Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

środa, 05 grudnia 2018
Najfajniejszy mecz towarzyski ever. Europa vs. Reszta Świata AD 1997

Mignęło mi to wczoraj w internetach i aż się rozrzewniłem. 4 grudnia 1997 roku odbył się mecz Europa kontra Reszta Świata. Ach....

maxresdefault1

Spotkanie odbyło się przy okazji losowania grup Mistrzostw Świata 1998 we Francji. Tak, tych mistrzostw.

Przypomnijmy, że to był czas, gdy byłem jeszcze młodym chłopaczkiem, który chłonął wszystko, co z piłką związane.

Przypomnijmy, że był to czas, kiedy mecze w telewizji były jeszcze dozowane, może nie tak bardzo jak jeszcze kilka lat wcześniej, ale wciąż kibic na pewno nie był nimi przebodźcowany. Ja do dziś wspominam mecz Spartak Moskwa - Inter Mediolan (1:2) w Pucharze UEFA 1997/1998, który obejrzałem tylko dlatego, że akurat leciał w TV :)

Przypomnijmy wreszcie, że to był czas, kiedy po zielonych murawach gęsto biegali wizjonerzy, zwykle z numerem 10 na plecach - Zidane, Hagi, Romario, Ronaldo, Baggio, Okocha... Nawet Austria miała Herzoga :)

Sami widzicie, że był to piękny czas. I wszystkie te okoliczności zmaterializowały się w postaci meczu Europa versus Reszta Świata.

Oto składy obu drużyn:

Europa

1. Andreas Köpke (GER, Olympique de Marseille)
12. Frode Grodas (NOR, Chelsea)

2. Heimo Pfeifenberger (AUT, Werder Bremen)
3. Sorin Colding (DEN, Brondby FC)
4. Alessandro Costacurta (ITA, Milan AC)
5. Fernando Hierro (ESP, Real Madrid C.F.)
6. Dominique Lemoine (BEL, RCD Espanyol SAD)
7. Krassimir Balakov (BUL, VfB Stuttgart)
8. Paul Ince (ENG, Liverpool FC)
9. Patrick Kluivert (HOL, Milan AC)
10. Zinedine Zidane (FRA, Juventus FC), kapitan
11. Alen Boksic (HRV, Lazio SS)

13. Marius Lacatus (ROM, Steaua Bucarest)
14. Slavisa Jokanovic (YUG, CD Tenerife SAD)
15. Mehdi Pashazadeh (IRN, Tehran FC)
16. Gordon Durie (SCO, Glasgow Rangers)

Trener
Franz Beckenbauer (GER)

Reszta Świata

1. Jacques Songo'o (CMR, Deportivo La Coruña)
12. Rubén Martin Ruiz Díaz (PAR, Monterrey)

2. Myung-Bo Hong (KOR, Bellmare Hiratsuka)
3. Javier Margas (CHI, Universidad Católica)
4. Nwankwo Kanu (NGA, Inter)
5. Nourredine Naybet (MOR, Deportivo La Coruña)
6. Marcelino Bernal (MEX, Monterrey)
7. Hidetoshi Nakata (JAP, Bellmare Hiratsuka)
8. Adel Sellimi (TUN, Nantes)
9. Gabriel Batistuta (ARG, Fiorentina)
10. Ronaldo (BRA, Inter), kapitan
13. Hussain O. Sulimani (KSA)

11. Antony de Avila (COL, New York Metrostars)
14. David Nyathi (RSA, St. Gallen)
15. Deon Burton (JAM, Derby County)
16. Eric Wynalda (USA, San Jose Clash)

Trener
Carlos Alberto Parreira (BRA)

Mecz był tak bogaty w fajerwerki, że od oglądania mogły rozboleć brzuchy. Gwiazdy cisnęły swoje popisowe numery, ale pozostali nie odpuszczali. No, może poza defensorami, co takim gierkom chyba dodaje tylko uroku.

Wynik: 5:2 dla Reszty Świata. Strzelcy: De Avila, Ronaldo 2, Batistuta 2 - Lacatus, Zidane

Poniżej skrót spotkania. Zobaczcie sobie co wyprawiał Ronaldo.

Jeśli ktoś chciałby sobie obejrzeć cały mecz to nagranie znajdzie tutaj.

Przy okazji - listę z innymi meczami reprezentacji "Europy" albo "Świata" znajdziecie tutaj i trochę też tutaj.

A ciekawe dywagacje jak mógłby taki mecz wyglądać w 2017 albo 2018 roku znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

P.

piątek, 23 listopada 2018
Tango-kat z Romanem. Wasiluk ma czterdzieści lat

Choć nie był piłkarzem wybitnym, to w galerii postrachów polskiej reprezentacji stoi ramię w ramię z Garym Linekerem i Pedro Pauletą. Roman Wasiluk - tak, to o nim mowa - świętuje dzisiaj czterdzieste urodziny. Czy Mariusz Kukiełka "lubi to"? :)

Wasiluk jest jednym z najlepszych napastników w historii ligi białoruskiej. Dwukrotnie był tam królem strzelców (2000, 2007), dwukrotnie mistrzem kraju (2000, 2012), czterokrotnie sięgał po puchar. Umówmy się jednak, że to nie czyni go The Special One. Poza ojczyzną próbował szczęścia w Spartaku Moskwa (łącznie 7 meczów i 2 gole) i izraelskim Hapoelu Tel Awiw (9 meczów i 1 gol). Zero splendoru, sorry. W reprezentacji Białorusi grał w latach 2000-2008, zaliczył 24 mecze i 10 goli. Pięć razy trafił w el. MŚ, raz el. EURO 2004 i raz w el. EURO 2008. Żaden szał, absolutnie żaden. Nikt w Polsce nie straszyłby nim dzieci, gdyby nie wieczór 5 września 2001, kiedy to w meczu eliminacji do mundialu 2002 Pan Roman załadował biało-czerwonym 4 bramki, ośmieszając przy tym Mariusza Kukiełkę i Tomasza Kłosa.

Rok 2001 to w ogóle szczyt kariery Wasiluka. Najpierw trafiał seryjnie w Sławiji Mozyrz, potem przeniósł się do Spartaka. Wiele sobie po nim obiecywano, mówiono, że jest wielkim talentem. Niestety nic z tego nie wyszło. Choć potem zaliczał jeszcze dobre okresy w Dynamie Brześć i FK Homel, to było już wiadomo, że jego najpiękniejszym wspomnieniem będzie kręcenie polskimi obrońcami. No i tych kilka ładnych bramek z ligi białoruskiej.

Swoją drogą po latach Polacy dokonali jednak symbolicznej zemsty na Wasiluku. W 2008 roku pojawił się temat jego transferu do Jagiellonii Białystok, ale okazał się za drogi na białostocką kiesę. Natomiast latem 2015 roku natomiast był on testowany w I-ligowej Pogoni Siedlce, ale władze klubu nie zdecydowały się na transfer leciwego już wówczas zawodnika. Ot, taki pstryczek w nos :)

Na zakończenie warto wspomnieć, że Wasiluk okazał się długowiecznym typem - jeszcze w czerwcu 2018 grywał dla Dynama Brześć. Sto lat chłopie!

P.

 

wtorek, 20 listopada 2018
Polska - Holandia 1:3 (1993). Popis Bergkampa w smutnym pożegnaniu eliminacji w Poznaniu

 bilet1

Polska - Holandia w Poznaniu, z listopada 1993 roku, to mecz niepowtarzalny w historii naszej reprezentacji, w historii polskiego futbolu. Przegrane dużo wcześniej eliminacje, kończone w żałosnym stylu z tymczasowym selekcjonerem - to przerabialiśmy też później podczas spotkania Polska - Słowacja, w 2009 roku. Tu jednak dochodzi niebywała dominacja kibiców gości na trybunach (15 tys. Holendrów, przy 2-3 tys. Polaków!) - nigdy wcześniej i nigdy później nie zdarzyło się, by polscy fani byli w zdecydowanej mniejszości na meczu reprezentacji rozgrywanym w Polsce.

To bardzo wzmacnia obraz degrengolady polskiego futbolu w pierwszej połowie lat 90. Rok 1993 chyba możemy uznać za kwintesencję tego upadku, to przecież też niedziela cudów w polskiej lidze, baty 1:5, jakie Lech Poznań zebrał w eliminacjach Ligi Mistrzów od Spartaka Moskwa, a po rezygnacji Andrzeja Strejlaua - depresyjne porażki z Norwegią oraz Turcją. I w końcu - z Holandią. Wszystkie trzy - w Poznaniu. Aż odechciewało się oglądać futbolu.

Paweł Zarzeczny i Dariusz Szpakowski po Polska - Holandia i polskiej piłce

polska_holandia_1993_policja_kamera

„Za pierwsze 45 minut można naszej drużynie podziękować, za drugie - zganić (...) Jedno jest pewne - gorzej już być nie może, może być tylko lepiej, tym się pocieszmy. Z tą nadzieją zapadamy w zimowy, piłkarski sen. (...) Kiedyś Kazimierz Górski, po powrocie z Grecji, powiedział - trzeba wziąć kanister z benzyną, wszystko oblać, podpalić i zacząć od początku. Panie Kazimierzu - nic nie stoi przeciwko temu” - to Dariusz Szpakowski, w swoim tradycyjnym w tamtym czasie podsumowaniu na antenie TVP.

„Darujmy sobie teraz drobiazgowe analizy gry Polaków. Warto jednak po tym przegranym meczu, po pięciu przegranych meczach jesienią i po przegranych eliminacjach powiedzieć sobie coś takiego - reprezentacja po długiej agonii zginęła śmiercią tragiczną. Póki ciało jeszcze ciepłe - można wyjąć z niego parę zdrowych organów i przeszczepić w inne miejsce, być może z pożytkiem dla kogoś innego. Takimi zdrowymi organami w chorej reprezentacji, elementami na których można mimo wszystko budować przyszłość, są: Matysek, Wałdoch, Koźmiński, Adamczuk, Jałocha, Michalski, Kowalczyk, Brzęczek, Lewandowski... Dla reszty ciała, chorego, trzeba niestety odprawić nabożeństwo i... do piachu. I bardzo prosimy - ciszej nad tą trumną...” - to z kolei słowa Pawła Zarzecznego w tygodniku Piłka Nożna.

Faktycznie, szczegółową analizę meczu Polska - Holandia sobie oszczędzimy, ale skoro już przebrnąłem przez cały mecz z odtworzenia, to parę spraw warto przypomnieć.

przeglad

Ruud Gullit i Dick Advocaat - trudne sprawy

Holendrzy przyjechali do Poznania bez trzech wielkich gwiazd: Ruuda Gullita, Marco van Bastena (kontuzja) i Franka Rijkaarda (pauza za kartki). Ruud Gullit w trakcie eliminacji do World Cup 1994 pokłócił się z Dickiem Advocaatem, poszło głównie o to, że wiosną 1993 selekcjoner zdjął go z boiska podczas meczu w Anglii (2:2). Bez Gullita Holendrzy zdobyli awans na mundial, pieczętując go w Poznaniu. Dla Advocaata, mecz przy Bułgarskiej, miał być ostatnim w roli selekcjonera, co otwierało drogę powrotu Gullita do kadry. Advocaat po meczu w Poznaniu powiedział: - Odchodzę. W finałach mistrzostw świata reprezentację Holandii poprowadzi Johan Cruyff. Dwa lata temu umówiłem się z nim, że po eliminacjach zrezygnuję.

Problem w tym, że wielki Johan może i był umówiony na prowadzenie kadry od 1994 roku, ale nie był za to umówiony (a raczej - nie był „podpisany”) - na kasę z federacją. KNVB - podobno - nie zgodziła się zresztą nie tylko na wygórowaną pensję dla ówczesnego trenera Barcelony, ale też na zmianę sponsora technicznego kadry, bo Cruyff chciał, by Lotto zostało zmienione na producenta, z którym on miał umowę.

Selekcjonerem pozostał więc Advocaat, który dał się namówić na powołanie Gullita do reprezentacji Holandii, krótko przed mundialem, w maju 1994. Mało tego, obiecał publicznie, że zrobi Gullita kapitanem Holendrów na mundialu w Stanach. Gullit jednak zagrał jeszcze towarzysko ze Szkocją, po czym... opuścił zgrupowanie. Może czuł, że z Advocaatem nie jest się w stanie dogadać, a może - że kadra pod jego wodzą nie ma szans na sukces. Najzabawniejszy jest kontrast między zdjęciami obu panów z 1994 roku i z 2017, gdy Gullit został włączony do sztabu Advocaata.

gullitadvocaatGullit, czyli pierwszy piłkarz, który przebił się do mojej świadomości we wczesnym dzieciństwie (może na Italia ’90, a może na Euro 1992) nie wystąpił więc w Poznaniu, nad czym ubolewam. A nad jego brakiem w kadrze na World Cup 1994, tak sądzę, ostatecznie ubolewali holenderscy kibice. Owszem, reprezentacja Holandii miała wtedy jednego genialnego napastnika. Ale tylko jednego. Dennis Bergkamp stanowił o sile ofensywy Pomarańczowych w USA, był też jej motorem napędowym w Poznaniu.

Magik Dennis Bergkamp czarował w meczu Polska - Holandia

Na jego tle, nie czarujmy się, polscy piłkarze wyglądali jak ludzie uprawiający inną dyscyplinę sportu. Ok, Marek Leśniak zrobił to, czego nie dokonał wcześniej podczas meczu z Anglią („ajezusmaria!”) i po błędzie obrony (konkretnie Ronalda Koemana!) zdobył gola, ale tylko tyle dobrego na temat jego występu w Poznaniu można napisać. Jedyna naprawdę ciekawa kombinacyjna akcja Polaków podczas meczu z Holandią została zepsuta właśnie przez niego, gdy po wymianie kilku zagrań bez przyjęcia piłki, on posłał podanie (to ostatnie podanie) pod nogi Holendrów. To był początek drugiej połowy, jeszcze przy 1:1. W następnej akcji Bergkamp strzelił drugiego gola dla Holandii.

Polska beznadzieja: solidny tylko Adam Matysek, przebłyski Grzegorza Lewandowskiego

Wojciech Kowalczyk prawie nie miał piłki - w pierwszej połowie w dobrej sytuacji strzelił głową nad poprzeczką i to tyle. Najwięcej szumu robił zaczynający grę w kadrze Grzegorz Lewandowski. Zupełnie bez ikry zagrał Robert Warzycha, Marcin Jałocha i Radosław Michalski może i się starali, ale nie umieli (Michalski indywidualnie miał opiekować się Bergkampem...). Dramatycznie wyglądała gra w obronie, gdzie z prawej strony Dariusz Adamczuk co i rusz był wolniejszy niż Bryan Roy. Adamczuka czekała potem bardzo długa przerwa w grze z orłem na piersi, bo ponownie powoływał go dopiero Janusz Wójcik w 1999 roku. Występ Juliusza Kruszankina można traktować w kategoriach dowcipu, podobnie jak fryzurę Tomasza Wałdocha. Pochwalić, poza Lewandowskim, można było za ten mecz tylko Adama Matyska, którego i tak przed stratą czwartego gola, już w ostatnich sekundach, uratowała poprzeczka po strzale Ronalda de Boera.

 

Małomówny Lesław Ćmikiewicz, rozgadany Wojciech Kowaczyk

Polaków, prowadzonych przez Lesława Ćmikiewicza i Władysława Żmudę I, trudno tak naprawdę nazwać zespołem, to była raczej dość przypadkowa grupa, w której zresztą specjalnej ochoty nie miał się wówczas znaleźć m.in. Roman Kosecki. Dużo więcej do powiedzenia od tymczasowego selekcjonera miał Wojciech Kowalczyk (niżej zapis z Przeglądu Sportowego), który stwierdził, że reprezentacja Polski w Poznaniu nie powinna grać, skoro nikt przy Bułgarskiej jej nie chce oglądać. Tak się złożyło, że był to ostatni mecz reprezentacji Polski o punkty na tym stadionie (a i na mecz towarzyski trzeba było czekać aż do 2000 roku).

cmikiewicz_zmuda

cmikiewicz_kowalOczywiście, w meczu z listopada 1993 roku, tak specyficznym, pełne było obrazków dziś w futbolu niespotykanych. Advocaat już po trzecim golu, tym de Boera, jeszcze przed zakończeniem spotkania przez sędziego, udzielał wywiadów holenderskim mediom, w tym telewizji.
polska_holandia_1993_advocaat_wywiad

Holendrzy, którzy na stadionie czuli się jak u siebie, transparenty pozawieszali na wszystkich możliwych płotach, ale też i pokładli je za bramką. Polscy kibice ostatecznie siedzieli tylko na jednym sektorze, na który i tak zgodzili się wpuścić niemieszczących się już gdzie indziej Holendrów.
polska_holandia_1993_kibice_flagi_bez_tvp

Goście mieli ze sobą - oprócz wszystkich możliwych instrumentów muzycznych (z trąbkami, puzonami i bębnami na czele) - całe mnóstwo akcesoriów odnoszących się do wyjazdu ze Stanów. Były więc maski i czapki a’la Statua Wolności, były amerykańskie flagi.

Gdy taką flagę USA otrzymał od jednego z kibiców Marc Overmars, w zamian ofiarował mu swoją koszulkę. Zazdroszczę, bo ja swoją koszulkę Overmarsa, oczywiście podrabianą, dorwałem dopiero w 1998 roku w sklepie niedaleko rynku w Wąbrzeźnie.

Polska - Holandia 1:3 (1:1)

Gole:

0:1 Dennis Bergkamp (10. minuta),

1:1 Marek Leśniak (13. minuta),

1:2 Dennis Bergkamp (68. minuta),

1:3 Ronald de Boer (88. minuta)

POLSKA: 1. Adam Matysek, 2. Radosław Michalski, 3. Marek Koźmiński, 4. Juliusz Kruszankin, 5. Tomasz Wałdoch, 6. Marcin Jałocha, 7. Grzegorz Lewandowski, 8. Dariusz Adamczuk, 9. Robert Warzycha, 10. Wojciech Kowalczyk, 11. Marek Leśniak

Rezerwowi: 12. Janusz Jojko, 13. Tomasz Łapiński, 14. Ryszard Czerwiec, 15. Tomasz Cebula, 16. Jerzy Brzęczek

Ustawienie: Matysek - Jałocha, Kruszankin, Michalski, Wałdoch - Adamczuk, Warzycha, Lewandowski, Koźmiński - Leśniak, Kowalczyk.

Zmiany: 65. minuta - Cebula za Warzychę; 78. minuta - Czerwiec za Jałochę

HOLANDIA: 1. Ed de Goey, 2. Ulrich van Gobbel, 3. Frank de Boer, 4. Ronald Koeman, 5. Erwin Koeman, 6. Jan Wouters, 7. Marc Overmars, 8. Aron Winter, 9. Ronald de Boer, 10. Dennis Bergkamp, 11. Bryan Roy

Rezerwowi: 12. John Bosman, 13. Wim Jonk, 14. John de Wolf, 15. Arthur Numan, 16. Theo Snelders

B.

piątek, 07 lipca 2017
Superpuchary, których… nie było

Dzisiejszym meczem o Superpuchar Polski między Legią a Arką symbolicznie rozpocznie się kolejny sezon ligowy. Kibice przywykli już do takiej formuły tego spotkania. Warto jednak pamiętać, że idea ideą, ale... bywało różnie. Mecz bowiem czasem w ogóle się nie odbywał.

ffndbt73m4q4

Sam pomysł na rozgrywanie Superpucharu Polski zrodził się w 1980 roku. Ówczesne władze PZPN uznały, że konfrontacja najlepszej drużyny w kraju z zespołem, który sięgnął po krajowy puchar może być nie lada atrakcją dla kibiców. Kiedy jednak rywalem Legii Warszawa (zdobywca PP 1980) okazać się miał zupełnie nieoczekiwany triumfator ligi – Szombierki Bytom – z pomysłu się wycofano! Decyzję argumentowano tym, że takie zawody nie spotkają się ze zbyt dużym zainteresowaniem fanów.

Do idei wrócono trzy lata później, czyli w 1983 roku. Wtedy też rozegrano pierwszy w historii Superpuchar Polski. Lechia Gdańsk (zdobywca PP 1983, świeżo po awansie z III do II ligi) wygrała na swoim stadionie z… Lechem Poznań (mistrz Polski 1983). Jedynego gola strzelił Jerzy Kruszyński, który dwa lata później przeniósł się do Kolejorza.

Pomimo frekwencyjnego sukcesu premierowego spotkania (na trybunach zasiadło 15 000 kibiców) na kolejny mecz o Superpuchar trzeba było czekać aż cztery lata (1984-1986). Nikt bowiem nie kwapił się do organizacji kolejnych spotkań. Dopiero w 1987 roku PZPN, na wniosek Kazimierza Górskiego, zadecydowano, że pieczę nad spotkaniem obejmie piłkarska centrala. Mecz odbywać się miał zawsze na tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek ekstraklasy i być formą inauguracji sezonu. Honorowym patronem wydarzenia została Fundacja „Gloria Victis” zajmująca się wspieraniem byłych sportowców. Dochód ze spotkania miał wspierać jej właśnie konto. Lokalizacja kolejnych meczów była ruchoma i docelowo trafiała również do mniejszych piłkarskich ośrodków. Wdrożenie tych szlachetnych założeń rozpoczęło się 2 sierpnia 1987 roku, kiedy to Śląsk Wrocław (zdobywca PP) pokonał Górnika Zabrze (mistrz Polski) na stadionie w Białymstoku (2:0). Od tego czasu Superpuchar rozgrywany jest już regularnie, choć i w tym okresie nie brakuje wpadek.

W 1993 roku zaplanowane już spotkanie (miało odbyć się w Radomiu) zostało odwołane z powodu afery „ostatniej kolejki” sezonu 1992/1993. Wtedy to Legia i ŁKS ścigały się w strzelaniu bramek swoim przeciwnikom w korespondencyjnym boju. Za karę obu drużynom unieważniono wyniki ostatniego spotkania oraz nie dopuszczono do występów w europejskich pucharach. Tym samym mistrzem Polski ostatecznie został Lech Poznań, ale jego superpucharowego meczu z GKS Katowice (zdobywca PP) postanowiono już nie rozgrywać.

Początek XXI wieku to trudny czas dla Superpucharu. W 2000 roku z jego współorganizowania wycofała się Fundacja Gloria Victis. Jedynym podmiotem odpowiedzialnym za wydarzenie został więc PZPN. Skutki tej sytuacji szybko zaczęły być widoczne.

W 2002 roku zawody dość niespodziewanie odwołano. Ciekawie zapowiadający się mecz Legii i Wisły miał być toczony na stadionie w Suwałkach. Władze PZPN uznały jednak, że w kontekście MŚ 2002… nie są w stanie znaleźć dla niego dobrego terminu. Padały różne daty, w końcu zdecydowano się na grę na początku września, po czym wycofano się w ogóle z pomysłu rozgrywania spotkania.

Rok później, czyli w 2003 roku, o przeprowadzeniu Superpucharu już w ogóle nie myślano. PZPN uznał, że nie jest zainteresowany organizacją takiego przedsięwzięcia, więc nawet nie poczyniono żadnych przymiarek związanych z jego przeprowadzeniem.

Historię z 2004 roku znają doskonale przede wszystkim kibice poznańskiego Lecha. Do meczu o Superpuchar z pewnością znowu by nie doszło, ale działacze Kolejorza (zdobywcy PP) zaproponowali, aby potraktować w tych kategoriach spotkanie ostatniej kolejki sezonu – właśnie ze świeżo koronowanym mistrzem Polski Wisłą Kraków. Mecz przy ul. Bułgarskiej zakończył się remisem 2:2 i wobec tego arbiter zarządził... konkurs rzutów karnych. Jedyny raz w historii takie wydarzenie towarzyszyło ligowemu spotkaniu.

W 2005 roku powtórzyła się historia z lat 2002-2003. Polska reprezentacja „szykowała się” do MŚ 2006 w Niemczech, a sam PZPN zmagał się ze szczytem afery korupcyjnej. O Superpucharze nikt wówczas nie pomyślał.

Zły los cyklicznego spotkania odmienił się dopiero w 2006 roku. Wtedy to pod swoje skrzydła wzięła go nowo powołana spółka Ekstraklasa SA. Od tego czasu wydarzenie pod zmienioną nazwą Superpuchar Ekstraklasy SA miał toczyć się rokrocznie bez względu na okoliczności. Tak się jednak nie stało.

W 2011 roku zaplanowano, że odbędzie się on na świeżo wybudowanym na EURO 2012 Stadionie Narodowym w Warszawie. Termin oddania obiektu do użytku ciągle jednak przesuwano. Ostatecznie mecz miał być rozegrany… w lutym 2012 roku. Policja jednak zakwestionowała gotowość stadionu na przyjęcie kibiców Legii i Wisły. Dodatkowo same kluby zadeklarowały, że nie są zainteresowane takim spotkaniem rozgrywanym w zimowej aurze, ponieważ kolidowałoby on w ich przygotowaniach do 1/16 Ligi Europy.

Wreszcie w 2013 roku Superpuchar Ekstraklasy również się nie odbył. PZPN argumentował tę decyzję reformą rozgrywek Ekstraklasy zwiększająca liczbę meczów ligowych w sezonie (wprowadzono wtedy podział na grupy mistrzowską i spadkową, po 30 kolejkach rundy zasadniczej) oraz zmianami organizacyjnymi w Pucharze Polski.

Jak widać historia inaugurujących sezon potyczek mistrza Polski ze zdobywcą Pucharu bywa burzliwa. Mimo to dzisiaj wieczorem piłkarze powinni jednak wybiec na murawę.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego Lecha Poznań

P.

czwartek, 22 grudnia 2016
Głęboki grudzień

PA2341753

Grudzień raczej nie kojarzy się kibicom z występami kadry narodowej. Choć swego czasu panowała moda na rozgrywanie meczów w ostatnim miesiącu roku, to Adam Nawałka nie jest jej zwolennikiem.

Trudno polemizować z koncepcją selekcjonera, bo jeśli sięgniemy pamięcią do tych grudniowych pierników, to zwykle były to spotkania dość cudaczne. Warto jednak pochylić się nad grudniowym profilem dotychczasowej aktywności kadry.

W całej swojej historii biało-czerwoni rozegrali w grudniu 23 spotkania (z czego mecz Polska - Bośnia i Hercegowina [1:0] z 2007 roku ostatecznie nie jest uznawany przez FIFA). Bilans tych spotkań: 13 zwycięstw - 3 remisy - 7 porażek. Nie świadczy to jednak o zimowe mocy naszych zawodników, ale raczej o jakości przeciwników (aż trzy razy mierzyliśmy się z młodzieżowo-olimpijsko-rezerwową kadrą Bośni i Hercegowiny). Choć trzeba dojrzeć również mocnych przeciwników: Węgrów (1921), Niemców (1933), Argentyńczyków (1968) czy Włochów (1984).

Co ciekawe, pierwszy oficjalny mecz kadry toczony był właśnie w tym świątecznym miesiącu, dokładnie 18 grudnia 1921. Polacy przegrali wtedy w Budapeszcie z Węgrami (0:1).

Jednak z tego całego zbioru tylko dwa mecze były o pozatowarzyską stawkę.

5.12.1971 - Turcja - Polska 1:0, eME

Swoją drogą to była bardzo zaskakująca porażka, bo kilka miesięcy przedtem drużyna Górskiego rozbiła Turcję u siebie aż 5:1)

7.12.1980 - Malta - Polska 0:2, eMŚ, skrót tutaj

Szczególnie te maltańskie zawody (murawa!) pokazały, że granie w grudniu nie jest specjalnie dobrym pomysłem. Zresztą mecz z Maltą z różnych względów jest legendarny.

Najpóźniejszy kalendarzowo mecz reprezentacja Polski rozegrała 19 grudnia 1990 roku. Wtedy to ekipa prowadzona przez Andrzeja Strejlaua zmierzyła się z Grecją w mieście Volos. Nasz selekcjoner dał wówczas zadebiutować z orzełkiem na piersi aż czterem zawodnikom: Sidorczukowi, Lesiakowi, Cebuli i Grzesikowi. To jednak nie zdezorientowało Polaków, który wygrali 2:1 po golach Soczyńskiego i Koseckiego. Skrót meczu tutaj.

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9