Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 16 grudnia 2016
1991: Egipt - Polska i Kuwejt - Polska. Jacek Bobrowicz, Zdzisław Janik i Marek Rzepka - postaci dziwnego wyjazdu kadry

egipt_19921

Egzotyczne wyjazdy reprezentacji Polski, często organizowane w grudniu, to zawsze wdzięczny temat. A już eskapada, którą ćwierć wieku temu odbyła ekipa pod wodzą Lesława Ćmikiewicza, to nie lada heca z wielu względów.

Mamy tu do czynienia z odwrotnością pamiętnego wyjazdu kadry Janusza Wójcika do Tajlandii, latem 1999 roku. Wtedy banda przebierańców z jednej z prowincji brazylijskich udawała reprezentację kraju. Oto miejsce na jeden z ulubionych cytatów z Encyklopedii Piłkarskiej Fuji:

W czerwcu 1999 reprezentacja Polski udała się do Tajlandii na turniej z okazji "urodzin króla", bodaj 72. Wyprawę finansowała firma UFA, handlująca prawami, między innymi do transmisji telewizyjnych. Wobec towarzyszącej wyprawie niechęci ze strony klubów i piłkarzy [odmówił nawet ówczesny bramkarz Lecha, Michał Kokoszanek, który w tym samym czasie miał ślub - w kadrze potem już nie zagrał, ale co to też była za kadra - dop.] z najwyższym trudem udało się skompletować ekipę nazwaną "zapleczem kadry", ale ponieważ błogosławieństwo ekipie dał PZPN - należało oczekiwać oficjalnych spotkań. Towarzyszący drużynie jedyny dziennikarz red. Roman Kołtoń z Przeglądu Sportowego opisał oba mecze w Bangkoku jako oficjalne gry biało-czerwonych. Selekcjoner Janusz Wójcik też zapewniał, że „zagrał oficjalnie z Brazylią”. Wszystkim zależało na tym, aby - mimo porażki - uznać potyczkę za oficjalną (...) W federacji brazylijskiej sekretarz generalny Mario Antonio Teixeira wyśmiał jednak zawarty w naszym pytaniu pomysł oficjalnego meczu Brazylii z Polską w Bangkoku, a sekretarz prasowy związku Roberto Salgado odmówił pisemnych deklaracji, bo - jak przekonywał - "równie dobrze mógłbym zapewniać, że nie byłem w kosmosie".
Ostatecznie, za oficjalny uznany został tylko drugi mecz Polski na turnieju, z Nową Zelandią. Tym sposobem, były obrońca Lecha, Przemysław Urbaniak, który zagrał z "Brazylią" i obejrzał czerwoną kartkę - dyskwalifikującą z meczu o trzecie miejsce mini-turnieju - oficjalnego spotkania w kadrze nie ma.

Zestaw osobowy, który w grudniu 1991 roku poleciał na Bliski Wschód, miał dużo więcej wspólnego z reprezentacją Polski niż tamta "Brazylia" z prawdziwą kadrą Canarinhos. A jednak do Egiptu zespół Lesława Ćmikiewicza leciał pod szyldem „Polski B”, ewentualnie "kadry PZPN". Z czasem wyszło jednak na jaw, że według podpisanych dokumentów, PZPN delegował pierwszą reprezentację. Taki był bowiem warunek rywali, płacących za cały wyjazd. Spotkania są więc na liście oficjalnych meczów, a Polacy zagrali w składach:

Kair, 3.12.1991, Egipt - Polska 4:0 (1:0)

Polska: Jacek Bobrowicz (67. Adam Matysek) - Marek Rzepka, Juliusz Kruszankin, Andrzej Lesiak, Krzysztof Maciejewski - Janusz Góra (60. Mirosław Trzeciak), Adam Fedoruk (70. Kazimierz Węgrzyn), Dariusz Skrzypczak, Zdzisław Janik (81. Ryszard Czerwiec), Leszek Pisz - Jerzy Podbrożny

Kair, 5.12.1991, Egipt - Polska 0:0

Polska: Adam Matysek - Marek Rzepka, Juliusz Kruszankin, Andrzej Lesiak, Kazimierz Węgrzyn - Janusz Góra, Ryszard Czerwiec (65. Leszek Pisz), Piotr Czachowski, Zdzisław Janik (73. Adam Fedoruk) - Jerzy Podbrożny, Maciej Śliwowski

Kuwejt, 9.12.1991, Kuwejt - Polska 0:2

Bramki: Zdzisław Janik (2. minuta), Marek Rzepka (67. minuta)

Polska: Adam Matysek - Marek Rzepka, Andrzej Lesiak, Piotr Czachowski, Janusz Góra - Adam Fedoruk, Dariusz Skrzypczak (55. Kazimierz Węgrzyn), Leszek Pisz, Zdzisław Janik - Maciej Śliwowski, Mirosław Trzeciak (46. Juliusz Kruszankin).

Wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator w Przeglądzie Sportowym po całym wyjeździe wyróżnił czterech graczy. Na jego pochwałę zasłużyli Marek Rzepka, Maciej Śliwowski, Adam Fedoruk i Jerzy Podbrożny. Zganiony przez gazetę został za to Mirosław Trzeciak.

fedoruk_podbrozny_trzeciak

Z perspektywy czasu eskapadę najbardziej powinien wspominać inny zestaw osób.

Dla Jacka Bobrowicza, bramkarza Wisły Kraków znanego z umiejętności bronienia rzutów karnych, ale i jednego z bohaterów cudownego 0:6 z Legią Warszawa w 1993 roku, był to jedyny występ w reprezentacji Polski. Trudno powiedzieć, czy wpuszczeniem dwóch goli w 67-minutowym występie w Egipcie specjalnie się szczyci.

Zdzisław Janik, jego kolega z Wisły Kraków, zaliczył wszystkie trzy mecze na Bliskim Wschodzie. Później w reprezentacji już nie zagrał, a o swoim niedosycie opowiada w ciekawym fragmencie wywiadu dla strony historiawisly.pl:

W kadrze rywalizowaliśmy z Leszkiem Piszem i z Brzęczkiem, kiedy jeszcze grał w Olimpii. Tak jak my z Tomkiem Dziubińskim tworzyliśmy ciekawy duet tak samo w Legii grała para Pisz-Kucharski, a w Olimpii Brzęczek-Mielcarski. Jeśli chodzi o reprezentację to miałem tam troszkę większe nadzieje. Podczas turnieju w Kuwejcie, w którym reprezentacja Polski wzięła udział, byłem chyba najlepszym zawodnikiem na boisku. Liczyłem, że będę powołania otrzymywał częściej niż tylko 3 razy. Usłyszałem nawet od trenera Strejlaua: „No to teraz czekaj na powołanie". Z tego wyjazdu świetnie pamiętam sytuacje po jednym z meczów, w której podszedłem do trenera i wprost zapytałem, czy mogę zatrzymać sobie strój na pamiątkę, że jestem reprezentantem Polski. Odpowiedział: „Nie, nie. Ty Zdzisek jak pojedziesz na następny mecz to dostaniesz całą torbę z wyposażeniem od A do Z". Pamiętam też, że mieliśmy otrzymać jakieś pieniądze za te mecze, bo wygraliśmy jeden mecz a drugi zremisowaliśmy. Ich także nigdy nie zobaczyliśmy, chociaż nie przykładaliśmy do tego wagi tak jak dzisiejsi piłkarze. (...) Na pewno czułem taki niedosyt. Każdy piłkarz wie na jakim poziomie gra i co może zaprezentować. Sam Leszek do tej pory wspomina: „Wiesz co, Ty to wtedy w formie byłeś". On pojechał grać dalej, ja nie - takie życie.

zdzislaw_janik

W końcu Marek Rzepka, który bardzo się zdziwił, że o ten wyjazd go pytam. Z meczów pamięta już niewiele, tyle, że gola zdobył strzałem głową, po dośrodkowaniu - chyba z rzutu rożnego. I że się cieszy, bo to jego jedyny gol w 15 grach w reprezentacji, że jest tym zapisany w kronikach. I że murawa w Kuwejcie była beznadziejna. Koszulek "Kuwait is free, thank you Mr Bush", o których powiedział mi Kazimierz Węgrzyn, nie kojarzy.

marek_rzepka_1maly

Czy sami rywale - przez Przegląd Sportowy nazywani „reprezentacją olimpijską Kuwejtu” - faktycznie byli tym zespołem, który potem na igrzyskach w Barcelonie przegrał z Polską (zresztą też 0:2)? To już temat na zupełnie inne śledztwo, bo nie znalazłem źródła, które podaje kuwejcki skład.

B.

Fot. z kolekcji Karola Rogackiego (dzięki!) + AG

piątek, 09 grudnia 2016
Kazach Kuczi z Cichej

Choć Kazachstan jest jednym z grupowych rywali Polski w el. MŚ 2018, to przy okazji naszego pierwszego meczu osoba dzisiejszego jubilata nie pojawiała się specjalnie w mediach. A szkoda, bo Aleksandr Kuczma (ur. 9.12.1980), były zawodnik Ruchu Chorzów, to wieloletni kapitan drużyny Kazachstanu.

450_508b7b1a6e50f

Kuczma jako młody chłopak wyjechał z ojczyzny, by grać w piłkę w Niemczech. Sił i talentu starczyło mu jednak tylko na zespoły trzecio- i czwartoligowe (FC Rastatt 04, SG Sonnenhof Grossaspach, 1.FC Pforzheim). W Niemczech spędził jednak cztery lata i dorobił się tamtejszego obywatelstwa.

Dlatego też sporym zaskoczeniem był wiosną 2005 roku jego transfer do grającego wówczas na zapleczu ekstraklasy Ruchu Chorzów. Transfer na Cichą pilotował wówczas trener Jerzy Wyrobek (jak sam mówił, pilotował głównie przez telefon, ale do zespołu polecił go Dawid Bartos, piłkarz Ruchu, który grał z nim w lidze niemieckiej. Kuczma dołączył do "Niebieskich" prosto po testach w Torpedo Moskwa, co niewątpliwie dodało mu kilka punktów do lansu. Gdy Kazach zacumował w Chorzowie, to bardzo ciekawy tekst o nim napisał Wojciech Todur z "GW". Oto kilka wyimków:

Testy w Torpedo załatwił mi wujek, brat mamy. Nie uwierzysz, ale to prawdziwy mafioso. Obraca milionami.

Nie chcę się chwalić, ale napastnicy mają ze mną ciężkie życie. Zatrzymam ośmiu na dziesięciu.

W wolnym czasie Kuczma lubi słuchać muzyki. - Kazachskiej? - A co to, jak jestem z Kazachstanu, to nie mogę słuchać innej?! Hip-hop lubię. W czasie obozu koledzy puszczali mi polski hip-hop. Jeszcze nie wszystko rozumiem, ale już wiem, że mi się podoba. W Kazachstanie takiej muzyki nie ma. Brzdąkają na dwóch strunach i śpiewają o tym, co widzą, że góra wysoka, a to, że ptak płynie po niebie.

Całość do przeczytania tutaj.

Kuczma dał się poznać jako bardzo waleczny i ambitny obrońca. Jego pech polegał głównie na tym, że Ruch z nim w składzie... prezentował się fatalnie. Chorzowianie przędli na tyle kiepsko, że na koniec sezonu musieli być się w barażach o utrzymanie w II lidze. Dla naszego jubilata sama idea baraży była szokiem. Dorobek Kazacha wiosną 2005 do wglądu tutaj.

Jesienią, na skutek urazów, odmiennych wizji trenera i innych turbulencji, Kuczma zagrał już tylko w jednym meczu. Na koniec roku zaś spakował walizki i pożegnał się z Ruchem. Z jego pobytem wiąże też się anegdotka dotycząca... wożenia psa na zgrupowania.

Po przygodzie w Polsce Kuczma wrócił do ojczyzny. Od 2006 do 2014 roku występował w takich klubach jak FK Astana, Ordabasy Szymkent, Okżetpes Kokczetaw, Irtysz Pawłodar, FK Taraz czy Toboł Kostanaj. Z FK Astana został mistrzem kraju w 2006 roku i dzielnie walczył w el. LM 2007/2008 (strzelił nawet gola Rosenborgowi). Z Irtyszem Pawłodar dotarł zaś do 2. rundu Ligi Europy 2011/2012. W pierwszej turze wyeliminował... Jagiellonię Białystok (0:1 i 2:0).

Jego kariera klubowa jest jednak mniej interesująca niż dorobek reprezentacyjny. Kuczma do seniorskiej kadry Kazachstanu trafił właśnie podczas gry na Cichej (przedtem był etatowym reprezentantem młodzieżowych drużyn). Wtedy też zdobył swoją najważniejszą bramkę - w meczu z Danią (1:2) (a tutaj ciekawa rozmowa po tym spotkaniu). Łącznie wystąpił w 37 meczach i strzelił dwa gole. Grał w el. MŚ 2006 i 2010 oraz EURO 2008 (dwa mecze przeciwko Polsce).

photo_68046

Na koniec 2014 roku Kuczma zawiesił buty na kołku. W ojczyźnie cieszy się sporym uznaniem. A czy kibice Ruchu jeszcze go pamiętają?

P.

poniedziałek, 05 grudnia 2016
Pamiętniczek Ransforda

Dzień dobry, nazywam się Ransford Osei, urodziłem się w Ghanie i jestem piłkarzem.

Ransford-Osei-scored-in-debut-game-for-RoPS

Może o mnie słyszeliście? A może mnie jeszcze pamiętacie? Oto krótki wypis z mojego pamiętniczka.

5 XII 1990 - Przychodzę na świat w mieście Kumasi w Ghanie

VII 2005 - Mam piętnaście lat i zostaje włączony do zespołu seniorów drużyny Kessben FC.

III 2007 -  Razem z kolegami z kadry zajmuję 3. miejsce na mistrzostwach Afryki U-17. Ja osobiście zdobywam Srebrnego Buta dla drugiego strzelca imprezy.

VIII - IX 2007 - Mistrzostwa Świata U-17 w Korei Południowej. Cóż to była za impreza! Zdobywamy z chłopakami czwarte miejsce, a półfinał przegrywamy po dogrywce z Hiszpanią (1:2). Ja strzelam sześć goli w siedmiu meczach i zgarniam Silver Boot dla wicekróla strzelców imprezy. Wybierają mnie do jedenastki mistrzostw i wszyscy nade mną cmokają. Zobaczcie jaką mam fotkę. A w meczu z Peru ładuję taką bramkę:

Chwilo trwaj!

13 XI 2007 -  Dostaję powołanie do seniorskiej reprezentacji Ghany od selekcjonera Claude'a Le Roy'a! I to jeszcze przed siedemnastymi urodzinami. Podobno to nagroda za to, że w juniorskiej kadrze ustrzeliłem właśnie hat-trocka. Nie wierzę własnym oczom! I uszom! Oczom i uszom!

18 XI 2007 - Debiutuję w kadrze w towarzyskim meczu z Togo (4:1). Wielka radość! Wielka!

XII 2007 - W kończących rok plebiscytach rozbijam bank komplementów. "World Soccer Magazine" zalicza mnie do '50 Most Exciting Teenagers on the Planet'. Do tego wywiady, filmiki, wizyty w zakładach pracy... Ech.

28 II 2008 - Zostaję wypożyczony do końca sezonu 2007/2008 do Legii Warszawa. Zawsze chciałem grać w Polsce! Przysięgam, będę w Legii.

18 III 2008 - Mój transfer negatywnie opiniuje FIFA! Działacze Legii na podstawie wytycznych FIFA dotyczących zawodników niepełnoletnich nie mogliby zarejestrować zawodnika do rozgrywek ekstraklasy. Myślałem, że jestem piłkarzem Legii, ale w zasadzie to nie jestem. Wracam do Ghany. Cieszę się, bo nigdy nie chciałem grać w Polsce.

I 2009 - Zostaję zawodnikiem Maccabi Hajfa. Tym razem jestem już pełnoletni, więc mogę zmienić klub. W Izraelu nie jest źle. Mój dorobek wiosną 2009 to 11 meczów i 2 gole oraz tytuł Mistrza Izraela 2009.

I-II 2009 - Mistrzostwo Afryki U-19 jest nasze! Ghana wygrywa turniej w cuglach, a ja kasuję wszystko, co jest do skasowania.Oto dowód filmowy.

Obok złotego medalu jeszcze Złota Piłka dla najlepszego zawodnika i Złoty But dla najlepszego strzelca (7 goli w 5 meczach!). Będę wielki!

VII 2009 - Tramtarataramtamtam! Przechodzę do Twente FC. Co prawda to roczne wypożyczenie, ale na reszcie jakaś topowa liga. Koniec z dziadowaniem! Nadchodzę!...

IX-X 2009 - Mistrzostwo świata U-20... Młodzieżowy mundial, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej! Jest tak jak zawsze, czyli jestem najlepszy! Zostajemy mistrzem świata, a ja znowu w zawodniczym topie. Strzelam cztery gole i gęsto asystuję. Trafiam we wszystkich meczach fazy grupowej (wygrywamy 4:0 z Anglią!), a później a ćwierćfinale z Koreą Południową (3:2). W finale wygrywamy z Brazylią po karnych (0:0 k. 4:3)! Czuję się cudownie! I taki ładny klip mam na pamiątkę.

I 2010 - Selekcjoner Milovan Rajevac widzi, że wymiatam. Zabiera mnie na Puchar Narodów Afryki 2010 do Angoli. Jadę tam, ale nie gram ani sekundy. Ghana za to zdobywa srebrny medal. Choć w klubie mi nie idzie (ani sekundy w Twente), to nie ukrywam, że liczyłem na kilka minut.

VIII 2010 - Zostaję zawodnikiem hiszpańskiej Granady CF, a dokładniej - jej rezerw. Hmm, widziałem to trochę inaczej.

11 VIII 2010 - Towarzyski mecz RPA - Ghana (1:0). Gram przez 20 minut. Do kadry - przynajmniej na razie - już nie wracam. Mój dorobek to dwa mecze. Gdy zaczynałem przed siedemnastką, to myślałem, że będzie ich dwieście.

I 2012 - Koniec z farsą w rezerwach Granady. Wędruję do RPA. Nowy pracodawca: Bloemfontein Celtic. Okazuje się jednak, że to kiepski wybór (4 mecz i 1 gol).

VII 2012 - Nie ma co się szarpać, wracam do ojczyzny. Klub: Asante Kotoko FC. Przy okazji udzielam takiego wywiadu.

VI 2013 - Mistrzostwo i superpuchar Ghany 2013. Bilans: 13 - 3. Heheszki, śmieszek.

VI 2014 - Mistrzostwo i superpuchar Ghany. Bilans: 6 - 0. Ale runda wiosenne już beze mnie w składzie, bo nie podoba mi się oferta nowego kontraktu.

I 2015 - Znowu RPA. Polokwane City FC. Znowu się nie udało, bo szybko łapię kontuzję i wypadam z obiegu. 3 mecze, bez goli.

II 2016 - Testy w Kazachstanie... Szachtior Karaganda... Czy tutaj w ogóle da się żyć? Uciekam!!!!1111....

II 2016 - Finlandia! Szaleństwo! Śnieżne szaleństwo! Przechodzę do Rovaniemen Palloseura. Na dwa lata! I gram! I strzelam!

14 VII 2016 - Debiutuję w europejskich pucharach. Gram w meczu 2. rundy LE między Rovaniemi a Lokomotiva Zagreb (1:1). Wchodzę w 81. minucie. W 87. minucie tracimy gola i odpadamy.

5 XII 2016 - Mam 26. urodziny. Może jeszcze będę znanym piłkarzem? Może jeszcze kiedyś wrócę do Legii? Nie, raczej nie.

P.

wtorek, 29 listopada 2016
Boguś wyparty

Kiedy czasem zastanawiam się nad najbardziej bezsensownym transferem w ramach naszej ekstraklasy przełomu XX i XXI wieku to wychodzi mi, że to ten. Transfer dzisiejszego jubilata (42. lata!) Bogusława Wyparły z ŁKS do Legii Warszawa. Bodzio W. został wypożyczony do stołecznego klubu na rundę wiosenną sezonu 1999/2000. I to wszystko było naprawdę dziwne.

wyp11

Wyparło był wówczas jednym z najlepszych golkiperów naszej ligi. Wciąż był jeszcze młody (25 lat), ale już bardzo doświadczony (9 sezonów w ekstraklasie!) i utytułowany (mistrz Polski 1998, 3-krotny reprezentant Polski). Transfer do Legii wydawał się więc awansem sportowym i przyczółkiem do dalszego podboju świata. Taki był plan Bodzia. Na Łazienkowskiej uległ on jednak bolesnej dekonstrukcji.

Pod koniec września 1999 trenerem Legii został Franciszek Smuda. Po nieudanym sezonie 1998/1999 (3. miejsce i 17 punktów straty do mistrzowskiej Wisły) władze klubu odprawiły Stefana Białasa, a po falstarcie w kolejnym (12 punktów w 9 meczach) błyskawicznie (po 2,5 miesiącach pracy) pogoniły Dariusza Kubickiego. Nowym szkoleniowcem ogłoszono Franza. Miał stać się zbawcą.

Smuda szybko zarządził wzmocnienie składu. Ściągnięto m.in. Łapińskiego, Wojtalę, Siadaczkę, Citkę i właśnie Wyparłę. Obaj panowie znali się jeszcze z czasów wspólnej w Stali Mielec. Bodzio miał w legijnej bramce zastąpić Szamotulskiego, który właśnie powędrował do PAOK Saloniki. Jego rywalem do miejsca między słupkami był 33-letni Zbigniew Robakiewicz.

Szybko okazało się jednak, że to właśnie Robakiewicza Smuda widzi w podstawowym składzie. A jak wiemy, gdy Franz kogoś nie widzi, to nie widzi go zupełnie. Efekt? Wiosną 2000 roku Wyparło nie wystąpił w żadnym ligowym meczu Legii. Żadnym! Z "elką" na bluzie ma na koncie raptem trzy występy - dwa w Pucharze Ligi, nazywanym przez Smudę mianem "pasztetowej" (dwumecz z Pogonią Szczecin, 4:0 i 1:1) oraz jeden w Pucharze Polski (3:2 z Amiką Wronki). Po zakończeniu rundy Wyparłę odprawiono bez żalu.

Ten sezon okazał się porażką dla wszystkich. Bodzio W. wypadł po nim z ligowego obiegu. Najpierw trafił do Ceramiki Opoczno, później zaliczył fatalny epizod w Radomsku, później Pogoń Leżajsk, Piotrcovia, Pogoń i ŁKS. Między listopadem 2001 a lipcem 2006 grał poza ekstraklasą. Stracone pół dekady.

Legia zajęła w końcowej tabeli wstydliwe czwarte miejsce (za Polonią, Wisłą i Ruchem), a sam Smuda również szybko wyleciał z Legii (marzec 2001).

Bodzio jednak pokazał charakter. W latach 2004-2012 grał w ŁKS (cztery lata w ekstraklasie), a później jeszcze grał w Stali Mielec. Ba, niedawno nawet wrócił do składu i w wieku 41 lat wystąpił w pożegnalnym II-ligowym spotkaniu z Olimpią Zambrów.

Twardy chłop. Ciekawe jak potoczyłaby mu się kariera, gdyby nie sparzył się tak na Legii. Ciekawe wywiady z nim tutaj, tutaj i tutaj. Natomiast tutaj kompilacja jego parad.

P.

Czytaj także:

Stalowe nostalgia

Niepodległościowe salwy (z Bogusiem na zdjęciu)

piątek, 18 listopada 2016
Willer, barwne wspomnienie z Suwałk

To jeden z najciekawszych obcokrajowców, którzy w Polsce nie wybili się ponad poziom II ligi. I o których w ogóle mało kto słyszał i mało kto pamięta. Willer (ur. 18.11.1979, dziś zatem urodziny) w pogrążonych wówczas w futbolowym marazmie Suwałkach zabawił raptem cztery miesiące, ale do dziś się go tam wspomina. Najpierw bowiem uwiódł publikę, potem ją zawiódł, a na koniec porzucił.

723732006

Samo pojawienie się Brazylijczyka w II-ligowych wówczas Wigrach było sporą niespodzianką. Pofarbowany na blond pomocnik miał bowiem w CV juniorskie występy ligach brazylijskich, ale również w znanym argentyńskim CA Independiente. W wieku 23 lat trafił do Rosji. Ściągnęło go Anży Machaczkała, które broniło się przed spadkiem z ekstraklasy. Brazylijczyk nie pomógł w utrzymaniu (11 meczów i 1 gol), a później nie pomógł w awansie. W efekcie oddawano go do słabszych klubów z zaplecza - Dinama Briańsk, Łucz-Eniergiji Władywostok oraz FK Orioł. Wyrobił sobie dobrą markę, choć wystarczyła ona jedynie na przenosiny... na Litwę.

To właśnie 1,5 roku (2007-2008) spędzone w zespole Suduva Marijampole jest chyba najlepszym okresem w karierze Willera. Strzelał tam sporo goli i szybko stał się gwiazdą ligi, czego potwierdzeniem stał się tytuł piłkarza sezonu 2008 w lidze litewskiej.

Nagroda? Transfer do... Białorusi :) Jesień 2008 spędzona w FK Smorgoń na tyle przybiła Brazylijczyka, że postanowił wrócić do ojczyzny. Bawił tam w klubach z niższych lig, z krótką przerwą na pobyt w Salwadorze.

Tym bardziej niespodziewanie pojawił się w lipcu 2011 roku na treningu Wigier Suwałki. Za jego transferem stał ówczesny trener zespołu Donatas Vencevicius i piłkarz Grażvydas Mikulenas, którzy znali Brazylijczyka z występów w swojej rodzimej lidze. Zresztą sami suwalscy kibice mogli go kojarzyć z występów w Suduvie Mariampol. Willer zagrał bowiem przeciwko Wigrom w meczu sparingowym w marcu 2008 roku. Suduva wygrała wówczas 6:2, a dwa piękne gole z rzutów wolnych zdobył właśnie Brazylijczyk. Dodatkowo blondwłosy rozgrywający oczarował wszystkich w grze kontrolnej z Jagiellonią, więc w Suwałkach szybko zaparafowano jego transfer (ba, na fali entuzjazmu ściągnięto jeszcze jednego Canarinho, jednak Yago Ribeiro okazał się kompletną pomyłką).

Choć Willer początkowo prezentował się świetnie (z numerem 10 na plecach, a jakże!), to nie przekładało się to na wyniki zespołu (bilans pierwszych sześciu meczów z udziałem Willera: 1 remis - 5 porażek; bilans: 2-10). Z czasem powietrze zeszło z Brazylijczyka i choć - jak donoszą media - dawał jeszcze próbki swojego talentu, to z każdym spotkaniem zależało mu jakby mniej. Po zakończeniu rundy jesiennej szybko spakował manatki i wyjechał z Polski. Jego dorobek w Wigrach to 19 meczów i 2 gole (oba z karnych). Do wglądu tutaj. Lokalna prasa nie miała wątpliwości, że jego gra w Suwałkach nie podniosła jakości gry drużyny.

Klip podsumowujący występy zawodnika na Litwie i w Polsce wygląda tak:

Potem zaczęła się ciekawa wędrówka Willera po świecie. Najpierw Salwador (wiosna 2012), potem Gwatemala (jesień 2012). Później 1,5 roku w Tadżykistanie. I to jest też - podobnie jak na Litwie - interesujący okres. Bo tam Willer znowu wszedł na swoje wyżyny. Wraz z zespołem Istikłoł Duszanbe sięgnął po krajowy puchar 2013, superpuchar 2014, a później pośrednio także mistrzostwo 2014 (choć te akurat Willer zdobył zaocznie, ponieważ opuścił zespół przed końcem sezonu 2014).

isti

Sam zawodnik dorobił się zaś tytułu Piłkarza Maja 2013 :) W Azji jednak nie zagrzał miejsca zbyt długo. Jesienią 2015 był już z powrotem w Gwatemali, a od 1,5 roku występuje w brazylijskim Itapipoca, którego jest wychowankiem.

Willer to z pewnością barwna postać, barwniejsza niż ówczesna rzeczywistość polskiej II ligi. Z całościowym dorobkiem jego kariery można zapoznać się tutaj i tutaj. Tutaj znajdziecie jego profil na fcbk. Tutaj jego topowe akcje. "Zapierające dech w piersiach" popisy Willera z czasów gry w Gwatemali zobaczycie tutaj (zaparzcie kawę, film trwa 11 minut). Inne kolaże - m.in. tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Nigdzie jednak nie znalazłem ciekawe wywiadu z bohaterem. Jeśli ktoś zna jakiś - dajcie znać. Poza tym jeśli ktoś widział Willera na żywo w Suwałkach, to również niech się wypowie :)

P.