Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

wtorek, 09 stycznia 2018
Pół twarzy pewnej filozofii. Pavon(es y Zidanes)

Niewielu piłkarzy w historii może się pochwalić tym, że wokół nich zbudowano pewną filozofię. Takiego zaszczytu doświadczył dzisiejszy jubilat. Ale trudno powiedzieć, czy był z tego zadowolony. Francisco Pavon (ur. 9.01.1980) stał się twarzą (a dokładniej - jedną z dwóch twarzy) filozofii uprawianej przez Real Madryt w pierwszej dekadzie XXI wieku (w jej pierwszej połowie). Określano ją mianem Zidanes y Pavones.

franciscopavonandzinedinezidane

Proklamował ją prezes Królewskich Florentino Perez, a jej sensem było kupowanie do Realu za kosmiczne sumy największych światowych gwiazd piłki (jak Zidane, Beckham, Figo, Owen czy Ronaldo) i uzupełnianie składu wychowankami (jak właśnie Pavon albo Alvaro Mejia, Borja czy Raul Bravo).

Piłkarskie skutki Zidanes y Pavones były jednak dość przeciętne. Za czasów gry obu panów w Królewskich, tj. lipiec 2001 - czerwiec 2006, Real tylko raz świętował mistrzostwo Hiszpanii - w 2003 roku. Do tego jednak dorzucił zwycięstwo w Lidze Mistrzów 2002. Szału jednak nie ma, powiedzieć, że kibice liczyli na więcej, to nic nie powiedzieć. A dodatkowo zdarzały się astralne tąpnięcia, jak choćby sezon 2003/2004, gdzie piłkarze z Madrytu zajęli 4. miejsce w lidze (za Valencią, Barceloną i Deportivo) i odpadli w 1/4 Champions League (wyeliminowani przez AS Monaco).

Jeszcze gorsze były jednak skutki finansowe. Ściągani za galaktyczne kwoty gwiazdorzy na wiele lat zadłużyli kasę Realu, choć dług ten jest oczywiście czysto wirtualny.

Projekt Zidanes y Pavones był jednak dość wyjątkowy, jeśli spojrzeć na niego pod kątem socjologicznym. To przejaw epoki, wykwit hossy początku wieku, gdzie nie liczyły się pieniądze, a ważny był odurzający spektakl! Show must go on! Miało być jak w holywoodzkim filmie! Nikt specjalnie nie zastanawiał się jak ma działać drużyna z lichą defensywą, skoro w ofensywie hasają największe asy na świecie. Zobaczcie jak odległa to perspektywa, gdy porównamy ją z perfekcyjnie dziś naoliwionymi maszynami Guardioli. Bliżej jej raczej do zapędów bogatych szejków, którzy najchętniej zrobiliby drużynę z 10 Neymarów a na bramce umieścili przypadkowego przechodnia.

Sam Pavon poza Realem kariery nie zrobił żadnej. Po po opuszczeniu Madrytu przez trzy lata bawił w Realu Saragossa, ale był tam głównie rezerwowym (widocznie konkurencja na jego pozycji była większa niż w Madrycie). Potem zaliczył sezon we francuskim AC Arles-Avignon i zakończył przygodę z piłką. Na koncie ma jednak rozegranych dla Realu 106 meczów (+ 1 gola) w Primera Division oraz 34 w Champions League. Całkiem sporo. Zabawne - jedynego swojego gola w europejskich pucharach strzelił... Wiśle Kraków.

Więcej o Pavonie możecie poczytać tutaj, tutaj i tutaj.

Polecam też tekst o piłkarzach, których nazwiska była słynniejsze niż oni sami - tutaj.

P.

środa, 20 grudnia 2017
Torebka z Lozanny

Jacek Dembiński, dzisiejszy jubilat (ur. 20.12.1969), to przykład piłkarza spełnionego i niespełnionego zarazem. W naszej ligowej piłce osiągnął tyle, że pozazdrościć sukcesów mogą mu największe tuzy polskiego futbolu. Trzy tytuły mistrzowskie, 95 goli w ekstraklasie, bramki w Lidze Mistrzów, podziw i szacunek. Czego chcieć więcej?

Ano można byłoby chcieć sukcesów zagranicznych. Tutaj jednak każde podejście kończyło się fiaskiem. Nie udał się bowiem Dembińskiemu podbój szwajcarskiego Lausanne-Sports (1995-1996), nie udał się także - pomimo dobrego otwarcia - pobyt w Hamburger SV (1997-2000).

Szczególnie wyjazd do Szwajcarii okazał się spektakularną klapą. Najpierw pojawiły się problemy z samym transferem. Zespół z Lozanny nie zapłacił kwoty odstępnego, bo menedżer piłkarza obiecał Helwetom, że nie ma takiej konieczności. Okazało się jednak, że taka konieczność była, bo o swojego piłkarza upomniał się Lech Poznań, udowodniając, że transfer był bezpodstawny. Lech ostatecznie otrzymał sporą wówczas sumę za wypożyczenie piłkarza. Sprawa została wyjaśniona i wydawało się, że Dembiński wreszcie pokaże na co go stać.

team_19951996

Dembiński czwarty od lewej w najwyższym rzędzie. Zdjęcie ze strony www.bwfk.com, którą polecam wszystkim fanom Lausanne-Sports.

I faktycznie - już w debiucie trafił do siatki St. Gallen (1:2), a kolejnego gola dorzucił w swoim czwartym występie (3:0 z FC Zurich). Rundę jesienną zakończył z bilansem 19 meczów - 3 gole. Szału nie było, ale nadzieje na jeszcze lepszą wiosnę - tak.

Gdy wydawało się, że najgorsze już za Dembińskim to w styczniu 1996... wybuchła afera torebkowa. Otóż piłkarz został wyrzucony z klubu pod zarzutem kradzieży i paserstwa. Miał się bowiem dopuścić kradzieży torebki z sklepu. Sam zawodnik odpierał zarzut, twierdząc, że cała ta sprawa to koszmarne nieporozumienie. Miał on wynieść torebkę ze sklepu przez przypadek, będąc zaaferowany wybieraniem produktów wraz ze znajomymi. Wokół tej sytuacji zrobiło się sporo szumu, przeciwko piłkarzowi wszczęto postępowanie karne, a Lausanne po prostu rozwiązało z nim umowę. Choć ostatecznie piłkarz wyjaśnił sprawę, to u Helwetów nie miał już czego szukać i wrócił do Polski. Na szczęście dla siebie i dla polskich klubów korzystających później z jego usług strzeleckich.

Można oczywiście mówić, że to pech pokrzyżował zagraniczne losy Dembiny, ale wielu piłkarzy, którzy go znali wskazywało na szerszy problem. Podkreślano bowiem, że był on klasowym zawodnikiem, jednak zbyt nieśmiałym i niepewnym swoich możliwości, by odnieść sukces w świecie grubych ryb. Pisał o tym w swojej książce Wojciech Kowalczyk, wspominał też Szamotulski i inni. Cichy, spokojny, opanowany, nieawanturujący. Nie potrafiący się wepchnąć (poza boiskiem), zachować się bezczelnie i postawić na swoim.

To może być też powód dla którego reprezentacyjna kariera Dembińskiego jest tak bardzo nieimponująca. Rozegrał on raptem 10 meczów, w których ani razu nie trafił do siatki. Szansę dawali mu Apostel, Piechniczek, Pawlak i Wójcik. U tego pierwszego był tylko rezerwowym, ale Piechniczek widział w nim ważne ogniwo kadry, szczególnie po konflikcie z Juskowiakiem i Kowalczykiem. Dembina zagrał cały mecz eMŚ 1998 z Anglią (0:2), a po zwolnieniu Piechniczka - prawie cały z Gruzją (4:1). Nic jednak nie wskórał i chyba właśnie wtedy pogrzebał swoje reprezentacyjne szanse. Co prawda blisko kadry trzymał go także Wójcik, ale wystawiał go tylko w meczach towarzyskich (z Węgrami, dwa razy z Izraelem i Rosją), preferując zdecydowanie duet Kowal - Jusko albo ustawienia z sześcioma obrońcami.

Te wszystkie porażki Dembińskiego niech nie przysłonią tego, że dla kibiców Lecha Poznań i Widzewa Łódź (oraz Amiki Wronki) jest on postacią absolutnie kultową. Fani Kolejorza z pewnością z łezką w oku wspominają gole młodego Dembińskiego w latach 90-tych, gdy wokół było buro i ponuro, a JD trafiał do bramki z imponującą sprawnością. To jego gol dał lechitom zwycięstwo nad Legią przy Łazienkowskiej w maju 1995 roku, to on zaliczył rzadko wówczas oglądany w Poznaniu hat-trick (ze Stalą Stalowa Wola w kwietniu 1995).

O jego zasługach dla Widzewa nawet nie ma co wspominać, więc tylko przywołam jeden jego mecz, który - obok występów pucharowych - utkwił mi najbardziej. Widzew - Raków 5:1, pięć goli Dembińskiego. A bramkę z Legią fani łodzian też na pewno dobrze pamiętają.

Dembiński jest więc syty, ale z pewnością odczuwa i pewien niedosyt. Jednak w mediach nigdy nie narzeka, a piłka wciąż sprawia mu przyjemność. W ostatnim czasie Dembiński udzielił kilku ciekawych wywiadów. Można je przeczytać tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

P.

czwartek, 14 września 2017
Riekisz - kupiony i zapomniany

Urodziny dziś obchodzi Dmitrij Riekisz (ur. 14.09.1988). Nie kojarzycie? Nie dziwię się. W jego historii najciekawsze jest właśnie to dlaczego polscy, a w szczególności stołeczni, kibice go nie kojarzą. A będąc bardziej precyzyjnym - dlaczego nie mieli w ogóle okazji go skojarzyć.

Riekisz był gwiazdeczką kolejnych juniorskich zespołów Białorusi. W 2010 roku stał się jednym z głównych architektów awansu (bardzo silnej) reprezentacji młodzieżowej na EURO U-21 2011 rozgrywanego w Danii (kapitanem tej drużyny był Michaił Siwakow z Wisły Kraków, a obrońcą Oleg Wierietiło z Podbeskidzia Bielsko-Biała). Jednocześnie od 18. roku życia występował w pierwszym składzie Dinama Mińsk, dwukrotnie sięgając z tym klubem po wicemistrzostwo kraju. Jeśli ktoś ma mocne nerwy i dużo czasu to może sobie obejrzeć jego klipy - ten i ten.

rekish

Czysty talent, szybko zwrócił na siebie uwagę zagranicznych klubów. Jednym z nich była Polonia Warszawa. Tak, ta Polonia Warszawa zarządzana przez Józefa Wojciechowskiego... Sezon 2010/2011 to prawdziwa orgia na Konwiktorskiej. Do połowy września trenerem Czarnych Koszul był Bakero, potem zastąpił go Paweł Janas. 6 stycznia 2011 szkoleniowcem Polonii został śp. Theo Bos. Jednym z pierwszym ruchów transferowych za jego czasów było wypożyczenie Riekisza z Dinama. - W jego przypadku testy nie były konieczne, w końcu to reprezentant Białorusi. Poza tym to na razie półroczne wypożyczenie, zobaczymy, jak się sprawdzi. W czerwcu zapadnie decyzja, czy warto podpisać z nim kontrakt definitywny - mówił szef skautingu Polonii Marek Citko.

250px-Dmitrij_Riekisz_2011

21 lutego Białorusin stawia się na Konwiktorskiej. 7 marca rozgrywa swój pierwszy mecz, na początek w Młodej Ekstraklasie. 14 marca Theo Bos zostaje zwolniony, a jego miejsce przychodzi Piotr Stokowiec. Po tygodniu Stokowca zmienia Jacek Zieliński. Temat Białorusina znika.

Nowi trenerzy... nawet nie wiedzą, że mają takiego zawodnika jak Riekisz w kadrze! W klubowej szatni panuje bowiem ścisk, po korytarzach snują się bizantyjsko opłacani rodzimi piłkarze. Dima gra więc dalej w Młodej Ekstraklasie, wypatrując szansy na debiut w pierwszej drużynie (jego łączny dorobek w ME to 9-1). Ten jednak nie przychodzi. W młodzieżowych rozgrywkach miał ponoć prezentować się na tyle kiepsko, że Zieliński nie myślał nawet o włączaniu go do meczowej osiemnastki (stało się tak tylko raz - z braku laku, w której na ostatni mecz przy Konwiktorskiej z Bełchatowem).

W międzyczasie Riekisz wciąż jednak powoływany jest do białoruskiej młodzieżówki. Ba, w jednym z meczów strzela nawet gola Hiszpanii (1:1). Potem trafia do kadry startującej na EURO U-21.

Zanim jednak turniej się rozpocznie, to 2 czerwca 2011 Polonia wydaje komunikat, że nie jest zainteresowana dalszym wypożyczeniem ani definitywnym transferem Riekisza.

Z tą informacją w głowie, choć formalnie wciąż jako gracz Czarnych Koszul, Białorusin rusza na młodzieżowe EURO. Na samym turnieju pełnił rolę pierwszego rezerwowego (grał w czterech z pięciu spotkań), ale jego zespół sensacyjnie wywalczy brązowy medal!

jznqe4_w631h356

Na Białorusi euforia i nikt nie może zrozumieć, że taki gość jak ich Dimka nie przebił się w siódmej drużynie polskiej ekstraklasy. Świat staje otworem wystarczy tylko skorzystać.

Życie jednak pokazało, że Riekisz tego świata nie zawojował. Przeciętnie radził sobie w Torpedo Żodzino i Niemanie Grodno, kiepsko wypadł w czeskim Fotbal Trinec. Jego najlepszy dotychczas seniorski sezon to 2015 rok spędzony w litewskim Spirysie Wilno (11 goli).

Potem już gorzej wiodło mu się w Traku FK, a od jesieni 2016 znów występuje w Torpedo Żodzino.

bbbIMG_9164

Nigdy nie wystąpił w seniorskiej reprezentacji, a jego szczytowym osiągnięciem są występy w el. LE. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że Riekisz jest w swojej ojczyźnie wielkim celebrytą. W zasadzie nie ma miesiąca, żeby największy białoruski serwis sportowy nie zameldował co nowego u niego.

Choć więc w Polonii zapomniano, że mają w ogóle takiego piłkarza w kadrze, to jego dalsze losy pokazują, że w sumie... dobrze zrobili.

P.

środa, 21 czerwca 2017
Rzeczy, których (być może) nie wiesz o Żurawiu

DARIUSZ ŻURAW został właśnie trenerem drugoligowego Znicza Pruszków.  Wcześniej pracował jako pierwszy szkoleniowiec w WKS-ie Wieluń, Odrze Opole oraz Miedzi Legnica. Był także asystentem Macieja Skorży w Lechu Poznań, w czasie, gdy ten zdobywał Mistrzostwo Polski 2015.

Pewnie nie jest to news rzucający na kolana, ale stanowi on dobrą okazję, żeby nieco przypomnieć postać Żurawia-piłkarza, jednego z najbardziej niedocenionych polskich zawodników w XXI wieku (!). Oto zatem wyjściowa jedenastka ciekawostek o nim.

Klub od dziadków. Choć Żuraw urodził się (w 1972 roku) i wychował w Wieluniu (województwo łódzkie) to jego pierwszym klubem był klubik z pobliskiej wsi – LZS Ostrówek. Dlaczego właśnie ten zespół? Powód jest dość niezwykły. Pewnego dnia młody Darek pojechał w odwiedziny do dziadków mieszkających Ostrówku. Wujek zabrał go na mecz, a ponieważ brakowało jednego zawodnika zapytano się go czy może chce zagrać. On zgodził się, a przy tym zaprezentował się na tyle dobrze, że został już w drużynie do końca sezonu.

Przez LZS do Lubina. Kariera zdolnego defensora nabierała rozpędu. W kolejnym roku przeniósł się do LZS Rychłocice. W 1992 trafił do rodzinnego III-ligowego WKS Wieluń. Po czterech latach przebił się klasę wyżej, do II-ligowego Okocimskiego Brzesko, by wreszcie w przerwie sezonu 1997/1998 zostać zawodnikiem grającego w ekstraklasie Zagłębie Lubin.

Miedziowy top. 3,5 roku – tyle potrzebował w Lubinie Żuraw, żeby wyrobić sobie markę jednego z najlepszych defensorów polskiej ligi. Choć rosły obrońca w Zagłębiu nie grał zbyt długo to uzbierał równo 100 meczów i 10 goli. Wielu kibiców widzi go w jedenastce wszech czasów miedziowej drużyny.

z12653011QDariuszZurawwbarwachZaglebiaObokemanuleOli

Niemieckie saksy. Latem 2001 roku Żuraw przeniósł się do grającego w 2. Bundeslidze zespołu Hannoveru 96. Już po roku cieszył się jednak z awansu – pierwszego w historii klubu - do najwyższej klasy rozgrywkowej. W tej niemieckiej drużynie polski defensor spędził siedem lat – sześć w 1. Bundeslidze i rok na jej zapleczu. Jego bilans w 1. Bundeslidze: 131 meczów i 5 goli. W 2. Bundeslidze: 16 – 2. Godny bilans, trzeba przyznać.

sl300

Uwaga na głowę! Rosły Żuraw wspaniale grał głową. Dzięki temu strzelał całkiem sporo goli jak na defensora. W Bundeslidze tym sposobem uzyskał cztery z pięciu swoich trafień. Udało mu się skierować futbolówkę do bramki takich zespołów jak TSV 1860 Monachium, Werder Brema, HSV Hamburg (dwukrotnie), a także Bayernu Monachium.

Arka tonie, Żuraw ratuje. Po powrocie z Niemiec Żuraw jeszcze przez rok występował jeszcze w Arce Gdynia. Choć miał już na karku 36 lat to był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem drużyny. To głównie dzięki niemu gdynianie obronili się przed spadkiem z ekstraklasy. Dość powiedzieć, że z sześcioma golami na koncie był najlepszym strzelcem Arki (wraz ze Zbigniewem Zakrzewskim). Po zakończeniu sezonu zakończył profesjonalną karierę i tylko okazjonalnie kopał piłkę w WKS Wieluń.

Jedna czerwień. Żuraw przez całą swoją karierę otrzymał tylko jedną czerwoną kartkę! Stało się to 18 września 2004 roku. W 19. minucie wyjazdowego spotkania z Werderem Bremen Polak został usunięty z boiska za faul w polu karnym na Nelsonie Valdezie.  Hannover przegrał potem całe spotkanie aż 0-3.

Kadra i reklama. Osobną kwestią pozostaje reprezentacyjna „przygoda” Żurawia. Choć plasował się w absolutnej czołówce polskich defensorów to kolejni selekcjonerzy – Jerzy Engel, Zbigniew Boniek, Paweł Janas i Leo Beenhakker – nie widzieli dla niego miejsca w koszulce z orzełkiem na piersi. W efekcie w narodowych barwach wystąpił tylko raz. Stało się to w towarzyskim meczu z Białorusią (1:3 w lutym 2005 roku). Jest w tym wszystkim jednak jeden zabawny element. Tak się złożyło, że akurat wtedy reklamę z udziałem kadrowiczów kręciła Telekomunikacja Polska. Dzięki obecności na zgrupowaniu Żuraw później bardzo często pojawiał się na billboardach i w telewizyjnych reklamach właśnie w reprezentacyjnej koszulce.

Trenerka, trudny chleb. Po zawieszeniu butów na kołku Żuraw wziął się za trenerkę. W latach 2010-2012 prowadził WKS Wieluń, jednocześnie sam będąc zawodnikiem tego zespołu. W sezonie 2012/2013 został trenerem Odry Opole, z którą w tym samym sezonie uzyskał awans do II ligi oraz zdobył Puchar Polski na szczeblu okręgowym województwa opolskiego. Jednak już w listopadzie 2013 roku został zwolniony. Od początku maja do połowy czerwca 2014 roku prowadził zespół I-ligowej Miedzi Legnica. Od września 2014 do października 2015 pracował natomiast przy ul. Bułgarskiej jako asystent Skorży. Niemal przez dwa lata pozostawał zatem bez pracy.

Tygrysi skok. W internecie można znaleźć filmik, na którym Dariusz Żuraw wchodząc na boisko najpierw wita się z kibicami, tygrysim susem pokonuje bandę reklamową i… pada jak ścięty. Całkiem zabawne.

Syn. Śladem swojego ojca poszedł również syn Dariusza Żurawia – Szymon. Występował on w zespole WKS Wieluń – najpierw jako junior, a później pojawiał się w zespole seniorów III-ligowego klubu. Obecnie studiuje na AWF we Wrocławiu.

Więcej do poczytania o Żurawiu - tutaj i tutaj.

Tekst pochodzi z programu meczowego Lecha Poznań

P.

środa, 31 maja 2017
Kubi z płetwą

Dziwną to karierę ma za sobą dzisiejszy jubilat - Arkadiusz Kubik (ur. 31.05.1972). Największą popularnością cieszył się jako dwudziestolatek, by potem zniknąć z kibicowskich radarów za sprawą... transferu do lepszej ligi. Ale po kolei.

Bb9mKwICYAEvYv0

Kubik to wychowanek Cracovii (jego ojciec Dominik również tam występował), z klubem tym dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski juniorów. Już jako dwudziestolatek trafił jednak do Górnika Zabrze - drużyny nie tylko bardzo silnej, ale i trzęsionej przez starszyznę. Szybko jednak wyrobił sobie w niej silną pozycję - zarówno dzięki kompetencjom piłkarskim, jak i pozaboiskowym (zawsze jest wymieniany jako członek załogi zabawowej).  Występował na lewej pomocy, opcjonalnie na lewej obronie. Dysponował dobrym uderzeniem z lewej nogi i często wykonywał stałe fragmenty gry. Jednak jego główny znak charakterystyczny to fryzura na płetwę :)

Kubik spędził w Zabrzu 3,5 roku i stał się w tym czasie bardzo solidnym ligowcem. Był etatowym graczem reprezentacji młodzieżowej i kwestią czasu wydawało się jego wieloletnie umoszczenie się w lewym sektorze boiska dorosłej kadry. Sprawa miała być o tyle nieuchronna, że debiut w niej zaliczył w maju 1994 (czyli jeszcze przed 22. urodzinami). Był to mecz Polska - Węgry (3:2),

20170531_120927

a kilka dni później dorzucił kolejne spotkanie (Polska - Austria 3:4). Henryk Apostel stawiał więc na młodego gracza puszczając w bój w bataliach towarzyskich i sadzając na ławce w grach eliminacyjnych (1:2 z Izraelem, 0:0 z Azerbejdżanem).

Po przegranych eliminacjach do EURO 1996 Apostel jednak pożegnał się z posadą selekcjonera, a Kubik na początku 1996 roku opuścił polską ekstraklasę. I wtedy... temat jego występów w reprezentacji na zawsze został zamknięty. W kadrze nigdy więcej już się nie pojawił, a i zdecydowana większość kibiców straciła go bezpowrotnie z oczu. Szkoda, bo sportowo na przeprowadzce na pewno nie stracił.

Kubik przeniósł się bowiem do belgijskiej ekstraklasy, do klubu KRC Harelbeke.

Kubik_Arkadiusz

Spędził w nim 5,5 rok i osiągał z tym zespołem całkiem solidne wyniki. Zajmował kolejno 12., 9., 5. (sezon 1997/1998, rywalizacja do samego końca z Germinalem Ekeren i Anderlechtem o prawo do gry w pucharach), 11., 14. i 17. (spadkowe) miejsce w tabeli. Dał się poznać jako dobry i skuteczny lewy obrońca (132 mecze i 10 goli). Tygodnik "Piłka Nożna" regularnie informował o jego dobrej dyspozycji i wypada mu zawierzyć w tej kwestii :) Szkoda zatem, że Piechniczek, a później także Wójcik, nawet nie spróbowali go w kadrze, tym bardziej, że lewonożnych zawodników zawsze nam brakowało.

Po degradacji Harelbeke Kubik zaliczył epizod w Zagłębiu Lubin (4 mecze w kiepskim sezonie 2001/2002), ale szybko znów obrał kurs na Eerste Klasse i dorzucił do CV 2,5 sezonu w Royal Antwerp.

Kubik_Arek_320

Tym razem poszło już jednak gorzej. Antwerp bronił się przed spadkiem z ekstraklasy (miejsca 16. i 12.), by z niej wreszcie spaść (ostatnie 18. miejsce w sezonie 2003/2004).

W 2004 wrócił więc na stałe do Polski, ale grał wyłącznie w niższych ligach. Najpierw na zapleczu - w Widzewie i Jagiellonii (tutaj też do poczytania o sympatii Nawałki do niego, a tutaj o kibicowskich pretensjach dotyczących spotkań barażowych). Później występował już tylko amatorsko w Górniku Wieliczka, Bronowiance Kraków i Dębie Paszkówka (w tych dwóch ostatnich był także grającym trenerem). W marcu tego roku został natomiast szkoleniowcem A-klasowej Cedronki Wola Radziszowska. Poza tym pojawia się także w meczach oldbojów Cracovii. Polecam do przeczytania ten wywiad z nim.

Kubik to zatem przykład zawodnika, którego kariera, całkiem udana, przeszła kompletnie bez echa w naszym kraju. Winić można za to... nierozwinięte jeszcze w latach 90-tych globalne media :) Dzisiaj jego występy w Belgii mógłby śledzić każdy posiadacz telewizji kablowej. Wtedy jednak jedyną informacją był akapit w "Piłce Nożnej".

P.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20