Jankowski, to jednak ich dorobek i znaczenie w europejskiej piłce na tle rywali ze stolicy Katalonii wydawało się być nader mizerne. A jednak boisko rządzi się swoimi, czasem zupełnie nieprzewidywalnymi prawami. Lech, który w polskiej lidze wcale nie zachwycał, w międzynarodowych rozgrywkach poczynał sobie nadspodziewanie wyśmienicie. Najpierw nie dał szans albańskiemu Flamurtari, a potem wywiózł z Camp Nou, sensacyjny remis, po pięknym golu Pachelskiego. W Poznaniu Kolejorz wcale nie przyjął taktyki grania na utrzymanie bezcennego, bezbramkowego remisu, lecz podjął odważną, zażartą, momentami zapierającą dech w piersiach walkę ze słynnym rywalem. Pachelski i Araszkiewicz niejednokrotnie wprawiali stadion w stan wrzenia, brylując na tle hiszpańskich znakomitości. Nieomylny zazwyczaj Gary Lineker był bezradny jak dziecko w konfrontacjach z Łukasikiem, Jakołcewiczem i Rzepką, momentami bywał wręcz ośmieszany przez skutecznie interweniujących poznańskich defensorów. Cruyff widząc co się dzieje zdejmie mundialowego króla strzelców z boiska już na początku dogrywki.

Lechici, którzy w ten pojedynek włożyli całe swe waleczne serca, w miarę upływu czasu, coraz wyraźniej opadali z sił oddając pole przeciwnikowi. A jednak w przekroju całego spotkania byli zespołem, który stworzył sobie lepsze sytuacje do strzelenia zwycięskiego gola. Poznaniacy grali niezwykle ambitnie, momentami zadziwiająco błyskotliwie, absolutnie nie sprawiając wrażenia gorszych piłkarsko od tych z wielkiej Barcelony. Gdy nadeszła pora na egzekwowanie serii jedenastek, które miały zadecydować o losie dwumeczu, emocje sięgały zenitu. Kiedy Ryszard Jankowski obronił strzał Roberto, stadion wręcz eksplodował z radości. Kruszczyński, Jakołcewicz i Rzepka kolejno pokonują z wapna Zubizarretę. Na pudło Araszkiewicza, odpowiada solidarnie i to z nawiązką, bo aż dwoma pudłami - renomowany Alexanko (wykorzystując niefrasobliwość Arasia, który tuła się gdzieś po polu karnym w momencie strzału, turecki sędzia nakazuje powtórzenie jedenastki hiszpańskiemu defensorowi), stwarzając sytuację, w której od awansu dzieli Kolejorza zaledwie jeden celny strzał z jedenastu metrów do bramki Zubizarrety. Bogusław Pachelski, piłkarz który przed dwoma tygodniami uciszył swym wspaniałym trafieniem Camp Nou, tym razem uciszył stadion przy Bułgarskiej brakiem trafienia. Ta słynna już jedenastka Pachelskiego przeciwko Barcelonie, tamten moment, tamte sięgające zenitu a przepełnione nadzieją emocje, gdy podbiega do piłki, to jedna z najbardziej dramatycznych i ekscytujących chwil, jakie futbol pozwolił mi kiedykolwiek przeżyć. Samego Pachelskiego wspomnienie owego nieszczęsnego karnego, będzie zapewne prześladować z większym lub mniejszym natężeniem do końca jego dni. A przecież był to piłkarz znakomity, niejednokrotnie brylujący na tle graczy z najwyższej półki, strzelający bezcenne bramki, w ważnych meczach, wielkim klubom. W tamtym jednym momencie jednak zabrakło mu odrobiny szczęścia. Potem jeszcze Bakero, który po latach wróci na Bułgarską w roli szkoleniowca Kolejorza, oraz Głombiowski i Aloisio, kontynuując serię jedenastek trafiają do siatki, a Łukasik uderzeniem w poprzeczkę gasi światło na Bułgarskiej w niezapomniany, mroźny wieczór 9 listopada 1988 roku.

Chóralne "Dziękujemy!" jakim, po wyjściu ze złowrogiej ciszy kilkusekundowego nokdaunu zaaplikowanego przez nieubłagane konsekwencje strzału Łukasika, pożegnały zawodników Kolejorza poznańskie trybuny, długo jeszcze ogrzewało chłód listopadowego powietrza przed ćwierćwieczem w stolicy Wielkopolski. To smutne, że po tak wspaniałym i dramatycznym meczu ktoś musiał odpaść i to za sprawą rzutów karnych. Lech zaprezentował się znakomicie - mówił na pomeczowej konferencji Johann Cruyff.

A potem? A potem już żadna z drużyn (Aarhus, CSKA Sredec Sofia, Sampdoria Genua), jakie napotkała w tamtej edycji na swej drodze po Puchar Zdobywców Pucharów FC Barcelona nie sprawiła jej choćby namiastki tych problemów, jakie zafundowali swą dzielną, boiskową postawą piłkarze poznańskiego Lecha. Trzy i pół roku później pod dowództwem tegoż samego Johanna Cruyffa, aż siedmiu z piłkarzy grających w dramatycznym dwumeczu przeciwko Kolejorzowi, wydatnie przyczyni się do wywalczenia przez Barcę triumfu w Lidze Mistrzów. A przecież, gdyby piłkarskie szczęście uśmiechnęło się pamiętnego wieczoru do piłkarzy Kolejorza wielka Barca Cruyffa, którego dymisja wisiała ponoć wówczas na włosku, mogłaby nigdy nie zaistnieć, a jeden z europejskich pucharów mógłby zostać uniesiony w radosnym geście przez ręce polskich piłkarzy.

R.

wtorek, 05 listopada 2013
Katarski patent

O ile mocarstwowe ambicje katarskich szejków na poziomie reprezentacji to temat, który można śledzić poprzez przygotowania kadry (i całego kraju) do MŚ 2022, o tyle klubowy plany podboju wszechświata najpiękniej można obserwować na przykładzie tamtejszej ekipy - Al-Rayyan.

Pomysłem władz klubu na sukcesy jest przede wszystkim pompowanie petrodolarów w zagranicznych szkoleniowców i zawodników. Trenerem tego zespołu został właśnie świetnie znany z Sewilli Manolo Jimenez. To kolejny już szkoleniowiec ze znanym CV, który podjął pracę w Al-Rayyan. Jego poprzednikami byli m.in. nasz Antoni Piechniczek, Rene Simoes, Luis Fernandez, Rabah Madjer i Pierre Lechantre.

Jeszcze dobitniejszym przykładem są zagraniczni piłkarze, którzy przewinęli się przez klubową kadrę przez ostatnią dekadę. W większości to piłkarze przez duże "P" (choć już nieco łysawi). Oto TOP 10.

Fernando Hierro (2003-2004)
Mario Basler (2003-2004)
Ronald De Boer (2004-2005)
Frank De Boer (2004-2005)
Anderson (2004-2005)
Sabri Lamouchi (2006-2007)
Roque Junior (2008)
Jacek Bąk (2005-2007)
Ricardinho (2008-2009)
Afonso Alves (2010-2012)

Poza tym koszulkę katarskiego klubu zakładali tacy zawodnicy jak Marcelo Bordon, Fabrice Fiorese, Ali Benarbia, Youssef Mokhtari, Moises czy Amara Diane. Asami obecnej kadry są z kolei znany Brazylijczyk Nilmar oraz Koreańczyk Cho Yong-Hyung.

Efekty tych wszystkich ruchów w ciągu ostatnich dziesięciu lat? Wicemistrzostwo Kataru (2005) i trzy razy trzecim miejsce (2009, 2011, 2012). Trzy razu zespół zagrał w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, ale bez sukcesów: 2011 - ostatnie miejsce w grupie; 2012 - 3. miejsce w grupie; 2013 - ostatnie miejsce w grupie.

Szału nie ma. Pieniądze jednak szczęścia nie dają.

P.

Czytaj także:

Rynki w Azji o poranku

Różne klubu gwiazdy sobie  wybierają. Ich prawo

Wciąż uważamy, że warto śledzić profil Numer10 na facebooku i na twitterze.

piątek, 01 listopada 2013
Którzy odeszli: Alex Alves, Christian Benitez, Bruno Metsu

Fatalnie się czujemy, gdy odchodzą bliskie nam osoby; nieswojo - gdy odchodzą osoby, które w jakiś sposób znaliśmy, a wiadomość o ich śmierci spadła na nas o tyle niespodziewanie, że trochę już o nich zdążyliśmy zapomnieć. Tak się złożyło, że pomiędzy 1 listopada 2012 a 1 listopada 2013 umarły trzy osoby dość młode, z którymi w różnych okresach swoich kibicowskich sympatii żywo sympatyzowałem.

14 listopada 2012 roku niespodziewana wiadomość przyszła z Brazylii. Po długich (czteroletnich) zmaganiach z białaczką zmarł tam ALEX ALVES.

Nie trzeba go z pewnością przedstawiać kibicom niemieckiej Bundesligi, której to na przełomie wieków (lata 1999-2003) Brazylijczyk był gwiazdą. Wraz z niezniszczalnym Michaelem Preetzem stworzył bardzo mocny atak berlińskiej ekipy, który wojował w Lidze Mistrzów (1999/2000; gol z Barceloną na Camp Nou)

i Pucharze UEFA (w tym wystąpił nawet w dwumeczu z Amiką Wronki). To Alves był w nim jednak tą bardziej finezyjną połówką. Wyróżniał się on bowiem nie tylko przefarbowaną na blond grzywką, ale także kapitalną techniką i nieziemskimi uderzeniami (ta bramka została uznana Bramką 2000 Roku). Brazylijczyk miał 37 lat. Jego ładne wspomnienie można przeczytać tutaj.

29 lipca 2013 gruchnęła natomiast informacja o kolejnym zgonie aktywnego zawodnika - tym razem był to reprezentant Ekwadoru CHRISTIAN BENITEZ.

Tak się akurat złożyło, że o Benitezie pisałem w kontekście meczu Polska - Ekwador (2:2) w 2010 roku. Tak się też złożyło, że Ekwadorczyk strzelił w nim oba gole dla swojej drużyny.

Jeszcze w lutym 2013 był na ustach kibiców z całego świata po efektownym pudle w meczu towarzyskim z Portugalią (2:3). Już pół roku później zostawił żonę i dwójkę dzieci, na skutek powikłań po zapaleniu wyrostka robaczkowego, które to miały doprowadzić do zapalenia otrzewnej i zatrzymania akcji serca. Ekwadorska federacja na pamiątkę Beniteza zarezerwowała dla niego numer 11 na koszulce.

Może się tak zdarzyć, że tę dwójkę napastników będzie w lepszym świecie trenować Francuz BRUNO METSU.

To on jest budowniczym jednej z najciekawszych mundialowych drużyn XXI wieku - ćwierćfinalisty z Senegalu.

Zanim trafił on na ławkę Lwów Terangi prowadził m.in. Lille, Valenciennes, Sedan i reprezentację Gwinei. Opromieniony sukcesem w Korei i Japonii postanowił szukać nowych wyzwań oraz lepszych pieniędzy. Szkolił Gaziantepspor oraz kluby z ZEA, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Podejmował się także prowadzenia reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru. Z tą pierwszą kadrą zmierzył się nawet z reprezentacją Polski (wyjazdowe 5-2 dla biało-czerwonych). Z obu szybko wylatywał - z ZEA po porażkach w eliminacjach do MŚ 2010, z Kataru po kiepskim Pucharze Azji 2011. W 2012 roku zastąpił na stanowisku trenera zespołu Al-Wasl z ZEA samego Diego Maradona. Jednak już kilka miesięcy później zdiagnozowano u niego raka żołądka i Metsu musiał zakończyć swoją karierę trenerską. Zmarł 13 października 2013 roku w wieku 59 lat.

Pewnie jeszcze nie raz będę łapał się na tym, że chętnie był sprawdził co u nich słychać.

P.

Zobacz także: 

Zapal znicz na grobach sportowców w swoim mieście
Sport - skutek uboczny: śmierć

Henryk Bałuszyński
Krzysztof Nowak - Numer 10 Serc

Maciej Frankiewicz

Nodar Kumaritaszwili

Lokomotiw Jarosław

Kamila Skolimowska

Adam Ledwoń

Agata Mróz








czwartek, 31 października 2013
Zapal znicz na grobach sportowców w swoim mieście

Sportowcy pochowani w Poznaniu - cmentarz Junikowo
Wybrane groby sportowców na poznańskim cmentarzu Junikowo

Może to już się dzieje powszechnie tylko o tym nie wiem, w końcu o akcji pod Wawelem, gdzie kibice odwiedzają groby zmarłych piłkarzy Wisły, napisała już Gazeta Krakowska (choć nie podała konkretów w postaci wypowiedzi któregoś z takich kibiców). Może cała masa pasjonatów sportu (z których przecież spora część wykazuje duże przywiązanie do historii) w Święto Zmarłych odwiedza mogiły nie tylko swojej rodziny i znajomych. Może. Ale gdyby jednak nie - zachęcam do pomysłu, który sam w tym roku mam zamiar zrealizować. Zapalenie znicza na grobie sportowca pewnie jest i mniej efektowne niż odpalenie rac na stadionie, ale jak dla mnie świadczy dużo lepiej o naszym szacunku i pamięci do ludzi, których oklaskiwaliśmy (lub chcielibyśmy oklaskiwać, lecz nie zdążyliśmy) albo dzięki którym powstały kluby nam bliskie.

Jeśli chodzi o groby sportowców w Poznaniu, stosowną kwerendę (ładnie imię dla dziewczynki) mam już za sobą. Skoro kibice Lecha potrafią skrzyknąć się, by porządkować groby powstańców, to i do miejsc spoczynku wielkich postaci Kolejorza też są na pewno w stanie dotrzeć.

Największą poznańską nekropolią pod względem liczby pochowanych osób jest cmentarz na Junikowie. Wyszukiwarka grobów pozwala ustalić, gdzie dokładnie leżą m.in. tacy sportowcy związani z Poznaniem jak (kliknij w imię i nazwisko, by zobaczyć szczegółowe położenie na planie):

Teodor Anioła - grób

Teodor Anioła (4.11.1925 - 10.07.1993; pole 4, rząd A, nr 14) - piłkarska legenda Lecha Poznań, członek tercetu A-B-C, trzykrotny król strzelców ekstraklasy, reprezentant Polski.

Mieczysław Balcer (12.06.1906 - 13.03.1995; pole Aleja Zasłużonych, kwatera-3; rząd-L; numer-40, grób rodzinny) - piłkarz (reprezentant Polski), lekkoatleta, koszykarz (Czarna ’’13’’ Poznań), ale też siatkarz, wioślarz i hokeista (AZS Poznań); w Krakowie związany z Cracovią i Wisłą, w Poznaniu zagrał jeden mecz w Warcie zaraz po wojnie, potem też trener jej oraz Lecha.

Edmund Białas (15.08.1919 - 24.07.1991; pole 19, rząd B7, nr 12 - grób rodzinny) - pierwszy reprezentant Polski w barwach Lecha Poznań, członek tercetu A-B-C, również trener Kolejorza.

Piotr Danielak (15.10.1913 - 19.07.1969 [możliwe, że to data pochówku, a nie śmierci]; pole 9, kwatera 5, rząd 7, nr 243) - piłkarski mistrz Polski z Wartą Poznań w 1947 roku, bronił jej barw też przed wojną, raz wystąpił w pierwszej reprezentacji kraju.

Wacław Drab (27.08.1920 - 21.09.1975; pole Aleja Zasłużonych, rząd P, nr 104 - grób rodzinny) - jedyny z prezesów Lecha Poznań, który zmarł w trakcie pełnienia funkcji; klubem kierował przez ponad 15 lat, w tym czasie ruszyła budowa stadionu przy ul. Bułgarskiej.

Marian Fontowicz (13.07.1907 - 26.11.1988; pole Aleja Zasłużonych, kwatera 2, rząd P2, nr 97 - grób rodzinny) - legendarny bramkarz Warty Poznań, między jej słupkami stał aż 578 razy, piłkarski mistrz Polski z 1929 roku, reprezentant kraju.

Mirosław Justek (23.09.1948 - 24.01.1998; pole 4 kwatera 3, numer 26 - grób rodzinny) - po dziesięciu latach gry dla Pogoni Szczecin trafił do Lecha Poznań i właśnie w jego barwach był na piłkarskich mistrzostwach świata w Argentynie w 1978 roku.

Barbara Sobotta (z d. Lerczak) (12.04.1936 - 21.11.2000; pole 27, kwatera D, rząd 2, nr 12 - grób rodzinny) - lekkoatletka, sprinterka, mistrzyni Europy i medalistka olimpijska z Rzymu (1960), gdzie zdobyła brązowy medal w sztafecie 4 x 100 m (wraz z Teresą Ciepły, Celiną Jesionowską i Haliną Górecką). Mam nadzieję, że błędna tabliczka przysłana przez PKOl została już wymieniona.

Zygfryd Słoma (28.10.1927 - 24.01.2007; pole 22, kwatera C, rząd 2, nr 21 - grób rodzinny) - wieloletni piłkarz, potem też trener pierwszego zespołu i młodzieży w Lechu Poznań, reprezentant Polski.

Edmund Szyc (11.11.1895 - 23.02.1987; pole Aleja Zasłużonych, kwatera 2, rząd L2, nr 27 - grób rodzinny) - jeden ze współzałożycieli w 1912 roku Warty Poznań (potem jej honorowy prezes) oraz założyciel Polonii Leszno i Polonii Bydgoszcz. Rok temu kwiaty złożyli piłkarze Zielonych.

Trzeci piłkarz Lecha Poznań z legendarnego tercetu A-B-C, który zmarł jako ostatni, został pochowany na Zabytkowym Cmentarzu Jeżyckim (główna brama przy ul. Nowina). Henryk Czapczyk (27.08.1922 - 30.08.2010, kwatera L, rząd 21, numer 11) - zawodnik i trener również poznańskiej Warty (z nią mistrz Polski 1947), a w czasie wojny żołnierz Armii Krajowej i uczestnik powstania warszawskiego.

Henryk Czapczyk

Na cmentarzu na Miłostowie, największym w Poznaniu pod względem obszaru, leży m.in. związany przez wiele lat z Kolejorzem jako piłkarz i trener Mieczysław Tarka (11.12.1919 - 10.02.1976) oraz zmarli w tym roku: medalista olimpijski z Monachium Rafał Piszcz (24.10.1940 - 18.09.2012) i najmłodszy piłkarz w historii Lecha Poznań w pierwszej lidze Andrzej Woźniak (30.10.1951 - 17.09.2012).

Funkcjonuje wiele miejskich wyszukiwarek grobów - na poczekaniu znalazłem, że mają ją: Kraków, Warszawa, Gdańsk, Łódź i Katowice.

To jak, kto da ognia?

B.

Zapraszamy wszystkich piłkarskich hipsterów - jak napisał o was i o nas Michał Okoński - na profil Numer10 na facebooku i na twittera.

Wspominamy:

Henryk Bałuszyński


Henryk Bałuszyński - Polska, Górnik Zabrze, Vfl... przez numer10

Krzysztof Nowak - Numer 10 Serc

Maciej Frankiewicz 

Nodar Kumaritaszwili 

Lokomotiw Jarosław 

Kamila Skolimowska  

Adam Ledwoń 

Agata Mróz 

wtorek, 29 października 2013
Najlepsze najgorsze transfery w Anglii

Nie tak dawno kupiłem z głupia frant książkę "Can We Play You Every Week?" autorstwa Maxa Velody.

Pozycja ta to szybka podróż przez 92 kluby występujące wówczas w najwyższych klasach rozgrywkowych Anglii. Każdy rozdzialik to jedna ekipa, ale książka nie sili się na archiwistyczny sznyt, raczej skupia się na ciekawostkach i wyrazistych postaciach.

Na przywołanie kilku ciekawych anegdotek przyjdzie jeszcze pora, ale chciałbym teraz tylko wspomnieć o ciekawej rubryce, którą autor poprowadził dla kilku klubów (choć nie wiem, dlaczego akurat dla tych, a nie dla innych) - najgorszy transfer. Oto jego zestawienie najtrefniejszych transferowych ruchów:

Arsenal Londyn - Francis Jeffers

9 mln funtów za wyciągnięcie go z Evertonu. Trzy lata na Highbury i 'aż' cztery gole.

Zresztą z nr "9" na Highbury zawsze był kłopot.

Aston Villa - Bosko Balaban

Kosztował 5.8 mln funtów, tygodniowo kasował 20.000. Był przez trzy lata, zagrał 8 meczów, nie strzelił żadnej bramki.

Blackburn Rovers - Kevin Davies

Pobity klubowy rekord, gdy Rovers wybuliło za niego 7.5 mln funtów w 1998 roku. Strzelił jednego gola.

Crystal Palace - Valerien Ismael

Za Francuza zapłacono 2.75 mln funtów, by 9 miesięcy i 13 meczów później oddać go do Lens za 1.3 mln.

Everton - Numer 1: Per Kroldrup

Ściągnięty latem 2005 roku za 5.1 mln funtów, zagrał swój pierwszy i ostatni zarazem mecz dopiero w... Boxing Day (grudzień).

Everton - Numer 2: Alex Nyarko

4.5 mln funtów w 2000 roku za przenosiny z Lens. Po 4 latach i 33 występach, podczas meczu z Arsenalem, jeden z fanów Evertonu wbiegł na boisku i zerwał koszulkę z Nyarko, twierdząc, że nie jest godny jej nosić.

Nottingham Forrest - Andrea Silenzi

Włoch trafił do Forrest z Torino za 1.8 mln funtów, co w 1995 roku było kupą kasy. Efekt? Dwa lata, 12 meczów, bez gola, powrót do Italii.

Southampton - Ali Dia 

Święci do dziś rumienią się na wspomnienie transferu Ali Dii. Menedżerowi Graemeowi Sounessowi polecić go miał rzekomo George Weah w rozmowie telefonicznej. Rzekomo. Coach połapał się w pomyłce już po kilku minutach Senegalczyka na boisku, a kapitan drużyny Matt Le Tissier nazwał go mianem "Bambi na lodzie".

Sunderland - Milton Nunez

Pyszna historia. Sunderland zapłacił 1.6 mln za Honduranina w 1999 roku. Władze klubu myślały bowiem, że ściągnęły czołowego strzelca z Nacionalu Montevideo. Tymczasem do Anglii trafił człowiek o tym samym nazwisku, który na chleb zarabiał w trzeciej lidze Hondurasu. Sprawa wyszła na jaw po 44 minutach rozegranych przez Nuneza w drużynie Sunderlandu:)

Co sądzicie o tych typach? A jak w przypadku innych klubów? Massimo Taibi w MU? Zostawiam pod dyskusję. Polecam też stary tekst na Z Czuba.

P.