Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

czwartek, 20 lipca 2017
Brazylijscy Nisei. Yoshimura, Yonashiro, Ruy Ramos, Wagner Lopes, Alex, Marcus Tulio Tanaka

20 lipca urodziny świętuje Alex (ur. 1977) - brazylijski reprezentant Japonii. Nie jest to być może najwybitniejsza postać światowej piłki, ale z pewnością stanowi element pewnego szerszego fenomenu - "Brasilian Nisei", Canarinhos przywdziewających japońskie barwy.

Brazylijacja Japonii

W świetnej książce "Japanese Rules: Why the Japanese Needed Football and how They Got it" Sebastian Moffet opisuję niezwykle interesujący mechanizm globalizacji. Japończycy w momencie radykalnego otwarcia na świat w latach siedemdziesiątych zapragnęli mieć wszystko najlepsze. Osiągnięcie tego (hmmm - dość złożonego celu) miało być możliwe dzięki wzorowaniu się na mistrzach w danych dziedzinach. W przypadku futbolu sprawa była jasna - mistrzami byli Brazylijczycy.

Przybysze z Kraju Kawy przybywali zatem tłumnie do Japonii, aby samemu grać w piłkę i aby grania w piłkę Japończyków uczyć. Poza tym także wielu japońskich chłopców (np. słynny Kazuyoshi Miura) udawało się do Brazylii po piłkarskie szlify.

O ile jednak zdecydowana większość przybyszów po prostu występowała w J-League, o tyle niektórzy zapałali silniejszym uczuciem do Kraju Kwitnącej Wiśni. Efekt? Nowe obywatelstwo i występy pod nową - azjatycką - flagą.

Yoshimura i Yonashiro, czyli prehistoria

Wbrew temu, co często można przeczytać tu i ówdzie, pierwszym naturalizowanym Brazylijczykiem w reprezentacji Japonii był Daishiro Yoshimura (ur. 1947 - zm. 2003). Urodził się w 1947 roku w Sao Paolo jako Nelson Yoshimura, a jeden z jego rodziców był Japończykiem (są sprzeczne informację temat tego który). Dwie dekady później przybył do Japonii (w latach 1967-1980 grał w klubie Yanmar Diesel), a w 1970 roku otrzymał jej obywatelstwo (zmieniając zarazem imię na Daishiro). W reprezentacji grał w latach 1970-1976, zaliczając 46 meczów i 7 goli. Prawdziwy ojciec-założyciel.

Drugi był z kolei George Yonashiro (ur. 1950). Również z przeszłością w Sao Paolo, a w Japonii od 1972 roku (w klubie Yomiuri grał aż do 1986 roku). Na początku 1985 roku (czyli w sumie już na starość) otrzymał nowy paszport i zaraz zagrał w dwóch towarzyskich meczach. Na tym skończyła się jego przygoda.

Bóstwo Ruy Ramos

Prawdziwym idolem masowej wyobraźni stał się jednak dopiero Ruy Ramos (ur. 1957). Do Japonii trafił jako dwudziestolatek i był jednym z nielicznych w ogóle obcokrajowców w tamtejszej lidze. W Verdy Kawasaki szybko został gwiazdą, a z czasem - legendą. W klubie tym występował 20 lat! Liczba trofeów, które w tym czasie uzyskał jest porażająca: siedem tytułów mistrzowskich, sześć krajowych pucharów, dwa tytuły króla strzelców, dwukrotnie był wybierany Piłkarzem Roku.

Od 1990 roku Ramos występował także w reprezentacji Japonii. W jej barwach wywalczył mistrzostwo Azji 1992 i stoczył nieudaną batalię o MŚ 1994. Łącznie zebrał 32 mecze i jednego gola.

Karierę zakończył w wieku 41 lat. Potem wziął się za trenowanie. Prowadził m.in. reprezentację Japonii w beach soccerze. Naprawdę go tam kochają.

Mundialowicz Wagner Lopes

Tak jak Ramos nie doświadczył gry na mundialu, tak sztuka ta udała się piłkarzowi o wiele mniejszego formatu. Wagner Lopes (ur. 1969) najpierw próbował szczęścia w Sao Paolo, ale szybko zrozumiał, że ciężko będzie mu się przebić w tym wielkim klubie. Wzorem wielu starszych kolegów wybrał więc emigrację do Japonii.

Przybył tam w 1987 roku i pozostał aż do zakończenia kariery piętnaście lat później. Grał w m.in. Yokohama F. Marinos, Kashiwa Reysol, Honda F.C., Bellmare Hiratsuka, Nagoya Grampus, F.C. Tokyo i Avispa Fukuoka.

W reprezentacji Japonii zadebiutował w 1997 roku. Idealny moment:) Dzięki temu został powołany na MŚ 1998 (zagrał we wszystkich trzech meczach: z Argentyną, Chorwacją i Jamajką), a także Copa Amarica 1999 (komplet meczów, 2 gole w spotkaniach z Peru i Boliwią). Jego "narodowa" kariera jednak nie trwała zbyt długo, bo po nieudanej Copie pożegnał się z występami dla drużyny Nippon.

Po zawieszeniu butów na kołku wrócił do Brazylii, by tam realizować się jako trener (prowadził nawet kilka silnych zespołów). Tęsknota za drugą ojczyzną dała jednak w końcu o sobie znać i Wagner Lopes znów przybił do brzegu Japonii. Od kilku miesięcy prowadzi bowiem zespół Albirex Niigata.

Alex na dwóch mundialach

Dzisiejszy jubilat Alex (ur. 1977) to historia bardzo podobna do tej Wagnera Lopesa. W Japonii melduje się jako dwudziestolatek i w Shimizu S-Pulse od ręki zostaje gwiazdą całej ligi (Piłkarz Roku 1999). Mimo że jest lewym obrońcą!

Już po czterech latach otrzymuje obywatelstwo japońskie i w 2002 roku debiutuje w reprezentacji. Przypadek? W Japonii nie ma przypadków :) Alex ma wzmocnić kadrę przed MŚ 2002 rozgrywanymi przecież w Kraju Kwitnącej Wiśni. Mundial okazuje się jednak sporą wtopą, więc może lepiej dla niego, że zbyt wiele na nim nie pograł (tylko dwa mecze). Dzięki temu został w reprezentacji i grał w niej jeszcze przez cztery lata, po drodze zaliczając występy w Pucharze Konfederacji (2003 i 2005), Pucharze Azji (2004) i wreszcie mistrzostwa świata 2006 (wszystkie trzy mecze). W 2006 roku pożegnał się z kadrą. Uzbierał w niej aż 82 mecze i siedem goli.

Klubowo przez niemal całą karierę także był związany z japońską J-League (wyjątek: 2007 rok spędził w RB Salzburg). Warto też wspomnieć, że jego żona jest Japonką.

Marcus Tulio Tanaka

Ostatni - przynajmniej na razie - w tym zestawieniu jest Marcus Tulio Tanaka. To jednak przypadek szczególny. Na świat przyszedł w Brazylii (ur. 1981), ale jego rodzicami byli Japończyk oraz Brazylijka. W wieku 16 lat, czyli w 1997 roku, wyjechał do kraju ojca.

Dla Kraju Wiśni był jednak obcokrajowcem i dopiero w 2003 roku otrzymał tamtejsze obywatelstwo. Wtedy też zaczęła się jego prawdziwa kariera. W 2004 roku został zawodnikiem Urawa Red Diamonds, z którym wywalczył wkrótce dwa wicemistrzostwa i krajowy puchar. W 2006 roku okrzyknięto go Piłkarzem Roku. W 2007 roku dorzucił mistrzostwo.

W reprezentacyjnej koszulce Tanaka najpierw wystąpił na IO 2004 w Atenach. W seniorskiej kadrze zadebiutował w sierpniu 2006 roku (mimo świetnej gry nie został powołany na mundial w Niemczech). Zagrał na MŚ 2010 (wszystkie cztery mecze), a później także na Pucharze Azji 2011. Jego bilans w kadrze to 43-8. Dwa lata temu zakończył karierę.

*

W tej chwili nie ma na horyzoncie kolejnego Brazylijczyka pukającego do drzwi japońskiej kadry. Jeśli jednak mówimy już o multi-kulti, to warto zwrócić uwagę na jedno nazwisko. Musashi Suzuki to urodzony w 1994 roku na Jamajce syn Jamajczyka i Japonki. W drużynie Nippon grał już na MŚ U-17 2011 i na IO 2016. Niewykluczone, że wkrótce pojawi się w dorosłej reprezentacji.

O japońsko-brazylijskiej polityce futbolowej można poczytać jeszcze tutaj i tutaj.

P.

środa, 04 lutego 2015
Rynki azjatyckie po pucharze

z17317157P

Puchar Azji 2015 zakończył się zwycięstwem gospodarzy - jedynej drużyny spoza Azji biorącej udział w turnieju:) Tym samym Australia stała się pierwszą w historii futbolu drużyną, która ma na koncie triumfy w czempionatach dwóch różnych kontynentów. O tej kwestii pisałem kiedyś tutaj.

Zakończony turniej chyba nie powiedział nam niczego szalenie odkrywczego o azjatyckiej piłce. Jest w niej mała grupa bardzo silnych drużyn (Korea Płd., Japonia, Australia, pewnie też Iran), grono próbujące je gonić (Chiny, ZEA, Uzbekistan, Irak, pewnie też Arabia Saudyjska i rozpaczliwy Katar), aspirująca do średniactwa reszta (pozostałe turniejowe drużyny) i pozostali kopiący półamatorsko (te ekipy, które na PA2015 nawet się nie załapały). Mecze, choć chwilami niezwykle dramatyczne i emocjonujące (Irak - Iran 3:3 k. 7:6! Irak - ZEA 2:3), nie grzeszyły przesadnie wysokim poziomem. Bramki, i owszem, zdarzały się natchnione (np. przewrotka Cahilla albo trafienia Iranu w meczu z Bahrajnem), choć i poziom golkiperów nie rzucały na kolana. Warto jednak wskazać na kilku ciekawych zawodników, którzy się na PA2015 pokazali z ciekawej strony. Nie myślę jednak tutaj o asach, którzy tylko potwierdzili swoją klasę, jak Cahill, Mahmoud czy Son Heung-Min.

Dla mnie absolutnym odkryciem turnieju jest rasowa "10" reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich - Omar Abdulrahman (ur. 1991). Ten kudłaty rozgrywający naprawdę dał popis rozgrywania w starym stylu. Świetna technika, przegląd pola, cudowne podanie (cztery asysty!). No i jeszcze ten Panenka w rzutach karnych... Brylant. Spokojnie poradziłby sobie w Europie, ale pytanie, czy będzie chciał spróbować.

Federacja uznała jednak, że najlepszym zawodnikiem turnieju jest Australijczyk - Massimo Luongo (ur. 1992). Trudno mi się pod tą decyzją podpisać, choć trzeba oddać, że Luongo prezentował się bardzo dobrze. Przejmował, asystował i sam strzelał. Myślę, że szybko zamieni swój Swindon Town na coś lepszego.

W ekipie triumfatorów kapitalne przebłyski mieli Robbie Kruse oraz Matthew Leckie. Z Abdulrahmanem świetnie współpracowało dwóch napastników kadry ZEA - Ahmed Khalil (kapitan) oraz Ali Makhbout (król strzelców). Chińskiej bramki dzielnie bronił Wang Dalei. Na lewej obronie coraz silniejszego Uzbekistanu fajnie pogrywał szybki Sardor Rashidov, a wielkim talentem jest bez wątpienia Irańczyk Sardar Azmoun (Rubin Kazań), a jego gol z Katarem to majstersztyk w stylu Bergkampa. 

Kończąc wątek Pucharu Azji odsyłam jeszcze na kanał AsianCup na YT. Znajdziecie tam skróty wszystkich meczów oraz sporo innych ciekawych materiałów.

P.

wtorek, 13 stycznia 2015
Faworyci i jeden chory

Zakończyła się właśnie pierwsza kolejka Pucharu Azji (dokładniej - zaczęła się właśnie druga kolejka) i na chwilę obecną można stwierdzić, że to raj dla bukmacherów, bo swoje mecze niemal w komplecie wygrali faworyci - Australia (4:1 z Kuwejtem), Korea Południowa (1:0 z Omanem), Iran (2:0 z Bahrajnem), Japonia (4:0 z Palestyną) i Irak (1:0 z Jordanią). W szalenie wyrównanej grupie B łupy wzięły Uzbekistan (1:0 z Koreą Północną) i Chiny (1:0 z Arabią Saudyjską).

Od razu powiedzmy sobie także, że w meczach tych padały ładne gole. Strzelali je choćby Sergeev (dla Uzbekistanu), Hajsafi i Shojaei (dla Iranu, polecam szczególnie tego pierwszego, to może być gol turnieju!), Yaser Kasim (dla Iraku) oraz Endo (dla Japonii).

Czy brakuje nam jakiegoś meczu? Oczywiście spotkania Kataru z ZEA (1:4). Katarczycy wciąż są w szoku po batach od szejków. Do turnieju przystępowali z myślami o medalu. Mieli ku temu podstawy - w 2014 roku rozegrali 18 meczów, z czego 9 wygrali (np. 1:0 z Australią), 8 zremisowali i tylko 1 przegrali. W spotkaniu z ZEA przez długi czas wszystko układało się tak, jak zaplanował selekcjoner Djamel Belmadi. W 23. minucie sprytnego gola zdobyło złote dziecko katarskiej piłki - Khalfan Ibrahim. Potem jednak defensywa Kataru zaczęła wyczyniać cuda, a głównym magiem został bramkarz - Qasem Burhan. Skończyło się na 1:4, a spokojnie mogły być większe baty. Polecam poniższy skrót:

Skądinąd w ekipie ZEA zwróćcie uwagę na Omara Abdulrahmana z "10" na plecach - ciekawy grajek. W Australii błysnął Massimo Luongo (Swindon Town, kiedyś w Tottenhamie), a w reprezentacji Chin świetnie zaprezentował się golkiper - Wang Dalei.

Szkoda tylko, że tak pusto na stadionach. Inauguracyjny mecz gospodarzy śledziło 25000 widzów, ale już spotkanie ZEA - Katar tylko 5500 kibiców.

Najciekawsze mecze 2. kolejki to Chiny - Uzbekistan, Katar - Iran i Japonia - Irak.

P.

czwartek, 08 stycznia 2015
Wrzący Puchar Azji

Już zaraz, bo 9 stycznia o godz. 20 UTC+11, czyli godz. 10 naszego czasu, spotkaniem Australijczyków (gospodarzy) z Kuwejtem rozpocznie się Puchar Azji 2015. Nieraz już wzdychałem, że azjatycki czempionat to chyba te kontynentalne mistrzostwa, które cieszą się wśród europejskich kibiców najmniejszym zainteresowaniem. Wielu fanów elektryzuje Copa America, sporo ludzi śledzi również Puchar Narodów Afryki, swoich fanów ma Gold Cup, a Asian Cup jakoś tak nie bardzo nam podchodzi. Szkoda, bo to świetna impreza. Dodatkowo w tym roku zapowiada się naprawdę ciekawie.

z8989840Q,Puchar-Azji

Zęby na tytuł ostrzą sobie przede wszystkim Australijczycy - pomni porażki w finale sprzed czterech lat (0:1 z Japonią) i poturbowani po fatalnych MŚ 2014. Nie zmienił się jednak trener (wciąż jest nim Ange Postecoglou), nie doszło także do wielkich roszad w składzie. W kadrze wciąż brylują Cahill, Bresciano i Jedinak, poza nimi wciąż trwają poszukiwania następców złotej generacji socceroos. Optymizmem nie napawają ostatnie wyniki reprezentacji. Australijczycy z 11 meczów rozegranych w 2014 jeden wygrali, dwa zremisowali i osiem razy dostali w torbę! Potrzeba tutaj - jak pisze tamtejsza prasa - prawdziwego tchnienia alchemika.

Kłopoty nie omijają także wciąż aktualnych mistrzów. Japończyków zelektryzowała bowiem wiadomość, że selekcjoner ich kadry Meksykanin Javier Aguirre jest podejrzany o ustawianie meczów w lidze hiszpańskiej. Zrobiło się nerwowo, ale koniec końców trener zachował posadę. Można jednak podejrzewać, że każdy inny wynik niż złoto będzie pretekstem do zwolnienia.

Wielkie ciśnienie daje się wyczuć w Korei Południowej. Jej kibice mają już dość niemocy, którą prezentuje ich drużyna. Na ostatnich czterech turniejach Koreańczycy trzykrotnie odpadali w półfinale (a potem na osłodę wygrywali mecz o brąz), a do tego należy dodać kiepski występ na MŚ 2014. Od października selekcjonerem jest "azjatycko" doświadczony Niemiec Uli Stielke. Na boisku zaś warto obserwować Heung-Min Son (Bayer) i Ja-Cheol Koo (Mainz, król strzelców PA 2011). Tylko czy Korea potrafi odnieść sukces bez pomocy sędziów? :)

Poważnym kandydatem do tytułu jest również Iran. Carlosowi Queirozowi udało się już chyba zgrać "importowanych" zawodników z resztą zespołu, a atak Karim Ansarifard - Reza Ghoochannejhad może być jednym z najciekawszych napadów turnieju.

Mocno odgrażają się Chiny. W swoich szeregach mają świetnego Zhi Zhenga - najlepszego piłkarza Azji 2013. Na ławce trenerskiej Państwa Środka zasiada natomiast świetnie wszystkim znany Francuz Alain Perrin (m.in. OM, OL). Chińczycy mają jednak ciężką grupę (Uzbekistan, Arabia Saudyjska, Korea Północna), więc to może być ich prawdziwy test.

Opadły już nieco emocje wokół Kataru, ale wypada wspomnieć, że w kadrze trenera Djamela Belmadiego (eks-reprezentant Algierii, gracz PSG i OM) znajduje się aż ośmiu zawodników urodzonych poza krajem (z: Senegal, Bahrajn, Sudan, Kuwejt, Algieria, DR Konga, Ghana, Francja).

Nic wielkiego raczej nie zwojuje od lat pogrążona w kryzysie futbolowym Arabia Saudyjska, nie przebudzą się chyba ZEA ani Kuwejt.

Ja osobiście po cichy liczę na Uzbekistan, który rewelacyjnie pokazał się podczas Pucharu Azji 2011, a w 2014 roku radził sobie wyśmienicie w kolejnych spotkaniach. Dzięki dobrej drabince niespodziankę może zrobić któraś z drużyn (poza Japonią) z grupy D - Jordania albo Irak.

A teraz dział ciekawostki!

W kadrze Palestyny znajdziemy Alexisa Norrambuenę z GKS Bełchatów. Wydaje mi się, że to pierwszy w historii przedstawiciel polskiego klubu na Pucharze Azji.

Na ławce Omanu zasiada Paul Le Guen (m.in. OL, PSG, Kamerun), a bramki strzeże tam golkiper Wigan - Ali Al Habsi. Trenerem Jordanii jest Ray Wilkins - reprezentant Anglii (MŚ 1982, 1986; EURO 1980), gracz MU i Milanu. W Bahrajnie chętnie znów będę obserwował szalonego Faouziego Aaisha.

Arabia Saudyjska, Chiny, ZEA i Katar puszczają na turniej w bój kadry oparte wyłącznie na zawodnikach z krajowej ligi. "Aż" trzech "zagranicznych" ma Korea Północna, a w kadrze Iraku znajduje się nawet zawodnik występujący w... USA (Justin Meram). Irak też przywiózł do Australii najmłodszego gracza turnieju - Humama Tariqa (ur. 10.02.1996).

W ramach ciekawostek warto także wspomnieć o incydencie dotyczącym odwołania towarzyskiego meczu Kuwejt - ZEA. Przeczytacie o tym tutaj.

Jeżeli to wszystko jeszcze Was nie przekonało do śledzenia Pucharu Azji to może ostatecznie zrobią to bramki z poprzedniej edycji turnieju.

P.

Czytaj także:

Moje relacje z Pucharu Azji 2011 - tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Tutaj tekst o Katarze z 2010 roku

Bardzo dobra strona turnieju jest na wikipedii.

Niezwykła historia triumfu Iraku w 2007 roku - tutaj i tutaj

wtorek, 24 lutego 2009
Futbol wychodzi z cienia Wielkiego Wodza. Piłka w Korei Północnej

Niecałe dwa tygodnie temu, w czasie kiedy zasypialiśmy przed telewizorami przytłoczeni topornością gry Polaków w potyczce z Walijczykami, na kontynencie azjatyckim działy się ciekawe rzeczy. Mianowicie w grupie 2 eliminacji do MŚ 2010 Korea Północna spotkała się z Arabią Saudyjską. I wygrała 1-0, chwilami pokazując futbol wręcz wyrafinowany (asysta przy bramce!).

Postawa Korei Północnej w obecnych eliminacjach to duże zaskoczenie. Zespół po czterech kolejkach jest wiceliderem grupy z 7 punktami na koncie - porażka z Iranem, zwycięstwa z ZEA i Arabią właśnie oraz remis z Koreą Płd. Przy okazji tego ostatniego spotkania doszło do niezwykłej sytuacji. Koreańczycy z północy nie chcieli się bowiem zgodzić, aby podczas meczu na ich terenie odegrany był hymn oraz pojawiła się flaga Korei Południowej, a więc kraju, z którym wciąż pozostają w stanie wojny. Proponowali w zamian odegranie melodii folkowej oraz flagę igrzysk olimpijskich:) Koniec końców stanęło na tym, że mecz odbył się na neutralnym terytorium w Szanghaju.

Piłka nożna w kraju rządzonym twardą ręką przez Kim Dzong Ila przeżywa obecnie swój renesans. Powstała w 1964 roku reprezentacja, po wielu chudych latach, w których to w zależności od humoru aktualnego Wodza raz brała udział w eliminacjach mistrzostw świata (i należy dodać - zwykle nie kwalifikowała się), kiedy indziej znowu nie startowała (Korea Płn. opuściła eliminacje do MŚ 1930–1962, 1970, 1978, 1998, 2002). Jednak w całej tej historii nie można omieszkać faktu, że Korea Płn. zagrała raz w mistrzostwach świata. Cóż to był za turniej! Rok 1966, mundial w Anglii. Koreańczycy pojechali na niego dzięki temu, że z udziału w zawodach zrezygnowały reprezentacje afrykańskie. Debiut wypadł kiepsko - porażka z "zaprzyjaźnionym" ZSRR 0:3 miała pokazać Azjatom ich miejsce w szeregu. Kolejny jednak mecz zremisowali z Chile 1-1. W ostatnim spotkaniu mieli się spotkać z Włochami - przyszłymi mistrzami Europy z 1968. Pewna swego squadra azzura na potyczkę z KRL-D wypuściła drugi garnitur. Jakież zdziwienie musiało dotknąć cały Półwysep Apeniński, gdy Koreańczycy wygrali 1-0 i kosztem Włochów wyszli z grupy!

W ćwierćfinale przeciwnikami KRL-D była reprezentacja Portugalii. Po kapitalnym meczu Azjaci ulegli 3-5.

Podobno po powrocie do kraju reprezentacja wraz ze sztabem... trafiła do więzienia. Była to kara ze strony Kim Ir Sena za świętowanie sukcesu niegodne obywatela KRL-D. Z czasem jednak cała ekipa wyszła na wolność i stała się narodowym bohaterem.

Obecnie najważniejszą gwiazdą reprezentacji jest Hong Yong-Jo.

Ten filigranowy napastnik jako jeden z nielicznych z kadry występuje w Europie. Po grze w lidze macedońskiej i serbskiej (niezbadane są losy ludzkie...), obecnie biega po murawie w barwach rosyjskiego FK Rostow.

Wspomaga go jak może Jong Tae-Se, atakujący o niezwykłej wręcz skuteczności (13 meczów w kadrze, 11 goli). Wiąże się z nim ciekawa historia. Jest synem Koreańczyków z Południa "drugiego pokolenia" (czyli jego dziadkowie byli Koreańczykami z Północy a rodzice już z Południa), urodził się w Japonii, ale wychowywany był w duchu ideałów północnokoreańskich. Gdy więc zgodnie z wpajanym mu światopoglądem chciał zrzec się obywatelstwa południowokoreańskiego, by występować dla reprezentacji KRL-D, usłyszał w ambasadzie, że... takiego państwa nie ma (Korea Płd. nie uznaje istenienia Korei Płn. i vice versa)! Dopiero po wielu perypetiach otrzymał przyznane przez Chongryon (w wolnym tłumaczeniu - Związek Północnokoreańskich Uchodźców w Japonii; namiastka ambasady KRL-D w Japonii) a uznane przez FIFA północnokoreańskie obywatelstwo.

Jakby tego było mało coraz piękniejsze perspektywy ma przed soba futbol kobiecy. Reprezentacja KRL-D wystąpiła na zeszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Pekinie (zajęła 3 miejsce w swojej grupie zwyciężając z Nigerią oraz tocząc wyrównane boje z Brazylią i Niemcami), zawodniczki U-20 zdobyły srebro MŚ przegrywając w finale z USA a juniorki U-17 zostały mistrzyniami w swojej kategorii wiekowej (nota bene pokonując w finale... USA).

 

W tym miejscu warto też wspomnieć, że w Korei Północnej znajduje się stadion piłkarski o jednej z większych pojemności na świecie. Znajdujący się w Pyongyang obiekt Rungrado May Day Stadium może pomieścić aż 150 000 widzów.

Kiedyś z założenia nie kibicowałem państwom z bloku (bądź też byłego bloku) socjalistycznego (no, poza Polską oczywiście) czy innym reprezentacjom, pod którymi podpinali się tyrani, despoci i inni twardoręcy. Ale teraz kiedy o tym wszystkim myślę, to nie wiem czy na sportowej nędzy niektórych z tych panstw najbardziej nie cierpią obywatele. W tym przypadku - obywatele Korei Północnej. Naród, przywódca którego upaja się masowymi egzekucjami i wystrzeliwaniem rakiet, dzięki piłce może doznać drobnych chwil radości. Ot, choćby, gdy opływające w luksusy reprezentacje ZEA i Arabii wyjeżdżały z KRL-D jak niepyszne. Zawsze jest to jakieś pocieszenie.

P.

 
1 , 2