Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 04 lutego 2015
Rynki azjatyckie po pucharze

z17317157P

Puchar Azji 2015 zakończył się zwycięstwem gospodarzy - jedynej drużyny spoza Azji biorącej udział w turnieju:) Tym samym Australia stała się pierwszą w historii futbolu drużyną, która ma na koncie triumfy w czempionatach dwóch różnych kontynentów. O tej kwestii pisałem kiedyś tutaj.

Zakończony turniej chyba nie powiedział nam niczego szalenie odkrywczego o azjatyckiej piłce. Jest w niej mała grupa bardzo silnych drużyn (Korea Płd., Japonia, Australia, pewnie też Iran), grono próbujące je gonić (Chiny, ZEA, Uzbekistan, Irak, pewnie też Arabia Saudyjska i rozpaczliwy Katar), aspirująca do średniactwa reszta (pozostałe turniejowe drużyny) i pozostali kopiący półamatorsko (te ekipy, które na PA2015 nawet się nie załapały). Mecze, choć chwilami niezwykle dramatyczne i emocjonujące (Irak - Iran 3:3 k. 7:6! Irak - ZEA 2:3), nie grzeszyły przesadnie wysokim poziomem. Bramki, i owszem, zdarzały się natchnione (np. przewrotka Cahilla albo trafienia Iranu w meczu z Bahrajnem), choć i poziom golkiperów nie rzucały na kolana. Warto jednak wskazać na kilku ciekawych zawodników, którzy się na PA2015 pokazali z ciekawej strony. Nie myślę jednak tutaj o asach, którzy tylko potwierdzili swoją klasę, jak Cahill, Mahmoud czy Son Heung-Min.

Dla mnie absolutnym odkryciem turnieju jest rasowa "10" reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich - Omar Abdulrahman (ur. 1991). Ten kudłaty rozgrywający naprawdę dał popis rozgrywania w starym stylu. Świetna technika, przegląd pola, cudowne podanie (cztery asysty!). No i jeszcze ten Panenka w rzutach karnych... Brylant. Spokojnie poradziłby sobie w Europie, ale pytanie, czy będzie chciał spróbować.

Federacja uznała jednak, że najlepszym zawodnikiem turnieju jest Australijczyk - Massimo Luongo (ur. 1992). Trudno mi się pod tą decyzją podpisać, choć trzeba oddać, że Luongo prezentował się bardzo dobrze. Przejmował, asystował i sam strzelał. Myślę, że szybko zamieni swój Swindon Town na coś lepszego.

W ekipie triumfatorów kapitalne przebłyski mieli Robbie Kruse oraz Matthew Leckie. Z Abdulrahmanem świetnie współpracowało dwóch napastników kadry ZEA - Ahmed Khalil (kapitan) oraz Ali Makhbout (król strzelców). Chińskiej bramki dzielnie bronił Wang Dalei. Na lewej obronie coraz silniejszego Uzbekistanu fajnie pogrywał szybki Sardor Rashidov, a wielkim talentem jest bez wątpienia Irańczyk Sardar Azmoun (Rubin Kazań), a jego gol z Katarem to majstersztyk w stylu Bergkampa. 

Kończąc wątek Pucharu Azji odsyłam jeszcze na kanał AsianCup na YT. Znajdziecie tam skróty wszystkich meczów oraz sporo innych ciekawych materiałów.

P.

poniedziałek, 02 lutego 2015
Nie tylko Deyna, Warzycha i Wasyl. 24 polskie gole w elicie w Anglii

warzycha_wasilewski

Wydawać by się mogło, że to niemożliwe, by polski futbol czekał na coś wcześniej równie długo, jak na gola naszego człowieka w Premier League. 8200 dni, bo po takim czasie Marcin Wasilewski powtórzył wyczyn Roberta Warzychy i zdobył gola z Manchesterem United, to faktycznie - cholernie długo. Ale ja wychowałem się na meczu Anglia - Polska z 1996 roku z golem Marka Citki i wiem, że takie czekanie już przecież raz się odbyło. Ba! Było nawet dłuższe, bo na zdobycie bramki na Wembley - od Jana Domarskiego do Citki właśnie - minęły 8393 dni, czyli całe pół roku więcej.

Do gola Roberta Warzychy cofano się często - sam robiłem to wręcz nałogowo, żałując, że Jakub Błaszczykowski nie poszedł do Manchesteru City. W powszechnej świadomości kibica na pewno jest też, że Anglia nigdy nie była dla Polaków piłkarską ziemią obiecaną. Gra na Wyspach nie leżała przecież nawet samemu Kazimierzowi Deynie. To dobry moment, by przypomnieć mój ulubiony cytat z okresu gry tego wielkiego piłkarza w MC (z książki Stefana Szczepłka):

- Wiesz, oni nie bardzo wiedzą gdzie powinienem grać. Szukają mi pozycji i nie mogą znaleźć. Ja się z tego śmieję, ale czasami mam już tych głupków dość.

Deyna-223x300

Ostatnio wymyślili, że będę środkowym napastnikiem. Widzisz mnie tutaj w tej roli? Zadaniem środkowego napastnika na Wyspach jest rozpędzenie się w kierunku bramki przeciwnika, na jego polu karnym wyskoczenie w górę i walnięcie łokciem stopera w twarz. Temu stoperowi mówią żeby to samo zrobił z tobą.

Kiedy dochodzi do starcia, to jakby zderzyły się dwie lokomotywy. To dlatego wielu brytyjskich napastników, obrońców i bramkarzy zostawia sztuczne szczęki w szatni. Ja nie zamierzam tego robić. Wyjeżdżam stąd niedługo, nie wiem tylko gdzie. Mogę jeszcze pograć we Francji lub w Stanach. Zastanowię się - opowiadał.

Czytaj więcej: Kazimierz Deyna i Manchester City, piękny gol na dzień dobry

"Deyna w Anglii" - to hasło kojarzone jest z totalnym niewypałem. A przecież kapitan reprezentacji Polski w samej tylko angielskiej ekstraklasie zanotował przyzwoity bilans: 38 meczów i 12 goli.

Deyna, Warzycha, teraz jeszcze Wasilewski - często wymienia się polskich strzelców w angielskiej elicie, zapominając o dwóch innych piłkarzach. W tym samym sezonie co Deyna w Manchesterze City, w angielskiej ekstraklasie debiutował Tadeusz Nowak.

tadeusz_nowakDo Boltonu Wanderers odszedł z Legii Warszawa, gdzie ze względu na swoją szybkość miał pseudonim Ferrari. "Nowak Tadeusz, to Legii jest Prometeusz" - śpiewano na trybunach przy Łazienkowskiej. Jarosław Fojut, gdy w młodym wieku przenosił się do Boltonu, mówił: - Tadeusz Nowak opowiadał mi, że w 1978 roku Legia nie chciała za niego gotówki, tylko strzykawki i sterydy. Bolton jednak chciał być czysty, uparł się na gotówkę. Tym między innymi Anglia różni się od Polski (cytat za Dziennikiem).

Nowak w sezonach 1978/1979 i 1979/1980 zagrał 22 razy i zdobył jednego gola.

Dekadę później do Anglii przyjechał Zbigniew Kruszyński, przez kibiców Wimbledonu kojarzony jako Detsi lub Detzi Kruszyński. W gazetowym archiwum z 2001 roku znalazłem dość dramatycznie zatytułowany tekst o nim ("Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" - Gazeta Wyborcza Trójmiasto, Łukasz Pałucha). Oto najciekawsze fragmenty:

"Zbigniew Kruszyński, piłkarz Lechii Gdańsk, pod koniec lat 70. wyjechał na Zachód. Według ówczesnych władz - uciekł. W 1988 roku dotarł do Londynu i grał nawet w angielskiej ekstraklasie. Dwa lata temu wyjechał do Stanów Zjednoczonych i słuch o nim zaginął. Nie kontaktuje się nawet z najbliższą rodziną. (...)

Kruszyński pierwsze piłkarskie kroki stawiał w swoim rodzinnym mieście Tczewie w drużynie Wisły. W 1977 został piłkarzem Lechii Gdańsk. - Typ twardego zawodnika - wspomina Kruszyńskiego kolega z Lechii Józef Gładysz. W 1978 roku wywalczył z kadrą Polski do lat 18, prowadzoną przez Edmunda Zientarę, brązowy medal mistrzostw Europy. Rok później w ramach międzynarodowej wymiany stworzono tzw. Most Gdańsk - Brema. Kruszyński ze swoją przyszłą żoną pojechał zwiedzić Bremę. - Dziewczyna nie wróciła z wycieczki. Zbyszek nie wytrzymał rozłąki i wkrótce też zdecydował się na wyjazd - tłumaczy Krzysztof Kruszyński, jeden z pięciu braci Zbigniewa, obecnie mieszkający w Saarbruecken.
zbigniew_detzi_kruszynski

 

(...) Świat akurat wtedy usłyszał o Wimbledonie, który niespodziewanie w finale Pucharu Anglii pokonał słynny Liverpool. Klub z Plough Lane [teraz Wimbledon gra na stadionie Crystal Palace Selhurst Park - red.] nie pokazał się na europejskiej arenie. Tragedia na belgijskim stadionie Heysel, gdzie podczas meczu Liverpool - Juventus wybuchła panika i zginęło ponad 40 kibiców spowodowała, że angielskie kluby na kilka lat zawieszono w europejskich pucharach. Mimo tego Wimbledon, po raz pierwszy w historii, sprowadził wtedy piłkarzy z zagranicy. Właśnie Kruszyńskiego i holenderskiego bramkarza Hansa Segersa. Polak i Holender zostali przyjaciółmi, a ich rodziny spędzały razem wiele czasu.

Kruszyński długo nie mógł się przyzwyczaić do specyficznego stylu gry Wimbledonu. Archaicznego już wtedy nawet na Wyspach "kick and rush", czyli kopnij i biegnij. - Stałem na środku pomocy i oglądałem szybujące nade mną piłki - skarżył się znajomym. Nie został jednak zapomniany przez kibiców Wimledonu, czyli popularnych The Dons (z ang. Belfry). (...) Bungowomble, pisze: - To on tak zakręcił reprezentantem Anglii Trevorem Francisem z Quens Park Rangers, że ten siadł na tyłku na środku boiska. - Only one Detsi Kruszyński!!! (Ten niepowtarzalny Kruszyński) - dodaje fan.

Kruszyński chwalił sobie życie w Londynie. - Jeździł porsche i obracał się w eleganckim towarzystwie, głównie polskim - mówi Mochliński. Był częstym gościem Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego, gdzie zbiera się emigracyjna śmietanka. Wobec mediów był jednak nieufny. Pewnego dnia odmówił nawet wywiadu telewizji BBC - mówi Mirosław Gołek, londyński korespondent "Przeglądu Sportowego"

Kruszyński odnalazł się i nawet porozmawiał z Mateuszem Kaliną z serwisu kopnijbiegnij.com:

"Detzi" - skąd wziął się Pana pseudonim? Nie mam żadnego pomysłu, pod co można by to było podciągnąć.

Przypięto mi tę ksywkę zaraz po transferze do Wimbledonu, tuż pod koniec 1988 roku. Z początku wołali na mnie „Zbyszek”, „Zbigi”. Pewnego dnia człowiek prowadzący konferencję, na której byłem obecny, przedstawił mnie w ten sposób. Później tłumaczył mi, że takie określenie znalazł w jakimś słowniku słowiańskim. Nie wiem naprawdę, skąd on to wyciągnął! Przyjęło się i posługuje się tym określeniem do dziś.

Na stronie ftbpro.com stworzono nawet listę piłkarzy Premier League, którzy sprawiali najwięcej problemów komentatorom. Zajął Pan zaszczytne pierwsze miejsce.

Rzeczywiście, pewnie trochę krwi im przez to napsułem (śmiech). Po przybyciu do Anglii nie chciałem z początku udzielać wywiadów. Przekazałem dziennikarzom, żeby najpierw nauczyli się wymawiać moje nazwisko, albo żeby chociaż starali się to robić.

Wracając do Wimbledonu, już wtedy na ten zespół mówiono „Szalony Gang”. Zasłużenie?

O, człowieku, to nie jest temat na telefon (śmiech). Musiałbym przyjechać na kilka dni, żeby opowiedzieć te ciekawsze historie. Pamiętam, jak Gould na zajęcia przyniósł piłki do rugby, te jajowate, i zarządził dwugodzinny trening z nimi. Wyobraź sobie, co się wtedy działo. Innym razem graliśmy w lidze z Liverpoolem. W pewnym momencie Vinnie Jones złapał za większych rozmiarów młot i rozwalił nim drzwi do ich szatni. Tak po prostu. Określenie „Crazy Gang” jak najbardziej pasowało do tego zespołu. Była to grupa naprawdę szalonych ludzi takich jak właśnie Vinnie, Dennis Wise, John Fashanu. Ja należałem do tej spokojniejszej części drużyny.

Pytany o najlepszych rywali wymienia takich piłkarzy jak John Barnes, Kenny Dalglish, Peter Beardsley, Ian Rush, Tony Adams, Ian Wright, czy młody Paul Gascoigne. Przypomina też, że jego przeciwnikiem z boiska był również Robert Warzycha.

Kruszyński załapał się nawet na parę gier w Premier League, w Coventry, ale gole strzelał tylko wcześniej w Wimbledonie - w sumie cztery.

Wszystkie 24 polskie gole w angielskiej elicie:

Kazimierz Deyna - Manchester City

1) 24.04.1979 Manchester City - Middlesbrough 1:0

2) 3) 1.05.1979 Manchester City - Birmingham City 3:1

4) 5.05.1979 Manchester City - Bristol City 2:0

5) 6) 15.05.1979 Manchester City - Aston Villa 2:3

7) 29.09.1979 Leeds Utd. - Manchester City 2:1

8) 10.10.1979 Manchester City - Middlesbrough 1:0

9) 13.10.1979 Manchester City - Nottingham Forest 1:0

10) 1.12.1979 Manchester City - Wolverhampton 2:3



11) 2.04.1980 Manchester City - Everton 1:1

13) 19.04.1980 Manchester City - Bristol City 3:1


Tadeusz Nowak - Bolton Wanderers

12) 7.04.1980 Bolton Wanderers - Middlesbrough 2:2


Zbigniew Kruszyński - Wimbledon FC

14) 22.09.1989 Luton Town - Wimbledon 1:1

15) 25.12.1989 Wimbledon - Charlton Athletic 3:1

16) 21.09.1990 Wimbledon - Sunderland 2:2

17) 14.12.1990 Arsenal - Wimbledon 2:2

Robert Warzycha - Everton FC

18) 19) 29.03.1991 Aston Villa - Everton 2:2

20) 6.09.1991 Everton - Crystal Palace 2:2

21) 1.11.1991 Luton Town - Everton 0:1

22) 20.12.1991 Arsenal - Everton 4:2

23) 18.08.1992 Manchester United - Everton 0:3



Marcin Wasilewski - Leicester City

24) 31.01.2015 Manchester United - Leicester City 3:1

 

 

B.

PS Pomoc przy szukaniu kolejnych wideo na yt bardzo mile widziana!

środa, 28 stycznia 2015
Rzut monetą na wagę awansu w Afryce

moneta_afryka

Kiedy już wydawało się, że faza grupowa Pucharu Narodów Afryki w Gwinei Równikowej nie przyniesie nam niesamowitych historii jakich po tej imprezie można się spodziewać, na sam koniec, w ostatniej kolejce ostatniej grupy, piłkarze Mali i Gwinea uraczyli nas skompletowaniem trójpaka remisów 1:1. O tym, która z kapel zagra w ćwierćfinale, zdecyduje losowanie. W końcu do głosu dojdą więc szamani, o których tyle się mówi i pisze podczas turniejów na Czarnym Lądzie. Przy okazji: zawsze mnie dziwiło, że nie są oni wpisywani przy kadrach afrykańskich zespołów - w rubryce gdzieś między trenerem a kapitanem.

Podsumowanie całej pierwszej rundy obiecuję przed ćwierćfinałami, a teraz - na szybko - mały wgląd do historii Pucharu Narodów Afryki. Nie jest bowiem tak, że to pierwszy tego typu figiel na tym kontynencie. W annałach znalazłem trzy przypadki losowań, a konkretnie - rzutów monetą. Problem w tym, że w przypadku starszych turniejów, relacje są sprzeczne, o dowody wprost trudno (autor "Afryka gola!", red. Michał Zichlarz przekonuje, że losowanie było tylko w 1988 roku).

Nie ma na przykład takiego wideo jak to z grudnia 2013 roku, gdy też w Afryce, rzut monetą rozstrzygnął o tym, że grupę w Pucharze CECAFA (turniej dla krajów ze wschodu i środka kontynentu) wygrała Kenia, a nie Etiopia.

Przyznaję, że szukałem trochę po omacku, bo nie mam akurat pod ręką encyklopedii PNA autorstwa Rumuna Romeo Ionescu (którą spokojnie można porównać do encyklopedii piłkarskiej Fuji, a którą szwagier sprawił mi na poprzednie święta). Pewnie jak się do niej dorwę, wątpliwości znikną.

ionescu

Takie mini-zestawienie zawsze jednak jest lepsze niż nieustanne odnoszenie się do "Polska! Górnik! Brawo!", czyli rzutu monetą z półfinału z AS Roma w 1970 roku.

Nie ma materiałów wideo z sędziowskimi rzutami ani takich cudnych zdjęć jak to z Historii Mundiali, przedstawiające 14-letniego syna pracownika w Rzymie, który z zasłoniętymi oczami wyjmując karteczkę z napisem "Turcja" wyeliminował Hiszpanów. Ale jest trochę monet, trochę danych i trochę źródeł (przy okazji - jeśli ktoś przy okazji losowania Gwinea/Mali z tego materiału skorzysta, fajnie jeśli się powoła, chwyt "jak na jakimś blogu, to nie trzeba podawać źródła" jest zwyczajnie nie w porządku).

 

Puchar Narodów Afryki 1988 (gospodarz - Maroko)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 1 dirham 

1_dirham_maroko

Sytuacja w grupie:
Maroko pierwsze z 5 pkt, Zair ostatni z 2 pkt, Algieria i Wybrzeże Kości Słoniowej po 4 pkt i bramki 2:2
Wybrzeże Kości Słoniowej - Algieria 1:1
Wybrzeże Kości Słoniowej - Zair 1:1
Wybrzeże Kości Słoniowej - Maroko 0:0
Algieria - Maroko 0:1
Algieria - Zair 1:0

O co rzucano: o drugie miejsce i awans do półfinału

Zwycięzca losowania: Algieria

Jak skończył: porażka w półfinale po karnych z Nigerią, wygrana w karnych w meczu o trzecie miejsce z Marokiem

Źródła: http://www.maxifoot.fr/football/article-24253.htm ; http://directinfo.webmanagercenter.com/2015/01/28/can-2015-tirage-au-sort-comme-en-1988/ ; http://fr.wikipedia.org/wiki/Coupe_d%27Afrique_des_nations_de_football_1988 ; http://www.rsssf.com/tables/88a.html ; http://ghanasoccernet.com/facts-figures-africa-cup-nations/

Bonus: jeden z piłkarzy Wybrzeża Kości Słoniowej opowiada, jak smutno mu było po przegranym losowaniu

 

Puchar Narodów Afryki 1972 (gospodarz - Kamerun)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 100 franków CFA

100_frankow_cfa

Sytuacja w grupie:
Zair pierwszy z 4 pkt, Sudan ostatni z 2 pkt, Kongo 3 pkt i bilans 5-5, Maroko 3 pkt i bilans 3-3
Kongo - Maroko 1:1
Maroko - Sudan 1:1
Kongo - Zair 0:2
Kongo - Sudan 4:2
Maroko - Zair 1:1

O co rzucano: o drugie miejsce i awans do półfinału

Zwycięzca losowania: Kongo

Jak skończył: zwycięstwo w całym turnieju po 1:0 z Kamerunem w półfinale i 3:2 z Mali w finale

Źródła: http://www1.rfi.fr/actufr/articles/073/article_41052.asp ; http://fr.wikipedia.org/wiki/Coupe_d%27Afrique_des_nations_de_football_1972 ; http://www.rsssf.com/tables/72a.html ; http://directinfo.webmanagercenter.com/2015/01/28/can-2015-tirage-au-sort-comme-en-1988/

 

Puchar Narodów Afryki 1965 (gospodarz - Tunezja)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 1 milim

1_milim_tunezja

Sytuacja w grupie:
Tunezja - Etiopia 4:0
Tunezja - Senegal 0:0
Senegal - Etiopia 5:1
Tunezja bramki 4:0, Senegal bramki 5:1 - przepis o większej liczbie strzelonej goli nie był stosowany

O co rzucano: o grę w finale

Zwycięzca losowania: Tunezja

Jak skończył: przegrana po dogrywce 2:3 finał z Ghaną

Źródła: http://www.rsssf.com/tables/65a.html ; http://ghanasoccernet.com/facts-figures-africa-cup-nations/ ; http://en.wikipedia.org/wiki/Penalty_shoot-out_%28association_football%29#Alternatives

Źródło, które twierdzi, że było całkowicie inaczej (Tunezja miała grać dalej decyzją afrykańskiej federacji):

http://www1.rfi.fr/actufr/articles/073/article_41049.asp

 

B.

Afryka na blogu:

Biały i Bafana Bafana

Guy Armand Feutchine i afrykańsko-poznańskie mrozy

Znajomi z Polski na Pucharze Narodów Afryki

PS To jak stawiacie - Mali czy Gwinea?

wtorek, 27 stycznia 2015
Biały i Bafana Bafana

Dla piłkarzy reprezentacji Republiki Południowej Afryki dziś mecz ostatniej szansy na PNA 2015. Na murawę boiska w meczu z Ghaną wyprowadzi swoich kolegów najpewniej Dean Furman - jeden z dwóch białych piłkarzy zespołu. Drugim białoskórym zawodnikiem w kadrze RPA jest rezerwowy bramkarz Darren Keet. On jednak nie pojawił się jeszcze ani razu na boisku.

f9b8dbaabbe535b482993482e6d31e1dFurman (ur. 1988) urodził się w Cape Town, ale niemal całą swoją karierę spędził w Anglii (juniorzy Chelsea, Bradford, Oldham, Doncaster). W Bafana Bafana występuję w zasadzie od niedawna, bo od 2012 roku. Zaliczył w tym czasie raptem 25 meczów, ale szybko został kapitanem drużyny.

Furman liderując swoim czarnoskórym kolegom i stając się filarem kadry podąża drogą, którą szli jego poprzednicy. O ile bowiem społeczeństwo RPA wciąż toczone jest przez raka rasowych podziałów, o tyle biali zawodnicy piłkarskiej kadry niemal zawsze byli pupilami publiczności.

Kapitanem słynnej ekipy RPA, która zdobyła mistrzostwo Afryki w 1996 roku był obrońca Neil Tovey (52-0 w latach 1992-1997). Jego partnerem w linii pomocy był Eric Tinkler (48-1 w latach 1994 - 2002).

default

Osobną zaś historią pozostaje bożyszcze kibiców - Mark Fish (62 - 2 w latach 1993 - 2004). "Feeeesh" - grzmiały trybuny oddając honory swojemu ulubieńcowi. Dość powiedzieć, że piłkarz ten grał w reprezentacji przez 11 lat, zaliczając przy tym trzy turnieje PNA oraz występ na MŚ 1998. Fish (zawodnik m.in. Lazio, Boltonu i Charltonu) był zjawiskiem wykraczającym poza ramy sportu. Stanowił on jedną z pierwszych południowoafrykańskich ikon kulturowych. Kiedyś nawet grzebiąc w zagranicznych artykułach socjologicznych trafiłem na tekst dotyczący społecznej analizy jego fenomenu (b.dobry!). Tekstów "niesocjologicznych" o Fishu jest wiele. Ja polecam ten, ten, ten i ten. Swego czasu rodzina Fisha przeżyła napad, a sam piłkarz dwa miesiące temu miał atak serca. On osobiście wini za to duchy i siły paranormalne. Na osłodę wybrano go także drugim najlepszym piłkarzem w historii RPA. Po prostu "Feeeesh".

south-africa-mark-fish-21-panini-france-98-football-trading-card-25650-p

Nie tak dawno zaś pohukiwanie się powtórzyło, a jego bohaterem był inny białoskóry defensor - Matthew Booth (37-1 w latach 1999-2010). Niektórzy kibice może pamiętają jego występy na Pucharze Konfederacji 2009 i właśnie towarzyszące jego kontaktom z piłką "boooooooth". Booth przez ponad 7 grał w Rosji, ale to w ogóle ciekawy człowiek - po zakończeniu kariery pracował w telewizji i pisał felietony do lokalnej gazety. "Booooth"! Polecam dobre teksty o nim tutaj, tutaj i tutaj.

matthew-booth

Warto także pamiętać, że piłkarska reprezentacja RPA, to jest ta drużyna, która tradycyjnie zdominowana była przez czarnoskórych. Biali osadnicy nie znajdowali bowiem uciechy w takiej brudnej grze i zdecydowanie chętniej oddawali się innej sportowej pasji - krykietowi. Dla przykładu - zdjęcie kadry RPA na MŚ 2015 w krykiecie.

Oczywiście w historii reprezentacji RPA jest o wiele więcej białych zawodników, którzy się jej dobrze przysłużyli. Odsyłam do tego interesującego zestawienia (10 najlepszych białych piłkarzy z RPA) oraz bardzo ciekawych tekstów o kwestiach rasowych w piłce w RPA: tego, tego, tego, tego i tego. Tutaj jeszcze o rasizmie w rugby w RPA, a tutaj o rozwoju piłki tamże. W ogóle w kwestii RPA, a także całej Afryki, odsyłam także do Michała Zichlarza i jego bloga.

P.

środa, 14 stycznia 2015
Brzeszcze znowu w centrum kraju

z16296783Q,Kopalnia--Brzeszcze-

Miasto Brzeszcze, które z racji górniczych protestów od wielu dni nie schodzi z pierwszych stron gazet, w przeszłości miało już swoje głośne dni. A wszystko, a jakże, za sprawą sportu.

Najwięcej mówiono o małopolskim miasteczku latem 1992 roku. Wtedy to pięcioboista Arkadiusz Skrzypaszek zdobył dwa złote medale Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie - indywidualnie i drużynowo.

arkadiusz_skrzypaszek_1992Skrzypaszek co prawda urodził się w Oświęcimiu, ale całą młodość, aż do czasów liceum, spędził w właśnie w Brzeszcach. Swoje pierwsze sukcesy juniorskie odnosił właśnie jako zawodnik Górnika Brzeszcze. Po jego sukcesie w stolicy Katalonii hucznie świętowało całe miasteczko. Do poczytania o Skrzypaszku - tutaj, tutaj i tutaj, do pooglądania - tutaj.

Po raz kolejny oczy fanów - dość nieoczekiwanie - skierowały się na Brzeszcze niecały rok później. Oto bowiem 31 marca 1993 roku towarzyski mecz rozegrała prowadzona przez Andrzeja Strejlaua reprezentacja Polski. Rywalem była Litwa, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Gola dla dla nas strzelił Piotr Świerczewski, a dla rywali - Eimantas Poderis.

Lokalizacja spotkania w mieście bez większych tradycji piłkarskich (Górnik Brzeszcze występował co najwyżej w III lidze) może dziwić. Jednocześnie należy pamiętać, że biało-czerwoni intensywnie wówczas zwiedzali mniejsze ośrodki - Radom, Gdynię, Jastrzębie-Zdrój czy Iławę. Dodatkowo w Brzeszczach dopisała frekwencja i na "trybunach" obiektu zebrało się 7000 widzów.

Z ciekawostek piłkarskich związanych ze spotkaniem należy zwrócić uwagę, że to pierwszy w historii spotkanie obu reprezentacji. Kapitanem naszej kadry po raz pierwszy był Jerzy Brzęczek, zadebiutował w niej Jacek Bednarz, a ostatnie występy zaliczyli wówczas Dariusz Grzesik i Maciej Śliwowski. Interesujący jest również fakt, że dla Litwinów był drugi mecz w ciągu.. doby. Dzień wcześniej zagrali ze Słowacją (2:2). Wszystkie te informację przytaczam za Encyklopedią FUJI, a więcej o meczach Polski z Litwą można poczytać tutaj.

Miejmy zatem nadzieję, że o Brzeszczach wkrótce znów będzie można usłyszeć w sympatyczniejszym kontekście niż problemy polskiego górnictwa.

P.