Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

wtorek, 28 sierpnia 2018
Zakochani w Iberii

iberia

W zagranicznych transferach do ekstraklasy można dostrzec pewne trendy. Swego czasu popularni byli piłkarze z Bałkanów, potem z Brazylii, niedawno oglądaliśmy mocne zaciągi z Czech i Słowacji. Teraz natomiast przeżywamy modę na futbolistów z Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanów i Portugalczyków.

O uczuciu do tych nacji zawodników niech świadczy fakt, że z ich usług w ekstraklasie nie korzystają tylko trzy drużyny: Arka, Jagiellonia i Zagłębie Lubin. Pozostałe ekipy czerpią z iberyjskich zasobów bardziej lub mniej obficie.

Cracovia: Javi Hernandez, Gerard Oliva (Hiszpania) [a przed kilkunastoma dniami dość zaskakująco z klubem pożegnał się ściągnięty latem Elady]

Górnik Zabrze: Dani Suarez, Jesus Jimenez, Igor Angulo (Hiszpania)

Korona Kielce: Ivan Marquez (Hiszpania)

Lech Poznań: Pedro Tiba, Joao Amaral (Portugalia), Dioni (Hiszpania)

Lechia Gdańsk: Joao Nunes, Flavio Paixao (Portugalia)

Legia Warszawa: Inaki Astiz, Carlitos (Hiszpania), Cafu (Portugalia)

Miedź Legnica: Fran Cruz, Jonathan de Amo, Marquitos, Omar Santana, Borja Fernandez, Juan Camara (Hiszpania)

Piast Gliwice: Gerard Badia, Jorge Felix (Hiszpania)

Pogoń Szczecin: Iker Guarrotxena (Hiszpania), Tomas Podstawski (Portugalia)

Śląsk Wrocław: Augusto (Portugalia)

Wisła Kraków: Jesus Imaz (Hiszpania)

Wisła Płock: Carlitos (Portugalia)

Zagłębie Sosnowiec: Nuno Malheiro (Portugalia)

A gdzieś w przypisie warto pamiętać o ściąganych na pniu zawodnikach różnych nacji, ale grających właśnie w niższych ligach hiszpańskich (najświeższy bodaj przykład to Słoweniec Matej Pucko z Korony) oraz o piłkarzach, którzy w zasadzie są Hiszpanami/ Portugalczykami, ale z różnych względów posługują się częściej inną narodową afiliacją (np. Hiszpan-Gwinejczyk Jose Kante z Legii albo Brazylijczyk-Portugalczyk Guilherme z Jagielloni).

Obecnie zatem najbardziej iberyjską (a w zasadzie najbardziej hiszpańską) drużyną w ekstraklasie jest zdecydowanie Miedź Legnica, która ma w swojej kadrze aż sześciu przybyszów z zachodniego krańca kontynentu. Do zeszłorocznego rekordu Białej Gwiazdy jeszcze jej jednak brakuje zasobów personalnych.

Warto przypomnieć, że Wisła Kraków w sezonie 2017/2018 była najbardziej iberyjską ekipą w historii naszego futbolu! W jej kadrze na początku rozgrywek figurowało aż siedmiu Hiszpanów i jeden Portugalczyk! Byli to Julian Cuesta, Ivan Gonzalez, Fran Velez, Paul Llonch, Victor Perez, Jesus Imaz i Carlitos oraz Ze Manuel. Dodatkowo, Hiszpanem był również trener zespołu - najpierw Kiko Ramirez, a później Joan Carillo – oraz dyrektor sportowy (Manuel Junco). Co ciekawe, po iberyjskim eksperymencie przy Reymonta już prawie nie ma śladu. W składzie Białej Gwiazdy ostał się tylko Jesus Imaz. Pozostałe towarzystwo wróciło do ojczyzn albo rozpierzchło się po świecie.

Tak więc mamy teraz modę na Hiszpanów i Portugalczyków. Jaki kierunek będzie kolejny? Włochy? Grecja? Niemcy?

P.

czwartek, 23 sierpnia 2018
Jesteś legendą! Bogdan Straton

Wielu kibiców Widzewa dzisiaj się zaduma, część zatopi się we wspomnieniach. Jest ku temu powód. Urodziny bowiem świętuje legenda ich klubu - Bogdan Straton (ur. 1983). Tak, TEN Bogdan Straton.

Choć zagranicznymi cudakami nasza ekstraklasa stała (i stoi) to jednak w tym całym zaciągu Straton jest figurą szczególną. Do Łodzi trafił w styczniu 2011 (razem z Finem Riku Riskim). Ówczesny trener Widzewa, Czesław Michniewicz, zapytany o Rumuna odparł, że nie widział go nigdy w akcji, ale oglądał DVD z jego występami. Tak naprawdę Stratona wtulił mu na siłę właściciel klubu, okraszając manewr pięknym bon motem: "Gdyby zawsze trener zawsze miał decydujący wpływ na to, kto do nas przyjdzie, do drużyny nigdy nie trafiliby Panka i Sernas".

W kwestii samego DVD mam pewne podejrzenia, że chodzi o to nagranie. Jeśli macie silne nerwy i mocną kawę pod ręką - to odpalajcie.

Swoją drogą Straton, a raczej jego menedżer, musi być pasjonatem montażu, bo o Rumunie powstało więcej filmików niż o Włodzimierzu Lubańskim - do wglądu np. tutaj, tutaj i tutaj.

Sylwester Cacek jednak emanował spokojem odnośnie tego transferu:

Wierzymy w szybką aklimatyzację Bogdana w zespole. Ten zawodnik na pewno podniesie rywalizację na pozycji środkowego obrońcy, na której już w tej chwili mogą występować Jarek Bieniuk, Sebastian Madera, Ugo Ukah oraz Wojtek Szymanek.

Z namaszczeniem właściciela Stratona klepnięto i to w sposób dość zaskakujący. Niemłodego, bo 27-letniego, faceta, który w poprzednim klubie, drugoligowym FC Botosani, był tylko rezerwowym, zakontraktowano od razu na 2,5 roku! A plotki mówią, że Rumunowi płacono 20 tys. miesięcznie. Ale cóż, kto bogatemu zabroni.

Oczywiście Straton okazał się kompletnym niewypałem. Nie zagrał w żadnym meczu, nigdy nie usiadł nawet na ławce rezerwowych, występował tylko w czwartoligowych rezerwach. Po pół roku go pogoniono (za porozumieniem stron, hehe). Nie zmienia to faktu, że pobyt w Łodzi musiał być dla Rumuna przygodą życia, na dodatek bardzo lukratywną.

Na koniec jednak warto obalić pewien mit. Choć Straton okazał się tragicznie słaby, to w kwestii samego CV nie był kompletnym przybłędą. Zarówno przed przyjściem do Widzewa (Politehnica Iasi - 2007/2008, wiosna 2008/2009, 2009/2010), jak i po jego opuszczeniu (CSMS Iasi - 2012/2013) występował w rumuńskiej ekstraklasie (Liga 1) - niewiele, ale występował. Do wglądu tutaj i tutaj. Jesień 2012 to chyba najpiękniejszy czas w jego karierze (poza etapem łódzkim), bo nie tylko grał, ale i strzelał gole (trzy!). Nie wierzycie? Proszę bardzo.

Ostatnio widziano go jesienią 2014 w drugoligowym Farulu Constanca.

Ktoś zatem ciągle dawał się na niego nabierać i, zaprawdę, nie jest winą Rumuna, że znajdywali się chętni na jego niepewne usługi. W zasadzie to on powinien się śmiać ze swoich kolejnych pracodawców, a nie oni z niego.

O dzisiaj powinien się śmiać podwójnie, bo przecież ma urodziny.

P.

piątek, 17 sierpnia 2018
Treneiros mają się dobrze cz. 2. Reszta świata

3679-Inflatable-GlobePora na drugą część naszych trenerskich stranieri!

Dragomir Okuka (Legia 2001-2003, mistrzostwo 2002) widziany był niedawno na stadionie Legii, ale - to już wiemy - drużyny nie poprowadzi. Po zakończeniu przygody z Wojskowymi, serbską młodzieżówką U-21 (1/2 MME 2006) i Wisłą, wiodło mu się raz lepiej, raz gorzej. Prowadził bułgarski Lokomotiw Sofia (5. miejsce, w kolejnym sezonie zwolniony, zostawił zespół na 3. miejscu), grecką Kavalę (niezłe wyniki, ale i tak zwolnienie po 4,5 miesiąca, w listopadzie 2010), chińskie Jiangsu Shuntian (w drugim sezonie wicemistrzostwo 2012 i najlepszego trenera w Chinach i w Serbii), Changchun Yatai (słabe wyniki i zwolnienie po 7 miesiącach) oraz Tianjin Teda (słabe wyniki i zwolnienie w sierpniu 2016). Spekulowano nawet, że Drago może zostać selekcjonerem reprezentacji Chin, ale zamiast tego od dwóch lat nie prowadzi żadnej drużyny.

Inny były coach Legii ma nieco mniej barwne życie. Henning Berg zaliczył jednak rozczarowujący sezon 2016/2017 z węgierskim Videotonem - nie udało mu się obronić mistrzostwa i kibice musieli się zadowolić drugim miejscem. Od lipca kieruje już rodzimym Stabaek (3 mecze - 1 remis i 2 porażki).

Pod Wawelem natomiast wciąż wzdychają do Dana Petrescu. Gdy Rumun urzędował w Krakowie, to część zawodników przechodziła załamanie nerwowe związane z szokiem treningowym, a kibice oraz władze kręcili nosem na mało efektowny styl drużyny (1:0, 2:1 itd.). We wrześniu 2009, po niecałym roku, Petrescu podziękowano za pracę (średnia punktów DP - 2,09 na mecz) i do dziś chyba sobie plują w brodę.

Po tygodniu od zwolnienia z Białej Gwiazdy Rumun dostał pracę w skromnej Unirei Urzinei. Co działo się dalej większość z nas pamięta. Dwa i pół roku później zdobył z nim pierwsze w historii mistrzostwo kraju, a następnie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów (wygrywał tam m.in. z Rangersami (4:1) i Sevillą (1:0), a w niej klub zajął trzecie miejsce, premiowane grą w Lidze Europy. Piękna historia.

Jednak w grudniu 2009 dość zaskakująco rozwiązał kontrakt i przeniósł się do Kubania Krasnodar. Z zespołem awansował do rosyjskiej ekstraklasy i świetnie sobie w niej radził. I znowu - niespodziewanie rozwiązał kontrakt w sierpniu 2012, tłumacząc się potrzebą nowych wyzwań. Za grube pieniądze został szkoleniowcem Dynama Moskwa. W pierwszym sezonie (2012/2013) do końca bił się o europejskie puchary (7. miejsce), a w kolejnym ostatecznie wywalczył awans do nich, ale wcześniej... pożegnano się z nim po porażce 0:4 z Anży.

Co dalej? Kontrakt z katarskim Al Arabi - największa wtopa Petrescu. Potem tylko jeden mecz w Tirgu Mures (ale o Superpuchar!) - dzień po sukcesie w Superpucharze rozwiązał kontrakt, bo dostał lukratywną ofertę z Chin. W  Jiangsu Suning spędził lata 2015-2016 (9 m. i Puchar Chin, potem wicemistrzostwo). Potem kiepskie cztery miesiące w Kubaniu Krasnodar (średnia - 1 punkt na mecz), wypad do Al-Nasr z Dubaju. Wreszcie sezon 2017/2018 spędzony w Cluj i okraszony mistrzostwem Rumunii! Efekt? W czerwcu 2018 podpisał kontrakt z chińskim Guizhou Hengfeng. Myślę też, że prędzej czy później Petrescu będzie selekcjonerem rumuńskiej reprezentacji. Szalone życie!

Ciekawie toczyło się też życie innego asa spod Wawelu. Po tym jak Robert Maaskant w niezbyt miłych okolicznościach rozszedł się z Wisłą, to potem prowadził FC Groningen (2012/2013), Dinamo Mińsk (drugie półrocze 2013; 4 miejsce i zwolnienie), był asystentem trenera w Columbus Crew w MLS, potem pierwszym szkoleniowcem NAC Breda (baraże i spadek) i Go Ahead Eagles (tylko osiem meczów, ale aż siedem przegranych, w tym 0:8 z Feyenoord), a ostatnio dyrektorem sportowym Almere City.

Mamy również silną frakcję trenerów z Hiszpanii. Pacheta (Korona, 2013/2014) po sezonie spędzonym w Kielcach odszedł (zaskakująco!) do hiszpańskiego spadkowicza z Segunda Division Herculesa Alicante. Po pół roku został jednak zwolniony, szybko jednak objął posadę trenera w tajlandzkim Ratchaburi FC. Tam spędził dwa lata (dwa razy szóste miejsce), a od lutego b.r. prowadzi hiszpańskie Elche CF, z którym awansował do Segunda Division. Natomiast niezapomniany Angel Perez Garcia (Piast, 2014-2015) w poprzednim sezonie bez sukcesów prowadził boliwijski Nacional Potosi. No i Jose Maria Bakero - największy szarlatan w XXI-wiecznej historii naszej ekstraklasy :) Po Lechu udało mu się naciągnąć jeszcze włodarzy peruwiańskiego Juan Aurich (trener w latach 2012-2013, średnia punktów na mecz - 1,00) i wenezuelskiego Deportivo La Guaira (dyrektor sportowy). Od roku JMB pracuje w FC Barcelonie - odpowiada tam za szkolenie zawodników, którzy występują w drugiej drużynie, a także dwóch zespołach młodzieżowych.

Byli Hiszpanie, to teraz Portugalczycy. Quim Machado (Lechia, 2014) po polskiej przygodzie bawił w zaskakująco dobrych klubach - Tondela (II liga), Vitoria Setubal (15 m.), Belenenses (14 m.), Al-Batin z Arabii Saudyjskiej oraz Academikę Coimbrę (II liga) w końcówce sezonu 2017/2018. Jorge Paixao (Zawisza, 2014) prowadził zaś portugalskie Olhanense, Farense i Mafra oraz aktualnie chińskie Shenzhen FC Reserves.

A skoro już wspomniana została Lechia, to ciekawie układa się trenerski życiorys Ricardo Moniza. Holender wykonał dobrą robotę w Gdański i... ulotnił się, zasłaniając się kwestiami rodzinnymi. Chwilę później odnalazł się w 2. Bundeslidze, ale jego pobyt w TSV 1860 Monachium to kompromitacja. Sezon 2015/206 spędził w angielskim League Two i Notts County (17 m.), kolejny w drugoligowym FC Eindhoven (11 m.), a potem na krótko duńskie Randers (dwa miesiące). I wreszcie słowacki AS Trenczyn. A tam jak na razie szał. Słowacy w LE wyeliminowali Buducnost Podgoricę, Górnika Zabrze i Feyenoord Rotterdam (4:0 i 1:1).

W kolejnej rundzie czeka na niego cypryjski AEK Larnaka. Będzie faza grupowa?

Drażen Besek (Zagłębie Lubin 2003-2005) po zwiedzeniu zespołów słoweńskich (Drava Ptuj), chorwackich (Varteks, NK Zagrzeb, NK Osijek) i chińskich (trzy ekipy, był też asystentem Blazevica w kadrze U-23), postanowił zakotwiczyć na Malcie, gdzie w 2016 roku prowadził Birkirkarę.

Najnowsze historie Nenada Bjelicy (Dinamo Zagrzeb), Stanisława Czerczesowa (reprezentacja Rosji), Romeo Jozaka (dyrektor reprezentacji Kuwejtu) i Besnika Hasiego (po Legii objął Olympiakos Pireus, awansował z nim do LM, potem ekipa się posypała; Hasi dostał niedawno pracę w Al-Raed z Arabii Saudyjskiej) są natomiast dobrze znane, więc nie ma co ich przytaczać.

Wniosek z tego przeglądu? Dobrzy sobie poradzą, słabych menedżer i tak gdzieś tam upchnie :)

P.

czwartek, 16 sierpnia 2018
Treneiros mają się dobrze cz. 1. Czecho-Słowacy

Przy okazji poprzedniego wpisu sprawdziłem przy okazji co słychać u naszych starych znajomych obcokrajowców, którzy kiedyś zasiadali na trenerskich ławkach w ekstraklasie. A dzieją się często historie niezwykłe. Zebrało się tego trochę, więc idzie w dwóch częściach. Dzisiaj najsilniej reprezentowana u nas zagraniczna myśl szkoleniowa - treneiros z Czech i Słowacji.

Ciekawie sobie radzi sekcja czeska. Libor Pala, po zaliczeniu na różnych stanowiskach połowy klubów w polskiej lidze, dostał w 2012 roku robotę w... Libanie.

APE51d642_IMG_0283

Prowadził tam klub Racing Beirut, w 15 meczach zdobył 30 punktów, wywalczył trzecie miejsce i pożegnał się z klubem. W Libanie go jednak docenili, bo obecnie trenuje tam zespół Al Shabab.

Równie dobrze, a nawet jeszcze lepiej radzi sobie pozostający długo w cieniu Pali jego wieloletni asystent - Bohumil Panik. Po pożegnaniu z Polską odpowiadał przez niemal cztery lata za FC Zlin. Wykonał tam fantastyczną robotę - najpierw awansował z nim do ekstraklasy (14/15), potem utrzymał się w niej (15/16, 13. miejsce), a później nawet próbował włączyć się do walki o puchary (16/17 - 6 m.; 17/18 - 10 m.). Niejako w nagrodę został szkoleniowcem Banika Ostrawa! Choć zespół ten w obecnych rozgrywkach spisuje się poniżej oczekiwań (13 miejsce), to i tak wielkie uznanie dla pana BP.

Kto pamięta Pavla Malurę (2004)? Kiedyś w dwóch meczach (40 dni!) prowadził Pogoń Szczecin, potem wiele ekip w Czechach i na Słowacji (m.in. Slovacko, Banik, Karvina), a ostatnio jest selekcjonerem reprezentacji Czech U-19.

Doświadczenie z czeskimi młodzieżowcami ma także Josef Csaplar (Puchar Polski 2006 z Wisłą Płock). Prowadził drużynę U-17 i U-19. Potem był asystentem w Slovanie Liberec, trenerem w ZEA (Ittihad Kalba), a obecnie w FK Pribram.

Z kolei słowacką kadrę U-21 prowadził jeszcze niedawno Pavel Hapal. Były trener Zagłębia Lubin po rozstaniu z Miedziowymi szkolił słowacki FK Senica, właśnie młodzieżówkę oraz zupełnie niedawno Spartę Pragę (zwolniono go po czterech miesiącach 28.07.2018).

Radoslav Latal (Piast Gliwice) zanotował półroczną przygodę z białoruskim Dinamem Brześć, a od lipca br prowadzi słowacki Spartak Trnawa. Kibice Legii przekonali się właśnie czy dobrze to robi.

Niezwykle bujne życie trenerskie prowadzi były selekcjoner seniorskiej kadry Czech i zarazem eks-szkoleniowiec Arki Gdynia - Frantisek Straka. Po rozejściu z naszą ekstraklasą prowadził Slavię Praga, FK Pribram, Slovana Bratysława, egipskie Ismaily SC oraz Smouha SC, a obecnie libański Al-Ansar (co oni z tym Libanem?).

Stanislav Levy (Śląsk Wrocław) prowadził w ostatnim czasie albański Flamurtari Flore oraz czeski 1.FC Slovacko - najpierw jako trener, teraz jako kierownik. Poszedł w dyrektory i pewnie na ławce go już raczej nie obejrzymy.

I jeszcze Martin Pulpit, na wspomnienie którego w Odrze Wodzisław wciąż się pocą. Po zabawie w Polsce (2009 rok) prowadził on - o zgrozo! - Viktorię Żiżkov, Banik Ostrawa, FC Żlin, Al-Watani z Arabii Saudyjskiej, FK Pribram, Vitkowice i MFK Frydek-Mistek. Zuch treneiro!

Bez pracy jest obecnie Jan Kocian, który po pożegnaniu z Podbeskidziem jesienią 2017 (przedtem był w Ruchu i Pogoni Szczecin) nie może znaleźć sobie kolejnego pracodawcy. Od ponad roku, tj. od czasu rozstania z Radomiakiem, zatrudnienia nie ma także Werner Liczka. Z trenerką dał za to już chyba sobie spokój 67-letni Dusan Radolsky.

Na zakończenie, w ramach ciekawostki, taka zauważka. Choć tak wielu trenerów z Czech i Słowacji bawiło w naszej ekstraklasie, to z tego grona w najwyższych klasach rozgrywkowych naszych południowych sąsiadów znajdziemy obecnie tylko trzy nazwiska: Csaplar (FK Pribram), Panik (Banik Ostrawa) oraz Latal (Spartak Trnawa). Wymowne :)

P.

wtorek, 14 sierpnia 2018
Sa Pinto, Rocha, Bjelica, Hasi i ich reprezentacje

Przybycie do Legii Ricardo Sa Pinto przypomniało mi, że warto zaktualizować wydłużającą się cały czas wyliczankę zagranicznych trenerów, którzy w przeszłości byli reprezentantami swojego kraju. Poprzednie zestawienie z tej serii znajdziecie tutaj.

Besnik Hasi (Legia Warszawa)

hasi2

Albania: 47A-2

Historia Hasiego w Legii to coś niezwykłego. Z jednej strony awans do Ligi Mistrzów, z drugiej - kompromitacja za kompromitacją. W tej intensywnej przygodzie ginie to, że w przeszłości Hasi był naprawdę dobrym piłkarzem, który z Anderlechtem przez cztery lata grał w Lidze Mistrzów, a z własną reprezentacją zaliczył eliminacje do wszystkich imprez w latach 2002-2008. W meczu towarzyskim zagrał nawet przeciwko Polsce, co widać na załączonym obrazku.

Nenad Bjelica (Lech Poznań)

bjelicaChorwacja: 9A-0

O Bjelicy napisaliśmy kiedyś elaborat - to wglądu tutaj. Choć Bjelica był z pewnością bardzo dobrym zawodnikiem, to jednak w ówczesnej reprezentacji Chorwacji występowali zawodnicy, którzy przewyższali go o głowę. Eks-trener Lecha zebrał łącznie 9 meczów w kadrze, ale i tak powinien się cieszyć, bo dwa z nich przypadły na EURO 2004.

Juan Ramon Rocha (Ruch Chorzów)

Juan_Ramon_Rocha_37959-5aec5491a60ecArgentyna: 3A/12A-0

Najbardziej chyba zaskakujący i zarazem niezauważony, bo odbywający się na zapleczu ekstraklasy, trenerski transfer dekady. Chylącemu się ku katastrofie Ruchowi Chorzów, za namową Krzysztofa Warzychy, z odsieczą przybywa Juan Ramon Rocha - legendarny trener Panathinaikosu Ateny (min. dwa mistrzostwa Grecji, półfinalista Ligi Mistrzów 1996). Poza tym wszystkim Rocha to także reprezentant Argentyny, choć są rozbieżności w tym, ile meczów rozegrał dla Albicelestes - jedne źródła mówią, że trzy, inne, że dwanaście (w latach 1973-1977). Był również uczestnikiem niezwykłej historii, o której przeczytacie tutaj.

Ricardo Sa Pinto (Legia)

saPortugalia: 45A-9

Tego pana nieco starsi kibice na pewno pamiętają jeszcze z boiska, przede wszystkim z występów w Sportingu Lizbona, ale też z kadry Portugalii. W reprezentacji grał przez siedem lat, zaliczył występy na EURO 1996 i EURO 2000 (na MŚ 1998 Portugalia nie awansowała, a z udziału w MŚ 2002 Sa Pinto wyeliminowała kontuzja). Ja osobiście zapamiętałem go przede wszystkim z gola strzelonego Danii na EURO 1996 (1:1; możecie ją znaleźć tutaj na [3:18]). Problem z nim był taki, że często mylił się z Joao Pinto - ze względu na nazwisko, fryzurę i pozycję na boisku :) Swoją drogą to bramka z Danią to jedyne ważne trafienie, jakie Sa Pinto zanotował w kadrze. Pozostałe gole to drobnica w nic nieznaczących meczach towarzyskich.

P.