Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 22 marca 2017
Evensen i Karslen, norwescy pionierzy

Harmeet Singh został właśnie piłkarzem Wisły Płock. To czwarty w historii zawodnik z Norwegii goszczący w naszej ekstraklasie, ale pierwszy seniorski reprezentant tego skandynawskiego kraju. Singh uzbierał trzy mecze, z czego jeden - a jakże - z Polską. Działo się to w styczniu 2014 roku, a biało-czerwoni wygrali 3:0.

2632224710

Przy okazji transferu Singha z rozrzewnieniem cofnąłem się do czasów, gdy norwescy pionierzy dopiero dokonali futbolowego rozdziewiczenia naszej ekstraklasy. Działo się to późną jesienią 2000 roku, a skandynawskimi przybyszami byli Vidar Evensen (ur. 1971) oraz Kenneth Karlsen (ur. 1973). Obaj zameldowali się w Widzewie Łódź. Trochę od czapy i zupełnie niespodziewanie.

Evensen był obrońcą, związanym pozostawał przede wszystkim z Strindheim (awans i spadek z ekstraklasy) oraz Kongsvinger IL (cztery sezony w ekstraklasie i spadek). Silny fizycznie, doświadczony i solidny zawodnik, rozpoznawalny w ojczyźnie, ale balansujący między najwyższym szczeblem rozgrywek a jego zapleczem (w Tippeligaen rozegrał prawie 150 meczów).

38BANENS_BESTE_954314a

Karlsen także był obrońcą, ale grał także na pozycji defensywnego pomocnika. Był mniej rozpoznawalny od Evensena. Występował w Strømsgodset IF, w ekstraklasie, ale przede wszystkim na jej zapleczu, będąc przez wiele lat kapitanem zespołu.

karlsen

Okoliczności ich przybycia do Łodzi nie są do końca jasne. Trudno dziś bowiem określić, kto wpadł na pomysł ich ściągnięcia, ale pamiętać należy, że Widzew prowadził wówczas dość szaloną politykę transferową. Panowie mieli być krótkoterminowym (z góry założono kilkumiesięczny pobyt) wzmocnieniem linii defensywnej wobec plagi kontuzji, kartek i innych niedyspozycji dostępnych w kadrze obrońców (swoją drogą akurat obrona łodzian była wówczas dość solidna - grali w niej m.in. Bogusz, Michalczuk, Stasiak, Stolarczyk, Urbaniak). Dodatkowe dziwactwo stanowił fakt, że Norwegowie dotarli do Polski już w głębokim środku rundy jesiennej.

Chłopaki jednak były i trzeba było coś z tym fantem zrobić. Obaj zadebiutowali 28.10.2000 w meczu z Polonią Warszawa (1:3), a potem zaliczyli jeszcze dwa (Evensen) i trzy (Karlsen) mecze. Runda się skończyła, Skandynawowie spakowali się i wrócili do domu. Kropka.

W ojczyźnie jeszcze trochę pograli w piłkę, najpierw w Strømsgodset IF, a po spadku zespołu - w drużynach z niższych lig. Solidarnie w 2007 roku zakończyli swoje profesjonalne kariery i wzięli się za trenerkę. Karlesn objął trzecioligowy Mjondalen (później został jego dyrektorem sportowym), a  Evensen zasiadł na ławce FK Ørn Horten.

Jaki wpływ na ich kariery miał pobyt w Polsce? Najpewniej żaden. Czy kibice zapamiętali ich występy w Widzewie? Raczej nie. Ale do historii naszej ekstraklasy i tak przeszli - jako pierwsi Norwegowie. Evensen i Karlsen. Na zawsze w naszych sercach :)

P.

środa, 15 marca 2017
Edson wali lewą

To najlepsza lewa noga pierwszej dekady XXI wieku w polskiej ekstraklasie. EDSON (ur. 15.03.1977) świętuje dzisiaj okrągłe czterdzieste urodziny.

14kol_autografy1_f9

Brazylijczyk nie jest piłkarzem anonimowym i nie większego sensu streszczać tutaj jego ciekawego życiorysu. Żeby jednak godnie uczcić jego święto serwujemy kilka smakołyków.

1. Część z kibiców pewnie pamięta, że kilka lat przed przybyciem do Legii Edson próbował swych sił w Olympique Marsylia (skład z Blankiem, Piresem i Ravanellim). Jego dorobek z tamtego okresu to 9 meczów i 1 gol. Niby żadne odkrycie, ale... Ja dokopałem się do tego jednego gola. Piękny!

Tutaj fotka Edsona w koszulce OM, a tutaj sekwencja filmików z jego pobytu we Francji.

2. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem - rozgrywki 2004/2005 - zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu.

3. Tak w ogóle to poza Polską Edson znany jest raczej jako Edson Canhao (we Francji i Portugalii) albo Edson Miolo (w Brazylii). Żeby było jeszcze śmieszniej, to w OM na koszulce miał napisane "Da Silva". Oryginalnie!

4. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem - rozgrywki 2004/2005 - zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu. Jego popisy z tego okresu do wglądu tutaj.

5. A co obecnie robi Edson? Otóż obecnie jest on odpowiedzialny za... piłkarski projekt społeczny skierowany do dzieci ulicy. Poczytajcie o tym tutaj. Szacunek!

6. Kilka ciekawych tekstów i wywiadów z nim znajdziecie tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

7. No dobrze - na zakończenie najpiękniejsze bramki Edsona z polskich boisk.

P.

wtorek, 07 marca 2017
Przybywają ze wszystkich stron świata

globe1

Nieco ponad pięć lat temu popełniłem wyliczankę dotyczącą listy państw, z których nie gościliśmy jeszcze piłkarskich reprezentantów w ekstraklasie. Cały tekst znajdziecie tutaj. Po intensywnych ruchach transferowych, drenujących już niemal każdy zakamarek Europy, a także wiele kryjówek porozrzucanych po innych częściach świata, wypada listę tę zaktualizować. Zatem:

Andora, Belgia, Cypr, Grecja, Irlandia, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Szkocja, Szwajcaria, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar, Kosowo

Pierwszym Belgiem, który dotarł do naszej ligi był Arnaud Djoum, który z czasem jednak okazał się - hihi - Kameruńczykiem (z tą reprezentacją triumfował na PNA 2017). Wakat się jednak nie pojawił, bo "jego miejsce" zajął Odjidja-Ofoe. Cypr uosabiał Dossa Junior. Grecję rozsiany po różnych klubach tercet: Anestis Argyriou (Zawisza Bydgoszcz), Mavroudis Bougaidis (Lechia Gdańsk) i Giannis Papadopoulos (Cracovia). Irlandia to - największa świeżynka - Cillian Sheridan, Szkocja - Barry Douglas (a od niedawna także Ziggy Gordon), zaś flagę Szwajcarii w tym pochodzie trzymali Darko Jevtic i Aleksandar Prijovic. Nowi członkowie UEFA pojawili się połowicznie - Kosowo swojego reprezentanta miała już dawno (Munishi - czytajcie tutaj), ale także zupełnie niedawno (Hasani w Łęcznej). Z Gibraltaru na razie brak ochotników. Na Starym Kontynencie mamy zatem 10 białych plam.

Nic się nie zmieniło w sprawie CONMEBOL -

Argentyna, Brazylia, Chile, Urugwaj, Kolumbia, Paragwaj, Peru, Wenezuela, Ekwador, Boliwia

wciąż nie dotarł nikt z Ekwadoru (tę sprawę zmieniłby niedoszły transfer Felipe Caiedo) ani Boliwii.

Warto się jednak zmierzyć - po raz pierwszy! - w całości z CONCACAF.

Kanada, Meksyk, USA, Belize, Gwatemala, Honduras, Kostaryka, Nikaragua, Panama, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Curaçao, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Gwadelupa, Haiti, Jamajka, Kajmany, Kuba, Martynika, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

Kanada to Trafford, Vitoria i Borjan (a wcześniej ławkowy Bellote, na zapleczu zaś Sing i kilku Polako-Kanadyjczyków). Meksyk wciąż problematyczny - pisałem o tym w tekście sprzed 5 lat. Gwatemala - Swisher. Honduras - Costly, Chavez i Quioto. USA - Apple, Evans, Hlavaty, White (osobną kwestią są Amerykanie w niższych ligach - np. Lech Poznań). Kostaryka - Junior Diaz. Panama - Luiz Henriquez. Curacao - van Kessel. Gwadelupa - Fleurival, Phibel. Haiti - Guerrier, Lafrance, Sarki. Martynika - Buval i Langil. Co ciekawe, Trynidad i Tobago miał swoich - utytułowanych! - reprezentantów, ale tylko na zapleczu ekstraklasy (Daniel, Williams).

Afryka to już nieco bardziej skomplikowana sprawa. Do CAF należy 56 federacji. Ja doliczyłem się przedstawicieli 24 z nich. To niecała połowa:

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

Najmizerniej wygląda jednak sprawa z Azją. Tutaj z 47 federacji gościliśmy w ekstraklasie piłkarzy z takich tylko państw jak:

Australia, Chiny, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Grajków można wymienić ciurkiem: Burns, Haliti, Thwaite, Rozic; Dong Fangzhou; Japonia do oczytania tutaj; Nikitin i Bernhardt; Kim Min-kyun (choć Koreańczyków przewinęło się więcej, to tylko on zaliczył występ w lidze); Alexis Norambuena (na zapleczu długo występował Omar Jarun).

Z rewiru Oceanii (16 federacji) zajrzał zaś do nas tylko delegat Nowej Zelandii (Aaran Lines).

Podsumowując zatem, Europa nie ma nam już zbyt wiele do zaoferowania. Ameryka Południowa - wyłącznie ludzi z państw na wysokościach. Z Afryki - nie dobiliśmy jeszcze do półmetka, zaś pozostałe federacje ledwie piłkarsko napoczęliśmy.

P.

wtorek, 10 stycznia 2017
Kraj Kwitnącej Wisły

springjapancherryblossomsnationalgeographics211

Choć Japończyków w polskiej ekstraklasie nie było zbyt wielu, to wszyscy zostawili po sobie jakiś ślad w pamięci kibiców. Choć nie zawsze był piłkarski ślad :)

Pierwszym Japończykiem w naszej lidze był Kimitoshi Nogawa (ur. 1984). Trafił on wiosną 2004 roku do Górnika Zabrze. Działo się to na fali zagranicznych transferów pilotowanych wówczas przez Marka Koźmińskiego. Stanowił on jednak raczej egzotyczną ciekawostkę niż wzmocnienie składu zabrzan. Bardziej pasowała mu rola turysty, który przed zawitaniem do Polski przebywał w Brazylii, a po pożegnaniu naszego kraju bawił (to właściwe określenie, bo nie grał zbyt wiele) w Kamerunie, Rumunii, Francji i Włoszech. Obecnie zarabia jako… model. O Nogawie pisaliśmy już kiedyś tutaj.

Prawdziwa inwazja samurajów rozpoczęła się jednak w 2011 roku. Wtedy zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni zaczął intensywnie sprowadzać menedżer piłkarski Tomasz Dranikowski. Bardzo ciekawy wywiad z nim do poczytania tutaj. Transferował głównie piłkarzy z tamtejszych rozgrywek uniwersyteckich, a później także z profesjonalnej ligi. Zwykle trafiali oni najpierw na Łotwę albo na Bałkany (głównie do ligi czarnogórskiej albo serbskiej), kiedy indziej do niższych polskich lig, a nieraz lądowali od razu w ekstraklasie.

Serię zapoczątkował Takafumi Akahoshi (ur. 1986). Popularny dziś „Aka” w 2011 roku najpierw oblał testy w Śląsku Wrocław, ale na jego usługi zdecydowała się, wówczas jeszcze I-ligowa, Pogoń Szczecin. Wkrótce okazało się, że „Duma Pomorza” stała się „najbardziej japońskim polskim klubem”, w ciągu pięciu lat zatrudniając czterech piłkarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Sam Akahoshi szybko odpłacił pracodawcom za kredyt zaufania i z miejsca zaaklimatyzował się w nowym zespole. Najpierw wydatnie pomógł awansować mu do ekstraklasy, a później brylował w jego barwach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Grając w Szczecinie od 2011 roku (z krótką przerwą na wypad do rosyjskiego FK Ufa jesienią 2014 roku) stał się graczem z jednym z najdłuższych stażów w Pogoni. To także pierwszy Japończyk, który strzelił gola w polskiej ekstraklasie (Pogoń – Jagiellonia 1:1, wrzesień 2012). "Aka" jednak nie ma już w Szczecinie, bo przeniósł się do Tajlandii. Do poczytania o nim - tutaj i tutaj.

Dwa lata później, w 2013 roku do Akahoshiego dołączył rodak - Takuya Murayama (ur. 1989). Wiosną 2013 roku zamienił on Gwardię Koszalin na Pogoń Szczecin. On również – być może dzięki pomocy „Aki” – z miejsca stał się ważnym ogniwem drużyny. W ciągu trzech lat prezentował niezmiennie równy poziom. Japończyk był szybki, obunożny i dobry technicznie. Fajny tekst o nim tutaj. Dzisiaj zarabia na chleb w tajskim Ratchaburi FC, a jego klubowym kompanem od kilku dni znów jest Aka.

Tropem starszych kolegów w Pogoni nie poszedł z kolei Shohei Okuno (ur. 1990). Rozegrał raptem kilka (nijakich) meczów jesienią 2014 roku i bez żalu oddano go do Bytovii Bytów. Melodią przyszłości jest natomiast Seiya Kitano (ur. 1997). Ten młodzian brylujący dotychczas w drużynach młodzieżowych ma już za sobą mecze, a nawet gola, w ekstraklasie. Wciąż jednak musi walczyć o miejsce w kadrze pierwszego zespołu – nie tyle nawet w pierwszej jedenastce, co na ławce rezerwowych.

O ile Pogoń Szczecin można potraktować jako hurtownika, to inne zespoły sprowadzały Japończyków już raczej detalicznie.

Lechii Gdańsk udało się sięgnąć po prawdziwą gwiazdę. Sprowadzony jesienią 2013 roku Daisuke Matsui (ur. 1981) był etatowym reprezentantem Japonii, uczestnikiem MŚ 2010 oraz graczem, który niemal przez osiem lat występował we Francji. O jego transferze pisaliśmy tutaj. Doświadczony pomocnik faktycznie błyszczał w Gdańsku, ale już po pół roku pożegnał się z ekstraklasą. Jego małżonka spodziewała się bowiem dziecka i piłkarz uznał, że najwyższa pora wracać do ojczyzny. O Matsuim czytajcie też tutaj i tutaj.

Dość dobre wrażenie zostawił po sobie w Podbeskidziu Bielsku-Białej również Kohei Kato (ur. 1989). W sezonie 2015/2016 ten nieustępliwy zawodnik pokazał, że ma wielkie serce do gry i żelazne płuca. Zapisał się także w rankingu kolorowych kartek, bo w ciągu roku udało mu się uzbierać 9 żółtych i 1 czerwony kartonik. Obecnie Kato występuje w bułgarskim Beroje Stara Zagora.

Na tym tle Ryota Morioka (ur. 1991) wydaje się nie tylko potwierdzać tezę o dość wysokim poziomie ściąganych do nas Japończyków, ale nawet podwyższać nieco poprzeczkę. Do Wrocławia trafił wiosną 2016 roku jako reprezentant Japonii (dwa mecze, w tym z Brazylią), ale wejście do Śląska miał jednak dość trudne i dłuższą chwilę nie potrafił odnaleźć się w nowym klubie. Przełamanie przyszło dopiero w siódmym występie. Działo się podczas spotkania z Lechem na Bułgarskiej. Morioka zdobył wtedy jedyną bramkę meczu. Od tego czasu do końca sezonu strzelił 7 goli w 9 meczach. Jego popisem był mecz Śląsk - Górnik Łęczna (3:2). Zresztą kilka miesięcy później Japończyk znów pięknie skarcił łęcznian. W obecnych rozgrywkach zdecydowanie rzadziej umieszcza piłkę w siatce, ale nikt nie ma wątpliwości, że to najwartościowszy zawodnik Śląska.

Poniżej pełne zestawienie Japończyków w polskiej ekstraklasie.

Zawodnik

Klub

Sezon

Bilans w ekstraklasie

Kimitoshi Nogawa

Górnik Zabrze

Wiosna 2004

3 - 0

Takafumi Akahoshi

Pogoń Szczecin

2011-2014, 2015-2016

115 - 14

Takuya Murayama

Pogoń Szczecin

2013-2015

78 - 9

Daisuke Matsui

Lechia Gdańsk

Jesień 2013

16 - 4

Shohei Okuno

Pogoń Szczecin

Jesień 2014

5 - 0

Kohei Kato

Podbeskidzie Bielsko-Biała

2015/2016

35 - 1

Ryota Morioka

Śląsk Wrocław

Wiosna 2016 - wciąż

35-11

Seyia Kitano

Pogoń Szczecin

Jesień 2016 - wciąż

9 - 1

Na zakończenie można wspomnieć także, że wielu zawodników występowało również na zapleczu ekstraklasy albo w II lidze. Byli to np. Tsubasa Nishi (m.in. Widzew Łódź, Stomil Olsztyn), Toshikazu Irie (Bogdanka Łęczna), Nayo Shibamura (Stomil Olsztyn), Kosuke Ikegami (m.in. Chojniczanka Chojnice), Tomoki Fujikawa (m.in. Arka Gdynia), Shatoru Okada (m.in. Termalica Nieciecza), Takeru Okada (GKS Bełchatów) czy Kosuke Kimure (Widzew Łódź). Poza tym kilkunastu Japończyków grało w drużynach z niższych klas, przede wszystkim w Gwardii Koszalin, Energetyku Gryfino i Concordii Elbląg.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego Lecha Poznań

P.

piątek, 09 grudnia 2016
Kazach Kuczi z Cichej

Choć Kazachstan jest jednym z grupowych rywali Polski w el. MŚ 2018, to przy okazji naszego pierwszego meczu osoba dzisiejszego jubilata nie pojawiała się specjalnie w mediach. A szkoda, bo Aleksandr Kuczma (ur. 9.12.1980), były zawodnik Ruchu Chorzów, to wieloletni kapitan drużyny Kazachstanu.

450_508b7b1a6e50f

Kuczma jako młody chłopak wyjechał z ojczyzny, by grać w piłkę w Niemczech. Sił i talentu starczyło mu jednak tylko na zespoły trzecio- i czwartoligowe (FC Rastatt 04, SG Sonnenhof Grossaspach, 1.FC Pforzheim). W Niemczech spędził jednak cztery lata i dorobił się tamtejszego obywatelstwa.

Dlatego też sporym zaskoczeniem był wiosną 2005 roku jego transfer do grającego wówczas na zapleczu ekstraklasy Ruchu Chorzów. Transfer na Cichą pilotował wówczas trener Jerzy Wyrobek (jak sam mówił, pilotował głównie przez telefon, ale do zespołu polecił go Dawid Bartos, piłkarz Ruchu, który grał z nim w lidze niemieckiej. Kuczma dołączył do "Niebieskich" prosto po testach w Torpedo Moskwa, co niewątpliwie dodało mu kilka punktów do lansu. Gdy Kazach zacumował w Chorzowie, to bardzo ciekawy tekst o nim napisał Wojciech Todur z "GW". Oto kilka wyimków:

Testy w Torpedo załatwił mi wujek, brat mamy. Nie uwierzysz, ale to prawdziwy mafioso. Obraca milionami.

Nie chcę się chwalić, ale napastnicy mają ze mną ciężkie życie. Zatrzymam ośmiu na dziesięciu.

W wolnym czasie Kuczma lubi słuchać muzyki. - Kazachskiej? - A co to, jak jestem z Kazachstanu, to nie mogę słuchać innej?! Hip-hop lubię. W czasie obozu koledzy puszczali mi polski hip-hop. Jeszcze nie wszystko rozumiem, ale już wiem, że mi się podoba. W Kazachstanie takiej muzyki nie ma. Brzdąkają na dwóch strunach i śpiewają o tym, co widzą, że góra wysoka, a to, że ptak płynie po niebie.

Całość do przeczytania tutaj.

Kuczma dał się poznać jako bardzo waleczny i ambitny obrońca. Jego pech polegał głównie na tym, że Ruch z nim w składzie... prezentował się fatalnie. Chorzowianie przędli na tyle kiepsko, że na koniec sezonu musieli być się w barażach o utrzymanie w II lidze. Dla naszego jubilata sama idea baraży była szokiem. Dorobek Kazacha wiosną 2005 do wglądu tutaj.

Jesienią, na skutek urazów, odmiennych wizji trenera i innych turbulencji, Kuczma zagrał już tylko w jednym meczu. Na koniec roku zaś spakował walizki i pożegnał się z Ruchem. Z jego pobytem wiąże też się anegdotka dotycząca... wożenia psa na zgrupowania.

Po przygodzie w Polsce Kuczma wrócił do ojczyzny. Od 2006 do 2014 roku występował w takich klubach jak FK Astana, Ordabasy Szymkent, Okżetpes Kokczetaw, Irtysz Pawłodar, FK Taraz czy Toboł Kostanaj. Z FK Astana został mistrzem kraju w 2006 roku i dzielnie walczył w el. LM 2007/2008 (strzelił nawet gola Rosenborgowi). Z Irtyszem Pawłodar dotarł zaś do 2. rundu Ligi Europy 2011/2012. W pierwszej turze wyeliminował... Jagiellonię Białystok (0:1 i 2:0).

Jego kariera klubowa jest jednak mniej interesująca niż dorobek reprezentacyjny. Kuczma do seniorskiej kadry Kazachstanu trafił właśnie podczas gry na Cichej (przedtem był etatowym reprezentantem młodzieżowych drużyn). Wtedy też zdobył swoją najważniejszą bramkę - w meczu z Danią (1:2) (a tutaj ciekawa rozmowa po tym spotkaniu). Łącznie wystąpił w 37 meczach i strzelił dwa gole. Grał w el. MŚ 2006 i 2010 oraz EURO 2008 (dwa mecze przeciwko Polsce).

photo_68046

Na koniec 2014 roku Kuczma zawiesił buty na kołku. W ojczyźnie cieszy się sporym uznaniem. A czy kibice Ruchu jeszcze go pamiętają?

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9