Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

piątek, 28 kwietnia 2017
Baraże (westchnienie), lepiej nie

Rozpoczynająca się właśnie batalia o utrzymanie w ekstraklasie (w "grupie spadkowej") przypomniała mi o kolorowych latach 2001-2006, kiedy to o jednym albo dwóch miejscach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym decydowały baraże.

Szczególne to były dwumecze, wedle dzisiejszej wiedzy ponad połowa była ustawiano, a połowa "problematyczna". Wiele się wówczas działo, choć niekoniecznie na boisku. Zapraszam więc do przeglądu barażowych spotkań (dane za - oczywiście - 90minut.pl).

indeks3

BARAŻE 2001

Górnik Polkowice 0-0 Stomil Olsztyn 20 czerwca, 18:00 (5000)

Stomil Olsztyn 0-0 Górnik Polkowice 24 czerwca, 16:30 (6000)
pd. k. 5-4

To zdecydowanie najnudniejszy baraż w historii Polski, a ja osobiście dodam, że pierwszy mecz jest zarazem najnudniejszym meczem, jaki kiedykolwiek widziałem (drugie miejsca zajmuje). Na boisku nie działo się absolutnie nic, a wyróżniał się jedynie Andrzej Słowakiewicz - wyróżniał się połączeniem łysiny z wąsem :) W rewanżu (według relacji prasowych) było podobnie, a o utrzymaniu zadecydowały rzuty karne. Ciekawą relację z rewanżu można przeczytać tutaj.

BARAŻE 2002

Tutaj zaczynamy już działalność jawnie przestępczą :)

Szczakowianka Jaworzno 2-0 RKS Radomsko 8 maja, 15:00 (1800)
Łukasz Błasiak 66, Robert Sztandera 76 (k)
Górnik Łęczna 0-1 KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 8 maja, 17:15 (4500)
Marek Sokołowski 90
 
RKS Radomsko 1-0 Szczakowianka Jaworzno 12 maja, 14:30 (6500)
Bogdan Jóźwiak 90
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2-1 Górnik Łęczna 12 maja, 16:45 (7500)
Jarosław Popiela 15 (k), Daniel Grębowski 68 - Dariusz Solnica 19

Dwumecz Szczakowianki z Radomskiem to przygrywka do wydarzeń, które rok później śledziła cała Polska. W 2002 roku było jeszcze kulturalnie. Ekipa z Jaworzna wygrała u siebie 2:0, by w rewanżu ulec bezpiecznie 0:1. Tutaj relacja z pierwszego meczu (warto zwrócić uwagę na "wątpliwości" dotyczące pracy sędziego), a tutaj "relacja z awansu". Od tego dwumeczu rozpoczęła się słynna na całą Polskę "sprawa Rasica". Do poczytania tutaj, tutaj i tutaj. Tutaj fotorelacja z dwumeczu, a fajny tekst o upadku ekipy RKS - tutaj.

W drugim barażu było spokojniej, a na pewno... ciszej. KSZO w obu meczach pokonało Łęczną (relacja z pierwszego spotkania - tutaj, z drugiego - tutaj), choć zdobywane przez zwycięzców gole były dość wyjątkowe.

Ryszard M., ówczesny działacz Górnika, o swoich doświadczeniach z arbitrem:

W 2002 uczestniczyliśmy w barażach o pierwszą ligę z KSZO Ostrowiec. Były to baraże przegrane. Pamiętam, że mecz barażowy w Ostrowcu sędziował G., kto sędziował w Łęcznej nie pamiętam. Pamiętam, że ten mecz w Ostrowcu przegraliśmy 2:1. To był mecz, który sędziował G. Utkwiło mi w pamięci, że w tym meczu w Ostrowcu nie mogliśmy wyjść ze swojej połowy. Tam sędzia odgwizdywał co chwile faule przeciwko nam. Pamiętam, że w tym meczu w Ostrowcu technicznym był F. On mówił w trakcie meczu żebyśmy się nie denerwowali. (...) Ja po paru latach zapytałem G. dlaczego ten baraż z KSZO sędziował tak, że nie mogliśmy przejść na połowę przeciwnika. G. powiedział, że ten mecz dawał mu awans na sędziego międzynarodowego. Tam musiał być ktoś mocny jeśli chodzi o obserwatora. Ten mecz grało nam się bardzo dobrze jeśli chodzi o sędziowanie do czasu kiedy nie strzeliliśmy bramki. Po tym uaktywnił się G. i nie dał nam grać. (...)

BARAŻE 2003

A tutaj zaczyna się już czysty kryminał z wyrokami :)

Świt Nowy Dwór Mazowiecki 1-0 Szczakowianka Jaworzno 14 czerwca, 17:30 (2500)
Krzysztof Przytuła 51 (s)
Górnik Łęczna 1-0 Zagłębie Lubin 15 czerwca, 18:00 (4500)
Paweł Bugała 40

Szczakowianka Jaworzno 0-3 Świt Nowy Dwór Mazowiecki 22 czerwca, 17:00 (7000)
(wo)
Michał Karwan 42 (s), Krzysztof Przytuła 68, Maciej Iwański 84
na boisku 3-0, zweryfikowany w związku z przekupstwem piłkarzy Świtu
Zagłębie Lubin 1-2 Górnik Łęczna 21 czerwca, 17:00 (7500)
Arkadiusz Klimek 20 - Paweł Bugała 43, 83

O dwumeczu Świtu ze Szczakowianką napisano już wszystko, więc tylko odeślę tutaj, tutaj, tutaj, tutaj albo tutaj.

Natomiast o rywalizacji Zagłębia Lubin z Górnikiem Łęczna wspominałem już na blogu w kontekście jej bohatera - Pawła Bugały. Odsyłam zatem tutaj. Więcej do poczytania o tym - niepozbawionym wątpliwości - dwumeczu można znaleźć tutaj i tutaj oraz tutaj i tutaj.

I tak wszystko fajnie, fajnie, ale stosowne wyjaśnienia złożył po latach Ryszard M., ówczesny działacz Górnika:

Teraz wyjaśnię o meczu barażowym o pierwszą ligę po sezonie 2002/2003. Był to Górnik Łęczna - Zagłębie Lubin z 15 czerwca 2003 zakończony wynikiem 1:0. Sędziował sędzia K.  Nie pamiętam okoliczności złożenia mu propozycji korupcyjnej. Nastąpiło to jak zwykle na polecenie prezesa. Prawdopodobnie rozmawiałem z nim przed meczem. Chodziło prawdopodobnie o kwotę 30 tys. On przyjął tę propozycję. Poinformowałem prezesa o przyjęciu propozycji przez sędziego. Mecz został wygrany bez żadnej pomocy sędziego, a powinien być wygrany 4:0, jeśli drużyna by grała dokładniej. Prawdopodobnie pieniądze zapłaciłem sędziemu po meczu, ale tego nie jestem pewien. Pieniądze pochodziły od prezesa, ale z jakiego źródła nie wiem.

BARAŻ 2004

Wydawało się, że po gorączce z poprzedniego roku baraże 2004 na pewno będą spokojne. Ale nie do końca były :)

Cracovia 4-0 Górnik Polkowice 19 czerwca, 15:30 (12 000)
Piotr Giza 6, 22, Łukasz Skrzyński 57, Piotr Bania 79

Górnik Polkowice 0-4 Cracovia 26 czerwca, 17:00 (2000)
Marcin Bojarski 32, Krzysztof Przytuła 51, 89, Łukasz Szczoczarz 69

Pasy bezapelacyjnie zwyciężyły oba mecze, ale wątpliwości budziła końcówka otoczka spotkań. Do poczytania tutaj i tutaj oraz tutaj i tutaj.

Tutaj klip z backstage'u pierwszego spotkania. Cały rewanż do obejrzenia w kawałkach tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. W czwartej części zobaczcie gdzie stoją kibice Cracovii :)

Po latach zaś pojawiło się takie info na temat drugiego meczu:

W pierwszym meczu barażowym o pozostanie w pierwszej lidze Górnik odniósł klęskę. Mariusz J. nie znał sędziego tego spotkania Roberta Małka z Zabrza. O pomoc poprosił Ryszarda F. zaznaczając, że ma na ten mecz 50 tys. zł. za zwycięstwo i 25 tys. za remis. Fryzjer wziął na siebie kontakt z arbitrem. O pomoc poprosił jednak Mariana D., wówczas szefa kolegium śląskich sędziów. Jak wynika z analizy połączeń telefonicznych - Ryszard F. trzy razy rozmawiał z Małkiem. Według prokuratury wywiązał się ze złożenia propozycji korupcyjnej. Prokuratura nie ujawnia jednak jaka była reakcja sędziego.

Okazało się, że Górnik walczył do końca :)

BARAŻ 2005

W 2005 roku emocje zdecydowanie opadają.

Widzew Łódź 1-3 Odra Wodzisław Śląski 16 czerwca, 20:00 (8000)
Rafał Pawlak 61 - Michał Stasiak 55, Mariusz Zganiacz 82, 90 (k)

Odra Wodzisław Śląski 0-1 Widzew Łódź 19 czerwca, 19:00 (5000)
Frank Egharevba 43

Odra zdecydowanie wygrywa z Widzewem i utrzymuje się w ekstraklasie. Co ciekawe, trenerem, który pogrążył łodzian był... Franciszek Smuda. Na osłodę RTS-owi - ładny gol Pawlaka z pierwszego spotkania.

BARAŻ 2006

Wreszcie ostatni jak na razie baraż.

Jagiellonia Białystok 0-2 Arka Gdynia 15 czerwca, 17:00 (7000)
Grzegorz Pilch 28, Maciej Zając 87 (s)

Arka Gdynia 2-1 Jagiellonia Białystok 18 czerwca, 15:00 (11 000)
Olgierd Moskalewicz 1, Grzegorz Niciński 3 - Jacek Chańko 76 (k)

Arka spokojnie ograła w obu spotkaniach Jagę i utrzymała się w lidze. Pierwszą bramkę w dwumeczu strzelił Grzegorz Pilch, który rok później trafił do więzienia. Cały pierwszy mecz do obejrzenia tutaj. Ten dwumecz jednak też pojawił się w kontekście meczów ustawionych.

***

Trzeba przyznać, że formuła barażowa, choć w intencjach może i szlachetna, stała się zwyczajnym konkursem kopert. Szkoda, bo systemowo to rozwiązanie sprawiedliwe i bardzo emocjonujące. Nie wstrzeliło się jednak kompletnie w czas i miejsce :)

P.

piątek, 21 kwietnia 2017
Grałem w El (Ekstra)clasico

Już w niedzielę kolejne El Clasico, Gran Derbi, wielkie starcie pomiędzy Realem Madryt a FC Barceloną. W polskiej lidze występuje obecnie jeden piłkarz, który miał przyjemność wystąpić w tym zwarciu tytanów oraz garstka zawodników, którzy terminowali w madryckim lub katalońskim gigancie.

REAL MADRYT

Tym jednym szczęśliwcem jest Miguel Palanca (ur. 1987) z Korony Kielce. Hiszpan piłkarsko ukształtował się w młodzieżowych zespołach Espanyolu Barcelona. Jego dobra postawa w rezerwach tej drużyny sprawiła, że dość niespodziewanie latem 2008 kupił go Real Madryt.

83226

Królewscy ściągnęli go raczej z myślą o swojej drugiej drużynie, ale… W stolicy Hiszpanii wówczas sporo się działo, kolejni trenerzy wymieniali całe zastępy zawodników. Ówczesny szkoleniowiec Juande Ramos również eksperymentował. Na fali tych testów w pierwszej drużynie zadebiutował 21-letni Palanka. Ba, zrobił to właśnie w Gran Derbi.

W rozgrywanym 13 grudnia 2008 roku meczu FC Barcelona – Real Madryt pojawił się na boisku już w 35. minucie zmieniając Wesleya Sneijdera. Oglądając skrót tego spotkania trzeba oddać mu, że bardzo się starał i sporo rzeczy mu wychodziło. Miał nawet świetną okazję bramkową, której nie wykorzystał.

Królewscy stracili jednak dwa gole w końcówce i przegrali 0:2. Później Palanka zagrał jeszcze tylko w dwóch spotkaniach (z Valencią oraz Mallorcą), po czym poszedł w odstawkę. Wypożyczono go do CD Castellon, występował w Elche, Numancii, australijskim Adelaide United i ostatnio w drugoligowym Gimnastiku Tarragona. Od początku tego sezonu reprezentuje Koronę i z pewnością jest tam jednym z najlepszych piłkarzy. Nie wiadomo jednak jak potoczyłyby się jego losy, gdyby trafił do siatki Valdesa… Wywiady z Palanką tutaj i tutaj.

W polskiej lidze znajdziemy jeszcze czterech innych zawodników, których kariery przebiegały przez madrycki klub.

Do Wisły Kraków trafił zimą Ivan Gonzalez (ur. 1988) - w latach 2011-2013 piłkarz Real Madrid Castilla CF, z którym grał w Segunda Division.

Fanom Białej Gwiazdy dał się on na razie poznać przede wszystkim jako kolekcjoner kolorowych kartek, ale warto pamiętać, że gość ma na koncie występy (i gola) w hiszpańskiej ekstraklasie w koszulce Malagi. Wywiady i teksty o nim tutaj, tutaj i tutaj.

W Górniku Łęczna występuje Javi Hernandez (ur. 1989). Ten hiszpański pomocnik przeszedł niemal wszystkie szczeble w Realu Madryt. Terminował w drużynie juniorów, a potem występował w zespole Real Madrid Castilla CF, znanym również pod nazwą Real Madrid B (druga drużyna Realu).

b_JAVI_HERNANDEZ_b

Nie było mu jednak nigdy dane zadebiutować w pierwszej drużynie. Szczęścia szukał zatem w niższych ligach hiszpańskich, Szwecji i Rumunii. Po cudownym debiucie w Łęcznej (dwa gole w 90.minucie dające Górnikowi wyjazdowy remis z Piastem 3:3) mocno spuścił z tonu, ale ostatnio pod ręką Smudy jakby nieco odżył. Wywiad z Javim tutaj.

Natomiast w trzeciej drużynie Królewskich, czyli Real Madrid C, występował przez 1,5 roku Szymon Matuszek (ur. 1989). Terminował tam z Kamilem Glikiem i Krzysztofem Królem. Jego koledzy zrobili jednak większe kariery. Matuszek bowiem, poza trzema sezonami na poziomie ekstraklasy (w barwach Jagiellonii, Piasta i Górnika), resztę życia spędził na zapleczu ekstraklasy. Obecnie występuje w Górniku Zabrze. Wielki wywiad z Matuszkiem tutaj, inne materiały tutaj, tutaj i tutaj, a okolicznościach transferu całej trójki (tj. Glik, Matuszek, Król) - tutaj.

Kolegą Matuszka z Górnika jest inny eks-madritista. To obrońca Dani Suarez (ur. 1990), który w latach 2010-2014 był zawodnikiem Real Madrid C, a w sezonie 2014/2015 - Real Madrid Castilla CF.

danisuarez0

Choć stolicy Hiszpanii nie podbił, to w Zabrzu są zadowoleni z jego usług. Zawsze coś.

Na zakończenie tej wymienianki jeszcze Fran Gonzalez (ur. 1989). Nowy nabytek Bytovii Bytów występował przez krótki czas w zespole juniorskim Realu Madryt.

Inni byli zawodnicy polskiej ligi, którzy występowali w Realu:

Real Madryt - Jerzy Dudek

Real Madryt C - Krzysztof Król, Kamil Glik

Real Madryt Castilla CF - Krzysztof Król (ulubieniec pewnego serwisu)

Real Madryt (juniorzy) - Felipe Godinho (Chojniczanka Chojnice)

FC BARCELONA

No dobrze, a co z drugim z drugim klubem jednego z największych klasyków Europy? W tym „ekstraklasowym Gran Derbi” górą jest Real, bo Barcelona ma tylko trzech swoich zawodników, którzy obecnie zarabiają na chleb w polskiej lidze. Dwaj występują w Śląsku Wrocław, a jeden w... Radomiaku.

Sito Riera (ur. 1987)

031D5CTGP1_1

to brat Alberta Riery, reprezentanta Hiszpanii znanego przede wszystkim z gry w Liverpoolu i Galatasaray. Sito jest „produktem” słynnej La Masii – piłkarskiej szkółki FC Barcelony. Miał on to szczęście (lub pecha, zależy jak spojrzeć), że wraz z nim w roczniku grali tacy zawodnicy jak Messi, Fabregas, Pedro czy Pique. Silna konkurencja sprawiła jednak, że nie dane mu było przeskoczyć z zespołu juniorów do choćby pierwszej drużyny. Riera przez dwa lata występował w FC Barcelona B (2005-2007), a potem przeniósł się do rezerw Espanyolu. Stamtąd trafił do Grecji, potem na Ukrainę, następnie do Kazachstanu, by wreszcie zakotwiczyć we Wrocławiu. Do poczytania o nim tutaj i tutaj.

Joan Roman (ur. 1993) do Katalonii trafił zaś dość okrężną drogą, bo przez rezerwy Manchesteru City. W Dumie Katalonii był pewnym punktem drugiego zespołu i talentem, z którym wiązano sporą przyszłość. Pomimo młodego wieku często próbowano go w pierwszej drużynie Barcelony podczas jej licznych sparingów. W efekcie Romana mogli obejrzeć polscy kibice, którzy śledzili towarzyską potyczkę Barcy z Lechią Gdańsk (2:2) w 2013 roku. Roman pojawił się wówczas na boisku już w 22. minucie i napsuł sporo krwi gdańszczanom. Później jednak, choć kilka razy była taka szansa, to nigdy nie zadebiutował w pierwszym zespole Blaugrana podczas ligowego, ani nawet pucharowego meczu. Jego dorobek w Dumie Katalonii to w sumie trzy sezony dla FC Barcelona B (2012/2013, jesień 2013 oraz 2014/2015).

Hiszpan próbował przebić się w Villarreal oraz w klubach portugalskich – S.C. Braga i Nacional Funchal (o jego karierze - tutaj). W Śląsku poza kilkoma sztuczkami technicznymi nic wielkiego jeszcze nie pokazał, swego czasu został nawet odesłany do rezerw. U trenera Urbana jednak pochodzi wychodzi z cienia i pewnie jeszcze pokaże co potrafi. Więcej do poczytania o Romanie tutaj, tutaj i tutaj, a wspólne - bardzo ciekawe! - tekst i wywiad Sito Riery i Romana tutaj i tutaj.

Wreszcie największy oryginał w tym towarzystwie - Simon Colina (ur. 1995).

MD_54363183288_FCBarcelonaBEspanyolBLig_54354474196_51356729138_352_256

Pozytywny krejzol, który ma najmocniej wyregulowane brwi na świecie i który nie kryje się z tym, że futbol to dla niego przede wszystkim forma turystyki. Przez rok terminował w drużynie juniorów Dumy Katalonii, a potem jego ścieżki wiodły przez Szkocję i Cypr do Radomia. Wywiad z nim tutaj, a tekst o nim tutaj.

Inni byli zawodnicy polskiej ligi, którzy występowali w Barcelonie:

FC Barcelona B - Andreu (Polonia Warszawa, Lechia Gdańsk) - do poczytania tutaj i tutaj

FC Barcelona C - Andreu

FC Barcelona (juniorzy) -  Andreu, Josu (Górnik Łęczna - dwa bardzo ciekawe teksty o nim tutaj i tutaj), Armand Ella (Sandecja Nowy Sącz; super ciekawy typek - do poczytania o nim tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj), Cuqui (Widzew Łódź)

*

Na zakończenie warto wspomnieć, że również wśród trenerów gościliśmy swego czasu zawodników dwóch wielkich hiszpańskich klubów. Angel Perez Garcia, trener Piasta Gliwice w sezonie 2014/2015, przez trzy lata był zawodnikiem Realu Madryt B (1977-1980), a w latach 1980-1982 zaliczył 15 meczów w pierwszym zespole (do poczytania - tutaj i tutaj). Szczególne doświadczenie z piłkarzem FC Barcelony mają z kolei Polonia Warszawa i  Lech Poznań. Stoi za nim oczywiście Jose Mari Bakero. Ten legendarny gracz Dumy Katalonii od listopada 2009 do września 2010 był trenerem Polonii Warszawa, a od listopada 2010 do lutego 2012 - Lecha Poznań.

Polecam też bardzo ciekawy wywiad z menedżerem, który ściąga Hiszpanów do Polski.

P.

środa, 12 kwietnia 2017
Norman Mapeza - od Sokoła Pniewy, przez Galatasaray, do selekcjonera Zimbabwe

mapeza_sokol

Po zwolnieniu Henryka Kasperczaka z pracy selekcjonera reprezentacji Tunezji można było usłyszeć, że oto straciliśmy swojego ostatniego człowieka na trenerskim stołku w Afryce. To nie do końca tak, bo już po Pucharze Narodów Afryki, a jeszcze przed ostatecznym pogonieniem Kasperczaka z Tunezji, selekcjonerem reprezentacji Zimbabwe został Norman Mapeza, w sezonie 1993/1994 występujący w Pniewach, po wyjeździe z których od razu zagrał w Lidze Mistrzów. Jako nowy selekcjoner Zimbabwe zadebiutował bezbramkowym remisem z Zambią, a skoro 12 kwietnia to dzień jego urodzin, tym bardziej jest okazja do przypomnienia jego historii.

Mapeza z Pniew do Galatasaray i nieudany powrót do Groclinu. Majstersztyk i niewypał

Do Polski sprowadził go, oczywiście, Wiesław Grabowski, menedżer swego czasu hurtowo podsyłający afrykańskich piłkarzy nad Wisłę. Mapeza zwykł nazywać Grabowskiego swoim przyjacielem, a w rozmowie z Dziennikiem w 2007 wśród swoich najbliższych kolegów z Pniew wymienia Tomka Rząsę "bo mówił po angielsku i pomagał mi wprowadzić się do drużyny, ale także Zenona Burzawę, Tomka Kosa, Daniela Dylusia, fajnym facetem był bramkarz Płaczek (Dariusz Płaczkiewicz - przyp. red.)". Dziesięć lat temu pamiętał jeszcze kilka polskich zwrotów, takich jak "przepraszam", "dziękuję", "zimno", "gorąco", "podaj piłkę". Jak byłoby teraz, przekonalibyśmy się chyba tylko wtedy, gdyby Polska zagrała towarzysko z Zimbabwe (swoją drogą to dziwne, że nie doszło do takiego spotkania, gdy selekcjonerem był sam Grabowski).

Na stronie legia.net Mapezę wspominał trener Adam Topolski: - Pamiętam zwłaszcza Mapezę. Był czarny, nie nadawał się do gry w środku pola. Ale nie dlatego, że brakowało mu umiejętności. Po prostu koledzy z drużyny nie chcieli mu podawać. Takie były czasy. Przesunąłem go do obrony, gdzie stopował najlepszych napastników, a po odbiorze mógł sam rozgrywać. Potem zrobił karierę w tureckim Galatasaray. W innych klubach wystarczyło pozmieniać niektórych chłopakom pozycje i poświęcić im trochę czasu. Tak było chociażby z Żurawskim, który dopiero u mnie zaczął grać w ataku, bo wcześniej był prawym pomocnikiem.

Sama Legia reprezentanta Zimbabwe nawet chciała u siebie, dowodem notka z Gazety Wyborczej z 29 czerwca 1994 roku: "Warszawska Legia zainteresowana jest pozyskaniem trzech piłkarzy Tygodnika Miliardera Pniewy. Chodzi o Normana Mapezę, Tomasza Rząsę i Piotra Kasperskiego". Zainteresowanie klubu ze stolicy Mapezą można łączyć z meczem z końca sezonu, w którym Legia wygrała z Tygodnikiem Miliarder aż 5:0, ale trudno łączyć z postawą piłkarza w tym spotkaniu. Jak widać na skrócie, Radosław Michalski i Wojciech Kowalczyk zrobili z chłopaka wiatrak.

Goście ze Stambułu musieli widzieć bardziej udane mecze Mapezy (w sumie zagrał ich w ekstraklasie 26), bo handlującemu piłkarzami Sokoła biznesmenowi Krzysztofowi Sieji (formalnie Opałowi Lubosz) zapłacili za piłkarza 500 tys. dolarów.

Dwadzieścia lat później, latem 2004 roku, po wielu latach gry w Turcji i epizodzie w Austrii, Norman Mapeza był testowany przez Groclin Dyskobolię Grodzisk Wlkp. W zespole trenera Dusana Radolsky’ego i menedżera Jerzego Kopy był próbowany w sparingu z Metalurgiem Donieck, sprawa wydawała się dopięta na ostatni guzik, ale do transferu czegoś zabrakło. - Wszystko szło super, ale nie dogadałem się z prezesem klubu - tłumaczył Norman Mapeza w Dzienniku.

Galatasaray z Mapezą w Lidze Mistrzów

Paweł Muzyka pisał na Weszło, że o Normanie Mapezie w Turcji długo opowiadano anegdotę: "Jak tylko pojawił się w Stambule, by zawrzeć umowę, działacze Galaty zaproponowali, że klub wynajmie mu samochód. Mapeza zareagował jednak zdziwieniem. - Samochód, dla mnie? Nie chcę. Mnie wystarczy rower”. Do dwóch kółek mógł być przyzwyczajony z pobytu w Pniewach.

Nie mógł być za to przyzwyczajony do sław, z jakimi przyszło mu się mierzyć w pierwszym (i jedynym) sezonie gry dla Galatasaray: Romario, Stoiczkow, Koeman, Guardiola, Bakero, Schmeichel, Giggs, Hughes, Ravelli. Zresztą, szatnię dzielił z późniejszym atakiem reprezentacji Turcji na Euro 2000 (Hakan Sukur - Arif Erdem) oraz legendą Szwajcarii (Kubilay Turkyilmaz).

W Lidze Mistrzów dla Galaty Norman Mapeza zagrał w pięciu meczach:

- FC Barcelona - Galatasaray 2:1,

- Galatasaray - Manchester United 0:0,

- IFK Goeteborg - Galatasaray 1:0,

- Galatasaray - IFK Goeteborg 0:1,

- Galatasaray - FC Barcelona 2:1.

Zarówno tych wyników, jak i swojej gry, Mapeza absolutnie nie musi się wstydzić. Co prawda na YouTube najwięcej wyświetleń ma nieudany rzut wolny Mapezy z tego ostatniego meczu, ale dłuższa analiza skrótów pokazuje, że dobrze wyprowadzał akcje, świetnie podłączał się do ataków i często próbował strzałów z dystansu. Jedyne dwa gole dla Galaty zdobył w prestiżowych derbach Stambułu z Besiktasem. To wszystko do obejrzenia na zmontowanym na tę okazję filmiku.

Ile prawdy jest w opowieści o zainteresowaniu nim ze strony FC Barcelona, tego się nie dowiemy. „Szkoda, że nie wyszło. Barcelona chciała mnie kupić po meczu z Galatasaray w Lidze Mistrzów, kiedy zagrałem naprawdę nieźle. Niestety, Turcy postawili zaporową cenę” - mówił Mapeza Dziennikowi. W meczach z Dumą Katalonii faktycznie był bardzo aktywny, powinien strzelić co najmniej jednego gola, ale jego dalsza kariera w Turcji pokazuje, że jego umiejętności jednak nie mogły wystarczyć do zatrudnienia na Camp Nou. Dużo wiarygodniejsza jest druga jego transferowa opowieść, o próbie podbicia Anglii. Jeszcze jeden fragment z Dziennika:

- Były jeszcze szanse w Anglii. W Sunderlandzie gwarantowali panu kontrakt za 20 tysięcy funtów tygodniowo, a pan wolał testy w Arsenalu.

- Suma, którą pan wymienia, jest przesadzona. Gra w Arsenal była znacznie większym wyzwaniem niż w Sunderlandzie, więc chciałem podjąć ryzyko. Nie wyszło.

Po Galatasaray, występował w Ankaragucu, Altay SK, Dardanelsporu, znów Altay, epizod w Austrii - w Ried, Gaziantepspor i Malatyaspor, w Zimbabwe w barwach CAPS United, a karierę zakończył w RPA jako piłkarz Ajaxu Kapsztad.

Już raz, tymczasowo, był selekcjonerem Zimbabwe. Teraz przyjął tę propozycję, choć jednocześnie prowadzi FC Platinum, czołowy zespół ligi w Zimbabwe. Jest selekcjonerem tymczasowym, ale raczej zostanie już nim na stałe. Jak przekonuje - „robi to dla kraju, dla kraju, dla kraju”. Machnął ręką na tysiące dolarów, które federacja piłkarska jest mu winna za poprzedni okres pracy. Federacja z kolei puściła w niepamięć oskarżenia o udział Mapezy w handlu meczami.

Historii Mapezy, przenoszącego się z Pniew do Ligi Mistrzów, zapomnieć jednak nie sposób.

B.

Szczegółowe dane na temat występów Normana Mapezy w Turcji dostępne są na stronie: http://www.mackolik.com/Futbolcu/49313/Norman-Mapeza

środa, 29 marca 2017
Tylko ławka (przykro mi)

Pisałem wczoraj na facebookowym profilu bloga o Piotrze Mosórze i o tym, że jest jednym z tych zawodników, którzy zasiadali na ławce rezerwowych reprezentacji Polski, ale nigdy w niej nie wystąpili. Gdy zauważyłem, że zestawienie ławkowiczów powstało już niemal osiem lat temu, to postanowiłem je zaktualizować.

Poniżej więc lista zawodników, którzy w spotkaniach kadry (od IX 2009 do III 2017) byli rezerwowymi, ale nie dane było im nigdy wybiec na murawę z orzełkiem na piersi.

Bartosz Kaniecki - [XII 2010] POL - BiH 2:2

Wojciech Kaczmarek - [III 2011] LIT - POL 2:0, GRE - POL 0:0; [V 2014] GER - POL 0:0

Tomasz Hołota - [XI 2013] POL - SŁO 0:2 i POL - IRL 0:0

z14965088QTomaszHolotaprzedmeczemreprezentacjiPolskize

Dariusz Trela - [I 2014] POL - NOR 3:0 i POL - MOL 1:0

Radosław Janukiewicz - [V 2014] GER - POL 0:0

Rafał Janicki - [XI 2014] POL - SZW 2:2; [III 2015, el.EURO] IRL - POL 1:1; [VI 2015] POL - GRE 0:0

11348314_1410041065991083_997591209_n1

Tomasz Kędziora - [VI 2015, el.EURO] PL - GRU 4:0

tomasz-k%C4%99dziora-393x393

Patryk Tuszyński - [VI 2015] POL - GRE 0:0

107cec612712e3a79102a15295da4991

Kilka wniosków nasuwa się po przejrzeniu powyższych nazwisk. Po pierwsze, jest ich niewiele. Oznacza to, że jeśli jakiś zawodnik jest w kręgu zainteresowań selekcjonera, to zwykle prędzej czy później doczeka się debiutu (przy okazji - analizując składy reprezentacji przypomniałem sobie o kilku "zaskakujących" reprezentantach w stylu Rafał Leszczyński, I-ligowy wówczas Maciej Wilusz albo Sebastian Małkowski czy Jakub Słowik). Po drugie, połowa towarzystwa (4 z 8) to bramkarze. Nie szło ich już upchnąć na boisku. Po trzecie, nie przed wszystkimi drzwi są już zamknięte. Jestem spokojny, że Tomasz Kędziora jeszcze zagra w kadrze. Po czwarte wreszcie, przykro musiało być Wojciechowi Kaczmarkowi i Rafałowi Janickiemu, którzy aż trzykrotnie obserwowali zawody z ławki.

To jeszcze czyniąc zadość kompletności aktualizacji zestawienie zawodników, którzy jako rezerwowi obejrzeli dwie ostatnie imprezy.

EURO 2012: Grzegorz Sandomierski, Marcin Kamiński, Artur Sobiech, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak, Rafał Wolski

EURO 2016: Artur Boruc, Jakub Wawrzyniak, Bartosz Salamon, Karol Linetty, Mariusz Stępiński

Ciekawostka - Jakub Wawrzyniak pojechał na EURO 2012 i 2016, ale w żadnej z imprez nie zagrał ani minuty. Eurowiczem jednak może się mianować, ponieważ... wystąpił w jednym meczu EURO 2008 :)

P.

środa, 22 marca 2017
Evensen i Karslen, norwescy pionierzy

Harmeet Singh został właśnie piłkarzem Wisły Płock. To czwarty w historii zawodnik z Norwegii goszczący w naszej ekstraklasie, ale pierwszy seniorski reprezentant tego skandynawskiego kraju. Singh uzbierał trzy mecze, z czego jeden - a jakże - z Polską. Działo się to w styczniu 2014 roku, a biało-czerwoni wygrali 3:0.

2632224710

Przy okazji transferu Singha z rozrzewnieniem cofnąłem się do czasów, gdy norwescy pionierzy dopiero dokonali futbolowego rozdziewiczenia naszej ekstraklasy. Działo się to późną jesienią 2000 roku, a skandynawskimi przybyszami byli Vidar Evensen (ur. 1971) oraz Kenneth Karlsen (ur. 1973). Obaj zameldowali się w Widzewie Łódź. Trochę od czapy i zupełnie niespodziewanie.

Evensen był obrońcą, związanym pozostawał przede wszystkim z Strindheim (awans i spadek z ekstraklasy) oraz Kongsvinger IL (cztery sezony w ekstraklasie i spadek). Silny fizycznie, doświadczony i solidny zawodnik, rozpoznawalny w ojczyźnie, ale balansujący między najwyższym szczeblem rozgrywek a jego zapleczem (w Tippeligaen rozegrał prawie 150 meczów).

38BANENS_BESTE_954314a

Karlsen także był obrońcą, ale grał także na pozycji defensywnego pomocnika. Był mniej rozpoznawalny od Evensena. Występował w Strømsgodset IF, w ekstraklasie, ale przede wszystkim na jej zapleczu, będąc przez wiele lat kapitanem zespołu.

karlsen

Okoliczności ich przybycia do Łodzi nie są do końca jasne. Trudno dziś bowiem określić, kto wpadł na pomysł ich ściągnięcia, ale pamiętać należy, że Widzew prowadził wówczas dość szaloną politykę transferową. Panowie mieli być krótkoterminowym (z góry założono kilkumiesięczny pobyt) wzmocnieniem linii defensywnej wobec plagi kontuzji, kartek i innych niedyspozycji dostępnych w kadrze obrońców (swoją drogą akurat obrona łodzian była wówczas dość solidna - grali w niej m.in. Bogusz, Michalczuk, Stasiak, Stolarczyk, Urbaniak). Dodatkowe dziwactwo stanowił fakt, że Norwegowie dotarli do Polski już w głębokim środku rundy jesiennej.

Chłopaki jednak były i trzeba było coś z tym fantem zrobić. Obaj zadebiutowali 28.10.2000 w meczu z Polonią Warszawa (1:3), a potem zaliczyli jeszcze dwa (Evensen) i trzy (Karlsen) mecze. Runda się skończyła, Skandynawowie spakowali się i wrócili do domu. Kropka.

W ojczyźnie jeszcze trochę pograli w piłkę, najpierw w Strømsgodset IF, a po spadku zespołu - w drużynach z niższych lig. Solidarnie w 2007 roku zakończyli swoje profesjonalne kariery i wzięli się za trenerkę. Karlesn objął trzecioligowy Mjondalen (później został jego dyrektorem sportowym), a  Evensen zasiadł na ławce FK Ørn Horten.

Jaki wpływ na ich kariery miał pobyt w Polsce? Najpewniej żaden. Czy kibice zapamiętali ich występy w Widzewie? Raczej nie. Ale do historii naszej ekstraklasy i tak przeszli - jako pierwsi Norwegowie. Evensen i Karlsen. Na zawsze w naszych sercach :)

P.