Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Czterech braci, cztery pióra, cztery wizje.
Archiwum

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry, Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary i Islandii, którą miał przyjemność objechać; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi; za najwspanialszy uważa mundial we Francji, a do końca życia nie wybaczy reprezentacji Polski, że nie wyszła z grupy na Euro 2012

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem, wplatając w to technologię; jego rejestr Polaków grających za granicą, obcokrajowców grających w Polsce i największych piłkarskich obieżyświatów jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik; mundial jego dzieciństwa odbył się w USA

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10 takich jak Gheorghe Hagi i Carlos Valderrama; tęskni za powrotem do świetności polskiego hokeja na lodzie

Sławek (1976) - gdy tylko zamknie oczy widzi Diego Maradonę mijającego rywali w Meksyku, kompendium o tamtych mistrzostwach jest jego piłkarską biblią; kultywuje pamięć o testach do Olimpii Poznań, do której można było się dostać kopiąc piłkę 10 razy w poprzeczkę

Wydawnictwo Kopalnia poprosiło ich o napisanie rozdziału o maluczkich na mistrzostwach świata, a Michał Okoński stwierdził, że czytają ich piłkarscy hipsterzy. Są z tego dumni.

Locations of Site Visitors

poniedziałek, 18 stycznia 2016
Konin Bydgoszcz Nowak

Pojawienie się na trenerskiej ławce Lechii Piotra Nowaka przypomniało mi, że poprzedni udział nowego coach gdańszczan w polskiej piłce klubowej zaowocował jednym z najbardziej pokracznych tworów w dziejach naszej piłki - klubem piłkarskim o nazwie KP Konin Bydgoszcz.

Pod koniec ostatniej dekady XX wieku Aluminium Konin było jednym ze stałych kandydatów do awansu do ekstraklasy. Nigdy jednak nie postawili kropki nad "i" (1997/1998 - 2. miejsce w gr. zach.; 1998/1999 - 5. miejsce). W międzyczasie natomiast pojawiły się problemy finansowe. Najpierw ze sponsorowania klubu zrezygnował Impexmetal SA. Na początku 1999 roku KS Aluminium Konin przekształcono w Sportową Spółkę Akcyjną Aluminium Konin, obejmującą tylko drugoligowy zespół piłkarzy, natomiast pozostałe drużyny - czwartoligowa, juniorzy i trampkarze - pozostały w KS Aluminium jako Stowarzyszenie Sportowe. Ostatecznie sezon Aluminium zakończyło na 5 miejscu.

Dalej warto oddać głos stronie Górnika Konin:

W sezonie 1999/00 w klubie pojawili się dziwni ludzie, w tym były reprezentant Polski Piotr Nowak. Dawna drużyna została jednym słowem zdemolowana. Dziwne układy i źródła finansowania sprawiły wkrótce, że bieda na stałe zagościła w drużynie, a piłkarze nie mieli płacone na czas. Klub ze zmienioną nazwą na KP Konin, po pierwszej rundzie został potajemnie przeniesiony do Bydgoszczy (tam ostatecznie upadł po zakończeniu sezonu). Jeszcze w Koninie podczas rundy jesiennej doszło do tragikomicznej sytuacji. W wyniku braków kadrowych, po czerwonej kartce dla bramkarza między słupkami zmuszony był stanąć… napastnik Dariusz Wojciechowski. Nie dziwne zatem, że w tym sezonie „półkoniński” klub był totalnym outsiderem i zajął ostatnie miejsce w ligowej tabeli.

Gdy po sezonie 1999/00, „koniński” klub pod nazwą KP Konin został potajemnie przeniesiony do Bydgoszczy, jego dotychczasowe III-ligowe rezerwy zaliczyły spadek do IV ligi. Wkrótce okazało się, że to one będą stanowić pierwszą drużynę konińskiego klubu.

Co się wówczas formalnie wydarzyło? W sezonie 1999/2000 pierwszy zespół, występujący w II rundzie, zmienił nazwę na Klub Piłkarski Konin Sportowa Spółka Akcyjna. Drugi zespół, trzecioligowy pozostał przy hucie Aluminium jako KS Aluminium Konin SSA. KP Konin po I rundzie zajmowało ostatnie miejsce. Przed rozpoczęciem drugiej rundy drużyna KP Konin SSA została przeniesiona do Bydgoszczy. Nowa nazwa klubu: KP Konin Bydgoszcz. Na "domowe" (tylko co to znaczy?) wiosenne mecze tego cudacznego tworu, jak wieść gminna niesie, przychodzi około 20 osób. Drużyna w rundzie rewanżowej 8 punktów i spada do III ligi. Wyniki z całych rozgrywek do wglądu tutaj. Robi wrażenie porażka 3:7 z Polarem w ostatniej kolejce.

Dalsze dzieje futbolu w Koninie - tutaj.

Doczytać można też tutaj i tutaj. A o dalszej "przygodzie" Nowaka w Bydgoszczy - tutaj i tutaj.

Nowak w Koninie jest nienawidzony, a w Bydgoszczy przynajmniej nielubiany. Na szczęście dla niego żadnego z tych miast nie nawiedzi podczas przygody w Lechii. Postronny obserwator może też zauważyć, że Nowak w Polsce pojawia się w klubach, w których... hmmm... dużo się dzieje (przypadek?). Co się wydarzy dalej?

P.

niedziela, 15 stycznia 2012
Jak Krzysztof Kotorowski marzył o Legii Warszawa

Krzysztof Kotorowski, mecz Lech Poznań - Legia Warszawa

Jedynym piłkarzem z obecnej kadry Kolejorza, który został ''Laureatem złotej dziewięćdziesiątki Lecha Poznań'' i dostał z tej okazji piękny jubileuszowy medal jest Krzysztof Kotorowski. Poznaniacy są w ocenie jego umiejętności raczej podzieleni. Jedni tego zawodnika lubią, ale pomni niektórych straconych goli wolą, by od bramki Kolejorza trzymał się w stosownej odległości. Inni tę sympatię też czują, a do tego, przy wpuszczonych golach, ''Kotorowskiego winiliby najmniej''. Kotora nie lubić naprawdę trudno, ale za to medali jeszcze chyba nie dają - przynajmniej nie tych za zasługi dla klubu.

Na pewno nie ma jednak co dyskutować z faktami. A te są takie, że żaden inny bramkarz nie stał między słupkami Kolejorza w tylu meczach co Krzysztof Kotorowski.

1. Krzysztof Kotorowski (189 spotkania)
2. Piotr Mowlik (171 spotkań)
3. Zbigniew Pleśnierowicz (164 spotkania)
4. Henryk Wittig (159 spotkań)
5. Kazimierz Sidorczuk (130 spotkań)
6. Norbert Tyrajski (126 spotkań)
7. Andrzej Turek (111 spotkań)
8. Ryszard Jankowski (110 spotkań)
9. Marian Wilczyński (88 spotkań)
10. Andrzej Skrzypczak (77 spotkań)

Na pierwsze miejsce w tej klasyfikacji wychowanek Olimpii Poznań wysunął się po ligowym meczu z Legią Warszawa (1:0), minionej wiosny. - Przez te siedem lat [od 2004 roku] niczym sikorka dziobałem te kolejne mecze i teraz tyle ich się uzbierało - mówił wtedy.

Pomyśleć, że ta sikorka mogła dziobać kolejne mecze dla... Legii Warszawa. Ba! W młodości o tym marzyła. W czasach, gdy ''90 minut'' oznaczał przede wszystkim cykl wywiadów w tygodniku Piłka Nożna, a nie popularny serwis internetowy, ukazała się - w tymże tygodniku - rozmowa z niespełna 24-letnim wtedy bramkarzem Dyskobolii Grodzisk Wlkp. Tytuł rozmowy przeprowadzonej przez Marcina Szczepańskiego w numerze z 11 lipca 2000 roku jest dość jednoznaczny, podobnie jak słowa zawodnika.

Krzysztof Kotorowski o grze w Legii Warszawa

(gdyby coś z obrazkiem było nie tak, jest też link na Legia.net: - Założyłem sobie, że jeszcze przez rok solidnie popracuję w Grodzisku, a później odejdę do dobrego polskiego klubu. Jakiego? Marzy mi się warszawska Legia. Niedawno dowiedziałem się, że tam rozważano kandydatury Grześka Tomali z Odry i moją)

Krzysztof Kotorowski nie trafił jednak do Legii, a do Lecha. A wygrane karne z Interem Baku i jego determinacja, by pomimo odstawiania na bok, walczyć o kolejne kontrakty i miejsce w bramce, będą mu w Poznaniu zawsze pamiętane.

Krzysztof Kotorowski po meczu Lech Poznań - Inter Baku

B.

Zuch nie gra w Lechu, a w Szwajcarii

Flisak z przeszłością. Jarosław Maćkiewicz

sobota, 06 sierpnia 2011
Jak Wisła i Lech nie były rozstawione, a Groclin nie grał o Ligę Mistrzów

W tym roku polskie kluby mają naprawdę potężnego fuksa w losowaniach. Tyczy się to przede wszystkim Śląska Wrocław, ale i Legia nie mogła narzekać na Gaziantepspor, a teraz Wisła dostała najsłabszego (rankingowo) rywala, czyli APOEL (przy okazji - to skrót od Athletikos Podosferikos Omilos Ellinon Lefkosias, Lefkosias to po cypryjsku grecku Nikozja, czyli pisanie APOEL Nikozja to jak pisanie ŁKS Łódź, wygląda normalnie, ale to jednak bez sensu).

Gdyby odpadła jeszcze jedna drużyna wyżej notowana w rankingu (odpadły Glasgow Rangers, Rosenborg Trondheim i Partizan Belgrad), wtedy Wisła byłaby rozstawiona w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Tak się nie stało. Nie będzie to jednak notka o tym, że Wisła rozstawiona nie była i dlatego nie awansuje (bo tak nie uważam), a o tym, że polskie kluby w walce o LM mogły mieć dużo łatwiej niż miały. I teraz i w przeszłości. I zależało to tylko od nich. A mało kto o tym pamięta.

2011: Lech traci mistrzostwo na rzecz Wisły

Po tym, co Kolejorz nawyprawiał w Lidze Europejskiej, jego dorobek w rankingu UEFA wyglądał następująco:

2006/2007: 0.5250 2007/2008: 0.3332 2008/2009: 8.0000 2009/2010: 1.9250 2010/2011: 10.9000 SUMA: 21.683

A to oznacza, że bez względu na wyniki innych zespołów, Lech byłby rozstawiony w ostatniej rundzie tegorocznych eliminacji Ligi Mistrzów. 

Glasgow Rangers SCO 56,028
FC København DEN 51,110
BATE Borysów BLR 23,216
LECH POZNAŃ  POL 21,683
Maccabi Hajfa ISR 21,400
NK Dinamo (Zagrzeb) CRO 20,224
Rosenborg BK NOR  19,375
FK Partizan (Belgrad) SRB 15,850
APÓEL (Nikozja) CYP 13,124
WISŁA KRAKÓW POL 10,183
SK Sturm Graz AUT 8,640
Liteks Łowecz BUL 8,575
KRC Genk BEL 8,400
ŠK Slovan Bratysława SVK 5,899
FC Viktoria Plzeň CZE 5,170
NK Maribor SVN 4,224
HJK FIN 3,793
Ekranas Poniewież LTU 3,541
FC Zestafoni GEO 2,891
Malmö FF SWE 2,825
Shamrock Rovers FC IRL 2,741

Byłby, ale nie zdobył mistrzostwa Polski. Tym większe brawka dla drużyny Jacka Zielińskiego i Jose Bakero za spartolenie minionego sezonu ekstraklasy...

2006: Wisła traci mistrzostwo na rzecz Legii

Sytuacja analogiczna. Jeden świetny i dwa bardzo dobre sezony Wisły w pucharach pozwalają jej na zgromadzenie 29 punktów.

2001/2002: 6.3610 2002/2003: 12.1860 2003/2004: 7.3610 2004/2005: 2.8250 2005/2006: 0.3710 SUMA: 29.104

I choć dwa ostatnie z tych sezonów były słabsze, to wobec grona drużyn z innych krajów z niższym rankingiem, Wisła pierwszy raz byłaby rozstawiona w ostatniej rundzie eliminacji. Jako ostatni zespół, wypychając z grona rozstawionych Slovana Liberec, ale to bez różnicy.

To byłby tym większy wyczyn, że mówimy o czasach sprzed reformy Platiniego i podziału na strefy mistrzowską i niemistrzowską.

Ale Wisła nie zdobyła mistrzostwa. I nie była rozstawiona. A Legia odpadła z Szachtarem Donieck.

2004: FC Porto zabiera Puchar Mistrzów, a AS Monaco zabiera Wiśle rozstawienie  

Wisła mogła być rozstawiona jeszcze wcześniej, ale wtedy już nie zależało to już tylko od niej. Finał Ligi Mistrzów w 2004 roku miał chyba najbardziej zaskakujący skład w całej jej historii. FC Porto grało z AS Monaco, a wiślacy ściskali kciuki za Francuzów z księstwa. Jak się bowiem okazało, gdyby Monaco wygrało finał, Wisła byłaby rozstawiona. Didier Deschamps mógł jednak tylko pooglądać puchar, a z jego zdobycia cieszyli się Portugalczycy po wygranej 3:0. Krakowianie byli najwyżej spośród wszystkich drużyn nierozstawionych w eliminacjach Ligi Mistrzów. W nagrodę zagrali z najlepszym zespołem z rozstawionych, czyli z Realem Madryt :)

(dzięki, airborell)

2004-2005: Chamakh zabiera wicemistrzowi Polski miejsce w eliminacjach Ligi Mistrzów

Świetne mecze Wisły Kraków w Pucharze UEFA w sezonie 2002/2003 i Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wlkp. rok później sprawiły, że Polska miała znakomity krajowy coeficient i z Norwegią biła się o 15. miejsce w rankingu. Wszystko było w nogach grodziszczan. Wystarczyło, by w dwóch meczach z Girondins Bordeaux, choć raz zremisowali. O drugim meczu (1:4 we Francji) nie ma co dyskutować, ale w pierwszym spotkaniu szansa była potężna.

Po pierwsze, już w 11. min gola zdobył Tomasz Moskała, a asystent sędziego niesłusznie pokazał, że był spalony.

Po drugie, już w 31. min czerwoną kartkę obejrzał Eduardo Costa z Bordeaux, po tym jak rzucił piłką w Ivicę Kriżanaca.

Po trzecie, dopiero w 90. min jedynego gola meczu strzelił dla Francuzów Marouane Chamakh. Gola, który zabrał wicemistrzowi Polski w sezonie 2004/2005 - a została nim Groclin Dyskobolia - możliwość walki o Ligę Mistrzów late 2005 roku. Dwie drużyny, Rosenborg od trzeciej i Vaalarengę od drugiej rundy, wystawili Norwegowie. A Polska już nigdy nie była tak wysoko w pięcioletnim rankingu klubowym UEFA.



B.

wtorek, 06 kwietnia 2010
Jak Andrzej Grajewski chciał w Lechu Wojciecha Kowalczyka

Notka miała wlecieć przed kolejnym wielkim meczem w Wielką Sobotę, ale w sumie z (nie)aktualności nic nie straciła.

Wyobraźmy sobie, że Piotr Reiss, choćby po nieudanym pobycie na rowerze w Greuther Furth, wraca do Polski. Ok, tego wyobrażać sobie nie trzeba, bo tak faktycznie było. Teraz jednak spróbujmy wyobrazić sobie, że Reiss jadąc baną mija stację Poznań Główny i wysiada dopiero na Warszawie Centralnej. By stamtąd ruszyć na ul. Łazienkowską - na stadion Legii.

Łatwiej chyba zobaczyć oczami duszy polską reprezentację, która umie wykonywać rzuty rożne, niż powyższy schemat. Bo wówczas, na przełomie wieków (gdy kluby wojskowe nie miały już takich przywilejów) przenosiny tak wielkiego symbolu Lecha do Warszawy czy na odwrót - przeprowadzka legionisty z krwi i kości do Poznania, wydawała się nie do pomyślenia. A jednak, w sierpniu 1999 roku, przejście Wojciecha Kowalczyka do Lecha, było całkiem możliwe. Wszystko przez dowcipnisia Andrzeja Grajewskiego.

A było to tak. Po dwóch sezonach spędzonych na wypożyczeniu w UD Las Palmas, Kowalczyk miał wrócić do Betisu Sewilla, którego był zawodnikiem. Betis jednak - jak pisze piłkarz w swojej książce - zalegał z wypłatami. I do czasu uregulowania stanu konta, Kowalczyk do Sewilli się nie wybierał. Wybrał się za to na rozmowy z Leche w Poznaniu, przynajmniej jak twierdzi ''Gazeta'' z Poznania, z 24 sierpnia 1999 roku:

Wojciech Kowalczyk, piłkarz reprezentacji Polski i napastnik hiszpańskiego Betisu Sewilla ma pojawić się dzisiaj na treningu Lecha Poznań. Wraz z Kameruńczykiem Embolą będzie starał się przypodobać trenerowi Adamowi Topolskiemu - obydwaj ci piłkarze mają grać w ''Kolejorzu''.

(...) jego forma jest wielką niewiadomą. Gracz ten niegdyś występował w podstawowym składzie Betisu, od dłuższego czasu jednak nie grał. Był nawet wypożyczony do drugoligowego UD Las Palmas. Krążą plotki o jego pokaźnej nadwadze - kibice będą mogli się o tym przekonać być może już dzisiaj. Kowalczyk jest bowiem spodziewany na treningu Lecha.

Słaba forma byłego legionisty nie jest jedyną przeszkodą na jego drodze do Lecha. Drugą jest właśnie przeszłość Kowalczyka. Kibice w Poznaniu nie mogą mu darować jego miłości do nielubianej tu Legii, ostentacyjnie deklarowanej przed wyjazdem do Hiszpanii. Przede wszystkim mają mu jednak za złe obraźliwe gesty, jakie Kowalczyk wykonywał pod adresem poznańskich kibiców w 1993 r., gdy strzelił Lechowi gola na Bułgarskiej. Wcześniej sam był obrażany przez szalikowców ''Kolejorza''.

Gdy odwiedziliśmy wczoraj stadion Lecha, zgromadzeni tam szalikowcy zapowiedzieli, że nigdy nie zaakceptują Kowalczyka w składzie Lecha i nie chcą go tu widzieć. - Niech się wynosi do Legii! - powiedział jeden z nich.

Tymczasem, jak ustaliliśmy, Kowalczyk podczas swych poprzednich odwiedzin w Poznaniu, a miały one miejsce w czwartek, zażądał od działaczy Lecha zorganizowania spotkania z kibicami "Kolejorza". Chce się na nim dogadać z szalikowcami i wyjaśnić wszelkie żale. Do takiego spotkania ma dojść dzisiaj.

Pozostaje wreszcie trzecia przeszkoda - cena. Betis Sewilla kupił Kowalczyka z Legii za 1,7 mln dolarów. Dwa lata temu, gdy piłkarz stracił miejsce w podstawowym składzie Betisu, ten chciał go oddać Legii właśnie za taką kwotę. Teraz odsprzedaż Kowalczyka Lechowi nawet za pół miliona dolarów nie wchodzi w rachubę. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Lech nie zapłaci więcej niż 100-200 tys. Pytanie, czy Betis zadowoli się taką sumą?

''Gazeta'' z 25 sierpnia poddawała już transfer pod sporą wątpliwość:

Wojciech Kowalczyk nie trenował wczoraj z drużyną Lecha Poznań.

Transfer Kowalczyka do Lecha miał sfinansować Jakub Andrzej Grajewski, biznesmen z Hanoweru, który rok temu był prezesem Lecha. W czwartek przyjedzie do Poznania na rewanżowy mecz rundy kwalifikacyjnej Pucharu UEFA pomiędzy Lechem a łotewskim Metalurgsem Lipawa. - Z pewnością po meczu dojdzie do rozmów zarządu Lecha z panem Grajewskim. Wyjaśnimy wszystkie wątpliwości dotyczące transferu Kowalczyka do Lecha - powiedział nam wczoraj Stanisław Butka, wiceprezes Lecha.

Przypomnijmy, że Kowalczyk ma ważny kontrakt z klubem hiszpańskiej ekstraklasy - Betisem Sewilla. Umowa będzie obowiązywać aż do 2004 r. Lech zatem musi kontaktować się także z przedstawicielami hiszpańskiego zespołu, a nie tylko z Grajewskim. Dotychczasowa wymiana zdań pomiędzy klubami ograniczyła się do przesłania dwóch faksów. - Potwierdzam, że do tej pory nie rozmawialiśmy z Hiszpanami, a wysyłaliśmy tylko faksy - mówi Butka.

Tymczasem Kowalczyk ma propozycje z innych zespołów. Jak podała jedna z rozgłośni radiowych najprawdopodobniej przejdzie on do jednego z klubów tureckich.

W Polsce, oprócz Lecha, piłkarz prowadził rozmowy z trzema innymi klubami - Legią Warszawa, Wisłą Kraków i Widzewem Łódź. Podpisanie umowy z Lechem wydaje się zatem mało prawdopodobne. Szczególnie, że większość członków zarządu Lecha jest temu przeciwna. Działacze Lecha twierdzą, że media zbyt mocno nagłośniły sprawę przejścia Kowalczyka do Lecha. Poza tym przeciwni temu są także sami kibice, którzy pamiętają jak kilka lat temu Kowalczyk pokazywał im lekceważące gesty.

26 sierpnia:

Sprawę Wojciecha Kowalczyka załatwimy po meczu z Metalurgsem Lipawa - mówi wiceprezes Lecha Stanisław Butka. - Wtedy przyjedzie do Poznania Andrzej Grajewski.

Były prezes Lecha ma kupić Kowalczyka z Betisu Sewilla za nie więcej niż 400 tys. dolarów.

I koniec sprawy, ''Gazeta'' z 4 września:

Definitywnie upadł temat przejścia do Lecha Wojciecha Kowalczyka. - Upadł, gdy dostaliśmy z Betisu Sewilla faks z ceną za tego piłkarza - mówi Butka. - Uznaliśmy, że to nie ma sensu.

Nie znalazłem ani jednej wypowiedzi Kowalczyka na temat przejścia do Lecha (ktoś coś podsunie?), o sprawie nie ma też ani słowa w jego książce. Fakty są takie, że od lata 1999 roku, do zimy 2001 roku, piłkarz pozostawał bez klubu. A potem? Potem założył dres z eLką. W polskiej ekstraklasie Kowalczyk tylko z nią się prowadzał.

B.

czwartek, 03 grudnia 2009
(Nie)zapomniany mecz: liga włoska - liga polska (1988). Postscriptum

Diego Maradona próbuje minąć Ryszarda Komornickiego

Sprawa meczu rozegranego 12 listopada 1988 roku (w weekend po meczach rewanżowych Górnika z Realem i Lecha z Barceloną!) od dawna nie dawała mi spokoju, więc gdy przy okazji wizyty Arrigo Sacchiego w Poznaniu spisałem możliwe do zdobycia w internecie wiadomości, poczułem ulgę. Ulga jednak była niepełna, tak jak niepełne były zdobyte dane. Brakowało pełnych składów, strzelców goli, przebiegu spotkania... Gdy więc miałem okazję dobrać się dziś w bibliotece do starych roczników Przeglądu Sportowego, czym prędzej rzuciłem się na rok 1988. Oto efekty. Będzie jednak tylko o meczu, sprawą ucieczki Andrzeja Rudego odpuszczam. Rzucę tylko, że komentarz w PS został opatrzony tytułem ''Zdrajca''. A ciekawostką jest fakt, że niezłą chryją zafundował wszystkim przed wyjazdem również Dariusz Dziekanowski.

PS 8.11.1988
„Dziekanowski odzyskał zaufanie Łazarka”

Sezon piłkarski zbliża się ku końcowi. Jeszcze tylko jedna kolejka ekstraklasa oraz pucharowe spotkana i pożegnamy się z piłką na długie miesiące. Zanim to jednak nastąpi, reprezentacja Polski, występująca pod nazwą Liga Polska, zmierzy się na stadionie Giuseppe Meazza w Mediolanie z zespołem ligi włoskiej. Będzie to oczywiście spotkanie towarzyskie, powodem jego zorganizowania jest jubileusz 90-lecia włoskiego związku piłki nożnej. Meczem tym „biało-czerwoni” zainaugurują też obchody 70-lecia PZPN, których finalne uroczystości odbędą się w przyszłym roku.(…)
Na sobotnie spotkanie (godz. 14.30) trener Wojciech Łazarek powołał:
Wandzik (Górnik), Jojko (GKS Katowice) – Kaczmarek, Wdowczyk (Legia), R. Warzycha (Górnik), Piotr –iński (ŁKS), Łukasik (Lech) – A. Rudy (GKS Katowice), Urban, Komornicki (Górnik), Warzycha (Ruch), Kosecki (Gwardia), Dziekanowski (Legia), Ziober (ŁKS), Araszkiewicz (Lech)
Zespół polski wyruszy do Włoch bez piłkarzy Górnika, rozgrywających w czwartek pucharowe spotkanie z Realem Madryt. Dołączą oni do kolegów dopiero w piątek przed południem.


PS 10.11.1988
„Z Maradoną na czele”

(…) W kadrze naszych ligowców pewne zmiany. Wycofany został Dariusz Kubicki (Legia) [którego nie znajdziemy na liście wyżej], trener Wojciech Łazarek powołał dwóch innych piłkarzy: Ryszarda Tarasiewicza (Śląsk) i Witolda Bendkowskiego (ŁKS). (…)
Arrigo Sacchi postanowił oszczędzić swoich asów
[z Milanu] – Holendrów Van Bastena, Gullita i Rijkaarda. Powołał za to do drużyny słynnego Diego Maradonę! Włoską ligę mają reprezentować także inne gwiazdy światowego futbolu – Brehmer i Mathaeus (Inter Mediolan), Careca (Napoli), Renato (Roma) i Hysen (Fiorentina). Liga włoska nie będzie jednak zespołem składającym się z samych obcokrajowców. Sacchi poprosił o udział w meczu także bramkarza – Gallego, Manciniego i Vierchowoda z Sampdorii oraz Virdisa z Milanu.

PS 11.11.1988
„Dziekanowski został w domu. Gramy z nie byle kim”
(…) Nie ma wśród nich Dariusza Dziekanowskiego. Piłkarz Legii – na wniosek trenera Andrzeja Strejlaua – został skreślony z listy wyjeżdżających. Powodem tej decyzji była absencja zawodnika na zajęciach klubowych. Po prostu Dziekanowski po meczu z Górnikiem przestał przychodzić na treningi. Trudno to wszystko pojąć; jeśli powód jest prawdziwy, należałoby chyba podjąć kroki bardziej zdecydowane, bo grożenie palcem – jak widać – nie pomaga.

PS 14.11.1988
Kazimierz Marcinek telefonuje z Włoch
„Nasza liga nie gorsza od włoskiej” s. 1
(…) W Mediolanie nie było jednak pogrzebu polskiego futbolu. Biało-czerwoni choć wystąpili bez Rudego i zawodników grających w klubach zagranicznych, spisali się nadzwyczaj dobrze. Zremisowali, choć przez kilka lat jedynym Polakiem, któremu włoscy kibice bili brawo był Zbigniew Boniek. Po sobotnim spotkaniu na San Siro grupa kibiców żegnała schodzących do szatni naszych piłkarzy oklaskami. Pokazali oni bowiem grę, która zaskoczyła gospodarzy, ale także takich speców jak trenerzy Bobby Robson i Olle Nordin.

„Diego Maradona uratował włoskich ligowców” s. 4

Początek spotkania nie zapowiadał ani emocji ani wysokiego poziomu. Atmosfera na stadionie przypominała raczej piknik. (...) Z boiska wiało nudą i zabłąkany gołąb ze spokojem mógł sobie spacerować po murawie. Także wysoko, ponad trybunami robotnicy rozbudowujący stadion nie przerywali pracy. Dźwig raz za razem dostarczał im cement oraz inne materiały budowlane. (...)

Obraz gry zmienił się wraz z wejściem na trybunę prasową... Grażyny Torbickiej z mężem. Nie, proszę nie myśleć, że wiedzieli o tym piłkarze. Akurat właśnie w tym momencie Robert Warzycha przechwycił piłkę przed polem karnym włoskiej drużyny, wyprzedził obrońcę i uzyskał prowadzenie. Gospodarze oniemieli. Do tej pory biało-czerwoni sprawiali raczej wrażenie przestraszonych i więcej uwagi poświęcali obronie.

Gol dodał animuszu naszym zawodnikom, a jednocześnie zmusił gospodarzy do bardziej zdecydowanej gry. Jednak więcej okazji strzeleckich mieli Polacy. Cóż z tego, kiedy Jarosław Araszkiewicz fatalnie spudłował, a Jacek Ziober zamiast podawać do lepiej ustawionych kolegów, sam próbował pokonać Galliego. Co gorsze Araszkiewicz nie zdołał chwilę później odebrać piłki Maradonie a ten pomiędzy dwójką polskich obrońców podał do Tasottiego i Wandzik nie mógł zapobiec utracie gola.

Podczas przerwy cieszyliśmy się jednak mimo wszystko z remisu (...). To co jednak biało-czerwoni pokazali po wznowieniu gry przeszło oczekiwania wszystkich. (...) Przez wiele minut gospodarze zupełnie nie mogli sobie poradzić z szybkimi akcjami naszych reprezentantów.

W 55. min popis umiejętności dał Dariusz Wdowczyk. Odebrał piłkę przed własnym polem karnym, przebiegł prawie całe boisko, zagrał ''klepkę'' z Janem Urbanem, położył na ziemię Galliego i strzelił gola. (...) Polski piłkarz i taka akcja! (...)

Wkrótce mogło być 1:3. Ryszard Tarasiewicz, który zmienił trochę nierozumiejącego się z kolegami Romana Koseckiego, podał do Araszkiewicza, a ten niestety trafił w słupek. W rewanżu Caniggia minął trzech Polaków, lecz Wandzik odbił piłkę nogą. Za chwilę udanym zagraniem popisał się Ryszard Komornicki, ale i Jan Urban nie trafił do bramki. Piłkarz Górnika miał jeszcze lepsze okazje. (...) Dwa razy przegrał pojedynek z Landuccim i wreszcie sprzed linii bramkowej piłkę wybił Gregucci.

Oczywiście również i Włosi stwarzali groźne sytuacje. Zwłaszcza Maradona przejawiał wielką chęć do gry. (...) W 72. min Argentyńczyk z wolnego trafił w słupek, a w 83. min ku ogromnej radości swojej, kolegów i kibiców zdobył wyrównującego gola. Co prawda pomógł mu w tym wydatnie Kaczmarek, który przypadkowo odbił piłkę prosto na jego nogę, ale strzał Maradony był naprawdę przedni.

Wynik 2:2 zupełnie nie satysfakcjonował włoskich ligowców. (...) Przeszkodziła im w zrealizowaniu zamiarów świetna gra Łukasika i kolegów.

Liga włoska:

AC Milan: Giovanni Galli, Mauro Tassotti, Alberigo Evani, Pietro Paolo Virdis
Inter: Lothar Matthaeus
Juventus: Giancarlo Marocchi
AC Fiorentina: Marco Landucci
Lazio: Angelo Adamo Grecucci
AS Roma: Lionello Manfredonia, Renato
U.S. Lecce: Juan Barbas
Sampdoria: Fausto Pari, Moreno Manini
Verona: Giuseppe Volpecina, Claudio Cannigia
Napoli: Careca, Diego Maradona

Liga polska:

Górnik: Józef Wandzik, Ryszard Komornicki, Jan Urban, Robert Warzycha
Legia: Zbigniew Kaczmarek, Dariusz Wdowczyk
Lech: Damian Łukasik, Jarosław Araszkiewicz
ŁKS: Jacek Ziober, Witold Bendkowski, Piotr Soczyński
Ruch Chorzów: Krzysztof Warzycha
Śląsk: Ryszard Tarasiewicz
Gwardia Warszawa (II liga): Roman Kosecki

B.

 
1 , 2