Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 29 lutego 2012
Urodzeni 29 lutego i ten jedyny mecz kadry

Jedyny do tej pory mecz reprezentacji Polski rozegrany 29 lutego zdarzył się w 1980 roku w... Bagdadzie. Polacy przegrali 0:1 z Irakiem, a Andrzej Gowarzewski w Biało-czerwonych (tom 16 Encyklopedii Piłkarskiej Fuji) pisze:

- W kraju raczono kibiców opowieściami o nieoficjalnym charakterze przegranej potyczki, bo wszystkim przynosiła wstyd. Jednak niebawem ''Sport'' w numerze z 10 kwietnia 1980 r. zamieścił notatkę, iż FIFA uznaje za mecze oficjalne spotkania w Marakeszu i obie gry z Irakiem w Bagdadzie, co potwierdza zapis na łamach biuletynu ''FIFA News''. Należałoby sądzić, że gdyby FIFA popełniła omyłkę - PZPN byłby pierwszy, aby sprostować mylne informacje w oficjalnym wydawnictwie piłkarskiej centrali. Nikomu jednak nie było to potrzebne - kasa wzięta, wyjazd zaliczony, a do bilansu wpisano [próbowano wpisać] tylko to, co nazbyt nie ośmiesza.

29.02.1980 Irak - Polska 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Nazar Ashraf (62. minuta, głową)

Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba, Paweł Janas, Stefan Majewski, Wojciech Rudy (k, 4. Marek Motyka) - Leszek Lipka (59. Włodzimierz Mazur), Roman Wójcicki, Andrzej Buncol (46. Adam Nawałka) - Janusz Sybis (46. Roman Ogaza), Zbigniew Mikołajów, Andrzej Pałasz. Selekcjoner: Ryszard Kulesza.

 

Dziś tradycyjny urodzinowy pasek na 90 minut jest dużo krótszy niż zwykle. Mamy przecież dzień, który zdarza się raz na cztery lata. A więc i piłkarzy, którzy 29 lutego kończą urodziny podzielne przez cztery.

Marek Leśniak i jego wąsy, portugalski kapitan APOEL Helio Pinto, maltańska legenda Carmen Busuttil, Turek Cagdas Atan, Niemiec Benedikt Howedes i Amerykanin Taylor Twellman zostali już uhonorowani na Zczuba.

Na poniższej liście pozostałe osoby wymienione dziś na 90minut.pl

Niższe ligi belgijskie polskie

24. urodziny Jakub Kulej - obrońca, ex-junior Śląska Wrocław, ostatnio Puma Pietrzykowice

24. Kamil Markowski - wiosną 2010 podstawowy obrońca Górnika Konin (III liga)

24. Tobiasz Wiśniewski - napastnik, kilka lat temu rezerwy Wisły Płoc

28. Tomasz Fidala - obrońca, swego czasu Stal Kraśnik

32. Adam Rostowski - napastnik, w latach 1994-1997 miał być w kadrze Górnika Zabrze, ale żadnego oficjalnego meczu nie zagrał, tak samo w Ruchu Radzionków (1998-2000), potem MOSiR Sparta Zabrze i ślad się urywa

 

Mała, ale ciekawa rólka

40. Kamil Skiba - napastnik, ostatni raz widziany kilka lat temu w LZS Piotrówka (obecnym klubie Emmanuela Ekwueme), ale najciekawszy jest jego jedyny mecz w ekstraklasie. Zagrał 90 minut w tyskiej drużynie Jerzego Wyrobka, u boku Janusza Nawrockiego, Prince'a Matore, czy Dariusza Fornalaka.

19 kwietnia 1997 roku, Górnik Zabrze - Sokół Tychy 6:0 (1:0 Marcin Kuźba 10., 2:0 Grzegorz Lekki 34., 3:0 Dariusz Dźwigała 47., 4:0 i 5:0 Arkadiusz Kampka 49. i 71., 6:0 Piotr Rocki 88.)

52. Jacek Czech - napastnik, w Warszawie i okolicach grał dla Ursusa, Poloneza, Hutnika i Świtu Nowy Dwór. Intrygująco robi się w sezonach 1995/96 i 1996/97. Wtedy Czech grał w... luksemburskim FC Rodange 91. W sumie 33 mecze i pięć goli.

 

Gwiazda Wisły i Gwardii

Marek Banaszkiewicz (urodził się 56 lat temu, zmarł w 2000 roku)

Pseudonim Baran. W Gwardii Warszawa, razem z Dariuszem Dziekanowskim i Krzysztofem Baranem, tworzył niezwykle widowiskowe trio. Grał w młodzieżówce i reprezentacji Polski B. Przez cztery sezony dla Gwardii 82 gry i 13 goli, przez dwa dla Wisły - 54 mecze i 12 goli (za Polonia, Warszawianka, Gwardia z kolekcji klubów GiA).

Aż trzy gole zdobył w dwumeczu Wisły z islandzkim IBV (więcej na historiawisly.pl). To tylko przypomina mi, że najwyższa pora na notkę o Islandii.

 

B.

wtorek, 28 lutego 2012
Wróżby Rumaka, czyli robota jak każda inna

Mariusz Rumak, nowy trener Lecha Poznań

(poszerzona wersja tekstu z Poznań.Sport.pl)

- Twardo stąpam po ziemi i zmierzam do celu - mówił Mariusz Rumak, gdy został drugim trenerem Lecha Poznań. Swój pierwszy wielki cel właśnie osiągnął: w wieku 34 lat objął zespół ekstraklasy z wielkimi aspiracjami.

W czerwcu ubiegłego roku, po powrocie do Poznania z Białegostoku, Mariusz Rumak w rozmowie z Markiem Dłużniewskim z LechTV opowiadał, jak pojmuje swoje miejsce w sztabie Jose Bakero: - Drugi trener, a nie asystent. Asystent brzmi dla mnie jak ktoś, kto nosi teczkę za pierwszym, a ja zamierzam mieć większy wpływ na zespół niż tylko bycie przybocznym pierwszego trenera - mówił.

- Trener Bakero będzie mózgiem, ja będę głosem. Wiemy, że trener nie mówi po polsku ani angielsku, dlatego mam być głosem trenera Bakero. Nie tylko głosem, który mówi, bo jest od tego tłumacz, ale takim, który umie doradzić i zająć stanowisko w niektórych kwestiach, ale zawsze bardzo lojalnym i przede wszystkim realizującym wizję pierwszego trenera. Ta wizja, którą trener mi przekazał, przekonała mnie.
Po pierwszej rozmowie z działaczami [o powrocie] miałem myśl, by rozpocząć naukę języka hiszpańskiego. Nie tylko po to, by się komunikować z trenerem Bakero, ale też, by się rozwijać. Znam język angielski, radzę sobie z językiem rosyjskim, hiszpański będzie ciekawym uzupełnieniem. Gdy chce się w przyszłości pracować na najwyższym poziomie trzeba znać podstawy kilku języków, by można się komunikować z zawodnikami
- dodawał.

Teraz Mariusz Rumak będzie i mózgiem, i głosem, a przede wszystkim osobą odpowiedzialną za realizacją swojej wizji drużyny.

Szkoleniowiec mówi o sobie jako o ''trenerskim wychowanku Lecha Poznań''. Z Poznania jednak nie jest, pochodzi ze Złocieńca (woj. zachodniopomorskie, powiat drawski), gdzie kopał piłkę w barwach Olimpu (jesienią  1985 roku bramkarzem był tam Jarosław Bako!). Przestał grać już jako 23-latek, przez kontuzję więzadeł krzyżowych. Na Bułgarską przybył w grudniu 2000 r. i pracował na każdym szczeblu piłki młodzieżowej. - Zrobił na mnie dobre wrażenie, od początku było widać, że wie, czego chce, że chce coś osiągnąć w tym fachu. Interesował się, zadawał wiele pytań, żeby wiedzieć, czemu co służy - wspomina Mariusza Rumaka jeden z byłych trenerów Lecha.

Po dobrych wynikach z młodzikami i trampkarzami (prowadził chłopców z rocznika 1991), w 2005 r. objął juniorów, rocznik 1987. Skończyło się klapą. Lech nie wskoczył nawet na podium w regionie - lepsze były Amica Wronki, Groclin Grodzisk Wlkp. i Warta Poznań. - Czytelnik dowiaduje się o wyniku, wnioskuje, że Lech jest słaby, tymczasem my w niektórych meczach ogrywaliśmy 16-latków - w klubowej kronice tłumaczył porażki trener, który wrócił do pracy z rocznikami 1990 i 1991. Tak spotkał m.in. Bartosza Salamona, uważanego za największy polski talent, obecnie gracza włoskiej Brescii, którym interesują się największe kluby na kontynencie (plotki mówią nawet o Barcelonie, ale pozostańmy przy Sportingu Lizbona). Salamon z Poznania jednak wyjechał, a Mariusz Rumak ze swoimi drużynami zaczął odnosić sukcesy.

W 2009 r. było to mistrzostwo Polski juniorów młodszych, a w 2010 r. wicemistrzostwo Polski juniorów starszych. - Nie szliśmy na skróty, tylko kształtowaliśmy zawodników. Nie wiem, czy większym osiągnięciem od sukcesów drużyny nie były nagrody dla najlepszego zawodnika turnieju finałowego: najpierw dla Marcina Kamińskiego, a rok później Adama Gajdy - opowiadał Mariusz Rumak.

W drodze po drugi z tych medali trener wyeliminował m.in. Jagiellonię Białystok, która na sezon 2010/2011 skusiła go do odejścia z Poznania posadą trenera drużyny Młodej Ekstraklasy. Jeszcze raz fragment wypowiedzi z czerwca.

- Na pewno jest to przeskok, ale nie tak duży przeskok, jak mi się wydawało na początku. Dlatego praca [asystenta], którą podejmę nie jest niczym, co mnie będzie deprymowało. Jednym z powodów mojego odejścia z Lecha było to, że chciałem toczyć swoją drogę, a moja droga zmierza do piłki seniorskiej. Dlatego wykonałem ten ruch, by przejąć zespół Młodej Ekstraklasy, pracować blisko sztabu pierwszego zespołu. U trenera Probierza uczestniczyłem w zajęciach pierwszego zespołu. 

- Uważam, że trzeba potrafić selekcjonować. Chłonąć wiedzę można zewsząd, ale trzeba mieć jasno określony cel. Twardo stąpam po ziemi i do tego celu zmierzam. To determinuje wszystko, co robię. Jeśli widzę, że jest potrzeba nauki języka, kształcenia, kończenia kursów dla menedżera, to po prostu to robię, bo widzę, że w tym kierunku zmierza piłka i takim trenerem chciałbym być w przyszłości.

Mariusz Rumak był nie tylko wychowawcą młodzieży na boisku, ale i w szkole na Winiarach. Na początku sierpnia, po meczu Lecha w Lubinie z Zagłębiem, trener spotkał na stadionie jednego ze swoich byłych uczniów.

- O, widzę, że nieźle sobie radzisz - powiedział Mariusz Rumak, wskazując na plakietkę ''media'' u wychowanka. - Media to ja tu tylko przywiozłem, jestem kierowcą. Za to pan, widzę, ''szyszunia'' - słychać było odpowiedź. - Eee, robota jak każda inna - uśmiechnął się skromnie szkoleniowiec.

B.

Kogo prowadził Mariusz Rumak i z jakimi wynikami - sezon po sezonie na POZNAŃ.SPORT.PL

czwartek, 23 lutego 2012
Nowi naiwni na Tshibambę

Joel Tshibamba przeniósł się właśnie z drugoligowej greckiej Larissy do rosyjskiego pierwszoligowca Krylja Sowietow Samara (spotka tam Białorusina Aleksandra Gleba i znanego z Górnika Zabrze Bułgara Dimitara Makrijewa). Jeżeli robią tam sobie jakieś nadzieje, że Kongijczyk okaże się nowym carem wschodniego futbolu, to w zasadzie powinienem czuć się w obowiązku podesłać im taśmę z występami JT w Lechu Poznań. Każdy ma jednak prawo uczyć się na własnych błędach, więc ograniczę się do numerologicznego wyciągu, który sporządziłem przy okazji przeprowadzki Tshibamby do stolicy Wielkopolski. Kursywą uaktualnienia-uzupełnienia.

0 - Tyle goli strzelił JT podczas 11 ligowych gier w Poznaniu. Komentarz zbyteczny. Oczywiście ktoś powie: "Strzelił z City!". A ja odpowiem krótko: "Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę". Tak mu odpowiem.

1 – Tshibamba urodził się w Demokratycznej Republice Konga (dawniej Zair) i właśnie do gry w reprezentacji tego kraju pretenduje. Jak na razie rozegrał on dla niego jeden mecz w kadrze młodzieżowej. Wystąpił on w przegranym 1:3 spotkaniu z... Luksemburgiem. Jak twierdzi jednak sam zainteresowany w składzie DR Konga zagrali wówczas dużo młodsi piłkarze.

2 – A w zasadzie „dwa” obywatelstwa miał posiadać nowy napastnik Lecha. Wszem i wobec rozgłaszał on w mediach, że ma zarówno obywatelstwo kongijskie jak i holenderskie. Kiedy jednak nadszedł dwumecz ze Spartą Praga to okazało się, że dysponuje on wyłącznie afrykańskim paszportem. W związku z tym wojewoda wielkopolski na gwałt (w ciągu trzech dni) wydał mu pozwolenie na pracę, aby mógł on zagrać przeciwko Czechom.

3 – Trzy gole w dziesięciu meczach w Eredivisie – oto dorobek Tshibamby w najwyższej klasie rozgrywkowej Holandii. Udało mu się pokonać bramkarzy Twente Enschede, Heraclesa Almelo oraz FC Utrecht.

4 – Cztery lata miał nowy napastnik Lecha, gdy wraz z rodzicami opuścił rodzinną Kinszasę. Rodzice zabrali wtedy Joela oraz jego trzy młodsze siostry i przenieśli się do kraju tulipanów. Od tego czasu nie widział on już swojej ojczyzny.

5 - Tshibamba w dwunastu występach dla Arki Gdynia w zeszłym sezonie strzelił pięć goli. Trafiał on do siatki Wisły Kraków (1:0), Cracovii (2:0), Jagiellonii (1:2), Bełchatowa (2:1) oraz Śląska (1:2).

6 – Sześć meczów w europejskich pucharach to bagaż doświadczenia, który Tshibamba wnosi do poznańskiej drużyny. W sezonie 2008/2009 Mario Been, szkoleniowiec NEC Nijmegen, tyle właśnie razy wysyłał go w bój. Najpierw Tshibamba zagrał końcówki w obu meczach eliminacyjnych do Ligi Europejskiej z rumuńskim Dinamem Bukareszt (1:0 i 0:0). Potem występował on w fazie grupowej tych rozgrywek (dwa mecze – u siebie z Tottenhamem Hotspurs oraz na wyjeździe ze Spartakiem Moskwa) oraz w fazie pucharowej (przegrany dwumecz z niemieckim Hamburger SV). W żadnym z tych meczów nie zdobył jednak gola.

9 minut – Właśnie tyle czasu minęło od momentu wejścia Tshibamby na boisko w jego ligowym debiucie (wyjazdowy mecz z Twente Enschede we wrześniu 2008) do chwili, gdy zdobył on bramkę dającą NEC Nijmegen remis (1:1). Dla drużyny z Enschede trafił wówczas Eljero Elia, jedno z odkryć MŚ 2010, a w meczu tym na boisko z ławki NEC wszedł również Said Ntibazonkiza – nowy nabytek Cracovii.



10 - Tyle goli zdobył przez rok pobytu w Larissie. Nie wiem jak on to zrobił, skoro w Poznaniu nie było sytuacji, której nie potrafiłby zepsuć. Chyba mu tam dawali większe piłki.

11 – Taki numer nosi na plecach zawodnik, który jest futbolowym wzorem dla Tshibamby – Didier Droga. Co ciekawe, obaj zawodnicy mają takie identyczne warunki fizyczne: 188 cm wzrostu oraz wagę 74 kg. Różni ich jednak sposób gry. Drogba świetnie się zastawia i potrafi przepchnąć kilku obrońców przeciwnej drużyny na raz, Tshibamba natomiast stawia na szybkość. Jakby nie patrzeć różni ich również fakt, że DD występuje w wielkiej Premiership, a JT kopie piłkę w jednej ze słabszych lig Starego Kontynentu.

14 meczów – Jesień 2009 Kongijczyk spędził w drugoligowym FC Oss (rozegrał w nim 14 spotkań). Trafił tam po problemach wychowawczych jakie sprawiał w NEC Nijmegen. Na początku radził sobie dobrze (strzelił 5 goli), ale w końcu znów zaczął sprawiać kłopoty dyscyplinarne. Wdał się w awanturę z kolegą z drużyny, w konsekwencji czego obu zawodników pożegnano.

15 miesięcy – W takim wieku jest obecnie córeczka Tshibamby. Ma ona na imię Faye. (stan na sierpień 2010)

17 lipca 2010 – Wtedy ciemnoskóry napastnik podpisał kontrakt z Lechem Poznań sprawiając ból jego kibicom.

20 – Taki numer widnieje pod nazwiskiem napastnika na klubowej koszulce Lecha Poznań. Przedtem należał on do Andersona Cueto.

22 – Natomiast z takim numerem na koszulce występował on w NEC Nijmegen i Arce Gdynia. W Lechu gra z nim Grzegorz Wojtkowiak.

35 minuta – Do końca pierwszej połowy meczu Wisły Kraków z Arką Gdynia zostało jeszcze dziesięć minut, gdy Tshibamba ruszył do - wydawałoby się straconego - podania z głębi pola. Blokujący go stoper Białej Gwiazdy Marcelo popełnił jednak błąd i ciemnoskóry napastnik znalazł się na czystej pozycji. Pierwsze jego uderzenie obronił jeszcze Mariusz Pawełek, ale wobec dobitki był już bez szans. Wynik potem nie uległ już zmianie i skazani na pożarcie gdynianie wywieźli trzy punkty z jaskini wawelskiego smoka. Była to 19. kolejka ekstraklasy i drugi mecz Kongijczyka w niej. Wtedy po raz pierwszy stało się o nim głośno.



81 – Taka liczba kolejnych wygranych pojedynków na kortach ziemnych to rekordowy wyczyn wśród tenisistów. Dokonał go Hiszpan Rafael Nadal. Jest on głównym pozapiłkarskim idolem Tshibamby. Nowy napastnik Lecha tenisowego bakcyla złapał od ojca i w wolnych chwilach bardzo lubi oglądać występy Nadala na korcie.

90  minut – Pełen mecz rozegrany przy Bułgarskiej przez Kongijczyka przeciw Lechowi w kwietniu 2010 roku był prawdopodobnie momentem, w którym sztab szkoleniowy zwrócił uwagę na szybkiego napastnika. Choć JT nie trafił wówczas do siatki to kilka razy solidnie dał się we znaki poznańskiej defensywie.

139 zł – To cena za grę „Pro Evolution Soccer 2010”. Jak twierdzi sam piłkarz, popisy na wirtualnym boisku stanowią jego ulubioną rozrywkę. Ten fakt tłumaczy wiele jego zagrań na prawdziwej murawie.

1988 – Tego roku, dokładnie 22 września, Tshibamba przyszedł na świat. Wkrótce będzie więc obchodził 22 urodziny. Może wyprawi je wspólnie z Tomaszem Bandrowskim (18 września) i Grzegorzem Kasprzikiem (20 września).

1312 km – Tyle kilometrów dzieli belgijską Brugię od Gdyni. Taką właśnie odległość pokonał Kongijczyk w styczniu tego roku, by po raz pierwszy zawitać do Polski. Przebywał on wówczas na testach w zespole Cercle Brugge KSV, ale nie wypadły one dla niego pomyślnie. Miał potem również luźne propozycje przenosin do ligi tunezyjskiej, chorwackiej oraz drugiej ligi tureckiej, ale za radą Arkadiusza Radomskiego zdecydował się na najbardziej konkretną ofertę Arki Gdynia.

300 000 euro – Taką kwotę miał kosztował Lecha jego nowy napastnik (mówi się również o 250 tysiącach). Sami sobie odpowiedzmy czy był warty tych pieniędzy.

Jedyne co dobrego po nim zostało w Polsce to piosenka z nim w roli głównej.



Tekst pochodzi z programu meczowego "Heej Lech!"

ze spotkania z Arką Gdynia (14 sierpnia 2010)

P.

środa, 22 lutego 2012
Bykowski i 2/3 gola na mecz w Panathinaikosie

Maciej Bykowski w koszulce reprezentacji Polski, mecz młodzieżówki z Rosją

Latem 2004 roku do konkursu na największe zaskoczenie w dziejach ludzkości zgłosiły się dwa wydarzenia piłkarskie: zdobycie mistrzostwa Europy przez Grecję i przejście Macieja Bykowskiego do Panathinaikosu Ateny.

Oto niektóre komentarze z 90 minut pod informacją ''Bykowski blisko Panathinaikosu'':

bartecky - 8 lipca 2004, 18:50:26
Chyba to "dziennikarska kaczka", bo nie mysle zeby Panathinaikos chcial w niego inwestowac.

kibicownik - 8 lipca 2004, 19:32:50
buhahahahah....lol roku Bykowski ten nieudacznik ktory umie tylko symulowac karne

leon - 8 lipca 2004, 19:57:56
cooooooooooooooooooooooooooooo ooooooo??? Piłek nie ma kto podawać w PAO?

PAWELLO - 8 lipca 2004, 22:58:02
Ja wiem,że oni lubią Polaków ale ekipa z kraju mistrzów europy powinna zainwestować w napastnika z prawdziwego zdarzenia.

Warsaw@fan - 9 lipca 2004, 8:22:24
Bykowski? Ten drewniak w PAO???? Śmiechy

bartecky - 9 lipca 2004, 19:33:36
Ale zesmy sie Panowie pomylili !!!! 

Przypomnijmy, że sezon wcześniej, Maciej Bykowski grał na Krecie, w OFI. I w 24 meczach ligowych zdobył trzy gole. Ale za to w pucharze... Opowiada sam zainteresowany:

- Pomysł o moim transferze z OFI do Aten pojawił się po meczu pucharowym OFI - Panathinaikos. Zremisowaliśmy na Krecie 1:1, strzeliłem bramkę, wyszedł mi supermecz. Na Krecie nie byłem gwiazdą, ale już kilka dni później zrobiło się głośno, że mogę zmienić klub.

W PAO byli wtedy tacy napastnicy:

nr imię i nazwisko lat  kraj
35 Periklis Bousinakis 18  
GRE
29 Maciej Bykowski 27 
POL
7 Njogu Demba-Nyren 25 GAM
19 Michalis Konstantinou 26 CYP
34 Stelios Kritikos 18 GRE
23 Emmanuel Olisadebe 26 POL
17 Christos Oxizoglou 19 GRE
11 Dimitrios Papadopoulos  23 GRE
50 Nordin Wooter 28 NED
  Theofanis Gekas 25 GRE

Konstantinou skończył sezon z 15 golami, Fanis Gekas, późniejszy król strzelców Bundesligi tylko wiosną zdobył osiem bramek, Papadopoulos miał w sumie tyle samo. A nasz Emmanuel Olisadebe sezon 2004/2005 skończył bez trafienia (w 13 meczach). Jak to możliwe, że w tym towarzystwie przez moment skutecznie rozpychał się Maciej Bykowski? Ot, dostał szansę i wycisnął z niej ile się dało, jak komornik. Sześć meczów ligowych i cztery gole. Oto one:

30 października 2004, Panathinaikos - Panionios 4:0 (na 4:0, 78. minuta)



6 listopada 2004, Iraklis - Panathinaikos 0:4 (na 0:1 w 25. i 0:2 w 30. minucie)





16 stycznia 2005, Panathinaikos - OFI Kreta 5:1 (na 5:1 w 94. minucie)



O swoim pobycie w Atenach piłkarz mówił Grzegorzowi Kubickiemu w Gazecie (11.04.2005):

- Moja pozycja w Atenach nie jest ciekawa. Zwłaszcza po zmianie trenera gram mało lub wcale. Chcę to zmienić, haruję na treningach jak wół i cały czas liczę, że trener w końcu to zauważy. Jeżeli nie - zmienię klub. Odkąd jestem w Panathinaikosie, drużyna miała już trzech trenerów. Najpierw był Itzhak Schum z Izraela, który zdobył mistrzostwo Grecji. Potem przyszedł Czech Zdenek Scasny, z którym współpracowałem wcześniej w OFI Kreta. Najlepiej było mi właśnie u niego. Znał mnie, wiedział, co potrafię. Kiedy był trenerem, zagrałem siedem meczów, strzeliłem cztery bramki. To niezły wynik. Teraz pojawił się jednak Alberto Malezani z Włoch, który prowadził wcześniej Parmę i Fiorentinę. Jest dobrym trenerem, ale akurat mnie w ogóle nie bierze pod uwagę. 

W lidze zagrałem kilka razy, ale to było kiedyś. Żałuję również, że nie zadebiutowałem w Lidze Mistrzów choć kilka minut. Cały czas byłem gotowy do gry, ale decyzje trenera zawsze były inne i musiałem się z nimi pogodzić. Moje miejsce było na ławce rezerwowych. Najbliższy wejścia na boisko byłem w meczu z Rosenborgiem Trondheim. Byłem nawet przyszykowany do zmiany. Zwarty i gotowy. Remisowaliśmy 2:2, potrzebowaliśmy wygranej i na boisko miał wejść trzeci napastnik. No i trener wpuścił... Olisadebe. 

Ostatnio moim sukcesem było to, że... zostałem w ogóle wzięty na mecz. Wiem, że różnie może być - ważna jest koncepcja trenera, sytuacja kadrowa, mogę np. liczyć na kontuzję innych napastników. Ale co tu ukrywać, nie będę sam siebie oszukiwał - w Panathinaikosie jestem zawodnikiem głębokiej rezerwy. Na dodatek klub nie ma drugiego zespołu. Nie mam gdzie grać, nie mam kontaktu z piłką. A ja marzę o tym, żeby grać, chociaż w słabszej lidze, ale grać! Jestem więc przygotowany na to, że po sezonie wyjadę z Aten. 

Jestem realistą. Panathinaikos to klub, w którym - jeżeli chce się iść wyżej - trzeba grać w podstawowym składzie i strzelać bramki. W moim przypadku, przy braku zaufania ze strony trenera, będzie to trudne. Liczę jednak, że to nie apogeum mojej kariery, że jeszcze coś w piłce osiągnę. Choć wiem, że równie dobrze może się okazać, że swój szczyt już zdobyłem. 

Rok temu, w rozmowie z 2x45 Maciej Bykowski przyznał, że podjął pochopną decyzję zamieniając Ateny na Łęczna:

- A dłużej zostać mogłem. Trener Alberto Malesani mógł mnie dalej trzymać w szerokiej kadrze, ale powiedział też szczerze, że ma innych napastników i na nich zamierza stawiać. Nie było sensu zostawać tam tylko po to, żeby zarabiać pieniądze. Gra w piłkę była dla mnie przyjemnością, chciałem się rozwijać. (...) Każdy zawodnik, który odchodzi z Panathinaikosu, a wcześniej coś tam zagrał i strzelił, od razu dostaje oferty z innych greckich klubów. Z perspektywy czasu przyznaję, że trochę się pospieszyłem. Wylądowałem w Górniku, ale jednak po roku wróciłem do Grecji i parę goli jeszcze strzeliłem.

Na przykład takiego gola, w barwach Verii w spotkaniu z AEK Ateny



Dziś Maciej Bykowski kończy 35 lat. Od 44 spotkań nie zdobył gola w polskiej ekstraklasie. Jest ryzyko, że ta sztuka mu się już nie uda, więc stąd ta notka o jego czterech chwilach chwały w Panathinaikosie.

B.

Erik Mykland i norweskie nie zrozumienie

Futra prezesa Hrihorija Surkisa, czyli korupcja w Lidze Mistrzów

Lech jak Widzew, Polacy jak Niemcy, a Legia bije Panathinaikos czyli polskie horrory z happy endem  

wtorek, 21 lutego 2012
Rynki w Azji o poranku

Coraz więcej mówi się ostatnio o tym, jak atrakcyjne w dobie kryzysu są dla piłkarzy ligi azjatyckie. Niedawno Nicolas Anelka parafował kontrakt w Chinach, Diego Maradona został szkoleniowcem drużyny ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a w Indiach testowana będzie wkrótce nowa formuła rozgrywek z udziałem gwiazd światowego futbolu. Zobaczmy więc co w piłkarskiej Azji słychać i jakie znajomki zarabiają tam na chleb.

Ze względów patriotycznych zacznijmy od Kataru. Jeszcze niedawno mieliśmy tam swojego reprezentanta w postaci Ebiego Smolarka. Eks-kadrowicz wrócił jednak do Holandii osamotniając swojego europejskiego kolegę - ciemnoskórego reprezentanta Norwegii Pa-Modou Kah. W tym wypadku nazwisko może nie rzuca na kolana, ale większe gwiazdy znajdziemy w innych ekipach. W odbywających się niedawno Klubowych Mistrzostwach Świata w barwach sensacyjnego zwycięzcy Azjatyckiej Ligi Mistrzów Al-Sadd (przy tej okazji pisałem o tej drużynie tutaj) mogliśmy podziwiać byłe gwiazdy ligi francuskiej. Najbardziej znany z nich jest Senegalczyk Mamadou Niang - król strzelców 2010 w barwach Olympique Marsylia, a ostatnio bawiący w Fenerbahce Stambuł. W ataku wspiera go były as Lyonu i Galatasaray - Togijczyk Abdelkader Keita, a tyły zabezpiecza Algierczyk Nadir Belhadj, mundialowicz z RPA, nad Sekwaną błyszczący w Sedan i Lens, a w Anglii - w Portsmouth. Zespół Lekhwyia może się natomiast pochwalić największym chyba jeźdźcem bez głowy jakiego znam, napastnikiem WKS Aruną Dindane (Anderlecht, również w dwumeczu z Wisłą; Lens i Portsmouth; MŚ 2006 i 2010) oraz Algierczykiem Madjidem Bougherrą (przedtem Charlton i Glasgow Rangers). Po odejściu Juninho Al-Gharrafa zakontraktowała dwie inne brazylijskie gwiazdy: słynnego Ze Roberto (Bayer, Bayern i HSV) i Diego Tardellego (Betis, PSV, Anży). Do godziwej emerytury w Umm-Salal dorabia Mario Melchiot (m.in. Ajax i Chelsea; reprezentacja Holandii), a w Al-Jaish Algierczyk Karim Ziani (Sochaux, Marsylia, Wolfsbug; etatowy kadrowicz swojej reprezentacji).

Nie mniej zacne nazwiska możemy znaleźć również w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wspominałem już o trenerskiej posadzie Maradony. On akurat w swoim Al-Wasl nie ma zbyt wielu znanych twarzy. Jeśli jednak zajrzymy do Al-Ahli, to spotkamy tam takie asy jak Grafite (reprezentant Brazylii, w Wolfsburgu król strzelców Bundesligi 2008/2009), Christian Wilhelmsson (Anderlecht, Nantes, AS Roma, Bolton; EURO 2004 i 2008, MŚ 2006; w Al-Ahli na wypożyczeniu z saudyjskiego Al-Hilal) czy Jaja Coelho (gwiazda Metalista Charków i Trabzonsporu). W zespole rywala - Al-Jazira Club - znaleźli się natomiast Ricardo Oliveira (w przeszłości w Valencii, Betisie, Milanie i Saragossie), Lucas Neill (żywa legenda reprezentacji Australii, przedtem w Blackburn, West Ham, Evertonie i Galatasaray) oraz Matias Delgado (najlepszy strzelec Ligi Europy w sezonie 2005/2006; w Europie w Basel i Besiktasie). Kolejny egzotyczny tercet ma w swoich zasobach Al-Nasr. Tam obok Australijczyka Marca Bresciano (Parma, Palermo, Lazio) i gwiazdy Burkina Faso Ismaela Bangoury (Dynamo Kijów i Stade Rennes) występuje od stycznie 2012 roku również Luca Toni (nie trzeba przedstawiać). W Al-Ain na kolejne zepsute karne ostrzy sobie natomiast zęby Asamoah Gyan, gdzie przebywa akurat na wypożyczeniu z Sunderlandu (przedtem Udinese i Stade Rennes). W tym kontekście warto wspomnieć jeszcze, że z ligą ZEA pożegnał się niedawno David Trezeguet, który zamienił on zespół Bani Yas na argentyńskie River Plate, a jeszcze przedtem swoją bogatą karierę zakończył tam (dokładniej - w Al-Ahli) Fabio Cannavaro.

Coraz silniejsza znanymi nazwiskami jest również liga chińska. Ostatnio świeciła trochę światłem odbitym, ponieważ w niej właśnie występuje najlepszy zawodnik PNA 2012 - Zambijczyk Christopher Katongo. Kapitan Chipolopolo formę szlifuje w zespole Henan Jianye, a przedtem próbował szczęścia w Broendby Kopenhaga i Arminii Bielefeld. Jego reprezentacyjny kolega James Chamanga gra natomiast w Dalian Shide. Wspomniany już na początku tekstu Nicolas Anelka zasili zespół Shanghai Shenhua, gdzie trenerem jest Jean Tigana. Inny europejski trener Henk Ten Cate zakotwiczył natomiast w Jiangsu Sainty. W kadrze Shandong Luneng można dostrzec znanego z Bundesligii Rodę Antara (kiedyś w HSV, Freiburgu i Koeln) oraz mundialowicza z 2010 roku - Honduranina Julio de Leona (w przeszłości próbującego sił również w Serie A: w Regginie i Genui). Kurs na Chiny obrali również dwaj byli napastnicy Celticu Glasgow. Nowozelandczyk Chris Killen (przedtem też w Manchesterze City; z Nową Zelandią na MŚ 2010) pobiera teraz swe apanaże z Shenzhen Ruby FC, a Szkot Derek Riordan z Shaanxi Chanba. Natomiast Włoch Fabio Firmani, mistrz Europy U-21 z 2000 roku (wraz z Ventolą, Baronio, Gatusso, Pirlo i Abbiattim) oraz były gracz Vicenzy, Chievo i Lazio, hasał jeszcze niedawno w Shaanxi Renhe. Kończąc już natomiast ten wątek warto również zauważyć, że zanim jeszcze Manu przeniósł się z Legii do Beijing Guoan FC, klub ten zasilił Walter Martinez - Honduranin, uczestnik MŚ 2010, mający na koncie również popisy w Alaves.

Zdecydowanie mniej rozpoznawalne postacie można znaleźć w ligowych rozgrywkach Arabii Saudyjskiej. Fani Primera Division z pewnością rozpoznają byłego gracza Betisu Sewilla Achille Emanę, dziś grającego w Al-Hilal. Inni kojarzą może Brazylijczyka Wendela z Al-Ittihad, kiedyś trafiającego dla Bordeaux) albo Gwinejczyka Alhassane Keitę z Al-Shabab, przedtem brylującego w FC Zurich i (nieco mniej) w RCD Mallorca. Chyba ciekawiej już jest na ławkach trenerskich, gdzie można dojrzeć eks-selekcjonera Ghany Milovana Rajevac z Al-Ahly albo Michela Preud'homme'a z Al-Shabab. A małym kuriozum jest również pobyt w Arabii byłego niewypału transferowego Zagłębia Lubin - Serba Dusana Djokic (Najran SC).

Garstkę znanych twarzy znajdziemy też w Australii. W tamtejszej A-league, w Newcastle Jets, obok byłego ełkaesiaka Labinota Haliti, piłkę kopią dwaj Anglicy Francis Jeffers (m.in. Arsenal i Everton) i Michael Bridges (pamiętany głównie ze złotego Leeds). Natomiast w kadrze Perth Glory figuruje jednokrotny reprezentant Holandii, były zawodnik Vitesse, Ajaxu, Heerenveen i NAC Breda - Victor Sikora.

Europą delikatnie powiało również na Indonezji. Tam w ekipie Mitra Kukar od niedawna gra były zawodnik m.in. Ipswich, Leicester czy Evertonu - Marcus Bent. Natomiast najbardziej chyba znane niesforne dziecko angielskiej piłki, czyli Robbie Fowler występuje... na Tajlandii, w drużynie Muangthong United.

W tym kontekście zaskakuje nieco polityka dwóch najmocniejszych chyba azjatyckich lig - japońskiej i koreańskiej. Przez długi czas były one bardzo mocno zwesternizowane i trudno było znaleźć tam drużynę bez Europejczyka czy Brazylijczyka ze znanym nazwiskiem. Od kilku jednak lat oba kraje stawiają przede wszystkim na promocje własnych zawodników. I tak w Japonii nie sposób dojrzeć znane twarze z Zachodu. Jeszcze niedawno w Shimizu S-Pulse występował Szwed Fredrik Ljungberg, ale niedawno pożegnał się z tą ekipą. W Nagoya Grampus występuje za to etatowy reprezentant Australii Joshua Kennedy (były zawodnik Wolfsburga, Koeln, Nurnberga i Karlsruher SC; mundialowicz 2006 i 2010), a w drugoligowym Yokohama FC były Canarinhos - Franca (eks-gwiazda Bayeru Leverkusen; kiedyś strzelił też bramkę Anglii w towarzyskim meczu). Jeszcze większa posucha w Korei, gdzie oryginałami są Uzbecy Aleksandr Geynrikh z Suwon Blue Wings oraz Server Djeparov z FC Seul, a temu drugiemu towarzyszy w klubie reprezentant Kolumbii Mauricio Molina.

A jak na to wszystko zapatruje się liga indyjska? A liga indyjska wymyśliła właśnie coś nowego. Aby promować futbol w tym niezwykle ludnym, ale i niezwykle ubogim kraju tamtejsze władze postanowiły zaserwować unikalne danie: siedmiotygodniową ligę piłkarskich antyków. Wystąpić w niej mają tacy zawodnicy jak Robert Pires, Fabio Cannavaro, Jay-Jay Okocha, Robbie Fowler, Fernando Morientes i Hernan Crespo, a trenerami drużyn z Kalkuty, Barasatu, Howrahu, Haldii, Durgapuru czy Siliguri będą Fernando Couto, Peter Reid, John Barnes, Samson Siasia i Marco Etcheverry. Co zabawne, zarówno pierwsza jak i druga grupa dobierana była do swoich drużyn drogą... aukcji! Kto da więcej ten weźmie Crespo i tak dalej:) Pierwszy mecz fikuśnych rozgrywek odbędzie się 25 lutego. Całe rozgrywki będą trwały siedem tygodni, a finał odbędzie się na początku kwietnia. Więcej o akcji można przeczytać tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Jak więc widać na załączonym obrazku azjatyckie rynku trudno zrozumieć przeciętnemu zjadaczowi chleba.

P.

MLS to też nie jest liga dla wszystkich

Różne klubu gwiazdy sobie  wybierają. Ich prawo