Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

poniedziałek, 04 lutego 2019
Multi-katar

Katar mistrzem Azji 2019 - to już wiemy.

Kto nie widział skrótu meczu, tego odsyłam tutaj. Wszystkie gole turnieju do wglądu tutaj. A best moments - tutaj.

Katar był najlepszy, grał najefektowniej, najwięcej strzelał, najlepiej bronił, miał najlepszych zawodników. Almoez Ali królem strzelców i najlepszym piłkarzem, Saad Al Sheeb najlepszym bramkarzem (choć moim zdaniem lepszy był choćby Matthew Ryan). To też już wiemy. Tutaj krótka analiza na temat najlepszych zawodników Kataru podczas imprezy.

Skoro już więc wszystko wiemy, to na marginesie jeszcze trzy historie, które uzupełniają opowieść o tym, jak wykuwało się katarskie złoto.

*

Jednym z najlepszych zawodników turnieju był przywoływany już tu kilkukrotnie Akram Afif. To jedno z ze złotych dzieci Aspire Academy, ale też przykład niezwykłego kolażu narodowościowego, który stał się wizytówką "nowego" Kataru. Afif zaliczył podczas PA 2019 aż 11 asyst (sic!!! - m.in. cztery z Koreą Północną, trzy z ZEA, dwie w finale), a jednego gola sam strzelił. Jest gibki jak liana i świetny technicznie.

Przyszedł na świat w katarskiej stolicy Dausze (ur. 1996), ale jego korzenie wykraczają daleko poza kraj, który reprezentuje. Jego ojciec Hassan Afif Al Yafei jest Somalijczykiem urodzonym w Tanzanii. Tam też grał długo w piłkę (w klubie Simba), potem wrócił do ojczyzny (występował w Horseed). Następnie wyjechał do Kataru, gdzie kopał dla Al Ittihad (obecnie Al Gharafa), a po zakończeniu kariery trenował tę drużynę (a także klub Al Markhiya). Prawdziwy obieżyświat. Jego żona, a matka Akrama, pochodzi natomiast z Jemenu. A żeby było jeszcze rodzinniej, to Akram ma brata, który również występuje regularnie w reprezentacji Kataru. To Ali Afif (ur. 1988), funkcjonujący obecnie zwykle jako Ali Hasan Yahya (żeby się nie myliło). Ali podczas PA2019 zagrał tylko 9 minut (z Koreą Północną), ale brata i tak na razie przelicytowuje, bo ma w dorobku też mecze na PA2007 i PA2011.

Akram Afif to przykład "trzeciej drogi" w katarskim kadrowym multi-kulti. Z jednej strony, nie jest Katarczykiem w tylu bramkarza Saada Al Sheeba - Katarczykiem od kilku pokoleń, przedstawicielem nacji mniejszościowej we własnym kraju. Z drugiej jednak strony na pewno nie jest też bezczelnym zaciągiem zakupionych obcokrajowców, o których głośno było niedawno przy okazji MŚ w piłce ręcznej. Jest on raczej naturalnym przykładem procesów globalizacyjnych i krążenia ludzi w poszukiwaniu pracy - zasiedziałym już w jednym miejscu potomkiem starszego pokolenia bliskowschodnich nomadów. Takich jak Afif jest już wielu, a będzie jeszcze więcej.

Jednocześnie nie można zapominać, że Katarczycy lubią czasem docisnąć pedał gazu i przyspieszyć pewne procesy. Kilka dni przed finałem wybuchła afera, w której ZEA oskarżyła Katar o to, że jego dwaj piłkarze nie powinni w grać w reprezentacji, ponieważ nie spełniają wymogu pięciu lat mieszkania w danym kraju przed otrzymaniem obywatelstwa. Chodziło o Almoeza Aliego (przybyły z Sudanu) i Basara Al-Rawiego (z Iraku). Sprawa nieco podymiła, po czym... AFC odrzuciła wniosek. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem :)

*

Afif swoje futbolowe rzemiosło szlifował również w Europie. Czynił to także w belgijskim KAS Eupen. To klub... zakupiony przez Katarczyków właśnie po to, aby gwiazdki Aspire Academy zażywały w nim starokontynentalnego futbolu. Eupen znajduje się w środku tabeli belgijskiej ekstraklasy (10. miejsce). Trenerem jest słynny Claude Makelele, a w chwili obecnej w kadrze pierwszego zespołu jest jeden Katarczyk.

Do poczytania o tym pomyśle tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. I jeszcze świetny tekst z "NY Timesa" - tutaj. No i jeszcze po polsku tutaj.

A tak w ogóle o kupowaniu innych, już nieco większych, klubów przez Katarczyków można poczytać tutaj i tutaj, a także tutaj.

Do poczytania o samym katarskim imperializmie tutaj i tutaj. A tutaj jeszcze o Xavim w Katarze :)

*

Wreszcie domykając wątek organizacyjno-logistyczny należy pamiętać o kwestii pracowników-obcokrajowców, którzy często w niewolniczych warunkach budują stadiony na katarski mundial. Najbardziej spektakularny tekst na ten temat pojawił się w listopadzie w "Guardianie", można przeczytać go tutaj (BARDZO polecam!). Sprawa jest jednak ogólnie znana i dość szczegółowo opisana - do wglądu choćby tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Ostatnio pojawił się w niej jednak wątek... łódzki. Oto bowiem Riku Riski, były gracz Widzewa, w ramach protestu przeciwko łamaniu praw pracowniczych w Katarze odmówił wyjazdu na zgrupowanie kadry Finlandii w tym kraju.

Na marginesie - ciekawe czy doczekamy w reprezentacji Kataru dzieci Pakistańczyków i Sudańczyków budujących dzisiaj dla nich stadiony?

*

Hasłem mundialu w 2022 roku jest "expect amazing". To chyba bardzo trafne hasło, bo faktycznie wszystko to, co na razie serwuje nam Katar jest zdecydowanie "amazing".

P.

piątek, 01 lutego 2019
Projekt społeczny: Katar

 

Żeby w pełni uświadomić sobie jak niezwykłe są wyczyny Kataru podczas kończącego się powoli Pucharu Azji 2019, to musimy solidnie przewinąć taśmę do tyłu.

Katar gospodarzem MŚ 2022...

Nie zawracalibyśmy sobie głowy katarską piłką, gdyby 2 grudnia 2010 roku Sepp Blatter nie ogłosił, że Katar zostanie gospodarzem MŚ 2022. Najmniejszym w historii krajem, który otrzymał organizację największej piłkarskiej imprezy. Najsłabszym piłkarsko krajem, który otrzymał organizację największej piłkarskiej imprezy. Jego reprezentacja nigdy na MŚ nie grała, w dniu wyboru zajmowała 113. miejsce w rankingu FIFA.

... i ma problem

To nie jest tak, że w Katarze przedtem nie grano w piłkę. Grano, tylko że na kiepskim poziomie. Nawet w samej Azji Katar nie znaczył zbyt wiele. 

O awansach na mundial nie ma nawet co wspominać. Ba, Katarowi nawet nie zawsze udawało się dostać do rundy finałowej kwalifikacji (el. MŚ 1994 - nie; el. MŚ 1998 - tak; el. MŚ 2002 - tak; el. MŚ 2006 - nie; el. MŚ 2010 - tak). Częściej grał w Pucharze Azji. W latach 1980 i 1984 nie wyszedł z grupy. W 1988 roku był gospodarzem turnieju, ale nawet to mu nie pomogło w awansie do części pucharowej. W 1992 roku znowu ściana w fazie grupowej. W 1996 roku nawet nie udało im się awansować na turniej główny (sic!). W 2000 roku - awans do 1/4 finału. W 2004 i 2007 roku - koniec imprezy w grupie. Szału nie było.

No więc w grudniu 2010 roku zrobił się dramat, bo kwestie wizerunkowe, polityczne i w ogóle soft power, to jedno. Poziom piłkarski jednak nie sprzyjał dobrej prezencji na arenie międzynarodowej. A trzeba było zacząć myśleć szybko, bo już w styczniu 2011 roku Katar był gospodarzem Pucharu Azji 2011.

Naturalizacje

Katarczycy zaczęli więc na hejnał działać. Władzę sprawował francuski trener Bruno Metsu, autor senegalskiego cudu z MŚ 2002. W drużynie zaś pojawiło się stado naturalizowanych obcokrajowców. W inauguracyjnym meczu PA 2011 z Uzbekistanem wyjściowy skład wyglądał tak: Qasem Burhan (ur. Senegal), Hamid Ismail (Katar), Bilal Mohammed (Katar), Ibrahim Al-Ghanim (Katar), Ibrahim Majid (Kuwejt), Fabio Cesar Montezine (Brazylia), Lawrence Quaye (Ghana), Wesam Rizik (Kuwejt), Hussein Yasser (Katar), Jaralla Al Marri (Katar), Sebastian Soria (Urugwaj). Rozwiązaniem problemu miały być zatem szybkie naturalizacje, znane już z piłki ręcznej albo z lekkiej atletyki.

Naturalizowano więc na potęgę (do poczytania np. tutaj i tutaj). Przez katarską kadrę w latach 2010-2020 przewinęło się kilkunastu piłkarzy z Ameryki Południowej (głównie Brazylijczycy, ale też Urugwajczycy), kilkunastu graczy z Afryki. Do tego sporo zawodników z Kuwejtu, kilku Francuzów, jeszcze trochę innych nacji. W pierwszej dziesiątce piłkarzy z największą ilością meczów w kadrze znajdziemy czterech naturalizowanych obcokrajowców. Sprowadzano także zagranicznych trenerów. Po Metsu pojawiali się Milovan Rajevac, Brazylijczycy Sebastiao Lazaroni i Paulo Autuori, Algierczyk Djamel Belmadi oraz Urugwajczycy Jose Daniel Carreno i Jorge Fossati.

Na nic to się jednak wszystko zdało. Sukcesy, ku rozpaczy szejków, nie przychodziły.

W Pucharze Azji 2011 - 1/4 finału. W kolejnej edycji 2015 - kompromitacja, komplet porażek i ostatnie miejsce w grupie. Dramatycznie wyglądały również boje o mundial. W el. MŚ 2014 - przedostatnie miejsce w finałowej fazie kwalifikacji. Prawdziwym ciosem były jednak kwalifikacje do MŚ 2018 w Rosji. Katarczycy najpierw ładnie wygrali swoją wstępną grupę, by w grupowej fazie finałowej kompletnie się skompromitować - 7 porażek w 10 meczach i status czerwonej latarni.

Karuzela z piłkarzami się kręciła, a jak nie było wyników, tak nie było. W eliminacjach do rosyjskiego mundialu drużyna dotarła do ściany. Wreszcie coś pękło.

Koniec z obcokrajowcami

Pod koniec 2016 roku futbolowe władze zadecydowały o zakończeniu procederu szybkich naturalizacji. W reprezentacji mieli grać przede wszystkim zawodnicy urodzeni w Katarze, a także piłkarze, którzy dotarli tam za młody i zostali wychowani i ukształtowani przez Katarczyków, przede wszystkim przez słynną Aspire Academy. Słowem, Katar miał sam sobie wychowywać reprezentantów, a nie ich kupować. O debacie na ten temat przeczytacie tutaj i tutaj.

Gdy o tym pomyśle usłyszał urugwajski selekcjoner Jorge Fossati to zagroził, że zrezygnuje ze stanowiska, gdy federacja odetnie mu kurek z obcokrajowcami. Jak zapowiedział tak zrobił i w czerwcu 2017 pożegnał się z intratną posadą.

Nikt jednak za nim nie płakał. Choć żegnał się po ładnym zwycięstwie 3:2 z Koreą Południową w ramach el. MŚ 2018, to był pojedynczy wyskok prowadzonej przez niego kadry. Wyniki Kataru w ostatnim czasie były bowiem bardziej niż żałosne. Oto rezultaty z 2017 roku: 1:1 z Mołdawią, 1:2 z Azerbejdżanem, 0:1 z Iranem, 0:1 z Uzbekistanem, 2:2 z Koreą Północną.

Felix Sanchez nowym selekcjonerem

Nowym trenerem został szerzej nieznany Hiszpan Felix Sanchez, pracujący przedtem z kadrą U-20 i krótko z Al-Gharafa. Na początek wygrał łatwe mecze towarzyskie (1:0 z Andorą, 2:1 z Turkmenistanem), ale kwalifikacje do mundialu Katar zakończył równie kiepsko jak toczył je poprzedni selekcjoner (1:3 z Syrią i 1:2 z Chinami).

Po zakończeniu walki o MŚ Sanchez zaczął już w pełni po swojemu układać klocki. Odprawił kilku znanych zagranicznych reprezentantów (Rodrigo Tabata, Ibrahim Majid, Luiz Junior, Mohammed Kasola, później Oumar Barry), a legendarny Sebastian Soria sam zakończył karierę. W drużynie pojawili się za to młodzi - np. Almoez Ali czy Assim Madibo.

Warto jednak podkreślić, że Katarczycy nie zrezygnowali z naturalizacji. Jak ustaliliśmy w dyskusji na fejsbukowym profilu z kolegą Jackiem Dudą, w kadrze Kataru na PA 2019 jest pięciu piłkarzy urodzonych poza tym krajem: Ro-Ro (Portugalia), Abdelkarim Hassan (Sudan), Karim Boudiaf (Francja), Bassam al-Rawi (Irak), Boualem Khoukhi (Algieria), Almoez Ali (Sudan). Do tego kilku zawodników (np. Hamid Ismail albo Ahmed Alaaeldin) urodziło się w Katarze, ale ich rodzice pochodzą z innych państw (np. Sudanu albo Egiptu).

Nowa kadra, stare wyniki. Do czasu

Początkowo wyniki jednak nie przychodziły. Co prawda Katarczycy potrafili wygrać z Jemenem (4:0), ale też kompromitowali się przegrywając z Curacao (1:2) czy Liechtensteinem (1:2).

Dopiero w 2018 roku przyszły poważniejsze zwycięstwa (za worldfootball.net).

March 21/03/2018 16:00 A Iraq Iraq 3:2 (2:1)  
March 24/03/2018 16:00 N Syria Syria 2:2 (0:0)  
September 07/09/2018 17:00 H China China 1:0 (1:0)  
September 11/09/2018 17:00 H Palestine Palestine 3:0 (3:0)  
October 12/10/2018 16:30 H Ecuador Ecuador 4:3 (2:0)  
October 16/10/2018 15:00 A Uzbekistan Uzbekistan 0:2 (0:0)  
November 14/11/2018 18:00 A Switzerland Switzerland 1:0 (0:0)  
November 19/11/2018 18:30 N Iceland Iceland 2:2 (1:1)  
December 23/12/2018 17:00 H Jordan Jordan 2:0 (1:0)  
December 25/12/2018 17:00 H Kyrgyzstan Kyrgyzstan 1:0 (0:0)  
December 27/12/2018 12:05 H Algeria Algeria 0:1 (0:0)  
December 31/12/2018 17:00 H Iran Iran 1:2 (1:1)

Już tymi wynikami Katarczycy udowodnili, że potrafią więcej niż nam się wydaje. A trwający właśnie Puchar Azji pokazał wręcz, że mamy do czynienia z nową jakością w azjatyckim futbolu. Bez względu na wynik finału Katar już teraz pokazał, że w kontekście MŚ 2022 stać go na bardzo wiele.

Może nawet na wszystko.

P.

PS1. Nie zapominajmy w jakich okolicznościach powstaje katarski mundial. Do poczytania przede wszystkim tutaj i tutaj. O okolicznościach zdobycia prawa do organizacji MŚ - tutaj.

PS 2. Polecamy też świetny tekst o Katarze autorstwa Leszka Milewskiego - tutaj.

środa, 30 stycznia 2019
Wyczekali, zgnietli, awansowali

Wiemy już, że w wielkim finale Pucharu Azji 2019 rozgrywanym w piątek 1 lutego zmierzą się JAPONIA i KATAR. O ile obecność Samurajów nie powinna dziwić, o tyle forma Katarczyków jest jednak sporym zaskoczeniem. Ale po kolei.

Najpierw Japończycy pokonali Irańczyków. Ograli. Wypunktowali. Irańczycy mieli przewagę w strzałach, ale to Japończycy dłużej posiadali piłkę i kontrolowali sytuację. Ci pierwsi rzucili się do ataku i przez dwa kwadranse wściekle nacierali. Samuraje spokojnie dali im się wyszumieć, a później wzięli się za zdobywanie bramek. Pierwsze trafienie dość kuriozalne - Irańczycy domagali się żółtej kartki za symulkę, a Japończycy grali dalej, wrzutka, główka, gol. Drugie - pechowy rzut karny. Trzeci - cudowne przyspieszenie Haraguchiego. Sami zobaczcie.

Dwa razy piłkę w siatce umieścił chwalony już wcześniej Yuya Osako z Werderu Brema, raz Genki Haraguchi z Hannoveru, a dwie asysty dorzucił Takumi Minamino z RB Salzburg. Japończycy lubią obszar niemieckojęzyczny, ja wohl, naturlich.

Zaraz po porażce do dymisji podał się trener Iranu Carlos Queiroz. Selekcjonerem kadry był od kwietnia 2011. Choć dwukrotnie wprowadził drużynę na mundial (2014 i 2018), to w ostatnim czasie bardzo krytykowano go za brak jakichkolwiek większych sukcesów (nigdy nie wyszedł z grupy na MŚ, tylko ćwierćfinał Pucharu Azji 2015). Wiemy już, że ich nie odniesienie, nie z Iranem.

Japonia za to prezentuje się jak ekipa skrojona na potrzeby turnieju - z każdym meczem gra coraz lepiej, wciąż chyba jeszcze nie zaprezentowała wszystkich swoich atutów. W drużynie nie ma wielkich gwiazd, a - nieznany w Europie - trener Haijme Moriyasu sprawnie dowodzi całym przedsięwzięciem.

*

Reprezentacja Kraju Kwitnącej Wiśni będzie jednak miała trudnego rywala. Katar podczas tegorocznego Pucharu Azji po prostu wymiata. Jest najlepszy we wszystkim. Warto to sobie uświadomić, warto to głośno powiedzieć. Świadczą za nim wskaźniki obiektywne (zero straconych goli! najwięcej strzelonych! bilans 16-0! najlepszy strzelec imprezy), jak i subiektywne (najpiękniejszy futbol; najbardziej ofensywny futbol; najlepsza defensywa; najlepsza linia pomocy). I tak dalej, i tak dalej. Katarczycy po prostu przejechali się po ZEA. Alberto Zaccheroni nie tylko nie powtórzy sukcesu sprzed czterech lat, ale pewnie będzie musiał się też gęsto tłumaczyć swoim pracodawcom. Może i gospodarze turnieju więcej strzelali i nacierali, więcej posiadali piłkę, ale to wszystko na nic im się zdało. Fatalny błąd  przy pierwszej bramcegolkipera Khalida Eisy, bardzo niepewnego w fazie pucharowej, a potem już równia pochyła. Przy trzecim golu kapitan Hasan Al Haydos wręcz upokorzył rywali. Piękna metafora całego meczu, również w wymiarze politycznym.

Do siatki znowu trafił Almoez Ali (ósmy gol!), ale warto podkreślić, że gole strzelało czterech różnych zawodników. To też świadczy o tym, w jaki sposób gra zespół kierowany przez Portugalczyka Felixa Sancheza. Po raz kolejny w tle błyszczał Akram Afif - zaliczył trzy asysty! Mam nadzieję, że uda mi się jutro napisać jeszcze kilka słów o katarskim cudzie. Pamiętajmy wszak, że to drużyna, która jeszcze niedawno, bo w el. MŚ 2018 zajęła ostatnie miejsce w trzeciej rundzie grupowej, zbierając w niej baty niemal od wszystkich przeciwników.

Wielki finał będzie zatem starciem drużyny doświadczonej i wyrachowanej z ekipą napędzaną turniejowymi sukcesami. Kto górą?

P.

poniedziałek, 28 stycznia 2019
Azjatycka dieta eliminacyjna

iranjapantvasiancup600x461

Porażka Australii z ZEA (0:1) raczej nie powinna było nikogo zaskoczyć. Mistrzowie Azji 2015 podczas tego turnieju nie imponują. Występują w nowym zestawieniu, w składzie wiele nowych twarzy i sporo nieporadności. Pewnie z tej mąki będzie jeszcze kiedyś chleb, ale to na razie za mało na medalowe pozycje. Na dodatek najgorsze zagranie w karierze zaliczył Milos Degenek. Asysta ładna, ale, jakby to powiedzieć?, nie w tę stronę co trzeba. Niby po stracie bramki Aussie rzucili się do ataku, ale wszystko to było boleśnie nieporadne. Sporo jeszcze pracy przed Kangurami.

Specyficzne uznanie budzić jednak musi postawa ZEA. Lekko ociężali, bez fajerwerków, ale krok po kroczku do kolejnych faz. No i Ali Mabkhout – on zawsze znajdzie się tam, gdzie trzeba. Na koncie ma cztery trafienia, ale w zasadzie każde z nich okazywało się na wagę punktów/ awansu.

Podobną strategię obrali chyba Japończycy. Reprezentacja Kraju Wiśni ograła Wietnam (1:0), ale wciąż trudno doszukiwać się specjalnych doznań w występach Doana i spółki. Może zbierają siły na półfinał? A może od razu na finał?

Tym niemniej gloria victis, bo wynik Wietnamu, to jedna z największych niespodzianek turnieju. Może Wietnamczycy nawiążą do swoich pięknych futbolowych czasów, gdy dwukrotnie dobili do czwartego miejsca w Pucharze Azji (1956, 1960). Albo chociaż do turnieju z 2007 roku, gdzie jako gospodarze (jedni z czterech) dotarli do ¼ finału (choć grało wówczas 16 drużyn), po drodze pokonując ZEA (2:0).

Również zwycięstwo Kataru nad Koreą Południową (1:0) jest sporą sensacją. Koreańczycy, nawet jeśli jakoś szczególnie nie imponowali w trakcie turnieju, to i tak do bólu skutecznie czesali kolejnych przeciwników. Aż się maszynka zacięła. Katar bowiem imponuje organizacją gry, dyscypliny oraz świetnym przygotowaniem. Nie dał się zdominować przeciwnikowi i to on częściej nacierał na bramkę rywala (11 strzałów vs. 10 strzałów Korei; 4 celne vs 2 celne). Bohaterem meczu został strzelec jedynego gola Abdulaziz Hatem. Warto też zwrócić uwagę, że Katarczycy na tym turnieju nie stracili jeszcze gola (!!!). Co ciekawe, nie powiedziałbym, że to jakaś wielka zasługa bramkarza Saada Al Sheeba. To solidny golkiper, ale na turnieju jest wielu lepszych. Zasługi raczenależy przypisywać świetnie zorganizowanej defensywie, którą trzyma Bassam Al Rawi.

Najbardziej kuriozalnym spotkaniem ¼ finału okazał się mecz Chiny – Iran (0:3). Chińczycy biegali, Chińczycy się starali, Chińczycy walczyli. A Irańczycy ich ograli jak dzieci. 18 strzałów (7 celnych) Irańczyków kontra 5 (1) Chińczyków. No i te bramki… Sami sobie zobaczcie, co wyczyniała chińska defensywa. Na pewno nie był to chiński mur.

Półfinały już zaraz. Oba mecze to spotkania azjatyckich gigantów. O ile Iran - Japonia to uczta piłkarska, o tyle mecz ZEA - Katar obarczony jest dodatkowo smaczkiem politycznym. Oba państwa rywalizują (to ładne określenie) o prym w regionie, a dwa lata temu zerwały stosunki dyplomatyczne.

28.01: Iran – Japonia
29.01: ZEA – Katar

P.

środa, 23 stycznia 2019
Sajgonki i spółka

Choć emocji nie brakowało, to koniec końców rozstrzygnięcia meczów 1/8 finału nie zaskakują. No, prawie nie zaskakują.

VietnamKarteEN_Responsive_1080x608

Faworyci wygrali swoje spotkania, ale w większości przypadków kosztowało ich to sporo nerwów. Dogrywki potrzebowali gospodarze z ZEA, aby uporać się z dzielnymi Kirgizami (3:2) oraz Koreańczycy w starciu z Bahrajnem (2:1). Karne zaś decydowały o awansie Australii w konfrontacji z Uzbekistanem (0:0, k. 4:2). Swój mecz wygrali Chińczycy (2:1), ale aż do 67. minuty przegrywali z Tajlandią. Iran – z pozoru – spokojnie odprawił Oman (2:0), lecz historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby Omańczycy wykorzystali podyktowany już w 2. minucie rzut karny. Niewysokie, ale za to względnie kontrolowane, zwycięstwa odniosły Japonia (1:0 z Arabią Saudyjską) i Katar (1:0 z Irakiem).

Ale nie zapominajmy o największej i jedynej w zasadzie niespodziance - reprezentacji Wietnamu! Mając na uwadze przeciętne występy w fazie grupowej (2:3 z Irakiem, 0:2 z Iranem i 2:0 z Jemenem) trudno było liczyć na coś szczególnego w jej wykonaniu. Tymczasem Wietnamczycy zagrali z Jordanią bardzo dobry mecz, potrafili odrobić straconą (piękną!) bramkę, a później dowieźć remis i zwyciężyć w rzutach karnych (1:1, k. 4:2).

Futbol w Wietnamie jest ewidentnie na fali wznoszącej. Teraz seniorzy świetnie sobie radzą w Pucharze Azji, a kilka miesięcy temu kadra U-23 sensacyjnie zdobyła srebrny medal na bardzo mocno obsadzonych młodzieżowych mistrzostwach Azji.

Ciekawostka - królem strzelców tego turnieju był... Katarczyk Almoez Ali.

Żal trochę odpadających, bo pokazali, że stać ich na dobry futbol i wielkie serce do walki. Szczególne brawa dla maluczkich – Kirgistanu i Tajlandia. Wyrazy uznania dla Jordanii - koniec końców wygrali bardzo trudną grupę. Tradycyjne kondolencje dla Uzbekistanu – orali jak zawsze, odpadli jak zawsze. Świetne wrażenie zostawiła, przynajmniej według mnie, Arabia Saudyjska. Miała wielkiego pecha, że trafiła na Japonię (choć sama jest sobie winna – mogła nie przegrywać z Katarem w ostatnim grupowym spotkaniu), ale nawet w tym meczu imponowała rozmachem ofensywnych akcji. Drużyna, która na MŚ 2018 snuła się jak własny duch, tutaj przeprowadzała misternie wypracowane dywanowe naloty. Kapitalnymi zawodnikami są Fahad Al Muwallad, Housain Al-Moqahwi oraz Hattan Babhir. Gdyby nie wygody w ojczystej lidze to spokojnie mogliby ruszać na podbój Europy.

W kwestiach personalnych warto podkreślić, że swoją klasę potwierdziła trójka najlepszych golkiperów na kontynencie: Alireza Beiranvand (Iran), Mathew Ryan (Australia) i Shuichi Gonda (Japonia). Ten pierwszy jest niesamowitym kocurem, a w meczu z Omanem dodatkowo pięknie wyciągnął jedenastkę.

Świetnie zagrali też dwaj boczni obrońcy: Koreańczyk Yong Lee oraz Katarczyk Abdelkarim Hassam (piłkarz roku 2018 w Azji; ciekawe zestawienie dotychczasowych laureatów tutaj). Pięknie z rzutu wolnego przycelowali Baha'a Abdel-Rahman (Jordania) i Bassam Al-Rawi (Katar), a zwycięstwo ZEA dał niezawodny Ali Mabkhout (gol i asysta).

Ciekawostka - na meczu gospodarzy w Abu Dhabi było tylko 17 tysięcy widzów. Dla porównania, na spotkaniu Iran - Oman ponad 30 tysięcy.

Prawdziwe granie zacznie się jednak dopiero teraz:

24.01, g. 14.00: Wietnam - Japonia
24.01, g. 17.00: Chiny - Iran
25.01, g. 14.00: Korea Południowa - Katar
25.01, g. 17.00: ZEA - Australia

P.

 
1 , 2 , 3 , 4