Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 19 lipca 2017
Kto pamięta Leo z GKS Katowice?

gc_1403_78

Kartka z kalendarza z datą 19 lipca wydobywa z otchłani niepamięci zawodnika, którego i tak większość kibiców najpewniej nie pamięta. Urodziny święci dziś bowiem Brazylijczyk Leo (ur. 19.07.1980). Nie mówi Wam to nic? W ogóle się nie dziwię :)

Leo w GKS Katowice - co on tu robił?

Na początku 2003 roku Leo był zawodnikiem GKS Katowice. Do naszego kraju trafił jako 21-letni gracz i przygody przy ul. Bukowej nie wspomina ze szczególnym rozrzewnieniem. Choć na wstępie otrzymał na  koszulce magiczny numer 10 (później zamieniony na 18), to nie grał zbyt wiele.Miał on zastąpić sprzedanego właśnie Krzysztofa Gajtkowskiego i stać się partnerem dla ściągniętego Moussy Yahayi. Trzeba też pamiętać, że to była dość silna drużyna, która w sezonie 2002/2003 wywalczyło prawo gry w Pucharze UEFA.

No i w takiej ekipie Leo nie mógł się odnaleźć. Wiosną 2003 wystąpił tylko w siedmiu meczach (tylko w połowie były to ogony) i strzelił jedną bramkę. Ale za to jaką! Ten jeden gol wbity Lechowi sprawił, że zapamiętałem sobie gagatka po dziś dzień :)

W nowym sezonie (a dokładniej - w sierpniu) zdążył jeszcze zaliczyć dwa spotkania ligowe i dołożyć nogę w dwumeczu do kompromitacji pucharowej z macedońską Cementarnicą, po czym spakował walizki i wyjechał. W tym momencie zaczęło się jego intensywne podróżowanie.

Najpierw wrócił do ojczyzny (Brasilia), potem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (Al-Shabab), potem znowu w ojczyźnie (Corinthians Alagoano).

Już Leonardo - gwiazda SCR Altach

Przed sezonem 2006/2007 wylądował w Austrii, w beniaminku tamtejszej Bundesligi - SC Rheindorf Altach.

217I nagle... BUM! Okazało się, że Leo (w Austrii funkcjonował już jako Leonardo da Silva) to snajper jakich mało. Strzelił 14 goli i został czołowym goleadorem ligi. Zresztą zobaczcie sami co ten chłopak robił.

To był jego najlepszy czas w karierze. Leo wraz ze swoim partnerem z ataku Freylonem Ledezmą tworzyli naprawdę świetny duet. Kibice Altach wciąż ich wspominają, a na forach i stronach śledzą losy były idoli.

Podróże małe i duże

Jednak tak jak szybko forma przyszła, tak szybko odparowała. Kolejny sezon w SC RA Brazylijczyk zakończył z 16 meczami bez gola. Później trafił do Norwegii (Hamarkameratene, bez goli), następnie do austriackiej drugiej ligi (SV Grodig). Nigdzie się nie przebił.

W 2010 roku Leo rozpoczął swoje międzykontynentalne tournee. Wiosna 2010 - Hongkong (South China AA; bilans 10-5 i puchar ligi); jesień 2010 - Mjanme [dawniej Birma] (Yangon United FC - filmik z pobytu tutaj). Wiosną 2011 zawitał do Egiptu (Smouha SC); wiosną 2012 bawił w Brazylii (EC Avenida). W 2013 roku odnalazł się w Tajlandii (Chiangrai United - filmik), a rok później - znowu w Honkkongu (Wong Tai Sin, bilans 15-6 - filmik). W sezonie 2016/2017 był zaś zawodnikiem FC Balzers, zespołu z Liechtensteinu grającego w czwartej lidze szwajcarskiej (urobek Lego to 14 meczów i 4 gole).

Dzisiaj właśnie Leo skończył 37 lat i to chyba moment, w którym on sam zadaje sobie pytanie nie o to, gdzie zagra, ale o to, czy w ogóle jeszcze zagra.

P.

piątek, 05 maja 2017
Strzelaj Poskus

On na pewno pojawi się jeszcze na tym blogu w zestawieniu najlepszych obcokrajowców polskiej ekstraklasy lat dziewięćdziesiątych (work in progress). Dziś ma jednak urodziny, więc choćby krótko. Robertas Poskus (ur. 5.05.1979), oto nasz bohater.

poskus

Warto o nim wspomnieć, bo to faktycznie jeden z najlepszych stranieri grających u nas na przełomie XX i XXI wieku. Poza tym - i o tym już wspomina się rzadziej - gość miał również interesującą karierę po opuszczeniu Polski oraz - uwaga! - dokonania trenerskie po zawieszeniu butów na kołku. Poniżej zatem cztery fazy futbolowego życia snajpera RoPos-a.

Przed

Zanim trafił do Polski zdążył już sobie wyrobić nazwisko na Litwie. W domowej lidze debiutował jako 16-latek, a jako 18-latek terminował w HSV (występował w rezerwach, strzelił nawet gola w Pucharze Niemiec). W wieku lat dwudziestu miał już na koncie Puchar Litwy, ćwierć setki goli i debiut w reprezentacji. Co było więcej robić, trzeba się zawijać.

PL

Transfer do Widzewa to początek 2000 roku. Świetna wiosna 2000 - 12 meczów i 5 goli. Potem świetna jesień 2000 - 15 meczów i 7 goli. Uczucia widzewskich kibiców zaskarbił sobie przede wszystkim dwoma golami w derbach z ŁKS (2:0 w 2000 roku). Poskus był skoczny, dobrze grał ciałem i świetnie się ustawiał w polu karnym. Typowy snajper.

Biedujący łodzianie godzą się więc na transfer Poskusa do Polonii Warszawa - panującego wciąż mistrza Polski (pojawiał się też temat Energie Cottbus i Derby County). Wywiad z nim tutaj. Tam jednak skończyło się wszystko, co dobre dla Litwina. 8 meczów bez trafienia, na osłodę tylko dwa gole w Pucharze Polski (który Polonia ostatecznie zdobyła).

Wysoki napastnik pokazał jednak, że warto w niego inwestować. To coś sprawiło, że na ściągnięcie go zdecydowali się Rosjanie z pierwszoligowego zespołu Krylja Sowietow Samara. Czyli w sumie sportowy awans.

Po - na boisku

Poskus błyskawicznie odnalazł się u naszych sąsiadów. Przez 3,5 roku był kluczowym zawodnikiem Krylji. Szczególnie pierwszy sezon w Rosji w jego wykonaniu był imponujący (11 goli!). Naprawdę był tam gwiazdką co najmniej średniego zasięgu.

Wyrobił sobie na tyle mocną pozycję, że jesienią 2005 przeniósł się do Zenitu Sankt Petersburg. Ta przygoda jednak nie do końca mu się udała. W klubie spędził 1,5 roku (głównie na ławce) i zdobył raptem trzy gole w 22 meczach (ale za to cieszą go pewnie ówczesne występy w Lidze Europy).

2013.10.10.09.47.29.142013242.1

Potem zaczął się okres krótkich i nieefektownych zwykle pobytów. Najpierw Poskus trafił do Dynama Moskwa (porażka), potem FK Rostow (porażka), izraelskiego Ihud Bnei Sakhnin (porażka) i Urał Swierdłowskaja obłast (porażka).

Odżył dopiero po transferze do Azerbejdżanu w 2009 roku. W Interze Baku strzelał jak za starych czasów (12 goli), zdobył z nim mistrzostwo i pokazał się w europejskich pucharach (m.in. w dwumeczu z... Lechem Poznań). Kolejny sezon w Baku był jednak nieco słabszy, a następny spędził już w Simurq Zaqatala (14 meczów i 8 goli). Potem wrócił na chwilę do Rosji (jesień 2012 w Sibirze Nowosybirsk), bo osiąść w ojczyźnie (dwa lata w Kłajpedzie).

Żeby domknąć statystyki jego kariery należy także wspomnieć o wątku reprezentacyjnym. W kadrze wystąpił 48 razy, strzelając 8 bramek. Grał w el. EURO 2004, 2008 i 2012 oraz el. MŚ 2006 i 2010. Jego najskuteczniejszy występ to dublet w meczu z Mołdawią, a jedyny gol w kwalifikacjach strzelony został w meczu z Wyspami Owczymi (2:0 w 2002 roku).

Po - na ławce

Po zakończeniu kariery Poskus wziął się za trenowanie swoich następców. Najpierw pracował jako asystent w Kłajpedzie, ale na początku 2016 roku został trenerem litewskiego średniaka FK Lietava Jonava. Ze skazywanym na porażkę zespołem zajął solidne 5. miejsce. Ten mikrosukces został doceniony w jego ojczyźnie. W konkursie na najlepszego trenera na Litwie w 2016 roku Poskus zajął drugie miejsce (za Valdasem Dambrauskasem z Żalgirisu).

Co ciekawe jednak, po sezonie pożegnano się z nim i oddano drużynę w ręce innego naszego byłego ligowca - Donatasa Venceviciusa. Nigdzie nie mogę znaleźć przyczyn rozstania, ale faktem jest, że Poskus w chwili obecnej nigdzie nie pracuje.

Gdziekolwiek by jednak nie trafił w przyszłości -  przy okazji urodzin wypada mu życzyć powodzenia.

P.

piątek, 21 kwietnia 2017
Grałem w El (Ekstra)clasico

Już w niedzielę kolejne El Clasico, Gran Derbi, wielkie starcie pomiędzy Realem Madryt a FC Barceloną. W polskiej lidze występuje obecnie jeden piłkarz, który miał przyjemność wystąpić w tym zwarciu tytanów oraz garstka zawodników, którzy terminowali w madryckim lub katalońskim gigancie.

REAL MADRYT

Tym jednym szczęśliwcem jest Miguel Palanca (ur. 1987) z Korony Kielce. Hiszpan piłkarsko ukształtował się w młodzieżowych zespołach Espanyolu Barcelona. Jego dobra postawa w rezerwach tej drużyny sprawiła, że dość niespodziewanie latem 2008 kupił go Real Madryt.

83226

Królewscy ściągnęli go raczej z myślą o swojej drugiej drużynie, ale… W stolicy Hiszpanii wówczas sporo się działo, kolejni trenerzy wymieniali całe zastępy zawodników. Ówczesny szkoleniowiec Juande Ramos również eksperymentował. Na fali tych testów w pierwszej drużynie zadebiutował 21-letni Palanka. Ba, zrobił to właśnie w Gran Derbi.

W rozgrywanym 13 grudnia 2008 roku meczu FC Barcelona – Real Madryt pojawił się na boisku już w 35. minucie zmieniając Wesleya Sneijdera. Oglądając skrót tego spotkania trzeba oddać mu, że bardzo się starał i sporo rzeczy mu wychodziło. Miał nawet świetną okazję bramkową, której nie wykorzystał.

Królewscy stracili jednak dwa gole w końcówce i przegrali 0:2. Później Palanka zagrał jeszcze tylko w dwóch spotkaniach (z Valencią oraz Mallorcą), po czym poszedł w odstawkę. Wypożyczono go do CD Castellon, występował w Elche, Numancii, australijskim Adelaide United i ostatnio w drugoligowym Gimnastiku Tarragona. Od początku tego sezonu reprezentuje Koronę i z pewnością jest tam jednym z najlepszych piłkarzy. Nie wiadomo jednak jak potoczyłyby się jego losy, gdyby trafił do siatki Valdesa… Wywiady z Palanką tutaj i tutaj.

W polskiej lidze znajdziemy jeszcze czterech innych zawodników, których kariery przebiegały przez madrycki klub.

Do Wisły Kraków trafił zimą Ivan Gonzalez (ur. 1988) - w latach 2011-2013 piłkarz Real Madrid Castilla CF, z którym grał w Segunda Division.

Fanom Białej Gwiazdy dał się on na razie poznać przede wszystkim jako kolekcjoner kolorowych kartek, ale warto pamiętać, że gość ma na koncie występy (i gola) w hiszpańskiej ekstraklasie w koszulce Malagi. Wywiady i teksty o nim tutaj, tutaj i tutaj.

W Górniku Łęczna występuje Javi Hernandez (ur. 1989). Ten hiszpański pomocnik przeszedł niemal wszystkie szczeble w Realu Madryt. Terminował w drużynie juniorów, a potem występował w zespole Real Madrid Castilla CF, znanym również pod nazwą Real Madrid B (druga drużyna Realu).

b_JAVI_HERNANDEZ_b

Nie było mu jednak nigdy dane zadebiutować w pierwszej drużynie. Szczęścia szukał zatem w niższych ligach hiszpańskich, Szwecji i Rumunii. Po cudownym debiucie w Łęcznej (dwa gole w 90.minucie dające Górnikowi wyjazdowy remis z Piastem 3:3) mocno spuścił z tonu, ale ostatnio pod ręką Smudy jakby nieco odżył. Wywiad z Javim tutaj.

Natomiast w trzeciej drużynie Królewskich, czyli Real Madrid C, występował przez 1,5 roku Szymon Matuszek (ur. 1989). Terminował tam z Kamilem Glikiem i Krzysztofem Królem. Jego koledzy zrobili jednak większe kariery. Matuszek bowiem, poza trzema sezonami na poziomie ekstraklasy (w barwach Jagiellonii, Piasta i Górnika), resztę życia spędził na zapleczu ekstraklasy. Obecnie występuje w Górniku Zabrze. Wielki wywiad z Matuszkiem tutaj, inne materiały tutaj, tutaj i tutaj, a okolicznościach transferu całej trójki (tj. Glik, Matuszek, Król) - tutaj.

Kolegą Matuszka z Górnika jest inny eks-madritista. To obrońca Dani Suarez (ur. 1990), który w latach 2010-2014 był zawodnikiem Real Madrid C, a w sezonie 2014/2015 - Real Madrid Castilla CF.

danisuarez0

Choć stolicy Hiszpanii nie podbił, to w Zabrzu są zadowoleni z jego usług. Zawsze coś.

Na zakończenie tej wymienianki jeszcze Fran Gonzalez (ur. 1989). Nowy nabytek Bytovii Bytów występował przez krótki czas w zespole juniorskim Realu Madryt.

Inni byli zawodnicy polskiej ligi, którzy występowali w Realu:

Real Madryt - Jerzy Dudek

Real Madryt C - Krzysztof Król, Kamil Glik

Real Madryt Castilla CF - Krzysztof Król (ulubieniec pewnego serwisu)

Real Madryt (juniorzy) - Felipe Godinho (Chojniczanka Chojnice)

FC BARCELONA

No dobrze, a co z drugim z drugim klubem jednego z największych klasyków Europy? W tym „ekstraklasowym Gran Derbi” górą jest Real, bo Barcelona ma tylko trzech swoich zawodników, którzy obecnie zarabiają na chleb w polskiej lidze. Dwaj występują w Śląsku Wrocław, a jeden w... Radomiaku.

Sito Riera (ur. 1987)

031D5CTGP1_1

to brat Alberta Riery, reprezentanta Hiszpanii znanego przede wszystkim z gry w Liverpoolu i Galatasaray. Sito jest „produktem” słynnej La Masii – piłkarskiej szkółki FC Barcelony. Miał on to szczęście (lub pecha, zależy jak spojrzeć), że wraz z nim w roczniku grali tacy zawodnicy jak Messi, Fabregas, Pedro czy Pique. Silna konkurencja sprawiła jednak, że nie dane mu było przeskoczyć z zespołu juniorów do choćby pierwszej drużyny. Riera przez dwa lata występował w FC Barcelona B (2005-2007), a potem przeniósł się do rezerw Espanyolu. Stamtąd trafił do Grecji, potem na Ukrainę, następnie do Kazachstanu, by wreszcie zakotwiczyć we Wrocławiu. Do poczytania o nim tutaj i tutaj.

Joan Roman (ur. 1993) do Katalonii trafił zaś dość okrężną drogą, bo przez rezerwy Manchesteru City. W Dumie Katalonii był pewnym punktem drugiego zespołu i talentem, z którym wiązano sporą przyszłość. Pomimo młodego wieku często próbowano go w pierwszej drużynie Barcelony podczas jej licznych sparingów. W efekcie Romana mogli obejrzeć polscy kibice, którzy śledzili towarzyską potyczkę Barcy z Lechią Gdańsk (2:2) w 2013 roku. Roman pojawił się wówczas na boisku już w 22. minucie i napsuł sporo krwi gdańszczanom. Później jednak, choć kilka razy była taka szansa, to nigdy nie zadebiutował w pierwszym zespole Blaugrana podczas ligowego, ani nawet pucharowego meczu. Jego dorobek w Dumie Katalonii to w sumie trzy sezony dla FC Barcelona B (2012/2013, jesień 2013 oraz 2014/2015).

Hiszpan próbował przebić się w Villarreal oraz w klubach portugalskich – S.C. Braga i Nacional Funchal (o jego karierze - tutaj). W Śląsku poza kilkoma sztuczkami technicznymi nic wielkiego jeszcze nie pokazał, swego czasu został nawet odesłany do rezerw. U trenera Urbana jednak pochodzi wychodzi z cienia i pewnie jeszcze pokaże co potrafi. Więcej do poczytania o Romanie tutaj, tutaj i tutaj, a wspólne - bardzo ciekawe! - tekst i wywiad Sito Riery i Romana tutaj i tutaj.

Wreszcie największy oryginał w tym towarzystwie - Simon Colina (ur. 1995).

MD_54363183288_FCBarcelonaBEspanyolBLig_54354474196_51356729138_352_256

Pozytywny krejzol, który ma najmocniej wyregulowane brwi na świecie i który nie kryje się z tym, że futbol to dla niego przede wszystkim forma turystyki. Przez rok terminował w drużynie juniorów Dumy Katalonii, a potem jego ścieżki wiodły przez Szkocję i Cypr do Radomia. Wywiad z nim tutaj, a tekst o nim tutaj.

Inni byli zawodnicy polskiej ligi, którzy występowali w Barcelonie:

FC Barcelona B - Andreu (Polonia Warszawa, Lechia Gdańsk) - do poczytania tutaj i tutaj

FC Barcelona C - Andreu

FC Barcelona (juniorzy) -  Andreu, Josu (Górnik Łęczna - dwa bardzo ciekawe teksty o nim tutaj i tutaj), Armand Ella (Sandecja Nowy Sącz; super ciekawy typek - do poczytania o nim tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj), Cuqui (Widzew Łódź)

*

Na zakończenie warto wspomnieć, że również wśród trenerów gościliśmy swego czasu zawodników dwóch wielkich hiszpańskich klubów. Angel Perez Garcia, trener Piasta Gliwice w sezonie 2014/2015, przez trzy lata był zawodnikiem Realu Madryt B (1977-1980), a w latach 1980-1982 zaliczył 15 meczów w pierwszym zespole (do poczytania - tutaj i tutaj). Szczególne doświadczenie z piłkarzem FC Barcelony mają z kolei Polonia Warszawa i  Lech Poznań. Stoi za nim oczywiście Jose Mari Bakero. Ten legendarny gracz Dumy Katalonii od listopada 2009 do września 2010 był trenerem Polonii Warszawa, a od listopada 2010 do lutego 2012 - Lecha Poznań.

Polecam też bardzo ciekawy wywiad z menedżerem, który ściąga Hiszpanów do Polski.

P.

środa, 22 marca 2017
Evensen i Karslen, norwescy pionierzy

Harmeet Singh został właśnie piłkarzem Wisły Płock. To czwarty w historii zawodnik z Norwegii goszczący w naszej ekstraklasie, ale pierwszy seniorski reprezentant tego skandynawskiego kraju. Singh uzbierał trzy mecze, z czego jeden - a jakże - z Polską. Działo się to w styczniu 2014 roku, a biało-czerwoni wygrali 3:0.

2632224710

Przy okazji transferu Singha z rozrzewnieniem cofnąłem się do czasów, gdy norwescy pionierzy dopiero dokonali futbolowego rozdziewiczenia naszej ekstraklasy. Działo się to późną jesienią 2000 roku, a skandynawskimi przybyszami byli Vidar Evensen (ur. 1971) oraz Kenneth Karlsen (ur. 1973). Obaj zameldowali się w Widzewie Łódź. Trochę od czapy i zupełnie niespodziewanie.

Evensen był obrońcą, związanym pozostawał przede wszystkim z Strindheim (awans i spadek z ekstraklasy) oraz Kongsvinger IL (cztery sezony w ekstraklasie i spadek). Silny fizycznie, doświadczony i solidny zawodnik, rozpoznawalny w ojczyźnie, ale balansujący między najwyższym szczeblem rozgrywek a jego zapleczem (w Tippeligaen rozegrał prawie 150 meczów).

38BANENS_BESTE_954314a

Karlsen także był obrońcą, ale grał także na pozycji defensywnego pomocnika. Był mniej rozpoznawalny od Evensena. Występował w Strømsgodset IF, w ekstraklasie, ale przede wszystkim na jej zapleczu, będąc przez wiele lat kapitanem zespołu.

karlsen

Okoliczności ich przybycia do Łodzi nie są do końca jasne. Trudno dziś bowiem określić, kto wpadł na pomysł ich ściągnięcia, ale pamiętać należy, że Widzew prowadził wówczas dość szaloną politykę transferową. Panowie mieli być krótkoterminowym (z góry założono kilkumiesięczny pobyt) wzmocnieniem linii defensywnej wobec plagi kontuzji, kartek i innych niedyspozycji dostępnych w kadrze obrońców (swoją drogą akurat obrona łodzian była wówczas dość solidna - grali w niej m.in. Bogusz, Michalczuk, Stasiak, Stolarczyk, Urbaniak). Dodatkowe dziwactwo stanowił fakt, że Norwegowie dotarli do Polski już w głębokim środku rundy jesiennej.

Chłopaki jednak były i trzeba było coś z tym fantem zrobić. Obaj zadebiutowali 28.10.2000 w meczu z Polonią Warszawa (1:3), a potem zaliczyli jeszcze dwa (Evensen) i trzy (Karlsen) mecze. Runda się skończyła, Skandynawowie spakowali się i wrócili do domu. Kropka.

W ojczyźnie jeszcze trochę pograli w piłkę, najpierw w Strømsgodset IF, a po spadku zespołu - w drużynach z niższych lig. Solidarnie w 2007 roku zakończyli swoje profesjonalne kariery i wzięli się za trenerkę. Karlesn objął trzecioligowy Mjondalen (później został jego dyrektorem sportowym), a  Evensen zasiadł na ławce FK Ørn Horten.

Jaki wpływ na ich kariery miał pobyt w Polsce? Najpewniej żaden. Czy kibice zapamiętali ich występy w Widzewie? Raczej nie. Ale do historii naszej ekstraklasy i tak przeszli - jako pierwsi Norwegowie. Evensen i Karlsen. Na zawsze w naszych sercach :)

P.

środa, 15 marca 2017
Edson wali lewą

To najlepsza lewa noga pierwszej dekady XXI wieku w polskiej ekstraklasie. EDSON (ur. 15.03.1977) świętuje dzisiaj okrągłe czterdzieste urodziny.

14kol_autografy1_f9

Brazylijczyk nie jest piłkarzem anonimowym i nie większego sensu streszczać tutaj jego ciekawego życiorysu. Żeby jednak godnie uczcić jego święto serwujemy kilka smakołyków.

1. Część z kibiców pewnie pamięta, że kilka lat przed przybyciem do Legii Edson próbował swych sił w Olympique Marsylia (skład z Blankiem, Piresem i Ravanellim). Jego dorobek z tamtego okresu to 9 meczów i 1 gol. Niby żadne odkrycie, ale... Ja dokopałem się do tego jednego gola. Piękny!

Tutaj fotka Edsona w koszulce OM, a tutaj sekwencja filmików z jego pobytu we Francji.

2. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem - rozgrywki 2004/2005 - zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu.

3. Tak w ogóle to poza Polską Edson znany jest raczej jako Edson Canhao (we Francji i Portugalii) albo Edson Miolo (w Brazylii). Żeby było jeszcze śmieszniej, to w OM na koszulce miał napisane "Da Silva". Oryginalnie!

4. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem - rozgrywki 2004/2005 - zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu. Jego popisy z tego okresu do wglądu tutaj.

5. A co obecnie robi Edson? Otóż obecnie jest on odpowiedzialny za... piłkarski projekt społeczny skierowany do dzieci ulicy. Poczytajcie o tym tutaj. Szacunek!

6. Kilka ciekawych tekstów i wywiadów z nim znajdziecie tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

7. No dobrze - na zakończenie najpiękniejsze bramki Edsona z polskich boisk.

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10