Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 14 sierpnia 2014
Odkrycia mistrzostw na mapie klubowej

W weekend startują największe europejskie ligi. W klubowych rozgrywkach na całym kontynencie będzie można oglądać wiele odkryć brazylijskiego mundialu. Czy fakt, że błysnęły one podczas mistrzostw sprawi, że także w sezonie ligowym pokażą się z dobrej strony?

Zakończony niedawno mundial był niezwykły nie tylko dlatego, że błyszczały na nim największe futbolowe gwiazdy, co jak wiemy nie zdarza się aż tak często. Na południowoamerykańskich murawach ciekawie zaprezentował się także szereg mniej znanych lub też zupełnie nieznanych zawodników. O tym, gdzie ich szukać po mistrzostwach na klubowej mapie świata, będzie właśnie ten tekst.

O ile w drużynie mistrzów świata trudno o jakąkolwiek anonimowość, o tyle w ekipie wicemistrzów równie istotną rolę co Messi i Di Maria odegrali zawodnicy zorientowani raczej na bronienie niż atakowanie. Marcos Rojo (Sporting Lizbona) był jednym z najlepszych obrońców mundialu, a w trudnych chwilach nie zawiedli Lucas Biglia (Lazio Rzym) i Enzo Perez (Benfica Lizbona).

Zastęp kapitalnych młodych zawodników zaprezentowali brązowi medaliści - Holendrzy. Co ciekawe jednak niewielu z nich zmieniło po mundialu pracodawcę. Jednym z nielicznych był świetny Stefan de Vrij, który zamienił Feyenoord na rzymskie Lazio. Wciąż w ojczyźnie występują Daley Blind i Jasper Cillissen (Ajax) oraz Memphis Depay i Georginio Wijnaldum (PSV). W Anglii na życie zarabiać będą natomiast Leroy Fer (Norwich),

niemłody już Rob Vlaar (Aston Villa) oraz bohater rzutów karnych w meczu z Kostaryką Tim Krul (Newcastle).

Strasznie żałuję, że Kolumbijczyków sparaliżował ćwierćfinał z Brazylią. Myślę, że drużyna miała potencjał nawet na grę w finale. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że kilku zawodnikom udało się tak wypromować, że jeszcze przez dłuższą chwilę będziemy mogli ich podziwiać w topowych klubach.

O Jamesie Rodriguezie nawet nie piszę, bo jego transferem z Monaco do Realu żył cały futbolowy świat. Teraz czekam tylko aż jakieś piłkarskie mocarstwo stanie się pracodawcą drugiego ofensywnego asa Kolumbii - Juana Cuadrado (Fiorentina). Ot, choćby taki tranzyt jaki zaliczył koń pociągowy kadry, Pablo Armero, który zamienił Udinese na AC Milan. Albo golkiper David Ospina, który francuskie Nice zamienił na Arsenal Londyn. Warto też obserwować Juana Quintero z FC Porto - ma chłopak talent.

Najlepszym obok Manuela Neuera bramkarzem mistrzostw był genialny Keylor Navas. Wiemy już, że od niedawna zarabia on na chleb w Realu Madryt. Zobaczymy co na to Iker Casillas. Angaż w Arsenalu, a w zasadzie szansę na powrót do drużyny po wypożyczeniu do Olympiakosu, wypracował sobie Joel Campbell. Dobre wrażenie wielkim sercem do gry zrobił na mnie również Yeltsin Tejeda (Deportivo Saprissa), który orał jak dzik w środku pola. Tylko to imię nieco przeraża.

Świetnie zaprezentowała się także cała reprezentacja Belgii, ale muszę przyznać, że byłem pod ogromnym wrażeniem Kevina De Bruyne'a (Wolfsburg). 23-latek dyrygował drużyną jak stary wyga. Pięknie pokazał się również jeden z najmłodszych uczestników mundialu - 19-letni Divock Origi. W nagrodę Liverpool kupił go z Lille, po czym... wypożyczył do Lille.

Algieria po kiepskim otwarciu z Belgami grała już później tylko coraz lepiej (Korea 4:2, Rosja 1:1, Niemcy pd. 1:2). Mózgiem Lisów Pustyni był w środku pola już dość dobrze znany Sophiane Feghouli (Valencia), ale nie byłoby tych wszystkich sukcesów, gdyby nie wyjątkowy bramkarz Rais M'Bohli.

Swoimi kapitalnymi interwencjami zapracował on sobie na transfer z bułgarskiego CSKA Sofia do Philadephii Union (liga MLS). Ofensywną siłą zespołu byli Islam Slimani (Sporting Lizbona), niezwykle ruchliwy Yacina Brahimi (zamienił Granadę na FC Porto) oraz Abdelmoumen Djabou (Club African, Tunezja). Warto także obserwować błyskotliwego Saphira Taidera (wypożyczenie z Interu Mediolan do Southampton).

Również golkiper był chyba najjaśniejszą gwiazdą reprezentacji Meksyku. Dobrze się stało, bo Guillermo Ochoa zakończył właśnie swoją współpracę z Ajaccio i zamiast na bezrobocie udał się do hiszpańskiej Malagi. Jego kolega, obrońca Hector Herrera, pomimo niezłego mundialowego występu, pozostanie na razie w FC Porto.

Bardzo ciekawą drużynę zaprezentował na mundialu Jurgen Klinsmann. Grający pod jego wodzą Amerykanie zaprezentowali bardzo dojrzałą piłkę, a wielka w tym zasługa świetnie zorganizowanej linii defensywnej. W ryzach trzymali ją Matt Besler (Sporting Kansas City) i Fabian Johnson (Borussia Moenchengladbach). O genialnych popisach Tima Howarda nie wspominam, bo Howard to postać powszechnie znana, lubiana i szanowana.

A krótkim, bo 15-minutowym, występem i golem z Belgią, w pamięci kibiców zapisał się młodziutki Julian Green.

W ładnie skomponowanej kadrze Szwajcarii bardzo podobał mi się lewy obrońca Ricardo Rodriguez (Wolfsburg). O dobrych występach takich asów Bundesligi, jak Xerdan Shakiri (Bayern), Granit Xhaka (Borussia Moenchengladbach) czy Josip Drmic (transfer z Norymbergii do Bayeru Leverkusen), nawet nie piszę.

Nigeryjczyk Ahmed Musa (CSKA Moskwa) to zawodnik znany kibicom z PNA 2013, ale liczę się z tym, że nie wszyscy oglądają afrykańskie zmagania, więc dla wielu jego występ w meczu z Argentyną to prawdziwe objawienie.

Choć na mundialowych boiskach spędził łącznie 44 minuty w trzech meczach, to Chorwat Ante Rebic (wypożyczenie z Fiorentiny do RB Lipsk), zanim zarobił idiotyczną czerwoną kartkę z Meksykiem, pokazał, że jest piekielnie szybki i niezły technicznie. W Squadra Azzura byłem pod wrażeniem gry Antonio Candrevy (Lazio Rzym), choć zaskoczenie moje wynikało raczej z faktu, że zbyt uważnie nie śledzę włoskiej piłki. Jedynym zaś chyba jasnym punktem reprezentacji Anglii był młodziutki (ur. 1994) Raheem Sterling (Liverpool) - efektowny drybler i struś pędziwiatr. Jedynym powodem, dla którego warto pamiętać o tym, że Ekwador występował na mundialu, był Enner Valencia. Następstwem był transfer z meksykańskiej Pachuki do West Hamu. W reprezentacji Korei Południowej natomiast swoją dobrą formę z Bundesligi potwierdził Son Heung-Min (Bayer Leverkusen).

Ile z tych mundialowych odkryć utrzyma poziom również podczas rozgrywek ligowych? Historia mistrzostw zna wiele spektakularnych przypadków, gdzie gwiazdy zakończonych właśnie turniejów nie radziły sobie zupełnie w krajowych rozgrywkach. Którzy z wymienionych zawodników pójdą właśnie tą drogą? Którzy na stałe wkroczą do światowej elity? Przekonamy się już wkrótce.

P.

czwartek, 29 grudnia 2011
Odkrycia 2011. Piękne meteory

Trudno wysnuwać konkretne wnioski o stanie naszych młodzieżowych talentów na podstawie minionych dwunastu miesięcy. W ich trakcie żaden nowy zawodnik nie rozdarł kosmosu - nie okazał się perłą, człowiekiem, który zbawi nasz futbol. Większość z nich wciąż chowa się za plecami starszych kolegów i co najwyżej stara się im pomóc. Z drugiej jednak strony kilku piłkarzy dało próbki niebanalnych umiejętności - piękne gole, efektowne parady, niebanalne akcje. Potencjał więc jakiś tam jest. Nie liczę jednak, żeby którykolwiek z nich przebojem mógł sobie załatwić bilet na EURO 2012. Ale na MŚ 2014 już może tak.

10. Sylwester Patejuk (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - rocznik 1982

 

Wiem. Wiem, że z trzydziestoletniego Patejuka polska piłka już za wiele nie skorzysta, ale niegodziwością byłoby niedocenienie pięknej historii pochodzącego z Warszawy elektryka. Chłopak znikąd, który jeszcze pięć lat temu bawił się w piłkę w Perle Złotokłos dziś strzela bramkę z nożyc Legii na Łazienkowskiej. Z jednej strony jego story, to współczesna wersja bajki o kopciuszku, ale z drugiej pokazuje ono jak niewiele potrzeba, aby zaistnieć w naszej ekstraklasie.

9. Jakub Bartkowski (Widzew Łódź) - rocznik 1991

 

Być może ta nominacja jest nieco na wyrost, ale przyznaję, że Bartkowski zauroczył mnie w tegorocznych derbach Łodzi. Jeden z najmłodszych zawodników na boisku był zarazem na nim najlepszy. Twardy i nieustępliwy, wie jak się ustawić. Duży talent.

8. Marcin Kamiński (Lech Poznań) - rocznik 1992

 

Być może przyłączyłbym się do chóru klakierów widzących w Kamińskim nowego Żmudę, gdyby nie fakt, że... zbyt często mam możliwość oglądania jego występów. Defensor Kolejorza niewątpliwie jest utalentowany i dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi, ale przez długi czas poruszał się w obronnych zasiekach poznańskiego klubu niczym dziecko we mgle - popełniał proste błędy, mylił się nieatakowany, nie potrafił rozegrać piłki. Dopiero końcówka rundy jesiennej okazała się w jego wykonaniu godna, a mecz z Zagłębiem - bardzo godny. Liczę więc na więcej wiosną.

7. Łukasz Skorupski (Górnik Zabrze) - rocznik 1991

 

Czasami Skorupski broni już jak rutyniarz i ratuje kolegów w nieziemskich sytuacjach, ale wciąż zdarzają mu się jeszcze akcje zupełnie dywersyjne (np. bramka stracona z Zagłębiem Lubin). Nawałka zdecydowanie postawił na młodego golkipera, a ten stara mu się odwdzięczać dobrą grą. To jeden z kilku zawodników, którzy w zeszłym sezonie występowali w Ruchu Radzionków, a dziś możemy już ich oglądać w ekstraklasie (Kamil Szymura, Miłosz Przybecki).

6. Arkadiusz Piech (Ruch Chorzów) - rocznik 1985

 

Piech nie jest żadnym młokosem, ćwierćwiecze już dawno za nim, ale dopiero w 2011 roku pokazał jakie drzemią w nim możliwości. W duecie z notowanym w zeszłym rankingu Maciejem Jankowski tworzy jedną z najlepiej rozumiejących się formacji ofensywnych ligi. Zawodnik Ruchu jest zwinny i ma dar sytuacyjnego uderzenia, które aż dziesięciokrotnie w tym roku znalazło drogę do siatki. Najwięcej chwały przysporzył mu oczywiście hat-trick na Łazienkowski.

5. Michał Żyro (Legia Warszawa) - rocznik 1992

 

Początkowo to on miał być młodzieżowym objawieniem Legii. Skorża często na niego stawiał, kosztem zagranicznych pseudogwiazdek. Żyro prezentował się dobrze, popisywał ciekawymi zagraniami, strzelił wreszcie debiutancką bramkę z Widzewem. Cały czas jednak jego grze towarzyszył mały niedosyt, że można jeszcze lepiej, jeszcze skuteczniej. Bo umiejętności ma spore, więc głupio byłoby ich nie wykorzystywać. Chyba nie chcemy iść drogą Klatta, Korzyma i Janczyka, prawda?

4. Arkadiusz Woźniak (Zagłębie Lubin) - rocznik 1990

 

Woźniak ma w sobie tyle elegancki i piłkarskiej gracji, że oglądanie jego popisów to duża przyjemność. Chłopak potrafi uderzać obiema nogami, a nierzadko również głową, poza tym ma też niebanalną technikę. Jakby tego było mało miedziowy snajper regularnie trafiał również w młodzieżowej reprezentacji, a co drugi jego ligowy gol można pokazywać na stadionach całej Europy. Aż żal go na te dołujące Zagłębie.

3. Jakub Świerczok (Polonia Bytom) - rocznik 1992

 

Nastolatek z Tych rozpieprzył I-ligowy bank z bramkami. Zanotował dwa hat-tricki i jeden dublet, w sumie zbierając 12 trafień w rundzie jesiennej. A to wszystko w przedostatniej drużynie zaplecza ekstraklasy! Bramki Świerczoka były dla bytomian na wagę złota, a bez niego poloniści już mogliby budować skład na II ligę. Sam zawodnik jednak niemal na pewno odejdzie już zimą, najpewniej do Kaiserslautern. Iście amerykańska kariera.



2. Wojciech Pawłowski (Lechia Gdańsk) - rocznik 1993

Trzeba mieć prawdziwe cohones, żeby jako 18-latek wejść do bramki przeżywającej kryzys Lechii i przez trzy pierwsze mecze nie zanotować żadnych strat. Pawłowskiemu ta trudna sztuka się udała, bo cechuje go podobno atrybut mistrzów - bezkompromisowość i nieobliczalność. Z ostatecznymi ocenami warto się jednak wstrzymać do wiosny, bo nieraz już w Gdańsku bramkarze wypalali się już po kilku meczach.

1. Rafał Wolski (Legia Warszawa) - rocznik 1992

 

Co tu kryć, Wolski skradł show swojemu koledze Żyro. Wobec zwycięzcy tego notowania szkoleniowiec Legii był dużo bardziej nieufny i rzadziej posyłał go w bój. Kiedy jednak decydował się na takie posunięcie, to młody snajper z nawiązką spłacał zaufanie. Wolski strzelał ważne bramki w Pucharze Polski, trafiał w lidze, czarował w europejskich pucharach. Należy oczywiście mieć na uwadze, że legionista jeszcze nie pokazał nic, co kazałoby widzieć w nim mesjasza, ale większość jego zagrywek znamionuje wielki talent. Bramka z Lechią, gol w młodzieżowym meczu z Niemcami, ruleta z PSV. Nie znam zbyt wielu młodych polskich zawodników, którzy potrafią robić podobne rzeczy.



Dla kogo zabrakło miejsca w tym zestawieniu? Świetny początek rundy jesiennej miały gołowąsy Górnika Zabrze - obok Skorupskiego również Paweł Olkowski i Arkadiusz Milik. W Polonii Warszawa kilkukrotnie pokazali się młodzieżowi reprezentanci - Paweł Wszołek i Łukasz Teodorczyk. Niewidoczną, ale bardzo ważną robotę w Zagłębiu Lubin odwala Damian Dąbrowski. Świetną wiosnę w Widzewie zaliczył niemłody już Sebastian Madera, a niezłą jesień z kolei bardzo młody Piotr Mroziński. Wiele osób cmoka nad wracającym z Anglii Filipem Modelskim, ale ja jakoś nie mam do niego szczęścia - ilekroć widziałem mecz z jego udziałem, to grał słabo. Wczesną wiosną w Lechii Gdańsk nieźle sobie radził golkiper Sebastian Małkowski, ale - o ironio! - chyba zaszkodziło mu niespodziewane powołanie do reprezentacji na mecz z Litwą. Jesienią natomiast stabilną formę w Gdańsku utrzymywał Rafał Janicki, a przebłysk wygaszony kontuzją zanotował Mateusz Machaj. Michał Czekaj z Wisły pokazał chyba jeszcze trochę za mało, żeby robić z niego nowego Głowackiego, więc raczej doceniłbym bardzo solidnego w Kielcach Piotra Malarczyka. Warto też pamiętać o występujących coraz częściej w Rodzie Kerkrade młodym bramkarzu Mateuszu Prusie.

A jak wypadły w kończącym się roku poprzedni rankingowicze? Największy krok do przodu wykonali Michał Kucharczyk (7. miejsce), Maciej Jankowski (6.), Mateusz Możdżeń (4.) i Przemysław Tytoń (3.). Swój poziom trzymają Waldemar Sobota (9.) i Tomasz Kupisz (2.). Karierę Kamila Drygasa (10.) zahamowała kontuzja, ale nic już nie broni Daniela Gołębiewskiego (5.) i Adama Matuszczyka (1.) przed znaczną obniżką formy. Zupełnie natomiast pogubił się Grzegorz Kuświk (8.).

Zobacz:

Odkrycia 2010

Odkrycia 2009

Odkrycia 2008

P.

poniedziałek, 12 lipca 2010
MŚ 2010. Mundialowe odkrycia

Ta kategoria jest niezwykle kłopotliwa, ponieważ w czasach, w których można oglądać sto różnych lig, mistrzostwa każdego kontynentu z osobna oraz zawody juniorów trudno powiedzieć, że mundial odkrywa przed światem jakiegoś piłkarza. Sam fakt, że piłkarz ten w ogóle pojechał na mundial oznacza, że już dawno został odkryty i każdy szanujący się skaut zna jego wyskok dosiężny i siłę uderzenia prawą nogą. Dlatego postanowiłem kategorię "odkrycia" postanowiłem podzielić na trzy grupy - "dobrze znani, ale eksplozja formy nastąpiła na MŚ 2010", "znani w węższych kręgach, ale eksplozja formy nastąpiła na MŚ 2010", "znani w kręgach krajowych, ale eksplozja formy nastąpiła na MŚ 2010".

Do tej pierwszej grupy zaliczyłbym trzech świetnych, ale i zarazem dobrze znanych z europejskich boisk, Niemców - Samiego Khedirę, Mesuta Ozila oraz Thomasa Mullera. Ten pierwszy (1987),

były kapitan niemieckiej młodzieżówki, kopał w Afryce futbolówkę na poziomie, do którego nie byli przyzwyczajeni nawet kibice VfB Stuttgart (w jego barwach grał w Bundeslidze już czwarty sezon, teraz podobno interesuje się nim Real Madryt). Idealnie czyścił pole i rozgrywał. Być może miał na to wpływ fakt, że Khedira urodził się w Afryce, a dokładniej w Tunezji. Mesut Ozil (1988) pokazywał jak niezwykły potencjał w nim drzemie i jak ogromne umiejętności techniczne ma już teraz (cóż, przewidziałem to). Wreszcie Muller (1989), trzeci z wymienionych zawodników (pisałem o nim już pół roku temu), grał z całego tercetu najlepiej, ale mówienie o człowieku, który w ostatnim sezonie był jednym z ciekawszych graczy Ligi Mistrzów, że jest odkryciem, jakoś nie trzyma się kupy. Świetnie w RPA radził sobie również ściągnięty jeszcze przed mistrzostwami do Manchesteru United Meksykanin Javier Hernandez (1988) (o nim też wspominałem już przed mistrzostwami). Zupełnie nieanonimowy jest także kapitalny duet z CSKA Moskwa - Keisuke Honda (1986) oraz Milos Krasic (1984). Za Japończyka moskiewski klub zapłacił 9 mln euro, a zarobić może przynajmniej jeszcze raz tyle, bo o następcę Nakaty pytali ponoć Mourinho i Wegner. Z kolei urodzony w Kosowie Krasic w każdym meczu mundialu był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny (nie żebyśmy byli w szoku). Tutaj również widziałbym dwóch zawodników Vfl Wolfsburg, Szwajcara Diego Benaglio (1983) oraz Amerykanina Michaela Bradleya (1987). Wreszcie błyskotliwie, szczególnie w fazie grupowej, grała holenderska perła HSV Hamburg, czyli Eljero Elia (1987) (nuda, to też było przewidziane).

W grupie "nieco mniej znanych zawodników" (choć oczywiście granica jest płynna) warto wyróżnić przede wszystkim Matiasa Fernandeza z Chile (1986) - południowoamerykański pomocnik doskonale poczynał sobie w szeregach drużyny, która prezentowała w Afryce  bardzo ciekawy futbol. Myślał, podawał, uderzał - może teraz zacznie mu się układać kariera w Europie., bo jak na razie na Starym Kontynencie głównie zawodził. Kolejny selekcjoner Brazylii powinien z kolei mocniej postawić na Ramiresa (1987) z Benfiki Lizbona. W tym samym klubie gra też inny ciekawy zawodnik - portugalski obrońca Fabio Coentrao (1988). Gdyby jego mymłonowaci koledzy z kadry biegali tyle co on, to być może Hiszpania nie zdobyłaby mistrzostwa. Najjaśniejszym punktem reprezentacji Słowenii był bramkarz Samir Handanovic (1984), a Kamerunu - lewy obrońca Benoit Assou-Ekotto (1984). O Paulu Aguilarze (1986) już wspominałem. Wszyscy chwalą także Anthonego Annana oraz Andre Ayewa, ale ja do meczów Ghany nie miałem szczęścia, więc się nie wypowiadam:)

Wreszcie w kategorii "z twarzy podobny zupełnie do nikogo/ nie znam człowieka totalnie" zwyciężył ruchliwy strzelec pierwszej na mistrzostwach bramki, czyli Siphiwe Tshabalala (1984).

Chłopak występuje cały czas w ojczyźnie, w Kaiser Chiefs. Nie widzę powodów, żeby Lech, Wisła czy Legia nie mogły go kupić. W komplecie nominuję też połowę reprezentacji Chile, bo o nich też praktycznie przedtem nic nie wiedziałem. A szkoda, bo Mauricio Isla (1988), Gonzalo Jara (1985), Gary Medel (1987), Waldo Ponce (1982) i Arturo Vidal (1987) to blok defensywny o szczelności żelaznej kurtyny. Trzymając się jeszcze w klimatach defensywnych koniecznie trzeba wyróżnić także egzotyczny duet z nowej Zelandii. Bramkarz Mark Paston (1976) wyczyniał niesamowite rzeczy w meczu z Włochami a i w pozostałych spotkaniach radził sobie nieźle. Może więc na starość załapie się na występy w jakimś europejskim zespole. Również grający przed nim Winston Reid (1988) może liczyć na zmianę barw klubowych. Zawodnik Midtjylland pokazał, że jest obrońcą nowej generacji - szybkim, skocznym, twardym i skutecznym pod bramką przeciwnika - więc wkrótce może założyć koszulkę jakiegoś klubu z Włoch lub Anglii. Wiele osób piało z zachwytu nad bramkarzem RPA Itumelengiem Khune (1987), ale ja nie podzielam zachwytów nad nim. Dużo bardziej podobali mi się niemłodzi już Justo Villar z Paragwaju (1977), Noel Valladares z Hondurasu (1977) oraz Claudio Bravo (1973) z Chile.

Tak więc, gdyby ktoś się mnie zapytał: "czy mundial w RPA odkrył jakieś nowe talenty?", to odpowiedziałbym: "tak, kilka, ale mało spektakularnych". Ale gdyby ta sama osoba spytała: "no dobra, ale czy mundial pomógł wskoczyć kilku młodym, już znanym zawodnikom na poziom światowy?", to odpowiedziałbym: "tak, zdecydowanie". I tak to chyba już teraz będzie funkcjonować.

P.