Futbol jakiego nie znacie. Niepopularności, introwertyczne ciekawostki i rzeczy, które moglibyście wiedzieć o piłce, ale nie wiecie czy chce Wam się o nie spytać. Trzej bracia, trzy pióra, trzy wizje.

Za tym blogiem stoją
bracia Nosalowie:

Bartek (1987) - fan Ruuda Gullita, którego pamięta z racji fryzury a nie gry oraz Leeds Utd, gdy prowadził je David O'Leary; trwające do dziś dzieciństwo spędza na fascynacji strojami piłkarskimi

Przemek (1984) - przez pół życia próbujący łączyć sport z socjologią i socjologię ze sportem; jego rejestr Polaków grających za granicą oraz obcokrajowców grających w Polsce jest obecnie dwa razy dłuższy niż równik

Radek (1978) - jedyny żyjący fan mistrzostw świata Italia 1990 oraz największy kibic Giuseppe "Il Principe la Roma" Gianniniego; kapłan kultu charyzmatycznych rozgrywających z numerem 10

Od maleńkości kibice Lecha Poznań

Wpisy z tagiem: bronowicki

czwartek, 31 grudnia 2009
Polska 2000-2009: Jacek Krzynówek i 2:1 reprezentacji z Portugalią

Już po północy cyfra dziesiątek w zapisie roku zmieni się z zera na jedynkę i choć pierwsza dekada XXI wieku minie dopiero za dwanaście miesięcy, niektórzy postanowili pokusić się o podsumowanie lat 2000-2009. No to siup. Najpierw o naszej pięknej ojczyźnie.

NAJLEPSZY PIŁKARZ: JACEK KRZYNÓWEK

Szanowne żury w składzie trzyosobowym, po przeanalizowaniu dokonań reprezentacyjnych i klubowych, punktowało w następujący sposób:

Tak naprawdę, wszystko co chciałbym tu napisać, zostało już napisane. Należy jednak podkreślić z całą stanowczością, że w latach 2000-2009, poczynając od kadencji Engela, a na Beenhakkerze kończąc, nikt przez te dziesięć lat nie zrobił dla kadry tyle co Jacek Krzynówek.

Najbardziej szkoda, że nie wychodziły mu turnieje mistrzowskie. W Korei, choć pamięta mu się głównie zmarnowaną sytuację z początku meczu z gospodarzami, był zdecydowanie najlepszym Polakiem obok Kryszałowicza. W Niemczech i Austrii było już naprawdę źle.

Jednak nim na tych dwóch imprezach zaprezentował się kiepsko, swoją grą w eliminacjach wprowadził na nie Polskę. Bo choć najpierw strzelał gole tylko towarzysko (Szwajcaria, Belgia, Kazachstan, Włochy), to z czasem regularnie zaczął trafiać w kluczowych momentach meczów o punkty. Trzy gole jesienią 2004 (Irlandia Północna, Austria, Walia). Trzy gole z Azerbejdżanem za Leo - jeden w meczu 5:0, ale przede wszystkim dwa, ratujące biało-czerwonym dupska zwycięstwo w Baku. I w końcu, ten z Portugalią.

A że nie samą reprezentacją żyje człowiek, Krzynówek grał z powodzeniem w Bundeslidze. I Lidze Mistrzów, w której zdobył trzy bramki - z Realem, Romą i Liverpoolem. Więcej trafień spośród Polaków ma tylko Krzysztof Warzycha (osiem), tyle samo - Emmanuel Olisadebe. Krzynówek jest jednym z zaledwie dziewiętnastu polskich futbolistów, którzy strzelali w LM. I jednym z sześciu w latach 2000-2009 (poza ww. jeszcze Hajto, Saganowski i Marcin Żewłakow).

Krzynówek to piłkarz, w podzięce za którego umiejętność (i siłę) uderzania piłki lewą nogą (i to w decydujących momentach) powinni zrzucić się na mszę trenerzy, zawodnicy i kibice reprezentacji. Amen.

 

NAJLEPSZY MECZ: POLSKA - PORTUGALIA 2:1 (11.10.2006)

Wojciech Kowalewski, Paweł Golański, Jacek Bąk, Arkadiusz Radomski, Grzegorz Bronowicki, Jakub Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Radosław Sobolewski, Euzebiusz Smolarek, Maciej Żurawski i Grzegorz Rasiak w podstawowej jedenastce oraz Jacek Krzynówek i Radosław Matusiak, którzy weszli z ławki rezerwowych delegowani przez selekcjonera Leo Beenhakkera. Ci piłkarze stworzyli nie tylko najwspanialszy mecz reprezentacji Polski w ostatnich dziesięciu, ale nawet w ostatnich dwudziestu czy dwudziestu pięciu latach.

Bohater Smolarek, który dopadł futbolówki szybciej niż znajdujący się bliżej niej Nuno Valente a także wykorzystał z zimną krwią (to spojrzenie na asystenta sędziego, czy nie pokazuje spalonego) sytuację sam na sam z Ricardo, aż żal hattricka, bo okazja ku niemu była.

Bohater Lewandowski, który przy pierwszym golu najpierw przerwał kontrę Portugalczyków wślizgiem, a po chwili oddał strzał dobity przez Ebiego.

Bohater Żurawski, który choć bohaterem był pechowym, bo jego uderzenie trafiło w słupek, to on jednak on centrował piłkę w pole karne przy pierwszym golu; no i był kapitanem drużyny.

Bohater Błaszyczykowski, który bramkową akcję, wymianą podań z Żurawskim zainicjował, a niedługo potem minął obrońcę portugalskiego, by podać piłkę w pole karne do kapitana.

Bohater Rasiak, który wywalczył piłkę i wyłożył ją na tacy Smolarkowi przy drugim golu.

Bohater Bronowicki, chyba mój ulubiony, który wręcz ośmieszał tego dnia Simao, a to odbierając mu piłkę, a to zakładając mu siatkę.

Bohater Golański, który choć był znalazł się w cieniu wybitnego tego dnia Bronowickiego, również radził sobie dzielnie z Portugalczykami, a o czym mało kto chyba pamięta, po jego uderzeniu piłka uderzyła w słupek - choć od zewnętrznej strony.

Bohater Kowalewski, który został pokonany dopiero w 93. minucie, a wcześniej bronił naprawdę pewnie.

Bohaterowie Bąk, Radomski i Sobolewski, którzy w swej mrówczej pracy w defensywie osiągnęli tego dnia mistrzostwo, jak wszyscy wcześniej wymienieni byli o ułamek sekundy szybsi czy o centymetry dokładniejsi od Portugalczyków.

Złościć może chyba tylko to, że wynikiem właściwie oddającym przewagę naszej drużyny w tym spotkaniu byłoby 3:0 czy 4:0, a nie 2:1. To był tak dobry mecz reprezentacji Polski, że aż boję się, iż lepszego już nigdy nie zobaczę.

B.

RCD Mallorca - Schalke 04 Gelsenkirchen 0:4