Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 02 listopada 2017
Graham Taylor - trener-rzepa najsłabszej Anglii. Mocna rola Polski w filmie "Do I Not Like That"

 Gra

- Robią wszystko to, co mówiliśmy im, by tego nie robili. Wszystko, czego nie mieli robić!

Graham Taylor jako rzepa - Turnip Taylor

Każdy selekcjoner uruchamia proste skojarzenia. Gdy w Polsce myślisz o Januszu Wójciku - myślisz o bajkopisarstwie i kiełbasach w górę. Jacek Gmoch to - już z późniejszych lat - analizy ze strzałkami. Jerzy Engel - wąs i szczęśliwy płaszcz. Waldemar Fornalik - brak uśmiechu. Antoni Piechniczek - medal z 1982 i kominek w Wiśle. W Anglii, nie ma mocniejszego skojarzenia niż Graham Taylor = rzepa. W przegranym 1:2 meczu o półfinał mistrzostw Europy ze Szwecją, po godzinie gry zdjął z boiska Gary’ego Linekera, a od następnego dnia przez The Sun i sporą część angielskich kibiców był porównywany właśnie do tego, popularnego w Szwecji warzywa (potem był też hiszpańską cebulą, może tych warzyw było jeszcze więcej; ciekawe, czy angielskie dyskonty wypuściły w swojej wersji świeżaków Rzepę Grahama...). Nagłówek: Szwecja 2 - Rzepy 1.

 taylor_rzepy

W meczach o punkty wygrywał tylko ze słabiutką wtedy Turcją, z San Marino (choć Gualtieri strzelił rekordowego gola po 8 sekundach) i z Polską (tylko u siebie, w Poznaniu i Chorzowie było 1:1). Pokonać nie umiał ani Irlandii (dwa remisy), ani Danii i Francji (po 0:0 na Euro 1992), ani Holandii i Norwegii (remisy u siebie, porażki na wyjeździe w eliminacjach World Cup 1994). Nie było drugiego selekcjonera reprezentacji Anglii, który miałby z nią tak słabe wyniki, ale i nie było drugiego, który byłby tak wyszydzany. A nawet - którym tak okrutnie by pogardzano. - Znowu zostałem opluty na stadionie przez kogoś z trybun, nie wiem, który to już raz. Federacja powinna coś z tym zrobić - irytował się na chamstwo angielskich kibiców już w 1995, po odejściu z kadry.

Polska - Anglia 1993. Graham Taylor a.k.a. Do I Not Like That

Presję, którą podczas kadencji selekcjonera Anglii musiał czuć zmarły w tym roku Graham Taylor, świetnie pokazuje dokument z eliminacji do mistrzostw świata 1994. „Do I Not Like That” (znany też jako „An Impossible Job”). Tytułowe, pokraczne zawołanie „Do I Not Like That”, Graham Taylor rzuca z ławki tuż przed tym, gdy jego Anglii gola w Chorzowie strzelił Dariusz Adamczuk. To - obok rzepy - jego drugi znak rozpoznawczy. Tutaj fragment, link do całego filmu na końcu wpisu.

Cudnych obrazków ze Stadionu Śląskiego - i w ogóle z pobytu Anglików na Śląsku - jest w tym filmie więcej. Taylor narzeka na organizację treningu - nieprzyciętą trawę i puszczonych samopas kibiców, wałęsających się tuż obok trenujących graczy, a na końcu rzucających się po autograf. Widzimy przejazd autokaru przez Katowice, szatnie w Chorzowie (te szafki!) i konferencję prasową z Andrzejem Strejlauem. Słyszymy, jak w przerwie meczu spiker ogłasza, że „młodszy brat czeka przy dyspozytorce”. To historyczny dokument też z perspektywy polskiego kibica, a już zwłaszcza dla Stadionu Śląskiego, który przecież po tamtym spotkaniu miał prawie czteroletnią przerwę w goszczeniu reprezentacji Polski.

Polska - Anglia 1:1 - Chorzów, 1993. Stadion Śląski, szatnia Anglików. Poland - EnglandPolska - Anglia 1:1 - Chorzów, 1993. Stadion Śląski, Graham Taylor, Andrzej Strejlau, Poland - England

Graham Taylor - poszukiwany żywy lub martwy

Zwycięstwa z Polską były tak naprawdę jedynymi sukcesikami kadencji Grahama Taylora. Do Euro 1992 wszedł też dlatego, że Polacy odebrali punkty Irlandii, z tego awansu cieszył się zresztą po remisie w Poznaniu (co ciekawe, murawę stadionu przy Bułgarskiej, Taylor bardzo chwalił). Mimo prowadzenia, nie był w stanie pokonać na Wembley ani Norwegii (z 1:0 na 1:1), ani Holandii (z 2:0 na 2:2). Jasne, mógłby powiedzieć, że rywale Anglików na boisku wyczyniali cuda wręcz niewyobrażalne - od strzału życia Kjetila Rekdala po majstersztyk Dennisa Bergkampa. Ale Anglicy grali zwyczajnie źle, kibice gwizdali na nich nawet w wygranym ostatecznie wysoko meczu z San Marino. A jednak długo byli w grze o mundial w Stanach, długo wydawało się, że znów się prześlizgną, jak w poprzednich eliminacjach. Wtedy jednak przyszła porażka w Oslo.

Jak po porażce ze Szwecją, angielska prasa była histeryczna. „To koniec świata” - obwieszczał na pierwszej stronie The Daily Star, jak po remisie i odpadnięciu z Polską w 1973. „Werdykt na Taylor’a - wynoś się” - to już The Mirror, który apelował też: „Przyjdź numerze piąty” (Taylor był bowiem czwartym trenerem reprezentacji od 1966 roku, kiedy Anglicy sięgnęli po tytuł mistrza świata). „Szanse Anglii zawisły na włosku po nocy w Oslo. W tym meczu jałowa technika graczy przerażała nie mniej niż taktyczne pomyłki Taylor’a” - napisał The Times. The Guardian stwierdził, że „Norwegowie znowu przekraczają Atlantyk zostawiając Anglię na jej małej, wąskiej ziemi”. Po meczu 3,5 tysiąca ludzi wzięło udział w telewizyjnym plebiscycie odpowiadając na pytanie, „czy Taylor powinien odejść?”. 95 proc. powiedziało „tak”. Po Oslo piłkarze wzięli trenera w obronę, ale to było tylko słowa. - On nie zrobił nic złego - mówił Ian Wright. - To nasza wina. To my się skompromitowaliśmy. Nie mogę czytać gazet, oglądać telewizji i słuchać radia. To, co się stało, boli mnie jeszcze bardziej - dodawał David Platt. Akurat tę dwójkę, ze wszystkich angielskich piłkarzy, „winiłbym najmniej”.

Graham Taylor Turnip Dead Or Alive England Daily Mirror

Atmosferę miał polepszyć letni turniej towarzyski w USA. Ale Anglicy przegrali ze Stanami i jazda bez trzymanki była kontynuowana. „Zrezygnuj, zrezygnuj” - nawoływał Daily Mirror i zamieszczał zdjęcie Taylor’a, podobne do listów gończych z Dzikiego Zachodu, z podpisem: „Poszukiwany żywy lub martwy. Graham Taylor - wyjęty spod prawa w angielskim futbolu”. „Angielski futbol umarł ze wstydu” - to tytuł z Daily Expressu. "Yanks (USA) 2 Planks (deski) 0" - nagłówek z "The Sun".

Wszystko skończyło się po rewanżu z Holandią. - Co tu u diabła się dzieje?! Jeśli ktokolwiek mi powie, że sędziowanie w światowej piłce nożnej jest obiektywne i rzetelne, to znaczy, że żyjemy w różnych światach - wołał Graham Taylor na konferencji po meczu w Rotterdamie. Poszło o sytuację, w której David Platt był faulowany przez Ronalda Koemana. Nie było ani rzutu karnego, ani czerwonej kartki. A na dodatek - Koeman strzelił pierwszego gola dla Holandii. Taylor wiedział, że to jego koniec. Powiedział to nawet sędziemu technicznemu.

- Widzisz, na koniec dnia, będę zwolniony. Powiedz swojemu koledze-sędziemu, że swoimi decyzjami doprowadził do zwolnienia mnie.

Graham Taylor, Elton John i wielki Watford

Ale to nie przez jednego słabego sędziego przestał być trenerem reprezentacji Anglii. Graham Taylor był kiepskim, beznadziejnym wręcz selekcjonerem. Jak pisał Krzysztof Mrówka w Wyborczej: "Powołał 79 piłkarzy i nigdy nie miał drużyny". Jego chyba jedyną zasługą było publiczne stwierdzenie, że Paul Gascoigne ma problem z alkoholem i trzeba coś z tym zrobić. Natomiast nie jest tak, że zawsze o problemach mówił i chciał się z nimi mierzyć. Jak wynika z relacji opublikowanych już po jego śmierci, gdy pracował w Aston Vilii, miał sygnały, że w klubie dochodzi do molestowania młodzieży. Miał powiedzieć, że lepiej sprawę wyciszyć.

Graham Taylor trenerem ligowym był natomiast wybitnym. W 1972 roku, w Lincoln, zaczął pracę trenerską w wieku zaledwie 28 lat! Był najmłodszym menedżerem w historii ligowego futbolu angielskiego! Od 1977 r., przez dekadę, pracował w Watford Eltona Johna i doprowadził klub z IV ligi do wicemistrzostwa Anglii! Tam nikt nie nazwie go rzepą.

Graham Taylor zmarł 12 stycznia 2017 roku.

B.

Którzy odeszli: Andrzej Biedrzycki

Nic nie poradzę - kiedy myślę o Stomilu Olsztyn z okresu mojej największej fascynacji polską ekstraklasą (czyli drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych), to zawsze pojawia się on. Andrzej Biedrzycki, zmarły nagle 21.04.2017.

z21713120IERPogrzebAndrzejaBiedrzyckiego

Jest on jednym z najtrwalszych symboli olsztyńskiego klubu. Z ośmiu sezonów, które Stomil spędził w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej, Biedrzycki rozegrał w jego barwach siedem. Choć jest wychowankiem Tęczy Biskupiec, to już w wieku 15 lat trafił do Olsztyna i... został. Ze swoją ukochaną drużyną AB grał najpierw w III (do 1988), a później w II lidze. W sezonie 1993/1994 wywalczył historyczny awans do ekstraklasy. Zespół prowadzony przez Bogusława Kaczmarka i Józefa Łobockiego wyprzedzając w tabeli m.in. Petrochemię Płock, Motor Lublin, Jagiellonia Białystok czy GKS Bełchatów. Za ten triumf zawodnicy otrzymali w ramach nagrody Fiaty 126p, które po ostatnim meczu w sezonie miały wjechać na murawę stadionu przy al. Piłsudskiego. Sam Biedrzycki wspominał to tak: "Kiedy wchodziliśmy do I ligi, to było biednie, ale godnie. Jako premie za awans dostawaliśmy „malucha” na dwóch. Większość chłopaków sprzedawała samochody i dzieliła się pieniędzmi po połowie" (źródło). Ciekawa to była załoga, w składzie znajdowali się m.in. Jarosław Talik, Bogusław Oblewski, Tomasz Sokołowski, Sylwester Czereszewski, Bartosz Jurkowski, czy Dariusz Jackiewicz.

Później w latach 1994-2001 olsztynianie nieprzerwanie występowali wśród najlepszych (tutaj zdjęcie zespołu, który rozpoczął pierwszy sezon na szczycie 1994/1995). Losem Stomilu była jednak zwykle walka o utrzymanie, a największymi sukcesami zajęcie 6. miejsca w I lidze w sezonie 1995/96 oraz dotarcie do 1/4 finału Pucharu Polski w 1998/99 i 2000/01. Z ekstraklasą klub pożegnał się w sezonie 2001/2002 (już bez Biedrzyckiego w składzie, który na sezon przeniósł się do Jagiellonii, ale po spadku Stomilu do II ligi wrócił jeszcze na rok, by go wspomóc).

W tym czasie Biedrzycki wykopał sobie wyjątkowe miejsce w klubowej Hall of Fame. Został bowiem zawodnikiem, który rozegrał najwięcej spotkań w ekstraklasie w barwach Stomilu - 196 (kolejny Artur Januszewski ma ich na koncie 129), spędził także najwięcej minut na ekstraklasowych boiskach (AB - 1625; Januszewski - 11297). I to wszystko, mimo że debiutował na najwyższym szczeblu w wieku 28 lat!

Jak przystało na rasowego defensora z lat 90-tych dość rzadko za to trafiał do bramki przeciwnika. W ekstraklasie udało mu się to tylko dwukrotnie (w przegranych meczach z Górnikiem Zabrze [2:3] i Odrą Wodzisław [1:3]). Łącznie, od sezonu 1987/88 do 2002/2003, zagrał w olsztyńskim klubie w 397 ligowych meczach, w których zdobył 27 bramek (tylko w ekstraklasie zatem trafiał rzadko).

Zaraz po zakończeniu kariery wziął się za pracę trenerską. Prowadził przez 8 miesięcy zespół Stomilu, potem też takie ekipy jak Warmia i Mazury Olsztyn (awans do III ligi), Mrągowia Mrągowo, Dobromiejski Klub Sportowy, znowu Mrągowia Mrągowo, OKS Olsztyn (tutaj jako dyrektor sportowy), Start Działdowo, czy GKS Wikielec. Od lipca 2016 był asystentem trenera i kierownikiem Stomilu Olsztyn (a do 2014 również dyrektorem sportowym).

15 kwietnia 2017 zasłabł podczas treningu i trafił do szpitala, gdzie 21 kwietnia zmarł.

Po jego śmierci Stomil zastrzegł numer 2, z którym grał w tym klubie. Do jego grobu została zaś złożona najważniejsza flaga Stomilowców - pierwsza flaga "Stomil Olsztyn - Duma Warmii", która wisiała na stadionie w latach 90', kiedy Stomil grał w ekstraklasie (obecnie fani wywieszają replikę).

Polecam również lekturę tych i tych wspomnień.

Nazwisko Biedrzycki jednak nie zniknie jeszcze przez jakiś czas z futbolowych kronik. W piłkę grają bowiem dwaj synowie Andrzeja: Igor (ur. 1993; obecnie w Huraganie Morąg; przedtem m.in. Znicz Pruszków i Stomil) oraz Wiktor (ur. 1997; obecnie w Stomilu).

P.

środa, 02 listopada 2016
Którzy odeszli: Cesare Maldini

Należę już do pokolenia, które z boiska zna wyłącznie jego syna - Paolo Maldiniego. Cesare kojarzę już tylko z ławki trenerskiej, choć aura legendy AC Milan wciąż nad nim się unosiła. Cesare Maldini, wielki kapitan wielkiej drużyny przełomu 50. i 60. lat.

mal

Jego piętnastoletnią karierę piłkarską długością bije jednak aktywność trenerska. Szkoleniem kolejnych pokoleń zawodników zajmował się bowiem aż trzy dekady (1972 - 2002). Pomimo historycznego oddechu jego pracy w tej branży, to rzadko gościł on w Polsce. Jako pierwszy trener seniorskich drużyn (ma on też w dorobku także pracę asystenta dorosłej kadry Włoch oraz zawiadowanie kadrą U-21 [trzy mistrzostwa Europy z rzędu - 1992, 1994 i 1996!]) raptem dwukrotnie meldował się on w naszej ojczyźnie.

W październiku 1972 roku prowadzeni przez niego rossoneri w 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharu trafili na Legię Warszawa. W stolicy Polski było 1:1 (gole: Deyna - Golin). Opis tego wydarzenia można znaleźć tutaj. W rewanżu zaś lepsi okazali się Włosi (2:1), ale aby to udowodnić potrzebowali dogrywki (gole: Zignoli, Chiarugi - Pieszko). AC Milan zwyciężał w całych rozgrywkach, ale to Wojskowi byli drużyną, która postawiła im największy opór.

Druga wizyta odbyła się niemal ćwierć wieku później. W eliminacjach do MŚ 1998 los skojarzył Polaków właśnie z prowadzonymi przez Maldiniego Włochami (a także Anglią, Gruzją i Mołdawią). W kwietniu 1997 roku w Chorzowie padł bezbramkowy remis, mimo że to biało-czerwoni mieli lepsze okazje do zdobycia bramki.

W rozgrywanym kilka tygodni później rewanżu nie było już przebacz i Orły Piechniczka dostały już od ekipy Maldiniego prawdziwego łupnia (0:3).

Potem Squadra azzura awansowała na MŚ 1998. Tam zasadniczo pokazała się z dobrej strony (2:2 z Chile, 3:0 z Kamerunem, 2:1 z Austrią w grupie, 1:0 z Norwegią w 1/8), ale odpadła w ćwierćfinale (0:0 i k. 3:4 z Francją), zawodząc chyba jednak nadzieje swoich fanów. Po mundialu Maldini podał się do dymisji.

Na marginesie można wspomnieć, że mistrzostwa wrócił on cztery lata później. Dość niespodziewanie otrzymał propozycję prowadzenia reprezentacji Paragwaju na MŚ 2002. Jego podopiecznym udało się wyjść z grupy prezentując ofensywną piłkę (2:2 z RPA, 1:3 z Hiszpanią i 3:1 ze Słowenią), jednak w 1/8 finału przegrali z Niemcami (0:1). 70-letni wówczas Maldini był najstarszym selekcjonerem uczestniczącym w tamtym turnieju.

Cesare Maldini już nie poprowadzi żadnej drużyny na mundialu, ani nie odwiedzi Polski.

Zmarł 3 kwietnia 2016 roku w wieku 84 lat.

P.

PS O Cesare wspominaliśmy już kiedyś na blogu tutaj. A Maldiniemu jr. poświęciliśmy nawet tryptyk.

wtorek, 01 listopada 2016
Którzy odeszli: I am Ali

ali

- To jest mikrofon. Kiedy będziesz dużą dziewczynką, będę ci włączał to nagranie, byś mogła posłuchać, jak to było, gdy byłaś mała - mówi Muhammad Ali do swojej córeczki.

Kaseta w magnetofonie, przyciskamy play i słuchamy, jak wielki bokser gawędzi ze swoimi małymi dziećmi. Nagrań, które stanowią osnowę dokumentu "I am Ali" - prosto od twórców fantastycznego "Sugarmena" - jest kilkanaście, to one w dużym stopniu sprawiają, że ten film to coś większego niż tylko the best of Ali na YouTubie w wersji HD.

To w równym stopniu historia tego - proszę wybaczyć banał - kim był jako człowiek, jak i jakim był bokserem. A może przede wszystkim to opowieść o tym, kim był Ali jako rodzic.

Boks? O tym jak podczas walk dogadywał rywalom - na to mocno czekałem - opowiada tu tylko George Foreman. Samych szopek dookoła walk oglądamy jednak kilka. Zagorzali fani boksu za wiele nowego w warstwie sportowej w tym filmie pewnie nie dostają, ale ja do nich nie należę, więc np. ujęcia z Zairu sprzed "Rumble in the Jungle" zdają mi się być prawdziwą perłą.

Dokument miał premierę 20 miesięcy przed śmiercią legendy sportu, ale na szczęście nie jest zbyt rzewny. O chorobie sportowca wspomina się w zaledwie kilku zdaniach. Jest za to wzruszająco, gdy trener opowiada historię ciężko chorego chłopca, wspieranego przez pięściarza.

Pewnie najlepiej to, jaki był Muhammad Ali, oddaje opowieść o słynnej okładce magazynu "Esquire". Jak zgodę na pozowanie a'la św. Sebastian musiał mu dać jego duchowy mentor. Sama sesja zdjęciowa też trwała długo, jak wspomina fotograf:

- Strzały nie chciały się trzymać. A on sam strasznie się wiercił. Wymagał dużo uwagi.

Taki już był Muhammad Ali.

B.

wtorek, 03 listopada 2015
Którzy odeszli: Adam Grad

grad1

Miałem to szczęście, że pierwszy sezon ekstraklasy, który pamiętam (1994/1995), był też ostatnim, w którym grały aż trzy kluby z Poznania: Lech, Olimpia i Warta. Całej tej trójce starałem się kibicować ze wszystkich sił, jakie może mieć 7-8-latek - przy czym było to kibicowanie na zasadzie sprawdzania wyników w studiu S-13, sporcie po "Wiadomościach" oraz gazetach sportowych.

Całej trójce - czyli Olimpii też. Po reakcjach braci wyczuwałem, że coś z tym klubem jest nie tak, ale widocznie uznali, że gwardyjsko-milicyjne pochodzenie oraz rządy Bolesława Krzyżostaniaka to zbyt skomplikowane sprawy, by mnie wtedy z nimi zaznajamiać.

Olimpię, a później Olimpię / Lechię Gdańsk upodobałem sobie jako jeden z kilku zespołów do gry w piłkarzyki na sprężynkach, w naszym domu nazywane od wydawanego dźwięku "Brzdęk Brzdęk" (wszystkie prawa do nazwy zastrzeżone). Każdy zawodnik na sprężynce był przyporządkowany do jednego prawdziwego piłkarza. Jednym z najlepszych w Olimpii i w mojej grze był Adam Grad.

Przeżył 45 lat, zmarł 7 lutego tego roku, a ja tego dnia zacząłem się zastanawiać, czy widziałem *w całości* choć jeden mecz z jego udziałem. Raczej nie.

Tak już się życie Adama Grada potoczyło - gdy wydawało się, że lada moment odniesie sukces (lub chociaż sukcesik), domek z kart się zawalał. Najlepszy (i chyba zresztą jedyny kompetentny) tekst na ten temat napisał Antoni Bugajski w Przeglądzie Sportowym. Adam Grad kolejny raz miał złamać zakazu balowania nałożony przez Janusza Wójcika. Czy gdyby tego nie zrobił, zostałby gwiazdą igrzysk w Barcelonie? Czy w ogóle by na nie pojechał? Trudno powiedzieć - umówmy się, że olimpijska napastników miała wybornych, a Adam Grad sezon 1991/1992 skończył z zaledwie dwoma golami ligowymi dla ŁKS (Mirosław Waligóra miał ich aż 20, Andrzej Juskowiak i Wojciech Kowalczyk - po 11, Grzegorz Mielcarski - 9).

Janusz Wójcik musiałby być naprawdę sentymentalny i pamiętać, że to właśnie Adam Grad dał pierwsze zwycięstwo w debiucie tamtej jego drużyny. To był towarzyski mecz z Bułgarią w Jaworznie (22.08.1989).

Polska zagrała w składzie: Kłak - Adamczyk, Łapiński, Wałdoch, Gajewski - Kamiński (69. Drączkowski), Koseła, Pyc (29. Brzęczek), Tułacz (72. Wilk) - Staniek (82. Jaworek), Grad. Gole: Grad 33., 35.

Potem strzelił też z Izraelem i w dużo ważniejszej, eliminacyjnej grze z Turcją.

Zaczynał w Energetyku Łódź, a spośród kilkunastu klubów, z którymi był związany, najbardziej kojarzony jest z Łódzkim Klubem Sportowym. Tu wypłynął na szerokie wody, gola zdobył już w debiucie z Pogonią. Na youtube znaleźć można jednego jego gola z czasów ŁKS (pierwszy film od 2:05) i jednego z Olimpii z derbów Poznania z Lechem (drugi film).

 

Objechał Polskę od Jeleniej Góry (Karkonosze trenowane przez Marka Chojnackiego, z Pawłem Primelem w bramce i Januszem Gałuszką w obronie) do Białegostoku (17 goli Grada nie uratowały Jagiellonii przed spadkiem do III ligi - więcej na Jurowiecka 21), od Tychów po Gdańsk - dwa żegnające się z ekstraklasą miasta. Grał i w Koninie, i w Krotoszynie, i w Mławie, i w Skierniewicach, i w Staszowie, i w Tarnobrzegu i na końcu w Tuszynie. I w tureckim Kayserisporze też.

Pewnie najbliżej wyjścia na prostą był w Koronie Kielce.

Zanim Korona po wejściu Kolportera zatrudniła jako trenera Dariusza Wdowczyka, to właśnie Adam Grad - jako najbardziej doświadczony z nowych piłkarzy - prowadził treningi po Tomaszu Muchińskim. W sezonie 2002/2003 był wielkim liderem Korony i - z 15 golami - jej najlepszym strzelcem. Ale ligę wyżej weszła wtedy Cracovia, a już po jesieni 2003 miał się pakować i wyjeżdżać z Kielc. I na wyższy poziom Adam Grad już nie wszedł.

grad2

B.

 
1 , 2 , 3 , 4